Na tym mundialu najbardziej zaskakują mnie stadiony... Kto wymyśla takie projekty xD W Europie chyba takich dziwnych desjanów nie ma...
ps. Czesi i RPA to najgorsze repy na tym turnieju. Strasznie to się ogląda, jakby grali za karę.
#pilkanozna


Na tym mundialu najbardziej zaskakują mnie stadiony... Kto wymyśla takie projekty xD W Europie chyba takich dziwnych desjanów nie ma...
ps. Czesi i RPA to najgorsze repy na tym turnieju. Strasznie to się ogląda, jakby grali za karę.
#pilkanozna

Zaloguj się aby komentować
Chyba najlepszy mecz na tym turnieju do tej pory.
#pilkanozna

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Czy tam jest tak pusto na tym stadionie?!
#pilkanozna #mistrzostwaswiata

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Fajnie taki mieć, ale jak szybko się nie będzie chciało takiego robić? :)
#ciekawostki #piorawieczne
Zaloguj się aby komentować
Coś nie pykło :)
#ciekawostki #natura #2137 trochę #heheszki
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Go Brasil!!!!
Edit:
Go Maroko!!!! :)
#pilkanozna
Zaloguj się aby komentować
Trochę to otwarcie tandetne
#pilkanozna #mistrzostwaswiata

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
92 + 1 = 93
Tytuł: Fable Anniversary
Developer: Lionhead Studios
Wydawca: Microsoft Studios
Rok wydania: 2014
Gatunek: RPG, fantasy
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Ocena: 5.5/10
Klasyk, legenda, gra RPG, którą zachwycały się miliony. Słysząc te zachwyty, postanowiłem w końcu nadrobić zaległości i odpaliłem Fable Anniversary na Xboxie. Niestety, muszę to powiedzieć głośno: kompletnie mnie nie zachwyciło. Ząb czasu zrobił swoje, a legenda przerosła rzeczywistość.
Największy paradoks tej gry? W tytule mamy Fable (czyli baśń/baja), a w samej rozgrywce nie poczułem absolutnie niczego wyjątkowego czy magicznego. Ot, po prostu kolejny, poprawny, generyczny RPG z minionej epoki. Biegamy po dość korytarzowych lokacjach, machamy mieczem, rzucamy proste czary i rozwijamy postać od zera do bohatera.
Wszystkie te legendarne mechaniki Petera Molyneux – jak starzenie się postaci, rosnące rogi, gdy jesteśmy źli, czy reakcje mieszkańców wioski na nasz widok – dzisiaj nie robią już żadnego wrażenia i wydają się płytkie. Gra potwornie się zestarzała pod kątem topornego sterowania, archaicznego systemu walki i drewnianej narracji. Rozumiem, że w 2004 roku to mogła być rewolucja, ale wersja Anniversary, mimo podbitej grafiki, nie zdołała przypudrować tego wszechobecnego archiwum.
Nie skreślam jednak całego uniwersum. Cały czas mam nadzieję, że specyficzny, brytyjski klimat i prawdziwy humor tej serii poczuję w Fable 2 oraz Fable 3, które zamierzam kiedyś nadrobić.
No i oczywiście na horyzoncie majaczy zupełnie nowe Fable od Playground Games, którego premiera zapowiedziana jest na luty przyszłego roku. Liczę na to, że nowoczesna technologia i nowe podejście do tematu w końcu porwą mnie tak, jak oryginał porwał graczy ponad dwie dekady temu.
Gra jest dostępna w usłudze Xbox Game Pass lub do wyrwania za grosze na wyprzedażach wstecznej kompatybilności. Kupowanie tego jako pełnoprawnego, osobnego tytułu w ciemno polecam tylko osobom z ogromną tolerancją na retro-drewno lub gigantycznym kapitałem nostalgii.
Jeśli tak jak ja nie graliście w to w czasach świetności, możecie się mocno odbić. Warto sprawdzić z czystej ciekawości historycznej (szczególnie w Game Passie), ale nie nastawiajcie się na epickie, baśniowe przeżycie. Ja odliczam dni do lutego 2027.
Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/
#gamesmeter #gry #xbox #rpg #retrogaming

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Okres urlopowy się zbliża. Powodzenia w samolotach, autobusach i innych zbiorkomach :)
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
Nigdy nie publikowane wideo z momentu nauki @Dziwena gry w #gothic ze swoim kotem :)
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
690 + 1 = 691
Tytuł: Kleks i wynalazek Filipa Golarza
Rok produkcji: 2024
Kategoria: Baśń / Dla dzieci
Reżyseria: Maciej Kawulski
Czas trwania: 1h 56min
Ocena: 2/10
Pierwsza część nowego Pana Kleksa potrafiła jeszcze obronić się efektem świeżości. Niestety, kontynuacja brutalnie obnaża fakt, że twórcy całkowicie pogubili się we własnej bajce. Wizualny zachwyt minął, a pod warstwą różowej trawy i jaskrawych liści nie zostało absolutnie nic poza scenariuszową pustką. To filmowa tandeta, która zamiast magii serwuje widzowi potężne rozczarowanie.
To, co w jedynce cieszyło oko – jak słonie na szczudłach czy baśniowa kolorystyka – w sequelu zwyczajnie się przejadło i zaczęło nużyć. Najbardziej ucierpiała jednak sama postać Ambrożego. Zamiast charyzmatycznego, ekscentrycznego profesora dostaliśmy jakiegoś cipowatego, irytującego faceta, na którego aż przykro się patrzy. Aktorsko film leży na łopatkach, a scenariusz jest tak koszmarnie debilny, że momentami obraża inteligencję widza.
Mimo wszechobecnej tandety, w tym filmowym chaosie trafiają się nieliczne momenty, które ratują seans przed całkowitą katastrofą, a mowa tu porządnym (w miarę możliwości) czarnym charakterze Filipie Golarz – grany przez Janusza Rewińskiego – który pojawia się na ekranie na zaledwie 10-15 minut, ale jako jedyna postać „z krwią i kośćmi” sprawia, że ten film w ogóle da się dokończyć. Obok niego błyszczy Piotr Fronczewski, który reprezentuje klasę samą w sobie; jego głos ma taką magię, że mógłby czytać książkę telefoniczną (przy okazji – wszystkiego najlepszego z okazji niedawnych 80. urodzin!), a całość dopełniają udane, nostalgiczne mrugnięcia okiem do widza, takie jak Kasia Figura wspominająca kultowy „Pociąg do Hollywood” czy Marcin Najman paradujący w swojej legendarnej niebieskiej kurtce ze słynnego mema.
Twórcy chyba sami nie wiedzieli, do kogo kierują to "dzieło". Jeśli dla małych dzieci – chaos i głupota mogłyby jeszcze przejść jako „kolorowy szum”. Jeśli jednak dla dorosłych szukających nostalgii, to film szoruje po dnie.
Najlepszym podsumowaniem tego dramatu jest finałowa „walka o bajki”. Przesłanie było piękne i potrzebne – książki i wyobraźnia ponad smartfony. Ale wykonanie? Matko Boska... Brakowało tu jakiejkolwiek dynamiki. Zamiast nudnego dreptania, twórcy mogli pójść na całość w styl Harry'ego Pottera, podkręcić tempo i rzucić jakieś widowiskowe czary. Zamiast tego dostaliśmy bezpłciowe widowisko, które potwornie marnuje kultową opowieść Brzechwy.
Ocena: 2/10 (Wyróżnienie wyłącznie za niesłabnącą magię głosu Fronczewskiego, słonie na szczudłach i resztki różowej trawy z pierwszej części). Pozostaje tylko mieć nadzieję, że budżet państwa nie dołożył do tego ani złotówki.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
#filmmeter #filmy #film #netflix

@boogie
a całość dopełniają udane, nostalgiczne mrugnięcia okiem do widza, takie jak Kasia Figura wspominająca kultowy „Pociąg do Hollywood” czy Marcin Najman paradujący w swojej legendarnej niebieskiej kurtce ze słynnego mema.
Najman w Panie Kleksie. A myślałem, że po Tryumfie Pana Kleksa, gdzie główną rolę zagrał Jakimowicz to nic mnie w tej serii już nie zdziwi. W tygodniu odpalę paździerzolot i zmierzę się z kuriozum.
Zaloguj się aby komentować
Ktoś się zapisuje lub planuje szybko zainwestować po debiucie?
#inwestycje #spacex #gielda

Wszystko wskazuje na to żeby tego nie robić xD
Musk musi spłacić puste kredyty, więc połączył SpaceX z xAI, próbowali szponcić żeby pominąć roczny okres ochronny i zamienić na 2 tygodnie zeby fundusze emerytalne Amerykanów musiały kupić ich akcje, właściciele ich akcji podpisują jakieś shady deale które można anulować bez żadnej kary jak np Google z serwerami.
Z tego co kojarzę to bardzo podobny patent zrobił Facebook i no z tego co pamiętam inwestorzy z ulicy dobrze spłacili inwestorów jaszczura ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie i raczej odradzam inwestycję - wszystko zrobione pod to, aby wydymać inwestorów detalicznych na hajs już od samego początku. Zmiana zasad dodawania firm do dużych indeksów i sama struktura i sposób wejścia firmy na giełdę wskazuje na sztuczne generowanie popytu przy bardzo ograniczonej podaży. Cena pewnie wystrzeli i podejrzewam, że w ogóle ciężko będzie dostać akcje w pobliżu początkowych 135$ i przez pierwszy dzień to będzie niezły rollercoaster. W ogóle nie do końca wiem jak to się odbywa, ale dodanie spółki do obrotu u maklera może chwilę potrwac i nie wiem czy będzie od razu dostępna do handlu.
Zaloguj się aby komentować
Dziewczyna mówi, aby wymienić państwa z lepszym jedzeniem niż Anglia. Włosi podjęli wyzwanie :)
#heheszki
Zaloguj się aby komentować
89 + 1 = 90
Tytuł: Max: The Curse of Brotherhood
Developer: Press Play
Wydawca: Xbox Game Studios
Rok wydania: 2014
Gatunek: Platformówka
Użyta platforma: Xbox Series X/S
Czas do ukończenia: 6h 37min
Ocena: 8.5/10
Ta gra to tytuł, który premierę miał już dobrych parę lat temu, ale niedawno postanowiłem go sobie odświeżyć na Xboxie. Mowa o Max: The Curse of Brotherhood. Jeśli wychowaliście się na klasycznych, polskich bajkach z dawnych lat, ta gra na pewno coś będzie przypominać :-)
Głównym bohaterem jest chłopak imieniem Max, który w przypływie złości na swojego młodszego, irytującego brata, znajduje w sieci zaklęcie i nieświadomie doprowadza do jego porwania przez potwora do innego, mrocznego wymiaru. Max natychmiast rusza mu na ratunek, a jego jedyną i najważniejszą bronią w tym fantastycznym świecie staje się... magiczny pisak.
I tutaj dochodzimy do sedna, które nas – wychowanych na polskich bajkach – urzeka najbardziej. Pamiętacie kultową kreskówkę "Zaczarowany ołówek"? Ta gra to dokładnie "to samo", tylko w nowoczesnym, platformowym wydaniu 2.5D Za pomocą naszego pisaka dosłownie dorysowujemy elementy otoczenia, aby pchnąć akcję do przodu. Musimy sami tworzyć platformy, formować z ziemi potężne filary, wyciągać z podłoża pnącza, na których można się huśtać, czy kierować strumieniami wody.
Gra to fajne połączenie zręcznościowej platformówki z grą logiczną. Zagadki środowiskowe są zaprojektowane na poziomie, który daje satysfakcję po ich rozwiązaniu. Początkowo rysowanie jest proste, ale z czasem gra wymaga od nas sporej zręczności i refleksu – na przykład musimy dorysować gałąź w locie, uciekając przed goniącym nas potworem. Fizyka świata działa bardzo dobrze, a kombinowanie, jak połączyć ze sobą narysowane pnącza i strumienie ognia, daje masę satysfakcji. Wizualnie gra przypomina wysokobudżetowy film animowany (taki w stylu Pixara) i mimo upływu czasu wciąż wygląda naprawdę ładnie i kolorowo.
Jeśli tęsknicie za sprytnymi platformówkami, które nie polegają tylko na tępym skakaniu, a motyw "zaczarowanego ołówka" budzi w Was miłe wspomnienia z dzieciństwa – kupujcie przy najbliższej promocji. Świetny, odprężający tytuł na weekend. Na Steam i XBOX store jakieś 10-15 zł.
Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/
#gamesmeter #gry #xbox #xboxgamepass

Zaloguj się aby komentować