#ksiazki

126
7942

1789 + 1 = 1790


Tytuł: Stella Maris

Autor: Cormac McCarthy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 6/10


Końcówka roku to u mnie zawsze próba dokończenie serii, które zacząłem. Na pierwszy ogień idzie drugi tom duologii Pasażera.


Alicię Western poznaliśmy już w "Pasażerze", ale tam występowała tylko we wspomnieniach/retrospekcjach brata Bobbyego. Tutaj trafia do szpitala psychiatrycznego Stella Maris i wspólnie z doktorem Michaelem Cohenem spróbuje sobie pomóc.


Ta książka jest pisana dialogiem, nie ma w niej żadnej akcji, a wszystkiego dowiadujemy się z sesji terapeutycznych doktora i Alicii, choć bohaterka prosi, żeby tak tego nie traktować. Alicja trafia do Stella Maris dobrowolnie, z dużą sumą gotówki, stąd może stawiać pewnego rodzaju wymagania. Z dialogów dowiemy się o wszystkim co napędzą ją do życia, o matematyce, fizyce, budowie bomby atomowej przez jej ojca, traumach dzieciństwa i dorosłości, w którą wkroczyla zbyt wcześniej. Usłyszymy o tym, dlaczego uciekła od tymczasowego życia, od najtrudniejszej decyzji, której nie chciała podjąć.


Każdy z rozdziałów jest kolejną rozmową z doktorem i z delikatnie zmienionym tematem przewodnim. Pierwsza rozmowa Alicii z dr. Cohenem to pojedynek intelektualny, nie wywiad. Alicia demontuje język psychiatrii, wyśmiewa testy psychometryczne i kwestionuje sens diagnoz. Dowiadujemy się o jej matematycznej karierze (topologia, teoria toposów), zerwaniu z matematyką i o bracie leżącym w śpiączce po wypadku. Już od początku wyraźnie widać, że Alicia nie przyszła po pomoc i diagnozę, lecz po wysuchanie, szansę na wyrzucenie z siebie tego, co sprawia jej ból i zalega głęboko w pamięci. To Alicia też głównie mówi, doktor raczej wtrąca kolejne pytania, przytakuje i dodaje trochę osobistych historii.


Ja traktuję Stella Maris jako klucz do lepszego zrozumienia "Pasażera", natomiast mam ogromny zarzut do formy i tego jak podzielone są te książki. Sprawia to, że ich odbiór jest niepełny, jako że 2 tom jest słowniczkiem pojęć, potrzebnym do zrozumienia 1 tomu, nie powinien być zamknięty w osobnej książce, powiem więcej, kolejne rozmowy Alicii i doktora powinny przeplatać rozdziały z "Pasażera". Wtedy miałoby to chyba więcej sensu. Historia z 2 tomu jest też zamknięta w 1 pomieszczeniu, nie ma znaczenia gdzie się znajdujemy, w jakim czasie, co się dzieje po za pokojem, z innymi pacjentami, z życiem prywatnym doktora, czy z Bobbym.


Po za formą kluczową różnicą między książkami jest narracja - Retrospektywna i żałobna vs teraźniejsza. Oraz czas - już po samobójstwie vs w zawieszeniu w czasie, w zamknięciu, bez jednoznacznego upływu czasu. Nie wiem czemu, ale znowu miałem vibe VanderMeera i nawiązania do "Anihilacji".


Żadna z książek nie powinna być czytana bez drugiej i jeśli sięgnęliście tylko po Pasażera, to zapraszam do przeczytania Stelli, nie obiecuję jednak, że warto sięgać po duologię, szczególnie jeśli nie czytaliście wcześniej Cormaca, bo ma kilka dużo lepszych pozycji, od których warto zacząć ("Droga" + "To nie jest kraj dla starych ludzi").


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

cbf52275-0b66-4f71-aa64-78c6c6166da2

Zaloguj się aby komentować

1788 + 1 = 1789 #bookmeter

Prywatny licznik: 29 + 1 = 30


Tytuł: Nie mój Alzheimer. Historie opiekunów

Autor: Paulina Wójtowicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Ringier Axel Springer Polska

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382504279

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10


Osobiście uważam Alzheimera za jedną z najbardziej przerażających chorób. Jedną stroną jest pacjent, który zmaga się z zanikiem pamięci i nieodwracalnie dąży do śmierci - to dramat. Ale drugą stroną, o której czasem w tym dramacie się zapomina, jest rodzina, która moim zdaniem jest w o wiele gorszej sytuacji. Bo nie tylko trzeba zająć się chorobą, ale przede wszystkim tym, co nieświadomie zaczyna robić chory. Bo niby jest w pełni władz umysłowych (a przynajmniej tak może się wydawać całemu światu), a tu długie spacery kończące się zagubieniem, wydawanie dużych sum pieniędzy od razu, nieustanne spożywanie posiłków czy zapomnienie o odkręconym kurku w kuchence gazowej. A jakiekolwiek ograniczanie wolności może kończyć się oskarżeniami o kradzież, o zamykanie w domu, o głodzenie. I to wszystko przy świadomości, że tak naprawdę ta osoba tak nie myśli, tylko choroba na nim to wymusza.


O tym wszystkim i o wielu więcej rzeczach jest ta książka - o nie moim Alzheimerze, który jest jednak obecny 24h na dobę. Książka trudna, ale i zdecydowanie potrzebna, choćby dla większej świadomości społecznej, z czym zmagają się bliscy osoby chorej.


Podobną książkę w temacie polecałem na początku roku: https://www.hejto.pl/wpis/405-1-406-prywatny-licznik-4-1-5-tytul-skasowany-mozg-osobisty-portret-rodzinny-


Ponadto polecajka ode mnie paru wpisów od osób, które osobiście opowiedziały o swojej styczności z chorobą u bliskich:

@ZohanTSW https://www.hejto.pl/wpis/nsfw-moga-to-byc-tresci-ktorych-wrazliwi-nie-chca-czytac-jasny-c⁎⁎j-babcia-ma-al

@pigoku https://www.hejto.pl/wpis/dom-opieki

@Hasti https://www.hejto.pl/wpis/pigoku-zohantsw-to-teraz-ja-dodam-kolejny-wpis-od-siebie-jak-sie-tego-nie-powinn

@serotonin_enjoyer https://www.hejto.pl/wpis/moj-wpis-bedzie-nawiazaniem-do-wpisu-zohantsw-i-wpisu-pigoku-na-temat-opieki-nad


#ksiazki #chorobaalzheimera

#owcacontent

73063557-861f-4c57-bfad-5781ad4374e5

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

1787 + 1 = 1788 #bookmeter

Prywatny licznik: 28 + 1 = 29


Tytuł: Trzech panów w łódce, nie licząc psa

Autor: Jerome K. Jerome

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788360159514

Liczba stron: 248

Ocena: 5/10


Książka z kolekcji "Arcydzieła Literatury Światowej" - no tak średnio bym powiedział. Trójka bohaterów i pies z dnia na dzień decydują się na wypłynięcie łódką w podróż po Tamizie. I to w zasadzie tyle z fabuły - reszta to opisy przyrody i poszczególnych miasteczek (na plus) czy humor na poziomie kabaretów (hehe, komuś łódka uciekła, a ktoś inny wpadł do wody, boki zrywać - zdecydowanie na minus, okrutnie się to zestarzało). Nie polecam, chyba że ktoś akurat takie klimaty lubi.


#ksiazki #wielkabrytania

#owcacontent

85f6ff99-5298-4d0d-abb7-b92b5963fa7f

Zaloguj się aby komentować

1786 + 1 = 1787 #bookmeter

Prywatny licznik: 27 + 1 = 28


Tytuł: Żadne tam Hollywood. Opowieści o odchodzeniu

Autor: Rafał Grądzki

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: WAM

Format: książka papierowa

ISBN: 9788327738318

Liczba stron: 304

Ocena: 8/10


Autor, jedna z osób zarządzających Puckim Hospicjum, opisuje swoje rozmowy z umierającymi pacjentami. Bez straszenia, bez upiększania - po prostu oddaje głos osobom u kresu swojego życia i tyle wystarczy. Jeśli miałbym polecić jedną książkę o odchodzeniu, to byłaby ta - znakomicie się czytało.


#ksiazki #smierc

#owcacontent

13f53272-6993-4d57-9279-ca85ceeede6d

Zaloguj się aby komentować

1785 + 1 = 1786 #bookmeter

Prywatny licznik: 26 + 1 = 27


Tytuł: Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie

Autor: Jenny Nordberg

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

ISBN: 9788380490888

Liczba stron: 400

Ocena: 7/10


Książka o temacie będącym skrzętnie skrywanym przed niepożądanymi oczami - czyli jak afgańskie dziewczynki w okresie dziecięcym bywają traktowane jako chłopcy, by wspomóc rodzinę zmagającą się np z niedoborem chłopców w rodzinie, dzięki czemu mogą również zażyć "normalnego" życia, z dala od bycia zamkniętymi w domu czy zdobyć chociaż elementarną edukację. Autorka pokazuje, że ten fenomen, będący jak się wydaje absolutnie wbrew tradycji i religii tamtego obszaru, był i jest wciąż zauważalny na każdym szczeblu hierarchii społecznej - jeśli tylko wiadomo czego szukać.


Temat niesamowicie fascynujący, szkoda tylko, że trochę niepotrzebnie wydłużony, bo z czasem losy kolejnych chłopczyc są powtarzalne i drugą połowę książki trochę się już przeskakuje. Niemniej polecam


#ksiazki #afganistan

#owcacontent

198f4567-44ef-49ed-982a-ea08256ca83b

Zaloguj się aby komentować

1784 + 1 = 1785 #bookmeter

Prywatny licznik: 25 + 1 = 26


Tytuł: Powrót do Uluru

Autor: Mark McKenna

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788396340290

Liczba stron: 280

Ocena: 7/10


Książka z rodzaju tych, które bardzo trudno jest zakwalifikować - niby to reportaż, ale tak naprawdę bliżej temu do książki podróżniczej, historycznej czy eseju. Opowiada o sercu Australii, którego najlepiej znanym symbolem jest skała Uluru, oraz o próbach odkrywania tego terenu przez Europejczyków. Jedną z postaci najczęściej pojawiających się przy okazji czytania przez autora historii o tym obszarze był Bill McKinnon. Autor śledzi przeszłość tego człowieka, który był oddelegowany do dbania o bezpieczeństwo w obszarze tej części Australii i za sprawą czego zyskał tam niemałą renomę. Na podstawie własnego śledztwa pokazuje jednak, że jego przeszłość zdecydowanie nie była tak piękna, że dopuścił się również wielu brutalnych czynów na ludności aborygeńskiej. Autor nie ukrywa, że dąży do oddania chociaż części sprawiedliwości tubylcom od wieków zamieszkujących te tereny.


Lubię książki o małych wycinkach świata, o których nigdy w inny sposób bym się nie dowiedział - i właśnie taka jest ta książka. Dobrze się to czytało, polecam jeśli jest na jakiejś promce


#ksiazki #australia

#owcacontent

a01f32b2-bd24-4483-a162-14d726334bc3

Zaloguj się aby komentować

1783 + 1 = 1784

Tytuł: Frankenstein

Autor: Mary Shelley

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Replika

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-68364-99-6

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Sięgnąłem po tytuł bo to klasyk, który warto wciągnąć, zwłaszcza, że sam Frankenstein i jego potwór to już ikony kultury i na codzień mi służą jako metafory prowizorek i projektów prowadzonych tam gdzie pracuję. No.

Adaptacje filmowe i pastiże Brooksa widziałem, wszystkie były dość spójne w treści, a teraz na Netflixie pojawił się nowy twór, a że zbiera całkiem dobre noty to uznałem, że przeczytanie oryginału przed seansem będzie dobrym pomysłem.

Zobaczymy...

Ale do rzeczy.


Mając na uwadze, że historię pana F. znałem dość dobrze z filmów, to powiem szczerze, książka nieźle zryła mi beret. KSIĄŻKA NIJAK MA SIE DO FILMU! To są zupełnie odrębne dzieła, które łączy zbieżność nazwisk, fakt stworzenia potwora i kilka drobnych szczegółów... podsumowując, czytanie tego było dla mnie szokiem, bo musiałem przebudowywać swoją dotychczasową, mocno zakorzenioną wiedzę o tym uniwersum. Samo to daje +1 do subiektywnej oceny ogólnej dzieła. I tu w zasadzie nie mogę nic więcej powiedzieć o treści, bo każde słowo więcej byłoby spoilerem. A że książka jest fajna i krótka (te 320 stron poszło w dwa i pół popołudnia, bez ciśnięcia) to liczę, że każdy chętny sam się przekona co tam się w niej odjaniepawlało. Ale to co mogę o niej powiedzieć, to to że przez pryzmat domniemanego, spodziewanego obrotu akcji, książka targała mną jak sam potwór i na różnym jej etapie moja ocena o niej skakała od 2/10 do 10/10... ostatnio takie wahania to miałem przy Paragrafie 22. Czuć, że dzieło ma ponad 200 lat. Inny styl przedstawiania postaci niż przyjęło się dziś, inne realia. To nadaje jej osobliwego uroku.

Gdyby to była książka współczesna to dałbym jej sumarycznie 4/10.

Mając na uwadze, że to staroć, dałbym jej 5/10.

To, że wywracała mój światopogląd o historii pana F. i wykaruzelowała mnie pod tym kątem to dodatkowe +1.

No i to klasyk, +1.


Polecam, i żałuję że nie mogę nic opisać o treści bez spoilerowania


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

d158f739-be42-406a-82f3-984a8c28b0cb

No i włączyłem Frankensteina na netflixie. Obejrzałem 30 minut z 2,5h i wyłączyłem. Już w 1 minucie filmu spierdolili pierwotnego ducha książki. Potem już było tylko gorzej...

Czyli znów, książka vs. film to tylko zbieżność imion bohaterów. Ale ich role, powinowactwa, motywacja, charaktery... eh.

Może i film byłby dobry, ale nieustanne darcie jap głównych bohaterów i ich maniery mnie odrzuciły. Wolę poczytać, coś w tym czasie. A czytam Lovecrafta teraz... wybór był oczywisty i to jeszcze przed seansem.

Zaloguj się aby komentować

Taki sobie zestawik przywiozłem z świątecznego urlopu w PL. Muszę przyznać że dawno nie czytałem papierowej książki i kurde fajnie jednak mieć coś fizycznego w ręce a nie tylko plik na tablecie czy telefonie.

Muska kupiłem tak w sumie z czapy, bo zanim się święta skończyły to poprzednie dwie pozycje przeczytałem więc jak zobaczyłem objętość to stwierdziłem że no może wystarczy do końca urlopu :D

#ksiazki

596a53ac-f9d7-4164-b6a8-5e835988aa8d

@Mr.Mars No dobrze sie to czyta. Nie lubię zbytnio biografii ale przez tą się przedzieram dość żwawo.
@Half_NEET_Half_Amazing Wiem że postać kontrowersyjna, ale gadać to on umie, a pisze tak samo dobrze jak gada więc nie traktując go jak jakąś wyrocznię to jest całkiem spoko czytadło.

@Dzemik_Skrytozerca Słyszałem o tej sprawie ale przynam że nie znałem dokładnie tematu. Niemniej tak jak napisałem wyżej czytałem tę książkę bardziej jako ciekawe political fiction niż jakąś rzeczywistą strategię którą bym chciał propagować czy coś.

Zaloguj się aby komentować

1782 + 1 = 1783


Tytuł: Czas Pogardy

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: SuperNOVA

Format: audiobook

Liczba stron: 368

Ocena: 9/10


Druga część sagi i robi się poważniej. Oczywistą kumulacją jest zjazd na Thanned, ale droga wszystkich postaci tam jest deczko rozlazła. Oczywiście jest kilka niezłych scen, ale jednak to nie sam zjazd, poprzedzony świetnymi konwersacjami na bankiecie, a to co później to perełka. Nawet podróż Ciri po zjeździe nie jest taka zła jak ją zapamiętałem. Ogółem trochę gorzej ale to nadal najlepszy Sapkowski.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #wiedzmin #sapkowski

f7e423f6-e4a9-4602-9648-438a5baa298e

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #muzyka

"Muniek. Chłopaki nie płaczą"


Po co ta książka? Komu to potrzebne? Z takimi pytaniami brałem się za lekturę, bo przecież były wcześniej dwie książki tego typu. "Muniek" Brzozowicza i "King" Księżyka. "Kinga" czytałem i była to świetna, dogłębna rozmowa. Muniek otworzył się w niej całkowicie. Odarł się z bycia idolem. Pokazał prawdę, także tę trudną i brudną o sobie. Mówił też bardzo dużo o muzyce. Po jakiego wałka więc kolejny wywiad rzeka? Przeczytałem i nadal nie wiem. Żeby było jasne, czytało się fajnie, lekko i przeszedłem przez tę książkę jak burza w trzy dni. Niemniej niczego nowego się nie dowiedziałem. Nie ma tu nic odkrywczego dla tych, którzy postać Staszczyka i jego twórczość znają. Nic nowego dla tych, którzy czytali "Kinga". Nic nowego dla tych, którzy słuchali jakichś tam wywiadów z nim w stacjach radiowych czy internecie w ciągu ostatnich kilku lat. Jak ktoś, jak ja, lubi książki o tematyce muzycznej i okołomuzycznej, to można przeczytać, ale nie trzeba.

ab359144-a734-45d8-800d-5a30cb4cd5ff

Zaloguj się aby komentować

1781 + 1 = 1782


Tytuł: 451° Fahrenheita

Autor: Ray Bradbury

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

ISBN: 9788374809221

Liczba stron: 176

Ocena: 10/10


Miałem jeszcze kilka dni do końca roku to postanowiłem, że przeczytam coś krótkiego. Okazało się, że Czterej pancerni mają 768 a 451 F tylko ~180 to przeczytałem tę drugą. Wiedziałem, że to coś o paleniu papieru i antyutopia. Brzmi ok, jedziemy. Autor miał pomysł na zakazanie książek w państwie, przykleił się tego pomysłu ich palenia przez jakąś inkwizycję OSP i za cholerę nie chciał puścić. Takie to średnie wszystko, ani odkrywcze ani jakoś szczególnie nie przybliża samego świata bo wszystko jest jakieś takie po łebkach. A mogłem zamiast tego przeczytać pierwsze 180 stron 4 pancernych :<


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #451fahrenheita

2a791bd6-0965-464b-a9bc-e27dd93de60b
owczareknietrzymryjski userbar

@plemnik_w_piwie nie potrafię oceniać książek w skali 1-10, bardziej robię to opisem. Jednym z niewielu wymaganych pól żeby zaliczyło książkę w bookmeterze jest właśnie ocena. Muszę jakąś dać z zakresu. To stwierdziłem na początku roku, że wszystkim będę dawać 10 bo to jednak książka. Ktoś włożył wysiłek w napisanie i wydanie. I wszystkim od tego momentu daję 10. Mógłbym 1, mógłbym 5 ale 10 wygląda absurdalnie.

@owczareknietrzymryjski jeżeli w następnym roku też będziesz dodawał wpisy, to dawaj książkom 7/10, bo tej oceny i tak jest zawsze najwięcej, a nie będziesz przy okazji zaburzał rozkładu. Poza tym jeżeli nie chce ci się lub z jakiegoś powodu nie potrafisz (co to za wytłumaczenie?), to zastosuj - tak jak wyżej zasugerowano - dwu lub trzystopniową skalę.

@Cerber108 xD, co za roznica jesli takich jest najwiecej. Ja i tak moimi ocenami nic nie zmienie. Caly rok tak dodawalem i dopiero teraz ci to zaczelo przeszkadzac? Jesli jest tak jak wujo mowi i mozna pomijac to bede pomijac. Znajac zycie do 7/10 ktos tez sie przyjebie

@owczareknietrzymryjski jak nie zmieni, jak twoich dyszek jest 27 a wszystkich 89 - prawie 1/3. 7 jest z kolei ponad 500, więc gdybyś takie wstawiał od początku, to stanowiłyby ledwie 5% całości. I tak, dopiero teraz zaczęło mi przeszdadzać, bo to jest chyba dopiero twój drugi post, który widzę, a pierwszy był bodaj od Lema, więc tam dycha nie budziła większych zastrzeżeń. Po prostu jak ktoś widzi najwyższą ocenę, a potem w opisie "no w sumie wszystko średnie było", to trochę zwiechę łapie.

Zaloguj się aby komentować

1780 + 1 = 1781

Tytuł: Solomon Kane

Autor: Robert E. Howard

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788384080115

Liczba stron: 440

Ocena: 6/10


Wreszcie przyszło mi napocząć kolejną serię wydawniczą - tym razem vesperowe Eony. Na start postanowiłem wykluczyć wielotomówki, co solidnie zawęziło pulę, a wybór ostatecznie padł na książkę, z której okładki klimat wylewa się już nawet nie hektolitrami, a po prostu cysternami.

Tom ten zawiera zestawienie kilkustronicowych opowiadanek, dłuższych (zapewne pierwotnie publikowanych w odcinkach) opowiadań oraz fragmentów dłuższych utworów. Traktują one o tytułowym Solomonie, pogromcy wszelkiego plugastwa - czy to w ludzkiej powłoce, czy też nadnaturalnej. W tułaczce bez przewodniego celu towarzyszy mu nieodzowny rapier, pistolety skałkowe, niekiedy muszkiet, do tego prosty kapelusz bez piór, ciemny płaszcz oraz pozbawiony granic upór. Mściciel ten wędruje po świecie nikomu nie wadząc - nawet zwierzętom - chyba że natrafi na nękanych w jakikolwiek sposób prostych ludzi, to wtedy biada prowodyrom, gdyż nic Kane'a nie powstrzyma przed wymierzeniem należytej kary - nawet ocean.

W pewnej mierze podoba mi się styl autora, który miejscami przypomina Lovecrafta (panowie tworzyli równolegle, a o inspiracji klimatem wychowanka Providence można mówić dopiero w przypadku późniejszych utworów), najzwyczajniej w świecie pasujący do konwencji - lekko grafomański, patetyczny, z nutą teatralnego dialogu. Jednakże w oczy kolą ciągłe powtórzenia - niestety na wielu płaszczyznach. Gdyby objawiały się one tylko w opisach i porównaniach, to jeszcze dałoby się to przeżyć, choć wciąż nie jest to zbyt fortunne, bo ile razy, w koło Macieju, można przyrównywać rzeczy wszelakie do wilka czy węża - pod tym względem repertuar autora jest dosyć ograniczony. Niestety bardziej zgrzytał mi recykling przebiegu historii: nawet jeżeli odbywały się one w różnych miejscach, mniej lub bardziej egzotycznych, stronę zła reprezentowała istota ludzka ze swoimi motywacjami lub nienaturalna ze swoimi wykoślawieniami, a dany utwór posiadał pewien twist, to rdzeń przebiegał niemal zawsze bardzo podobnie. Może i zanadto się czepiam i wymagam od pulpy nie wiadomo czego. Poza tym nie można zapomnieć, że teksty te (nie jestem pewny, czy wszystkie) były pisane w odcinkach, a przyswajane w taki sposób co jakiś czas z pewnością nie drażniły powtarzalnością, natomiast dla czytelnika w 2025 roku, obcującego ze zbiorem i czytającego go ciurkiem jednak rzuca się to w oczy.

Czego by jednak nie mówić, to należy jednak docenić kreację Solomona, pełną sprzeczności: na swój sposób pobożny i stroniący od bluzgów, a jednocześnie bezlitosny w pozbawianiu życia złoczyńców. Ubrany w ciemny, często poszarpany strój; o bladym, wręcz trupim licu, a jednak przychodzący potrzebującym w sukurs bez chwili wahania, nie oczekując nic w zamian. Nawet pomimo, mogłoby się zdawać, nadludzkich umiejętności, nie zawsze wszystko idzie po jego myśli, choćby wytężył siły ciała i ducha do granic pojmowania. I takie podejście do kreowania perypetii przekozaków odbieram pozytywnie.

Generalnie, czego by nie mówić, to jest to dosyć zjadliwy zbiór przygód mrocznego purytanina. Fale losu wysyłają go w ciekawe miejsca i stawiają przeciwko odmiennym oponentom, choć reszcie elementów odpowiedniej różnorodności brakuje. Myślę, że miłośnicy Lovecrafta i mrocznego klimatu odnajdą się tu lepiej niż inni.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #robertehoward #eony #vesper #ksiazkicerbera

40ae873f-dc34-496a-a081-40748c3bc152

@Cerber108 chyba już wiem jaka postać zainspirowała tych wszystkich gotyckich antybohaterów polujących na potwory (D z Vampire Hunter D, Caleb z Blood, Alucard z Hellsing).

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo Literackie zapowiada historyczną nowość. "Zagubiony wątek. Historia starożytności z uwzględnieniem kobiet" Daisy Dunn trafi na sklepowe półki 28 stycznia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 560 stron, w cenie detalicznej 99,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

W cieniu wielkich mężczyzn, takich jak Homer, Cezar, Antoniusz czy Kserkses, rozgrywały się historie rzadko zapisywane w kronikach. Wśród bitew, intryg i politycznych manewrów pojawiały się kobiety, które swoją odwagą i pomysłowością potrafiły zmieniać bieg wydarzeń.

W książce spotykamy m.in. Enheduannę, kapłankę i autorkę najstarszych tekstów podpisanych imieniem; słynną poetkę Telesillę która w obliczu zagrożenia poprowadziła obronę Argos; Artemizję, dowódczynię floty Kserksesa; Lokustę, specjalistkę od trucizn, będącą na usługach cesarzy Klaudiusza i Nerona; oraz Fulwię, wpływową uczestniczkę polityki późnej Republiki Rzymskiej, która wywołała bunt przeciwko Oktawianowi.


Dunn prowadzi czytelnika przez niepełne i sprzeczne przekazy, proponując spojrzenie na starożytność, które poszerza tradycyjną narrację znaną z klasycznych dzieł historyków i kronikarzy.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #wydawnictwoliterackie #historia #starozytnosc #daisydunn

2bd9e19d-4202-4757-b1ed-d0e3788f2737

Zaloguj się aby komentować

1779 + 1 = 1780


Tytuł: Negative Space

Autor: B.R. Yeager

Kategoria: horror, weird fiction

Wydawnictwo: Apocalypse Party

Format: e-book

Liczba stron: 364

Ocena: 8/10


"Negative Space" to powieść, która nie próbuje być miła dla czytelnika. Nie prowadzi go za rączkę, nie oferuje prostych odpowiedzi. Zamiast tego konsekwentnie zanurza go w pustce - emocjonalnej, społecznej i egzystencjalnej - czyniąc z niej główny temat i jednocześnie narzędzie narracyjne. To książka o dorastaniu w świecie, w którym śmierć (głównie samobójcza) przestała być wydarzeniem, a stała się tłem.


Akcja rozgrywa się w Kinsfield, miasteczku dotkniętym falą samobójstw wśród młodych ludzi. Yeager nie traktuje tego jednak jak sensacyjnego punktu wyjścia, lecz jak stan naturalny: coś, co "po prostu jest" i mamy nad tym przejść do porządku dziennego. Narracja prowadzona jest z perspektywy trójki nastoletnich bohaterów: Ahmira, Jill i Lu - pozwala zobaczyć ten sam świat z różnych perspektyw, ale bez złudzenia, że którakolwiek z nich oferuje tą "lepszą" interpretację rzeczywistości.


Centralną figurą powieści jest Tyler - charyzmatyczny, autodestrukcyjny, magnetyczny nastolatek. To postać, która nie tyle popycha innych ku samozagładzie, ile wydobywa na powierzchnię to, co już w nich siedzi i dostarcza paliwa kolejnym negatywnym emocjom. Jest jednocześnie przyjacielem, kochankiem, przewodnikiem i zwiastunem katastrofy. Jego relacja z Jill, zrodzona w szpitalu psychiatrycznym, szybko przeradza się w emocjonalny układ oparty na lęku, uzależnieniu i ciągłym oczekiwaniu na tragedię. Jill kocha Tylera, ale niemal od początku kocha go tak, jakby opłakiwała go za życia. Ahmir reprezentuje inne podejście: poznajemy go jako biernego uczestnika. Jego narracja pełna jest dystansu, momentami wręcz obojętności czy wyjebania, które jednak nie wynikają z osobowości, lecz z poczucia, że świat dawno stracił rację bytu i powinien się już skończyć. To on najwcześniej zaczyna dostrzegać, że Tyler nie jest przyczyną zła, a jedynie jego katalizatorem. Najbardziej niepokojącą perspektywę wnosi Lu - wycofany, neuroatypowy chłopak, którego prawdziwym światem staje się internetowe forum poświęcone samobójstwom. Fragmenty wpisów na forum, wplecione w narrację, są jednym z najmocniejszych elementów książki: chłodne, ironiczne, pozbawione empatii, a jednocześnie przerażająco realistyczne. To właśnie tutaj śmierć zostaje całkowicie odarta z metafizyki i sprowadzona do obrazu, przypadku czy najprostszych danych.


Kulminacyjnym momentem powieści jest samobójstwo Hectora Ferrery - publiczne, sfotografowane, natychmiast zdigitalizowane i udostępnione dalej przez młodzież. To wydarzenie nie tyle zmienia bohaterów, co potwierdza smutne reguły świata, w którym żyją. Od tego momentu "Negative Space" coraz śmielej skręca w stronę weird fiction i horroru egzystencjalnego: pojawia się narkotyk WHORL, wizje czarnych strun, obsesja pętli i postać Wernera Baumhauera, filozofa-suicydysty, którego Tyler traktuje niemal jak boga/mesjasza.


Yeager celowo zaciera granice między halucynacją, narkotycznym doświadczeniem, zaburzeniem psychicznym i realnym złem. Nie daje czytelnikowi komfortu jednoznacznej interpretacji. Czy coś naprawdę nawiedza Kinsfield? Czy wszystko da się wyjaśnić depresją, uzależnieniem i społeczną entropią? Powieść nie odpowiada na żadne pytania, a zakończenie jest mocno otwarte i właśnie w tym tkwi jej siła.


"Negative Space" nie jest książką łatwą ani przyjemną. Momentami bywa monotonna, świadomie przeciągnięta, duszna. Ale ta duszność jest integralną częścią doświadczenia lektury. To powieść, która działa nie fabułą, lecz atmosferą i konsekwencją wizji. Zostawia po sobie uczucie niepokoju, pustki i myśl, że niektóre historie nie mają zakończeń - tylko trwają dalej, w pętli.


Czytając miałem wrażenie, że jest to książka bardzo podobna do "Anihilacji" (Jeffa VanderMeera), choć obie książki idą w zupełnie różnych kierunkach. U VanderMeera źródłem niepokoju jest obca (do pewnego stopnia kosmiczna), zewnętrzna zamknięta przestrzeń - Strefa X, która narusza prawa biologii, języka i tożsamości. Groza rodzi się tam z konfrontacji człowieka z czymś radykalnie odmiennym. U Yeagera natomiast "strefa" znajduje się wewnątrz: w mieście, w ciałach, w umysłach bohaterów, w narkotycznym transie i w społecznej próżni, która powstała po utracie sensu. Obie powieści łączy poczucie powolnej, nieodwracalnej transformacji. W "Anihilacji" bohaterowie stopniowo tracą pewność, kim są i gdzie kończy się ich tożsamość, w "Negative Space" podobny proces zachodzi poprzez depresję, uzależnienia i oswajanie się z nieuchronną śmiercią. Różnica polega na charakterze tej transformacji: u VanderMeera - niemal biologicznym, natomiast u Yeagera - społecznym i psychicznym (przez to jest boleśnie bliska rzeczywistości).

Książka nie została jeszcze przetłumaczona na język polski i ze względu na tematykę, raczej zbyt szybko to nie nastąpi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 206/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

a9d1be47-2bbb-42f7-a0dd-15ac48321542

Zaloguj się aby komentować

1777 + 1 = 1778


Tytuł: Zaniechanie

Autor: Zofia Zaleska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Karakter

Format: e-book

Liczba stron: 200

Ocena: 6/10


Książka o zaniechaniu, prokrastynacji, odwlekaniu, odwracaniu produktywności, pomijaniu, nie udzielaniu się, lenistwie, marnotrawieniu czasu i zmudowaniu.


Wiele ciekawostek o pisarzach, książkach, odniesień do postaci realnych i fikcyjnych. Przykładowo Salinger ("Buszujący w zbożu"), który od napisania swojego najważniejszego dzieła nie napisał już nic więcej, nawet nie udzielał wywiadów na jego temat i pozostawał bierny na wszelką krytykę, analizy czy odniesienia innych autorów czy dziennikarzy. Rasizm, który jest poruszany zarówno z perspektywy pisarzy jak Ellison (Niewidzialny człowiek), ale i zachowań ludzi: od białych ludzi malujących twarze na czarno, żeby udawać niewolników, po czarnoskórych przedrzeźniających białych. Wiele czasu autorka poświęca biernym postawom i to zarówno z perspektywy krytyka, jak i obrońcy. Całość podszyta jest ciekawymi uwagami i przykładami.


To co może drażnić, to to, że autorka trochę za bardzo skacze po tematach, które dla mnie nie miały wyraźnej kropki, może nawet potrzebowały swojego odrębnego rozdziału. Natomiast nie można jej odmówić tego ile czasu poświęciła na rozeznanie w temacie i wybranie dzieł literatury do jego zilustrowania.


Solidna pozycja, warta przeczytania, natomiast do topki niestety nie trafi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 205/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

1fbdb8b4-aeee-4453-bf97-bab43c20fc55

Zaloguj się aby komentować

1776 + 1 = 1777


Tytuł: Babunia

Autor: Ivana Gibova

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

Format: e-book

Liczba stron: 184

Ocena: 7/10


Święta to brak czasu na czytanie, stąd większy nacisk na krótsze książki, które niosą ze sobą ciekawą historię.


Gibova pisze o dorostaniu, starości i rodzinie bez pudru: krótkie sceny, sporo ironii, momentami wręcz groteska - a pod spodem kawał prawdy o bezradności, wstydzie i miłości, która bywa bardziej obowiązkiem niż uczuciem. Najmocniej działają partie "bliskiego planu": opieka nad tytułową babunią, ciało, które odmawia posłuszeństwa, dojrzewanie bez poprawnych wzorców, seksulaność, której nikt Cię nie nauczył, drobne upokorzenia dnia codziennego, rodzinne mikrowojny. Te fragmenty są szczere, gęste i bolesne w najlepszym sensie - zostają z czytelnikiem na dłużej.


Problem w tym, że książka jest mocno nierówna. Po świetnych, trudnych scenach przychodzą wątki, które wyglądają jak zapychacze: dygresje bez stawki, żarty dla samej zgrywy, mini-obserwacje, które nic nie wnoszą do historii ani do bohaterki. Przy objętości poniżej 200 stron czuć to podwójnie - zamiast wyostrzenia mamy rozproszenie, zamiast przechodzenia do punktu mamy dygresje.


To co mnie zaskoczyło, to unikatowe pokazanie upływu czasu - mierzone rozmiarem kapci, bo gdy poznajemy naszą bohaterkę zalany tata prowadzi ją do przedszkola w deszczu, a zamiast bucików ma przemoknięte kapcie z kaczką w rozmiarze 27. Ostatecznie historia zatrzyma się na rozmiarze 39. Ciekawym zabiegiem jest też hierarchia bohaterów w zależności od ich funkcji: ci mniej znaczący mają nazwiska, drugoplanowi mają imiona, a pierwszoplanowi mają stopień pokrewieństwa - Babunia, Babcia od Antychrysta, czy ja (w domyśle narratorka). Całość historii jest też pokazana jakby była strumieniem wspomnień Magdy, przelatujących jej przed oczami, w trakcie pogrzebu na cmentarzu.


Bohaterki są 2: tytułowa Babunia i Magda (narratorka), obie poznamy tylko z perspektywy tej drugiej. Historia Magdy będzie przejściem od dzieciństwa przez dojrzewanie w dorosłość. Będzie to historia trudna, bolesna, odzierająca z dzieciństwa. Historia Babuni będzie zgoła inna, od samego początku stanowiąca jakby tło dla drugiej historii, ale mająca na nią ogromny wpływ. Wszystko jest podszyte klimatem lat 90. w małym miasteczku na Słowacji, które do pewnego stopnia może być 3 bohaterką tej historii.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 204/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

503743b3-5224-4207-8896-95762b5ef396

Zaloguj się aby komentować