Zdjęcie w tle

Furto

Gruba ryba
  • 631wpisy
  • 2546komentarzy

Zaloguj się aby komentować

1190 + 1 = 1191


Tytuł: Potęga podświadomości

Autor: Joseph Murphy

Kategoria: Bzdury

Wydawnictwo: Świat Książki

Format: audiobook

ISBN: 9788382896671

Ocena: 1/10


"Dzieło" to recenzuję po przesłuchaniu 17% zawartości. Nie wiem co to miało być, ale jest to jakiś poradnik dla szarlatanerii.

Podam 3 przykłady świadczące o "potędze podświadomości" wedle autora:

- Pani zobaczyła torebkę w sklepie, na którą nie było jej stać, a jej partner nieoczekiwanie wręczył ją jej w charakterze prezentu, na kolacji w restauracji tego samego dnia. Patrz pan, jaki przypadek.

- facet miał nieuleczalnie chorą córkę, za której zdrowie "był gotów oddać rękę", mieli wypadek samochodowy w której ją stracił, ale gdy wrócił do domu, córka była zdrowa. Bez komentarza.

- był lekarz, który w czasach sprzed wynalezienia penicyliny miał niską śmiertelność po zabiegach w wyniku zakażeń, a jego sekretem było to, że pod wpływem hipnozy wmawiał pacjentom, że ci się nie zakażą. No i się nie zakażali. Tak było, nie zmyślam.


Dałbym zero, ale niech będzie, że oceniamy w skali 1-10.

Jakieś 15 lat temu zasnąłem na⁎⁎⁎⁎ny na kiblu. Z perspektywy czasu uważam to za lepiej spędzony czas, niż przy lekturze tej książki.


#bookmeter #ksiazki #stekbzdur

Dostałem na święta za gówniarza. Przeczytałem w jeden wieczór. Krótkie. Strasznie dużo tam było sprzeczności. A już tekst że ludzie sami na siebie raka sprowadzają, bo o nim myślą to był ****** pomysł.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

202464 + 2 + 2 + 38 =202 506


Mamy to! - 7 sierpnia, mimo założonych rękawków wracam ze zziębniętymi dłońmi, a także chłodnymi stopami


Po wczorajszych interwałach dalej nogi wołają o pomoc, zatem pokręciłem się jak na dystansach 300+, ze średnim tętnem 123 bpm.


#rowerowyrownik

649ec55f-b742-4cb2-bb08-60cf98ea5f81

@Furto ja dzisiaj tak wymarzłem, że masakra. Jeszcze łapsk nie dogrzałem. Wydawało mi się, że to 17/18 to da radę jechać tak jak się ubrałem, ale ni wuja, to takie "zimne" 18 xD

Zaloguj się aby komentować

Stary, mówię ci, Niemcy zakazują właśnie Polakom zjeżdżania z ich autostrad, jak wjeżdżasz we Frankfurcie, to wyjeżdżasz praktycznie pod Amsterdamem!


#gównodziennikarstwo

b01460d5-50c5-4fdc-b59c-8dfba3cf3ff6

Zaloguj się aby komentować

201 596 + 2 + 2 + 25 + 4 = 201 629


Zachciało się takim dwóm jak @Gilgamesh i @onpanopticon pajacowania, wymyślili jakieś zestawienia przejechanego dystansu, wkleili jakieś medale, podium i teraz zamiast jak człowiek siedzieć na kanapie z telefonem w łapie, trzeba ruszyć d⁎⁎ę na rower, bo ruch na tagu taki, że za sierpień 1000 km to nie starczy chyba, by się chociaż w pierwszej dziesiątce znaleźć. I co, tacy dumni z siebie jesteście?


#rowerowyrownik

1adbf508-2ca9-427e-9b1b-f7dc3e225a49

Zaloguj się aby komentować

200841 + 41 + 105 = 200 987


Weekendowanie, czyli wczorajszy wypad turystyczny z lubą oraz dzisiejsza, podwieczorna solówka.

Trasę wytyczyłem pół na pół - połowę dróg znałem, połowę tylko na szybko omotałem w Komoocie. Efekt do przewidzenia, od cholery dziurawych nawierzchni, a w roli bonusu 1,5-kilometrowy odcinek absolutnie paskudnej kostki, gdzie walczyłem nie tylko z kierownicą, co także z wyskakującymi bidonami.

Nie mniej, przejażdżka jak najbardziej pozytywna, nawet wmordewind nie za bardzo dokazywał.


#rowerowyrownik

6c82f0a9-3eb2-45b6-a1bc-9ddc3986b570

@Furto w pierwszej chwili źle przeczytałem, i już chciałem pisać, gdzie taką lubą znalazłeś co razem z Tobą ciśnie 31 km/h średnią na ponad 100 km Przeczytałem ponownie i wątpliwości rozwiane

@Gilgamesh Hahah, no 31 nie ciśnie, ale za to nie narzeka, choć i ja - w odróżnieniu do np. chodzenia - nie mam problemu z powolną jazdą

Zaloguj się aby komentować

556 + 1 = 557


Tytuł: Naga broń

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Komedia

Reżyseria: Akiva Schaffer

Czas trwania: 1 h 25 min

Ocena: 7/10


Poszedłem na ten film bez oglądania choćby 1 trailera, wiedząc jedynie że główna rola przypadła Liamowi Neesonowi, a w komedii zagra również Pamela.

Oczekiwań nie miałem, z zewnątrz dobiegały względnie sprzeczne sygnały: jedni gadali, że film jest nie jest godny tej serii, a Neeson nie pasuje, inni dali 100% na rotten tomatoes i tytuł komedii dekady. Po seansie wiem skąd się to mogło wziąć. Część żartów doskonale pasuje do serii, ale są też takie po których się zastanawiałem "wtf". Dosyć przypadkowo obejrzałem w ostatnim czasie poprzednie części z Enrico Palazzo w roli głównej, więc porównanie miałem dosyć bezpośrednie. Film z pewnością trzyma tempo, nie ma w nim przestojów. Końcowa ocena jest jak najbardziej pozytywna, chociaż przyznam także, że poprzednie części bardziej mi przypadły do gustu.

Polecam również z tego względu, że takich komedii już się nie tworzy.


#filmmeter #kino #filmy

ce566145-0f4d-47d7-b9b8-b80ddedeb2e3

Zaloguj się aby komentować

@Furto mi już dawno dokucza ten wcześniejszy zmrok. Fajnie by jeszcze było, żeby wakacje były wakacjami i po zachodzie nie robiło się po prostu zimno. Ciężko dobrać klamoty jak w dzień słońce praży, po zmroku chłód i wilgoć wstaje. Niby spoko, bo tak może być wiosną/jesienią, ale nie w środku lata xD

@onpanopticon Dokładnie tak. Ja w tym tygodniu nie wyjechałem jeszcze bez rękawków, a te kupowałem z myślą o jazdach o 7 rano, a nie 20 xD.

@Furto Często jeżdżę od jakiejś 18 do 22/23 i wkurza niemiłosiernie Wyjechać trzeba goły, bo słońce by mnie ukisiło, a jak wracam mam 14 stopni co na rowerze wiadomo, zimno. To muszę ze sobą brać nie tylko rękawki, a też nogawki, czasami czapkę, a najlepiej to w ogóle longslave'a jeśli wracam drogami przez pola, bo tam odczuwalna jest jeszcze niższa w wilgoci.


Dlatego wkurwia, bo jesienią o tej 18 już będzie się ściemniało, więc od razu się wyjedzie ubrany jak trzeba i gitówa. A tutaj jeszcze żarówa dochodzi... no ni w pizde ni w oko xd

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj poruszę nieco temat technologii, produkcji oraz praw autorskich.

Wszyscy dobrze wiedzą, że Chińczycy kradną opatentowane (i nie) technologie, używane przy produkcji czegokolwiek w Europie, USA czy samej Azji. Część ludzi się nie oburza wcale, część trochę, a jeszcze inni w ogóle starają się ich za to bojkotować. Dzisiaj ten wątek pominiemy, a skupimy się na wykonaniu - w olbrzymiej większości przypadków, robią to po prostu dobrze. Może i słynna quality control czasem kuleje, bądź ogranicza się do naklejek "QC pass", może wsparcie klienta to cing-ciang-ciong przez translator, albo i w ogóle "ignore", ale przekonuje nas stosunek ceny do jakości.

Płacąc więcej za produkt z UE/USA, oczekujemy wszystkiego dopiętego na tiptop. Dany produkt ma być kompletny, łącznie z całą otoczką. I to właśnie ta otoczka, skłoniła mnie do dokonania tego wpisu.

Kupiłem sobie uchwyt rowerowy na samochód, wyprodukowany przez polską firmę Aguri. Do samego produktu nie mam póki co żadnych zastrzeżeń, wykonany solidnie, elementy wydają się być trwałe, poczyniłem tylko jeden mały detailing. Za to instrukcja montażu. O borze, o k⁎⁎wa. Gdyby nie fakt, że mam dryg do takich rzeczy, to chyba bym wysłał ten uchwyt w pizdu, na zasadach 14-dniowego zwrotu. Część elementów beznadziejnie opisana, inne w ogóle pominięte, a szczytem są grafiki, stworzone chyba przez jakiegoś nieudolnego studenta na bezpłatnym stażu, bez perspektywy na chociażby UZ.

Zastanawiałem się nad sposobem zamontowania jednego elementu, instrukcja nic nie mówiła, więc odwiedziłem stronę producenta. Bingo, jest film instruktażowy! A jednak nie, nie do końca, bo film jest sprzed 9 lat, gdy uchwyt był inaczej skonstruowany i danego elementu w ogóle jeszcze nie było xDD

Podobnie było kilka lat temu, gdy zakupiłem szafę o wymiarach ok. 2,6x2,4x0,6m. Instrukcja była kompletnie nieczytelna, wydrukowana na drukarce dorzuconej chyba do nowego komputera z Windowsem 98. Dosłownie, jedyne proste linie, to były te w osiach X lub Y. Cała reszta została rozpikselowana, jak wyświetlacz w moim starym HTC Wildfire.

Całość zawarta została na 5-6 stronach. Dla porównania, w tym samym okresie kupiłem zestaw szafek pod TV z Ikei i szwedzki producent instrukcję dołączył taką, że meble umiejętnie skręcił by nawet wiecznie naćpany Koala.

Czy naprawdę nie można było ze⁎⁎⁎ąć sposobu wykonania instrukcji, na rozwiązaniach ze Skandynawii? Oprzeć się na cudzym pomyśle, by własny produkt stał się lepszy, a klient zadowolony? Jedna z polskich firm miała hasło "sprzedajemy zadowolenie", a mi jakoś nie specjalnie prędko do wystawienia opinii 5/5.


#boldupy #majsterkowanie #technologia?

@Furto Zrobiliby zapewne świetną instrukcję, gdyby sami też zajmowali się sprzedażą. Przez brak kontaktu z końcowym klientem i brak ciągłego z nimi problemu - mają to w d⁎⁎ie. Nieraz to nawet dealerzy potrafią wykonywać swoje własne dodatkowe instrukcje, albo właśnie filmiki, żeby móc dać klientowi w salonie, czy wysłać w paczce z produktem.


Nasze firmy też są często mocno w tyle w kwestiach budowania swojego wizerunku w ten sposób. Przecież można pominąć i te instrukcje, a wystarczy dojść do tego, że nie istnieją w ogóle tematy budowania marki. Przez to wiele ciekawych firm, mających nieraz dobre rzeczy, mogące startować do marek premium - są na wpół anonimowe. A jak to robić dobrze pokazują zwykli resellerzy chińskiego badziewia, potrafiący sprzedać to jako "coś".


Nawiasem masa rodzimych firm w końcu dochodzi do ściany i są sprzedawane, albo marnieją. Bo od lat jedyny rozwój to kolejne powierzchnie, kolejni ludzie, kolejne maszyny - pod klepanie tego samego, w ten sam sposób, pod skrajnie małą sieć odbiorców. Jeden się wyrypie i firma w panice po kredyty leci.


Dlatego moim zdaniem problem leży właśnie w tym, że nie szukają innych sposobów dystrybucji i tak sobie osiedli w wygodnym kurwidołku. Brak kontaktu z docelowym klientem. A i stąd często nasze firmy też kradną patenty, tylko w nieco bardziej zawoalowany sposób

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

198273 + 50 = 198323


Luźne rowerowanie z sąsiadem. Pas tętna mi nieco świrował i wskazywał absurdalnie dziwne wartości. Dzisiaj wyszła średnia 131, a przypuszczalnie było max 115.


#rowerowyrownik

9a02f8fa-7fd6-42de-956f-4248cbab9af8

Zaloguj się aby komentować

197347 + 2 + 2 + 8 + 8 + 128 = 197 495


Po Pradze zrobiłem sobie lżejszy tydzień i na ostatni weekend lipca, przypadł start w Lubuskiej Szosie. Dystans wybrałem najkrótszy, liczący 125 km, aby zobaczyć co z czym się je, w tym całym ściganiu. Pogoda wylosowała się doskonała, nie było za ciepło, tak w sam raz dla mnie. Udało się zająć zadowalającą pozycję, a co ważniejsze, sporo poprawić życiówkę na trasie 100km+. Trasa pomylona lekko tylko jeden raz xD Organizm na końcu wycieńczony, średnie tętno 161, spalone ponad 4000 kcal. Fajnie, fajniusio.


Zdjęcie zrobiłem tylko jedno, bo nie było czasu na więcej

#rowerowyrownik #szosa

d69b1db9-9971-48da-ac86-98ba4ba716fc

@Gilgamesh @onpanopticon Tak sobie zerknąłem na tracking dystansu 500 km, typ który prowadzi, startował o 8:35, zrobił już ponad 450 km, a średnią ma przeszło 36 km/h. Ten system średnią liczy brutto, więc wlicza również przerwy xDD

Zaloguj się aby komentować

Praktycznie codziennie na Hejto możemy sobie przeczytać o jakimś ciekawym zwierzaku, zatem stwierdziłem, że w końcu dołożę małą (choć nie do końca!) cegiełkę.


Gdy pada pytanie o długowieczne zwierzęta, większość z nas ma przed oczami słynne żółwie z Galapagos, ktoś dopowie o wielorybach, a być może wymienione zostaną te stare, pomarszczone słonie. Nic bardziej mylnego. Najbliżej prawdy będą żółwie, ale czym jest jakieś marne 200 lat życia, gdy takie rekiny polarne będąc w tym wieku, ledwo od 50 lat mogą kupić w kiosku ruchu gumki do rimcimcim, bowiem dojrzałość płciową osiągają dopiero mając 150 lat na karku? Żartuję oczywiście, nie mogą kupić, bo kiosków ruchu nie ma już nawet na lądzie, nie wspominając o tych pod wodą.

No więc, rekin polarny żyje dłużej. Dużo dłużej. Konkretniej, szacuje się że dożywają na pewno 400 lat, a są doniesienia o osobnikach "z piątką z przodu". Tak, być może gdzieś tam pływa osobnik, który pamięta wynalezienie ołówka oraz potop szwedzki.

Te wciąż żyjące skamieliny, wyróżniają się także wielkością. Potrafią mierzyć ponad 6 metrów długości, czyli być jednym z największych gatunków rekinów, obok słynnych rekinów białych, a zaraz po długoszparach i rekinach wielorybich. Gdy już zaliczą wpadkę spowodowaną brakiem osłonek, ich potomstwo rodzi się w miotach liczących nawet 300 sztuk, mierząc niecałe pół metra. Tak, polskie rekiny polarne w przypadku rozwodu mają naprawdę przejebane, po przekalkulowaniu "opłat" zgodnych z najnowszą tabelą alimentacyjną Ministerstwa Sprawiedliwości.

Rosną w oszałamiającym tempie (to słowo jeszcze się na pewno nieraz pojawi), które wynosi ok. 1 cm/rok. Gdy już uuurrroooossssnnnąąą, osiągają aż 1,5 tony masy ciała, gdzie 1/3 stanowi masa samej wątroby. No, przy stole ciężko byłoby z nimi wygrać w "sprintach do setki".

Czym się odżywia taka drobnica? Różnie. Do demonów prędkości nie należą (o czym zaraz), więc nie wybrzydzają i z reguły do ich menu zalicza się różnego rodzaju padlina, rybki, ale czasem porwą się na śpiącą fokę. Zanim odezwą się głosy w stylu "to nie fair!!!", doceńmy spryt i wykonanie, bo dorwanie takiej zdobyczy, nawet śpiącej, to nie lada osiągnięcie. Zwłaszcza, gdy się weźmie pod uwagę to, że rekin polarny porusza się umiarkowanym tempem, notując średnią prędkość wynoszącą 1,2 km/h oraz mając V-max na poziomie 2,6 km/h. To mało, bardzo mało, przypuszczalnie mniej niż macie na liczniku podczas niedzielnego spaceru, będąc po garnku rosołu, schabowym wielkości talerza i meksykańskim sombrero pełnym ziemniaków. Żarłacz biały atakując osiąga prędkość 50 kilometrów na godzinę, a nie zawsze dorwie zwinną foczkę. Każdy orze jak może. Poza tym, w ich żołądkach, znajdywano także szczątki reniferów i niedźwiedzi polarnych.

Gdzie można je spotkać? No... różnie. Z reguły głęboko, nawet na głębokości 2 km, ale nie zawsze. Najczęściej pływają jak najdalej na północ, ale spotykane były także np. w Zatoce Meksykańskiej. Co ciekawe, kiedyś były niepotwierdzone informacje o ich obecności zimową porą nawet w Bałtyku. Więc jeśli uczestniczycie w corocznym zjeździe morsów na wybrzeżu, na wszelki wypadek patrzcie również za siebie. Ich obecności na pewno nie zdradzi bicie serca. To odzywa się zaledwie 5 razy na minutę.


#smiesznypiesek #zwierzaczki

7a9f4806-24a8-4f67-b0ff-1b48b9305b28
862a944e-cc4d-454d-ad21-834c9dd0a9f1
995e7909-9dd1-49e6-8973-bb12c02b0b47

To co mnie najbardziej intryguje w takich zwierzętach to ich rzeczywisty tryb życia. Zauważcie że połowa informacji to domysły na podstawie autopsji paru sztuk, nikt nie wie jak głęboko faktycznie nurkują (w sensie zagłębiają się), w jakich wodach głównie przebywają czy jak często albo gdzie konkretnie się rozmnażają. To samo z kałamarnicami i innymi dużymi drapieżnikami z głębin, cały ten świat jest dla nas mniej znany niż powierzchnia Księżyca czy fragmenty Marsa. Mało które łodzie podwodne czy nawet podwodne drony mogą schodzić na 2 km pod wodę, a jeśli nawet to na krótko, tak że trudno o jakieś fotopułapki i dane statystyczne, większość przypadków to jakieś pojedyncze odkrycia ich ciał

a cały ten świat funkcjonuje sobie nie tak daleko naszego, za to z niską temperaturą i z ogromnym ciśnieniem. Był taki głupkowaty film Megalodon o prehistorycznym rekinie, oczywiście sci-fi, ale fajnie tam pokazali jak łodzie podwodne przekraczały w Rowie Marjańskim termoklinę, wkraczając do zupełnie obcego nam świata, pełnego nieodkrytego i egzotycznego dla nas życia.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

194 915 + 13 + 2 + 2 + 2 + 2 + 13 + 434 =195 383


DPD, dwie techniczne trzynastki (choć powinna być jedna czternastka!) i wypad na knedliki do Pragi, który był bliski fiaska, a zaważyły 2 minuty.


Mógłbym zacząć od wczorajszo-dzisiejszej wyprawy, jednak byłoby to nieco nie fair. Trochę tak, jakbyście weszli w jakiś przepis od Anny która gotuje, a ten rozpoczynał się od "wymienione składniki wrzucamy do naczynia, a na koniec całość ozdabiamy zieleniną". Zaraz zaraz, ale jakie składniki, które naczynie i czy chodzi o marihuanę?


No więc, od kilku miesięcy, radość z jazdy czasem mocno, a częściej delikatnie, psuło mi tykanie dochodzące z okolic korby.

Dochodziło do niego z różną regularnością - chodzi o ogół jazd, a nie że 15 minut tyka, 30 minut nie tyka. Sprawdzane było (chyba) wszystko, wykonałem:

- czyszczenie korby,

- rozkręcanie i skręcanie korby,

- smarowanie gwintów,

- czyszczenie suportu,

- wymiana suportu,

- sprawdzanie pedałów,

- jazda kręcąc tylko prawą lub lewą nogą,

- rozkręcanie bloków w butach i zaklejanie opatentowanego systemu Looka do ich ustawiania.

W końcu, ostatni wtorek przyniósł przełom: wymieniłem pedały na stare spd i nastąpił cud. Testowe 13 km i ani jednego tyknięcia! Sprawa o tyle nietypowa, że łożyska obydwu pedałów pracowały bez zarzutu, bez tarcia, zgrzytów etc.

Następnego dnia zatem udałem do sklepu i kupiłem Looki Keo 2 max.

Warunki atmosferyczne i stan mojego roweru nie pozwalały na szybki test, więc próba nastąpiła dopiero w piątek wieczorem, w końcu wypadałoby sprawdzić, co z czym się je.

Już po 500 metrach wiedziałem, że pozorne zduplikowanie ustawień tajmów, nie udało się pełnoskalowo, gdyż prawe kolano zjeżdżało mi mocno do środka. Z tego względu, dochodząc do pożądanego efektu, musiałem zrobić kilka przerw i wydłużyć techniczną trzynastkę do czternastki. Wracając już szczęśliwy do domu, na zakręcie który pilot WRC opisałby mianem "szóstka, lewy", na idealnie gładkiej jezdni, poczułem jakby coś mi wybuchło pod tylną oponą. Z dużym trudem udało mi się względnie sprawnie zahamować i nie rozwalić do tego obręczy. Sprawdziłem oponę, a ta okazała się być rozerwana na rancie, tak jakbym najechał na jakieś ostrze, a nie kamyk.

Podsumowałem moją sytuację: jest piątek 19:56, mam 3 kilometry do domu, jakieś kolejne 15 do Centrum Rowerowego (otwarte do 21:00) i wyjazd o 8 rano. Szybki rachunek - jestem w d⁎⁎ie. Zadzwoniłem po dziewczynę, a całe manewry zostały ogarnięte tak, że z rowerem w bagażniku, punkt 20:59 zameldowałem się w drzwiach CR. Szybka obczajka, 2 klientów na sklepie, gonię po nowe GP5000 i dętkę, tą ostatnią zdecydowałem się kupić, bo zapasu w domu już nie miałem, a nie wiedziałem w jakim stanie jest dętka będąca w oponie. Jak się później okazało, nie nadawała się do naprawy, przecięta na ok. 2 cm odcinku.

Późnym wieczorem dokonałem szybkiej wymiany i spakowałem się. Cały bolid, z pełnymi bidonami ważył chyba z 15 kg xD

Początek trasy wiódł przez dobrze znane mi rejony sobóckie, a tak mniej więcej do Świdnicy minąłem z kilkudziesięciu entuzjastów kolarstwa szosowego, zdecydowanie najwięcej w tym sezonie.

Wraz z obraniem kierunku na Wałbrzych, pojawiły się pierwsze górki i - nie licząc może 1km przerwy - najdłuższy tego dnia, ok. 25 km podjazd. Już wtedy nie było łatwo, a wiedziałem, że góry to będą dopiero na powrocie. We znaki dawała mi się także temperatura, dobijająca do 30 kresek. Po stronie czeskiej oczywiście łatwiej nie było. Minąwszy skalne miasto Ardspach (ludziów jak mrówków), nastąpił ciąg dalszy walk z pochyloną w górę nawierzchnią. Ta tego dnia była jednak wybitnie łaskawa. Wszystkie szosowe ujeby przypadły na grube podjazdy, a płaskie odcinki i zjazdy spokojnie ocenię na co najmniej 9/10. Trafiłem szóstkę w totka, bo rekonesans wyznaczonego szlaczka w Komoocie, prawie obył się bez street view.

Najprzyjemniejszy, dłuższy spokojny fragment całej trasy, podczas którego także moja dyspozycja była wyśmienita, to okolice 170-260 km, czyli aż do Pragi. Momentami czułem się osamotniony jak podczas majowej wyprawy wzdłuż Polsko-Niemieckiej granicy. W stolicy Czech pokręciłem się chwilę po wybrukowanej starówce, cyknąłem kilka fotek, spałaszowałem surówkę z pomidorów, knedle w zimowej wersji (ktoś jeszcze lubi?), a całość zapiłem sokiem jabłkowym i piwem 0%. Wyjeżdżając z Pragi wstąpiłem przebrać się na stację benzynową i ok. 23:00 ruszyłem dalej. Czy było łatwo? Nie, zdecydowanie, o ile jeszcze płaski fragment za miastem w miarę przeleciałem, tak czwarta setka to była orka na ugorze. Zmęczenie dawało mi już popalić, musiałem robić przerwy, stopy bolały od kilometrowego marszu boso dzień wcześniej, a ja cały byłem rozbity jak namiot, ale na pewno nie byłem cały. Oprócz stóp pojawiły się także odparzenia. Niech obraz tej rozpaczy przestawią liczby - 100 km zwykle robię w ok. 3,5 godziny, a 130 km do granicy zrobiłem w... 9 godzin. To nie pomyłka, do Polski wjeżdżałem punkt 8:01. Po drodze, w Mladzie Boleslav straciłem z godzinę, szukając realnie otwartej (a nie tylko w Google maps) stacji paliw, na której mógłbym kupić szamkę i piciu, a za Jabloncem nad Nisou, udało się pokonać 17% podjazd, a miałem wówczas w nogach już bez cala 4 paczki. Zwieńczeniem podróży był najpiękniejszy zjazd, jakiego doświadczyłem w życiu: od Polany Jakuszyckiej, aż do Piechowic.

Docierając do stacji kolejowej miałem ostatecznie nawet mały zapas czasu i pobieżnie się ogarnąłem, na tyle ile to możliwe, po blisko 24h w siodle.

Mimo, że kilometrażowo życiówka nie pękła, to bez chwili zawahania napiszę - łatwiej byłoby zrobić Zgorzelec - Świnoujście 2 razy, niż powtórzyć tę trasę. Poprawiłem prawie 2-krotnie mój dotychczasowy rekord przewyższeń, a przemierzyłem 4x dłuższy dystans, niż tamtym razem na Wielkanoc.

Pozdrówki 😃


#rowerowyrownik #rower #szosa

377b2e62-d9c1-4ae0-9942-df87b5924f08
e9fb7d5a-3101-4486-9eba-37898eac3b65
692bc06c-0bd7-413b-8a3c-bd68bf91f8aa
73e9fecc-ee89-4561-9cb6-9dc595157b43
63dd5ced-cd5b-4afd-b461-aa0691f58408

@austrionauta Dzięki :) A wiesz, że Wiedeń mam gdzieś tam w dalszych planach? Przy czym Ty, z tego co się orientuję, rezydujesz chyba dalej na południe/poł.-zach. od niego, co nie? Do Wiednia mam praktycznie równe 400km/3000m, więc do zrobienia od ręki :) Ale to już z noclegiem i pociągiem.

Zaloguj się aby komentować

@fonfi Kolarze szukają wysokiej sztywności, ciężko znaleźć coś sztywniejszego niż goła obręcz. Masa rotujaca też zredukowana, a do tego brak dywagacji: mleko czy dętka.

Zaloguj się aby komentować

192530 + 2 + 2 + 2 + 2 + 38 = 192576


Pierwsza jazda od tygodnia, w dodatku dosyć rekreacyjna. Czemu? Sezon bez urazu, to sezon stracony. Idąc spać po ubiegłotygodniowej, poniedziałkowej orce, bolały mnie całe nogi. Rano pozostał już prawie wyłącznie ból ścięgna znajdującego się pod kolanem, od zewnętrznej strony łydki. Próbowałem się go pozbyć maściami chłodzącymi, żelowym kompresem i ibupromem. Czy dało to pożądany efekt? Czas pokaże, ale nie wiem czy przerwa nie była zbyt krótka. Zwłaszcza, że po piątkowym basenie, a szczególnie pływaniu żabką, znowu coś tam nie grało. Pozostały mi 3 ambitniejsze cele na ten sezon, z czego 2 przypadają jeszcze na lipiec, potem mogę się regenerować.


#rowerowyrownik

6634a5fb-2a90-4058-b4bc-65590bb33630

Zaloguj się aby komentować

@Furto jakieś ciulate promty do generatora ejaj


Zapewne w jakiejś konfiguracji były słowa post i efekt jojo, a wyszło co wyszło xd Zwłaszcza jak ejaj jeszcze samo siebie tłumaczyło z innego języka i ma wypluwać "bliskoznaczne". To i takie kwiatki są. Pewnie sprawdzą skuteczność reklamy i odsieją te nieskuteczne, a wszystko samo robi ai.

Zaloguj się aby komentować