Zdjęcie w tle

WatluszPierwszy

Gruba ryba
  • 359wpisów
  • 3927komentarzy

"Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła"

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

O kuwa, wspomnienia unlocked, tak bardzo.

Brałem w tym udział. Nie na taka skalę oczywiście, ale 2 pierwsze lata liceum jeździłem twardo na lokalną giełdę i nagrywałem ludziom kasety za kasę. Miałem przejściówkę i 2 magnetofony, oraz największą w mieście biblioteczkę. To było bardzo poważne kieszonkowe. Nigdy nie kupiłem sobie stacji dysków, bo rynek był za mały, ale w sumie do dziś nie wiem czemu nie kupiłem Amigi, bo mógłbym przez rok na nią uzbierać. Pewnie kaska schodziła za bardzo, by odkładać...

Ile rzeczy, wspomnianych w artykule mi się przypomniało, jak to czytałem to szok.

Te kasety - najpierw brało się co było, Stilony też, a potem unikaliśmy ich jak ognia. Basf i Fuji to było to. No name też się kupowało, bo i tak były o niebo lepsze od tego, co produkował Stilon.

Pamiętam okładki i zestawy tego gościa, ale nie miałem pojęcia kto zacz. Też używałem Geosa i MPS803 (kupmel miał) do robienia okładek. Do kopiowania kaset były próby z używaniem jamnika, ale kopie wychodziły podłe, więc szybko zaprzestałem. Niemniej, były na mieście osoby co takie rzeczy próbowały sprzedawać. Ja szybko dorobiłem się przejściówki i drugiego kaseciaka.

Pamiętam też BlackBoxy autorstwa Atraxa i ekscytację, jaką wywoływało pojawienie się jego nowej wersji.

Ech, core memory unlocked

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #reggae ale jak ktoś pamięta jak punk się mieszał z reggae na jednych i tych samych imprezach, to może #punk też pasuje.


Polskie reggae powinno zostać ustawowo zakazane (nie licząc kilku wyjątków). Jednym z nich jest Shashamane. I o ile ich płyta debiutancka ma swoje mankamenty np. banalne do bólu teksty o boskim działaniu marihuany, to jej dubowa wersja "Dubmasters meets Shashamane", to jest klasa. U mnie to CD długo nie schodziło z odtwarzacza. Kocham dub, kocham te echa, pogłosy, rozciągnięte dźwięki. Zamykam oczy i mam odlot.

Polecam


https://www.youtube.com/watch?v=l3tNvQ_Ds6M

@WatluszPierwszy

nie licząc kilku wyjątków

Jestem ciekawy jakie to wyjątki ʕ•ᴥ•ʔ Swoją drogą - nie do końca rozumiem skąd się wzięło darcie łacha z polskiego reggae. Nie wiem co teraz się gra, ale to stare nie było takie złe.

@WatluszPierwszy przecież polskie reggae jest podobne jak dowolne zagraniczne - czasem jest spoko, a czasem mniej. Czasem ktoś ma jeden kawałek, który nadaje się do czegoś, a czasem jest wspaniałą cała płyta.

Zaloguj się aby komentować

#kontrolanadgarstkow i #kontrolazegarkow

Wczoraj przyszedł. Ostatecznie wybrałem inny model. Trochę zadziałała #nostalgia i chciałem, żeby miał więcej bzdur na wyświetlaczu. Pierwszy zegarek od wielu wielu lat.

a5b1ade5-beda-4a8f-92f2-64794b78cfd4

Zaloguj się aby komentować

#punk #muzyka


Poranna tzw. polecajka (nie lubię tego słowa). O zespole Distance znaleźć cokolwiek trudno. Wiem, że są z Bordeaux i grają w tej kapeli ludzie związani od la z tamtejszą sceną i aktywni w jakichś innych muzycznych projektach. Muzycznie jest to.. bardzo francuskie Po prostu melodie, trochę melancholii, gdzieś w tle klawisze a wszystko to pozostaje jednak mocno punkowe. Ta debiutancka epka jest niesamowicie przebojowa. Planuję zakręcić się za zakupem fizycznego nośnika, bo słuchanie takiej dobrej muzyki ze spotify czy youtube, to zbrodnia na sztuce.


https://www.youtube.com/watch?v=kN92eOG8bWo

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #punk

Niepokojąca historia Camera Silens .


Francuska scena punk od zawsze była silna. Już u zarania zespoły miały swój styl. Rodziły się w tych gorszych częściach miast. Paryż zakwitał pąkami róż, modnie ubrane kobiety siedziały w kawiarniach w Bordeaux studenci szaleli na imprezach, a turyści podziwiali zabytki... gdzieś tam, w innym, bogatszym, lepiej urodzonym świecie. Daleko od problemów przeciętnej młodzieży, daleko od jej frustracji, smutków i radości. Lata 80. we Francji pełne były niepokojów. To czas rządów Francoisa Mitterranda, okres kryzysu naftowego, bezrobocia, strajków studenckich, protestów przeciwko prywatyzacji szkolnictwa. W letni dzień 1980 powstaje kapela. To Camera Silens. Powstaje przy okazji spotkania Gillesa Bertina i Benoita Destriau. Szczególnie pierwszy z tych chłopaków będzie istotny dla tej opowieści. Wywodzą się z tego "gorszego Bordeaux" z dzielnicy Saint-Pierre. Zainfekowani brytyjską sceną punkową, a szczególnie UK Subs, Cockney Rejects i północnoirlandzkim Stiff Little Fingers też chcą grać. Nazwę dla zespołu biorą od komórek izolacyjnych dla niebezpiecznych więźniów. Dwa lata później wygrywają konkurs dla kapel i nagrywają demo. Przez kolejne lata grając, chociażby u boku kultowych The Outcasts z Irlandii Północnej, Bertin i jego kumple zdobywają szturmem kolejne sceny i kolejne miasta. Niestety Gilles trafia za kratki za kradzież. Trwają bez swojego koła napędowego, a skład się zmienia. GDy ich kumpel wreszcie wychodzi na wolność, mają swój styl, swoje brzmienie. W 1984 nagrywają "Realite" najlepszą punkową płytę, jaka kiedykolwiek powstała w kraju bagietek i wpierdzielania żab na obiad. Brzmienie można określić jako coś pomiędzy klasycznym oi! a zimną falą. Jest w nim coś przebojowego, a jednocześnie dołującego i niepokojącego. Frustracja, codzienność, szara rzeczywistość, to wszystko wylewa się z tego krążka. W 1987 wydają kolejny album, ale to już nie to samo co debiut. Niestety Bertin nurza się w chaosie, narkotykach, alkoholu i wpada w świat przestępczy. Żyje szybko, jakby pędził na złamanie karku w dół górskiego zbocza... ku przepaści. Jest 27 kwietnia 1988 kiedy grupa dwunastu facetów napada na w zajezdni ciężarówkę firmy Brinks przewożącej gotówkę do jednego z banków. Wszystko jest dobrze zaplanowane. Wcześniej porywają trzech pracowników firmy. Jednemu z nich każą wyłączyć system alarmowy zajezdni. Wśród rabusiów jest Gilles Bertin. Ginie mnóstwo forsy, ponad 11 milionów franków. Nie pada żaden strzał. Przestępcy są tak zuchwali, że dzwonią nawet do lokalnej prasy i chwalą się swoją akcją. Policja uruchamia specjalną "Operację Sangria". Wszystko się udaje, a kajdanki zaciskają się na nadgarstkach jedenastu bandytów. Jedenastu, a nie dwunastu, gdyż nie ma wśród nich lidera Camera Silens. Bertin ucieka do Hiszpanii. Zmienia tożsamość. Teraz nazywa się Didier Ballet. Jedzie do Portugalii. Prowadzi sklep płytowy a później ponownie w Hiszpanii małą kawiarnię. Po latach powie, że żył jako wolny człowiek z piętnem bandyty, że każda osoba wchodząca do jego sklepu jawiła mu się, jako przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Zawsze z tyłu głowy miał uczucie, że może to dziś, może za chwilę, sprawiedliwość upomni się o niego. Nie wiedział, że w rodzinnej Francji jest uznany za zmarłego. Mija czas. Jest 2006 rok, a Bertin ma dość, jak sam później powie, był "zmęczony kłamstwami i miał zszargane nerwy". Poza tym ma HIV. Wraca do rodzinnego kraju i oddaje się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Na sali sądowej zapewni później, że w napadzie wziął udział nie dla pieniędzy, lecz dla adrenaliny. Bertin siedzi na sali sądowej wraz z torbą pełną drobiazgów niezbędnych w codziennym życiu. Jest pewien, że trafi od razu do więzienia. -Muszę spłacić dług. Nie mam wyboru - mówi. Ostatecznie sąd skazuje go na pięć lat w zawieszeniu. Na sali wybuchają oklaski a Bertin wreszcie może odetchnąć. Mówił, że te lata życia, gdy stał się niejako innym człowiekiem, były radością z wolności, ale też męką. Zerwał kontakt z rodziną, z synem, ze swoją pierwszą partnerką. - Jakbym przeszedł na inną stronę - powiedział kiedyś. Wspominał, że bywało, iż popadał w paranoję, wszędzie widział zagrożenie. Dwa razy nawet ktoś go rozpoznał, ale szczęśliwie nic na skutek tego się nie wydarzyło. Bertin zmarł w 2019. Żył jak chciał i na sam koniec spotkał się z synem, odpowiedział za swoje grzechy i oczyścił się. A Camera Silens nadal żyje dzięki kolejnym pokoleniom dla których jest ogromną inspiracją. Kapele do dziś garściami czerpią z jej brzmienia a francuska scena jest silna, jak nigdy dotąd. Tekst napisałem na podstawie artykułów m.in. w The Guardian, radiopunk.it, medium.com, spirit-of-rock.com i własną wiedzę Historia, którą przeczytaliście, jest maksymalnie uproszczona i skrócona, by nie zalewać informacjami, które mogłyby zanudzić czytających. Sam jestem punkowym nerdem i uwielbiam babrać się w szczegółach takich historii. Jednak wiem, że nie każdy tak ma, a miał to być tekst na hejto, a nie reportaż. Liczę, że Was chociaż trochę zainteresowałem. Punk żyje.


https://www.youtube.com/watch?v=6mSoOm0ia8U

Zaloguj się aby komentować

Tosie i Tomki. Trochę #nostalgia a trochę #kontrolanadgarstkow i #kontrolazegarkow #pytanie


Wpadłem w studnię sentymentów i chciałbym sobie kupić zegarek Casio F 91 WM. Miałem taki w latach 90. Dostałem od taty kasę z przykazaniem, że mam kupić sobie zegarek. Poszedłem do sklepu z zegarkami i wybrałem właśnie ten. Służył mi aż do czasu studiów i pewnie trwałby dłużej, ale został wyparty przez telefon komórkowy na którym można było przecież sprawdzać czas. Teraz chciałbym wrócić i kupić sobie ten model w nieco innej wersji kolorystycznej niż czarny.


Jednak mam obawy, że będę wyglądał jak idiota z takim "zabawkowym" zegarkiem. Co myślicie moi mili?


https://fabrykazegarkow.pl/zegarek-uniwersalny-casio-vintage-kwarcowy-f-91wm-2aef

57779b80-39f6-4b4e-9035-4582dcc7b49b

@WatluszPierwszy miałem takie podobne casio z bluetooth i liczeniem kroków. Jedyna wada, że jest mały i może kiepsko wyglądać na dużym nadgarstku. Niestety ostatnio wyrwałem pasek z koperty (wykonana z gównolitu), ale kupię następny jak tylko wybiorę kolor. Kilka razy nawet usłyszałem, że fajny retro sikor.

@WatluszPierwszy Ważne pytanie. Kupujesz dla siebie, czy dla oceny innych ludzi? Ja bym brał. Mi się podoba. Kolega z pracy miał taki, ale w metalowej obudowie i wyglądał spoko. Nawet mu pozazdrościłem, ale sam nie noszę zegarków.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#nostalgia #kino #filmy #lata90 #hejto40plus #gownowpis


Nie jestem wielkim kinomaniakiem, ale szukając w necie jakichś ciekawych artykułów nt. mojego rodzinnego miasta trafiłem na tekst poświęcony Kinu Znicz. Miejsce to już nie istnieje. Teraz stoi tam centrum handlowe. Zdjęcie które zamieszczam datowane jest na 2007 r. Kino jest już na nim nieczynne i mocno zniszczone. Pierwszy seans w tym budynku odbył się podobno w 1947 r. ostatni, wedle tego, co znalazłem w 1999. Ja jednak pamiętam, że chyba jeszcze w 2000 byłem tam na jakimś filmie. Co ciekawe pod koniec la 90. równolegle kino służyło też jako klub disco

Bardzo mocno nostalgłem widząc to zdjęcie. Pamiętam, jak chodziliśmy ze szkołą na filmy do tego kina a z przedszkolem raz na miesiąc szliśmy na poranek filmowy. Na poranki weekendowe chodziłem też, jeszcze w latach 80. z moim tatą. Pamiętam "Bolka i Lolka", "Misia Koralgola" i jak przez mgłę jakieś inne bajki. Na jakiejś dziwnej bajce, gdzie jedną z postaci był smok wyglądający jakby był zrobiony z folii aluminiowej zacząłem płakać ze strachu Jako nastolatek biegalem tam z kumplami z osiedla na różne filmy. Najbardziej chyba pamiętam "Apollo 13". Nie można się było dopchać na ten film i kupiłem ostatnie bilety na nocny seans o 22.00 ale, że byłem małolatem, to musiał iść ze mną tata, bo na nocne wpuszczano od 18 lat niezależnie od tematyki filmu. Bywały filmy na które kolejka ciągnęła się niemal przez całą ulicę... dziś to już tylko wspomnienia.

0e7cfeb1-4661-4ec3-8e40-aa9cdacb9075

@WatluszPierwszy byłem w Kinie Zorza w Rzeszowie z rok temu. "Super kino, super klimat, a nie te tfu sieciówki", takie były opinie


W środku śmierdziało, było ciasno, mały ekran, i generalnie góra 3/10 doświadczenie.

Zaloguj się aby komentować

#lekkoatletyka #sport

Dziś zapowiada się nieco luźniejszy dzień w robocie, więc odpalę sobie TVP Sport i Mistrzostwa Świata w lekkoatletyce. Nikt nie robił sobie chyba wielkich nadziei jeśli chodzi o medale Polaków. Mimo to jakoś jednak człowiek się łudził, że może ta sztafety mieszane dociągnie do brązu. Pia wczoraj spoko. Piąte miejsce to dla niej na prawdę super wynik, plus wykręcony świetny czas. Jest nieźle. Swoboda trochę zawiodła. Jakoś liczyłem, że będzie lepiej. No ale miała jakieś tam problemy zdrowotne. Odpuściła mistrzostwa Polski... chyba nie było łatwo. Dziś sportowiec roku Fajdek będzie walczył o medal. Zobaczymy. Chociaż przyznam, że to jeden z polskich sportowców za którego najciężej mi się trzyma kciuki.

Wrzucam fotkę Pii, bo dobry wnik, jest sympatyczna a Fajdka bym tutaj nie wklejał nawet jakby zdobył medal


Tak na marginesie, to przyznam, że zawsze obserwowałem trochę zmagania lekkoatletów a szczególnie biegi ale od kiedy sam ćwiczę i biegam, to jaram się jeszcze bardziej.

e5ca39f1-889c-4936-86a7-9d2cd5d2fbe4

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #pilkanozna #sport

Kupiłem cegłę. Zaczyna się dobrze. Będzie co poczytać. Znając moje tempo, to te niemal 700 stron będę czytał z dwa miesiące, jak nie dłużej 😉

bcc862ff-9898-4679-9e10-885cd2695205

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#psychologia #depresja #chcewyjsczbagna


Tydzień temu wróciłem z urlopu i czuję, że nie potrafię wejść w normalny tryb. Nie chodzi mi o tryb obowiązków domowych a tryb pracy. Teraz po tygodniu harówki w korpo-januszexie czuję się, jakbym harował już od dwóch lat bez dnia wolnego. Co gorsza nasiliły mi się objawy depresji. Mam brak chęci działania, odliczam tylko godziny do 14.00, żeby móc wyłączyć komputer i jeb...ąć tym w cholerę do następnego poranka. Jestem nerwowy, na siłę urywam godziny wieczorami, by tylko mieć więcej czasu dla siebie. To skutkuje niewyspaniem, a to z kolei ponownie poddenerwowaniem i brakiem chęci na cokolwiek. Ciągle wracam myślami do urlopu, setny raz przeglądam zdjęcia... Szczęśliwie w piątek idę na terpię, to przynajmniej pogadam z fachowcem


Czuję się chyba najgorzej od dłuższego czasu.

5ef74f6b-616b-4218-a687-ac19cfc41b6b

Pewnie to banał.


Ale może pierdolnij tą pracą?


Doskonale cię rozumiem. Mnie pobyt w pracy przyprawia o stany depresyjne i dopiero po wyjściu na wolność czuję się jak człowiek.

W moim przypadku zadziałało jak zmieniłem tryb pracy. Przychodzę rzadziej, ale na dłużej. Mam więcej wolnego i mogę czas spędzić z rodziną. Wtedy czuję, że żyję.

@WatluszPierwszy nie dawaj się korpo, bardzo dużo zależy od podejścia. Stawiaj granice, nie daj sobie włazić na głowę, jeśli to możliwe deleguj zadania. Pamiętaj, że manager i HR nie są twoimi przyjaciółmi. A jeśli czujesz, że jest bardzo źle, to rozważ zmianę pracy. Nie warto marnować zdrowia dla roboty. Pogadanie z fachowcem to oczywiście też dobra decyzja. Zdrówka życzę I powodzenia w walce.

Ziutek, przykro się to czyta. Brzmi to często lakonicznie i jakby dzieciaczek się skarżył że bucik go ciśnie, ale wnętrze nie pozostawia nam wątpliwości, że to coś czego nie można zignorować.

Dobrze, że idziesz sobie tam pogadać, popracować na terapii.

I nie zapominaj o ruchu.

Od siebie na terapię w codziennym życiu polecam poczytać o BDNF i dlaczego malutki ruch każdego dnia jest ważny dla naszego mózgowego samopoczucia.

Trzym się.

Zaloguj się aby komentować

#podroze #wakacje #wlochy

Zachęcony tym, co napisał @splash545 postanowiłem krótko podsumować nasz rodzinny urlop w Umbrii i jej stolicy Perugii. Nie będę ukrywał, że na kierunek podróży wpływ miała cena. Za dwoje dorosłych, dójkę dzieci i dwa bagaże rejestrowane 20 kg zapłaciliśmy 1300 zł. Lotnisko w Perugii okazało się takim większym dworcem PKS. Do miasta śmiga za 5 juro autobus AirLink. Nocleg ogarnęliśmy w samym centrum starej części miasta i tu też udało się trafić z ceną 2600 zł. Samą Perugię można podzielić na dwie części starą i nową. Obie łączy ze sobą system minimetra, czyli jeżdżące raz nad a raz pod ziemią małe wagoniki. O nowej części miasta nie ma w zasadzie co pisać. Ot domy i bloki, które czasami lekko przypominają architekturę polskich osiedli z lat 90. Zdziwiło mnie to, ile lokali jest tam pustych. Sklepy, jakieś małe firmy itp. świecą pustymi oknami, albo planszami z ofertą sprzedaży. 

Do sedna jednak, a więc do strego miasta. Tutaj już dostajemy prosto w twarz całym pięknem włoskiej architektury. Stare kamienice, piękne czerwono-brązowe dachy, zielone okiennice, wąskie uliczki. Wszystko to przyprószone lekko artystycznym klimatem (polecam Via della Viola i sąsiednie uliczki), pełne street artu i małych knajpek, które wyglądają jakby mieściły się na 20 m2. Zresztą to w Perugii jest trzeci najmniejszy pub na świecie Ill Birrino. Miasto jest stare, z historią i to widać na każdym kroku. Nie będę się tu jakoś rozpisywał, bo w internecie jest masa info i pewnie masa lepiej napisanych tekstów.

Co do samej Umbrii, to odwiedziliśmy jeszcze małe wioski takie jak Toricella, San Feliciano, Magione czy Monte del Lago. Sa to lekko senne miejsca i jeśli ktoś chce się kompletnie wyłączyć z pośpiechu, to można wpaść i np. kupić sobie kawę i chwilę gdzieś posiedzieć. 

Na minus na pewno Jezioro Trazymeńskie. Ogromne, ale zasyfione. Przy brzegu walają się jakieś zaschnięte wodorosty a molo w Toricelli przypomina jakiś betonowy pomost zapomniany przez Boga i ludzi. Szerze to wiedzieliśmy o tym, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak to wygląda.


Z miejsc typowo turystycznych odwiedziliśmy jeszcze Asyż. Nie jestem wierzący, ale przyznam, że sam grób św. Franciszka jest ciekawym miejscem, emanującym jakimś lekko mistycznym klimatem. Miasteczko jest przepiękne, ukwiecone, małe uliczki i niskie kamienice robią wrażenie i mimo tłoku, turystów i wszechobecnych straganów gdzie obok krzyży i figurek leżą koszulki Slayera można się tam wyciszyć i poczuć jakoś... inaczej.


Co do cen, to Umbria uchodzi za region stosunkowo tani. Nawet sami Włosi mówili nam, że są tacy, którzy przeprowadzają się tam właśnie ze względu na niższe koszty życia. My jedliśmy raczej budżetowo, tym bardziej, że postawiliśmy na przemieszczanie się i czasami po prostu łapaliśmy jakiś posiłek w biegu.


Wszędzie podróżowaliśmy transportem publicznym. Pociągów jest sporo i nawet mimo remontów na kolei daliśmy radę spokojnie się przemieszczać. Jeżdżą też autobusy miejskie i podmiejskie a po Perugii śmiga dodatkowo wspomniane już minimetro. Fajnie było wsiąść w wagonik czy autobus w powszedni dzień i poczuć klimat miasta, widzieć ludzi jadących do codziennych spraw i obowiązków. Polecam taki sposób podróżowania. W zeszłym roku w Trieście postawiliśmy na samochód i taksówki a w transporcie do i z Chorwacji pomogła nam przemiła właścicielka wynajmowanego przez nas domku. Było wygodniej ale na pewno mniej podróżniczo i przygodowo.


Myślami jestem jeszcze trochę w Perugii i okolicach, mimo że słowa te piszę w przerwie na śniadanie w pracy.

4df3c8cf-7df3-49ff-8fc2-f9a1ed7dc3fb
de4291c2-f19d-445d-a889-a361885d294c
b20e06a5-42cc-4fd0-b325-93396cbd6088

Zaloguj się aby komentować

#nostalgia #gownowpis #hejto40plus

Poniższe zdjęcie zrobiłem dokładnie rok temu w smutnych okolicznościach, tuż po pogrzebie mojego wujka. Dom który widzicie, to miejsce w które przyjeżdżałem jako dzieciak. Dom mojej babci i dziadka a także wujka, cioci i dwóch moich kuzynek. Jego obecny stan to efekt lat które minęły od jego sprzedaży. Obecnie nikt w nim nie mieszka. Nie ma już ogródka w którym kwitły kwiaty, psa Florka, który nie był na łańcuchu, więc szczęśliwie rządził całym podwórkiem. Nie ma też orzecha rosnącego obok studni, pięknej lipy w rogu podwórka. Co najistotniejsze nie ma już mojego dziadka i babci no i wujka. Razem z nimi po kawałku odeszło moje dzieciństwo. Co jakiś czas wracam do tego zdjęcia i wraca fala wspomnień. Nie, nie żyję przeszłością, ale po prostu bywają dni, kiedy łapie mnie nostalgiczny nastrój.

Fajne było co roku jechać tam na dwa tygodnie i czuć się jak bohaterowie "Dzieci z Bullerbyn".

5deab897-b181-4cc9-bc3c-125ca65c64ca

Zaloguj się aby komentować

#nostalgia #refleksje #hejto40plus #lata90 #wakacje

Mimo, że szkołę skończyłem w roku szkolnym 2001/2002 to koniec wakacji zawsze budzi we mnie sporo przemyśleń i włącza przycisk z napisem "nostalgia". Od kiedy pamiętam miałem wrażenie, że każde wakacje są jakimś istotnym etapem dorastania. To w wakacje poznawałem nowych ludzi, co wymagało ode mnie sporego wysiłku, jako że zawsze byłem raczej introwertykiem. W wakacje nabywałem nowe umiejętności, rozwijałem zainteresowania, pojawiały się nowe zajawki. Wakacje, to pierwsze poważne kontakty z dziewczynami, imprezy, wyjazdy na festiwale, próby z zespołem, który nigdy nie wyszedł z garażu, bieganie do wieczora po boisku, wypady rowerowe za miasto a to wszystko w oparach kompletnej wolności i poczucia, że następnego dnia można zacząć te wszystkie rzeczy robić od nowa. To w wakacje pierwszy raz wróciłem do domu nad ranem, pierwszy raz poważnie imprezowałem, zaliczyłem pierwszy wyjazd z kumplami na koncert. Rok szkolny jawił się jako koszmar.


Zdjęcie wykonane wczoraj na spacerze w pobliżu mojego rodzinnego miasteczka.

0a72d639-3d8f-4885-b6ea-355c766b2a08

@WatluszPierwszy mam tak samo. Ten przełom sierpnia i września ma w sobie to coś nawet teraz gdy nie chodzę od szkoły tylko do pracy

@WatluszPierwszy zawsze zazdrościłem ludziom, którzy mogli wakacje szkolne spędzać na różnych przyjemnościach. Ja byłem biedny i musiałem całe wakacje zapier*dalać w polu na wsi.

@MostlyRenegade Truskawki, maliny, porzeczka, aronia, poziomki, tytoń (zbieranie, nabijanie, suszenie). No i zwożenie siana i słomy. Do tego przez parę lat rodzice mieli lokalny punkt skupu owoców - więc dodatkowo przerzucanie skrzynek/łubianek na wagę, a potem do stodoły. A o drugiej w nocy, ze stodoły na TIRa.


Czy to nie jest różnorodność? xd


Ale za to we wrześniu można było posłuchać od rówieśników, gdzie byli na wakacjach i jakie pamiątki przywieźli.


Btw, w te wakacje jak byłem u rodziców, poszliśmy z żoną pozbierać truskawki; zbierała szybko i bez zastanowienia i żartowała ze mnie, że jej lepiej idzie ode mnie, pomimo tego że jest z miasta. A potem przez 3 dni nie mogła chodzić bo miała zakwasy, a mi nic nie było xd

Zaloguj się aby komentować

#podroze #gownowpis #wakacje

Eh... już znowu w kraju Piastów. Na szczęście urlop jeszcze do 2 września ;) To była super przygoda i szczerze polecam Umbria i podróże pociągiem oraz autobusami. Odwiedziliśmy Perugię, która stała się naszą bazą ponadto Asyż, San Feliciano i kilka mniejszych miejscowości. Serdeczność Włochów mnie rozwaliła. Na koniec chciano mi lać wino, czego grzecznie odmówiłem oraz krojono prosciutto, czego nie odmówiłem. Życie bywa całkiem udane. To też przekaz ode mnie dla tych, którzy jak ja walczą z #depresja I innymi problemami.

4a4e4b58-452f-4fb5-befc-14214b65a773
3188f957-4148-4def-99ee-dfb132709012
025b9ebf-ddb2-495c-aa1d-b7d1e1e183ff

Zaloguj się aby komentować