Witam fanuf tuptania po górach oraz znawców z #buty, kupiłem sobie buty trekkingowe z skóry nubuku i od razu zamówiłem środek do czyszczenia i impregnat, ale się zastanawiam czy jeszcze jakoś inaczej trzeba dbać o te skórę? Jakieś środki konserwujące czy wystarczy to wyżej? #gory #obuwie
#gory
Nubuk ze skóry, czy syntetyczny? Właściwie moje pytanie jest bez znaczenia. Wygląd bardzo efektownie, miękki, lekki, mniej złamań przez brak lica. Same zalety, niczym zamsz. Ja bym nubuku nie wybrał w góry, chyba że to góra parkowa. Jest za delikatny, to jak kupić kapcie do pracy w hucie i pytać, czym je czyścić i zabezpieczać. Sam mam trzewiki z nubuku. Impregnat, to podstawa, choć i tak nie zabezpiecza do końca. Spray do czyszczenia sprawdza się przy ogólnym zapyleniu. Dodatkowo szczoteczka (dwustronna - silikon i brąz). Wojas ma serię "kosmetyków": aquastop, pianka czyszcząca, renowator do zamszu i nubuku, dezodorant do wnętrza. Dodatkowo dokupiłem wkładki z jonami srebra.
Możesz pokazać to obuwie? Ciekawi mnie podeszwa i sposób łączenia - klej, szycie, chroniona kostka, rzepy, sznurówki, utwardzany czub?
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wczoraj miałam okazję spróbować #emtb i obawiam się że przepadłam dla świata rowerów analogowych, przynajmniej jeśli chodzi o szaleństwa w lesie. Decyzja podjęta, kupuję #ebike
Trasa Łabowa - Hala Łabowska - Runek - Bacówka nad Wierchomlą - Runek - Łabowska - Łabowa w #beskidsadecki
zrobiona z bananem na twarzy który powiększał się przy każdym zjeździe.
Całość brutto z długim leżeniem na Wierchomli zajęła 4 godziny.
Od skakania po kamieniach bolą mnie dzisiaj ręce ale odcinek Runek - Łabowska to istne osypisko
Nareszcie znalazłam kompromis pomiędzy moim brakiem czasu, a ogromną potrzebą pobycia w lesie.
Trzeba się rozejrzeć za sprzętem
#gory #rowerelektryczny




Zaloguj się aby komentować
Siema,
Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyty: Kondracka Kopa, Małołączniak, Krzesanica, Ciemniak, Chuda Turnia (Tatry)
Data: 28 stycznia 2023 (sobota)
Staty: 21km, 10h, 1.800m przewyższeń
Zimowy wypad w Tatry planowałem od listopada 2022 roku, ale ciężko było mi znaleźć luźny termin, który odpowiadałby zarówno mi, jak i mojemu bratu, z którym chciałem pójść ze względu na jego doświadczenie - ukończył kurs zimowej wspinaczki wysokogórskiej i miał zdecydowanie więcej doświadczenia w tym temacie ode mnie. W końcu udało się znaleźć dzień, który odpowiadał nam obydwojgu, i który jednocześnie zapowiadał się obiecująco jeśli chodzi o pogodę, jak też względnie niskie zagrożenie lawinowe (co monitorowałem do ostatniej chwili przed wyjazdem).
Zdecydowaliśmy się na trasę przez Czerwone Wierchy, bo obydwoje szliśmy już nią w okresie niezimowym, więc była nam jako tako znajoma. Początkowo planowałem, żeby wejść niebieskim szlakiem na Małołączniak, ale zostało mi to odradzane na jedynym z forów ze względu na ukształtowanie terenu zwiększające ryzyko zejścia lawiny (Kobylarzowy Żleb).
Z parkingu w Groniku wyruszyliśmy o 4:40, a więc sporo przed świtem. Zależało nam na czasie, bo nie widzieliśmy, jak bardzo spowolnią nas warunki. W Dolinie Małej Łąki byliśmy już po 40 minutach. Śniegu było sporo, ale nie na tyle, żeby był problem z chodzeniem. Żółtym szlakiem rozpoczęliśmy wspinaczkę na Kondracką Przełęcz. Na tym etapie na nogach mieliśmy jeszcze tylko raczki, ale w każdej chwili byliśmy gotowi zmienić je na raki. Kijki pomagały we wspinaczce, a gdy tylko wyszliśmy z lasu, na naszych głowach pojawiły się kaski.
Wspinaczka była bardzo wymagająca i męcząca, ale kondycyjnie byliśmy nieźle przygotowani. W pewnym momencie zagalopowaliśmy się i szliśmy chwilę poza szlakiem, kierując się na Wyżnią Kondracką Przełęcz. Mimo, że droga wydawała się być wydeptana przez innych turystów, bratu coś się nie spodobało i zdecydowaliśmy się zawrócić. Nie wiem, na ile była to dobra decyzja, bo wychodząc dokładnie tak, jak prowadził żółty szlak, brodziliśmy cały czas w śniegu sięgającym po uda i zdobycie 175 metrów wysokości na odcinku 600 metrów zajęło nam jakieś półtorej godziny. Było to chyba najcięższe, najbardziej wykańczające kilkaset metrów, jakie było mi dane przejść.
W końcu jednak dotarliśmy do Kondrackiej Przełęczy, z której rozpościerały się już przepiękne zimowe widoki. Sprawdziliśmy sprzęt, poprawiliśmy raki i ruszyliśmy na Kondracką Kopę. Brat szedł, jakby dopiero zaczął się rozgrzewać, ale ja byłem już bardzo zmęczony i ledwo włóczyłem nogami. Kilka miesięcy wcześniej schodziłem tym samym odcinkiem, jednak wtedy wydawał mi się krótki i liczyłem, że szybko dojdę na szczyt. Niestety, pod górkę i w zimowych warunkach szło się bardzo powoli i długo.
Na wierzchołku przywitaliśmy się z narciarzami, dla których właśnie miała zacząć się przyjemna część ich wyprawy. Przez garb łączący Kopę i Małołączniak przewalały się chmury, ale i tak udało się nam wypatrzyć w oddali dwie kozice. Dalsza część drogi mijała jak przy każdym z moich wyjść z bratem: skurczybyk szedł jakby był na spacerze, a ja walczyłem o życie.
Chwilę przed Małołączniakiem chmury ustąpiły i mogliśmy rozkoszować się niesamowitym pejzażem, jaki namalowała tego dnia zima w Tatrach. Minęliśmy Litworową przełęcz i już byliśmy na Krzesanicy. Na południu utworzył się piękny kociołek, w którym unosiły się chmury. Byliśmy nimi przykryci od góry i od dołu, elekt był wspaniały.
Schodząc z Krzesanicy musieliśmy uważać na zapadliny śnieżne, dlatego szliśmy dokładnie po pozostawionych przez innych śladach, sprawdzając też kijkami, czy nagle się nie zapadają zanadto. Minęliśmy Ciemniaka i wkrótce dotarliśmy do Chudej Przełączki. W zimie trasa nie prowadzi tam tak samo jak latem i należy o tym pamiętać, żeby uniknąć ryzyka. Zamiast schodzić północnym zboczem Chudej Turni, idzie się po jej grzbiecie. Na początku wygląda to nieco przytłaczająco, ale ostatecznie nie powinno sprawić trudności. Później, jeszcze przed Piecem, trasy się łączą.
Gdy znowu weszliśmy w las, postanowiliśmy pożegnać się zarówno z kaskami, jak i z rakami, dzięki czemu komfort schodzenia znacznie się poprawił. Po drodze mijaliśmy turystów, którzy dopiero zaczynali swoją wspinaczkę na Czerwone Wierchy - w mojej opinii trochę za późno, bo była już wtedy 13. Co się zaś tyczy mnie i brata, doszliśmy do Kir, z których drogą pod Reglami wróciliśmy na parking w Groniku. W taki też sposób zakończyła się nasza dziesięciogodzinna wyprawa, z której pozostało nam wiele pięknych zdjęć i jeszcze więcej wspomnień.
#gory #pozdroze #wedrujzhejto #fotografia #tatry





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Hejto, czy są tu jakieś górołazy? Czy ktoś z Was robił albo jest zaawansowany w robieniu korony gór polskich?
Chciałbym poznać Wasz prywatny ranking trudności i czasu wejścia na te góry.
https://kgp.info.pl/wykaz-szczytow/
Ktoś coś?
#gory #koronagorpolski #turystyka #pytanie #hejtopomusz

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Sobota i to wolna.
Uśmiech Daisy na hejto.
Piękna trasa doliną Isla (Glen Isla) na wzgórze Monega Hill 889m n.p.m.
Przewyższenie to około 529 metrów, ale zupełnie tego nie czuć. Świetna górka dla psa, dla mnie i dla każdego, kto chce w przyszłości wyskoczyć w mniej znane miejsce.
Ale co ja będę...
Zdjęcia mówią same za siebie.
#manwithmalamute #szkocja #psy #gory
W sumie też trochę #pokazdupe





Zaloguj się aby komentować
#gory
Z racji tego ze małżonka lubi góry, to tez LiD lubie. W drodze za naminjuz 20km jeszcze tylko 10 i odpoczynek.

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
356 250,0 - 15,1 = 356 234,9
Pierwszy raz #klimczok Zawsze kończyłem na Szyndzielni, bo myślałem, że to kawał drogi ale tym razem pomyślałem, że mam czas i ide, twardo. Na tabliczkach jest 40 minut ale to chyba czołgając. Do góry czerwony, zielony, żółty a do dołu cały czas czerwony poza dojściem na Szyndzielnię. Lekutko. ☺️
#gory
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/


Zaloguj się aby komentować
@Lubiepatrzec Zawsze jak się potykałem na polskich szlakach w górach, to zastanawiałem się, kto nawrzucał ludziom pod nogi te wszystkie kamienie? I nie to, żebym za przykład od razu stawiał Czechy z ich pięknymi chodniczkami górskimi, ale tuż obok są leśne drogi pożarowe, równe i piękne, idealne do chodzenia. Tyle że nieoznakowane. Dlaczego ktoś tak nie lubi turystów, że rozrzuca na szlakach te wszystkie kamulce?!
Zaloguj się aby komentować
Kumpel którego poznałem kilka lat temu na lokalnym evencie rowerowym bierze jutro udział w kotlinie 400.
Dla niektórych pewnie ta mapka ze screenshota oraz cyferki coś powiedzą, dla innych napiszę tylko tyle, że jest to bardzo wymagająca trasa (taka 10/10 wymagająca).
Najbardziej w tej całej sytuacji daje mi do myślenia ostatnia kontuzja kolegi: Pod koniec października w pracy miał niefortunny wypadek (złamanie kości śródstopia) i mógł powrócić na rower z ograniczeniami dopiero pod koniec stycznia.
Ma u mnie ogromny szacunek i jest to na swój sposób motywujące. Mi w tym roku wiele planów (szczególnie rowerowo/górskich) przez nadmiar prywatnych spraw/problemów posypało się jak domek z kart, ale cieszy mnie, że innym się udaje realizacja swoich marzeń i postanowień
#rower #rozkminy #gory

@dzangyl
Prywatne jeżdżenie jest super, ale to jednak zupełnie inny rodzaj zabawy. Jak sobie sam jeździsz to sam decydujesz gdzie, jak, kiedy i z kim. Tutaj jest inne wyzwanie. Jak trzeba jedziesz w deszczu, nie możesz sobie tak ot zmienić trasy bo coś się nie podoba, jedziesz nocą, jedziesz zjebany i jedziesz z setkami podobnych tobie pojebów.
Trzy dni później ból się skończy, a chwała zostanie
@nobodys
Tak, ta trasa to dla pojebów. Szanuję każdego kto takie coś podejmuje
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Dziś o bardzo fajnym miejscu na całodniową rodzinną wycieczkę. Kilka dodatkowych fotek zamieszczę w komentarzu. Zapraszam na #piechurwedruje
---------
Szczyt: Szpilówka (Pogórze Rożnowskie)
Data: 2 lipca 2023 (niedziela)
Staty: 13.5km, 3h25, 350m przewyższeń
Cynk o tej górce sprzedał mi tata, który zabrał na nią moją mamę i babcię - z relacji wynikało, że trasa jest ładna, przyjemna i ciekawa. Postanowiłem to sprawdzić i nocą którejś niedzieli pojechałem do Lipnicy Murowanej, z której planowałem wyruszyć na szczyt.
Niebieski szlak, którym szedłem, aż do samego lasu (jakieś 1.5km) prowadził asfaltem, więc zamiast niego polecam wybrać szlak czarny. Kontynuowałem drogę wspomagając się światłem latarki, dzięki któremu mogłem omijać liczne kałuże. Póki co nic niezwykłego się nie działo, no, może poza wyciem wilka, które rozległo się gdzieś w oddali.
Dość szybko dotarłem do skrzyżowania ze szlakiem zielonym, gdzie znajdował się krzyż powstańców i wiata z ławą. Od tego momentu teren zrobił się praktycznie płaski, aż do samej Szpilówki. Po drodze było kilka okazałych mrowisk, po których uwijały się z zapałem duże mrówki. Zaczęło się przejaśniać i między gałęziami dostrzegałem już pomarańczowy kolor zwiastujący mający niebawem nadejść świt.
Na szycie znajdowała się ogromna wieża, robiąca spore wrażenie. Pod nią było kilka ław, część których była ukryta pod wiatami, a także miejsce na ognisko - świetna miejscówka na rodzinny piknik. Wszedłem na wieżę, której wierzchołek znajdował się ponad czubkami okalających ją drzew, oferując widok na wszystkie strony świata. W dolinach unosiła się jeszcze mgła, a przez niektóre z okolicznych szczytów przewalały się niespiesznie chmury. Było bardzo przyjemnie, a po kilku chwilach zrobiło się jeszcze milej, bo zza horyzontu wyłoniło się słońce - niestety, niezbyt dobrze widoczne przez zachmurzone niebo.
Zszedłem z wieży i udałem się zielonym szlakiem w stronę doliny Piekarskiego Potoku. Tu zaczęła się część trasy, która po prostu mnie zauroczyła. Las w pierwszych promieniach słońca wyglądał przepięknie. Cieple światło co i rusz przebijało się przez liście tworząc na ziemi żarzące się intensywnie żółte plamy. Dookoła rozbrzmiewał jedynie śpiew ptaków, które plotkowały już od jakiegoś czasu w najlepsze.
Z doliny do Lipnicy wróciłem czarnym szlakiem i on również mnie zachwycił. W tamtym miejscu drzewa były jeszcze spowite delikatną mgiełką, nadającą lasowi odrobinę magicznej atmosfery. Część trasy prowadziła wzdłuż potoku, który w kilku miejscach ją przecinał, także trzeba było przez niego przeskakiwać. Poza tym było bardzo zielono, a tylu liści łopianu nie widziałem już od dawna.
Wychodząc spomiędzy drzew zakładałem, że miłe widoki już się skończyły, ale zostałem pozytywnie zaskoczony: otaczały mnie piękne pola pełne wysokich zbóż, za którymi widać było okoliczne szczyty, w tym i Szpilówkę z ledwo widoczną wieżą widokową. Dalsza część drogi prowadziła starą, zarośniętą drogą, z której było widać białą wieżę kościelną. Oprócz dźwięku kościelnych dzwonów słychać było jedynie pianie koguta i dobiegające gdzieś z dala szczekanie psa. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem uczucia, które mógłbym nazwać jedynie wiejską sielanką. Było cudownie.
Wróciłem do domu szczęśliwy i naładowany pozytywnym humorem. Polecam Szpilówkę wszystkim na spokojny spacer w przyjemnym otoczeniu przyrody. Można na nią wejść z różnych stron i chyba z każdej jest ciekawie, a z przewyższeniami i długością trasy spokojnie poradzą sobie zarówno dzieciaki, jak i osoby nierozruszane.
#gory #podroze #wedrujzhejto #wschodslonca #fotografia #pogorzeroznowskie





Zaloguj się aby komentować
356 402,7 - 2,5 - 15,1 - 15,1 - 5,2 - 33,7 - 3,6 = 356 327,5
Ostatnie dwa tygodnie spacerów.
Trochę włóczenia po Słowacji, trochę wokoło komina.
Czasu na chodzenie mniej niżby się chciało, ale może niedługo wjedzie nowa zajawka sportowa.
Zdjęcia z błogiego leżenia na polanie gdzieś w Górach Czerchowskich.
#ksiezycowyspacer #gory
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/





Zaloguj się aby komentować
Siema,
Trochę zaspałem, więc dzisiejszy #piechurwedruje
---------
Szczyty: Lubań (Gorce)
Data: 15/16 lipca 2023 (sobota/niedziela)
Staty: dzień 1: 7km, 5h45, 920m przewyższeń,
dzień 2: 7km, 4h, 90m przewyższeń
Jednym z moich marzeń, od kiedy zostałem tatą, była wspólna wyprawa pod namioty z moją kochaną Myszą. Od jakiegoś czasu urabiałem ją już, zasiewając ideę noclegu w górach i budując atmosferę przygody - pokazywałem zdjęcia z wypadów z żoną, bawiliśmy się w namiot w domu, także była bardzo chętna, żeby na takie wyjście pójść. Ja w międzyczasie szukałem jakiegoś fajnego miejsca, takiego, żeby oprócz namiotu było coś ekstra. Mój wybór padł na Lubań, na którym znajduje się wieża widokowa, i z którego można podziwiać leżące nieopodal Tatry.
Do wyprawy dołączył kolega, dla którego miało być to pierwsze wyjście w góry od długiego czasu. W ekipie miałem więc małe, trzyletnie dziecko oraz nierozruszanego programistę, także oczywistym stało się, że planowana trasa powinna być raczej łagodna. Niestety, jestem idiotą, więc wybrałem najgorszą z możliwych opcji, a więc podejście z Tylmanowej.
Na miejsce dojechaliśmy o 13, gdy słońce było już wysoko i grzało bezlitośnie. Na tę wycieczkę pożyczyłem od taty jego oldschoolowy, PRLowski plecak z aluminiowym stelażem, do którego przyczepiłem namiot, śpiwory, karimaty, oraz zapakowałem prowiant. Dodatkowo na brzuchu niosłem mniejszy plecak z jedzeniem, które mieliśmy uskuteczniać na bieżąco. Łączenie wyszło tego trochę ponad 30kg, co niestety odczuwałem na barkach.
Już na początku trasy ustaliliśmy z kolegą, że będzie szedł swoim tempem i spotkamy się na górze. Mysz, jak to zwykle bywa na początku każdej wyprawy, narzekała, chciała się co chwila zatrzymywać i ogólnie średnio współpracowała. Przy każdym postoju musiałem ściągać, a później zakładać ciężki, nieporęczny plecak, co stało się moją zmorą. Dodatkowo, pas biodrowy był zwykłym plecionym paskiem bez jakichkolwiek gąbek i dość dotkliwie wbijał się w moje obrośnięte tłuszczem boczki. Cały czas zastanawiałem się, na co ja się właściwie zdecydowałem.
Podejście było bardzo strome i przez większość czasu musiałem trzymać Mysz za łapkę i ją asekurować, ale mimo wszystko szła sama. Ścieżka była usiana kamieniami, rzadko się wypłaszczała i wchodzenie nią było istną katorgą. Każdą kałużę i błotnisty fragment witałem z radością, bo przy nich udawało mi się podkręcić tempo Myszora i odwrócić jej uwagę od ciężkich warunków. Na ostatnim fragmencie, na chwilę przed Średnim Groniem, droga składała się już z samych drobnych kamieni, co znacznie utrudniało młodej wchodzenie. Na szczęście rosły tam też borówki, więc znowu coś, na czym udało mi się skupić jej uwagę.
W końcu, po prawie sześciu godzinach wspinaczki, doszliśmy do miejsca, z którego widać już było wieżę na Lubaniu. Wpadłem w euforię, bo moja męka miała się niebawem skończyć. Poza tym rozpierała mnie duma z Myszy, która mimo wszystko poradziła sobie świetnie i ani razu nie płakała. Dotarliśmy do bazy, gdzie czekał na nas kolega, i zaczęliśmy rozbijać namioty. To był etap, który mojej córze podobał się najbardziej i była mega podekscytowana - pomagała rozciągać materiał, wbijała śledzie, układała w środku karimaty i śpiwory. Później kupiliśmy też dla niej książeczkę GOT PTTK, do której z radością wbiła swoje pierwsze pieczątki.
Nadchodził zachód słońca, więc wraz z innymi turystami udaliśmy się na wieżę. Widoki były bajkowe. Słońce mrugnęło do nas na pomarańczowo po raz ostatni i poszliśmy do bazy, żeby w końcu usmażyć sobie kiełbaski i coś zjeść. W międzyczasie położyłem młodą spać, co nie zajęło zbyt długo, bo była wykończona. Po kiełbie sam poszedłem spać starając się nie myśleć o tym, co czeka mnie następnego dnia.
A czekało nas schodzenie tą samą trasą. Zwinęliśmy obozowisko i znów wrzuciłem plecak na grzbiet - zarówno ramiona jak i biodra bolały mnie jak sam skurczybyk po poprzednim dniu, więc zapowiadała się ciężka droga. Dodatkowo Mysz nie miała już najmniejszej ochoty na schodzenie, było to już dla jej małych nóżek stanowczo za wiele. Kilka razy płakała po drodze, że bolą ją stópki i musiałem ją nieść, co było już z kolej też ponad moje siły. Niestety, w kilku momentach straciłem cierpliwość i podniosłem na nią głos. Ostatecznie powrót zajął 4 godziny w średnio przyjemnej atmosferze, ale ostatecznie udało się nam dojść na parking. W samochodzie wystarczyło 5 minut, żeby moja wykończona dziewczynka odleciała i ostatecznie przespała całą drogę powrotną.
Z całej wyprawy wyciągnąłem kilka wniosków, do których też w późniejszym czasie się stosowałem. Na szczęście Mysz nie zraziła się nią zupełnie i w późniejszym czasie sama pytała, czy gdzieś pójdziemy, za każdym razem z jednym tylko zastrzeżeniem - żeby nie było już tak stromo jak na Lubaniu.
#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia #gorce





Zaloguj się aby komentować
Mount Rainier (aktywny stratowulkan na samym północnym-zachodzie USA) rzucający cień podczas wschodu słońca. Zrobione w pobliżu uniwersytetu w Tacoma Washington.
Zdjęcie nie moje (a gdzie tam, z piwnicy wychodzić, brrr), tylko zajumane z neta
#fotografia #gory #fajnechmurki



Zaloguj się aby komentować
Łapcie jeszcze kilka zdjęć z wczorajszo dzisiejszej wyrypy. Z Kruczych gór poniosło nas w Karkonoski grzbiet i dalej w Rudawy. Miłośnikom dróg gruntowych polecam gorąco, bo jest gdzie jezdzić legalnie, nawet w kilku miejscach można wjechać do lasu, z tego miejsca chciałbym też gorąco nie pozdrowić baranów na crossach którzy mają w d⁎⁎ie zakazy wjazdu i w ostoi Głuszca pałowali na szutrach do odcinki tak E było ich slychać z kilku kilometrów. Oby Was dojechała straż leśna! Mam nadzieję że was dogonili, przez takich baranów opinia o miłośnikach offroadu leci na pysk.
#nivaznegdziedroga
#offroad
#gory
#podrozujzhejto





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
byłem we wrocławiu ostatnio i se zrobiłem vloga
fajne miasto macie bardzo zielone, ch⁎⁎⁎we drogi i mało się słyszy polskiego na ulicy, mógłbym tam mieszkać w sumie fajne miasto j⁎⁎ać sutryka elo
#wroclaw #tworczoscwlasna #youtube #gory
Zaloguj się aby komentować























