Zachęcony przez dziewczynę postanowiłem przypomnieć sobie ten film, który ostatni raz oglądałem jakoś w dzieciństwie, z babcią.
I chwilę po włączeniu przewidziałem zakończenie, albo po prostu sobie je przypomniałem, trudno powiedzieć. Postanowiłem się skupić na tych wszystkich drobnych szczegółach.
Ciekawie obserwowało się różne sceny, w których główny bohater jest
Zwróciłem uwagę też na jedną niezręczność w polskim tłumaczeniu. W scenie, w której chłopiec przychodzi do domu, w którym czeka na niego
Większą jest dosyć naiwne zakończenie, ale trudno oczekiwać, żeby taki film nie miał szczęśliwego finału.
W amerykańskim mieście zaczynają ginąć dzieci. Modus operandi sprawcy niepokojąco przypomina styl Szeptacza, seryjnego mordercy który odsiaduje wyrok dożywocia. Gdy znika wnuk emerytowanego policjanta, który lata temu dopadł Szeptacza, ten włącza się do śledztwa by pomóc odnaleźć chłopca i ująć naśladowcę.
Całkiem zgrabny dreszczowiec z niezłym klimatem, w sam raz na jesienny wieczór. Miejscami niestety fabuła trochę zawodzi, ale mimo tego oglądało się dobrze. Do tego gwiazdorska obsada.
Młody prokurator trafia na zesłanie do powiatowego miasta gdzieś na pomorzu. Pierwszą sprawą staje się zaginięcie syna pisarki Julii Sarman. W toku śledztwa zaczynają wypływać brudy lokalnej społeczności.
Całkiem dobrze się oglądało i nawet zgrabna fabuła, mimo kilku braków i naiwnych rozwiązań.
Co by było, gdyby John Woo nakręcił Ready Player One w Polsce?
Chciałbym Was zabrać do świata, gdzie gra przeplata się z brutalną rzeczywistością, w mojej powieści „𝗧𝗿𝘆𝗯 𝗵𝗮𝗿𝗱𝗸𝗼𝗿: 𝗭ł𝗮𝗺𝗮𝗻𝘆 𝗺𝗶𝘀𝘁𝗿𝘇”.
Jest to połączenie klimatów Ready Player One z cyberpunkowymi inspiracjami podane w pierwszoosobowej narracji. Thriller LitRPG pełny pojedynków kung-fu, korporacyjnych intryg i sztucznej inteligencji zyskującej świadomość. Z każdą stroną granica między życiem a śmiercią w realu staje się coraz cieńsza.
Poznajcie losy Marka Walczewskiego, sparaliżowanego mistrza kung-fu, który dostaje szansę na powrót do sprawności. Wystarczy, że dołączy do gry.
Tam poznaje Xianmei – sztuczną inteligencję, która wydaje się bardziej ludzka niż wielu ludzi. Ich więź staje się dla Marka czymś więcej niż tylko przygodą w grze i to właśnie ona może okazać się największym zagrożeniem dla planów korporacji VantaGate.
Za fasadą gry toczy się walka o kontrolę nad nową technologią. Marek, rozdarty między pragnieniem przetrwania, uczuciem do Xianmei i chęcią odkrycia prawdy, wplątuje się w spisek, który może doprowadzić do śmierci jego i jego najbliższych.
LitRPG w klimacie filmów Johna Woo, pełne adrenaliny, emocji i zdrad, gdzie stawką jest nie tylko zwycięstwo w grze, ale i przeżycie poza nią.
Czytałem darmową próbkę tego na wattpadzie, a wcześniej "Damę w Opałach" tego samego autora (w sumie, to wciąż czytam, bo się nie skończyła), są fajne, więc może kupię.
Pierwszy raz obejrzałem ten film jakoś w dzieciństwie (moja babcia nie przejmowała się kategoriami wiekowymi). Zapamiętałem z niego głównie scenę otwarcia czaszki i skosztowania mózgu. Jako że obejrzane niedawno „Milczenie owiec” bardzo mi się spodobało, miałem nadzieję, że z kontynuacją będzie tak samo.
Nic bardziej mylnego.
Odniosłem wrażenie, że Ridley Scott nie zrozumiał, o czym było „Milczenie owiec” ani co sprawiło, że to były aż tak dobre ruchome obrazki. Widać to już w sekwencji otwierającej film, przepełnionej akcją podczas nieudanego nalotu FBI. Widać to też w różnych scenach grozy. Albo dostajemy jumpscare'a z obowiązkowo nagłą głośną muzyką, żeby podkreślić moment, albo obraz staje się rozmyty czy zbytnio się trzęsie. Zdziwiło mnie też pokazanie ataku Lectera, który przypominał bezrozumne zombie, co ani trochę nie pasowało do wykreowanego obrazu spokojnego człowieka, jakim jest przez 99% czasu ekranowego.
Nie podobała mi się zmiana aktorki odgrywającej główną rolę ani sposób, w jaki odegrała Starling. W ogóle nacisk położono na to, że agentka była traktowana jako obiekt seksualny przez kolegów z pracy, co, oprócz podłożenia jej świni, nie spodobało się Lecterowi, który... nie wiem, w jaki sposób się o tym dowiedział.
W ogóle dowiadywanie się czegokolwiek było potraktowane jakoś po macoszemu. W poprzednim filmie były rozmowy z Lecterem, niejasne wskazówki, burza mózgów z koleżanką, zaglądanie do plików et cetera. A tutaj bohaterka po prostu sobie gdzieś jedzie i o dziwo trafia tam, gdzie powinna.
Gdyby nie Anthony Hopking, nie włączyłbym tego filmu.
@Analnydestruktor z filmowych ekranizacji książek o Lecterze to może jeszcze Czerwony smok z lat 80. był w miarę OK chociaż też ze dwa lvl niżej od Milczenia owiec. Ale największą abominacją jest ten prequel jak Lecter jedzie do ZSRR i rozwala byłych partyzantów.
Nie dziwię się, że Anthony Hopkins otrzymał Oscara za zagranie roli doktora Hannibala Lectera. Już jego pierwszy występ na ekranie wzbudził we mnie niepokój i szczerze, nie chcę sobie wyobrażać, co musiała czuć Jodie Foster, gdy grała z nim sceny twarzą w twarz. Niby wiadomo, że to tylko gra, ale gdy ktoś jest tak przekonujący... to aby na pewno?
Co ciekawe, po ich relacji spodziewałem się, że Starling stanie się ofiarą Lectera, gdy ten tylko ucieknie z więzienia. Bo że prędzej czy później ucieknie, nie miałem żadnych wątpliwości - nie zgodziłby się na współpracę po to, by zamienić jedno więzienie na drugie. Szkoda tylko, że reżyser tak dobitnie pokazał, że doktorowi zależy na długopisie zostawionym przez Chiltona, jakby uważał, że widz nie zrozumie, w jaki sposób Lecter zdobył skuwkę.
Przyznam, że do samego końca siedziałem jak na szpilkach, ponieważ nie byłem pewien co się wydarzy. Niby spodziewałem się, że jak to w thrillerach uda się złapać seryjnego mordercę, w którego zidentyfikowaniu pomagał Lecter, jednakże scena w rozleglej piwnicy była stresująca. Reżyser razem z Jodie świetnie pokazali lęk Starling, która po raz pierwszy znalazła się w tak poważnej sytuacji.
Widziałem jedną czy dwie opinie, że finałowa scena jest bezsensowna, ponieważ morderca miał czas założyć noktowizor, ale nie pomyślał o tym, żeby odciągnąć kurek pistoletu. I gdy to zrobił, to bohaterka nagle wiedziała, że mężczyzna jest za nią. Może i zapomniał o tym, ale może chciał napawać się bezbronnością swojej niespodziewanej ofiary, która miotała się w ciemnościach? W końcu kilkukrotnie próbował dotknąć ją dłonią czy nawet złapać.
Wspaniały film i dziwię się, że obejrzałem go dopiero teraz, gdy kolejną część widziałem przynajmniej kilkukrotnie.
Jest znana anegdota, którą opowiada Foster. Jako że była młodą aktorką, z Hopkinsem widziała się dopiero podczas kręcenia pierwszej sceny, także jej strach był autentyczny. Dodatkowo, gdy Lecter "rozgryza" agentkę, kpi z jej akcentu klasy robotniczej. Hopkins to zaimprowizował, a Foster myślała wtedy, że doświadczony aktor ją przedrzeźnia i nabija się ze słabego warsztatu, co bardzo ją uraziło i świetnie wpisało się w scenę
Uprzedzam o spoilerach, mimo że nie widzę sensu w bezspoilerowych opiniach na temat filmów czy innych dzieł kultury.
Świetna rola Jake'a Gyllenhaala, ale istnieje ryzyko, że po prostu uwielbiam tego aktora i to zaburza jego odbiór. Niemniej świetnie zagrał detektywa, który drobnymi gestami pokazywał, że ma problemy z ciążącą nad nim ogromną presją.
Stąd nie jestem skłonny do krytykowania nielogiczności fabularnych i nie rozumiem takich zarzutów wobec głównego bohatera. Na przykład sam nie skojarzyłem mężczyzny, który został znaleziony zamordowany w piwnicy księdza, z zaginionym mężem kobiety stojącej za porwaniami, a siedziałem w komfortowej sytuacji. Czy detektyw, który walczy z presją czasu, miał prawo tego nie powiązać? Mimo że nie powinien, ponieważ taka jest jego praca, żeby nie popełniać podobnych błędów, to jestem w stanie uwierzyć, że mógł na to nie wpaść.
Chociaż logicznie rzecz biorąc powinien zrobić coś w kierunku zidentyfikowania trupa, sprawdzenia, czy w tamtym okresie nie doszło do zaginięć et cetera, co być może znacznie wcześniej doprowadziłoby go do rozwiązania sprawy.
Jednocześnie bezowocne starania policji stanowiły dobre tło dla zrozpaczonego ojca, który z bezsilności posunął się do przesłuchiwania podejrzanego na własną rękę. I gdy wydawałoby się, że gorzej już być nie może, grany przez Hugh Jackmana (kolejna świetna rola) mężczyzna przekraczał kolejną granicę.
Dobre było także zakończenie, takie słodko-gorzkie.
Młody syn wodza Wikingów poprzysięga zemstę na mordercy swojego ojca.
Film, którego głównym motywem jest zemsta oraz nieuchronność losu, który został już każdemu zapisany. Elementy fantastyczne zaczerpnięte z folkloru ludów północy są tu mocno obecne i mają wpływ na rozgrywające się wydarzenia. Obraz jest brutalny i bardzo w tej brutalności dosadny. Jest sporo ciekawych ujęć, kilka fajnych pomysłów, ale ogólnie mogło być chyba lepiej, bo nie byłem w stanie wczuć się tak bardzo, jakbym chciał. Nie wiem, czy to kwestia aktorów, którzy nie do końca pasowali mi do odgrywanych ról, czy też antyklimatyczne miejsce akcji drugiego i trzeciego aktu, ale nie mogłem złapać odpowiedniego rytmu. I tak szanuję Eggersa za to, co robi, więc będę mu dalej kibicować. Polecam tym, którzy lubią nieco odjechane historie i są odporni na duże dawki przemocy.
Fun fact: Pewnie ze względu na skalę filmu Eggers nie miał decydującego słowa przy końcowym montażu i musiał dodatkowo wprowadzić kilka zmian w trakcie post-produkcji, które zostały wymuszone przez studio filmowe. Mimo to ostatecznie wyraził swoje zadowolenie z ostatecznego kształtu obrazu.
Drugi sezon serialu. Znana z pierwszej części para detektywów poszukuje sprawcy zabójstw, który najpierw śledzi i prześladuje ofiary, następnie je porywa, a martwe ciała zostawia ucharakteryzowane w specyficzny sposób. Do tego niewyjaśnione zaginięcia z okresu kilku lat.
Zdecydowanie dobry sezon, utrzymujący poziom pierwszego. Fabuła ciekawa, rozwiązanie zagadki niebanalne, wyraziste i nieszablonowi bohaterowie. Do tego odważne zagrania fabularne. Polecam.
Wydawnictwo Albatros zapowiada trzydziestą siódmą książkę Harlana Cobena. "Nie ma głupich" ma ustaloną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ze skrzydełkami (okładka po lewej) i w twardej, pasującej do kolekcji prasowej "W labiryncie kłamstw" (okładka po prawej), zawiera 448 stron, w cenie detalicznej 49,90 zł. Poniżej szata graficzna i krótko o treści.
Rok po wydarzeniach, które miały miejsce w powieści Już mnie nie oszukasz, tajemnica ze studenckich czasów detektywa Samiego Kierce’a powraca, by go prześladować. Jakby teraźniejszość nie była dla niego wystarczająco trudna, wygląda na to, że przeszłość jeszcze z nim nie skończyła...
Sami Kierce, młody absolwent college’u podróżujący z przyjaciółmi po Hiszpanii, budzi się pewnego ranka pokryty krwią. W dłoni trzyma nóż. Obok niego leży ciało jego dziewczyny. Anna jest martwa. Sami zaczyna krzyczeć – a potem ucieka.
Dwadzieścia dwa lata później Kierce, prywatny detektyw i świeżo upieczony ojciec, łata domowy budżet, ucząc przyszłych śledczych w nowojorskiej szkole wieczorowej. Na zajęciach z zaskoczeniem rozpoznaje znajomą twarz. To bez wątpienia Anna. Ale gdy tylko nawiązuje z nią kontakt wzrokowy, kobieta ucieka.
Kierce nie ma wyboru. Wie, że musi ją odnaleźć, skonfrontować się z własną przeszłością i rozwiązać zagadkę, która prześladuje go od tamtego strasznego dnia. Jego wspomnienia są wyraźne, ale po tylu latach fakty nie pasują do siebie... czego nie może zignorować.
IM GŁĘBIEJ DRĄŻY, TYM BARDZIEJ JEST PRZEKONANY, ŻE BYĆ MOŻE NIEKTÓRE SEKRETY POWINNY JEDNAK POZOSTAĆ W UKRYCIU…
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Kryzys tylko hehe zabawnie. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Big Short
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Adam McKay
Kategoria: #thriller #komedia
Czas trwania: 130 min
Moja ocena: 6/10
Historia amerykańskiego kryzysu gospodarczo-ekonomicznego z początku tego wieku wyjaśniająca mechanizmy stojące za katastrofą.
Nie mogłem kupić tego filmu, wydawał mi się jakoś dziwnie fałszywy. Z jednej strony wyśmiewał i piętnował amerykański system bankowy, chciwość, głupotę i obłudę graczy z Wall Street, ale bohaterami (niby nie do końca pozytywnymi) byli ludzie, którzy się na tym obłowili, przy czym pokazywano ich w sposób, który miał ich uczłowieczyć, a nawet sprawić, żeby budzili współczucie. Przy tym wszystkim zwykli ludzie, którzy najbardziej oberwali, byli jedynie niewyraźnym tłem. No ale hehe, śmiesznie, bo Margot Robbie w wannie i Selena Gomez. Ok, Ryan Gosling był świetny, to muszę przyznać, ma chłop talent komediowy. Polecam tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o źródłach kryzysu, ale nie za dużo.
Obejrzałem właśnie film, który rozwalił mi łeb. Włączyłem go tylko przez wzgląd na 1 aktora ale film okazał się absolutnym fenomenem i długo nie zapomnę
Tytuł Wizyta Inspektora wersja bbc z 2015 roku bazuje na sztuce z 1945 roku ale serio jestem pozamiatany
Tyle pięknych moralnych tematów.
Metafizyka imo gra dużą rolę
Zapewne można to interpretować na swoje 100 sposobów
Im dłużej myślę o tym filmie, tym niższą ocenę chcę mu dać. Zaczęło się od szóstki, a zjechało o oczko, a teraz zastanawiam się, czy nie wystawić czwórki. Zostawmy więc piątkę - średni.
Uwaga, spoilery.
Do pewnego momentu bardzo mi się podobał, nie będę ukrywał - jak to znajomy ujął, gdy poszedł do kina, myślał, że to film, który spodobałby się raczej jego mamie, niż jemu. Wychodzi na to, że bym się z nią pogadał. ; )
Przestało mi się podobać po pierwszej zmianie narratorki. A im dalej w las, tym gorzej. O zakończeniu nawet nie chce mi się mówić, było strasznie głupie. Zadziwiający zbieg okoliczności, że do domu przyjechała akurat policjantka, której siostra była kiedyś zaręczona z Andrew. Szkoda gadać.
Nareszcie coś perfekcyjne byle jakiego w #piechuroglada
----------
Tytuł: Before and After
Rok produkcji: 1996
Reżyseria: Barbet Schroeder
Kategoria: #dramat #thriller
Czas trwania: 108 min
Moja ocena: 5/10
W małym miasteczku odnalezione zostają zwłoki młodej dziewczyny. Dostępne poszlaki wskazują, że związek z jej śmiercią może mieć syn miejscowego artysty i jego żony.
Film, który na początku zapowiada się ciekawie ostatecznie zawodzi i jest mało interesujący. Rodzice, których grają Meryl Streep i Liam Neeson, zachowują się po prostu kretyńsko i egoistycznie, a każda ich chęć pomocy powoduje kolejne problemy. Dialogi są jakieś sztuczne i nieprzekonywujące, a dziewczynka grająca córkę bohaterów jest potwornie drewniana. Edward Furlong grający syna również nie zachwyca. Całość jest nakręcona jakoś bez polotu, nie czuć napięcia. Polecam chyba tylko jako coś, co leci w tle przy innych zajęciach.
Zapraszam do #piechuroglada na stary szpiegowski film z czasów zimnej wojny.
----------
Tytuł: Enigma
Rok produkcji: 1982
Reżyseria: Jeannot Szwarc
Kategoria: #thriller #sensacja #szpiegowski
Czas trwania: 102 min
Moja ocena: 6/10
Zwerbowany przez CIA agent wraca do Berlina Wschodniego z misją wykradzenia modułu szyfrującego z maszyny używanej przez ZSRR.
Interesująca obsada, ciekawy pomysł, całkiem niebanalny zwrot akcji z raczej naiwnym finałem. Niestety, film jest nakręcony zbyt statycznie, nie buduje napięcia i trochę się wlecze. Polecam fanom jakiegokolwiek kina szpiegowskiego.
Znana z części pierwszej mścicielka kontynuuje swoją drogę zemsty, na końcu której czeka jej były ukochany: Bill.
W mojej opinii pierwsza część była lepsza - bardziej angażująca, ciekawsza wizualnie, mocniej trzymająca w napięciu. Jest to jednak w dalszym ciągu dobry film akcji od Tarantino, w którym jest masa czarnego humoru przeplatanego z brutalnymi scenami pełnymi przemocy. Jak wszystkie filmy Quentina jest to obraz zbudowany na fajnych momentach, jak np. trening u Pai Mei'a, splunięcie Budda, czy rozmowa z Estebanem (rewelacyjny Micheal Parks). No i oczywiście finał z Billem. Polecam tym, którzy mają już za sobą część pierwszą.
Fun fact: Drogi Umy Thurman i Tarantino rozeszły się po tym filmie ze względu na kwas, jaki pozostał po wypadku , w którym namawiana przez reżysera aktorka zgodziła się poprowadzić samochód przez gęsty las, straciła nad nim kontrolę i uderzyła w drzewo. Thurman czuła, że została źle potraktowana, nie zapewniono jej wystarczającej ochrony, a po wszystkim wytwórnia i Quentin nie chcieli udostępnić jej nagrania ze zdarzenia, które ostatecznie udało się odzyskać dopiero po wytoczeniu sprawy sądowej.
@Piechur rzeczywiście część pierwsza była lepsza. Pełna akcji, zawiązania fabuły itd. Część druga była rozwleczona i baaardzo mnie znudziła niestety.
Jako całość oba filmy są spoko, ale jednak dwójka słabsza.
Być może to też styl Tarantino - bardzo specyficzny. Na „Nienawistnej Ósemce” myślałem że umrę z nudów
@tegie Praktycznie nie pamiętam, co działo się w Ósemce, poza jakimś ogólnym zarysem historii. No a część druga Kilku Billa wygląda jak kręcona na siłę, bo wypadałoby powiedzieć 2 jak się powiedziało 1. Poza tym ciężko było przebić historię O-Ren Ishii i wygląda to tak, jakby te filmy powstały głównie z myślą o konfrontacji jej z Panną Młodą, a nie Panny Młodej z Billem
Skoro już przy Tarantuli jesteśmy - zapraszam do #piechuroglada
----------
Tytuł: Kill Bill: Vol.1
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Quentin Tarantino
Kategoria: #thriller #akcja
Czas trwania: 111 min
Moja ocena: 7/10
Brutalnie skatowana kobieta budzi się ze śpiączki i postanawia zemścić się na swoich oprawcach.
Film, którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Tarantino quetinuje tutaj na całego, mieszając style, łącząc humor z brutalnymi scenami, zagęszcza atmosferę i budując napięcie aż osiągnie nieprzyjemny wręcz poziom, żeby później zwyczajowo rozwiązać je nagłą i dosadną przemocą. Ten film trzeba traktować z przymrużeniem oka, jak zabawę lalkami dużego chłopca do ulubionych melodii - bo w gruncie rzeczy właśnie to dostajemy. Zabawa jest to jednak przednia, choć momentami odczuwałem już przesyt i jednak brakowało mi trochę treści w tej grze stylem, ale rozumiem też, że taki film zwyczajnie nie mógł być zbyt poważny. Polecam, gdy ktoś szuka jakiegoś odmóżdżającego akcyjniaka na wieczór i ma jakąś odporność na krwawe sceny.
W #piechuroglada jeden z ulubionych filmów Quentina Tarantuli z okresu 2000-2020, który spodobał mu się na tyle, że jedną z aktorek zaangażował do swojego Kill Billa: Vol.1.
----------
Tytuł: バトル・ロワイアル (Battle Royale)
Rok produkcji: 2000
Reżyseria: Kinji Fukasaku
Kategoria: #thriller #akcja
Czas trwania: 114 min
Moja ocena: 6/10
W dystopijnej przyszłości uczniowie jednej ze szkół zostają zmuszeni do zabijania siebie nawzajem na oddalonej od cywilizacji wyspie. Przeżyć może tylko jedno z nich.
Oglądnąłem z ciekawości, bo kojarzyłem, że film uchodzi w niektórych kręgach za kultowy, jednak sam nie dołączę do fanów. Był ok, miał kilka swoich momentów i ogólnie interesujący (choć w obecnych czasach wyświechtany) pomysł, ale od strony produkcyjnej i aktorskiej - zwłaszcza aktorskiej - to dzieło po prostu kulało. Nie wiem, czy ten obraz miał jakiś przekaz, być może krył się w kilku wyświetlanych na ekranie tekstów, jednak mi zwyczajnie umknął. Polecam fanom krwawych jatek, ale bez przesadnego gore, którego w tym obrazie dużo nie ma (jak na dzisiejsze popieprzone standardy).
Wydawnictwo Prószyński i S-ka przedstawia piąty tom serii o Colterze Shaw. "Na południe od Nigdzie" Jeffery Deavera w sprzedaży od 17 lutego 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie liczy 448 stron, w cenie detalicznej 55 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Mistrz zaskakujących zwrotów akcji Jeffery Deaver powraca w znakomitej formie z kolejną przygodą Coltera Shawa. Tym razem łowca nagród mierzy się z żywiołem wody i ściga się z czasem, by odnaleźć rodzinę porwaną przez powódź. Rwąca rzeka przerwała wał, zagrażając miasteczku Hinowah w północnej Kalifornii. Colter Shaw zostaje wezwany na miejsce przez swoją siostrę Dorion, specjalistkę od reagowania kryzysowego. Liczy się każda minuta – w takich warunkach zaginionym mogło pozostać tylko kilka godzin życia.
Jednak niespodziewany atak komplikuje akcję ratunkową. Colter i Dorion zaczynają zadawać sobie pytanie: czy grobla zerwała się samoistnie, czy ktoś celowo doprowadził do katastrofy? Muszą nie tylko odnaleźć zaginionych, ale także odkryć prawdę, zanim całe miasteczko zostanie doszczętnie zniszczone – wraz ze wszystkimi, którzy tam pozostali.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
W obliczu zaginięcia córki i niesatysfakcjonującej pracy policji, ojciec decyduje się rozwiązać sprawę samodzielnie.
Ciężki, trzymający w napięciu film, pełen mocnych i zostających w głowie scen. Reżyser nie spieszy się, sprawnie buduje atmosferę, która wraz z upływem czasu gęstnieje coraz bardziej. Obraz bada granice człowieczeństwa, zmusza do zastanowienia się, jak wiele zasad moralnych bylibyśmy w stanie złamać w podobnej sytuacji. Świetna rola Hugh Jackmana, chyba jego najlepsza. Jake Gyllenhaal również dowozi, choć zwykle raczej za nim nie przepadam. Pomimo długiego czasu trwania seans mija bardzo szybko, widz jest zaangażowany w historię i nie nudzi się, sceny są dobrze przemyślane i praktycznie każdy nowy element w jakiś sposób łączy się z główną historią. Właściwie jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba do tego, że tych elementów jest ociupinkę za dużo, wolałbym więcej niejasności. Polecam osobom lubiącym mocne historie i trzymające w napięciu kino.
@Piechur Myślę, ciekawy film, dodam na listę. Filmweb twierdzi, że go widziałem 5 lat temu i dałem mu 8/10, ale szczerze mówiąc to zupełnie go nie pamiętam, dziwne xD