Zdjęcie w tle

WujekAlien

GURU
  • 1536wpisy
  • 5811komentarzy

Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz

Z utrzymaniem czego masz problem?

474 Głosów

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

249 + 1 = 250


Tytuł: Cuda za rogiem

Autor: Keigo Higashino

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Relacja

Format: e-book

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10


To jedna z tych książek, które czyta się z delikatnym uśmiechem na twarzy, bez pośpiechu, z poczuciem, że świat - choć bywa okrutny - czasem jednak podsuwa ludziom drugą szansę. "Cuda za rogiem" opowiada historię trzech zagubionych chłopaków, którzy uciekając przed policją, przypadkiem trafiają do starego sklepu Namiya, miejsca dziwnego, trochę zapomnianego, a jednak wciąż reagującego na ludzkie wołania o pomoc. Od tej chwili zaczynają odpowiadać na listy… tyle że listy przychodzą z przeszłości.


Fabularnie to książka bardzo prosta, wręcz oszczędna, ale jej siła leży gdzie indziej: w atmosferze czułości i zrozumienia wobec ludzkich wyborów. Higashino buduje opowieść z kilku splecionych historii, które na pierwszy rzut oka są niezależne, a dopiero z czasem zaczynają się zazębiać w satysfakcjonującą całość. Jest tu coś z realizmu magicznego - delikatnego, nienachalnego - choć faktycznie: to nie Ameryka Łacińska, tylko Japonia, więc zamiast barokowej metaforyki dostajemy spokój, prostotę i emocjonalną precyzję.


To świetna comfort book: o żalu, niespełnieniu, straconych szansach, ale też o tym, że nawet drobny gest - list, odpowiedź, dobra rada - może komuś poukładać życie.


Historie (opowiadania) składające się na książkę:

- historia trzech chłopaków ukrywających się w sklepie Namiya (opowieść ramowa)

- historia młodej sportsmenki stojącej przed wyborem między karierą a miłością

- historia samego pana Namiyi, jego syna i sensu udzielania rad innym

- historia chłopca z który ma wszystko i nagle jego rodzina się rozpada i musi uciekać

- historia kobiety, która chce opływać w luksusach, ale nie wie, jak to osiągnąć


Pamiętajcie, że to nie jest klasyczny zbiór opowiadań, bo ich bohaterowie pojawiają się w innych opowiadaniach, a linie czasowe są mocno niespójne. I właśnie linie czasowe są dla mnie największą wadą tej książki. W pewnym momencie pojawia się motyw komunikacji sportsmenki ze swoich chorym chłopakiem i nie dość, że nie wiemy, w jakim czasie ona żyje, to gdy nasi bohaterowie odpowiadają na jej list, wspominając, że są telefony z kamerą i mogą być w stałym kontakcie, ona reaguje, jakby dopiero co wynaleziono telefon domowy. Ale to są drobne nieścisłości, które irytują przez 2 minuty, a później się o nich zapomina.


Osobisty licznik: 29/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

305541e2-9ff0-4efd-9d71-1d182ef8914e

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@WujekAlien w taki mróz to chyba nawet ja piłbym gorącą kawę.

Swoją drogą dziś, jak sobie rano zrobiłem kawkę, to oczywiście wystawiłem na balkon Zrobiła się zimna w 10 minut

Zaloguj się aby komentować

@WujekAlien po tygodniu na zwolnieniu poszedłem do tyrki z radością, w chacie powoli zaczynałem dostawać pierdolca

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

238 + 1 = 239


Tytuł: Przypowieść o talentach

Autor: Octavia E. Bulter

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 544

Ocena: 3/10


Ja pi⁎⁎⁎⁎le, ale mnie ta książka wymęczyła


Pierwszy tom był świetny, był dokładnie takim postapo, jakie lubie i jakiego szukam, sięgając po ten gatunek. A ten tom, to jakieś nieporozumienie. Główna bohaterka z 1 tomu nie żyje, więc jej rolę jako narratora i głosicielki ruchu Nasion Ziemii, przejmuje jej córka. Nasza ekipa z pierwszego tomu dotarła do "Żołędzia", osady, w której chce się odbudować i zacząć życie od nowa. Oczywiście sama osada jest potraktowana po macoszemu, a większość czasu i tak spędzamy po za jej "murami".


Momentami miałem vibe The Last of Us, ale później mi się przypominało, że nasi bohaterowie dostają wpierdziel nawet od dzieci, technicznie - nastolatków, ale jednak. Nasza bohaterka ma kompleks matki i nie do końca umie z nim żyć, a tym bardziej z nim walczyć. Na czym cierpi cała książka, bo bohaterki po prostu się nie da lubić, na szczęście od czasu do czasu dostajemy od niej chwilę oddechu i możemy się zanurzyć w historii innych postaci przejmujących narrację.


Największy zarzut mam jednak do samej autorki, bo to jak przedstawia mężczyzn w tej książce i inne rasy niż czarnoskórą, to jest jakiś dramat - 90% facetów chce zgwałcić lub gwałci i torturuje kobiety i jesteśmy zmuszeni o tym czytać. To miało być post-apo, a wyszło rape-apo. Rasizm jest na porządku dziennym, bo nasza bohaterka jest czarnoskóra, a przecież wszystkie inne rasy w obliczy światowego kataklizmu, staną przeciwko niej, bo tak.


Trudno się to czytało, kilka razy miałem ochotę rzucić ją w kąt, sprawdzałem opinie na LC i GR i nie miałem pojęcia, czemu są takie wysokie.


Nie polecam, szczególnie jeśli lubicie postapo, bo po świetnym 1 tomie, ten jest gniotem.


Osobisty licznik: 28/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

a2eb4f9b-ddc7-4e08-9848-48438fc8a865

Zaloguj się aby komentować

Tak. To ja uznałem, że to wystarczy do przyznania osiągnięcia

  • Morświn nabiału (250 g)



Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

5cb576b0-405a-4ed6-bab0-cc819151061e

Zaloguj się aby komentować

235 + 1 = 236


Tytuł: Traktat o łuskaniu fasoli

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: e-book

Liczba stron: 446

Ocena: 10/10


Do powrotu do tej książki zachęciła mnie styczniowa premiera: "Łuskanie bobu w blasku księżyca" Xue Mo i choć to książka zupełnie o czym innym i nie jest nawet jedną całością, a zbiorem opowiadań, to pomyślałem, że czas na dzieła pana Myśliwskiego jest zawsze i każda okazja jest dobra, żeby po nie sięgnąć


Myśliwski pokazuje, że zwykłe życie bywa niezwykłe, jeśli umie się o nim opowiedzieć w ten właściwy sposób. Cała powieść to jeden, hipnotyczny monolog - rozmowa z nieznajomym, który przyszedł po fasolę, a dostał w prezencie cudowną historię życia. Rytm łuskania staje się metronomem pamięci: klik, klik i spada kolejne ziarnko, a z nim anegdota, wyznanie, wspomnienie wojny, pracy, wędrówek, miłości, rozczarowań. Z prostych czynności, prostych słów i prostych rzeczy autor buduje architekturę sensu.


Największą siłą książki jest głos - skromny, nieśpieszny, pełen namysłu i wstydu człowieka, który wie, że pamięć nie jest archiwum, tylko rzeką. Narrator nie moralizuje, układa życie w opowieść, która wraca do miejsc z przeszłośći, ale pod trochę innym kątem i z perspektywy lat. Z drobiazgów - od zapachu kuchni po skrzypienie drzwi - rodzi się metafizyka codzienności. Kiedy mówi o losie, brzmi przekonująco, bo stoi obiema nogami na ziemi, kiedy filozofuje, robi to z garścią fasoli w ręki, nie z ambony.


Myśliwski potrafi jednym zdaniem otworzyć całe panoramy: dom, który już nie istnieje czy ludzi, którzy odeszli. Rzeźbą dla bohatera jest tu opowieść: dłutem - pamięć. Każde zdanie wykuwa z kamienia małą, brutalną prawdę o tym, jak się żyje.


Formę monologu autor wykorzystuje mistrzowsko. Długie frazy mają rytm mowy, nie papieru. Dygresje nie rozpraszają, tylko nawlekają sens na jak nić przez ucho igielne - wracamy, zawracamy, i dopiero widać, że ta spirala prowadzi nas w głąb. To literatura, która nie epatuje pomysłem, tylko pracuje czasem: czytelnik dojrzewa razem z narracją, a kiedy pada ostatnie zdanie, czuje, że dostał coś własnego, nie "cudzą historię". Drugim bohaterem nie jest człowiek, który przyjechał po fasolę, a my sami i to nas narrator wciąga w tę historię.


Jeśli miałbym Was przed czymkolwiek przestrzec, to tylko tyle:

Traktat… wymaga poddania się temu rytmowi. To nie jest książka na "szybkie trzy rozdziały" przed spankiem, tu trzeba usiąść na spokojnie, żeby móc jej w pełni doświadczyć, a zapewniam Was, że warto


Osobisty licznik: 27/128 (zamykam styczeń łącznie z 27,5 ksiązki, ukończonym czytelniczebingo i 6 wyzwaniami Goodreads)

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytazjwujkiem #czytajzhejto #topkawujka

7accf129-6f45-44bb-b071-21962da7516f

Zaloguj się aby komentować

Wydawnictwo literackie zapowiada premierę książki „Grom z jasnego nieba. Opowieść o sztuce, życiu i nagłej śmierci” Laury Cumming.


Premiera zaplanowana jest na 25.02. Wydanie w twardej oprawie liczy 328 stron, a cenę okładkową ustalono na 79,99zł


Książką zawiera kolorowe reprodukcje opisywanych dzieł i trafiła już na listę Top 100 Must-Read Book magazynu „Time”.


Laura Cumming jest Laureatką Prize for Nonfiction 2024 i była nominowana do Women’s Prize for Nonfiction 2024.


Krótko o książce:

12 października 1654 roku holenderskim miastem Delft wstrząsa nagła eksplozja. Carel Fabritius – dziś znany na świecie ze znakomitego obrazu Szczygieł – pracował wtedy w swoim atelier. Wraz z wieloma innymi mieszkańcami nie przeżył tego dnia.

Laura Cumming wprowadza nas w fascynujący świat Fabritiusa. Włócząc się po amsterdamskich zaułkach, przemierzając równinny krajobraz lub przystając w ciszy na nabrzeżu, odnajduje bogactwo codzienności, w której zrodziło się piękno dzieł Vermeera i Rembrandta, Halsa i de Hoocha. Snuje też osobistą opowieść o relacji z ojcem, szkockim artystą Jamesem Cummingiem, który przekazał jej wiedzę o kolorach, świetle i pożytkach z zaglądania pod podszewkę.

„Zdarza się, że widok obrazu wywołuje grom, który na zawsze zmienia nasze życie i staje się początkiem miłosnego związku tak wyjątkowego w swej naturze, że doświadczają go jedynie wybrani szczęśliwcy – intymnej relacji z dziełem sztuki i jego twórcą. O takim właśnie olśnieniu opowiada w szczerej i osobistej książce Laura Cumming, Szkotka zauroczona Holendrem Carelem Fabritiusem, malarzem, któremu śmierć przyniósł wybuch prochowni w Delft w 1654 roku. Nieżyjącym od prawie czterech wieków, choć wciąż obecnym”.


#ksiazki #czytajzwujkiem #zapowiedziksiazkowe

f6757e1b-e3c4-411a-b6f9-364c66b32941

Zaloguj się aby komentować

230 + 1 = 231


Tytuł: Gołoborze

Autor: Maciej Siembieda

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak Literanova

Format: e-book

Liczba stron: 528

Ocena: 7/10


Siembieda składa historię zemsty, która nie kończy się na jednym życiu - przeskakuje między pokoleniami jak iskra, aż w końcu nikt już nie pamięta, od czego właściwie się zaczęło. I to jest największa siła Głoborza: opowieść o dziedziczonej wrogości, o lojalnościach i nienawiściach, które przekazuje się razem z rodzinnymi opowieściami przy stole. Do pewnego stopnia przypomina to słynny „eksperyment z małpami i drabiną” - po pewnym czasie w klatce zostają już tylko te, które nigdy nie zaznały polewania zimną wodą, a mimo to pilnują rygoru, bo „tak tu u nas jest”. W powieści dokładnie tak pracuje pamięć zbiorowa: zasady są twarde, choć ich źródło dawno się rozmyło.


Autor świetnie prowadzi tło historyczne i społeczne. Realia kolejnych dekad i życia kolejnych pokoleń - są wiarygodnie podszyte codziennością: prowincjonalne układy, milicyjno-urzędnicza biurokracja, lokalne święta i żałoby, język plotki i szeptanej reputacji, która potrafi zburzyć czyjeś życie szybciej niż wyrok. Czuć smak i zapach tamtych czasów: skromność stołów, chłód urzędów, ciężką rękę władzy i prywatne, cichutkie wojny sąsiadów. To nie jest dekoracja - to mechanizm nacisku, który pcha bohaterów do decyzji, jakich w innym świecie pewnie by nie podjęli.


Sama intryga zemsty zbudowana jest solidnie: tajemnice sprzed lat, dokumenty, które wypływają w najmniej dogodnym momencie, przysięgi i półprawdy – to wszystko zazębia się w satysfakcjonujący sposób. Podobało mi się, jak Siembieda pokazuje koszt odwetu: kiedy „spłacasz dług”, płacisz sobą, swoim domem, relacjami. W tle chodzi też o godność i przynależność - komu wolno wyjść z roli przypisanej przez starszych, a komu nie.


Nie wszystko gra idealnie. Bywają chwile dłużyzn - rozdziały, które bardziej dokładają tła niż stawkę i kilka zwrotów akcji, które zbliżają się do melodramatu. Zdarza się też, że postaci drugiego planu pełnią funkcję „przekaźników” rodzinnych podań, zamiast wybrzmieć pełnym charakterem. To drobiazgi, ale miejscami rozrzedzają napięcie i odejmują mocy świetnym scenom konfrontacji. W bilansie jednak Głoborze to bardzo dobra powieść o zemście, która staje się tradycją, i o świecie, gdzie prawo bywa słabsze od pamięci i zadry.


Osobisty licznik: 26/128

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

ae1808ce-b796-4b8d-b400-ded197c3a1ab

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Nie po to gąbka kosztuje kilkanaście groszy aby ta z zarazkami i bakteriami była używana do mycia baterii i armatury

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować