40-letnia mieszkanka Czelabińska najpierw padła ofiarą oszustów z call center, którzy zmanipulowali ją i wyłudzili 40 tys. rubli (ok. 2 tys. zł). Gdy kobieta zorientowała się, że straciła pieniądze, przestępcy zaproponowali jej rzekomą „reklamację” i szybki sposób na odzyskanie strat. Wmówili jej, że jeśli podpali własne mieszkanie, nagra wszystko na wideo i udokumentuje „szkodę” dla ubezpieczyciela, otrzyma wysokie odszkodowanie. Kobieta uruchomiła transmisję, a oszust sterował nią na żywo, wydając polecenia dotyczące podpalenia. Gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać, próbował jeszcze przekonać ją, że zgodnie z rzekomą procedurą musi zostać w płonącym pokoju przez pięć minut, aby ubezpieczyciel uznał sprawę. Uciekła dopiero wtedy, gdy mieszkanie wypełniło się dymem. Strażacy ewakuowali dziesięciu lokatorów z innych mieszkań w tym bloku, nikt nie odniósł obrażeń, ale lokal kobiety spłonął doszczętnie. Kobieta straciła dach nad głową, ale za to ma teraz na głowie policję i zapewne odpowie za podpalenie i narażenie innych lokatorów.
Jednak mam wątpliwości czy to piorunować. Nawet nie wiemy, czy ta kobieta czymś zawiniła a może być po prostu chora psychicznie. Jedyną jej winą jest to, że urodziła się w kacapii.
Dla mnie za mało informacji żeby czerpać z tego przyjemność.
chcialbym ale podjolem decyzje bojkotu tej edycji, z ciezkim sercem bo lovciam pilke ale co poradzisz, kompas moralny ma sie tylko jeden wiec trzeba za nim isc.
Tytuł: Indika Developer: Odd Meter Wydawca: 11 bit studios Rok wydania: 2025 Gatunek: indie, powieść wizualna Użyta platforma: Xbox Series X/S Czas do ukończenia: 4h 54min Ocena: 7.5/10
Kolejny nietypowy tytuł, który ostatnio ukończyłem, to INDIKA. Najprościej rzecz ujmując: to symulator zakonnicy XD. Brzmi dziwnie? Bo to jest niezwykle dziwna, unikalna i momentami bardzo niepokojąca gra. Jeśli szukacie czegoś totalnie nieszablonowego, to trafiliście pod właściwy adres.
Akcja toczy się w alternatywnej, XIX-wiecznej Rosji. Wcielamy się w młodą zakonnicę o imieniu Indika, która próbuje odnaleźć się w surowej, klasztornej rzeczywistości. Problem polega na tym, że dziewczyna nie grzeszy przesadną świętością, a w podróży (w którą z czasem wyrusza) towarzyszy jej... sam Diabeł, będący cynicznym głosem w jej głowie.
Fabuła to kawał naprawdę świetnej, intrygującej historii. Gra zręcznie miesza elementy surrealistyczne, czarny humor oraz głębokie pytania o wiarę i moralność. Całość jest jednak niezwykle ciężka i depresyjna – a sama końcówka to już w ogóle uderza w tak ponure tony, że po napisach końcowych człowiek musi chwilę posiedzieć w ciszy i przetrawić to, co właśnie zobaczył. Podczas rozgrywki miałem bardzo silne skojarzenia z Senua's Saga (kto grał, ten doskonale będzie wiedział dlaczego – ten wszechobecny motyw psychozy, głosów w głowie i ciągłego kwestionowania rzeczywistości robi tu genialną, duszną atmosferę).
Mechanicznie to przede wszystkim narracyjna przygodówka TPP z elementami eksploracji i rozwiązywania zagadek środowiskowych. Co ciekawe, gra potrafi zaskoczyć genialnymi wstawkami pixel-artowymi stylizowanymi na retro platformówki z czasów 16-bitowych, które symbolizują wspomnienia z przeszłości bohaterki. Te kontrasty między surowym, trójwymiarowym, mroźnym światem a kolorową minigrą robią niesamowite wrażenie artystyczne.
INDIKA to gra stosunkowo krótka (na około 4-5 godzin), ale tak intensywna pod kątem doznań i klimatu, że w pełni zasługuje na mocne 7,5/10. Tytuł jest dostępny na Xboxie i PC – często pojawia się w bardzo rozsądnych cenach. Dla fanów niebanalnych, artystycznych i psychologicznych doświadczeń to pozycja obowiązkowa do nadrobienia w jakiś wolny weekend.
Nie jest to tytuł dla każdego – jeśli szukacie lekkiej rozrywki, omijajcie szerokim łukiem. Ale jeśli lubicie ciężkie, depresyjne opowieści z klimatem rodem z psychologicznego thrillera (jak we wspomnianej Senui), będziecie zachwyceni tą rzymskokatolicko-surrealistyczną jazdą bez trzymanki.
Nie wiem dlaczego jest taka jazda po Nawrockim w temacie orderu. To Ukraińcy nawarzyli piwa w postaci "bohaterów UPA" i posprzątać tego nie chcieli chociaż mogli.
Mam nadzieję, że pójdą po rozum do głowy i nie będą orderów rozdawali byle łachudrą
Inba inbą, ale pokazuje to realny problem w relacjach Polsko-Ukraińskich. Bo raczej nie jest to zaskoczeniem że nazwa "bohaterów UPA" została odebrana źle. Co oznacza że Ukraina po prostu olała ten fakt, stwierdzając że nasze ewentualne oburzenie nie jest ważne.
Jakim cudem opinia kraju który jest głównym hubem logistycznym we wsparciu ich wojny obronnej, który chroni uchodźców z terenów objętych walkami, który od pierwszego dnia był zaangażowany może nie być ważna? Według mnie pokazuje to jasno że dotychczasowa polityka była po prostu prowadzona na odjeb się.
Batyr to tylko gówno które wypłynęło na fali problemów tego tomiwisizmu. I niestety widać że polityki żadnej z tego nie będzie, poza wewnętrzną napierdalanką.
A tutaj wypadałoby serio zrewidować podejście. Wspieranie Ukrainy jest w naszym interesie - ale w momencie w którym ta pomoc jest traktowana przedmiotowo, powinniśmy też zacząć to traktować przedmiotowo. A z tego co się orientuje to nasze orły nawet nie siedzą przy stole negocjacyjnym.
93 + 1 = 94 (Coś nie balngla. Musiałem sam dodawać... w piątek kurde no).
Tytuł: The Alters Developer: 11 bit studios Wydawca: 11 bit studios Rok wydania: 2025 Gatunek: przygodowa, survivalowa Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 28h 7min Ocena: 8/10
Po kilku mniejszych i starszych tytułach, pora na coś naprawdę świeżego i cholernie grywalnego. Na moim Xboxie wylądowało polskie The Alters od ekipy z 11 bit studios (twórców m.in . This War of Mine i Frostpunka). I powiem Wam krótko: "dobre, bo polskie"! Grało mi się w to niesamowicie przyjemnie.
The Alters to bardzo unikalny miks gry survivalowej, zarządzania bazą i eksploracji obcej planety. Wcielamy się w Jana, robotnika, którego baza rozbiła się na nieprzyjaznym globie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, jak gra potrafi genialnie "popędzić" gracza. Zapomnijcie o nudnym, bezcelowym i powolnym zbieraniu surowców, jakie znamy z wielu innych survivali – tutaj po prostu nie da się "wiecznie" siedzieć w jednej lokacji.
Nadciągające, niszczycielskie promieniowanie słońca nieustannie zmusza nas do przemieszczania ogromnej, mobilnej bazy kołowej. Autentycznie czuć tu presję czasu i permanentny "stres", że jeśli nie zbierzemy potrzebnych materiałów wystarczająco szybko i nie ruszymy dalej, to po nas. Ten mechaniczny bat nad głową sprawia, że rozgrywka trzyma w napięciu od początku do końca i nie ma mowy o nudzie.
Drugim genialnym filarem gry jest fabuła i mechanika tworzenia "alterów", czyli alternatywnych wersji samego Jana z przeszłości (opartych na jego innych życiowych wyborach). Aby przetrwać, potrzebujemy rąk do pracy – naukowców, techników, górników. Tworzymy ich więc z... samych siebie. Każdy alter ma jednak swoją osobowość, własne emocje i problemy, którymi musimy zarządzać, co tworzy niesamowity klimat psychologicznego thrillera i dramatu obyczajowego w kosmosie.
Gra od premiery zapowiadała się na hit i 11 bit studios zdecydowanie dowiozło jakość. Tytuł był dostępny od pierwszego dnia w usłudze Xbox Game Pass, co dla posiadaczy abonamentu jest wręcz darmowym biletem do jednej z ciekawszych i najbardziej oryginalnych gier science-fiction ostatnich lat. Nawet kupując ją poza abonamentem – gra jest warta swoich pieniędzy, bo oferuje unikalne mechaniki i syndrom "jeszcze jednego cyklu".
Jeśli macie Game Passa, instalujcie bez zastanawiania. Dostajemy świetny, polski survival z unikalnym pomysłem, który zamiast pozwalać na nudne błądzenie, serwuje nam kapitalny wyścig z czasem. Gorąco polecam!
Świetna gra. Gameplay to może nic nadzwyczajnego, ale koncept historii i jej wykonanie wciągają, a piosenka śpiewana przez członków załogi na koniec jednego z rozdziałów jest tym ostatnim ziarenkiem, który sprawił, że gra permanentnie chwyta za jaja i serce, i nie puszcza aż do końca.
@NiebieskiSzpadelNihilizmu znaczy jest otwarty na krótszych bokach. Tak jakby dla specyfiki tego sportu tam się miejsca za bardzo nie sprzedawały. Nie wiem, ciężko to opisać, takie uczucie jakby bramkarz broniący bramki to jednak było ciekawe, a tu dobiegnięcie na pole za bramką plus ew. wykop piłki między wysokie słupki to już takie meh
edit: a jeszcze poprzeczne linie kolejnych dziesiątek jardów tak jakby ustalają geometrię w poprzek boiska...
Ja myślę że chodzi o panoramę miasta za stadionem.
U nas generalnie jest szaro, brzydko, straszna padaka, nie ma co pokazywać i lepiej to zakryć a w USej mają piękne wierzowce, stąd lepszy efekt gdy się jest na takim stadionie
@boogie typ, który przywalił śmietnikiem ogólnie powinien siedzieć za coś w stylu napaść oraz za spowodowanie zagrożenia publicznego. Jak zdjął tego motocyklistę, to motocykl pojechał dalej i wjechał w ludzi.