Niestety jedynie Phoenix moim zdaniem przykuwa tutaj uwagę swoją grą. Emma Stone jakas niewidzialna, Pascal jakos tez tak słabo.
Do połowy mnie wymęczył, od połowy troche sie rozkręca, ale dłuży sie i nudzi. Za duzo tez tu politycznych tematów wrzucone moim zdaniem jest. Mogłoby byc troche wiecej czarnej komedii, zdecydowanie jest jej za malo, ale ma kilka dobrych momentów śmiesznych. Zmarnowany potencjał, obsada nie ratuje, spodziewalem sie zdecydowanie czegoś lepszego i mialem nadzieje, ze ocena w internetach jest zaniżona. Niestety nie jest.
@kopytakonia a mnie akurat miło rozczarował ten seans, chociaż zgadzam się, że mógłby być krótszy o te 15 minut chociaż - czarny humor w sumie w zamierzeniu nie powinien być śmieszny, więc tu się wszystko zgadza, biedny Phoenix, Aster kolejny film go j⁎⁎ie na fabule XD
Według mnie zaniżona ocena na Filmweb, film dobry, Brad Pitt jak zawsze bardzo dobrze zagrał, James Gandolfini żywczem jak wyjety w szlafroczku z Sopranos. Ciekawy klimat i fajnie zrobiony film.
Kolejny rewatch. Jakoś nie miałam ochoty wieczorem na nic ambitnego, szukałam bezmyślnego akcyjniaka, ale przy przeglądaniu vodów mignął mi Matrix i pomysł by sobie przypomnieć film nagle zajął całą moją mózgownicę.
Nie wiem czego się spodziewałam, na pewno nie tego, że od pierwszych sekund wejdę w ten film na pełnej głowie, na spiętej d⁎⁎ie, rozkoszując się każdą sceną. Może sądziłam, że tym razem podejdę bardziej krytycznie po tylu latach. Nic z tego.
Matrix dalej robi fenomenalne wrażenie.
W tym akurat rewatchu obserwowałam zależności społeczno-polityczne, czyli jak powstaje rewolucja. I przez cały seans zastanawiało mnie czy to prawidłowa rewolucja? Czy nie lepiej zostać w symulacji i jakoś żyć, niż trwać w blaszanych trumnach i podziemnym mieście i walczyć o przetrwanie? A jednak zdrada Cyphera, mimo jego wcale nie takich niewłaściwych wniosków, boli za każdym razem tak samo.
Ostatecznie, jako widzowie, czy chcemy czy nie, stajemy po stronie rewolucjonistów - może dlatego, że ludzie nie potrafią znieść myśli, że ktoś ich traktuje jak trybiki w maszynie i nic więcej, a przecież ego ludzkie potrzebuje większego paliwa niż matriksowe maszyny.
Świetny film, arcydzieło popkultury, akcji, ambitnego kina - filozofia, socjologia, psychologia - można rwać film na warstwy, a wciąż coś zostanie do zbadania. Niesamowite jak Wachowskie rodzeństwo zdołało tak wiele rzeczy umieścić w jednym seansie: odniesienia do wu xia, kina akcji, dodane nowe atrakcje akcyjne, które właśnie dzięki Matrixowi przeszły do historii kina, do tego cała ta filozoficzna otoczka, film wymusza refleksję, a nie tylko załatwia nam umysł złożoną i pędzącą akcją.
Chyba w tym właśnie tkwi geniusz Matrixa. Zamiast chaotycznego miszmaszu dostaliśmy perfekcyjne dzieło, gdzie wszystko się trzyma idealnie i idealnie pasuje.
@Mahjong Napisać książkę albo nakręcić taki film, że ludzie po 26 latach będą o tym dyskutowali i doszukiwali się jakiś ukrytych w filmie przekazów. To byłoby dopiero coś.
@Dybala nieważne jak się nazywają, daję jak wszędzie wpisują je oficjalnie, dla mnie to wciąż ci sami twórcy, bez znaczenia czy mają inną płeć czy inne imiona - nazwisko się zgadza
można w sumie pisać też rodzeństwo Wachowski - będzie poprawnie w obu przypadkach jak kogoś kłuje
Bardzo lubię ten film, ale smak mi zepsuł fakt, jak po latach się dowiedziałem, że film jest metaforą transseksualizmu. Wychodzenie z matrixa i znajdowanie własnej, prawdziwej tożsamości. Sami bracia (a teraz siostry) Wachowscy potwierdzili/ły tą teorię...
@nick-chevs sądzę, że to jednak jedna z interpretacji i sposób na przypodobanie i wpisanie się w jakieś tam dzisiejsze trendy, niż oryginalny zamysł. A nawet jeśli, to przecież każdy może interpretować dzieła po swojemu.
@nick-chevs To tylko kolejna z setek interpretacji. Ale nie nazwałabym tego metaforą transseksualizmu tylko ogólnie metaforą szukania prawdziwego "ja".
Seans na TVN, spędzany czas z mamełe, więc akuratny film, rodzinny taki, wzruszający.
Fabuła? O wielkim bezdomnym nastolatku, który dostaje od życia fart stulecia - czyli bogatą w kasę i w serce białą republikańską rodzinę, która praktycznie adoptuje chłopaka, pomaga mu w skończeniu szkoły i umożliwia start kariery w futbolu amerykańskim.
W roli głównej sam Drabulok, który zagrał Mike'a oraz całą jego rodzinę. Za rolę białej wspaniałej kobiety, która stoi za każdym czarnym chłopakiem dostał nawet Oscara.
Fun fact: w tym samym roku Bullock dostała równocześnie Oscara i Malinę za najgorszą rolę
Sorki za wstawki wyśmiewające, no ale tak jest - ten film aż się prosi by o to by wyśmiewać całą historię. Wielki Mike by pewnie umarł z głodu ostatecznie gdzieś, albo gangusy przemieliły by go do stania na kornerach i ostatecznie odsiadywałby wyrok.
A zamiast tego miłość, kasa i kariera sportowa. Bo wystarczył ruch serca pewnej białej pani.
Z drugiej strony można się śmiać, ale to na podstawie prawdziwej historii, więc chociaż tyle.
Film przesłodzony, amerykański na maksa, ale o dziwo nie ogląda się go źle. Solidna produkcja, perfekto zrealizowana. Ale nic więcej.
Historia bajki toczy się w puszczach Oklahomy na przełomie XIX i XX wieku. Głównymi bohaterami serii są dwa osierocone niedźwiadki, Dżeki i Nuka, które trafiają pod opiekę indiańskiego chłopca o imieniu Ran oraz jego rówieśniczki Alicji - białej dziewczynki. Bohaterowie muszą się zmagać z czarnym charakterem który czycha na niedźwiadki
Nie taguje ANIME bo nie przypomina zupełnie produkcji z kraju kwitnącej wiśni.
Ale to ładnie zrobione wszystko analogowo, tła namalowane w gwaszach... Te japońskie kreskówki w porównaniu do zachodnich albo jeszcze gorzej wschodnioeuropejskich to mistrzostwo.
3 cześć trylogii "Na noże" (Knives Out).
Tym razem trafiamy na niewielką parafię w Nowym Jorku, w której dochodzi do zabójstwa proboszcza, o które zostaje oskarżony wikary. Będziemy świadkami rozwiązania tytułowej zagadki zmartwychwstania, a rolę detektywa po raz kolejny przyjmie Benoit Blanc.
Niejsłabsza część trylogii i mam wrażenie, że seria choruje na wyraźną tendencję spadkową, pierwsza część była super i często do niej wracam, druga byłą wyraźnie gorsza, ale dalej zjadliwa, a trzecia - no cóż, sami oceńcie.
@Mahjong nie, to zupełnie osobna część i jedyne co je łączy to postać detektywa Blanca (Daniel Craig). Nie ma żadnych nawiązań do poprzednich części, po za tym, że dzięki rozwikłaniu poprzednich zagadek, detektyw stał się sławny. Żadnych nawiązań do treści czy spoilerów.
Kurtyzana Julia przybywa do Florencji. Rozkochuje tam w sobie lokalnego władcę i jego syna.
Muzyka robi robotę - podkręca tempo wydarzeń choć były momenty że monco stonowana i robiło się troche nie tyle nudo co bez większych emocji. Specyficzne kino które nie każdemu przypadnie do gustu.
4 - film Frtiza Langa choć tu tylko był odpowiedzialny za scenariusz
@TyGrySSek dzięki, właśnie importuje. Lubię takie klimaty. Trzy lata temu byłem na nocnym seansie filmu Nosferatu w "Koperniku". Impreza bez dzieci, z piwem wewnątrz. Sztos
Druga część trylogii "Na noże" podobała mi się bardziej od pierwszej. Bardziej podobała mi się sceneria Grecji, niż tej zimowej, która była w pierwszej części, wydaje mi się, że więcej tu było komediowych momentów, co też jest dla mnie na plus, historia nie jakaś wybitna, ale przyjemnie się oglądało i nie wynudziło mnie ani razu przez te dwie godziny.
Ekranizacja mojego ulubionego opowiadania autorstwa Stephena Kinga.
Uwielbiam ten sielankowy klimat chłopięcych zabaw, którzy w ten sposób uciekają od problemów domowych: biedy, alkoholizmu, przemocy, zaniedbania emocjonalnego. Przyjemnie patrzyło się na relacje głównych bohaterów, którzy może i byli wobec siebie złośliwi, jednak potrafili także się wspierać i pocieszać. Chociażby gdy Chris zachęcał Gordiego do tego, żeby nie szedł z nimi do zawodówki, tylko poszedł do dobrej szkoły, by mógł się wyrwać z miasteczka.
Seansu nie zepsuł nawet młody Wil Wheaton, na którego nie jestem w stanie patrzeć po obejrzeniu „Star Trek: The Next Generation”. Zagrał tam okropnie irytującą postać, jego mimika również sprawia, że nie pałam do niego sympatią. xD
Typowa komedia Quentina Dupieuxa - czyli krótka, śmieszna i głupia. Fun fun fun!
Tym razem dochodzi szczypta surrealizmu w hołdzie Salvadorowi Dali, którego gra kilku aktorów w tym filmie, ale sam Dali w tym obrazie zawsze jest taki sami. Ego wyjebane po nieboskłon!
Kto lubi komedie Dupieuxa ten się nie zawiedzie.
/jeśli ktoś nie kojarzy reżysera, to ten od "Morderczej opony"/
Ładnie poryty film, jak większość filmów Haneke w sumie. Trafił niedawno na Mubi więc miałam okazję nadrobić.
Nauczycielka gry na fortepianie przeżywa coś na wzór kryzysu wieku średniego, tylko na pełnej. U niej ten kryzys jest zaiste prawdziwy - toksyczna matka, zaburzona psychika samej Eriki (w tej roli rewelacyjna Isabelle Huppert), i dziwne seksualne pragnienia, które kobieta na razie rozgrywa na poziomie podlądactwa.
Trochę się zmieni gdy Erika pozna młodego przystojnego studenta, który w niej się zakochuje. Zamiast wykorzystać szansę kobieta nadal leci w dół, ciągnąc za sobą młodego chłopaka, który już sam nie wie, czego od niego chce ta dziwna kobieta.
Obserwacja Eriki w tym filmie czasem aż boli, jej pęd ku samozagładzie jest przerażający i czasem miałam nadzieję, że coś go przerwie, przecież w głębi serca tej smutnej i surowej kobiety musi być kapka dobra i nadziei? Prawda? Prawda?!
Ostatecznie Erika dostaje to co chciała. I to chyba jest najsmutniejsze.
Ale takie filmy kręci pan Haneke, chcesz optymizmu i ogromnych pokładów nadziei? To włącz sobie kolejny raz "Forresta Gumpa" a nie "Pianistkę". Ament.
Oficer Unii Kerry Bradford ucieka z więzienia Konfederacji i udaje się do Virginia City w Nevadzie. Pewnego dnia spotyka byłego dowódcę więzienia Vance'a Irby'ego, który planuje wysłać 5 milionów w złocie, by uratować Konfederację.
Lata 50. w Polsce. Sabina jest redaktorką w wydawnictwie, taka szara myszka. Matka i babcia bezskutecznie próbują ją wydać za mąż. Ale żadne z kandydatów nie pasuje Sabinie. Dopiero gdy poznaje przystojnego, szarmanckiego i tajemniczego Bronisława to odezwą się w niej uczucia.
Nabuzowana Buzek grająca Sabinę świetnie oddała ową postać i jej przemianę. Już pierwsza scena filmu nam to pokazuje, gdy Sabina siedzi w kinie i ogląda jak w kronice filmowej maszerują umięśnieni sportowcy. Jej mina na ten obraz pokazuje wszystko co czuje w środku dziewczyna
Wracając do Bronka, ten znów odwiedza Sabinę, babcia poszła spać, a matka specjalnie wychodzi na parę godzin by młodzi spędzili czas ze sobą. Szybko jednak okazuje się, że Bronisław nie jest tym za kogo się podaje - jest tajnym funkcjonariuszem i chce ujebać dyrektora wydawnictwa, w którym pracuje Sabina.
Dalej nie piszę, ale cała fabuła filmu jest świetna, wraz z końcówką. W każdym razie konkluzja filmu jest prosta - w kobietach siła!
A aktorskie trio - Buzek, Janda i Dorociński robią mega robotę w "Rewersie".
Jak ktoś płacze, że polskie kino spadło na psy i po "Psach" już nic nie powstało dobrego to zaproponujcie mu ten film, niech zobaczy solidny poziom. Film trochę lat ma, ale w sumie niewiele stracił, ostatecznie i tak główna akcja filmu rozgrywa się w na początku lat 50.
Co jeszcze? Wyborne dialogi! To na pewno kolejna moc tego tytułu. W każdym razie - polecam.
Z ciekawości obejrzałem ile książki w filmie. To nie był dobry pomysł bo fabułę dosyć dobrze pamiętałem wiec nie zaskakiwał. Gdybym pierwszy raz go oglądał i nie czytał książki pewnie ocena była by dużo wyższa. Trochę na chama oglądałem
Nie spodziewałem się, że aż tak mi się spodoba. A obejrzałem, bo poleciły go dwie osoby, których gustom filmowym po prostu ufam.
Historia jest przewidywalna i niczym mnie nie zaskoczyła... no, prawie.
Głównymi bohaterkami są Łowczynie, które wykorzystują siłę swoich głosów do powstrzymania demonów przed zaatakowaniem Ziemi i zniewolenia ludzkich dusz. Rozbawił mnie pomysł z wykorzystaniem kpopu, który jak najbardziej ma sens - przecież taki koncert można transmitować na całym świecie, podbijając oglądalność. Jednakże najzabawniejsza była odpowiedź demonów, które... postanowiły pokonań Łowczynie ich własną bronią i stworzyły boysband. xD
Na ekranie debiutowała Krystyna Janda, która z buta weszła do polskiego kina. W roli dokumentalistki Agnieszki, robiącej dyplom, pozamiatała stare i nowe gwiazdy aktorskie w kraju. Długie, intensywne spojrzenia, miętoszenie papierosów w ustach i ta cała taka kończynowa Janda - tu nogę postawi, tu ramię oprze. No po prostu bestia aktorska w tym filmie!
Sama historia jest za⁎⁎⁎⁎sta - Agnieszka chce nakręcić film o dawnym przodowniku pracy - Birkucie (w tej roli Janusz Radziwiłł). Mamy w sumie dwie historie zawarte w filmie - właśnie Agnieszkę, która podąża tropem Birkuta i właśnie to jest druga historia - sam Birkut, jego historia na szczyt i upadek, gdy system zaczyna pożerać własne dzieci.
Jedne z moich ulubionych scen rozgrywają się w montażowni, gdzie montażystka niezbyt jest zajarana tworzonym filmem Agnieszki, ale z czasem zaczyna czuć "ogień". Gdy dziewczyny się poznają montażystka mówi ze znudzoną miną, że "jest od klejenia, a nie od myślenia", by już w ostatnich scenach w montażowni w filmie powiedzieć coś odwrotnego - że właśnie nie jest tylko rzemieślniczką, ale może mieć własne zdanie.
Takimi odczuciami zaraża ambicja młodej Agnieszki.
Perypetie Birkuta w ostrym socrealizmie, te sceny gdy młody człowiek czuje pasję i jest w stanie poświęcić wiele by dołożyć swoją "cegłę". A potem system oddaje w gębę.
W sensie całości to po prostu jebane arcydzieło. Mimo, że to był mój drugi seans tego filmu i znałam fabułę, to i tak siedziałam na spiętej d⁎⁎ie - nie ma tam ani sekundy nudy!