Naszło mnie ostatnio na przeczytanie "Księgi Prochu" Philipa Pullmana i zebrania jej w papierze.
Oczywiście w polskim wydaniu jest już niedostępna, a oryginalne wydanie wygląda tak (╯°□°)╯︵ ┻━┻
#piekloperfekcjonistow #ksiazki #pojebiemniezaraz


Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Naszło mnie ostatnio na przeczytanie "Księgi Prochu" Philipa Pullmana i zebrania jej w papierze.
Oczywiście w polskim wydaniu jest już niedostępna, a oryginalne wydanie wygląda tak (╯°□°)╯︵ ┻━┻
#piekloperfekcjonistow #ksiazki #pojebiemniezaraz

Zaloguj się aby komentować
219 + 1 = 220
Tytuł: Czuwając nad nią
Autor: Jean-Baptiste Andrea
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Znak Koncept
Format: e-book
Liczba stron: 512
Ocena: 9/10
O książce pisali już @bojowonastawionaowca (TU ) i @JapyczStasiek (TU ), więc ja się skupię na czymś innym przy moim podsumowaniu.
Andrea pisze powieść-spowiedź. Głos bohatera - rzeźbiarza, który po dekadach wraca do własnej historii - jest cichy, pełen skromności i lekkiego wstydu. Nie unosi się nad życiem, tylko je czyści jak kamień przed pracą dłutem: centymetr po centymetrze. Największą siłą książki jest właśnie ta perspektywa "po czasie" - bez tromtadracji, z uczciwym uznaniem błędów i tego, że nie da się ich naprawić, z podejrzliwością wobec własnej pamięci. Ale także z bardzo krótkimi lakonicznymi opisami wspomnień, w których podkreśla tylko to co ważne, bez zbędnych słów czy ucieczek w dygresje.
To także piękna historia zwyczajnego życia i pięcia się po drabinie społecznej detalami. Andrea nie opowiada o awansie wielkimi gestami, robi to przez drobiazgi: zapach pracowni, pył na mankiecie, spostrzeżenia, których nikt innych nie zauważa, pierwszą zamówioną figurę, reakcję klienta, która zmienia cenę i pozycję. Rzeźba jest tu jednocześnie ekspresją "kim jestem" i buntem "kim nie chcę być" - pracą przeciwko oczekiwaniom innych, ale też przeciwko własnym iluzjom. Ale nie same rzeźbiarstwo jest tu najważniejsze, a to co się dzieje między kolejnymi uderzeniami dłuta.
W tle i w środku - alkohol. Nie jako efektowny rekwizyt, tylko ucieczka, gdy życie skręca nie tam, gdzie miało. Bohater nie jest z tej przyczyny ani demonizowany, ani rozgrzeszany. Andrea pokazuje mechanikę nałogu: małe wymówki, drobne porażki, powolne osuwanie się, które niszczy relacje, talent, zdrowie. To bardzo wiarygodne, bo niepodkręcone i zwyczajne, wpadające w nawyk.
Jest też miłość-przyjaźń z kobietą "spoza jego ligi". On idzie w górę, ona spada w dół i dopiero gdzieś pośrodku ich trajektorie się przecinają ponownie. Autor unika melodramatu - ukazuje czułość, ale nie łzawość. Ta relacja jest latarnią i przestrogą zarazem: pokazuje, że sukces bez oparcia kosztuje, a bliskość bez opieki - parzy.
Jeśli miałbym szukać zastrzeżeń, to momentami bohater przeciąga ciszę - jego skromność, zamknięcie w sobie bywa ucieczką w półsłówka. Zdarza się też, że opisy pracy z kamieniem lekko spowalniają rytm. A czasem nie słyszymy o tym nic. Ale bilans jest oczywisty: to rzadko spotykana powieść o tym, jak codzienność i charakter rzeźbią człowieka nie mniej niż on rzeźbi swój kamień.
Poruszająca, pięknie napisana opowieść o pamięci, wstydzie, pracy i miłości, która nie potrzebuje fajerwerków, by zostać pod skórą. Dla mnie - trafiona idealnie i będąca jednocześnie świetnym zwieńczeniem #czytelniczebingo
Osobisty licznik: 25/128
#czytelniczebingo - 25/25 - Bingo skończone
Pole 13 - Twój wybór
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto


Zaloguj się aby komentować
Szykując się na piątkowy wpierdol w pracy 🤣 #smacznejkawusi

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Promocja wydawnictwa INSIGNIS z rabatami do -80%.
A przy zakupach za minimum 150zł - darmowa dostawa.
Wśród książek w promocyjnych cenach znajdziecie pozycje z takich serii jak:
Assassin's Creed, World of Warcraft, Droga Szamany, Świat Przeistoczonych, uniwersum Metro 203X, Kulawe Konie, Diddly Squat czy Świat według Clarksona
#ksiazki #promocjeksiazkowe #czytajzwujkiem




Ehh, szkoda, że Metro już chyba umarło. Nie pomogła ani sytuacja z orkami, ani najwidoczniej spadająca popularność serii, choć być może oba te aspekty napędzały się wzajemnie. Nie są to jakoś wybitne książki (kilka naprawdę niezłych się trafiło), ale nie żałuję spędzonego z nimi czasu.
Z jakiegoś dziwnego powodu kupiłem kiedyś całego Warcrafta, choć w żadną z gierek nie miałem okazji obcować.
Asasyn to co innego - za młodego brałem wszystko jak leci i wspaniale rozbudowywało to cały świat kapturników z gier.
Zaloguj się aby komentować
Wydawnictwo IX ogłasza przedsprzedaż premier i dodruków zaplanowanych na luty i marzec.
Przedsprzedaż zaczyna się dziś o 19:00 i potrwa do 13 lutego 2026 r. Objęte są nią następujące książki:
NOWOŚCI:
Clark Ashton Smith, "Kroniki Zothique" (weird fiction, dark fantasy)
Jan Lemański, "Ofiara Królewny" (baśń, satyra, Młoda Polska)
Seria "MISTRZOWIE GROZY"
Edgar Allan Poe, "Zagłada Domu Usherów"
Joseph Sheridan Le Fanu, "Zielona herbata"
Edith Wharton, "Później"
oraz DODRUKI:
Tadeusz Miciński, "W mroku gwiazd"
Krzysztof Grudnik, "Okultyzm i nowoczesność"
Joris-Karl Huysmans, "Tam (Là-bas)"
Clark Ashton Smith, "Kroniki Averoigne"
Bram Stoker, "Klejnot Siedmiu Gwiazd"
Rudolf Stratz, "Zamek Vogelöd"
Wojciech Gunia, "Dom wszystkich snów"
Algernon Blackwood, "Wierzby"
Artur Machen, "Wielki bóg Pan"
LINK do strony z przedsprzedażą
Książki znajdują się aktualnie w PRZEDSPRZEDAŻY, która potrwa do 13 lutego 2026 r. i w tym czasie obowiązuje niższa cena promocyjna, od 14 lutego cena książki zostanie podwyższona.
Wydanie pierwsze w oprawie twardej jest ręcznie numerowane oraz zawiera dodatkową zakładkę.
Jego nakład jest uzależniony od wyników przedsprzedaży. Po 14 lutego do kupienia pozostaną jedynie nadwyżki nakładu zamówionego do tego dnia, po których wyczerpaniu wydanie w oprawie twardej nie będzie w najbliższym czasie dostępne. Wysyłka zamówionych egzemplarzy odbędzie się w pierwszej połowie marca 2026 r.
Pochwalcie się, co wybraliście
#ksiazki #czytajzwujkiem #wydawnictwoix #zapowiedziksiazkowe

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
327 061,60 - 1,46 - 3,21 = 327 056,93
Może i niedaleko, ale ślisko ;)
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
211 + 1 = 212
Tytuł: Dworzec Perdido
Autor: China Mieville
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Format: e-book
Liczba stron: 648
Ocena: 9/10
Są takie książki, które nie tyle się czyta, co w nich zamieszkuje. "Dworzec Perdido" wciągnął mnie właśnie w ten sposób: jakby ktoś otworzył właz do kanału pod miastem i powiedział: "wskakuj i chłoń to, co tu znajdziesz". Nowe Crobuzon - miasto bohater - nie jest ładne, nie jest wygodne i nie jest moralne. Jest za to gęste, lepkie od pary, sadzy i głosów. Jest brudne w sensie dosłownym i społecznym. Fascynujące w taki sposób, w jaki fascynuje przemysłowa ruina, kiedy odkrywasz, że w środku wciąż coś pracuje. Dawno żadne fantasy nie zachwyciło mnie tak bardzo bogactwem świata, który jest jednocześnie przenikający i nielitościwy, choć odkrywamy tylko jego mały skrawek - a jednak daje poczucie, że dla każdego znajdzie się w nim miejsce. Tyle że nie każde miejsce jest warte tego, żeby w nim zostać.
Nowe Crobuzon jest miastem-bohaterem, ale nie takim, które dostaje romantyczny filtr. Ono ma temperaturę ulicy i maszynowni: z jednej strony bazary, dzielnice zamieszkałe przez gatunki, których nie da się wrzucić do jednego worka z typowymi rasami fantasy, z drugiej - infrastruktura: dworce, tory, magazyny, fabryki i całe połacie przestrzeni, które wyglądają jakby cywilizacja dawno tu przegrała, a mimo to dalej się uparcie kręci i nie poddaje. Wrażenie jest takie, jakby miasto było organizmem: ma swoje organy (dzielnice), swoje infekcje (przemoc, bieda, uzależnienia), swój układ odpornościowy (milicja, mechanizmy kontroli), a także własne mutacje. Mieville świetnie rozumie, że metropolia nie musi być scenerią. Może być czymś, co naciska na bohaterów, zmienia ich, popycha do decyzji, których w spokojniejszym świecie nigdy by nie podjęli.
To organiczne podejście nie kończy się na metaforze. Świat "Dworca Perdido" ma obsesję na punkcie ciała: tego, co żywe, przerabiane, sklejane i wymuszane. Najbardziej poruszający (i jednocześnie najbardziej obrzydliwie fascynujący) jest motyw przetworzonych - ludzi i istot przerabianych przez system na narzędzia, ostrzeżenia, tanich robotników. Kara staje się tu technologią państwa: wymierzoną nie tylko w wolność, ale w anatomię, w wygląd, w przyszłość. To jest brudne fantasy w najlepszym znaczeniu: nie brudne, bo przeklina, tylko brudne, bo dotyka tego, co władza robi z ciałem, gdy przestaje uznawać osobnika za człowieka.
A jednak ta książka nie opiera się wyłącznie na budowie świata. Ma w sobie wyraźny, napędzający całość wątek kryminalny i to jest jeden z tych momentów, kiedy Mieville pokazuje klasę. Z jednej strony mamy narkotykowy podbrzusze miasta: obieg, który działa jak osobny układ krwionośny, z własnymi bossami, przemocą i paniką, kiedy zaczyna brakować towaru. Z drugiej pojawiają się "ćmy", które mordują ludzi w sposób, który jest koszmarem psychologicznym dla innych mieszkańców. Ich ataki mają w sobie coś z kryminału i epidemii naraz: są ofiary, są ślady, są plotki, jest narastająca paranoja, jest pytanie "kto następny?" i jest desperackie szukanie reguł, zanim reguły zjedzą miasto od środka. Najmocniejsze jest to, że mordy nie są tylko scenami grozy - one przestawiają miasto: zmieniają jego rytm, jego oddech, jego noc. Czujesz, że Nowe Crobuzon, choć na co dzień cyniczne, zaczyna reagować jak organizm w gorączce i z nią walczyć.
W tle działa klasyczny może trochę oklepany motor fabuły: naukowiec z ambicją większą niż zdrowy rozsądek, zlecenie "niemożliwe do wykonania", więc bardziej kuszące niż zwykle i konsekwencje, które rozlewają się na wszystko i które poniosą wszyscy mieszkańcy. Wątek przetworzonego gerudy, który za złamanie prawa został pozbawiony skrzydeł, a teraz chce je odzyskać z pomocą nauki, twórzy główną oś fabuły i sprawia, że nie da się od niej oderwać. Tyle że tutaj nauka nie jest czysta ani heroiczna. Jest brudna, warsztatowa, półlegalna. I tu dochodzę do czegoś, co uwielbiam w tej książce: do jej technologii. Technologia w "Dworcu Perdido" jest wspaniale hybrydowa. To nie jest steampunk, w którym wystarczy dodać mosiądz i zębatki. To świat, w którym para miesza się z chemią, biologią i czymś, co jest jednocześnie magią i nauką - taumaturgią, praktykami, które nie pytają o granice, tylko o to, czy zadziała. Laboratoria pachną jak rzeźnie i warsztaty, a wynalazek może być zrobiony z tego, co da się kupić, ukraść albo wyżebrać. Jednocześnie jest tu technologia wysokiego poziomu, ale w wersji Mieville’a: Rada Konstruktów jako zbiorowa inteligencja maszynowa zrodzona ze złomu i przypadku. To genialne odwrócenie typowej fantazji o AI: zamiast sterylnego komputera - świadomość, która buduje się z odpadów miasta, rozumie je po swojemu i negocjuje jak obcy byt polityczny. To zaskoczenie, gdy twój robot sprzątający gdzieś w kącie, zaczyna odpowiadać i rozumieć pytania. Technologia staje się tu częścią ekosystemu: coś powstaje, bo miasto wyrzuciło śmieci i dało pole temu, żeby w śmieciach obudziła się myśl.
Do tego dochodzą elementy stricte magiczne, ale znów - nie w formie zaklęć. Magia w "Dworcu Perdido" ma charakter narzędziowy i często jest równie obca jak biologia. Tkacz to przykład idealny: byt, który nie jest czarodziejem, tylko czymś spoza ludzkiej logiki, działającym według własnej estetyki. W kontakcie z nim widać, że magia u Mieville’a nie służy spełnianiu życzeń. Ona jest jak zjawisko naturalne: można ją wykorzystać, ale równie łatwo można zostać przez nią potraktowanym jak element układanki, który da się przesunąć bez pytania o zgodę.
I chyba dlatego ta książka tak mocno mi zagrała: bo to fantasy, które nie udaje, że świat jest po to, żeby bohater miał przygodę. Tu bohater ma przygodę, bo świat jest tak skomplikowany i tak nieuczciwy, że musi go przeżuć, a nie pokona. Nowe Crobuzon ma miejsce dla każdego - dla ludzi, dla khepri, dla garud, dla przestępców, dla uczonych, dla odmieńców i dla tych, którzy powstali z odpadów. Tyle że to miejsce bywa ciasne, bywa upokarzające, bywa śmiertelne. I nawet jeśli uda się wygrać z potworem, to nie znaczy, że wygrało się z miastem.
A i zapomniałem o najważniejszym, w tym mieście ludzie są tylko jedną z wielu współistniejących ras i nikogo nie dziwi, że człowiek (Isaac) jest w związku z khepri (kobietą z głową chrabąszcza), a ich związek jest jedną z tych rzeczy, która oboje trzyma przy życiu. Nie jest to książka lekka ani przyjemna, ale jest magiczna w tym, jak potrafi połączyć brud, zachwyt, obrzydzenie, kryminał, horror i politykę w jeden organizm. "Dworzec Perdido" to jedna z tych powieści, po których człowiek ma ochotę wyjść na ulicę i przez chwilę patrzeć na miasto inaczej - jak na coś, co żyje obok nas. I czasem na nas i wbrew nam.
Jest to 1 tom trylogii Nowe Crobuzon.
Osobisty licznik: 24/128
#czytelniczebingo (24/25) - pole 19 - Nietypowy system magii lub technologia
Nie mam w pracy dostępu do PPT z bingo, więc wrzucę screena do 25 książki
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Kusi spróbować, ale może następnym razem ;) #twarozupka #jedzzhejto

Zaloguj się aby komentować
Promocja wydawnictwa RELACJA na literaturę japońską.
Kup minimum 4 książki, a zyskasz 40% rabatu na całe zakupy.
Wśród książek objętych promocją znajdziecie takich autorów jak Kawaguchi, Higashino, Aoyama, czy Hiragi.
#ksiazki #promocjeksiazkowe #czytajzwujkiem





Zaloguj się aby komentować
Puchate rude w śnieżnej scenerii
#zwierzaczki #smiesznypiesek #bojowonastawionawiewiorka #wiewiorki





Zaloguj się aby komentować
327 126,76 - 13,37 - 1,34 - 2,25 = 327 109,80
Spacerek po zdjęcia zimy w najlepszej formie i drobnica z wczoraj
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Hejto mówi, że dziś chyba jednak trzeba popracować, zamiast oglądać głupoty w internecie :(
#hejto

Zaloguj się aby komentować
193 + 1 = 194
Tytuł: Norwegian Wood
Autor: Haruki Murakami
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Muza
Format: e-book
Liczba stron: 472
Ocena: 7/10
Nie wiem, jak to się stało, ale to moje pierwsze podejście do Murakamiego.
Sięgnąłem po tę powieść, bo podobnie jak Toru Watanabe (narrator i główny bohater) w pierwszej scenie, mam 37 lat i coraz częściej wracam do lat młodzieńczych, próbując zrozumieć, co z tych wspomnień zostanie ze mną na zawsze. Murakami proponuje właśnie taką podróż wstecz: do Tokio lat 60., do samobójstwa Kizukiego, cichej Naoko i żywiołowej Midori, do akademika, sanatorium w górach, bibliotek i rozmów, w których zwykle ważniejsze są chwile ciszy niż deklaracje. Narrator stoi jakby obok własnego życia, rzadko unosi głos i ta jego "nieobecna obecność" jest kluczem do odbioru całej książki.
To, co działa, to cierpliwa, realistyczna obserwacja dorastania do żałoby i bliskości. Murakami rezygnuje z metafizycznych fajerwerków i zostawia nas z obrazami: spacer, zapach deszczu, piosenka, która otwiera szuflady pamięci. Dzięki temu książka łatwo uruchamia własne wspomnienia - narrator nie pcha się na pierwszy plan, raczej słucha, a my razem z nim słyszymy pęknięcia w cudzych zdaniach. Atmosfera Tokio pulsuje w tle protestami i zmianą obyczajów, ale w pierwszym planie zostaje intymność: kruchość Naoko, dojrzałość Reiko, nieporadność Toru, który próbuje być uczciwy wobec innych i siebie. Wątki związane ze zdrowiem psychicznym podane są bez patosu, z czułością i bez literackiego heroizmu, co buduje rzadką wiarygodność.
Nie działa za to to samo, co bywa atutem: chłód i dystans Toru potrafią odsunąć czytelnika o krok za daleko. Bywają fragmenty, w których emocjonalna rezerwa narratora przestaje być narzędziem opowieści, a staje się barierą. Chciałoby się poczuć odrobinę głębi, a dostaje się kolejną warstwę ciszy. Kobiece postaci, choć zapadają w pamięć, momentami są ustawione zbyt kontrastowo (kruchość kontra żywioł), przez co tracą półcienie. Rytm rozbijają też powracające sceny erotyczne: zamiast podbijać napięcie, spłaszczają je i na chwilę wytrącają z subtelnego tonu całości. Szczególnie, że większość z nich jest jednak niezręczna i pokazująca, że ten aspekt życia Toru nie był całkiem udany.
Norwegian Wood to spokojna, uczciwa powieść o stracie, pamięci i dorastaniu do milczenia. Nie porwała mnie na poziomie emocjonalnego burzy mózgów, ale trafiła w mój moment życia i za tę cichą zgodność czasu i tematu daję 7/10.
Jeśli szukasz historii, która nie narzuca się z tezą, tylko stwarza przestrzeń i jest kluczem do powrotu do własnych wspomnień, to w tym jest to świetna książka.
Osobisty licznik: 23/128
#czytelniczebingo (23/25) - pole 8 - Książka autora z Dalekiego Wschodu
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto


Ja zaczęłam od filmu, idealny dla zdołowanej nastolatki. Idealnie trafiał w nuty serca, głównie dzięki muzyce, która bardzo, bardzo polecam jako nostalgiczne tło obecnej szarości i bieli wokół. https://open.spotify.com/album/1deQZwfO0XETbsj9dStdeT?si=8yyIeti7SOONJlyTKagOaQ
Zaloguj się aby komentować
Ortopedzi po wynalezieniu polskiej pogody
#heheszki #zimonapierdalaj

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować