#gory

60
1796

Witam fanuf tuptania po górach oraz znawców z #buty, kupiłem sobie buty trekkingowe z skóry nubuku i od razu zamówiłem środek do czyszczenia i impregnat, ale się zastanawiam czy jeszcze jakoś inaczej trzeba dbać o te skórę? Jakieś środki konserwujące czy wystarczy to wyżej? #gory #obuwie

Nubuk ze skóry, czy syntetyczny? Właściwie moje pytanie jest bez znaczenia. Wygląd bardzo efektownie, miękki, lekki, mniej złamań przez brak lica. Same zalety, niczym zamsz. Ja bym nubuku nie wybrał w góry, chyba że to góra parkowa. Jest za delikatny, to jak kupić kapcie do pracy w hucie i pytać, czym je czyścić i zabezpieczać. Sam mam trzewiki z nubuku. Impregnat, to podstawa, choć i tak nie zabezpiecza do końca. Spray do czyszczenia sprawdza się przy ogólnym zapyleniu. Dodatkowo szczoteczka (dwustronna - silikon i brąz). Wojas ma serię "kosmetyków": aquastop, pianka czyszcząca, renowator do zamszu i nubuku, dezodorant do wnętrza. Dodatkowo dokupiłem wkładki z jonami srebra.


Możesz pokazać to obuwie? Ciekawi mnie podeszwa i sposób łączenia - klej, szycie, chroniona kostka, rzepy, sznurówki, utwardzany czub?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Wczoraj miałam okazję spróbować #emtb i obawiam się że przepadłam dla świata rowerów analogowych, przynajmniej jeśli chodzi o szaleństwa w lesie. Decyzja podjęta, kupuję #ebike


Trasa Łabowa - Hala Łabowska - Runek - Bacówka nad Wierchomlą - Runek - Łabowska - Łabowa w #beskidsadecki

zrobiona z bananem na twarzy który powiększał się przy każdym zjeździe.


Całość brutto z długim leżeniem na Wierchomli zajęła 4 godziny.


Od skakania po kamieniach bolą mnie dzisiaj ręce ale odcinek Runek - Łabowska to istne osypisko No i cisnęłam ile się da intensywność jest wyższa niż przy zwykłym chodzeniu na szlaku, ale niższa niż przy bieganiu po górach. Czyli idealnie.


Nareszcie znalazłam kompromis pomiędzy moim brakiem czasu, a ogromną potrzebą pobycia w lesie.

Trzeba się rozejrzeć za sprzętem


#gory #rowerelektryczny

cfcdd7b2-751c-4f48-a3bd-f0d212cc4c21
93b995ab-c9f5-444c-aeed-cc615454d709
034d24c6-7aea-4b79-abe2-2a8bc3673c65
ciszej userbar

 intensywność jest wyższa niż przy zwykłym chodzeniu na szlaku, ale niższa niż przy bieganiu po górach. Czyli idealnie.

@ciszejbrakuje porównania z rowerem xD

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Zapraszam na #piechurwedruje i ostatnią trasę z 2023.

---------

Szczyty: Kondracka Kopa, Małołączniak, Krzesanica, Ciemniak, Chuda Turnia (Tatry)

Data: 28 stycznia 2023 (sobota)

Staty: 21km, 10h, 1.800m przewyższeń


Zimowy wypad w Tatry planowałem od listopada 2022 roku, ale ciężko było mi znaleźć luźny termin, który odpowiadałby zarówno mi, jak i mojemu bratu, z którym chciałem pójść ze względu na jego doświadczenie - ukończył kurs zimowej wspinaczki wysokogórskiej i miał zdecydowanie więcej doświadczenia w tym temacie ode mnie. W końcu udało się znaleźć dzień, który odpowiadał nam obydwojgu, i który jednocześnie zapowiadał się obiecująco jeśli chodzi o pogodę, jak też względnie niskie zagrożenie lawinowe (co monitorowałem do ostatniej chwili przed wyjazdem).


Zdecydowaliśmy się na trasę przez Czerwone Wierchy, bo obydwoje szliśmy już nią w okresie niezimowym, więc była nam jako tako znajoma. Początkowo planowałem, żeby wejść niebieskim szlakiem na Małołączniak, ale zostało mi to odradzane na jedynym z forów ze względu na ukształtowanie terenu zwiększające ryzyko zejścia lawiny (Kobylarzowy Żleb).


Z parkingu w Groniku wyruszyliśmy o 4:40, a więc sporo przed świtem. Zależało nam na czasie, bo nie widzieliśmy, jak bardzo spowolnią nas warunki. W Dolinie Małej Łąki byliśmy już po 40 minutach. Śniegu było sporo, ale nie na tyle, żeby był problem z chodzeniem. Żółtym szlakiem rozpoczęliśmy wspinaczkę na Kondracką Przełęcz. Na tym etapie na nogach mieliśmy jeszcze tylko raczki, ale w każdej chwili byliśmy gotowi zmienić je na raki. Kijki pomagały we wspinaczce, a gdy tylko wyszliśmy z lasu, na naszych głowach pojawiły się kaski.


Wspinaczka była bardzo wymagająca i męcząca, ale kondycyjnie byliśmy nieźle przygotowani. W pewnym momencie zagalopowaliśmy się i szliśmy chwilę poza szlakiem, kierując się na Wyżnią Kondracką Przełęcz. Mimo, że droga wydawała się być wydeptana przez innych turystów, bratu coś się nie spodobało i zdecydowaliśmy się zawrócić. Nie wiem, na ile była to dobra decyzja, bo wychodząc dokładnie tak, jak prowadził żółty szlak, brodziliśmy cały czas w śniegu sięgającym po uda i zdobycie 175 metrów wysokości na odcinku 600 metrów zajęło nam jakieś półtorej godziny. Było to chyba najcięższe, najbardziej wykańczające kilkaset metrów, jakie było mi dane przejść.


W końcu jednak dotarliśmy do Kondrackiej Przełęczy, z której rozpościerały się już przepiękne zimowe widoki. Sprawdziliśmy sprzęt, poprawiliśmy raki i ruszyliśmy na Kondracką Kopę. Brat szedł, jakby dopiero zaczął się rozgrzewać, ale ja byłem już bardzo zmęczony i ledwo włóczyłem nogami. Kilka miesięcy wcześniej schodziłem tym samym odcinkiem, jednak wtedy wydawał mi się krótki i liczyłem, że szybko dojdę na szczyt. Niestety, pod górkę i w zimowych warunkach szło się bardzo powoli i długo.


Na wierzchołku przywitaliśmy się z narciarzami, dla których właśnie miała zacząć się przyjemna część ich wyprawy. Przez garb łączący Kopę i Małołączniak przewalały się chmury, ale i tak udało się nam wypatrzyć w oddali dwie kozice. Dalsza część drogi mijała jak przy każdym z moich wyjść z bratem: skurczybyk szedł jakby był na spacerze, a ja walczyłem o życie.


Chwilę przed Małołączniakiem chmury ustąpiły i mogliśmy rozkoszować się niesamowitym pejzażem, jaki namalowała tego dnia zima w Tatrach. Minęliśmy Litworową przełęcz i już byliśmy na Krzesanicy. Na południu utworzył się piękny kociołek, w którym unosiły się chmury. Byliśmy nimi przykryci od góry i od dołu, elekt był wspaniały.


Schodząc z Krzesanicy musieliśmy uważać na zapadliny śnieżne, dlatego szliśmy dokładnie po pozostawionych przez innych śladach, sprawdzając też kijkami, czy nagle się nie zapadają zanadto. Minęliśmy Ciemniaka i wkrótce dotarliśmy do Chudej Przełączki. W zimie trasa nie prowadzi tam tak samo jak latem i należy o tym pamiętać, żeby uniknąć ryzyka. Zamiast schodzić północnym zboczem Chudej Turni, idzie się po jej grzbiecie. Na początku wygląda to nieco przytłaczająco, ale ostatecznie nie powinno sprawić trudności. Później, jeszcze przed Piecem, trasy się łączą.


Gdy znowu weszliśmy w las, postanowiliśmy pożegnać się zarówno z kaskami, jak i z rakami, dzięki czemu komfort schodzenia znacznie się poprawił. Po drodze mijaliśmy turystów, którzy dopiero zaczynali swoją wspinaczkę na Czerwone Wierchy - w mojej opinii trochę za późno, bo była już wtedy 13. Co się zaś tyczy mnie i brata, doszliśmy do Kir, z których drogą pod Reglami wróciliśmy na parking w Groniku. W taki też sposób zakończyła się nasza dziesięciogodzinna wyprawa, z której pozostało nam wiele pięknych zdjęć i jeszcze więcej wspomnień.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #pozdroze #wedrujzhejto #fotografia #tatry

3bbddb3c-4aad-48d0-a15e-29e1d5bafe6b
d2f6ee06-1076-47e7-9663-42ba658d87c3
e659c576-7fe3-40fb-bbbc-0ae0fe4e6a7b
0972c719-a2d8-4ad1-85b5-7973ab3a386d
0ae8ae2a-9060-458e-804a-a37322384ead

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Hejto, czy są tu jakieś górołazy? Czy ktoś z Was robił albo jest zaawansowany w robieniu korony gór polskich?

Chciałbym poznać Wasz prywatny ranking trudności i czasu wejścia na te góry.

https://kgp.info.pl/wykaz-szczytow/

Ktoś coś?

#gory #koronagorpolski #turystyka #pytanie #hejtopomusz

613a42a5-ac74-45dd-a64f-0d9c28ff5687

@jelonek zostały mi Rysy, Babia i Biskupia. Moim zdaniem to dotychczas nie było nic trudnego, ale jakbym mail wskazać to Waligóra od schroniska i Lackowa od Krynicy

Najtrudniejsze to znaleźć czas na dojazd do tych wszystkich szczytów. Mi zostały cały czas do dokończenia szczyty z zachodniej części Polski.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Sobota i to wolna.

Uśmiech Daisy na hejto.


Piękna trasa doliną Isla (Glen Isla) na wzgórze Monega Hill 889m n.p.m.

Przewyższenie to około 529 metrów, ale zupełnie tego nie czuć. Świetna górka dla psa, dla mnie i dla każdego, kto chce w przyszłości wyskoczyć w mniej znane miejsce.

Ale co ja będę...

Zdjęcia mówią same za siebie.


#manwithmalamute #szkocja #psy #gory


W sumie też trochę #pokazdupe

6d49f444-2b9f-469e-9cfc-0a15d5b847f3
b9593a3c-4e19-43e2-b082-f51d90fb1f1c
ea149566-a930-4c1d-90b0-809a21f87621
894e1a28-bc1b-4a3b-aed3-6895fffcd127
6f5518dd-181d-415f-8d4c-3774cca8a0c5

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@GucciSlav ciekawi jaki będzie płacz jak te wszystkie konie pójdą do rzeźni xD a pewnie pójdą bo ci ludzie trzymali je tylko dla biznesu


Nie usprawiedliwiam, uważam że bardzo dobrze ze to likwidują, jednak powinno się brać pod uwagę zwierzęta, albo je odkupić albo objąć ochrona

@moderacja_sie_nie_myje zaraz pójdą krok dalej a konie nie znikną mam nadzieję że zostanie to przeprowadzone poprawnie a nie typowo po polsku tj


A CHUJ ZOSTAW TAK

Zaloguj się aby komentować

356 250,0 - 15,1 = 356 234,9


Pierwszy raz #klimczok Zawsze kończyłem na Szyndzielni, bo myślałem, że to kawał drogi ale tym razem pomyślałem, że mam czas i ide, twardo. Na tabliczkach jest 40 minut ale to chyba czołgając. Do góry czerwony, zielony, żółty a do dołu cały czas czerwony poza dojściem na Szyndzielnię. Lekutko. ☺️


#gory


#ksiezycowyspacer


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/

33017751-4b8a-4421-b21d-740439d7b862
Lubiepatrzec userbar

Zaloguj się aby komentować

@Lubiepatrzec Zawsze jak się potykałem na polskich szlakach w górach, to zastanawiałem się, kto nawrzucał ludziom pod nogi te wszystkie kamienie? I nie to, żebym za przykład od razu stawiał Czechy z ich pięknymi chodniczkami górskimi, ale tuż obok są leśne drogi pożarowe, równe i piękne, idealne do chodzenia. Tyle że nieoznakowane. Dlaczego ktoś tak nie lubi turystów, że rozrzuca na szlakach te wszystkie kamulce?!

@Pan_Buk No ja się non - stop potykam i wiele razy sobie prawie ten głupi ryj rozwaliłem, ale w życiu bym nie pomyślał, że ktoś świadomie, w ten sposób, zostawia na mnie pułapki 😉

Zaloguj się aby komentować

Kumpel którego poznałem kilka lat temu na lokalnym evencie rowerowym bierze jutro udział w kotlinie 400.

Dla niektórych pewnie ta mapka ze screenshota oraz cyferki coś powiedzą, dla innych napiszę tylko tyle, że jest to bardzo wymagająca trasa (taka 10/10 wymagająca).


Najbardziej w tej całej sytuacji daje mi do myślenia ostatnia kontuzja kolegi: Pod koniec października w pracy miał niefortunny wypadek (złamanie kości śródstopia) i mógł powrócić na rower z ograniczeniami dopiero pod koniec stycznia.


Ma u mnie ogromny szacunek i jest to na swój sposób motywujące. Mi w tym roku wiele planów (szczególnie rowerowo/górskich) przez nadmiar prywatnych spraw/problemów posypało się jak domek z kart, ale cieszy mnie, że innym się udaje realizacja swoich marzeń i postanowień


#rower #rozkminy #gory

b07e7257-b30f-4979-9282-32e7e6ffcfd3

@nobodys uwielbiam jeździć, szosą czy MTB ale nigdy nie pojmę co pcha ludzi do jechania takich tras, a nawet dłuższych, na raz. Nigdy nie pojmę takiego masochizmu

@dzangyl Pewnie głównie chodzi o testowanie swoich granic możliwości i w pewien sposób też się dziwię (szczególnie widząc tę trasę), ale nadal bardzo szanuję.

@dzangyl

Prywatne jeżdżenie jest super, ale to jednak zupełnie inny rodzaj zabawy. Jak sobie sam jeździsz to sam decydujesz gdzie, jak, kiedy i z kim. Tutaj jest inne wyzwanie. Jak trzeba jedziesz w deszczu, nie możesz sobie tak ot zmienić trasy bo coś się nie podoba, jedziesz nocą, jedziesz zjebany i jedziesz z setkami podobnych tobie pojebów.

Trzy dni później ból się skończy, a chwała zostanie


@nobodys

Tak, ta trasa to dla pojebów. Szanuję każdego kto takie coś podejmuje

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Dziś o bardzo fajnym miejscu na całodniową rodzinną wycieczkę. Kilka dodatkowych fotek zamieszczę w komentarzu. Zapraszam na #piechurwedruje

---------

Szczyt: Szpilówka (Pogórze Rożnowskie)

Data: 2 lipca 2023 (niedziela)

Staty: 13.5km, 3h25, 350m przewyższeń


Cynk o tej górce sprzedał mi tata, który zabrał na nią moją mamę i babcię - z relacji wynikało, że trasa jest ładna, przyjemna i ciekawa. Postanowiłem to sprawdzić i nocą którejś niedzieli pojechałem do Lipnicy Murowanej, z której planowałem wyruszyć na szczyt.


Niebieski szlak, którym szedłem, aż do samego lasu (jakieś 1.5km) prowadził asfaltem, więc zamiast niego polecam wybrać szlak czarny. Kontynuowałem drogę wspomagając się światłem latarki, dzięki któremu mogłem omijać liczne kałuże. Póki co nic niezwykłego się nie działo, no, może poza wyciem wilka, które rozległo się gdzieś w oddali.


Dość szybko dotarłem do skrzyżowania ze szlakiem zielonym, gdzie znajdował się krzyż powstańców i wiata z ławą. Od tego momentu teren zrobił się praktycznie płaski, aż do samej Szpilówki. Po drodze było kilka okazałych mrowisk, po których uwijały się z zapałem duże mrówki. Zaczęło się przejaśniać i między gałęziami dostrzegałem już pomarańczowy kolor zwiastujący mający niebawem nadejść świt.


Na szycie znajdowała się ogromna wieża, robiąca spore wrażenie. Pod nią było kilka ław, część których była ukryta pod wiatami, a także miejsce na ognisko - świetna miejscówka na rodzinny piknik. Wszedłem na wieżę, której wierzchołek znajdował się ponad czubkami okalających ją drzew, oferując widok na wszystkie strony świata. W dolinach unosiła się jeszcze mgła, a przez niektóre z okolicznych szczytów przewalały się niespiesznie chmury. Było bardzo przyjemnie, a po kilku chwilach zrobiło się jeszcze milej, bo zza horyzontu wyłoniło się słońce - niestety, niezbyt dobrze widoczne przez zachmurzone niebo.


Zszedłem z wieży i udałem się zielonym szlakiem w stronę doliny Piekarskiego Potoku. Tu zaczęła się część trasy, która po prostu mnie zauroczyła. Las w pierwszych promieniach słońca wyglądał przepięknie. Cieple światło co i rusz przebijało się przez liście tworząc na ziemi żarzące się intensywnie żółte plamy. Dookoła rozbrzmiewał jedynie śpiew ptaków, które plotkowały już od jakiegoś czasu w najlepsze.


Z doliny do Lipnicy wróciłem czarnym szlakiem i on również mnie zachwycił. W tamtym miejscu drzewa były jeszcze spowite delikatną mgiełką, nadającą lasowi odrobinę magicznej atmosfery. Część trasy prowadziła wzdłuż potoku, który w kilku miejscach ją przecinał, także trzeba było przez niego przeskakiwać. Poza tym było bardzo zielono, a tylu liści łopianu nie widziałem już od dawna.


Wychodząc spomiędzy drzew zakładałem, że miłe widoki już się skończyły, ale zostałem pozytywnie zaskoczony: otaczały mnie piękne pola pełne wysokich zbóż, za którymi widać było okoliczne szczyty, w tym i Szpilówkę z ledwo widoczną wieżą widokową. Dalsza część drogi prowadziła starą, zarośniętą drogą, z której było widać białą wieżę kościelną. Oprócz dźwięku kościelnych dzwonów słychać było jedynie pianie koguta i dobiegające gdzieś z dala szczekanie psa. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem uczucia, które mógłbym nazwać jedynie wiejską sielanką. Było cudownie.


Wróciłem do domu szczęśliwy i naładowany pozytywnym humorem. Polecam Szpilówkę wszystkim na spokojny spacer w przyjemnym otoczeniu przyrody. Można na nią wejść z różnych stron i chyba z każdej jest ciekawie, a z przewyższeniami i długością trasy spokojnie poradzą sobie zarówno dzieciaki, jak i osoby nierozruszane.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #podroze #wedrujzhejto #wschodslonca #fotografia #pogorzeroznowskie

e95e11af-c87e-4586-925d-b9defc9fc9df
cbb99e6c-8644-4c9d-9202-b549fdf08d30
a7f49959-5c75-4e99-aa01-c3f91dc385e6
acb1cb34-bc3b-4799-927e-88cc77541683
bfd96d5f-05b1-4fa9-85d8-da5e34bf278c

356 402,7 - 2,5 - 15,1 - 15,1 - 5,2 - 33,7 - 3,6 = 356 327,5


Ostatnie dwa tygodnie spacerów.


Trochę włóczenia po Słowacji, trochę wokoło komina.


Czasu na chodzenie mniej niżby się chciało, ale może niedługo wjedzie nowa zajawka sportowa.


Zdjęcia z błogiego leżenia na polanie gdzieś w Górach Czerchowskich.


#ksiezycowyspacer #gory


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/ksiezycowyspacer/

125bb009-1f69-499a-aa79-73d52e5c4355
a911d351-a353-49d5-9a3f-481361cbfde7
c87b3aaa-c1d2-49d1-9582-89daf1b80f42
219627a9-a17a-43ce-9a6b-bc5a4bd82ede
ciszej userbar

@ciszej leżenie na łące jest super ale cale życie wkręcam sobie na banię, że mi zaraz jakieś kleszcze w d⁎⁎ę wejdą, więc tego nie robię.

Miłego dnia!

@Lubiepatrzec no w sumie masz rację - ja złapałam jednego ale szybko wyciągnięty minimalizuje ryzyko chorób. Jestem w stanie zaryzykować dla niewątpliwej przyjemności drzemania pod drzewem


Tobie też miłego!

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Trochę zaspałem, więc dzisiejszy #piechurwedruje z opóźnieniem

---------

Szczyty: Lubań (Gorce)

Data: 15/16 lipca 2023 (sobota/niedziela)

Staty: dzień 1: 7km, 5h45, 920m przewyższeń,

dzień 2: 7km, 4h, 90m przewyższeń


Jednym z moich marzeń, od kiedy zostałem tatą, była wspólna wyprawa pod namioty z moją kochaną Myszą. Od jakiegoś czasu urabiałem ją już, zasiewając ideę noclegu w górach i budując atmosferę przygody - pokazywałem zdjęcia z wypadów z żoną, bawiliśmy się w namiot w domu, także była bardzo chętna, żeby na takie wyjście pójść. Ja w międzyczasie szukałem jakiegoś fajnego miejsca, takiego, żeby oprócz namiotu było coś ekstra. Mój wybór padł na Lubań, na którym znajduje się wieża widokowa, i z którego można podziwiać leżące nieopodal Tatry.


Do wyprawy dołączył kolega, dla którego miało być to pierwsze wyjście w góry od długiego czasu. W ekipie miałem więc małe, trzyletnie dziecko oraz nierozruszanego programistę, także oczywistym stało się, że planowana trasa powinna być raczej łagodna. Niestety, jestem idiotą, więc wybrałem najgorszą z możliwych opcji, a więc podejście z Tylmanowej.


Na miejsce dojechaliśmy o 13, gdy słońce było już wysoko i grzało bezlitośnie. Na tę wycieczkę pożyczyłem od taty jego oldschoolowy, PRLowski plecak z aluminiowym stelażem, do którego przyczepiłem namiot, śpiwory, karimaty, oraz zapakowałem prowiant. Dodatkowo na brzuchu niosłem mniejszy plecak z jedzeniem, które mieliśmy uskuteczniać na bieżąco. Łączenie wyszło tego trochę ponad 30kg, co niestety odczuwałem na barkach.


Już na początku trasy ustaliliśmy z kolegą, że będzie szedł swoim tempem i spotkamy się na górze. Mysz, jak to zwykle bywa na początku każdej wyprawy, narzekała, chciała się co chwila zatrzymywać i ogólnie średnio współpracowała. Przy każdym postoju musiałem ściągać, a później zakładać ciężki, nieporęczny plecak, co stało się moją zmorą. Dodatkowo, pas biodrowy był zwykłym plecionym paskiem bez jakichkolwiek gąbek i dość dotkliwie wbijał się w moje obrośnięte tłuszczem boczki. Cały czas zastanawiałem się, na co ja się właściwie zdecydowałem.


Podejście było bardzo strome i przez większość czasu musiałem trzymać Mysz za łapkę i ją asekurować, ale mimo wszystko szła sama. Ścieżka była usiana kamieniami, rzadko się wypłaszczała i wchodzenie nią było istną katorgą. Każdą kałużę i błotnisty fragment witałem z radością, bo przy nich udawało mi się podkręcić tempo Myszora i odwrócić jej uwagę od ciężkich warunków. Na ostatnim fragmencie, na chwilę przed Średnim Groniem, droga składała się już z samych drobnych kamieni, co znacznie utrudniało młodej wchodzenie. Na szczęście rosły tam też borówki, więc znowu coś, na czym udało mi się skupić jej uwagę.


W końcu, po prawie sześciu godzinach wspinaczki, doszliśmy do miejsca, z którego widać już było wieżę na Lubaniu. Wpadłem w euforię, bo moja męka miała się niebawem skończyć. Poza tym rozpierała mnie duma z Myszy, która mimo wszystko poradziła sobie świetnie i ani razu nie płakała. Dotarliśmy do bazy, gdzie czekał na nas kolega, i zaczęliśmy rozbijać namioty. To był etap, który mojej córze podobał się najbardziej i była mega podekscytowana - pomagała rozciągać materiał, wbijała śledzie, układała w środku karimaty i śpiwory. Później kupiliśmy też dla niej książeczkę GOT PTTK, do której z radością wbiła swoje pierwsze pieczątki.


Nadchodził zachód słońca, więc wraz z innymi turystami udaliśmy się na wieżę. Widoki były bajkowe. Słońce mrugnęło do nas na pomarańczowo po raz ostatni i poszliśmy do bazy, żeby w końcu usmażyć sobie kiełbaski i coś zjeść. W międzyczasie położyłem młodą spać, co nie zajęło zbyt długo, bo była wykończona. Po kiełbie sam poszedłem spać starając się nie myśleć o tym, co czeka mnie następnego dnia.


A czekało nas schodzenie tą samą trasą. Zwinęliśmy obozowisko i znów wrzuciłem plecak na grzbiet - zarówno ramiona jak i biodra bolały mnie jak sam skurczybyk po poprzednim dniu, więc zapowiadała się ciężka droga. Dodatkowo Mysz nie miała już najmniejszej ochoty na schodzenie, było to już dla jej małych nóżek stanowczo za wiele. Kilka razy płakała po drodze, że bolą ją stópki i musiałem ją nieść, co było już z kolej też ponad moje siły. Niestety, w kilku momentach straciłem cierpliwość i podniosłem na nią głos. Ostatecznie powrót zajął 4 godziny w średnio przyjemnej atmosferze, ale ostatecznie udało się nam dojść na parking. W samochodzie wystarczyło 5 minut, żeby moja wykończona dziewczynka odleciała i ostatecznie przespała całą drogę powrotną.


Z całej wyprawy wyciągnąłem kilka wniosków, do których też w późniejszym czasie się stosowałem. Na szczęście Mysz nie zraziła się nią zupełnie i w późniejszym czasie sama pytała, czy gdzieś pójdziemy, za każdym razem z jednym tylko zastrzeżeniem - żeby nie było już tak stromo jak na Lubaniu.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia #gorce

3d84c2bf-8faa-449a-b544-97cbdf14845c
e592d817-2e4d-40e4-8202-c946cca41b52
7a5e0b87-43c4-4419-82dc-646e76418055
c8375bfe-447b-4a3e-a75d-ac08e62d7db1
329fd0ce-c0ea-4e38-b4b9-34b1063a5341

@Piechur miło wspominam Lubań, też tam kiedyś spałem. Na pocieszenie powiem Ci, że od strony Kluszkowców też jest cholernie stromo xD jest w ogóle jakaś łatwiejsza trasa na ten szczyt?

@roadie Wydaje mi się, że jak szedłem z Krościenka to nie było aż takiej tragedii, bo się te wysokości trochę rozłożyły na dłuższym dystansie. Były też bardziej strome fragmenty, ale nie tak, żeby cała trasa taka była

Zaloguj się aby komentować

Mount Rainier (aktywny stratowulkan na samym północnym-zachodzie USA) rzucający cień podczas wschodu słońca. Zrobione w pobliżu uniwersytetu w Tacoma Washington.


Zdjęcie nie moje (a gdzie tam, z piwnicy wychodzić, brrr), tylko zajumane z neta


#fotografia #gory #fajnechmurki

3d6f9cd7-2291-4bb7-8044-5fec2b6ff45c
c7ac85fe-0807-4d4d-901b-347c6725c3d8
d069d0f4-29b5-449d-b48b-3c27544f22f5

Zaloguj się aby komentować

Łapcie jeszcze kilka zdjęć z wczorajszo dzisiejszej wyrypy. Z Kruczych gór poniosło nas w Karkonoski grzbiet i dalej w Rudawy. Miłośnikom dróg gruntowych polecam gorąco, bo jest gdzie jezdzić legalnie, nawet w kilku miejscach można wjechać do lasu, z tego miejsca chciałbym też gorąco nie pozdrowić baranów na crossach którzy mają w d⁎⁎ie zakazy wjazdu i w ostoi Głuszca pałowali na szutrach do odcinki tak E było ich slychać z kilku kilometrów. Oby Was dojechała straż leśna! Mam nadzieję że was dogonili, przez takich baranów opinia o miłośnikach offroadu leci na pysk.

#nivaznegdziedroga

#offroad

#gory

#podrozujzhejto

9e71c086-4124-4583-9310-14c7c627069b
0debc45b-a9e0-4e3e-8974-ec02bb17d11c
723ab1e3-d8e4-4ef7-a509-072297e1afbe
80f67651-e063-421a-9381-4adf142c36a0
86be7a52-3162-4eb6-b81d-334dc89e774f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować