Zdjęcie w tle

Wrzoo

Lider
  • 1089wpisy
  • 9777komentarzy
Wrzoo userbar

Czytam na #bookmeter, piszę w kawiarence #zafirewallem, o wodzie przypominam w #codziennepiciu

Kontrola nawodnienia


Tyle pracy, tyle zadań... Ale nie zmienia się to, że czeka na Was #codziennepiciu


Co tam na szklanie, wariaci? Czym dziś umililiście sobie dzień?

Jeśli jeszcze niczym albo czujecie, że przydałaby się Wam szklaneczka wody (a nawet, jeśli nie czujecie!), to zapraszam do wspólnego piciu. Starczy dla wszystkich!


PS. Godzinne calle są najgorsze. Trzeba taktycznie ograniczać sobie ilość pitej wody w trakcie.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

a2c08b2b-0bd4-46f0-be03-d8130c927054
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Środowy dzień to wody czas A jak wody czas, to #codziennepiciu


Komu już się udało rozpocząć ten jeden z fajniejszych dni tygodnia jakimś równie fajnym piciem? A może skuszę Was jeszcze wspólną szklaneczką wody?


PS. To absolutnie jedna z moich najbardziej ulubionych scen z Kapitana Bomby. Szczyt komedii Grubasa. Najpiękniejsza historia miłosna. Powinno to lecieć zamiast "Szklanej pułapki" na święta.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

e5b4cfde-9a05-487b-b2ce-a92051b3f910
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, dzień dobry! Z okazji wtorku mam dla Was #codziennepiciu


Co dobrego już dzisiaj wypiliście? Była kawusia, była herbatka? A może była i szklaneczka wody? Nawet, jeśli była, to zapraszam Was do jeszcze jednej. A jeśli nie było, to tym bardziej!


PS. Uprzedzając wyjaśnienia, stopień zasolenia wody morskiej jest tak wysoki, że organizm nie radzi sobie z jej przyswajaniem. Wzmaga pragnienie, organizm nie wydala nadmiaru soli, i pozbywa się więcej wilgoci, niż jest w stanie z takiej wody przyjąć. W efekcie picie wody morskiej może się bardzo źle skończyć dla organizmu.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

c0337228-1521-4dd0-9d49-0376d1599415
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci


Ostatnio zastanawiałam się, czy jestem w stanie napisać coś poważnego. No, to chyba się udało.


***


Kapliczka


“Tu. Tutaj leżę.”

Już od paru minut słyszę gwizdki i nawoływania, ale w końcu zaczęły przybierać na sile. Chyba nadchodzą z prawej.

“Tu, za tym krzakiem. Ja pi⁎⁎⁎⁎lę. Pomocy.”

Kompletnie nie czuję rąk ani nóg. Możliwe, że to wynik jakiegoś stłuczenia w okolicy karku, albo przemieścił mi się kręg. Może Marek coś na to poradzi, byle zawieźli mnie na nasz SOR. 


Już całkiem wyraźnie słyszę głosy, nerwowe pokrzykiwania. Teraz dołączyło do nich szczekanie. Bardzo głośne szczekanie.

- Tu, panie kapitanie! Gdzieś tu! - krzyczy ktoś, to znajduje się może 10 metrów ode mnie. - Dobry pies, Mara, dobry pies!

Boże, pomogą mi. Leżę tu już kilka godzin, nie mogąc nawet obrócić głowy, żeby spojrzeć na bok. Tak długo żułem ściółkę, że przyzwyczaiłem się do jej smaku i już nic nie czuję. Nareszcie coś się dzieje.

Ktoś przedziera się przez krzaki tuż obok. Słyszę jego sapanie.

- Jezus Maria… Kapitanie, jest.

“Obróćcie mnie.”

Słyszę charakterystyczne mlaski zakładanych na dłonie lateksowych rękawiczek. Ciekawe, czy mundurowi dostaną kiedyś nitryl. Ale w sumie, po co? Żeby zwiększyć zadłużenie policji?

- Dzwoniliśmy już po prokuratora. - słyszę inny męski głos gdzieś obok mojej lewej ręki. - Co z chłopakami z erki?

- Już ich zawołaliśmy, idą. 

- Denat?

- A jak myślisz?

“Ej, panowie. Ale ja żyję.”


Odgłosy cyfrowego aparatu wykonującego zdjęcia. Ktoś chodzi po ściółce naokoło. 

- Rozejrzyjcie się, może są jeszcze jakieś ślady. Pies i opiekun mogą lecieć. Dzięki. Cholera, musiało dzisiaj padać?! Chłopaki, tutaj. Przepuście ich.

Kroki się zbliżają. Ktoś bierze głęboki wdech.

- Ja pi⁎⁎⁎⁎lę… Dzień dobry. Przecież to Romek.

- Znacie go, panowie?

- To lekarz z naszego SORu z Banacha. Na stówę. Ten tatuaż. Jezu. Roman. Przecież on ma małe dzieci… Jola dopiero co urodziła… Jezu, k⁎⁎wa…

“Tomek? To Ty? Tomek, obróć mnie, słyszysz?”

Próbuję wykonać jakikolwiek ruch, ale nie jestem w stanie. Nie mam siły.

- Możecie dokonać oględzin? 

- Tak, k⁎⁎wa… tak. Zaraz. Daj mi chwilę. Czekamy na prokuratora?

- Czekamy.

- Ale on na pewno nie żyje? - odzywa się ktoś z tyłu.

- No, k⁎⁎wa, spójrz na niego. 

- Ale panie kapitanie, procedury… - chyba jest młody, brzmi niepewnie. Jakby był przestraszony. Może to jego pierwsza akcja.

Głośnemu sapnięciu towarzyszy dotknięcie mojej szyi. 

“Przecież tętnica szyjna jest w innym miejscu, idioto.”

- Nie żyje. Zadowolony?

Ja pi⁎⁎⁎⁎lę. To się nie dzieje naprawdę. Przecież tam jest Tomek z ratolami, co do c⁎⁎ja?

- Może zadzwonię do Joli? Znaczy, jego żony? - pyta Tomek.

- Nie, nie trzeba. Nasi się tym zajmą. - sapacz odchodzi gdzieś na bok. - I co, chłopaki, znaleźliście coś jeszcze?

- Na razie nie, kapitanie. 


Przysnąłem chyba. Budzi mnie czyjś telefon.

- Kapitanie, to do pana.

- Tu Borecki. …aha. …aha. …nie teraz, czekamy na oględziny. …nie, jeszcze nie wiadomo. …Rozumiem. Dzięki.

- Żona?

- Żona. Zabrali ją do szpitala. - kapitan bierze głęboki wdech. - Który z was, KURRRWA, debile pierdolone, zadzwonił do tej kobiety, przyznać się?! Dziecko czteroletnie zadzwoniło na sto dwanaście, że mama śpi na podłodze i nie chce się obudzić! Posrało was do reszty?

“Adaś… zuch chłopak. Zapamiętał.”

- Damian, k⁎⁎wa! Kobieta w połogu, a Ty jej przez telefon takie info sprzedajesz? Co ci odjebało?

- Przecież też jest lekarką! Myślałem, że się ogarnie… No co, k⁎⁎wa, co? Chciałaby wiedzieć od razu, twoja żona też by chciała wiedzieć!

- Ale nie przez telefon, ty pierdolona amebo! Kobietę dwa tygodnie po porodzie, do c⁎⁎ja pana!


Zimno mi. Nie położą na mnie nawet tego durnego kawałka folii NRC? 

I kolejne telefony. Kolejne dźwięki migawki.

- Prokurator ma obsuwę. Protesty rolników. Nie wyjechali nawet jeszcze z centrum.

“Za⁎⁎⁎⁎ście. I będziecie tak czekać z oględzinami tyle godzin? Przecież ja tu skończę jako kaleka!”

…Jeśli skończę w ogóle.

K⁎⁎wa.


- Mamy coś. - woła ktoś z daleka. 

Nos mnie swędzi, ale nie mogę się ruszyć, by cokolwiek z tym zrobić. Tortury.

- Znaleźliśmy plecak. Chodźcie z aparatem. Panie kapitanie, proszę tu podejść.

Sapacz i migawka poszli. Inni pozostali na miejscu cicho, milcząc, przemieszczali się po ściółce wokół mnie.

Plecak? Nie miałem plecaka. Noszę ze sobą torbę, którą Jola dała mi trzy lata temu, gdy skończyłem specjalizację. Adaś pomazał ją flamastrami, ale był tak dumny ze swojego rysunku, że nie miałem serca jej czyścić.

Gdzie jest moja torba?

Co właściwie się stało?


- To może być plecak sprawcy. W środku są jakieś papiery z wariatkowa na nazwisko Rutecki Grzegorz i woreczek z jakimś syfem. - słyszę zbliżające się sapanie kapitana. Ależ on musi być upasiony. Przecież ledwo idzie. Jak z tego wyjdziemy, to skieruję go do profesora Owczarzaka.

Próbuję sobie przypomnieć, co się działo. Papiery? Jakiś pacjent? Nazwisko kompletnie nic mi nie mówiło. Z drugiej strony, przez SOR przewija się ich tylu, że nie zapamiętałbym danych gościa, choćbym bardzo chciał…

- Dzwoń na komendę, niech sprawdzą dane gościa i wyślą chłopaków na adres. Potrzebujemy też więcej ludzi do przeszukiwania lasu. Może c⁎⁎j się tu jeszcze ukrywa.


Las. Tak, jestem w lesie. Byłem biegać. To był mój pierwszy trening od czasu, gdy urodziła się Igunia. Jola widziała, jak mi tego brakuje. Powiedziała, żebym szedł. Śmiała się, że dziki mnie nie rozpoznają.

Co się stało?

- To my pójdziemy sobie do karetki zapalić.

- Pewnie, lećcie, chłopaki.

- Kapitanie, możemy iść z nimi? - to ten młody od procedur.

- Idźcie, idźcie. Ja tu zostanę. I tak czekamy.


Po chwili nie słychać nic więcej, tylko ptaki gdzieś w tle, i miarowe sapanie kapitana.

Biegłem. Zboczyłem z trasy, żeby skosić do kapliczki. 

Co się stało?


Sapanie. Coraz bliżej. Przy moim uchu. Ciepły oddech.

- Dychasz jeszcze, ty k⁎⁎wo?


Co się stało? Co się dzieje?


- Poprawię ci łeb, żebyś w końcu się udusił, szmato pierdolona.


Nie. Chwila. Nie. Co się dzieje? 


- Pamiętasz ją jeszcze? Pamiętasz?


“Kogo? Kogo mam pamiętać?”


- Pamiętasz, jaka była przestraszona? Miała dwanaście lat. 


Czuję nacisk dłoni na potylicy. 

“Przestań! Przestań! Co robisz? Pomocy!”


- Miałeś, cwelu pierdolony, jeszcze mleko pod nosem. Mówiłeś, że to tylko wyrostek. Że nic jej nie będzie. Nawet ten profesor cię zjebał, że nie wolno tak mówić. Miałeś, k⁎⁎wa, jej pomóc.


Nacisk zelżał na chwilę. Jezu. Pomocy. Zabije mnie.

- Madzia Borecka. Mówi ci to coś, kutasiarzu? Zaufała ci, ty k⁎⁎wo, a ty ją zabiłeś.


“Nie, nie. Przysięgam. Nie. Pomocy!”


- Nawet, k⁎⁎wo, nie wyszedłeś do nas. Nie przyznałeś się. J⁎⁎⁎ny w d⁎⁎ę pierdolony cwelu. Profesorek świecił za ciebie oczami. Moja żona się zapiła przez ciebie. Ty szmato. A teraz masz za swoje. 


“To profesor operował. To profesor operował. Nie ja. Nie ja…”


- Ej… Co tu… EJ! CO ROBISZ? STÓJ! CHŁOPAKI, K⁎⁎WA!


Słyszę szamotaninę. Coś z łoskotem pada na ziemię. Nie czuję już nacisku dłoni na potylicy. Słyszę jęki i darcie mord.


- Zostawcie mnie, k⁎⁎wa! Puśccie, gnój sobie na to zasłużył!


“Pomocy…”


Obracają mnie. Światło oślepia mnie przez zamknięte powieki. 


Biorę wdech. 


Czuję palce na szyi.


Wydech.


- Żyje…


“Żyję.”


***


(1074 słowa według Google Docs)


#zafirewallem #tworczoscwlasna

d7210e08-cfe0-4437-b808-35280e16cf32
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Hurra, poniedziałek! - nie powiedział nikt nigdy... chyba, że fan #codziennepiciu


Jak się dzisiaj macie? Wypoczęliście po długim weekendzie? A jakim dobrym piciu rozpoczęliście ten tydzień?

Jeśli jeszcze nie piliście niczego, czujecie, że poziom nawodnienia spada, albo po prostu chcecie o siebie trochę zadbać, to zapraszam do wspólnej szklaneczki wody (lub innego nawadniającego medium).


PS. Pamiętajcie, że przerwy na toaletę są zdrowym odpowiednikiem przerw na papierosa u palaczy. Jeśli więc wkurza Was, że kolega z roboty wychodzi zapalić i ma więcej przerw od Was, to pijcie więcej wody, by zapewnić sobie kibloprzerwy na koszt pracodawcy ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

b748bfb0-1591-449a-9751-5e6c0431785b
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

712 + 1 = 713


Tytuł: Rozpad umysłu. Biografia schizofrenii

Autor: Jeffrey Alan Lieberman

Kategoria: literatura popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Liczba stron: 600

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5096148/rozpad-umyslu-biografia-schizofrenii


Ależ to była kobyła.

Schizofrenia jest jednym z tych zaburzeń psychicznych, który najzwyczajniej w świecie mnie fascynuje. Intrygują mnie ściany napisów gdzieś na paczkomatach (pozdro, parking przy Biedrze w Szczecinie na ulicy 26 kwietnia), ludzie nawołujący do opamiętania się, bo nadchodzi sąd boży, czy wyklejone gazetami okna.

W lokalnej bibliotece pojawiła się ostatnio dana książka o schizofrenii, a ja uświadomiłam sobie, że wcale nie wiem o tym zaburzeniu tyle, ile bym chciała. A że autor znany (napisał wcześniej popularną książkę "Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii"), to długo nie myślałam i zabrałąm się za lekturę.


W książce otrzymujemy solidną pigułę wiedzy na temat historii leczenia psychiatrycznego (bardzo ciekawy fragment poświęcony został lobotomii), historii metod diagnozowania i leczenia schizofrenii oraz to, w jaki sposób obecnie podchodzi się do tej choroby. Autor ma ogromną wiedzę na ten temat jako praktykujący psychiatra, specjalizujący się właśnie w pomocy schizofrenikom.


Nie jest to książka prosta i łatwa do czytania - mimo popularnonaukowości, jest tu dużo wiedzy z zakresu biologii, anatomii, medycyny. Autor jednak przekazuje ją w bardzo przystępny sposób.


To, na co liczyłam, czyli opisy indywidualnych objawów schizofrenii i opisy konkretnych urojeń czy zachowań zostało tu, niestety, ograniczone do minimum. Jasne, pojawiają się ilustrujące kolejne rozdziały postaci, jednak autor nie opisuje ich szczegółowo, jest ich też niewiele.


Tym niemniej, jest to bardzo wartościowa książka, która przybliża daną chorobę laikowi w maksymalnie przystępny, a jednocześnie wyczerpujący sposób.


Prywatny licznik (od początku roku): 40/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #psychiatria #czytajzhejto #schizofrenia

ea866d39-4c29-41eb-b21d-c041a0a0328c
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Po cichu, żeby nie zbudzić tych, co jeszcze śpią... cho na #codziennepiciu


No i stało się, obudziłam się odwodniona. Ale to tylko dlatego, że po wczorajszym grillu (na którym nawadniałam się śpiewająco) długo spałam, i to ten zmęczony, długi sen mnie tak odwodnił. Bo nie wiem, czy wiecie, ale człowiek w czasie snu traci mnóstwo wody (nawet około 1 litra!).


Jeśli to dotknęło też Ciebie, to tym bardziej zapraszam na wspólne piciu! A jeśli już zacząłeś pić coś pysznego, to pochwal się koniecznie.


PS. Muszynianka to jedyna butelkowana woda, dla której mogłabym porzucić kranówkę. Ech, gdyby nie ten plastik...


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

49dfede1-00ea-414d-8d31-9b233186a9a3
Wrzoo userbar

@Wrzoo ja dopiero co zaczynam dzisiejsze nawadnianie a konkretnie to nayerbianie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Lecz spokojnie, bez nerwów - jest to spowodowane tym, że całą noc dosyć obficie się nawadniałem Krystynkami i skończyłem dopiero koło 6 rano

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry i pięknej soboty! Chodźcie na #codziennepiciu


Przyznać się, kto sobie dzisiaj pofolgował i pospał dłużej? Jeśli udało się Wam w ten sposób dogodzić, to zachęcam do umilenia sobie dnia jeszcze czymś dobrym do picia. Zwłaszcza w ten upał i zwłaszcza, jeśli planujecie aktywny wypoczynek lub będziecie dziś pracować. To co, po szklaneczce piciu?


PS. Dzisiaj to chyba z trzy prysznice będzie trzeba wziąć


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

5bf424c2-0d9a-412d-8502-25e11de38d76
Wrzoo userbar

U mnie nie ma upałów, ale jest praca. Na ten moment około 1,5 litra więc nie najgorzej. Jeszcze jutro i tydzień wolnego, oczywiście od poniedziałku deszcz z tej okazji

@Wrzoo faktycznie przydaja sie te wpisy, wlasnie sobie siedzialem po 2 kawach i zapomnialem ze mialem sobie nalac wody, takze wstalem i pije z 400ml kubka ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)

Zaloguj się aby komentować

Szybko, zanim wszystkie dobre rymy w #nasonety zabiorą.


O pięknej Stelii ze wsi Izabela


Na imię było jej Stella

Przyjmowała we wsi Izabela

Za Starą Miłosną. A się zjeżdżali

do niej panowie nawet z Australii


Uwierz przy tym, czytelniku miły,

że nigdy nie miała rzeżączki i kiły

A tak piękna, że każdy przeniewierca

Pragnął zaciągnąć ją do kobierca


Sprawiała, że czułeś się jak w niebie

I myślałeś, że tak pragnie tylko ciebie

Lecz byłeś dla niej niczym, chłopczyku


Nocami bowiem płakała po pewnym kleryku

A teraz Atropos jej nić rozsupłuje

Bo Stellę już Charon przez Styks wiosłuje


#zafirewallem #tworczoscwlasna

34ee8c82-da93-4022-8cec-a745b7b222dc
Wrzoo userbar

@Wrzoo zastanawiałem się, jak daleko posunie się pierwsza osoba. Czekam na Starka, bo coś czuję, że ta edycja uwolni z niego coś mrocznego. XD


Ogólnie zgrabne i fajne Ci to wyszło. XD

Bardzo się cieszę, że temat tak bardzo chwycił!

Nawet przecież nasonety nie mają zadanego tak naprawdę tematu, ale chwyciło


Bardzo ładny i zgrabny!

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, Hejto! Chodźcie na #codziennepiciu


Czy dzisiejszy piątek jest dla Was piątkiem wolnym? Jeśli tak, to łączę się w lenistwie i odpoczynku Ale nie zapominajcie o nawadnianiu się. Napiliście się już czegoś dobrego? A dołączycie się jeszcze do szklaneczki wody?


PS. Moim marzeniem jest ciepła posadka w radzie nadzorczej Saur Neptun Gdańsk. Nic nie robić, zachęcać do picia kranówki, i parę złotych miesięcznie też wpadnie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

27fd425e-d63f-445b-83fd-1e98ba654313
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzień dobry, Hejto! Chodźcie na #codziennepiciu


Kto z Was już wstał i powitał ten piękny wolny dzień jakimś fajnym piciu? A jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to zapraszam do zadbania o swoje nawodnienie i wspólnej szklaneczki wody.


PS. Mem z życia wzięty, długie spanie w dzień wolny = człowiek odwodniony jak fasolka ;_;

PS 2. Tylko u mnie oryginalne, niepodrabiane piciu. Ale jeśli wybierzecie to podrabiane, to też fajnie, bo napijecie się dwa razy.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

80bffcdf-6fcf-4ce6-9282-e80930180472
Wrzoo userbar

Tam był gang białych wilków bo nam koty grożą zapamiętywaniem do końca życia zabawy, tutaj za to nawodniona i zadowolona Daisy my wiemy, gdzie jest prawdziwe piciu

7805f3fc-c601-4d79-88d4-b9807f84d3cd

To które wpisy są oryginalne, a które podrabiane? Kto ma jaki awatar... jestem zgubiony na tym portalu, idę się napić 😉

f9a74d2f-8885-474c-aeb7-85522fc080e6

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Dzisiaj środa (wody czas!), ale w sumie to taki piątek. Nie zmienia to jednak faktu, że czas na #codziennepiciu


Komu wody? Mam dużo! Chętnie się podzielę. Jeśli jeszcze się niczego nie napiliście albo macie gorszy dzień, to umilcie go sobie szklaneczką piciu. Wody na przykład. Ale to już mówiłam.


PS. Wybaczcie dzisiejszy poziom memaska i treści. Źle i krótko spałam, i na to woda nie pomoże


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

f357ecb7-afbf-4dfb-a54c-711c4597c326
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Spokojnie, spokojnie, dzisiaj to już ja Zapraszam na #codziennepiciu


Jak się czujecie? Zdrowi, wyspani, wypoczęci? A napiliście się już dzisiaj czegoś nawadniającego? Nawet jeśli tak, to zapraszam do zrobienia sobie przerwy i wypicia szklaneczki wody z nami. Od razu jakiś ten dzień się lepszy zrobi.


PS. Dzisiaj też będzie zorza?


#kontrolanawodnienia #woda #odwodnienie #przypomnienie

b82f1d2a-1baa-4611-960e-8155f87fb061
Wrzoo userbar

Wiem, że będę teraz trochę jak abstynent wśród alkoholików, bo nie przeszedłem kontroli , ale macie jakieś tipy na skuteczne nawodnienie organizmu?


Trochę się muszę zmuszać do picia, staram się, ale wiem, że sama woda też nie jest idealna, więc zrobiłem 2 litrową butlę wody z cytryną, miodem i solą. Czy taki domowy specyfik będzie git? Zastanawiam się czy ta sól bardziej nie przeszkadza, bo z jednej strony sód elektrolit, a z drugiej zatrzymuje wodę w organiźnie co chyba nie jest takie do końca dobre nie?


No i ogólnie co polecacie, pić właśnie coś takiego, lepiej czystą wodę ze dzbanka (ew. z cytryną), czy jakiegoś plusza sobie pić?

Z góry dzięki

Zaloguj się aby komentować

#diriposta jeszcze jedna, bo mnie sonet @UmytaPacha zainspirował jesiennie.


Z dzieciństwa pamiętam już tylko papierówki


Zachodem słońca pieści mnie sad

Gdy zbieram ostatni tego lata spad

Wymknął się czasu młodości szmat

Wspominam go płaszczem złożonym z łat


Babim latem żegnam każdą ze strat

Zamknięte bramy do wspomnień kniej

I mógłby ochłodzić mnie cynizmu cień

Lecz wolę ten kosz papierówek nieść


Już wkrótce zapadnę w zimowy sen

Wygładzi się dawniej zmarszczona brew

Może o roztopach sen mi się przyśni


Z dzieciństwa wspomnę siłę letnich burz

Gdy petrichor duszę mi jeszcze oczyści 

Nim z barku strzepnie mi Bóg ziemi kurz


#zafirewallem #nasonety #tworczoscwlasna #poezja

d391d912-53ee-432d-9524-35f680ad8a25
Wrzoo userbar

@Wrzoo w pracy mam jabłoń z papierówkami i je sobie zajadam hurtowo w sezonie. Jeszcze dzień przed #hejtopiwo sobie jadłem Jutro się okaże czy jeszcze są bo to końcóweczka była

Zaloguj się aby komentować

Póki wszyscy zajęci czterema rymami, to cichaczem wrzucę swoją #diriposta w #nasonety


To, co cenniejsze od biletu do Ameryki


Urzeka mnie wciąż kawiarenki skład

Niby każdy obcy, a jeden drugiemu - brat


Jest Dziwen, w jego story Owca to kat

I Katie, jej twórczość odciska we mnie ślad

No i Dżordż, co z Pachą fundament tagu kładł


Każde dzieło Smoka wzbudza radosne "Jej!",

Wiersze entropy są jak narkotyczny sen

A łezką w oku zakręci od moll opowieść


Splash opowiada, jak godzić się ze złem

Głos Khana zaszepce szumem wielkich drzew

I Erwino parę zmyślnych linijek skreśli


Przycupnę sobie po chichu obok, tuż-tuż

Swawolnie posnuję swe opowieści

Bo przecież to nie jest żaden konkurs

(...Prawda?)


#zafirewallem #tworczoscwlasna

Wrzoo userbar

Noo super wierszyk i sama prawda, miłe mordeczki zawsze się jest z czego pośmiać tylko potem ciężko w 2 linijkach wytłumaczyć czemu się człowiek uśmiecha do tego telefonu …

@Wrzoo świetne - umiesz uchwycić ten klimat! Właśnie chciałem, żeby tak to zgrabnie z moim wyglądało!

Bo przecież to nie jest żaden konkurs

(...Prawda?)

No nie konkurs tylko poważna bitwa! ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Niedziela rano i humor gituwa, bo pora na #codziennepiciu


Obudzeni i wyspani? No mam nadzieję, że tak. A piciu już było? Jeśli nie, albo czujecie, że wczorajsze swawole Was odwodniły, to zapraszam na wspólną szklaneczkę wody.


PS. Wczoraj spełnił się mój najgorszy koszmar i przez 4 godziny nie mieliśmy wody w budynku. Ot, awaria wodociągu. Człowiek od razu na nowo układa sobie priorytety w życiu.


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

739f8bc4-e1fd-4cfb-a408-0459f0441a04
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

#naopowiesci


Jak opowiadanie obyczajowe, to romans. Jak koza, to szatan. Jasne? Jasne.


***


Przepychacze i podgrzewacze


Mijając wczoraj drzwi do mieszkania sąsiadki zobaczyłem przywiązaną do ich klamki kozę. Może zdziwiłoby mnie to, gdyby nie to, że ledwie półtora miesiąca temu przeżyłem porwanie, ukartowane przez czczące piekielne siły norweskie nastolatki. Od tamtej pory zacząłem jednak bardziej szanować zwierzęta (R.I.P., łosiu), dlatego choć wczorajszego wieczoru śpiąca koza wywołała we mnie wyłącznie rozczulenie, to zobaczywszy ją dziś rano, przyjrzałem się jej nieco dokładniej.


Tak, zdecydowanie koza była zadbana i należycie zabezpieczona. Nie była przywiązana byle jakim jutowym sznurkiem czy łańcuchem: z klamką łączyła ją markowa skórzana smycz ze złotymi okuciami. U jej szyi, na pasującej do smyczy obróżki, dyndała adresówka z numerem telefonu i imieniem - Józefina - która cicho pobrzękiwała, gdy kózka ruszała głową. Jej białe futerko było zadbane i błyszczące, a prostokątne źrenice patrzyły wprost na mnie ze zwierzęcą mądrością.


Sąsiadki nie udało mi się, co prawda, jeszcze poznać; sprowadziła się niedawno, i widziałem wyłącznie zarys jej sylwetki, gdy tydzień temu wieczorem rozładowywała swoje klamoty z paki Traficara. Zastanawiałem się nawet przez chwilę, czy jej nie pomóc w ramach nawiązywania dobrych relacji sąsiedzkich, jednak dopiero co sam wróciłem do domu i wymagałem solidnej dezynfekcji po zleceniu (pan Zenek zawsze mi oddawał zatkane szamba mówiąc, że on już się w życiu nanurkował w Baj-kale).


Gdy wracałem z roboty popołudniu (to była ostatnia z 12 prac, które pan Zenek zlecił mi w ramach odpracowania grzechu wzięcia nieplanowanego wolnego z uwagi na sytuację norweską i zniechęcenia klienta, do którego nie zdążyłem dotrzeć na zaplanowane odtykanie kanalizy) i zobaczyłem, że koza dalej stoi, nie wytrzymałem i postanowiłem zapukać do sąsiadki. Jasne, mogłem pójść do siebie, ogarnąć się trochę, zostawić przepychacze i dopiero wtedy wrócić do sąsiadki, ale ta sytuacja trwała już trochę za długo. W końcu trzymanie kozy na klatce bez choćby miseczki wody przez tak długi czas podchodziło pod znęcanie się nad zwierzętami! 


Po chwili usłyszałem człapanie kapci za drzwiami, a następnie ciche przesunięcie klapki na wizjerze. Stanąłem prosto, żeby jak najlepiej się zaprezentować.

- Kto tam? - usłyszałem przytłumione pytanie zza drzwi.

- Dzień dobry, hydr… to znaczy, sąsiad z góry! - wyrzuciłem niepewnie. Sąsiadka widać równie niepewnie odebrała moje przywitanie, ale po chwili otworzyła drzwi.


Przed moimi oczami stanęła drobna dziewczyna mniej-więcej w moim wieku z farbowanymi czarnymi włosami, przypominającymi nieco hełm. Albo kask. Ewidentnie nie była gotowa na przyjęcie kogokolwiek, bo pod oczami miała przyklejone te takie śmieszne żelowe plasterki, które wyglądają z daleka jak limo, a na piżamę w batmana zarzuciła błękitny pluszowy szlafrok.


- Dzień doo..OOOOO! Co, do cholery?! CO TU ROBI TA KOZA?! - wrzasnęła sąsiadka, gdy tylko jej wzrok padł na Józefinę. - Skąd ją masz i dlaczego ją tu przyprowadziłeś?!

Zatkało mnie. Odsunąłem się nieco od drzwi i wskazałem palcem na smycz.

- A to nie jest pani koza? Od wczoraj siedzi tu, biedna, przywiązana do pani klamki… Nikt jej nie dał wody, siana… Nie wiedziała pani o niej?

- Nie, do diabła, nie wiedziałam! - sąsiadka wciąż była zdenerwowana, choć pierwszy szok już ewidentnie opadł. Wyglądała nawet trochę uroczo z tymi wybałuszonymi oczami i ciemnoczerwonymi plamami na policzkach. - Przecież… przecież miało jej już nie być! 

- Nie do końca rozumiem. To w końcu jest pani opiekunką tej kozy, czy nie? Bo ja nie mogę pozwolić na takie znęcanie się nad zwierzęciem, żeby stało ciągle…

- Nie! To znaczy… nie, to nie jest moja koza! Nie chcę jej! Mam już dość! Niech już zniknie, niech mi da spokój! - sąsiadka rozkleiła się, a łzy jak grochy popłynęły z jej oczu. Żelowe paski zaczęły spływać po policzkach, ale zdawała się tego nie zauważać. - Rytuał się znowu nie udał…

Usłyszawszy słowo rytuał, serce zaczęło mi walić. “Oooooo nie, znowu!”, krzyczało wszystko we mnie. Miałem po dziurki w nosie alternatywek kombinujących z nieczystymi siłami, które ściągają grzecznych polskich hydraulików w środek mroźnego lasu i przeprowadzają czary przy pomocy zwierząt.

- To ja może panią zostawię z tą kozą, bo to w sumie nie moja sprawa, jaką pani ma z nią relację… - wydukałem i zacząłem się wycofywać, jednak sąsiadka w jednej chwili przypadła mi do nóg i zakwiliła:

- Proszę… proszę mnie nie zostawiać z nią samej! Proszę mi pomóc! 

Serce zabiło mi szybciej, jednak tym razem nie z lęku przed powtórką z Norwegii, a z dziwnego, nieopisanego współczucia dla dziewczyny. Wydawała się być naprawdę zdesperowana, nie mogłem jej tak po prostu zostawić na pastwę rogatej bestii. Nawet, jeśli bestia nazywała się Józefina i była naprawdę uroczą kózką.


Sąsiadka otarła łzy widząc, że nie zamierzam uciec, i wstając z kolan, bezgłośnie zaprosiła mnie do mieszkania. Miało ono bliźniaczy układ do mojego - dwupokojowa klitka w PRL-owskim bloku, typowe kopiuj-wklej. Nosiło ono ślady świeżej wprowadzki: gdzieniegdzie stały kartony z rzeczami, ubrania leżały złożone w kosteczkę pod ścianą, obok nich na podłodze stały roślinki pokojowe, których nazw kompletnie nie pamiętałem, choć matka próbowała mi wpoić tę wiedzę latami (no, kojarzyłem paprotkę, gdy matka po powrocie z wczasów krzyczała: “Znowu mi paprotkę zabiłeś, łachudro!”). Barłóg z koca na kanapie z towarzyszącym mu laptopem i miską zupki chińskiej informował, że to z tego miejsca wyrwałem sąsiadkę swoją wizytą. 


Rozłożyła stojące w kącie składane krzesło i zaprosiła mnie gestem, żebym usiadł. Bez słowa poszła wstawić wodę w kuchni i po chwili wróciła z dwoma kubkami herbaty. Widząc jej podłamanie nie miałem serca mówić, że piję tylko słodzoną, więc z pokerową miną przełknąłem pierwsze łyki ewidentnie Sagi przeznaczanej zwykle dla gości. Pewnie została w tym mieszkaniu jeszcze po poprzednich lokatorach.


- Przepraszam pana strasznie. Może od tego zacznijmy. - powiedziała, wzdychając, gdy już usadowiła się w swoim gnieździe na kanapie. - mam na imię Mariola.

- Grzechu jestem, miło mi. - kiwnąłem głową, niepewny, czy powinienem wyciągnąć rękę, ale stwierdziłem, że wtedy na bank rozleję herbatę, której sąsiadka nalała po góralsku.

- To naprawdę nie jest moja koza. - zaczęła Mariola, zarzucając sobie na ramiona poły koca. Wyglądała przy tym trochę jak baby Yoda. - To znaczy… Może tak: to ja ją sprowadziłam na świat. …W sensie, nie urodziłam jej! Sprowadziłam ją chyba do naszego świata.

- Domyślam się, że rytuałem?

- Tak, ale ja naprawdę nie chciałam! Chciałam Kozę, Józka Kozę. To mój były. Ja… chciałam, żeby ze mną został. Znalazłam takie norweskie forum w internecie, na którym jakaś dziewczyna opisywała rytuał uwiązania mężczyzny. - Mariola poprawiła się trochę w swoim gnieździe i wzięła łyk herbaty. Nie patrząc mi w oczy, kontynuowała. - Był cały po norwesku, ale przetłumaczyłam sobie przepis Tłumaczem Google. Wiesz, jakieś tam pentagramy na podłodze, świece, takie tam. Tylko tekst trzeba było powiedzieć po norwesku. 


Pokiwałem głową, próbując nie okazywać po sobie, że sam mam złe doświadczenia z norweskimi forami okultystycznymi.

- Przepuściłam go sobie parę razy przez TTSa, żeby mniej-więcej ogarniać wymowę. Mówię Ci, norweski jest naprawdę dziwny w wymowie! I ponoć wystarczyło tylko podstawić imię i nazwisko faceta, no i chyba coś pomieszałam w tym wszystkim, bo pojawiła się ta koza. To było trzy miesiące temu. Ja już nawet nie chcę tego nieszczęsnego Józka! 

- I… ona ma jakieś szatańskie moce?

- No… nie. Ale ciągle za mną chodzi.

- Okej, ale to nie dlatego, że to w sumie czujące zwierzę, które potrzebuje opiekuna, i dodatkowo powiązałaś je ze sobą jakimś rytuałem, więc po prostu cię lubi? - zapytałem ze zwątpieniem, drapiąc się po głowie.

- Nie, nie rozumiesz! Ona pojawia się wszędzie tam, gdzie jestem ja. Szłam na uczelnię, po chwili ona też tam była. Wychodzę z supermarketu - znowu ona. Nawet, gdy poszłam do kumpeli, to z balkonu widziałam tę przeklętą kozę na trawniku pod blokiem!

- I nic nie pomogło? Zawsze cię odnajdywała?

- Niestety. - Mariola zwiesiła głowę i objęła rękoma kolana. - tydzień temu przeprowadziłam rytuał odpędzający, który wrzuciła na forum ta sama wiedźma. Myślałam, że się udało, bo koza zniknęła… Postanowiłam się przeprowadzić, żeby tym razem na pewno mnie nie odnalazła. I tydzień temu sprowadziłam się tu ze Szczecina. Miałam nadzieję, że to wystarczy, i przez tydzień był spokój, aż do teraz. 


Z oczu Marioli ciekły łzy, na widok których czułem dziwne drżenie serca. Chciałem pomóc tej uroczej dziewczynie, choć nie do końca wiedziałem jak.

- Masz gdzieś zapisany ten wątek z forum o rytuale odpędzenia? Może coś ci umknęło? - zapytałem, postanawiając zrobić to, co robił w takich sytuacjach pan Zenek - zacząć od źródła zatkania. 

Mariola chwyciła laptopa i po kilku kliknięciach pokazała mi stronę. Zrobiło mi się trochę słabo, bo było to forum “Heksegummistøvler” - to samo, na którym szukałem gumiaków, a znalazłem traumazol.

Przełknąłem gulę w gardle i przerzuciłem tekst zarówno do Tłumacza Google, jak i do ChataGPT, by mieć porównanie. 

- Bingo! - krzyknąłem i pokazałem palcem na linijkę, przetłumaczoną przez ChatGPT. - tu, zobacz! Jest napisane, by trzymać drugą osobę za rękę. Tłumacz przetłumaczył to jako “trzymać się za ręce”. Może to dlatego nie wyszło?

Mariola przysunęła się bliżej, a ja poczułem jej ciepły oddech z nutą krewetkowej tajskiej. 

- O cholera, rzeczywiście. Wtedy, podczas rytuału, po prostu złapałam się za rękę i tak stałam jak sierota.

Wiedziałem, co trzeba było zrobić. Nie uśmiechało mi się branie udziału w jakimkolwiek norweskim rytuale, tym bardziej z kimś, kogo ledwo znałem… Ale z drugiej strony, Mariola wydawała się bardzo zdesperowana i poczułem, że potrzebuje mojej pomocy. Kto wie, może to będzie początek czegoś piękniejszego?

Sąsiadka patrzyła na mnie z pełną smutku nadzieją, a ja poczułem, jak klata mi rośnie. Wziąłem duży łyk zerujący herbatę i bez krzywienia się powiedziałem:

- To co, wypędzamy kozę?


***


Na łazienkowej podłodze wyłożonej folią malarską wdzięczył się pentagram, namalowany przy pomocy czerwonej farby Dekoral o nazwie “Płachta na byka” (wykończenie satynowe), którą znaleźliśmy w pawlaczu. Łazienka była trochę mała, ale w razie, gdyby coś poszło nie tak, łatwiej będzie ją umyć. Musieliśmy trochę rozszerzyć pentagram o ustęp i kawałek brodzika, ale ostatecznie się pomieściliśmy.

 Na środku pentagramu leżał otwarty słoik, do którego - według przepisu rytuału - miała trafić koza, uwiązana obecnie do grzejnika. 

Mariola, okryta teraz czarną peleryną, stanęła niepewnie obok mnie u brzegu pentagramu, i zapytała:

- Jesteś gotowy?

Nie chciałem jej mówić, że normalny człowiek w życiu nie powiedziałby, że jest gotowy odwalać jakiś szajs z dopiero co poznaną kobietą po to, by wypędzić stworzenie ewidentnie zajumane samemu belzebubowi, ale ugryzłem się w język i tylko pokiwałem głową.


Gdy Mariola wyciągnęła z kieszeni peleryny kartkę z fonetycznym zapisem słów rytuału i chwyciła mnie za rękę, poczułem motylki w brzuchu. To wtedy zrozumiałem, że zaczyna mi zależeć na tej dziewczynie. Gdy na nią spojrzałem, zobaczyłem jej wpatrzone we mnie sarnie oczy. Ona chyba też poczuła to, co ja. Usłyszałem jej przyspieszony oddech, gdy z lekko rozchylonymi wargami zbliżała twarz w moją stronę…

Koza zameczała, a my odsunęliśmy się od siebie, wychodząc z transu. Musieliśmy skupić się na swoim zadaniu. Najpierw rytuały, potem przyjemności. 

Mariola odchrząknęła i zaczęła wymawiać słowa zaklęcia:

- Borte, mørk sjel, djevelen inkarnert!

Ścisnąłem ją za rękę, dodając otuchy.

- …Jeg, jomfruen, driver geiten din ut av dette badet…

Światło łazienki migało, przygasając co chwilę. Znikąd poczuliśmy chłodny powiew, który kręcił płomykami rozstawionych naokoło wierzchołków pentagramu podgrzewaczy.

- Gå bort, horndemon, forlat dette huset rent og geitfritt!

Z gardła kozy wydobył się piekielny ryk, gdy podniosła się w powietrze i kręciła w szumie wiatru. Naokoło niej wirowały ręczniki i papier toaletowy. 

Ściskając się mocno za ręce, patrzyliśmy, jak koza przeobraża się powoli w brązową maź, i kręcąc się, schodzi w dół, w dół…

- Kieruje się do kibla! - krzyknęła Mariola.

I rzeczywiście, niczym gówniane tornado, kozie pozostałości skierowały się wprost na taflę wody w otwartej toalecie. Było jej jednak za dużo… Zdecydowanie za dużo…

Niewiele myśląc, wychyliłem się z łazienki do przedpokoju, w którym stała moja torba z narzędziami, i chwyciłem przepychacz. Wciąż trzymając Mariolę za rękę, rzuciłem się do kibla i zacząłem go przetykać.

Szatańskie dźwięki przybrały na sile, gdy gumowym kielichem przepychacza wypędzałem kozie ekskrementy. W końcu głośne bulgotanie zastąpiło głos piekła, i cały brąz zniknął. Nacisnąłem spłuczkę i patrzyłem, jak resztki kozy zastępowała świeża, czysta woda.


Wraz z Mariolą opadliśmy na podłogę łazienki. Dziewczyna wtuliła się we mnie, a ja odrzuciłem przepychacz na bok.

- Mój bohaterze… - wyszeptała, zbliżając swoje usta do moich.


***


Twór na licencji kawiarenki #zafirewallem , gdzie #tworczoscwlasna pisze najlepsze scenariusze

ad5956a8-3018-4154-8571-4dfed2c2fea7
Wrzoo userbar

Czy w poprzedniej części padła ta wspaniała nazwa firmy pana Zenka, czy to świeży pomysł? Bo jeśli padła, a ja jej zapomniałem, to zaczynam się martwić o swoją pamięć.


I w ogóle uznanie za użycie bokmål a nie nynorsk (przynajmniej tak podopwiada DeepL). Tak jest mrocznej, północniej i piekielniej!

@Wrzoo a jednak jest kontynuacja! Myślałem, że się nie doczekam Fajne, wciągnąłem się, pasuje mi taki humor i ta końcówka xd

Zaloguj się aby komentować

Kontrola nawodnienia


Już jestem, jestem! Chodźcie, zapraszam na #codziennepiciu :yellow_heart:


Tak to bywa z sobotami, że zamiast być dniem odpoczynku, są dniem z najbardziej chaotycznym porankiem tygodnia. No ale, zanim pójdę się ogarnąć po treningu, przypomnę Wam o tym, że warto zadbać o swoje nawodnienie. To co, po szklaneczce wody?


PS. Chyba muszę zrobić sobie jakąś tabelkę w Excelu i gromadzić w niej memy, które już były, bo dobrą chwilę się zastanawiałam, czy takiego obrazka na pewno jeszcze nie stworzyłam ( ಠ ͜ʖಠ)


#kontrolanawodnienia #woda #przypomnienie #odwodnienie

85b09d74-5f7c-4a1a-a58a-734bb50da782
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować