@DiscoKhan Ja Ci podam taki przykład anegdotyczny ze swojego życia. Mam babcię, której umarł mąż i na starość zrobiła się samotna i zrzędliwa. Całe życie była to wspaniała kobieta, na której wsparcie mogła liczyć cała rodzina. Teraz jest schorowaną starszą kobietą, której potrzebna jest pomoc, czy to w zakupach, drobnych porządkach,czy żeby mogła się wygadać. Jak wcześniej wspomniałem babcia zrobiła się zrzędliwa, nieraz nie ma humoru i objawia się to tym, że co się nie zrobi to jest zawsze źle i na wszystko narzeka.
Mój ojciec jak jedzie jej pomóc to wychodzi od niej wściekły i ciągle tylko słyszę od niego, a bo on jej pomógł, a mu nie podziękowała i jeszcze miała czelność narzekać. Chodzi z tego powodu znerwicowany i przygnębiony. Nie zamierza jednak zostawić babci samej sobie, ani tylko pod moją opieką, bo ma poczucie obowiązku wobec bliskiej osoby.
Natomiast ja jak idę babci pomóc, pomagam jej i wysłuchuje jej żali, że to źle, tamto niedobrze i co się nie zrobi to nie tak powinno być. Tylko, że ja podchodzę do niej ze zrozumieniem, że też chce sobie ponarzekać i niepotrzebnie może jej się ulać to narzekanie ponad miarę. Jednym uchem wpuszczę, drugim wypuszczę i nie biorę nic do siebie. I wtedy ja wychodzę od babci zadowolony, że miałem możliwość pomóc tej wspaniałej kobiecie, która często pomagała i mi i nie przeszkadza mi to, że mi nie podziękowała i sobie ponarzekała. Jestem w dobrym humorze i zadowolony, że mogłem pomóc
Nie odczytuje słów Marka Aureliusza w taki sposób, żeby nie robić dobrych rzeczy w sposób samolubny. Bo samo to, że pomagam może być samolubne, bo mogę po prostu chcieć czuć się dobrze, że pomogłem i jest to gratyfikacja zależna ode mnie, na którą zawsze mogę liczyć. Natomiast oczekując sławy, wzajemności, czy choćby podziękowań, można się przejechać, bo są to rzeczy od nas niezależne. A wtedy zamiast czuć zadowolenie i satysfakcję z dobrego uczynku, będzie się czuć rozżalenie, czy gniew, gdy coś nie pójdzie po naszej myśli