Dalej radę z tym biegiem po treningu pomimo, że spróbowałem dzisiaj hack squat na maszynie i weszło mi na nogi, że hej i dobiłem łydki na drugiej maszynie, że całe nogi mi się trzęsły jak z niej zszedłem.
Pospałem dobrze i uczciwie.
W miarę ogarnąłem się z jedzeniem chociaż z powodu nuudy (mieliśmy czekać na robotę) było ciężko.
Postanowiłem, że zjem nic/zero/null słodkiego i się udało pomimo, że leży tego od groma na zakładzie: cukierków, batoników, przekąsek na lunchu... Żeby jakieś zdrowe przekąski leżały to nie- chyba będzie trzeba napisać raport. xD
Porażka:
Nie zrobiłem prania i muszę wyprać majty na jutro w zlewie.
Miałem się porozciągać w pracy a był czas a jakoś zapomniałem- jutro rano nie zapomnę.
Zrobiłem fest trening dzisiaj i może jedno ćwiczenie mogłoby mi pójść ciut lepiej tylko.
Odezwałem się do Norwega w sklepie, po norwesku czy mu pomóc z zakupami bo był na wózku i zrozumiałem co mi powiedział: Nie, dziękuję mam nadzieję, że sobie poradzę ale dziękuję, że pytasz.
Porażka:
Norweski mógłby pójść lepiej ale i tak było ok.
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Dużo i bez ogródek mówię o swojej drodze, przemianie i mindsecie i już kolejna osoba mi powiedziała, że wprowadziła przez to pewne zmiany: co do żywienia, aktywności. I to mój największy sukces! Pokazywanie innym, że nie są w swojej walce odosobnieni a życie jest wspaniałe, gdy to ty je ugniatasz- a nie ono ciebie.
Dzień zaczął się dobrze, a zakończył wspaniałe. Muszę go powtórzyć.
#galaretkanomore
Zjedzone: 3 280 kcal
Spalone: 3 415 kcal
Kroki: 28 250
Bieg: 12.5km
Rozciąganie: 15 minut rano
Książka: trochę
Norweski: ... Chyba nie było, zrobię zaraz chwilę
Sukces:
Ten bieg: https://www.hejto.pl/wpis/13-794-57-12-5-13-807-07-najtrudniejszy-i-najlepszy-nie-pod-wzgledem-cyferek-ale
Wstałem o 5 rano i zrobiłem to rozciąganie, już drugi dzień z rzędu.
Po biegu kupiłem sobie takie ciastka, które mnie kusiły od dłuższego czasu i zjadłem tylko tyle ile miała wejść w limit kaloryczny. Reszta na jutro.
Porażka:
Za dużo przyglądania telefonu, co najmniej pół godziny mógłbym uciąć i poświęcić na naukę języka.
Zjadłem zbyt łapczywie kolację chociaż nie byłem, aż tak głodny i widziałem, że idę biegać. Widmo wysiłku i pominięcia posiłku sprawia, że przesadzam. Zmienię to.
Najtrudniejszy i najlepszy- nie pod względem cyferek ale wyzwania- bieg w moim życiu.
Udowodniłem sobie nim, że się da, że można i pokonałem siebie na każdym polu, bo miałem każdą możliwą wymówkę i wszystkie były dobre: mokro, plucha śniegowa, pada deszcz, wieje, zimno 2°C odczuwalna -1°C, przejadłem się trochę przed samym biegiem(to było wymówką aby się zatrzymać albo zawrócić), w pokoju tak ciepło a materac taki miękki... Ale ja nie chcę być jak ten materac! Miękki i ciepły! Nigdy więcej! #galaretkanomore !
Norweskie zbiegi wcale nie są lepsze, bo robiąc kółko miałem świadomość, że to co idzie w dół to będę musiał się wspiąć. I nie nadrobię tempa. Cel 10km poniżej 50 minut uciekł mi po 4km ale się nie poddałem - cyferki ze mną nie wygrają. Wczorajszą porażkę przekuję w sukces! I zrobiłem to!
I jestem pewien, że dzisiejsze osiągnięcie w przyszłości będzie dla mnie śmieszne, łatwe i osiągalne od tak, ale na nim będę budował i na takich doświadczeniach stawiał się coraz wyżej.
Wczorajsze porażki budują dzisiejszy sukces, a dzisiejszy sukces jest motorem do przekraczania granic- granic swoich możliwości.
Ten bieg dedykuję więc wam: wszystkim walczącym i podejmującym tę nierówną walkę z samym sobą.
"Surrender is an outcome far worse than the defeat."
Jeszcze jest jedno czego się nauczyłem i co jest ważne- rozsądku. Bieg był też po to aby kupić dżem z maliny moroszki i normalnie (a było to trochę po 10km) przerwałbym go i nie kontynuował. Tym razem jednak pobiegłem pomimo, że wszystko mówiło abym tego nie robił- zwłaszcza, że koniec to były takie 2km tylko pod górkę- i dobiegłem!
Dałem dzisiaj z siebie prawie wszystko. Żałuję, że nie wszystko.
#galaretkanomore
Zjedzone: 2 320 kcal (zaraz dobije do zera kalorycznego gorzką 87% czekoladą)
Spalone: 2 700 kcal
Kroki: 16 400
Trening: fbw na siłowni
Spacer: 4 km na siłownię i z powrotem
Bieg: 1.2 km/ ~6 min
Norweski: był, ćwiczenia i słuchanie
Książka: była, sporo
Rozciąganie: 15 minut rano
Sukces:
100 kg x3 w przysiadzie- moja psychologiczna bariera pękła.
Wstałem rano zrobić te rozciąganie i jutro też jest w planie.
Incline dumbell press znowu weszło fajnie.
Fajnie rozplanowane i zjedzone posiłki.
Porażka:
Zaplanowany bieg po treningu nie udał się tak jak chciałem- miało być ile fabryka da w tempie 3:55 ale po niecałych trzeci minutach mnie odcięło i złapał skurcz pod prawą łopatką. Muszę przeanalizować czy to porażka fizyczna czy w głowie. Liczyłem na minimum 8-10 minut.
Byłem zbyt narwany i nie dałem sobie kilku minut między ostatnią serią fbw a bieganiem.
Z tym norweskim mógłbym być bardziej rzetelny. Do poprawy.
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Na jutro w planie bieg po mieście bo chodniki zaczynają być ładne.
Tytuł: NIC MNIE NIE ZŁAMIE: Zapanuj nad swoim umysłem i pokonaj przeciwności losu
Autor: David Goggins
Kategoria: Autobiografia/Poradnik
Wydawnictwo: Galaktyka
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 9/10
Z Gogginsem wcześniej miałem tylko taką styczność, że widziałem jakieś dwa szorty na YouTube z jego udziałem i nie interesowałem się więcej osobą. Za poleceniem @WujekAlien jednak nabyłem drogą kupna wersję papierową oraz drogą wypożyczenia z chomikuj wersję elektroniczną.
Autobiograficzny poradnik jednej z najtwardszych i bezkompromisowych osób współczesnych. Posługując się podobnym językiem kreśli swoją drogę od dzieciństwa w cieniu despoty, przez grubasa bez perspektyw i z depresją po członka elitarnego zespołu seal, ultramaratończyka, triathloniste i kogoś, kto pokonując wszystkie trudności osiąga założone cele.
Jest w swojej opowieści autentyczny i własne obserwacje i metody popiera czasami naukowymi wyjaśnieniami.
W miejscu, w którym jestem i na drodze, którą podążam, nie da się odebrać tego typu opowieści bez osobistego afektu. Więc widzę, wiele porad i gdy Goggins od początku kreślił głównych "przeciwników" z jakimi walczył- czułem smutek- bo nie wymieniał wśród nich siebie, aż do momentu przeżycia katharsis - bo ta konkluzja się pojawiła i mogłem wewnętrznie krzyknąć: Czarny Bracie! Mamy tego samego wroga! Dla każdego z nas jest nim on sam!
Czy chcę być Gogginsem? Nie. Droga na szczyt to droga samotna i pomimo osiągnięcia każdego założonego celu z historii jego życia bije nie do końca wypowiedziana przestroga. Jeżeli chcesz być na szczycie świata to tam jest miejsce tylko dla jednej osoby. Świadczą o tym chociażby rozbite związki autora. Ja chcę być lepszy dla siebie, a przede wszystkim dla mojej rodziny i ludzi, których spotykam- aby jak najlepiej wykorzystać dany mi przez Stwórcę czas i zasoby.
Jednak, co udało mi się osiągnąć przez ten rok mojej pracy, a co mam wspólnego z Gogginsem to pewien mindset: cel jest ostatecznie ważny, ale nie tak istotny jak droga i trzeba pokochać proces, aby z każdym dniem stawać się lepszą wersją siebie.
Nie tylko w sporcie, ale w takim holistycznym ujęciu: ciała i ducha.
Smiac sie z innych ludzi (grubych, chudych) na silowni moga tylko jakies mentalne odpady. No chyba, ze smiejemy sie z cwaniaczkow, madrali, co wszystko wiedza. To mozna ;)
Jestem solidnie niedospany. Wrzucam ten wpis, włączam muzykę i idę spać.
#galaretkanomore
Zjedzone: 2 850 (fajnie białka, za dużo węglowodanów)
Spalone: 2 850
Kroki: 19 500
Spacer: 4km na siłownię i do hotelu
Trening: fbw na siłowni
Rower: 5 minut / tyle dałem radę i wysiadły mi uda po wyrokach i wczorajszym biegu (cały dzień miałem domsy) xd
Norweski: był- niedużo.
Książka: sporo (Goggins, Nic mnie nie złamie); i zaraz skończę, dobra lektura w dobrym momencie mojej drogi.
••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
Sukces: ruszyłem d⁎⁎ę i dałem z siebie wszystko.
Porażka: mogłem więcej się ruszać w pracy- chociaż był luz i nie traciłem czasu bo dużo czytałem więc połowiczna porażka; bez sensu poszedłem na lunch i był słaby i zjadłem dwie takie słodkie bułki/drożdżówki, które były średnie. Jutro idę tylko po butelkę coli zero.
W ramach relaksu i regeneracji zrobiłem pułap tlenowy na bieżni. 46 minut. Było spoko. Z jednej strony to bieganie na chomiku trochę łatwiejsze bo łatwiej utrzymać równe tempo bo wbijasz po prostu w maszynę i lecisz, a z drugiej dobrze, że jeszcze ponad tydzień i wracam bo nie wyrobiłbym długo tak z motywacją. Jako przerywnik to ok, ale nuuuuudy panie.
Wolę teren i w sumie za każdym razem trochę inną trasę.
#galaretkanomore
Zjedzone: 3 000
Spalone: 3 100
Kroki: 25 800
Spacer: 4km na siłownię i do hotelu
Bieg: 8.2km/46 minut
Norweski: był
Książka: sporo i wgrałem nową na Kindle (Goggins, Nic mnie nie złamie); zamówiłem papier do domu a tutaj poszło ukochane chomikuj.
••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
Sukces: ruszyłem d⁎⁎ę i dałem z siebie sporo.
Porażka: mogłem więcej się ruszać w pracy, jutro dołożę po lunchu jeden obchód fabryki. xD
Byłem na siłowni, ale jak już poszedłem to zrobiłem trening siłowy i na dobicie to bieganie. Nie było zbyt długo bo po przysiadach umierałem i wrzuciłem sobie tempo na początek 4:00/km i mnie skurcz na plecach złapał po 700m xd
Nje ma opjerdalanja sje.
Myślę, że do swojego podsumowania będę dawał też sukcesy i porażki. Świętowanie sukcesów jest ważne ale jeszcze ważniejsze jest doświadczenie porażki.
#galaretkanomore
Zjedzone: 2 750 kcal
Spalone: 3 035 kcal
Kroki: 21 200
Spacer: 4km
Bieg: 2 km
Trening: fbw na siłowni
Norweski: był
Książka: była
Sukces: w końcu udało mi się zrobić pełną serię incline dumbell press ciężarem 27.5 kg (poprzednie podejście 27kg) na stronę; ruszyłem dupsko na tę siłownię; powstrzymałem się przed zjedzeniem drugiej paczki pralinek Smil
Porażka: zaatakowałem 100kg w przysiadzie i nie dałem rady bo problem leżał w głowie i rozplanowaniu podejścia; mogłem więcej czasu poświęcić na norweski i książkę a mniej na telefon; połowiczna porażka to zjedzenie pierwszej paczki pralinek Smil.
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Jutro muszę odpocząć, postaram się zrobić chociaż kroki i muszę ogarnąć pranie bo za mało gaci zabrałem ze sobą i mi się kończą.
@AdelbertVonBimberstein Ty młody lepiej powrzucaj jakieś przepisy na te twoje twarogi, z netu jak ci się nie chce pisać, wrzucasz te zdjęcia z boczkiem, z adwocado i inne ale jakoś nie mogę się przekonać że to smaczne, a musze więcej białka zacząć jeść.
@Opornik bierzesz twaróg, dwa ząbki czosnku jak jesteś pipa, jak jesteś chłop do 5, do tego szpinak tak od luja, i co inne zielone, miksujesz, dajesz sól pieprz oregano do oporu może być suszona cebula, obok robisz połowę awokado, jakie tam mięso lubisz w rozsądnej ilości np 50g wysmażonego boczku i ja lubię na to jeszcze tak 30-40 g sweet chili sosu dać, ale takiego bardziej chili niż sweet, mam swój ulubiony akethai co ma 100 kcal/100g. Zaraz będzie też dostępny Heinza w dyskontach też jest dobry tylko prawie 180 kcal.
Zamiast boczku może być łosoś wędzony/pieczony, śledź jak lubisz, wędlina z kurczaka. Raczej unikam wędlin z wieprzowiny bo mają przeważnie od luja niskiej jakości tłuszczu a przez to kcal niepotrzebnych.
@AdelbertVonBimberstein Dobra ale co do blendera wrzucasz a co osobno! Czosnku to ja dam 6. Ja blendera nie kupię bo mam już dosyć klamotów, mam 2 miksery z dupy.
@AdelbertVonBimberstein to jak chcesz wytrzymalosc robic to tymbardziej bdz sensu, lepiej jakies hiit robic moim zdaniem. Nie dosc, ze krotszy trening to jeszcze lepszy efekt
Człowiek się stara trzymać kalorie w ryzach, docina, brzuch się pojawia jak w rzeźbach Michale Angelo a gnojki norweskie przynoszą cały karton snil na kantynę i można jeść bez oporu....
Aaaaaa... Zjadłem jedno opakowanie i trzy zabunkrowałem w szafce...
@AdelbertVonBimberstein Próbowałem ostatnio takiego norweskiego wafelka podobnego do WW. Rzeczywiście bardzo dobry, zdecydowanie lepszy od polskich, ale wydaje mi się że Cadburry jest jeszcze lepsze.
Pisałem wcześniej, że idę na siłownię, ale tak naprawdę szedłem na przystanek autobusowy.
Kierowca gnojek się nie zatrzymał i jednak poszedłem. xD
Na dobre mi to wyjdzie.
#galaretkanomore
Zjedzone: ~2 650 kcal (poszalałem z białkiem: 285g).
Spalone: 3 000 kcal *
Kroki: 20 300
Trening: fbw na siłowni
Spacer: 4km na siłownię i z powrotem
Wieczorne ćwiczenia idą mi zdecydowanie gorzej niż te przedpołudniowe. Niestety, nie mam tutaj pola do manewru a na pewno nie będę wstawał o 4 rano bo dla mnie to jeszcze większy dramat.
*Sprawdzę sobie w ciągu 3-4 dni średnie "spalanie" i dopasuje kcal spożywane aby zacząć być na zero. Na razie jeśli chodzi o tygodniowe ujęcie to pewnie jestem w tych okolicach bo w podróży znowu "pobalowałem".