Wczoraj nie było #hejtonews , a zaraz po tym USA włączyło się do wojny Izraela z Iranem.
Tymczasem #hejto40plus pamiętające 13 grudnia i brak teleranka
#heheszkipolityczne #hejto40plus


Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Wczoraj nie było #hejtonews , a zaraz po tym USA włączyło się do wojny Izraela z Iranem.
Tymczasem #hejto40plus pamiętające 13 grudnia i brak teleranka
#heheszkipolityczne #hejto40plus

Zaloguj się aby komentować
995 + 1 = 996
Tytuł: Prawdziwi Amerykanie
Autor: Rachel Khong
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Filia
Format: książka papierowa
Liczba stron: 448
Ocena: 7/10
Rachel Khong w Prawdziwych Amerykanach snuje opowieść o tożsamości, dziedzictwie, amerykańskim śnie – i o tym, jak bardzo to wszystko może być skomplikowane, gdy patrzymy na nie oczami imigranta i jego dzieci.
Główną bohaterką jest Lily, Amerykanka o chińskich korzeniach, która w młodości zderza się z historią swojej rodziny w sposób brutalny i niespodziewany. Jej ojciec, May, jako młody chłopak ucieka z Chin podczas rewolucji kulturalnej i osiedla się w USA – kraju, który miał być wybawieniem, ale okazuje się równie często źródłem bólu, rozczarowania i wyobcowania.
Fabuła rozpięta jest na kilku dekadach i opowiada o trzech pokoleniach – o marzeniach, które przywozi się w walizce przez ocean, i o tym, jak z biegiem lat te marzenia ewoluują, pękają, czasem znikają. Lily próbuje odnaleźć się między oczekiwaniami rodziny a własnym głosem, co prowadzi ją do odkrycia bolesnych tajemnic z przeszłości ojca, których nikt nie chciał poruszać. Pojawia się również wątek genetyki, próby zatrzymania nieubłagalnego czasu i sprowadzenia na świat życia bez chorób.
Khong pisze z wyczuciem, empatią i bez zbędnego patosu. Jej styl jest czuły, ale nie ckliwy – raczej obserwacyjny niż emocjonalny. Dzięki temu Prawdziwi Amerykanie to książka, która nie krzyczy, ale zostaje w głowie, zwłaszcza jeśli czytelnik interesuje się tematami migracji, budowania tożsamości czy relacji międzypokoleniowych.
Książka mogła być lepsza, mogła, bo wątek badań genetycznych został moim zdaniem zlekceważony, a odgrywa istotną rolę fabularną. Może to kwestia tego, że autorka chciała się jednak skupić na emocjach, życiu imigrantów, a ich praca i dążenie do "naprawy" świata - zaczynając od swojego (pominę spoiler) - schodziły na dalszy plan. Czyta się ją nieźle, ale linia fabularna i przejścia między pokoleniami mi nie leżały, chyba wolałbym podział książki na 3 części i każdą z nich skupiającą się na losach innej gałęzi rodzinnej. Z początku tak jest, ale w ostatniej to już zapierdalamy po gałęziach jak wiewiórka.
Książka, jako jedna z wielu, zalicza wyzwanie Goodreads - Heritage Reads (AAPI and Asian authors), a czas na nie jest do końca czerwca.
Osobisty licznik 96/128 (brak 3 recenzji na bookmeter)
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@WujekAlien Kuwa, jakie zetki?? Ludzie w każdym wieku się tak zaczynają zachowywać. Coś tam popsioczą i grzecznie zakładają.
Ja zacząłem bardzo uważnie zakupy robić, bo sam naciąłem się na routerze TP-Linka. Wyższe modele wymagają konta na serwerze w Tajwanie, żeby skorzystać z głównych funkcji, jak Parental Control, Firewall (!), itd. Nieźle się wkurzyłem, bo recenzje go chwaliły, ale żadna się nie zająknęła. Zwróciłem i kupiłem niższy model, który ma to wszystko zintegrowane i od dziwo, wystarcza mi niższy model bez problemu.
Jak mam teraz kupić jakąś elektronikę, to jest pierwsza rzecz, jakie sprawdzam!
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
340 117,01 - 18,35 = 340 098,66
Szwendając się po Ostrołęce i okolicach 😎
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#ksiezycowyspacer





Zaloguj się aby komentować
Gdy Google mówi, żebyś śmiało szedł tą trasą, bo to ścieżka spacerowa, ale masz wrażenie, że lekko oszukuje 😂
#spacer





Zaloguj się aby komentować
340 147,22 - 15,61 = 340 131,61
To dziś 15km po mieście widmo 😎
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#ksiezycowyspacer

Zaloguj się aby komentować
W ramach wolnego czasu wpadłem na pomysł pogrania w golfa i sprawdzenia, czy to sport dla mnie. Lubię na sobie sprawdzać różne aktywności, zanim powiem NIE, stąd też próba zdoktoryzowania się w temacie.
W Polsce nie da się zagrać na polu golfowym bez posiadania Zielonej karty PZG (Polskiego Związku Golfa) lub Karty Handicapowej PZG, więc moja przygoda wiąże się z przejściem kursu na jedną z kart.
Wrażenie po 2 dniach kursu (3h każdy) są całkiem pozytywne. Większość sportów wymaga dużo prezycji i nie inaczej jest w golfie, bo postawa przy uderzeniu ma ogromny wpływ na to jak i jak daleko uderzymy piłeczkę. To co jest w golfie dość unikalne, to przede wszystkim 2 rzeczy:
zasady, kultura i wzajemne zrozumienie - bo każdy zaczynał z tego samego poziomu, nawet jeśli teraz jest na dużo wyższym i jego handicap zbliża się do 0.
Gra na łonie natury i jej zmienność: jeziorko, krzaczki, drzewa, większa trawa i równiutko skoczony green. A do tego cisza i spokój, bo jedną z zasad jest też zachowanie niemal całkowitej ciszy.
Dziś udało mi się utopić 2 piłki, zagrać piłkę w krzaki, ale też zaliczyć jeden dołek poniżej mojego handicapu, co daje ogromną satysfakcję, szczególnie jak na pierwszą grę w życiu
To dopiero pierwsze szlify, ale też jeden z tych sportów, który zawsze miał dla mnie ogromną barierę wejścia, a w rzeczywistości wcale tak nie jest. Jest drogi, ale to nie tak, że jest droższy niż tenis ziemny, a już na pewno nie jest dużo droższy niż bieganie, jeśli policzymy rotację butów, koszulki, spodenki, zegarek itp.
Przykładowo, wejście na pole golfowe, na pełne 18 dołków to koszt około 200zł i ponad 6h gry. Jeśli porównamy ten koszt z kręglami czy bilardem, to wyjdzie taniej. Kije i i torba na nie, są drogie, ale to też jednorazowy koszt, którego nie powtórzysz zbyt szybko, a im częsciej nimi grasz tym tańsze staje się każde uderzenie.
Polecam spróbować
#golf #hobby #czaswolny





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
340 255,03 - 4,46 - 2,27 - 1,25 - 10,02 - 1,35 - 10,03 - 2,85 = 340 222,8
Ostatnio brak czasu, więc max 10km dziennie
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#ksiezycowyspacer



Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Tym razem w trzecim już wpisie (poprzednie tutaj: 1 i 2), podzielę się z Wami prostą platformą do konsumowania interesujących treści - Medium. Jest to platforma blogowo-publikacyjna, która przekonała mnie swoją prostotą, jakością treści i unikalnym podejściem do publikowania. To przestrzeń dla osób, które chcą pisać, dzielić się wiedzą lub po prostu czytać dobrze napisane teksty na wciągające tematy.
Platforma:
Medium pozwala każdemu użytkownikowi publikować teksty – niezależnie od tego, czy jesteś profesjonalnym dziennikarzem, ekspertem w swojej dziedzinie, zawodowym pisarzem, czy po prostu masz coś do powiedzenia. Co ważne,...
Zaloguj się aby komentować
Ostatnio szwendam się trochę po konferencjach, podajesz przy rejestracji maila i numer telefonu, a te małpy zawsze dzwonią zamiast wysłać wiadomość i kilka informacji, żebyś wiedział o co im chodzi.
Jakie to jest wkurwiające
#heheszki #marketing #zadzwoniedopana

@damw nigdy nie zrozumiem jak szybciej jest zadzwonić, przywitać się, zapytać o czas, zyskać skupienie człowieka który robił cos innego, wyjaśnić mu o co chodzi, odpowiedzieć na pytania zaskoczonego rozmowcy, który dopiero zbiera myśli niż wysłać zwięzłą wiadomość i czekać na kontakt z konkretnymi pytaniami.
Zaloguj się aby komentować
981 + 1 = 982
Tytuł: Kongo Requiem
Autor: Jean-Christophe Grange
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Sonia Draga
Format: e-book
Liczba stron: 640
Ocena: 8/10
Lontano było jak perfekcyjnie rozegrana partia – wszystko miało swoje miejsce, napięcie rosło, a zakończenie zostawiało satysfakcję. Dlatego Kongo Requiem przypomina trochę sytuację, w której ktoś nagle wywraca ten stół z kartami i mówi: „To jeszcze raz, tylko teraz ostrzej, mocniej i bardziej osobiście”.
Grange wraca do rodziny Morvanów, z Erwanem na czele, ale tym razem wbija się głębiej w afrykańskie korzenie rodzinnego dramatu. Dosłownie – połowa książki to wyprawa do Konga, w ślady nie tylko Człowieka Gwoździa, ale i samego ojca oraz matki Erwana. To podróż w głąb tropikalnego piekła, gdzie przemoc, lokalne konflikty zbrojne i duchowość mieszają się z osobistymi wspomnieniami i tajemnicami rodzinnymi. Jest to też dosłowna kontynuuacja Lontano, bo akcja zaczyna się chwilę po końcu wydarzeń z poprzedniej książki, o ile nie tego samego dnia.
I gdyby to było zamknięte w jednej książce – byłoby świetnie. Ale Kongo Requiem wprowadza nowe fakty, które podważają wszystko, co czytelnik wiedział wcześniej z Lontano. Jest to jakby autor z premedytacją pokazał środkowy palec temu, kto lubi logiczne domknięcie fabuły. Czy to działa? Czasami tak. Intryga wciąż trzyma poziom, a styl Grange – duszny, brutalny, niepokojący – wciąga jak bagno w Kinszasie.
Jednak pojawia się uczucie „ciągnięcia na siłę”. Książka jest pełna emocji, pościgów, rodzinnych napięć i zwrotów akcji – ale to już nie jest Lontano, które było bardziej wyważone. Tutaj zemsta Człowieka Gwoździa dominuje drugą połowę książki i choć to dobrze napisany motyw, chwilami traci się w nim sens i subtelność.
Kongo Requiem to solidna, wciągająca kontynuacja. Ale czy była potrzebna? Nie, może nawet zbędna. To raczej literacki sequel w stylu „jeszcze trochę, jeszcze raz”, który fani Grange przeczytają z przyjemnością – ale z tyłu głowy będą wiedzieli, że pierwszy tom był tym właściwym finałem.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 94/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować