@WujekAlien Jakieś 10 lat temu pracowałem w angielskiej sieci sklepów (Morrisons) jako team leader i odpowiadałem między innymi za rozłożenie wszelkich materiałów promocyjnych w odpowiednich miejscach naszej placówki. Nasza firma zaczynała właśnie promocję w ponad 100 swoich oddziałach, coś w stylu: "Kanapka z bekonem plus kawa w niższej cenie". Każdy sklep dostał dwa banery: jeden do rozwieszenia przy kanapkach, jeden przy ekspresie do kawy. No i rozwieszam ten pierwszy, gdzie wyraźnie wydrukowano "Cena w promocji £3.20", a potem ten drugi, gdzie widnieje: "Cena w promocji £3.50". Podrapałem się w głowę, o co tu chodzi i nijak mi się to nie składało. Wysłałem szybko maila do centrali: "Ludzie, jaka jest cena tej promocji, bo na każdym banerze jest inna?" (oficjalnym językiem oczywiście:) i co się okazało? Nikt, absolutnie nikt w całej firmie się nie skapnął, że wydrukowano różną ceną na banerach, z ponad 100 sklepów musiano je wycofywać i wysyłać nowe. Zastanawiające jest to, że przecież to musiało przejść przez przynajmniej kilka par rąk, ktoś to musiał zaakceptować, poszło na to sporo kasy (oprócz ceny baner zawierał też elementy graficzne) na logistykę, produkcję itp. Dowiedziałem się potem od mojej managerki, że ktoś bardzo wysoko postawiony w firmie stracił pracę jako osoba odpowiedzialna za tę promocję. Takich akcji było w tej firmie wiele i między innymi przez to Morrisons sprzedał swoje małe sklepy (później nowi właściciele i tak je zamknęli), ale to już opowieść na innego posta