No to jedziemy. 4:45. Ostatni lot ostatniego szkolenia w powietrzu. Potem już tylko 2 egzaminy praktyczne. Dzisiaj będzie wbite 200 godzin nalotu ogólnego, czyli minimum do rekrutacji do linii lotniczych. #drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo




No to jedziemy. 4:45. Ostatni lot ostatniego szkolenia w powietrzu. Potem już tylko 2 egzaminy praktyczne. Dzisiaj będzie wbite 200 godzin nalotu ogólnego, czyli minimum do rekrutacji do linii lotniczych. #drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
#popularitycheck #hejto
Ej, bo faktycznie. Nie ma żadnych nagród dla zwycięsców w konkursie. Może zróbmy trochę taką akcję jak z #hejtopaka i kto coś chce ufundować to dorzuci do puli? I byśmy tę pulę updejtowali? Trzeba by było tylko wskazać, że coś tam jest dla 1 miejsca, coś tam dla 2., czy dla finalistów itd. Tutaj jest masa ludzi z różnymi możliwościami, albo użytkowników, którzy może mogą po jakimś miejscu oprowadzić, coś skomponować, narysować, kupić paletę twarogu itd. Ponadto, jesteśmy jako społeczność na tyle za⁎⁎⁎⁎ści, że imo by siadło. Kto jest za? Ktoś by coś dorzucił? Ja myślę np. o locie jakimś AT3 albo Tecnamem.
Dorzucimy trochę emocji


Zaloguj się aby komentować
#popularitycheck #justhejtothings
Trzymaj się @bartek555, wsparcie z powietrza już jest! @Fafalala tym granatnikiem to se możesz kurna ten.


Zaloguj się aby komentować
Złapałem się na tym, że śledzę #popularitycheck dużo intensywniej niż politykę ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować
Przyjechałem na lotnisko i zostałem najęty do robienia za żywy balast do śmigłowca, bo za ciężki na ogon.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Zimowe latanie w jednym z bardziej "ą, ę" ośrodków w Polsce - na Lądowisku w Konstancinie.
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Ostatnio dolatuję ostatnie godziny potrzebne do zakończenia nauki na polskiej produkcji samolocie Aero AT-3. Jest to bardzo wdzięczny sprzęt, który przyjemnie się pilotuje. Ma świetną responsywność na stery i sprawia wrażenie dość dynamicznego. Wyposażony jest w klasyczny czterocylindrowy silnik Bombardier Rotax 912 w układzie boksera. Jego moc to niecałe 100 KM (69KW). Z wad - kabina jest dość wąska, jednak wyraźnie większe - względem Tecnamów P2006 i P2008 - wrażenie ciasnoty rekompensuje duża owiewka i naprawdę świetna widoczność.
Ten akurat egzemplarz możecie spotkać na pokazach lotniczych, jako że lata on w grupie pokazowej 3 AT3. Ich pokazy nie są może tak dynamiczne jak Żelaznych z uwagi na duży rozstrzał pomiędzy parametrami takiego Zlina Z-50 i AT3, natomiast cechują się najwyższej klasy precyzją pilotażu - dla mnie absolutnie nieosiągalną. Jak na miejsce, w którym ten AT3 hangaruje - jego wynajem jest po naprawdę konkurencyjnych pieniądzach, tj. około 650 zł na godzinę. Właściciel to bardzo sympatyczna i pomocna osoba.
Odnośnie do samego ośrodka w Konstancinie - czuć pieniądz, który w dodatku został wydany ze smakiem. Lobby jak w hotelu, wszystko świeże, sprzęt nowoczesny, krzaczki przycięte, zero pomników właściciela, gipsowych lwów i złotych mebli. Zakładam, że i trawa jest należycie pielęgnowana, ale aktualnie nie przebija się ona przez wszędzie zalegający śnieg. Śnieg, który trochę napsuł mi ostatnimi czasy planów. Odwołałem lub mi odwołano szereg lotów. Albo z uwagi na opad, albo z racji na brak efektywnego usunięcia tegoż opadu z drogi startowej. Trafiłem jednak kilka dobrych momentów i nabiłem trochę nalotu. Zaraz zbieram się znowu spróbować polatać.
Idealny podkład do oglądania fotek (reszta w komentarzach):


Zaloguj się aby komentować
Powiem tak
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Ja pierdykam XD CAVOK w Łodzi… but… but… how? Jakim cudem służba meteo może zrobić w jedną dobę takiego fikołka od średniej do naprawdę złej pogody w prognozach, żeby się okazało po ledwo 12(!) godzinach, że idzie bezchmurna pogoda XD
Ale to jest właśnie to doświadczenie kurde branżowe. Jakbym teraz siedział na tyłku i miał odwołane dwa egzaminy (IR/ME i angola), a w Łodzi byłby CAVOK to bym miał sam z siebie bekę. Nabrałbym się i właśnie tak by się to skończyło gdyby chodziło o egzamin PPL tych 7-8 lat temu. Wtedy ta branża by mnie właśnie tak załatwiła. Tymczasem narazka, zbieram się na angielski.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty

Zaloguj się aby komentować
No to sam się rozwiązał mój dzisiejszy problem z wyborem czy nastawiać się na egzamin praktyczny czy na ten z angola.
TAF: EPLL 081730Z 0818/0918 VRB04KT 2500 BR OVC005 TEMPO 0818/0909 1400 BR BKN002 PROB30 TEMPO 0820/0908 0600 FZFG OVC001 TEMPO 0915/0918 BKN003
(Znaczne pogorszenie pogody w prognozach)
Tak że życzcie mi szczęścia na angolu.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo

Zaloguj się aby komentować
Co robić, co robić...
Na jutro na 10:00 mam zaplanowany egzamin na uprawnienia do latania samolotami wielosilnikowymi na podstawie przyrządów (IR/ME). Potrzebuję zrobić ten egzamin do połowy stycznia, żeby móc zacząć pod koniec stycznia kurs do latania w załodze wieloosobowej (MCC). Inaczej wbiję opóźnienie o miesiąc, a tego bym nie chciał.
Też na jutro (XD) na 10:40 mam zaplanowany egzamin z angielskiego na ICAO 4/5/6, którego potrzebuję do latania zawodowego.
Stało się tak, ponieważ najpierw zaplanowałem angielski, a potem dostałem info o IR/ME.
Pogoda na jutro ma być średnia i nie jest pewne czy w ogóle polecę (INB4: fajny egzamin z latania na przyrządach jeśli nie możesz mieć złej pogody - otóż mogę, ale kurde jakoś z tego Piotrkowa trzeba wystartować i tam wylądować).
No i teraz czuję, że jak odwołam angielski to wieczorem dowiem się, że lipa z egzaminu z IR/ME i nic nie załatwię xD.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo

@PositiveRate wybierz opcję najbardziej logiczną na podstawie danych których masz. Czyli zapewne będzie to pójście na angielski. Nawet jeśli wydarzy się inaczej, to nie powinieneś mieć sobie nic do zarzucenia, bo to konflikt i problem który nie zależał od ciebie. Oceń szanse, przyłóż wagi, sens ryzyka i trudno, niech się dzieje
O, poprawia się : O Keep it goin'!
TAF: EPLL 081130Z 0812/0912 34005KT 5000 BR BKN025 TEMPO 0812/0820 3000 -SN BR BKN005 TEMPO 0820/0909 BKN005
@PositiveRate mieszkam niedaleko Piotrkowa, jak już zdasz egzaminy to zabierzesz na rundkę nad miastem?
Zaloguj się aby komentować
Czy jest na sali trener personalny?
#kiciochpyta #silownia #hejtokoksy

@PositiveRate ziom napisz jak ćwiczysz a na pewno podrzucimy jakieś rady
@ErwinoRommelo @AdelbertVonBimberstein @bartek555 @saradonin_redux @rogi_szatana @jedikk
Dzięki za odpowiedzi. No ogólnie to klasyk - chłop się zasiedział trochę nad innymi sprawami i się przytyło... i to dość znacznie, bo obecnie jest 95 kg przy 185 cm wzrostu. Jeśli chodzi o dietę - dość typowa w Polsce. Ale chyba jem za dużo, bo jak przestaję się ruszać to przybieram na wadze. Mam kreatynę, białko i beta-alaninę w szafce.
Chodzę raz w tygodniu na boks (dużo cardio i lekkie, techniczne sparingi). No może chodziłem przez 8-10 miesięcy, ale od jesieni niestety nie miałem na to czasu. Planuję wrócić do tego. Mam w zasięgu 5 minut jazdy samochodem dostęp do siłowni 24/7, która jest bardzo dobrze wyposażona, tj. ma fajną część ciężarów wolnych i maszyn oraz ma dużą salę do ćwiczenia sztuk walki (worki, mata, hantelki, ketle, skakanki, boxy, oktagony, ringi). Chodziłem tam przez ~2 miesiące ok. 4 razy w tygodniu... do jesieni, kiedy to - patrz wyżej. Ani boks ani ta siłownia nie odpadły z uwagi na słomiany zapał tylko z racji na 100% poświęcenie kilku tematom i zwyczajnie zabrakło doby. Ale chodziłem na jedno i drugie bardzo chętnie i mocno się nakręcałem na kolejne treningi. Mogę sobie pozwolić na około 4 treningi tygodniowo po 1-1,5 h. Raczej w późnych godzinach (po 20), jeśli to ma jakieś znaczenie.
Cel jest taki żeby mieć estetyczną sylwetkę, a za takową uznaję niewielką masę tłuszczową i jako-tako (w porównaniu do Was) widoczne mięśnie. Pozwólcie, że na tym poprzestanę żeby nie musieć wrzucać fot Brada Pitta z Fight Clubu i innych takich. Szanujmy się. Fajnie jakby przy okazji rozwinąć eksplozywność i wytrzymałość pod boks, ale jestem pusty, więc estetyka jednak na pierwszym miejscu. Szczególnie, że boks to tak amatorsko, 4 fun i na w razie czego.
Nie chcę rushować, jakichś cudów nie oczekuję i raczej powinienem się trzymać tego, co mi napiszecie, tj. nie mam problemu z regularnością i motywacją. Ot z różnych przyczyn bywam zabiegany.
@PositiveRate Nie rozpiszę ile powtórzeń bo uważam, że trzeba dźwigać ciężko. Ja mam taką zasadę, że jak zrobię 8 powtórzeń to znaczy, że trzeba dołożyć ciężar. ćwiczę w zakresie 4-8 powtórzenia. Ty jak jesteś w słabszej formie to te parę treningów zrób lżejszych, żeby organizm przypomniał co to znaczy dźwigać.
propozycja treningów na 4 razy w tygodniu.
Ogólnikowo ale myślę ze załapiesz o co chodzi. Trochę własnej pracy musisz też włożyć, żeby sobie przygotować rozpiskę pod siebie. Ja nie ćwiczę na komercyjnej siłowni to wiem jakie teraz są maszyny. wiadomo rozgrzewka przed, a po treningu jakieś kardio 15minut. Lepiej krócej i ostrzej niż chodzić na bieżni w nieskończoność.
przysiady 4-5 serii
uginania na maszynie 4 serie
prostowanie na maszynie 4 serie
ja lubię robić uginania i prostowania w super seriach. Oszczędzam na tym sporo czasu, który ucieka na przysiadach. Jak masz dobre serducho to dasz radę. Nie zaniedbuj treningu nóg. Nie musisz robić mega ciężko ale rób. Od chodzenia same się nie zrobią.
ćwiczenie na tylne aktony 3-4 serie
ćwiczenie na boczne aktony 3-4 serie
ćwiczenie na przednie przednie aktony
3 ćwiczenia po 3 serie na biceps i triceps
ogólnie ćwiczeń na barki jest sporo. To samo zrobisz hantlami jak i sztangą. możesz zamieniać ćwiczenia, dołożyć wyciskanie itd. Bica i trica robię w superserii. Dobrze wchodzi.
ściąganie nachwytem 4 serie
ściąganie podchwytem wąsko 4 serie
przyciąganie na wyciągu dolnym 4 seri4
martwy ciąg 4 serie
kaptury na sztandze lub suwnicy 4 serie
Plecy to ciężki trening. Dostosuj liczbę serii do możliwości i do aktywności następnego dnia. Ja zawsze po plecach mam dzień regeneracji.
Ogólnie dostosuj sobie trening pod siebie i boks. Na przykład nie rób treningu barków dzień przed boksem bo nie będziesz miał siły boksować. Możesz sobie zrobić na przykład klatkę.
Wszystko to tylko przykład jednej drogi, których jest mnóstwo. Przy odrobienie samozaparcia i poświęconego czasu sam jesteś w stanie wszystko ogarnąć. Zagranicznych youtuberów Ci nie polecę bo nie oglądam i nie znam się na hipertrofiach i rozkładach komórkowych, masa wiedzy jest na sfd w rozmowach Karnowskiego i Słodkiewicza. Poza tym dobrze się tego słucha.
Dźwigać nie podjadać i robić progres.
To nie była porada inwestycyjna.
Zaloguj się aby komentować
Ah shit, here we go again. #drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Zaloguj się aby komentować
Jutro idę na badania lotniczo-lekarskie, więc postanowiłem trochę napisać o tym co mi jutro sprawdzą, jak to zrobią, ile skasują, jak bardzo dobrym zdrowiem muszę się wykazać oraz kiedy muszę tam wrócić.
Na #drogadokokpitu opowiadam o swojej (nadal trwającej) historii zostawania pilotem samolotu pasażerskiego. Znajdziecie tutaj mieszankę typowego bloga, ciekawostek o #lotnictwo i #samoloty oraz praktycznych informacji dla osób, które również chciałyby podjąć takie wyzwanie, np. ile to wszystko mnie kosztuje, a także ile trwa.
Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej na warszawskim Żoliborzu...
... ale ta historia zaczyna się wcześniej.
Kiedy jeszcze chodziłem do gimnazjum, to był tam taki Paweł. Nie ma on znaczenia dla tej historii. Znaczenie ma to, że planowałem wówczas ubiegać się o przyjęcie do liceum działającego przy Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Był to taki okres, w którym przeplatałem szkolne starania o średnią, czytanie o Dęblinie, zabawę symulatorami lotniczymi z dowiadywaniem się jak najwięcej informacji, które mogą mi się przydać. Wśród faktów, które chciałem ustalić były między innymi te dotyczące wymaganego stanu zdrowia. Słyszałem, że ten powinien być w zasadzie wzorowy, a kandydaci odpadają z powodu najmniejszych uchybień. Dowiedziałem się m.in., że istnieje maksymalna długość "pleców", gdyż warunkuje to ogólną zdolność do utrzymania krwi w górnej części ciała podczas większych przeciążeń. Aby rozwiać swoje wątpliwości zrobiłem przebieżkę po lekarzach, którzy unisono orzekli, że w zasadzie to nic mi nie jest... ale nie są w stanie powiedzieć czy przejdę badania w Dęblinie. Nikt też nie zmierzył mi tych pleców. Żaden z nich nie zajmował się bowiem medycyną lotniczą, a ja nawet nie wiedziałem wówczas o istnieniu tzw. lekarzy-orzeczników. Nie martwiło mnie to, jako że takie najbardziej podstawowe obawy miałem wówczas uspokojone. Ostatecznie nie złożyłem papierów do Dęblina ani na etapie szkoły średniej, ani studiów wyższych. Bynajmniej nie z powodu tego, że nie miałem odpowiednich "pleców" (których to nie miała stara wspomnianego Pawła, jak to się wtedy żartowało). Dlaczego? Nie wiem nawet. Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiem jednak, że badania do klasy Z1A (najwyższa wojskowa) są bardziej restrykcyjne od badania na klasę 1 (najwyższa cywilna).
Wracając do mojej pierwszej wizyty w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej na warszawskim Żoliborzu.
Była to jesień roku 2017. Zbliżał się początek szkolenia teoretycznego do licencji PPL (licencja pilota turystycznego). Aby takową otrzymać, należy wykazać się zdrowiem umożliwiającym wystawienie orzeczenia lotniczo-lekarskiego klasy 2 (spośród 3.). Ubiegałem się jednak o zaświadczenia klasy 1, którego wymaga się od pilotów zawodowych. Powodem było to, że chciałem od razu sprawdzić, czy ja w ogóle jestem w stanie zostać pilotem zawodowym, zanim jeszcze zacznę wydawać ciężkie pieniądze. Uważam, że jest to podejście warte polecenia.
Takie badania dzielą się na trzy rodzaje - badania wstępne, takie celem przedłużenia, jak i wznowienia orzeczenia. Zasadniczo to najbardziej wymagające (i najdroższe) są te wstępne. Obejmują też najwięcej badań.
Pamiętam jak stawiłem się w WIMLu około 7 rano. Wówczas założono mi teczkę, wręczono "checklistę" badań, które mam wykonać i skasowano mnie na bodaj około 1000 nowych, polskich złotych. Obecnie (grudzień 2025) taka przyjemność kosztuje 2100 zł. Badania okresowe kosztują za to 900 zł i o taką sumę będę jutro lżejszy.
Miła pani poinformowała mnie, że świetnie trafiłem, albowiem tego dnia, grupowo badania załatwiają podchorąży z Dęblina, a jako że jest to ośrodek wojskowy - mają oni pierwszeństwo przed cywilami. Na korytarzu było nas ponad 30 osób, a ja dzierżyłem najniższy priorytet. To znaczy ja i pewna dziewczyna, której tożsamości, ni wyglądu nie pamiętam. Wiem, że poznaliśmy się przed badaniem morfologii krwi i jakoś się już potem przecinaliśmy tego dnia w różnych kolejkach. Jako cywilcioty mieliśmy każdorazowo dużo czasu na rozmowę.
No właśnie, morfologia i mocz to pierwsze badanie. Nie potrafię szczegółowo opowiedzieć co tam jest oznaczane. Od któregoś roku podobno m.in. narkotyki, ale nie jestem pewien. W 2017 roku gabinet zabiegowy mieścił się jeszcze w innym pomieszczeniu, gdzie wisiał taki naprawdę chamski plakat gołej baby. Sądząc po stylistyce tej pani, to pochodził jeszcze z przełomu lat 80. i 90. Pytałem pielęgniarkę czy to na pewno nie jest warsztat samochodowy Cytryn & Gumiak. Wyjaśniła mi, że podobno ma to podnosić ciśnienie pilotów i zapobiegać omdleniom. Mówię zupełnie szczerze - tak naprawdę było. Obecny gabinet urządził ktoś, komu omdlenia są obojętne, albowiem gołej baby brak.
Które z badań jest następne? A to już w zasadzie zależy od pacjenta. Po kompleksie szpitalnym można się dość swobodnie poruszać (czasem zbyt swobodnie, o czym będzie dalej) i samemu sobie zdecydować o kolejności. Ma to pewien sens - kolejki rozkładają się w miarę równomiernie.
Okulista przy badaniu wstępnym sprawdza widzenie barw i trójwymiaru za pomocą dość typowych metod (książeczka z cyframi etc.). Przy badaniach okresowych nie ma takiej potrzeby. Sprawdzana jest ostrość widzenia bez oraz z korekcją wzroku. Okulista zagląda także do dna oka oraz robi komputerowe badanie wzroku. W jego ramach sprawdzane są wartości ciśnienia w obu gałkach ocznych, które zawsze wychodzą mi za wysokie. Z tego względu musiałem mieć kiedyś dodatkowo wykonaną tomografię nerwu wzrokowego. Zrobiłem ją prywatnie i doniosłem wyniki. Mam bodaj dość grubą rogówkę i komputer daje takie wyniki, ale okulista - nomen omen - nie widzi problemu.
Laryngolog sprawdza przegrodę nosową (nie musi być idealnie prosta, ale trzeba swobodnie oddychać). Zagląda też do gardła i do uszu. Na koniec badania każe stanąć przy drzwiach i szepcze jakieś słowa, które trzeba powtórzyć. Ostatnie z tych badań - trochę chałupnicze - wydaje się być mało potrzebne, albowiem wcześniej trzeba zrobić audiogram, gdzie sprawdza się progi słyszalności różnych częstotliwości. To badanie przechodzę zawsze z idealnymi wynikami, tj. mój słuch - w odróżnieniu od wzroku - dalece przekracza średnią populacyjną. W czasie tych badań sprawdza się także grubość i reaktywność(?) błony bębenkowej i czasem także prawidłowość działania błędnika.
Każdorazowo należy przejść EKG, które potem opisuje kardiolog. Mierzy on także ciśnienie i tętno. Należy przejść się także do chirurga, który sprawdza postawę, pyta o operacje, ewentualne blizny itd.
W czasie oczekiwania w kolejkach należy wypełnić dwie ankiety. Pierwsza dotyczy ogólnego stanu zdrowia, a druga stanu psychicznego. Pytają o przebyte choroby, obciążenia rodzinne, narażenia na choroby zakaźne, nastrój, poziom stresu itd.
W pewnym momencie należy udać się do pracowni RTG i wykonać zdjęcie klatki piersiowej. Problem w tym, że pracownia znajduje się w innym budynku niż pozostałe gabinety, a dotarcie tam korytarzami jest dość skomplikowane. Teoretycznie można iść jak człowiek zewnętrzem, niemniej dwa razy wybrałem inaczej i skończyłem średnio. Raz zawędrowałem w takie miejsca tego szpitala, że napotkani po drodze ludzie mówili już w innym języku, a ja czekałem tylko aż wyskoczy jakiś strażnik graniczny i zarzuci mi nieuprawnione przekroczenie granicy państwowej. Za drugim razem - w szczycie pandemii - przypadkowo wszedłem do miejsca oznaczonego jako "STREFA BRUDNA - ZAGROŻENIE EPIDEMIOLOGICZNE". To było jeszcze na długo przed Omicronem - wtedy panowała psychoza, a ja czekałem tylko aż wyskoczy jakiś człowiek w pełnym kombinezonie i skończy się to dla mnie dwoma tygodniami kwarantanny. No naprawdę nawigowanie po podziemnych korytarzach WIML wymaga zdanego egzaminu z General Navigation.
"DMUUUCHAJ!!!" krzyczała pani, u której miałem spirometrię. "TERAZ!!! DO KOŃCA!!!". Naprawdę wkładała całą siebie w ten zawód. I tutaj - będąc już na samym końcu badań - dostałem ryzyko negatywa. Pani bowiem spojrzała na wynik mojej spirometrii i oświadczyła, że ona tego nie widzi żebym dostał 1 klasę. Pytałem czy to już przesądzone, na co odparła, że raczej tak. Nie poczułem wtedy chyba nic szczególnego. Wydaje mi się, że byłem w fazie zaprzeczenia i po prostu nie dopuściłem do siebie takiej infromacji. Przy wyjściu z gabinetu napotkałem tamtą - także niskopriorytetową - koleżankę. Przekazałem jej informację o tym, że nie dostanę 1 klasy zdrowia, na co ona odparła, że również się tego nie spodziewa z uwagi na spirometrię. Udaliśmy się razem do lekarza orzecznika, który podsumowuje dzień badań wydając lub odmawiając wydania orzeczenia. Okazało się, że oboje otrzymaliśmy 1 klasę, a pan orzecznik powiedział, że pani od spirometrii często straszy kandydatów w ten sposób, ale on nie rozumie dlaczego. W każdym razie pani i tak już jest na emeryturze.
Orzeczenie wydaje się w kilku kopiach. Jest to kartka formatu A4 z pieczątką i informacją ile badania będą ważne. 1 klasa wydawana jest na rok, a w przypadku osób po 40. r. ż. na pół roku. Klasa 2 na 5 lat. Jest jeszcze klasa 3, ale dotyczy ona innego personelu - zasadniczo kontrolerów ruchu lotniczego. Za moich czasów latanie szybowcem wymagało tylko świadectwa kwalifikacji, które dość łatwo otrzymać, tj. wymogi są podobne jak do prawa jazdy.
Co jest dyskwalifikujące? Nie jestem lekarzem, więc proszę się tutaj jakoś szczególnie nie sugerować. Szczególnie, że niektóre choroby mogą być przeszkodą, ale nie muszą. Zależy np. od jej postaci, przebiegu. Np. przebyty epizod padaczkowy w dzieciństwie może nie być problemem. Jeśli chodzi o wszystkie klasy, to zasadniczo różne odmiany daltonizmu mogą stanowić przeszkodę. Podobnie niektóre choroby oczu, jak stożek rogówki. Często cukrzyca wymaga zaopiekowania i braku ryzyka nagłej utraty przytomności. Należy mieć także ogólnie dobry stan krążenia, co może rodzić problemy u starszych osób. Znam byłego pilota 737, który stracił badania lotniczo-lekarskie z uwagi na przebyty przeszczep serca. Wierzę jednak, że kiedyś pozwolą mu wrócić, szczególnie że to naprawdę fantastyczny człowiek. Bezwzględnie dyskwalifikuje schizofrenia, nawet leczona i bez remisji. Największym zmartwieniem - szczególnie w dzisiejszych czasach - bywa kwestia ostrości widzenia. Wzroku nie trzeba mieć idealnego, a nawet bardzo dobrego. Ja mam taki średni. Cierpię na krótkowzroczność i astygmatyzm. Jednakowoż dzięki korekcji widzę na tyle dobrze, że okulista nie dostrzega - hehe - ryzyka, że kiedyś z tego powodu nie będę mógł latać zawodowo. To ważne, albowiem pilotem samolotu komunikacyjnego można być nawet do 65. r. ż., a są pomysły żeby podwyższyć ten wiek do 70 r. ż.
Tak, że życzcie mi powodzenia żebym nie zaspał i aby wszystko było dobrze. No i żeby podchorąży z Dęblina nie przyjechali.

Spirometria. To moja pielęgniarka musi być po tej samej szkole. JESZCZE, JESZCZE MUSISZ!
Dopiero szwagier (na szwagra można zawsze można liczyć) mi naświetlił, że to nie chodzi o to żebym dmuchał dopóki ona przestanie się drzeć tylko żebym nie wciągnął powietrza zanim nie skończy się badanie.
Dla jasności: nie jestem pilotem tylko astmatykiem
Powodzenia! No i żeby podchorąży z Dęblina nie przyjechali 😉
Ja w tym roku badania LL na 2. klasę robiłem w Czechach. Szybko, przyjemnie, tanio, wszystko, co istotne było zbadanie. Po tym, jak poprzednio straciłem miesiąc w środku sezonu szybowcowego czekając aż orzecznik z GOBLL spojrzy na wyniki badań od okulisty, które musiałem uzupelnić (bo tam każdy dostaje zestaw badań jakby miał lecieć na Marsa) stwierdziłem, że jak nie będę absolutnie musiał, do polskich lekarzy nie pojadę.
Zaloguj się aby komentować
Złożon. Super się prezentuje. Jeszcze raz dzięki @AdelbertVonBimberstein !
#hejtopaka



Zaloguj się aby komentować
No leć, leć maleńka. Prosto do Wielkopolski.
#hejtopaka


Zaloguj się aby komentować
Zwycięstwo. Dziękuję za miłe słowa. Muszę ochłonąć.
#drogadokokpitu #samoloty #lotnictwo


Zaloguj się aby komentować
Wchodzę. Raz kozie smierć. Ostatnia sesja i ostatnia mozliwa. Jeden przedmiot - Mass and Balance.
#drogadokokpitu #lotnictwo #samoloty


Zaloguj się aby komentować
Dobra, wszystko ogarnięte z #hejtopaka
W tym roku dostałem prezent od @AdelbertVonBimberstein i muszę serdecznie podziękować oraz przyznać, że mnóstwo zbiegów okoliczności
W paczce mamy:
kartkę z życzeniami i pozdrowieniami od Adelberta i jego Rodziny;
samolot z Lego Technics;
pocztówkę z Bydgoszczy;
magnes z Bydgoszczy;
magnes z Hejto;
magnes z łosiem;
ser marki Therese Johaug (xD);
skrobaczkę do tego sera;
takie ciekawe słodycze a'la pralinki;
czekoladę;
takie twarde żelki z lukrecji;
skarpety;
ale o dziwo 0 twarogu.
Wszystko trafione w punkt, chociaż część przypadkiem.
Zacznę od odwzajemnienia pozdrowień dla Ciebie i Rodziny. Spędźcie je spokojnie i szczęśliwie.
Dodam, że kilka dni temu widziałem wpis, w którym Adelbert wrzucał zdjęcie z tą skrobaczką i nawet siliłem się na jakiś śmieszny komentarz, ale nic dobrego nie przyszło mi do głowy.
A zbiegi okoliczności? Ja swojemu wylosowanemu także wyślę Lego. Pocztówka zaś jest piękna i przedstawia Spichrze. Szkoda, że dwa z nich spłonęły w latach 60'. Mama opowiadała, że były piękne. Mamy jednak widoczną rzeźbę "Przechodzącego przez rzekę". Pamiętam jak dobrych 20 lat temu, z okazji którychś urodzin miasta patrzyłem jak śmiałek przechodzi po linie przez Brdę zanim odsłonili ten pomnik ;). Niestety w Bydgoszczy jest niewiele pracy dla osób z branży lotniczej, więc musiałem emigrować ;). Co do Pani Johaug - miałem tak z 17 lat temu okres oglądania biegów narciarskich i nie ukrywam, że zwracała na siebie uwagę swoją urodą ; D. Zanim zaś odebrałem paczkę to stwierdziłem, że fajnie, że jutro jest handlowa niedziela, ponieważ przydałoby mi się więcej par skarpet. I wreszcie słodycze z lukrecją. Jestem chyba jedyną osobą, którą znam, która za nimi bardzo przepada. Mam tak od czasu rejsu Stena Line bodaj na przełomie lat 90 i 00. No i na koniec - Jeg har lært norsk på Duolingo ;).
Po⁎⁎⁎⁎ne? Może. Ale co w dzisiejszych czasach nie jest po⁎⁎⁎⁎ne.
Także tego. Wesołych!


@PositiveRate miałem niesmak na twarzy jak kupowałem te cukierki (obie paczki) z lukrecja ale skoro lubisz. XD
No i widziałem, że się uczysz norweskiego- ja też, a że w Norwegii byłem akurat w pracy to idealnie.
Cieszę się, że się podoba ale po kryształowym concorde to już nie ma jak wyżej podskoczyć.
@PositiveRate faktycznie trochę tych zbiegów okoliczności. Niby w sumie z różnych światów osoby, a zawsze się znajdzie wspólny punkt zaczepienia. Tutaj nawet ten norweski tak wpadł z d⁎⁎y, bo ile osób na tysiąc uczy się norweskiego
@PositiveRate Coś mi się wydaję że ta skrobaczka zaraz stanie się jakimś kolejnym wewnętrznym żartem naszej społeczności jak twaróg, owca i manat.
Zaloguj się aby komentować
Kruca fuks, a to zaskoczenie. Stay tuned.
#hejtopaka


Zaloguj się aby komentować
Dobra, należy się Wam mały update tego, jak obecnie wygląda sytuacja na #drogadokokpitu i skąd – z pozoru – tak niewiele się dzieje.
Z początkiem lipca zaliczyłem dwa przedmioty, których obawiałem się najbardziej od pierwszego dnia w „ławce”: General Navigation oraz Meteorology. Poczułem się naprawdę pewnie. Mając około sześciu miesięcy zapasu do końca okresu zdawalności wszystkich egzaminów i osiem z trzynastu wyników pozytywnych na koncie, pozwoliłem sobie na krótki odpoczynek. Od początku sierpnia wróciłem jednak do codziennego, intensywnego maratonu nauki, wyznaczając sobie cel: zdać pięć pozostałych przedmiotów we wrześniowej sesji.
Gdy zbliżał się dzień prawdy, zrozumiałem jednak, że muszę przełożyć swoje plany – nie czułem się wystarczająco pewnie. Sesja październikowa miała być tą, w której zaliczę trzy najtrudniejsze przedmioty z pozostałych: Radio Navigation, Principles of Flight oraz Performance. Taka strategia dawała mi margines bezpieczeństwa – ewentualne poprawki w listopadzie lub (w ostateczności) grudniu, wraz z dwoma ostatnimi przedmiotami: Flight Planning and Monitoring oraz Mass and Balance.
Na Hejto pisałem już, że ta sesja mi nie wyszła. Zmarnowałem ją. Po około pół godziny zdawania Radio Navigation dostałem dreszczy i gorączki, a od rana czułem się średnio. Nie zaliczyłem. Podobnie Principles of Flight, które – skoro już tam byłem – liczyłem, że jakoś „przeklikam”. Wynik również na czerwono. Performance nawet nie rozpocząłem. Tym samym na listopad zostało mi pięć przedmiotów, a ja zacząłem czuć na plecach oddech deadlinu. Maksymalnie po dwa podejścia na każdy. Do tego tydzień chorowania i wzmożone obowiązki zawodowe, przez co miałem coraz mniej czasu na naukę.
W nocy z 11 na 12 listopada zaliczyłem pierwszy prawdziwy meltdown w historii „projektu”. Dotarło do mnie, że mimo poświęcania całych dni na naukę i pracę, sytuacja robi się nieciekawa, a w najtrudniejszych przedmiotach zaczynam zapominać więcej, niż się uczę. Nie przespałem tamtej nocy więcej niż godzinę, czy dwie.
Dałem sobie jednak jeszcze jedną szansę i zdecydowałem się pojechać na sesję do Chełma – nie do Warszawy. Tym sposobem zyskałem około tygodnia. I tak nadszedł 25 listopada. Wstałem wcześnie rano, zabrałem spakowane dzień wcześniej rzeczy i ruszyłem. Gdy wjechałem na S17 i poczułem narastający stres, z playlisty poleciał „In the End” Linkin Park. Napięcie zbliżało się do kolejnego meltdownu, więc przełączyłem na coś lżejszego – livestream z koncertu Heroes Orchestra.
Warto tu podkreślić, skąd te emocje. Jeśli nie będę miał zdanych wszystkich przedmiotów ATPL do końca grudnia, muszę zaczynać od nowa. To oznacza ponowne wydanie ok. 10–12 tys. zł, kolejne 1,5 roku teorii oraz zdawanie absolutnie wszystkiego tak, jakby to, co mam zaliczone dziś, nigdy nie miało miejsca. W międzyczasie nie miałbym właściwie po co latać – poza krótkimi rekreacyjnymi lotami i podtrzymywaniem uprawnień. Strata czasu, pieniędzy i energii. Do tego nie wiem, jak będzie wyglądał rynek pracy za dwa lata – a początkujący są najbardziej na jego fluktuacje narażeni. Pierwszy raz w swojej karierze w lotnictwie poczułem, że coś może przerastać moje możliwości intelektualne. Że po wydaniu blisko 200 tys. zł i poświęceniu dekady życia mogę dojść do ściany, której nie przeskoczę.
Do #chelm wjechałem akurat w rytm bitewnych utworów kończących koncert Heroes Orchestra. Odnalazłem miejsce, wszedłem do miejsca, gdzie urzęduje Urząd Lotnictwa Cywilnego, przedstawiłem się, podpisałem kilka kwitków, pobrałem kluczyk do szafki i rzuciłem do pań tam siedzących, że „nienawidzę tego zdawać”. Wybrałem na pierwszy dzień Radio Navigation i Principles of Flight, chcąc rozprawić się z fatum z października. Oba poszły zaskakująco lekko, więc odetchnąłem. Za oknem już się ściemniało, a ja czułem się zdezelowany. Wybrałem pierwszy z brzegu hotel „Duet” i poszedłem odpocząć. Dwa piwa z pobliskiego sklepu, kolacja i jeszcze trochę powtórek przed kolejnym dniem.
Ten zaczął się samoczynną pobudką godzinę przed budzikiem. Wykorzystałem ten czas, przerabiając około 60 pytań z Flight Planning and Monitoring. Niedługo przed dziesiątą znów pojawiłem się przy ul. Wojsławickiej, gdzie urząd pracuje. Na pierwszy ogień poszedł właśnie Flight Planning and Monitoring – zdałem całkiem dobrze i wiedziałem już, że w grudniu, jeśli będą poprawki, Performance i Mass and Balance są w zasięgu.
Po krótkiej przerwie, spędzonej na poszukiwaniu czegoś szybkiego do jedzenia w Biedronce, wróciłem na salę. Wyciągnąłem kalkulator, cienkopisy, CR-3, pełne skupienie… i oblałem Mass and Balance. Nie dlatego, że nie umiem tego liczyć, ot zabrakło mi czasu. W zasadzie to nigdy wcześniej nie ćwiczyłem tego przedmiotu „z zegarkiem”. Na 20 minut przed końcem byłem ledwo w połowie. Na szczęście Performance zaliczyłem niemal bezbłędnie, choć to właśnie z niego najbardziej spodziewałem się przedświątecznej poprawki.
Tak więc mam dziś 12 z 13 zdanych egzaminów. Średnia ok. 87% – w granicach tego, co uznałem na początku za satysfakcjonujące. Mam jednak trzy poprawki na koncie i nie wiem, jak będzie to postrzegane w rekrutacjach do linii lotniczych. Brakuje mi wiedzy w tym temacie.
Przede mną Mass and Balance – przedmiot, który, gdy wróciłem do testów, znów wychodzi mi niemal bezbłędnie, choć wciąż za wolno. Tempo obliczeń to coś, czemu chcę poświęcić najbliższy tydzień, aby niedługo móc powiedzieć, że ten niewątpliwie trudny czas jest już za mną – i to nie dlatego, że wróciłem do punktu wyjścia. Że poniższe puste miejsce będę mógł wypełnić czymś bardziej pozytywnym:
I tried so hard
And got so far
But in the end
[?]
Ten wpis ma w sobie trochę goryczy, nie tylko dlatego, że niespodziewanie dogoniła mnie rzeczywistość. Te emocje wynikają również z tego, że zdawanie tych przedmiotów kosztuje nas zdających całe dnie nauki, frustracji, analizowania „co autor pytania miał na myśli”, a przede wszystkim – zbyt wiele razy musiałem odmówić mojemu dziecku chociażby zabawy. To rodzi wyrzuty sumienia. Naprawdę nie wiedziałem, na co się piszę, kiedy dekadę temu zaprzedałem się lotnictwu na całego.
Na zdjęciach obie strony CR-3, który otrzymałem na urodziny w 2015 roku.
#samoloty #lotnictwo #zalesie



@PositiveRate doskonale znane mi są Twoje emocje. Po Zdanym ATPL mialem chwile odetchnięcia, ale przyszedł IR i wszystko wróciło.
Z mass&balance miałem podobna sytuację, z resztą pisałem już we wcześniejszym poście do Ciebie, że właśnie zabrakło mi czasu przy 1 podejściu.
Ja robiłem tak, że zadania, które wiedziałem, że będą wymagały więcej czasu zostawiałem na koniec i leciałem do kolejnych.
Pamiętaj, że sen jest bardzo ważny i bez niego umysł płata nam figle. Zadbaj o niego.
Trzymam kciuki i dawaj znac, jak dalsza sytuacja.
Podziwiam takich jak ty. Masz znacznie więcej zasobów umysłowych ode mnie
@PositiveRate jakie są obecnie stawki dla pilota po szkoleniu?
Zaloguj się aby komentować