Dzisiaj bieżnia była grana. 20 minut i szok, tempo mocno niestandardowe dla mnie.
No ale zobaczymy czy się zaprzyjaźnimy z bieżnią.
W każdym razie różnica która widzę to tempo. Tylko nie wiem czy jej mogę ufać czy nie. Po biegi Garmin skalibrowal się do bieżni i zobaczymy co z tego wyjdzie jutro. W każdym razie jak zrobię 5 km poniżej 30 na bieżni to będzie szok.
@enron i jedno i drugie. Jak byłem w delegacji to cały czas w głowie miałem za dużo zresz. Żarcie było jakie było, jednak z drugiej strony tylko wróciłem do domu i o 1 dzień jest plus jeden.
Wniosek, częściej jeździć w delegacje:)
A tak prawdę mówiąc to nie jadłem prawie w ogóle pieczywa, tylko łososia, jajecznicę i to wszystko, bo siadania generalnie były na słodko, a tych nie znoszę.
Czy ktoś z Was ma w domu bieżnie? Jak się takie urządzenie sprawuje?
Żona i córka mówią że będą korzystać bo po ulicy biegać nie chcą.
Ja tam latam po ulicy i problemu nie mam ale dzisiaj np. u mnie jest aż siwo od smogu. I teraz nie wiem czy się pakować w bieżnie do domu, czy nie. Na pewno mi zagraci moje biuro bo tam ja chcą postawić i zapewne nie będą z niej korzystać. I teraz nie wiem co zrobić - czy iść w to czy nie. Jestem raczej sceptycznie nastawiony no ale z drugiej strony nie będę wdychał zima tego syfu.
Miałem na mieszkaniu, nie byłem w stanie wytłumić hurtownią podkładek, nóżkami, cudami.... musiałem zwrócić.
Później miałem orbitrek, ale jak wkręciłem się w HIIT, ciężary i trening kolarski to orbi nie robi żadnego wrażenia więc, też oddałem, zostały mi kółka gimnastyczne
Jak tam u Was? Ja już pańszczyznę odrobiłem w dniu dzisiejszym.
Jak co roku zima, chodnik przechodzi na własność właściciela posesji do której przylega ale tylko jak go trzeba odśnieżyć. Jak ktos chce się na nim piwa napić to jeszcze mandat dostanie. Zaparkować auta na nim też nie można...
I tak się kurde żyje w tym kraju z dykty i gówna połączonych trytytkami.
@Bajo-Jajo właśnie chodzi o to, że wystarczy nawet 5 cm między płotem a chodnikiem i niech tam rosną jakieś zielone gówna. To jest wg. Definicji pas zieleni. A posesja oddzielona pasem zieleni od chodnika jest wyłączona z obowiązku odśnieżania.
Taka tam paranoja naszej pięknej krainy.
U mnie rosną jakieś badyle między kostka, a posesja i jak nie było odśnieżone to miałem kontrolę ze straży miejskiej. Jak im pokazałem, że mam pas zieleni to zdurnieli i pojechali w cholerę.
No i to by było na tyle jeśli chodzi o bieganie. Przynajmniej do 15 grudnia.
Kolano nadal mnie boli, niestety bardzo powoli się regeneruje. Na dodatek w niedzielę lecę do rajchu na 2 tygodnie więc nie zabieram ze sobą niczego do biegania aby nie kusić losu.
No nic, miejmy nadzieję, że się to wszystko podleczy i będę mógł w drugiej połowie grudnia wrócić do biegania....
@Morfi_pl tak już bywa, potem jest regres. Najważniejsze to zaakceptować to i przeć do przodu kiedy możemy. Biegasz dla zdrowia, nie ma sensu się stresować przez brak możliwości biegania. Sam tak robiłem i na szczęście zaakceptowałem że czasem muszę nawet na dłużej odpuścić.
@Morfi_pl a hiit ? To też jest połączenie cardio, siły i wytrzymałości. Fakt, że z fitness instruktorami bywa różnie, ja w Kraku upolowałem już ulubionych, po których zdycham
Dzisiaj -2 na liczniku ale bieg przyjemny. Muszę tylko coś na ręce ogarnąć - marzną mi przedramiona. Bieg dzisiaj, a nie w czwartek z racji zapowiadanej wichury. Wystarczy, że walczę sam ze sobą biegając.
Ps. Dzisiaj dostałem takiej kołki, że aż oddechu złapać nie mogłem...
@Morfi_pl te -2 to też pewnie w momencie wyświetlenia na sikorze, warto zobaczyć w statsach Garmin Connect czy się zmieniło (u mnie np. dzisiaj było tak - też zaczęło się od -2, ale ogólnie wyszło na zero)
U mnie to w ogóle różnie pokazuje. Jak wychodzę to pokazuje +10 bo zegarek zagrzany, a potem spada, na koniec lekko rośnie o 1-2 stopnie. W każdym razie odznaka mróz wpadła wczoraj. A dzisiaj siedzę w ortezie na kolano bo oczywiście zaczęło od rana boleć.
Dzisiaj bardzo delikatnie bo musiałem przekładać treningi - od czwartku bolało mnie więzadło w prawej nodze i wolałem uważać ale dzisiaj już mnie roznosiło i poleciałem się poruszać. Decyzja słuszna. Mega się cieszę - bieg bez przerw spowodowanych kondycja kolka etc, tylko 2 razy światła mnie czerwone złapały.
No i po pierwszych światłach jakoś tak tempo mi spadło ale po prostu biegłem dalej i cieszyłem się tym. Mam nadzieję że w weekend pogoda dopisze bo mam zaległe 10 km od Jeffa do zrobienia i w końcu zamknę Garmincoach.
@pluszowy_zergling staram się oszczędzać. Ale no już mnie roznosi. I co ciekawe podczas biegania nie boli. Boli tylko jak siedzę i nic nie robię. A raczej czuję dyskomfort, a nie ból. Niestety 2 pierwsze tygodnie grudnia będę w delegacji i nie zapowiada się na możliwość biegania...
Tez tak masz, że jak biegasz/truchtasz to nawet przed przejściem dla pieszych kręcisz kółka czy tam skipy robisz ? Dla mnie póki nie zrobię to będę i nawet "lajkoniki" robił zanim mi światła się nie zmienią na zielone
Na początku równo, powoli i miało być tylko szybciej. No ale 2,6 km i kolka taka, że aż skręcało. Więc trzeba było ją rozchodzić i wpadł do łba pomysł aby sobie i trwały zrobić skoro ze stałego tempa nici. Więc były interwały. Wow potrafię biegać tempem poniżej 4:30 :D
Dzisiaj w lekkim deszczyku. Fajnie się tuptalo ale znów mnie kolka dopadła. Odkąd próg mleczanowy mi się zmienił, ciężej mi się robi beztlenowe treningi i kolka niestety jest nieunikniona.
Dzisiaj był dzień zawodów. Zapisałem się na jakiś wirtualny bieg bo niestety miałem wyjeżdżać i stacjonarnie blisko nic się nie działo.
Bieg oceniam bardzo pozytywnie. To w sumie mój prawie max teraz. Wydolnościowo było ok, gorzej z kolką, pojawiła się przy 3 km. Dobrze że miałem pasy po drodze z długimi światłami to się uspokoiłem i jakoś dałem radę dobiec do końca. Ale było ciężko. Muszę teraz więcej siły robić i wzmocnić core. Wtedy powinno być lepiej pod tym względem. I to mnie blokuje jeśli chodzi o szybsze bieganie, ponieważ w sumie mógłbym trochę szybciej gdyby jej nie było (nie jadłem przed bieganiem, nie piłem itd, wyspałem się solidnie).
A teraz jeszcze jedno podsumowanie.
Zacząłem biegać 22 maja, kiedy to dostałem zgodę od lekarza po pół roku szpitali i cudem uratowanego życia. Pierwsze 2 km pokonałem w 20 minut. Nie byłem w stanie przebiec 500 metrów bez stawania, ważyłem ok 118 kg.
Ale postanowiłem, że będę biegał. Choćby nie wiem co.
Pierwsze biegi robiłem z psem lub z córką lvl 7, która jako jedyna mnie w tym wspierała.
I tak z tygodnia na tydzień, powoli, powoli dochodziłem do tego, aby nie stawać co 500 metrów. Potem były pierwsze 3 km, potem pierwsze 5 km.
Pamiętam jak we wrześniu pierwszy raz przebiegłem 8 km w mniej niż godzinę. Byłem tak szczęśliwy - najlepszy urodzinowy prezent ever.
Potem było pierwsze 9 km w godzinę.
W październiku wpadła pierwsza dycha, potem 12.. a w tym tygodniu pierwszy raz 5km w dobrym tempie bez żadnych przerw.
Dzisiaj waga pokazała 110, natomiast wyglądam o wiele inaczej. Prócz biegania wróciłem na siłownię - co prawda domowa ale dobrze wyposażoną.
Chciałbym Wam podziękować. Podziękować za wsparcie, każdego pioruna, każdy komentarz i post. To naprawdę wiele daje, szczególnie dla osoby lekko poturbowanej przez życie ostatnio. Okazuje się, że społeczność z tagu jest lepsza niż rodzina, ponieważ rozumie i wspiera bezwarunkowo.
Dziękuję jeszcze raz.
No i nie poddajemy się!
Cel na 2024 to półmaraton. I do tego się będę szykował wspólnie z Wami.
Dzisiaj przesadziłem chyba z tempem albo zawiodła mnie głowa. W czwartek miałem pusta głowę, dzisiaj niestety nabita negatywnymi rzeczami i to też pchało mnie do wyrzucenia ich z siebie przez duże tempo. Więc złapała mnie kolka i musiałem co jakiś czas stawać.
No ale trening zrobiony. Nie zwalniamy, kolejny we wtorek.
Śmieszna sprawa. Ta sama trasa co we wtorek. We wtorek 7:34, dzisiaj 6:37...
Co zmieniłem? Ano jedną rzecz. Zacząłem drobić jak gejsza - poszedłem za radą trenera Jeffa aby zmniejszyć długość kroku i zwiększyć rytm. Więc rytm ze 155 wskoczył na 169 spm. I tylko tyle wystarczyło, aby tak drastycznie zwiększyć tempo. Nie męczyło mnie to ale po równych 3 km zatrzymałem się na światłach bo już mnie mocno kolka męczyła. Ale za to tętno miałem bardzo ładne. Teraz tylko utrzymać takie tempo i tętno przez 5 km bez przerwy i będzie za⁎⁎⁎⁎ście!
O, w 2021 zamontowałem na mieszkaniu, niestety TAK SIĘ TŁUKŁA, że nie było szans, sąsiedzi by mnie zabili, później wszedł orbitrek... a końcem końców fitness robi lepszą robotę, ale to może ja tak mam
Wgl zamiast 5ki na bieżni wolę zajęcia ze spinningu, tak jestem po nich sprany, solo bym się nie zmusił
Ale lipa. Niby ciepło ale ten wiater pizdzacy tak, że no nie dało się.
Na dodatek złapała mnie z d⁎⁎y kolka nie wiadomo skąd ale to tak, że musiałem usiąść na przystanku i aż się starsza pani zapytałam czy wszystko ok bo tak mnie skrzywiło.
może sen? a może kiepskie jedzenie przed biegiem? 3h przed biegiem nie jedz nic ciężkostrawnego,lepiej na głodniaka biec niż zapchać się jedzeniem,może tutaj powód. A jak nie to po prostu wytrzymałość budujesz,kolka na początku zawsze jest,warto wtedy się zatrzymać zrobić rozkrok i oprzeć się rękoma na kolanach. Czasem pomaga. Siadanie w takim przypadku jest złym pomysłem.
@Morfi_pl Nie wykręcamy się pogodą Dobry ubiór i lecisz Trzymam kciuki za weekendową 10 Jak znajdziesz coś co w biegu Ciebie uspokaja u mnie to ciekawy podcast to km same lecą, tętno się uspokaja, tempo stabilizuje i dopiero po 15k nogi dają znać że trochę już pobiegałem.
Ja np wybieram takie które skłaniają choć trochę do myślenia, nie wybieram zabawnych bo nie opanujesz oddechu wtedy. Bo gdy się nad czymś intensywnie się zastanawiam to nie zauważam trasy która leci, muzyka u mnie raczej się już nie sprawdza a szczególnie jak mam przebiec więcej niż 5km