Zdjęcie w tle

AndzelaBomba

Fanatyk
  • 930wpisów
  • 3994komentarzy

535 + 1 = 536


Tytuł: Korona śniegu i krwi

Autor: Elżbieta Cherezińska

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: audiobook

ISBN: 9788375069945

Liczba stron: 768

Ocena: 4/10


Życie i czasy Przemysła II, pierwszego króla po rozbiciu dzielnicowym.


W ramach krótkiego opisu fabuły, powinnam napisać więcej, niż powyższe zdanie, jednak nie jestem w stanie. Od początku dużym problemem, jaki miałam z tą książką, był fakt, iż bardzo mało tu wyrazistych intryg i konfliktów fabularnych, które definiowałyby opowiadaną historię. W pierwszej połowie książki jedynym tak naprawdę konfliktem fabularnym jest nienawiść pomiędzy Mechtyldą a Lukardis. W drugiej połowie zawiązuje się parę innych intryg, lecz nie wydają się one wpływać znacząco na fabułę - większość wydarzeń nadal dzieje się sama z siebie, mocą imperatywu historycznego (ten jeden plus, że autorka zrobiła research i dość wiernie opisała wydarzenia), a nie jest efektem konkretnych działań lub zaniechań bohaterów, czego przecież powinno się wymagać od powieści historycznej.


Moim zdaniem, owo rozmycie fabularne wynika z tego, że autorka od początku wprowadza pierdyliard POV i skacze między nimi jak małpa na gumie. Ledwie poznaliśmy jakąś postać i nie orientujemy się jeszcze, w jakim celu pojawia się na kartach powieści, myk, pora na kolejne POV. Nie muszę chyba mówić, że taka praktyka nie dość, że utrudnia polubienie/znienawidzenie postaci, to torpeduje dobre prowadzenie historii i kreślenie intryg. Dla porównania: w audiobookowej wersji czytanej przez Filipa Kosiora i słuchanej na prędkości 1.0, przeciętna długość POV to 10-15 minut; w audiobookowych adaptacjach trylogii Pierwszego Prawa, czyli innej historii z dynamicznymi intrygami i zmieniającymi się POV, jeden rozdział, obejmujący zazwyczaj POV pojedynczej postaci, to już jakieś 30-45 minut.


Trzecią bolączką tej powieści są wątki i elementy fantastyczne. Tutaj zacznę od słowiańskich wierzeń, które według opisu wydawcy powinny odgrywać dużą rolę w fabule. Z tego, co czytałam w różnych źródłach, w XIII wieku rodzimowierstwo nie było jeszcze tak do końca wyplenione, zwłaszcza na peryferiach państwa Piastów, czyli Pomorzu i Mazowszu. Liczyłam więc na pogłebiony i prawdopodobny historycznie opis pokątnego wyznawania dawnej wiary. Tymczasem za cały „wątek słowiański” robi tutaj wannabe Loża Czarodziejek, które planują sparzyć Lukardis z jej przyrodnim bratem, by wyhodować Lechitę al Gaiba, a gdy im to się nie udaje, zwyczajnie porzucają swój program eugeniczny i zaczynają korzystać z blasków (lecz nie cieni) życia kurtyzan. O wiele, wiele, wiele więcej miejsca poświęcono za to magicznym zwierzętom herbowym. W ogóle, co to miało niby być z tymi ożywionymi symbolami herbowymi, jakiś Disney dla ubogich? xDD


Generalnie, w życiu wychodzę z założenia, że jeśli coś jest określane i reklamowane w mediach jako „polskie [x]”, to jest znacznie gorsze od oryginału. Niestety, także w tym wypadku, powieść szumnie określana „polską Grą o tron” stoi kilka poziomów niżej od uniwersum Martina. Sorry, ale jak dla mnie, same a’la średniowieczne realia, sceny morenki (w tym przypadku kiczowate), postacie ladacznic, książęta geje i baby karmiące piersią dobrze już wyrośnięte dzieci nie wystarczą, by stworzyć dzieło mogące dorównywać GoT. Oj szkoda, po lekturze świetnej Sydonii i tylu pozytywnych recenzjach zamieszczonych w necie przez fanów powieści liczyłam na naprawdę porywającą serię, która trafi do mojej biblioteczki.


Tutaj jeszcze słowo odnośnie audiobooka i jednocześnie przesłanie do pracowników wydawnictwa Aleksandria, jeśli jakimś niepojętym cudem natrafią kiedyś na ten wpis: plis, wycinajcie w montażu odgłosy picia lektorów xD


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

5e5f91fa-0a7c-4e73-9093-07c8119e29ba

Zaloguj się aby komentować

249 + 1 = 250


Tytuł: Bonnie i Clyde

Rok produkcji: 1967

Kategoria: Dramat / Gangsterski

Reżyseria: Arthur Penn

Czas trwania: 1h 51m

Ocena: 6,5/10


Krótki opis: historia słynnej przestępczej pary z lat 30.


Dobry film i w kontekście epoki rzeczywiście nowatorski.


Niestety, jest parę rzeczy, które podczas seansu na tyle mnie zirytowały, że ostatecznie daję 0,5 pkt w dół:

- Nierówne tempo - w połowie filmu akcja siada i myślę, że można by spokojnie wyrzucić 20 minut i historia wcale by na tym nie straciła. W końcu po co był np. wątek Gene'a Wildera i jego dziewczyny?

- Gra aktorska odtwórczyni roli szwagierki Clyde'a. Ilekroć ta postać pojawiała się na ekranie, chciałoby się ją udusić. I to ma być niby rola godna Oscara? Chyba Złotych Malin!

- Soundtrack, którego albo nie ma, albo jest w postaci muzyczki rodem z Benny Hilla.


Warto obczaić, bo to klasyka, ale na tyle specyficzna, że niekoniecznie może trafiać w gust dzisiejszego widza.


Film dostępny na vider.


#filmmeter

98569236-6ac9-4193-8610-7be14b4af178

Zaloguj się aby komentować

240 + 1 = 241


Tytuł: Cienista dolina

Rok produkcji: 1993

Kategoria: Biograficzny / Dramat

Reżyseria: Richard Attenborough

Czas trwania: 2h 11m

Ocena: 8/10


Krótki opis: historia związku autora Opowieści z Narnii C.S. Lewisa i amerykańskiej poetki Joy Gresham.


Świetny film.


Nie da się ukryć, że jego siłą napędową jest znakomita, poruszająca kreacja Anthony'ego Hopkinsa, imo jedna z jego top ról (szkoda, że na profilu Hopkinsa na Filmwebie nie znalazła się w jego "Najlepiej ocenianych rolach"). Chyba nie było wówczas w UK aktora, który bardziej by się nadawał do tej roli.


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

26617fd5-9a59-4bcd-b2ef-2bd6c6107399

Zaloguj się aby komentować

235 + 1 = 236


Tytuł: Pani Bovary

Rok produkcji: 1991

Kategoria: Dramat / Kostiumowy

Reżyseria: Claude Chabrol

Czas trwania: 2h 20m

Ocena: 7/10


Krótki opis: Francja, XIX wiek. Emma wychodzi za mąż świeżo owdowiałego prowincjonalnego lekarza. Naiwna i oderwana od rzeczywistości dziewczyna od początku nie potrafi się przystosować do roli żony i matki. Żądna wrażeń wdaje się w romanse, które diametralnie zmienią jej życie.


Książka przeczytana, to czas było obejrzeć adaptację.


Bardzo ładny wizualnie film. Mimo powolnego tempa, znacznie ciekawszy od książki (pewnie dlatego, że pozbawiony całego tego pierdololo powieści 😛).


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto #ekranizacje

98630e53-58dc-44f8-bea1-9b3cbd46cdad

Zaloguj się aby komentować

482 + 1 = 483


Tytuł: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Autor: Swietłana Aleksijewicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: audiobook

ISBN: 9788375362251

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10


Zbiór wspomnień weteranek wielkiej wojny ojczyźnianej, z którymi autorka przeprowadzała wywiady pod koniec lat 70. i na początku lat 80.

Można tutaj znaleźć świadectwa żołnierek różnych specjalizacji i członkiń komunistycznych grup partyzanckich. W większości na front trafiły prosto z sal szkolnych, nie poznawszy dobrze dorosłego życia, a z wojny wróciły przedwcześnie postarzałe, ze zniszczonym zdrowiem, czasem okaleczone. Walka na froncie była ciężka, ale i powojenna rzeczywistość nierzadko okazywała się okrutna.


Szacun dla autorki za zebranie tak dużej liczby świadectw i podanie ich w możliwie jak najbardziej bezstronnej formie - bez z góry narzuconej konkretnej linii propagandowej, ckliwego sentymentalizmu, ale też epatowania okrucieństwem, by zaszokować czytelnika.

Muszę jednak przyznać, że lepiej byłoby, gdyby Aleksijewicz uporządkowała wyznania, bo są podane w formie luźnych wspominek, niemal bez struktury narracyjnej, przez co czasem zaczynają się zlewać ze sobą (zwłaszcza, gdy się słucha audiobooka).

Fajnie byłoby też, gdyby przy którymś ponownym wydaniu dołączyć ogólne statystyki dotyczące udziału kobiet radzieckich w II WŚ, co nadałoby szerszy kontekst.


Przejrzałam sobie na Lubimyczytać recenzje tego reportażu i dziwi mnie pojawiający się dość często zarzut propagandowego zacięcia autorki i przemilczenia zbrodni ruskich żołnierzy na „wyzwalanych” terytoriach. Rozmówczyniami Aleksijewicz były kobiety dorastające w czasach wielkiej czystki, kiedy za byle pierdołę można było trafić do łagru, a propaganda państwowa to już nie było samo gęste, ale wręcz szósta gęstość. Wywiady zaś były przeprowadzane jeszcze przed czasami pierestrojki. Chyba można spodziewać się w takiej sytuacji zarówno pewnej autocenzury bohaterek reportażu, jak i propagandowych naleciałości w ich sposobie myślenia?


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

6e968026-755c-49ba-8ac6-e64fc908ebeb

Zaloguj się aby komentować

466 + 1 = 467


Tytuł: Pani Bovary

Autor: Gustaw Flaubert

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Officyna

Format: audiobook

ISBN: 9788367948036

Liczba stron: 432

Ocena: 3/10


Francja, XIX wiek. Emma wychodzi za mąż świeżo owdowiałego prowincjonalnego lekarza. Naiwna i oderwana od rzeczywistości dziewczyna od początku nie potrafi się przystosować do roli żony i matki. Jej pragnienie awansu społecznego i pełnego przepychu oraz dreszczyków emocji życia pcha ją w ramiona innych mężczyzn i skłania do trwonienia majątku.

\

Ależ ta „Bovary" mnie męczy!


Gustaw Flaubert, ale równie dobrze mogłaby to napisać Andżela Bomba


To jedno trzeba oddać Flaubertowi, że był dobrym obserwatorem charakterów ludzkich i stworzył realistyczny portret osoby tkwiącej w srogim delulu.


A tak poza tym, to lektura strasznie nudna i męcząca. Tak męcząca, że nawet audiobooka słuchanego na znacznym przyspieszeniu ciężko mi było wysłuchać do końca. Nie dziwi mnie, czemu powieść Flauberta jest jednym z nielicznych zagranicznych dzieł w polskim kanonie lektur, przecież to jest właśnie to, co debile z ministerstwa i pololniści lubią najbardziej – książka, której 90% stanowi pierdololo o niczym, pełna nic nie wnoszących szczególików, dzięki którym łatwo uwalać uczniów na sprawdzianach.


Ciężko mi wymienić więcej pozytywów tej powieści, niż dobra kreacja tytułowej bohaterki, za to napiszę dobre słówko o audiobooku – Hanka Mostowiak to jedyna lektorka z tych, których do tej pory słuchałam, która daje radę.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

2e6aa5a0-e850-4244-87a2-977619b17dca

@AndzelaBomba muszę przeczytać! Z reguły mamy odmienny odbiór takich utworów, więc ciekawe na ile by mi się spodobało

Zaloguj się aby komentować

220 + 1 = 221


Tytuł: Imię róży

Rok produkcji: 1986

Kategoria: Dramat historyczny / Kryminał

Reżyseria: Jean-Jacques Annaud

Czas trwania: 2h 10m

Ocena: 7/10


Krótki opis: Rok 1327. Franciszkanin William z Baskerville zostaje poproszony o wyjaśnienie okoliczności śmierci zakonnika w pewnym benedyktyńskim klasztorze we Włoszech. Kolejne zabójstwa wywołują panikę.


Film o wiele przystępniejszy i ciekawszy od książki :upside_down_face:


Tak naturalistyczny, że aż momentami obrzydliwy.


Dostępny na CDA premium i filmanie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

01d3d6ac-b342-4960-8659-83115553192e

Zaloguj się aby komentować

216 + 1 = 217


Tytuł: Szkarłatna litera

Rok produkcji: 1995

Kategoria: Kostiumowy / Melodramat

Reżyseria: Roland Joffé

Czas trwania: 2h 15m

Ocena: 6/10


Krótki opis: Nowa Anglia, XVII w. Hester przybywa do Massachusetts, gdzie planuje osiedlić się z małżonkiem. Po śmierci męża nawiązuje romans z lokalnym pastorem i rodzi mu nieślubne dziecko, za co zostaje napiętnowana przez miejscowych.


Jak się szuka informacji o tym filmie w necie, to można odnieść wrażenie, że to drugie The Room.


Ok, nie jest idealnie. Technicznie i scenariuszowo ten film stoi na poziomie typowo telewizyjnych produkcji, jest trochę kiczu, fabuła różni się od książki (która, sądząc po opisie na Wikipedii, też nie jest jakimś arcydziełem...), a gra aktorska Demi Moore to oksymoron. Ale tak poza tym, to w miarę przyzwoity kostiumowy melodramat. Jakby wyciąć sceny morenki, to by był dobry do ramówki na niedzielne popołudnia.


I to ma być niby jeden z najgorszych filmów lat 90.? Widać Amerykanie muszą traktować Hawthorne'a tak, jak nasi pololniści traktują Słowackiego, skoro mają taki ból dvpy o ten film. Szkoda, że Francuzi nie mają podobnego, gdy wychodzi kolejna ekranizacja Hrabiego Monte Christo, gdzie Mundek na końcu wiąże się z Mercedes :upside_down_face:


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

d861e760-91e5-46e9-ad99-ce235c3d6cbc

Zaloguj się aby komentować

430 + 1 = 431


Tytuł: Filary Ziemi

Autor: Ken Follett

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

ISBN: 9788383613932

Liczba stron: 832

Ocena: 6/10


Anglia, lata 30. XII w. Kiedy Aliena, córka hrabiego Shiring, odmawia swojej ręki przeznaczonemu jej Williamowi Hamleighowi, nie spodziewa się, że decyzja ta odmieni na zawsze koleje losu nie tylko jej, jej rodziny i familii niedoszłego małżonka, lecz również rodzin Toma Budowniczego i żyjącej w lasach banitki Ellen, mnichów z podupadającego klasztoru w pobliskim Kinsbridge, oraz ambitnego księdza Walerana Bigoda. Na przestrzeni kolejnych czterech dekad ich losy będą regularnie się splatać, często w dramatycznych okolicznościach, zwłaszcza po tym, jak Tom rozpocznie w Kinsbridge budowę nowej katedry.


Audiobook 10/10, ale książka niestety tylko 6/10.


Generalnie mogłabym tutaj napisać mniej więcej to samo, co pisałam w recenzji prequela. Fabuła i akcja wciągają, realia życia pełnego średniowiecza opisane obrazowo i zdaje się, dość wiernie (na szczęście obyło się bez ewidentnych historycznych faili jak kiła u schyłku epoki wikingów), jednak wyraźną bolączką tej serii są czarnobiałe postacie, tutaj, mam wrażenie, narysowane jeszcze grubszą krechą, niż w prequelu, przez co czasem ocierające się już o karykatury (np. największy złol, który nie dość, że jest gwałcicielem i mordercą, to jeszcze morduje małe kotki; jego bezwzględna matka, która byłaby za szpetna nawet dla Frankensteina). Jeśli bohaterowie mają w sobie jakieś dwuznaczności, to dlatego, że autorowi po prostu rozjechały się intencje z wynikiem i tutaj naczelnym przykładem jest wątek miłosny Toma i Ellen – według autora mająca wzruszać serce miłość silniejsza niż śmierć, w praktyce wzbudzająca irytację relacja simpa z kryzysem wieku średniego i stereotypowej samotnej mamuśki szukającej betabankomatu. Podobnie jak w przypadku prequela, z tego czarnobiałego podziału postaci wynikało czasem rozwiązywanie problemów mocą imperatywu narracyjnego (np. ostatni zajazd w hrabstwie Shiring).


Nie jest to zła powieść, ale przez kiepsko wykreowane postacie nie spodobała mi się na tyle, bym chciała ją dołączyć do mojej biblioteczki. Daruję też sobie kontynuowanie serii, bo z tego, co wyczytałam w necie i pamiętam z serialu Świat bez końca, Follett robi niejako copy paste wątków i postaci, tyle tylko, że z akcją toczącą 200 lat później.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

a96e3ead-8ccd-484b-8fc2-17cbac5ec428

Zaloguj się aby komentować

197 + 1 = 198


Tytuł: Nosferatu

Rok produkcji: 2024

Kategoria: Horror

Reżyseria: Robert Eggers

Czas trwania: 2h 12m

Ocena: 7/10


Krótki opis: Niemcy, lata 30. XIX wieku. Życie młodej mężatki Ellen zostaje zakłócone przez tajemniczego i groźnego hrabiego Orloka, podczas gdy jej mąż, Thomas, prowadzi interesy w Transylwanii.


Jestem fanką filmów o wampirach, więc wiadomix, że musiałam obejrzeć dzieło Eggersa.


Jak zobaczyłam trailer, to miałam pewne obawy, czy reżyser nie zainspirował się zbyt mocno świetną wersją Herzoga z '79. Choć można dostrzec ewidentne nawiązania do tego filmu w paru scenach, nowy Nosferatu jest dziełem Eggersa "z krwi i kości". Piękne kadry - check. Powolne tempo - check. Obrzydliwe i czasem wulgarne wstawki - check. I nawet parę nie do końca wyjaśnionych dziur w fabule - check :stuck_out_tongue:


Największe zaskoczenie to charakteryzacja Nosferatu, nie spodziewałam się wampira z Siczy Zaporoskiej xDD


Jeśli chodzi o grę aktorską, to tutaj będę musiała dołożyć łyżkę dziegciu ze względu na grę córki Deppa. Mocno teatralna i przeszarżowana, momentami na granicy kiczu. Generalnie postać Ellen była tak napisana, że łatwo było przesadzić i tutaj błędem było wzięcie aktorki, która swoją pozycję zawdzięcza bardziej nazwisku tatusia, niż talentowi. Aktorkom, które wystąpiły de facto w tej samej roli, czyli Ryder, Adjani czy Nelligan, do pięt nie dorasta. Szkoda, że Anya Taylor-Joy się wycofała z projektu, być może lepiej poradziłaby sobie z rolą.


Gra pozostałych aktorów dobra w ramach tego, co mieli do odegrania.


Generalnie jest to dobry film, ale nie aż tak dobry, jak mógłby na to wskazywać medialny hype wokół produkcji. Dlaczego? Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby zapodawał temat w nowatorski sposób. Na pewno nie wnosi do lore więcej, niż wspomniany już film Herzoga czy najpopularniejsze adaptacje Draculi.


Ale pewnie parę Oscarów zgarnie, bo zdecydowanie się wyróżnia w zalewie woke shitu i nieudanych reanimacji starych franczyz.


Obecnie grany w kinach, ale jak komuś nie chce się wydawać na bilet, to można znaleźć na filmanie z napisami i w dobrej jakości.


#filmmeter #ogladajzhejto

053cfa0b-f99d-42d9-9925-3344152e98c4

@AndzelaBomba Byłem wczoraj i uważam że 7/10 to najbardziej uczciwa ocena. Sam uwielbiam oryginalną powieść Brama Stokera i do niej porównywałem film. Za najlepsze sceny uważam te w wiosce z cyganami, wizytę w zamku hrabiego oraz sceny na statku. Było one bardzo zbliżone do materiału źródłowego. Największym minusem dla mnie była postać Ellen która całkowicie mi nie pasowała., zbyt teatralna i nienaturalna. Thomas był meh, ani na plus ani na minus. Postacie Hardinga, Siversa i von Franza były natomiast ciekawe i uważam że większy ich udział w walce z Orlokiem wyszedłby filmowi bardziej na plus i zbliżył go do powieści.

Podsumowując wciąż czekam na 3 godzinną adaptację powieści która w pełni odda zmagania świętej drużyny z grozą Drakuli.

Zaloguj się aby komentować

194 + 1 = 195


Tytuł: Łowca androidów

Rok produkcji: 1982

Kategoria: Sci-Fi

Reżyseria: Ridley Scott

Czas trwania: 1h 57m

Ocena: 8/10


Krótki opis: Rok 2019. Rick Deckard, członek specjalnego oddziału policji, tropi i eliminuje replikantów - istoty stworzone za pomocą biotechnologii do wykonywania niebezpiecznych zadań.


Wstyd się przyznać, ale dopiero dzisiaj po raz pierwszy obejrzałam tego klasyka.


Zayebisty był. Największa zaleta to ofc niesamowita strona audiowizualna. Jak dla mnie, Łowca to jedna z top retro-dystopii, jakie do tej pory powstały na srebrnym ekranie.


Drugim największym atutem filmu jest rzecz jasna ikoniczna rola Rutgera Hauera, niby stosunkowo mało go było na ekranie, a skradł show Fordowi.


Dostępny na filmanie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

5f33d4e9-32a6-4f27-8e12-3035134da08a

@AndzelaBomba A widziałeś Blade Runner 2049? Widziałem kilka miesięcy temu i mi się podobał nawet i się zastanawiam jak te filmy są ze sobą powiązane, bo Łowcy Androidów nie widziałem. Patrząc po aktorze to Łowca Androidów dzieje się przed wydarzeniami tego 2049, ale może orientuje się ktoś lepiej i powie coś więcej?

@AndzelaBomba


niby stosunkowo mało go było na ekranie, a skradł show Fordowi.

W późniejszych latach żadna gwiazda Hollywood nie chciala z nim grać w jednym filmie i niestety Rudger grywal w filmach klasy B

Zaloguj się aby komentować

190 + 1 = 191


Tytuł: Droga sześciu strun

Rok produkcji: 1998

Kategoria: Komedia / Sci-Fi

Reżyseria: Lance Mungia

Czas trwania: 1h 31m

Ocena: 6/10


Krótki opis: Po wojnie atomowej z ZSRR, jedynym bastionem cywilizacji w USA jest Lost Vegas rządzone przez Elvisa. Kiedy Król umiera, do miasta zdążają śmiałkowie pragnący zająć jego miejsce. Wśród nich jest Buddy, mistrz gitary i miecza. Razem z przypadkowo spotkaną sierotą, Buddy stawia czoła kolejnym wrogom czyhającym wśród pustynnych pustkowi.


Film w uj specyficzny. Widać, że scenariusz był wymyślany na srogich narkotykach xD


Mało znany, chyba także wśród fanów dziwacznych filmów. Pewnie dlatego, że mimo odjechanych pomysłów reżysera, często wieje nudą podczas seansu.


Mimo to warto obczaić w ramach ciekawostki, zwłaszcza, jak ktoś lubi Fallouta.


Swoją drogą, polskie tłumaczenie tytułu jest jednym z lepszych, które znam. Za to hiszpański tytuł to odjazd - Holocausto Samurai xD


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

16020cb0-8d2a-4c5c-9275-e5952112bc94

Zaloguj się aby komentować

188 + 1 = 189


Tytuł: Przed wschodem słońca

Rok produkcji: 1995

Kategoria: Komedia rom.

Reżyseria: Richard Linklater

Czas trwania: 1h 40m

Ocena: 7/10


Krótki opis: W pociągu jadącym z Budapesztu młody Amerykanin rozpoczyna konwersację z piękną Francuzką. Oboje decydują się wysiąść razem w Wiedniu i spędzić dzień, wędrując po mieście.


Jeden z lepszych romcomów, pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do 99,5% filmów z tego gatunku nie obraża inteligencji widza.


Nie da się ukryć, że jego siłą napędową są świetnie dobrani odtwórcy głównych ról. Nie dość, że naturalni i pełni uroku osobistego, to czuć między nimi chemię. Być może gdyby nieco inne wybory obsadowe, film finalnie wyszedłby gorzej.


Ostrzegam, że jest przegadany, więc jak ktoś preferuje dynamiczne kino, to raczej niech sobie odpuści seans.


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

407b92ac-7e94-462d-90a5-f5d9d6aff326

Zaloguj się aby komentować

183 + 1 = 184


Tytuł: Hrabia Monte Christo

Rok produkcji: 2024

Kategoria: Dramat / Kostiumowy

Reżyseria: Bille August

Czas trwania: 8 odcinków x 50 minut

Ocena: 6,5/10


Jako, że wczoraj w TV wyemitowano ostatni odcinek Hrabiego Monte Christo, czas na spóźnione o dzień podsumowanie serialu.


Wyszedł prawdziwy elaborat xDD


Fabuła


Chociaż pierwszy odcinek dawał nadzieję na nareszcie wierną adaptację, finalnie serial zawodzi pod tym względem. Już od początku trzeciego odcinka następuje rozjazd między książką a serialem. Mimo, iż twórcom udało się przenieść na ekran niemal wszystkie wątki poboczne z powieści, porobili w nich sporo zmian. Zmian, które ani nie były niezbędne z uwagi na konieczność dokonania cięć czasowych w serialu, ani nawet nie miały w paru przypadkach sensu. Są ekranizacje, którym znaczne zmiany scenariuszowe albo nie szkodzą (np Tajemnice Los Angeles), albo wręcz wychodzą na dobre (np. Ostatni Mohikanin z ’92), lecz niestety, najnowsza adaptacja Hrabiego Monte Christo do takich dzieł nie należy.


Oczywiście największą zmianą, za którą scenarzystom należy się lańsko na gołe doopska, jest cudowne złączenie Edmunda i Mercedes w finale. Mamy 2k25, czy scenarzyści mogliby wreszcie przestać stosować w ekranizacjach Hrabiego ten motyw z romcomów? Ani nie jest zgodny z lore powieści (nie będę się tu szerzej rozpisywać, dlaczego, nie chcę spoilerować), ani nie jest prawdopodobny psychologicznie. No bo w prawdziwym życiu, ile par, które rozstały się jako nastolatkowie albo młodzi dorośli, schodzi się po 20 latach?


Aktorstwo


Druga największa bolączka tego serialu. W swoim pierwszym wpisie odnośnie najnowszej ekranizacji Hrabiego (link: https://www.hejto.pl/wpis/chociaz-nie-tak-dawno-mial-swoja-premiere-film-hrabia-monte-christo-musze-go-w-k ) napisałam, że prawie pozbawiona rozpoznawalnych nazwisk obsada nie wzbudza większego zaufania. Wówczas w komentarzach padło słuszne stwierdzenie, że czasem nieznani aktorzy potrafią wypaść lepiej od bardziej uznanych kolegów. Nestety, to nie ten przypadek. Tutaj specjaliści od castingu pozbierali chyba największe drewna z planów filmowych/desek teatrów z całej zachodniej Europy. Totalny brak emocji, a przecież historia aż od nich kipi!


Największym zawodem jest odtwórca głównej roli, Sam Claflin. W przeciwieństwie do aktorów włoskich i francuskich nie miał ograniczeń językowych, mogących wpływać na sposób gry. Ma też już na koncie kilka dobrze ocenianych ról. Rola Hrabiego mogła być kolejnym potwierdzeniem jego umiejętności, jeśli wręcz nie jedną z lepszych ról w jego emploi. Niestety, zagrał gorzej, niż średnio. O ile jeszcze jako tako wychodziła mu bucera Hrabiego, tak w wymagających okazania dużych emocji scenach jak rozmowa z Mercedes w przeddzień pojedynku z Albertem czy wtrącenie do więzienia, było cienko. Gerardowi Depardieu w tej samej roli do pięt nie dorasta.


Jedyne dobre role to Jacopo w wykonaniu Michele Rondino i Luigiego Vampy w wykonaniu Lino Guanciale. Ta ostatnia postać była zagrana z największym jajem i skojarzyła mi się trochę z grą Michaela Sheena w sadze Zmierzch. Mam wrażenie, że pan Guanciale, podobnie jak Sheen, wcześnie zrozumiał, że gra w nienajlepszym dziele, dlatego dla jaj przerysował swoją postać i niechcący stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych kreacji w serialu.


Charakteryzacja


Co ze mnie by była za baba, jakbym nie zwróciła uwagi na fryzury i kiecki? Pod tym względem też nie jest najlepiej. Fryzury kobiet nie mają nic wspólnego z epoką, za to dużo wspólnego z rolkami na Instagramie. Suknie bogatych paryskich dam albo wyglądają jak zamówione na Shein, albo mogłyby robić za garderobę ubogiej guwernantki Jane Eyre. Makijaż to typowy instagramowy makeup no makeup, a laminowane brewki pań waliły po oczach. Charakteryzacja adwersarzy Hrabiego nie istnieje – Danglars i Villefort wyglądają na trzydzieści parę lat i jako dwudziestoparolatkowie, i jako stateczni panowie dobiegający pięćdziesiątki, a Fernanda postarzono o tyle, że zrobiono z niego drugiego Piotra Połacia (pic rel, bo miałam z tego bekę xD).


Technikalia – czyli reżyseria, montaż, muzyka itp.


Pod względem technicznym jest poprawnie, serial nie odstaje jakością od większości współczesnych produkcji.


Muzyka na początkowych napisach spoko, ale od soundtracku stworzonego przez Bruno Coulaisa do serialu z ’98 dzielą ją lata świetlne.


Podsumowanie


Można obejrzeć, ale ani jako adaptacja, ani nawet dobry dramat, dvpy nie urywa. Rzekłabym, że to dzieło na raz. Serial jest dostępny na TVP VOD i filmanie.


A na porządną, wierną ekranizację Hrabiego to chyba trzeba będzie poczekać 100 lat :smiling_face_with_tear: Ech, szkoda, że BBC się nie wzięło za tę powieść jakieś 15 lat temu, jak jeszcze nie kręcili produkcji pod woke Excele, bo pewnie w końcu doczekalibyśmy się serialu godnego Dumasa.


#filmmeter #seriale #ekranizacje #ogladajzhejto

5acfc98d-d5a5-4f72-afaa-da48caa14d33

Przecież właśnie to autora zamierzenie, by Edmund i Mercedes się nie złączyli jest idiotyczne, bo wynikające niby ze zdrady przez tą drugą bezgranicznej miłości, pomimo pewności o śmierci partnera. Nie mogła ułożyć sobie życia według niego na nowo bez jakiegoś zatracenia świętości ich związku, więc niech spada na bambus, przynajmniej ma w zastępstwie piękną lasensje, niemal wierną aż po skrajność. Zabawnie żałosne.

@AndzelaBomba No niestety mówimy o powieści Dumasa, gdzie kobieta po piętnastu latach twardej rozłąki natychmiast rozpoznaje Edmunda, przedtem oczywiście nie do końca pogadzając się z jego utratą i kultywując o nim pamięć skrycie. Którego pojawienie naprawdę psychicznie odbija się na jej zdrowiu i liczy na ponowne spotkanie. Nie wiedziała kompletnie o roli Fernanda, ale rzecz jasna to nic nie tłumaczy, gdyż wychodzi na wiarołomną kochankę żeniąc się z nim i powinna kurna przed tą paką cierpliwie czekać jak jakaś Penelopa, nie tracąc wiary w niemożliwy cud. Czas i przebyte ekscesy mogłyby niewątpliwie coś znaczyć, ale oni literalnie wierzyli w swoje szczęśliwe małżeństwo; wtedy tam niesprawiedliwie przerwane. Nawet hrabia omal dałby głowę przed Albertem, zarzucając swoją zemstę na jego ojcu. Ale gdy już dosłownie wszystko się skończyło, to Nieee.. łaskawie dostała dom po jego ojcu, chyba bardziej w podzięce za opiekę nad nim (choć zmarł sam), gdzie teraz powinna żyć z żalem, że zatraciła ich związek. On sobie z dziewczyną, którą traktował jak córkę niż żonę będzie sobie przeżywał wspaniałe przygody na wschodzie z resztą ogromnego majątku, a ta niech gnije jak zakonnica xD. Gdzie tam psychologia - honor potraciłaś, nędzna

Zaloguj się aby komentować

168 + 1 = 169


Tytuł: Śmiertelne zauroczenie

Rok produkcji: 1988

Kategoria: Czarna komedia

Reżyseria: Michael Lehmann

Czas trwania: 1h 42m

Ocena: 6,5/10


Krótki opis: Veronica należąca do paczki szkolnych gwiazdek zaczyna spotykać się z bad boyem psychopatą, czego konsekwencją jest fala zbrodni w ich szkole.


Mega specyficzny film.


Lubię absurdalne czarne komedie, ale w przypadku tego filmu przez pierwszą połowę miałam dwie reakcje: WTF albo "A co to za gówno?". Dopiero w drugiej połowie wkręciłam się w konwencję i zaczęłam dobrze bawić.


Świetne role Ryder i Slatera.


Dostępny na filmanie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

24e2c090-f315-4b77-8f81-bfc9c8960a67

Zaloguj się aby komentować

167 + 1 = 168


Tytuł: K-PAX

Rok produkcji: 2001

Kategoria: Dramat / Sci-Fi

Reżyseria: Iain Softley

Czas trwania: 2h

Ocena: 7/10


Krótki opis: Do nowojorskiego szpitalu psychiatrycznego trafia mężczyzna, który twierdzi, że jest kosmitą z planety K-PAX. Prowadzący jego przypadek psychiatra stara się mu udowodnić, że nie jest to możliwe, ale wkrótce sam zaczyna mieć wątpliwości co do tożsamości pacjenta.


Film obejrzałam wczoraj, ale mi się już pisać nie chciało po seansie, więc wpis robię dziś.


Całkiem spoko dzieło. Największy plus to rola Kevina Spaceya.


A no i łatwo nostalgnąć, z ekranu wylewa się klimat lat 2000.


Dostępny na vider i filman.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

9c2df4cb-0a95-47b1-98b8-5736a6458c93

Poszedłem na ten film do kina te 20parę lat temu. Chłonąłem wtedy wszystko scifi jak Reksio kaszankę. To był pierwszy film, który mi się nie spodobał. Z dekadę zajęło mi zetrzeć znamię k-paxa z Kevina Stacyego.

Zaloguj się aby komentować

159 + 1 = 160


Tytuł: Czarownica miłości

Rok produkcji: 2016

Kategoria: Czarna komedia / Dramat

Reżyseria: Anna Biller

Czas trwania: 1h 55 min

Ocena: 7,5/10


Krótki opis: piękna czarownica Elaine przy pomocy czarów szuka miłości. Jednak jej kolejne relacje z mężczyznami kończą się fatalnie.


Na początek podziękowania dla @Marchew za wpis o tym filmie, nie miałam pojęcia, że takie dzieło kinematografii w ogóle powstało.


Klimatyczny pastisz kina przełomu lat 60. i 70. Fabuła oscyluje wokół wiecznie aktualnych dylematów w relacjach damsko-męskich. Tak jak pisał Marchew, filmowi najbliżej do czarnej komedii, chociaż jak się wgryźć w film, to i etykietka "dramatu" zaczyna pasować.


Odtwórczyni głównej roli bardzo przypomina mi Michele Mercier, w Polsce znaną głównie dzięki roli markizy Angeliki. W sumie mogli wziąć aktorkę z tego filmu do współczesnego remake'u Markizy.


Pod koniec filmu tempo narracji trochę siada. Aha, no i karny qtas dla pani reżyserki za anachronizmy w postaci współczesnych samochodów i smartfona. Albo odwzorowujemy realia danej epoki po całości, albo nie


Dostępny na CDA Premium i filmanie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

909bf962-9b55-43fc-84f5-5d55abbac65d

@AndzelaBomba Miałem to kiedyś obejrzeć, bo mi wyskakiwało w polecanych w.. nie pamietam gdzie - może w Trakcie? Ale zobaczyłem zwiastun, przeczytałem recenzje i uznałem, że szkoda mojego czasu. Chociaż naprawdę straciłem go wiele na oglądaniu złych filmów i tego nie żałuję. Ale ten? Nie.

Poza czytaniem w myślach, mam jeszcze taki dar - nigdy się nie mylę


Zaloguj się aby komentować

304 + 1 = 305


Tytuł: Piknik na skraju drogi

Autor: Arkadij Strugacki, Boris Strugacki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: audiobook

ISBN: 9788376487212

Liczba stron: 173

Ocena: 6/10


Wydarzenia w powieści rozgrywają się kilkanaście lat po przybyciu nieznanej rasy kosmitów na Ziemię. Ufoki wylądowały w sześciu miejscach na planecie i nie nawiązawszy z ludźmi żadnego kontaktu, odleciały z powrotem w bezmiar kosmosu. Po odlocie kosmitów w miejscach, w których wylądowali, zaczęło dochodzić do przemian fizycznych środowiska, w wyniku czego ziemskie rządy we współpracy z ONZ i Międzynarodowym Instytutem Cywilizacji Pozaziemskich utworzyły tam specjalne strefy, pilnowane przez wojsko i naukowców. Ponieważ wkrótce okazało się, że kosmici pozostawili po sobie trochę artefaktów, do Stref zaczęli przekradać się przemytnicy - stalkerzy, kradnący owe przedmioty na zlecenia z czarnego rynku.


Historia nowatorska, ale dość nierówna, co moim zdaniem wynika bezpośrednio ze struktury powieści - mamy tutaj 4 powiązane ze sobą, ale jednak odrębne części.


Tak jak parę osób w dyskusji pod tagiem #klubczytelniczy (link: https://www.hejto.pl/wpis/moi-drodzy-serdecznie-zapraszam-na-drugie-spotkanie-kawiarenkowego-dyskusyjnego-?commentId=712f56dc-56d8-43b4-8e3e-64ccaf8d0f12 ) zauważyło, nowatorstwo Pikniku wynika ze sposobu opisania pierwszego kontaktu z cywilizacją pozaziemską. Kosmici ani nie robią rozwałki planety bo tak, albo muszą wybudować kosmiczną autostradę, ani nie zaprowadzają pokoju i dobrobytu pod własnym przewodnictwem. Przylatują, kręcą się trochę po okolicy wokół miejsc lądowania, zostawiają parę gratów i arrivederci Terra. Bo w sumie, czemu nie mieliby tak zrobić? Większość powieści/filmów SF przypisuje kosmitom ludzkie pozytywne lub mroczne strony, jednak skąd mielibyśmy wiedzieć, jak postępowałyby obce cywilizacje, rozwinięte w zupełnie odmienny sposób? Może ich zachowanie kompletnie wykroczyłoby poza granice naszego pojmowania?


Ciekawy był wątek przemian fizyczno-biologicznych w Strefach.


Muszę jeszcze zauważyć, że choć akcja powieści rozgrywa się w Wielkiej Brytanii i niby mamy do czynienia z POV Brytoli, to wcale tego nie czuć. Jakbym nie wiedziała, że Piknik napisali rosyjscy pisarze, to i tak bym się domyśliła, że książkę pisał ktoś z byłych demoludów. Z narracji zwyczajnie nie czuć brytyjskiego mentalu i brytyjskich realiów kulturowych.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

35ebbf19-5d0e-4a39-a896-58aaf688f4f3

Zaloguj się aby komentować

148 + 1 = 149


Tytuł: Wrogowie publiczni

Rok produkcji: 2009

Kategoria: Dramat / Gangsterski

Reżyseria: Michael Mann

Czas trwania: 2h 20m

Ocena: 6/10


Krótki opis: Historia polowania na Johna Dillingera, jednego z najsłynniejszych amerykańskich gangsterów lat 30.


Pamiętam, że film był hitem i rzut oka na Filmweb to potwierdził - spore zyski w box office + nominacje. No ale do panteonu kina gansterskiego dzieło Manna raczej nie trafiło i po seansie nie jestem tym jakoś szczególnie zaskoczona.


Przede wszystkim tempo akcji jest nierówne. Na początku jest dynamika, potem gdzieś koło czterdziestej minuty seansu tempo siada i zaczyna wiać nudą, by pół godziny przed końcem filmu dramatyzm wrócił.


Minusem była też dla mnie praca kamery. Normalnie nie zwracam uwagi na technikalia, bo się na tym nie znam, ale tutaj podczas oglądania kminiłam "Czy oni wzięli operatora z Blair Witch Project?". Bo podobnie chaotycznie wyglądała praca kamery przez cały film. Jednak w hollywoodzkim megahicie można się spodziewać bardziej dopracowanej strony wizualnej.


Tragedii nie ma, ale nie ma co się nastawiać na zapadające w pamięć kino.


Dostępny na CDA.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

7e808dad-7757-42e4-a490-e44a6ec89b9c

Zaloguj się aby komentować

147 + 1 = 148


Tytuł: Predator

Rok produkcji: 1987

Kategoria: Akcja / Sci-Fi

Reżyseria: John McTiernan

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 7/10


Krótki opis: Oddział komandosów dostaje zadanie uwolnienia z rąk partyzantów w południowoamerykańskiej dżungli amerykańskich polityków. Na miejscu okazuje się, że ich przeciwnikiem będzie drapieżca z kosmosu.


Klasyk z dzieciństwa i inspiracja dla wielu pięknych memów, chociaż jak się go ogląda jako dorosły, to jednak dziury i głupotki fabularne biją po oczach.


Dostępny na CDA w jakości rodem z VHS i na filmanie w jakości oglądalnej.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #ogladajzhejto

2b14ebf0-9f1a-4a06-acb4-a514d63e4ffe

A ja jakiś czas temu obejrzałem po latach i byłem pod wrażeniem montażu, pracy kamery i takich różnych. Scenariusz i akcja przedstawiona jakie są - każdy wie i się godzi na to zabierając się do oglądania.

W każdym razie pomyślałem, że film się wcale nie zestarzał i jest lepszy od wielu współczesnych produkcji.


Tak w ogóle to weź no się ogarnij, bo Predator się nie podoba, Imię Róży niefajne.. Co dalej? Krety nie szyją spodni??

@AndzelaBomba


 a potem z dupy dostaje przemiany wewnętrznej o 180 stopni i idzie na pewną śmierć.


Jak żeś film oglądała??! No pytam się jak? On po prostu wrócił do wcześniejszego stanu. Do stanu sprzed akcji w filmie. Tak naprawdę cały czas taki był.


Poza tym to jest męska przyjaźń w obliczu nie tyle śmiertelnego zagrożenia co pewnej śmierci WŁAŚNIE.


W Czterech pancernych też po co ten kundel im tam potrzebny, jak mu żreć dać trzeba, co?


Bezsenność w Seattle se oceń, a nie... Baba będzie Predatora szkalować....


Zaloguj się aby komentować