198273 + 50 = 198323
Luźne rowerowanie z sąsiadem. Pas tętna mi nieco świrował i wskazywał absurdalnie dziwne wartości. Dzisiaj wyszła średnia 131, a przypuszczalnie było max 115.
#rowerowyrownik


198273 + 50 = 198323
Luźne rowerowanie z sąsiadem. Pas tętna mi nieco świrował i wskazywał absurdalnie dziwne wartości. Dzisiaj wyszła średnia 131, a przypuszczalnie było max 115.
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
197347 + 2 + 2 + 8 + 8 + 128 = 197 495
Po Pradze zrobiłem sobie lżejszy tydzień i na ostatni weekend lipca, przypadł start w Lubuskiej Szosie. Dystans wybrałem najkrótszy, liczący 125 km, aby zobaczyć co z czym się je, w tym całym ściganiu. Pogoda wylosowała się doskonała, nie było za ciepło, tak w sam raz dla mnie. Udało się zająć zadowalającą pozycję, a co ważniejsze, sporo poprawić życiówkę na trasie 100km+. Trasa pomylona lekko tylko jeden raz xD Organizm na końcu wycieńczony, średnie tętno 161, spalone ponad 4000 kcal. Fajnie, fajniusio.
Zdjęcie zrobiłem tylko jedno, bo nie było czasu na więcej
#rowerowyrownik #szosa

Zaloguj się aby komentować
Praktycznie codziennie na Hejto możemy sobie przeczytać o jakimś ciekawym zwierzaku, zatem stwierdziłem, że w końcu dołożę małą (choć nie do końca!) cegiełkę.
Gdy pada pytanie o długowieczne zwierzęta, większość z nas ma przed oczami słynne żółwie z Galapagos, ktoś dopowie o wielorybach, a być może wymienione zostaną te stare, pomarszczone słonie. Nic bardziej mylnego. Najbliżej prawdy będą żółwie, ale czym jest jakieś marne 200 lat życia, gdy takie rekiny polarne będąc w tym wieku, ledwo od 50 lat mogą kupić w kiosku ruchu gumki do rimcimcim, bowiem dojrzałość płciową osiągają dopiero mając 150 lat na karku? Żartuję oczywiście, nie mogą kupić, bo kiosków ruchu nie ma już nawet na lądzie, nie wspominając o tych pod wodą.
No więc, rekin polarny żyje dłużej. Dużo dłużej. Konkretniej, szacuje się że dożywają na pewno 400 lat, a są doniesienia o osobnikach "z piątką z przodu". Tak, być może gdzieś tam pływa osobnik, który pamięta wynalezienie ołówka oraz potop szwedzki.
Te wciąż żyjące skamieliny, wyróżniają się także wielkością. Potrafią mierzyć ponad 6 metrów długości, czyli być jednym z największych gatunków rekinów, obok słynnych rekinów białych, a zaraz po długoszparach i rekinach wielorybich. Gdy już zaliczą wpadkę spowodowaną brakiem osłonek, ich potomstwo rodzi się w miotach liczących nawet 300 sztuk, mierząc niecałe pół metra. Tak, polskie rekiny polarne w przypadku rozwodu mają naprawdę przejebane, po przekalkulowaniu "opłat" zgodnych z najnowszą tabelą alimentacyjną Ministerstwa Sprawiedliwości.
Rosną w oszałamiającym tempie (to słowo jeszcze się na pewno nieraz pojawi), które wynosi ok. 1 cm/rok. Gdy już uuurrroooossssnnnąąą, osiągają aż 1,5 tony masy ciała, gdzie 1/3 stanowi masa samej wątroby. No, przy stole ciężko byłoby z nimi wygrać w "sprintach do setki".
Czym się odżywia taka drobnica? Różnie. Do demonów prędkości nie należą (o czym zaraz), więc nie wybrzydzają i z reguły do ich menu zalicza się różnego rodzaju padlina, rybki, ale czasem porwą się na śpiącą fokę. Zanim odezwą się głosy w stylu "to nie fair!!!", doceńmy spryt i wykonanie, bo dorwanie takiej zdobyczy, nawet śpiącej, to nie lada osiągnięcie. Zwłaszcza, gdy się weźmie pod uwagę to, że rekin polarny porusza się umiarkowanym tempem, notując średnią prędkość wynoszącą 1,2 km/h oraz mając V-max na poziomie 2,6 km/h. To mało, bardzo mało, przypuszczalnie mniej niż macie na liczniku podczas niedzielnego spaceru, będąc po garnku rosołu, schabowym wielkości talerza i meksykańskim sombrero pełnym ziemniaków. Żarłacz biały atakując osiąga prędkość 50 kilometrów na godzinę, a nie zawsze dorwie zwinną foczkę. Każdy orze jak może. Poza tym, w ich żołądkach, znajdywano także szczątki reniferów i niedźwiedzi polarnych.
Gdzie można je spotkać? No... różnie. Z reguły głęboko, nawet na głębokości 2 km, ale nie zawsze. Najczęściej pływają jak najdalej na północ, ale spotykane były także np. w Zatoce Meksykańskiej. Co ciekawe, kiedyś były niepotwierdzone informacje o ich obecności zimową porą nawet w Bałtyku. Więc jeśli uczestniczycie w corocznym zjeździe morsów na wybrzeżu, na wszelki wypadek patrzcie również za siebie. Ich obecności na pewno nie zdradzi bicie serca. To odzywa się zaledwie 5 razy na minutę.
#smiesznypiesek #zwierzaczki



To co mnie najbardziej intryguje w takich zwierzętach to ich rzeczywisty tryb życia. Zauważcie że połowa informacji to domysły na podstawie autopsji paru sztuk, nikt nie wie jak głęboko faktycznie nurkują (w sensie zagłębiają się), w jakich wodach głównie przebywają czy jak często albo gdzie konkretnie się rozmnażają. To samo z kałamarnicami i innymi dużymi drapieżnikami z głębin, cały ten świat jest dla nas mniej znany niż powierzchnia Księżyca czy fragmenty Marsa. Mało które łodzie podwodne czy nawet podwodne drony mogą schodzić na 2 km pod wodę, a jeśli nawet to na krótko, tak że trudno o jakieś fotopułapki i dane statystyczne, większość przypadków to jakieś pojedyncze odkrycia ich ciał
a cały ten świat funkcjonuje sobie nie tak daleko naszego, za to z niską temperaturą i z ogromnym ciśnieniem. Był taki głupkowaty film Megalodon o prehistorycznym rekinie, oczywiście sci-fi, ale fajnie tam pokazali jak łodzie podwodne przekraczały w Rowie Marjańskim termoklinę, wkraczając do zupełnie obcego nam świata, pełnego nieodkrytego i egzotycznego dla nas życia.
Zaloguj się aby komentować
Chodyna xDD
#legia #mecz
Zaloguj się aby komentować
194 915 + 13 + 2 + 2 + 2 + 2 + 13 + 434 =195 383
DPD, dwie techniczne trzynastki (choć powinna być jedna czternastka!) i wypad na knedliki do Pragi, który był bliski fiaska, a zaważyły 2 minuty.
Mógłbym zacząć od wczorajszo-dzisiejszej wyprawy, jednak byłoby to nieco nie fair. Trochę tak, jakbyście weszli w jakiś przepis od Anny która gotuje, a ten rozpoczynał się od "wymienione składniki wrzucamy do naczynia, a na koniec całość ozdabiamy zieleniną". Zaraz zaraz, ale jakie składniki, które naczynie i czy chodzi o marihuanę?
No więc, od kilku miesięcy, radość z jazdy czasem mocno, a częściej delikatnie, psuło mi tykanie dochodzące z okolic korby.
Dochodziło do niego z różną regularnością - chodzi o ogół jazd, a nie że 15 minut tyka, 30 minut nie tyka. Sprawdzane było (chyba) wszystko, wykonałem:
- czyszczenie korby,
- rozkręcanie i skręcanie korby,
- smarowanie gwintów,
- czyszczenie suportu,
- wymiana suportu,
- sprawdzanie pedałów,
- jazda kręcąc tylko prawą lub lewą nogą,
- rozkręcanie bloków w butach i zaklejanie opatentowanego systemu Looka do ich ustawiania.
W końcu, ostatni wtorek przyniósł przełom: wymieniłem pedały na stare spd i nastąpił cud. Testowe 13 km i ani jednego tyknięcia! Sprawa o tyle nietypowa, że łożyska obydwu pedałów pracowały bez zarzutu, bez tarcia, zgrzytów etc.
Następnego dnia zatem udałem do sklepu i kupiłem Looki Keo 2 max.
Warunki atmosferyczne i stan mojego roweru nie pozwalały na szybki test, więc próba nastąpiła dopiero w piątek wieczorem, w końcu wypadałoby sprawdzić, co z czym się je.
Już po 500 metrach wiedziałem, że pozorne zduplikowanie ustawień tajmów, nie udało się pełnoskalowo, gdyż prawe kolano zjeżdżało mi mocno do środka. Z tego względu, dochodząc do pożądanego efektu, musiałem zrobić kilka przerw i wydłużyć techniczną trzynastkę do czternastki. Wracając już szczęśliwy do domu, na zakręcie który pilot WRC opisałby mianem "szóstka, lewy", na idealnie gładkiej jezdni, poczułem jakby coś mi wybuchło pod tylną oponą. Z dużym trudem udało mi się względnie sprawnie zahamować i nie rozwalić do tego obręczy. Sprawdziłem oponę, a ta okazała się być rozerwana na rancie, tak jakbym najechał na jakieś ostrze, a nie kamyk.
Podsumowałem moją sytuację: jest piątek 19:56, mam 3 kilometry do domu, jakieś kolejne 15 do Centrum Rowerowego (otwarte do 21:00) i wyjazd o 8 rano. Szybki rachunek - jestem w d⁎⁎ie. Zadzwoniłem po dziewczynę, a całe manewry zostały ogarnięte tak, że z rowerem w bagażniku, punkt 20:59 zameldowałem się w drzwiach CR. Szybka obczajka, 2 klientów na sklepie, gonię po nowe GP5000 i dętkę, tą ostatnią zdecydowałem się kupić, bo zapasu w domu już nie miałem, a nie wiedziałem w jakim stanie jest dętka będąca w oponie. Jak się później okazało, nie nadawała się do naprawy, przecięta na ok. 2 cm odcinku.
Późnym wieczorem dokonałem szybkiej wymiany i spakowałem się. Cały bolid, z pełnymi bidonami ważył chyba z 15 kg xD
Początek trasy wiódł przez dobrze znane mi rejony sobóckie, a tak mniej więcej do Świdnicy minąłem z kilkudziesięciu entuzjastów kolarstwa szosowego, zdecydowanie najwięcej w tym sezonie.
Wraz z obraniem kierunku na Wałbrzych, pojawiły się pierwsze górki i - nie licząc może 1km przerwy - najdłuższy tego dnia, ok. 25 km podjazd. Już wtedy nie było łatwo, a wiedziałem, że góry to będą dopiero na powrocie. We znaki dawała mi się także temperatura, dobijająca do 30 kresek. Po stronie czeskiej oczywiście łatwiej nie było. Minąwszy skalne miasto Ardspach (ludziów jak mrówków), nastąpił ciąg dalszy walk z pochyloną w górę nawierzchnią. Ta tego dnia była jednak wybitnie łaskawa. Wszystkie szosowe ujeby przypadły na grube podjazdy, a płaskie odcinki i zjazdy spokojnie ocenię na co najmniej 9/10. Trafiłem szóstkę w totka, bo rekonesans wyznaczonego szlaczka w Komoocie, prawie obył się bez street view.
Najprzyjemniejszy, dłuższy spokojny fragment całej trasy, podczas którego także moja dyspozycja była wyśmienita, to okolice 170-260 km, czyli aż do Pragi. Momentami czułem się osamotniony jak podczas majowej wyprawy wzdłuż Polsko-Niemieckiej granicy. W stolicy Czech pokręciłem się chwilę po wybrukowanej starówce, cyknąłem kilka fotek, spałaszowałem surówkę z pomidorów, knedle w zimowej wersji (ktoś jeszcze lubi?), a całość zapiłem sokiem jabłkowym i piwem 0%. Wyjeżdżając z Pragi wstąpiłem przebrać się na stację benzynową i ok. 23:00 ruszyłem dalej. Czy było łatwo? Nie, zdecydowanie, o ile jeszcze płaski fragment za miastem w miarę przeleciałem, tak czwarta setka to była orka na ugorze. Zmęczenie dawało mi już popalić, musiałem robić przerwy, stopy bolały od kilometrowego marszu boso dzień wcześniej, a ja cały byłem rozbity jak namiot, ale na pewno nie byłem cały. Oprócz stóp pojawiły się także odparzenia. Niech obraz tej rozpaczy przestawią liczby - 100 km zwykle robię w ok. 3,5 godziny, a 130 km do granicy zrobiłem w... 9 godzin. To nie pomyłka, do Polski wjeżdżałem punkt 8:01. Po drodze, w Mladzie Boleslav straciłem z godzinę, szukając realnie otwartej (a nie tylko w Google maps) stacji paliw, na której mógłbym kupić szamkę i piciu, a za Jabloncem nad Nisou, udało się pokonać 17% podjazd, a miałem wówczas w nogach już bez cala 4 paczki. Zwieńczeniem podróży był najpiękniejszy zjazd, jakiego doświadczyłem w życiu: od Polany Jakuszyckiej, aż do Piechowic.
Docierając do stacji kolejowej miałem ostatecznie nawet mały zapas czasu i pobieżnie się ogarnąłem, na tyle ile to możliwe, po blisko 24h w siodle.
Mimo, że kilometrażowo życiówka nie pękła, to bez chwili zawahania napiszę - łatwiej byłoby zrobić Zgorzelec - Świnoujście 2 razy, niż powtórzyć tę trasę. Poprawiłem prawie 2-krotnie mój dotychczasowy rekord przewyższeń, a przemierzyłem 4x dłuższy dystans, niż tamtym razem na Wielkanoc.
Pozdrówki 😃
#rowerowyrownik #rower #szosa





@Furto kozak!
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
192530 + 2 + 2 + 2 + 2 + 38 = 192576
Pierwsza jazda od tygodnia, w dodatku dosyć rekreacyjna. Czemu? Sezon bez urazu, to sezon stracony. Idąc spać po ubiegłotygodniowej, poniedziałkowej orce, bolały mnie całe nogi. Rano pozostał już prawie wyłącznie ból ścięgna znajdującego się pod kolanem, od zewnętrznej strony łydki. Próbowałem się go pozbyć maściami chłodzącymi, żelowym kompresem i ibupromem. Czy dało to pożądany efekt? Czas pokaże, ale nie wiem czy przerwa nie była zbyt krótka. Zwłaszcza, że po piątkowym basenie, a szczególnie pływaniu żabką, znowu coś tam nie grało. Pozostały mi 3 ambitniejsze cele na ten sezon, z czego 2 przypadają jeszcze na lipiec, potem mogę się regenerować.
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Miałem wrzucić rano, ale brakowało czasu.
Dziękuję za wczorajszy wpis jednego użytkownika, który wrzucił zrobioną przez siebie szakszukę, a także komentarz drugiego Tomka, który w dyskusji dodał link do ulubionego przepisu.
Nigdy nie jadłem szakszuki, nie wiem czy wyszła jak powinna, ale smakowała za⁎⁎⁎⁎ście. Teraz przez najbliższe 2 miesiące będę jadł ją na śniadanie, a następnie przez 2 lata nie będę mógł na nią patrzeć😂 Dzięki!
Link: https://ziemniakizostaw.pl/szakszuka-z-chorizo/
#gotujzhejto

@onpanopticon
Ekspertymenty na pewno będą, kiedyś żarłem masowo placek z wpc i płatków owsianych. Wlatywał na słodko, na słono, jak tylko miałem ochotę. Rekordowy zrobiłem w formie cheat mealu z miodem, chyba nutellą oraz bananami, wyszło jakieś 2400 kcal, piękne to było śniadanko xD
To potrafiłem wdupić taką z 10 sztuk i nie na śniadanie, a obiad xD
Nie kuś diable 😂
Zaloguj się aby komentować
191004 + 2 + 2 + 111 = 191 119
Wspaniała pogoda na szybsze kręcenie. Szkoda tylko przejazdu przez miasto, kilku kilometrów lipnej nawierzchni i z 7-8 skurczów, bo mogłaby być ładna życiówka 8)
Dosyć późno w tym roku, ale można to w końcu napisać.
Po czym rozpoznać szczęśliwego rowerzystę?
Po muchach między zębami.
Ależ tego zaczęło latać 😃
#rowerowyrownik #szosa



Zaloguj się aby komentować
Chyba nawet najbardziej zimnolubny posiadacz #psy przyzna, że wieczorne wychodzenie na spacer ze #smiesznypiesek w samych klapkach, to jest coś wspaniałego.
Zaloguj się aby komentować
190 763 + 2 + 2 + 33 + 66 = 190 866
Wczorajsze pracowe oraz dzisiejsza przejażdżka z lubą i samotne audiobookowanie.
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
Dosyć często oglądam brytyjskich Milionerów z J. Clarksonem, a ostatnio, po dłuższym czasie widziałem polską wersję i zaskoczył mnie poziom pytań. Może kwestia odcinków, ale były o wiele, wiele trudniejsze. Poziom naszych pytań za 2/4/8 tysięcy, odpowiadał praktycznie pytaniom za 6-cyfrowe kwoty, i to w funtach.
#milionerzy #telewizja
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
189 722 + 2 + 2 + 37 = 189 763
Spadł mi ten wczorajszy ukrop prosto z nieba. Zaraz ktoś spyta "jak może spaść ukrop, a nawet jak założymy, że może, to skąd, jak nie z nieba?". No dobra, to mi spadł podwójnie. We wtorek miałem zaplanowany odpoczynek, ale w środę już mnie nosiło. Dojeżdżała mnie jednak alergia, były 2 godziny drzemki po południu, a wieczorem czułem się zmęczony. Do tego cały dzień leciało z nosa i bolała mnie głowa.
Dopiero rano, po 8 godzinach snu, poczułem to co było: żadna alergia, lecz po prostu mnie rozkładało.
Zregenerowałem się i całe szczęście, że dziś wyjechałem, bo pogoda trafiła się wymarzona. Pod 20 stopni, ciepły wiaterek i kolorowe niebo. Piękny czas.
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
188 948 + 2 + 2 + 31 =188 983
Rozjazdowy, skrócony komin. Rozjazdowy, bo po wczorajszym bolą nogi, skrócony, bo boli także wiadomo co.
Udało się dokręcić do 1009 km w czerwcu, czyli całe 6 km więcej niż w marcu 😂
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
187784 + 2 + 2 + 200 = 187 988
Pętelka z domu rodzinnego.
Pierwsza połówka wytelepała mnie jak cholera. Co odcinek to gorzej: tarka, dziury, fałdy lub paskudna kostka. A, no i wiaterek xD
To ja już wolę upał z drugiej części przejażdżki.
#rowerowyrownik





@onpanopticon Powiem Tobie, że ja już nic z tego nie rozumiem. Wyjeżdżałem pogodzony z myślą, że 2 paczki w takich warunkach gwarantują mi małą orkę. Tymczasem po problematycznej prawej stronie, jest ledwie delikatnie zaczerwieniona skóra. Z kolei po lewej, gdzie jest zazwyczaj całkiem ok, już widzę tworzące się bąble. Póki co wymoczyłem się konkretnie i wysmarowałem cicaplastem.
Nie zmieniam póki co ustawień siodła, bo mam na lipiec ciekawe plany, i nie chciałbym znowu się nabawić jakiś problemów z kolanem, z tej czy innej strony. Nie jest idealnie, ale jest stabilnie.
Zaloguj się aby komentować
Jebnekawusieibędziegitwypchanylis.jpg
Chciałbym poznać te 6% osób, aby odpowiedziały coś o sobie, jak funkcjonują itp. xDD
#heheszki #sen

Ciekawostka na wieczór.
Canyon wypuścił nową szosę, z deklarowaną wagą zaczynającą się od 9,68 kg. D⁎⁎y nie urywa? Urywa jeszcze jak, bo to elektryk. Wydawało mi się, że 13kg Orbei to świetny wynik, a tu jest po prostu pogrom.
Canyon Endurace:flyon SUB-10 za skromne 45k pln.
Na pokładzie bateria 290 Wh, zintegrowane oświetlenie przód + tył, wbudowany tracker gps, Dura Ace, stożki 45 mm DT Swiss Erc 1100 Dicut, karbonowa sztyca i kokpit. Wagę można zrzucić jeszcze z opon i dętki, bo są jakieś Schwalbe ważące 280 gramów i butyle. Dać zamiast nich jakieś N.exty 2.0 i mleko lub TPU, a byłoby sub 9,5.
Mój aluminiak na szczękach, karbonowych stożkach z dorzuconą lemondką waży tylko nieco mniej.
Kozak
https://www.canyon.com/pl-pl/electric-bikes/electric-road-bikes/endurace-on-fly/
#szosa #rower

Zaloguj się aby komentować
Od dawna twierdzę, że o Inpoście nie można mieć jednoznacznie dobrej opinii, bo tak jak Paczkomaty to klasa światowa i na 100 paczek z jedną dzieje się coś nie tak, tak w przypadku kurierki odwala się coś zdecydowanie częściej. Dalej już jest tylko DPD i PP. Z braku innej opcji wybrałem ich dostawę do rodzinnego domu, gdzie zawsze ktoś jest i co? "Nie dostarczona przesyłka, brak odbiorcy w domu". Szybkie sprawdzenie kamer z godziny fiaska, a na nich oczywiście brak śladu kuriera. Psy także ryja nie otworzyły, gdzie szczekają nawet jak sąsiad ze swoim psem idzie za płotem.
Hitem są przeprosiny miłej Pani na infolinii, która naprawdę nie wie co się stało, bo uwaga "ma numer do kuriera +48 123" XDD
#gorzkiezale #inpost #kurier
Zaloguj się aby komentować