Jako że w całości przeczytałem komiksowy pierwowzór, to animację oglądam dla zobaczenia, jak zostaną przedstawione poszczególne walki czy wątki (chociażby gwałt na Marku).
I mam wrażenie, że twórcy skorzystali z rad, z których sami się śmiali w drugim sezonie - mianowicie „leniwej animacji”. Link tutaj: https://youtu.be/uhndpv7sEqE
W porównaniu do poprzednich sezonów, czwarty wydaje się bardzo oszczędny w animacji. Nie dziwię się, skoro twórcy chcą dostarczać sezony co roku, jednakże wolałbym dłużej poczekać, żeby nacieszyć swoje oko. Wielka szkoda.
Jednocześnie przeszkadzała mi niekonsekwencja siły Marka, który pokonał jednego z najpotężniejszych Viltrumitów, Conquesta, żeby potem otrzymywać oklep od jego znacznie słabszych pobratymców. No ale chyba tak to musi wyglądać w superbohaterskich utworach.
Jeden z pierwszych tytułów w dorobku kontrowersyjnego Vincenta Gallo. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Buffalo '66
Rok produkcji: 1998
Reżyseria: Vincent Gallo
Kategoria: #czarnakomedia #romans #dramat
Czas trwania: 110 min
Moja ocena: 8/10
Opuszczający więzienie mężczyzna próbuje znaleźć toaletę, ale zamiast tego znajduje miłość.
Świetny obraz. Podobały mi się kadry, podobały mi się pomysły na montaż i edycję, podobała mi się niby prosta, ale jednak intrygująca historia. Ten film zabiera nas w podróż, na którą nie do końca jesteśmy gotowi. Jest gęsto od czarnego humoru przeplatanego z wątkami tragicznymi, nie brakuje elementu romantycznego, który jest jednak powykręcany i wywleczony na drugą stronę. Główny bohater jest antypatycznym, samolubnym i egoistycznym kłamcą, samemu będąc przy okazji ofiarą swoich rodziców. Relacje między bohaterami są toksyczne, a wątek miłosny to spełnienie naiwnej męskiej fantazji. No po prostu oczu nie można oderwać. Różne gwiazdy mają tu małe role, można zobaczyć na przykład Mickey'a Rourke, czy Anjelicę Justin. Gallo zdecydowanie miał wizję i nie mogę nie szanować go za odwagę, by zrobić coś innego. Polecam osobom lubiącym kino nietuzinkowe, trochę brudne i wymykające się standardom.
Oglądając ostatnio Project Hail Mary przypomniałem sobie o filmie, który niesamowicie pobudził moją dziecięcą wyobraźnię. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Contact
Rok produkcji: 1997
Reżyseria: Robert Zemeckis
Kategoria: #scifi
Czas trwania: 153 min
Moja ocena: 7/10
Po latach bezowocnych poszukiwań dr Ellie Arroway natrafia na sygnał, który pochodzić może od pozaziemskiej cywilizacji.
Ostatni raz oglądałem ten film kilkanaście lat temu, ale pamiętam dobrze, gdy zobaczyłem go po raz pierwszy mając chyba 8 lat - klimat przygody i poszukiwania "skarbu" poprzez rozwiązywanie kolejnych wskazówek pobudziły moją wyobraźnię do tego stopnia, że przez kilka tygodni wysiadywałem wieczorami na balkonie wpatrując się w niebo i szukając latających spodków. Po latach mogę powiedzieć tylko, że niestety obraz trochę się zestarzał, jednak w dalszym ciągu jest to fajne kino, przy którym można bawić się dobrze. Kilka rzeczy możnaby skrócić lub z nich zrezygnować, wątek religijno-naukowy, mimo że kluczowy dla wydarzeń, wydał mi się najsłabszy, choć rozumiem, czemu został dodany. Sam proces rozszyfrowywania sygnału i rozwiązywania kolejnych "zagadek" był świetny, a jeśli mowa o sygnale, to nie można nie wspomnieć o dźwięku, który został wybrany i zwyczajnie robi robotę: jest rytmiczny, mechaniczny, głośny i nieco niepokojący, wwierca się w głowę zagnieżdżają w niej myśl o tym, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Polecam fanom nie tylko filmów w klimacie sci-fi, ale także tym lubującym się w przygodówkach.
@Piechur właśnie wąrek religijno-filozoficzny to clue tego filmu. Doszedłem do tego po którymśtam z kolei oglądnięciu, że właściwie o to w tym wszystkim chodzi. Sci-fi jest tylko dodatkiem do rozważań nad życiem po życiu
W tym sezonie główny bohater postanowił wstrzymać poszukiwania swojej zaginionej rodziny żeby zająć się innym równie istotnym problemem, otóż siusiak mu nie staje. W tym celu wyrusza do ichniego hogwartu żeby znaleźć lekarstwo.
Trochę mniej akcji, ale więcej lore, dramatu. Fajnie się rozwija to anime, z każdym sezonem coraz bardziej mi się podoba.
Podstarzały, społecznie nieprzystosowany, o raczej odrażającej powierzchowności, gość z obsesja na punkcie małych, niedojrzałych dziewczynek, ginie w wypadku i odradza się w ciele dziecka.
Następnie ponownie przeżywa dojrzewanie, w tym standardowe pierwsze kontakty z płcią przeciwna. W międzyczasie jego nad wyraz seksualnie aktywny ojciec zdradza jego matkę i ma dziecko.
Rodzina i znajomi bohatera zostaja wmanewrowani w szereg katastrof, w trakcie których niektórzy giną, biusty podskakują, majtki się przewijają, i kolejne seksualne niezręczności trapią główne postacie.
Melanż o tyle niefajny, że bohater z jednej strony jest w sumie pozytywną postacią, ale z wyraźnie nieciekawymi upodobaniami seksualnymi.
Dodatkowo autor ma coś do rodziny bohatera. Zabijanie, zdrady, alkoholizm, wzajemne dręczenie się.
Ciężkie i niesympatyczne to.
A, i główny bohater to idiota. Niby dojrzały gość w ciele nastolatka, ale - przynajmniej w dwóch pierwszych seriach - popełnia błąd za błędem. I nie mówimy tu o boskich intrygach czy jego braku znajomości natury ludzkiej. Nie, tu chodzi o brak empatii, zorganizowania, rozumienia konsekwencji.
Jego spotkanie z zapijaczonym starym po rozłące to pomnik tępoty - oboje mają swoje drużyny, obojgu zależy na zaginionych członkach rodziny, ale jeden woli wpaść w pijacki szal, a drugi znacząco i wyniosłe milczeć. Bleh.
@Dzemik_Skrytozerca myślę że taki był zamiar, pokazać że rudeus jest niezwykle utalentowany magicznie, w walce wszystko mu wychodzi, ale poza tym podejmuje idiotyczne decyzję nawet jak na swój wiek, a z poprzedniego życia wyniósł głównie traumy a nie jakieś doświadczenie
Disney to xxxxx xxxxxx. Obejrzałem właśnie film o sadzeniu kartofli na Marsie, a na napisach końcowych info, że mogę zajrzeć na areslive.com żeby zobaczyć więcej.
Oczywiście strona przenosi do glownnej disneya, bo czemu nie (╯°□°)╯︵ ┻━┻
Mi tez sie audiobook bardziej podobal od filmu, to byl meterial pod serial nie film, faune bylo wlasnie jak dawal sobie systematycznie rade z kazdym napotkanym problemem, za malo czasu zeby to przekazac w jednym seansie kinowym
Młody afroamerykanin staje przed dylematem, czy kontynuować przestępcze życie na ulicy czy tez wyjechać z dziewczyną swojego ulicznego mentora i zacząć od nowa w Atlancie.
Mam problem z oceną tego filmu. Pomimo, że jest to jeden z najlepszych obrazów w swoim gatunku, to nie mogę przejść obojętnie obok faktu, że składa się on ze scen i zdarzeń, które są kalką wczesniejszych filmowych dokonań nurtu afroamerykanskiego kina niepokoju.
Czy fakt, że te sceny są nakręcone i zagrane lepiej od wzorców obliguje mnie do wystawienia wysokiej oceny? Ostatecznie uznałem, że tak.
I nie chodzi wcale, o nakręcony dwa lata wcześniej "Boyz in tha hood" z Ice Cubem i Gooding.jr. Mimo, że to praktycznie rzecz biorąc film dokladnie o tym samym.
To filmy, które wogle nie dostały dystrybucji w polsce i były raczej niszowymi, często bardzo niezależnymi dokonaniami jak kino blacksploitation, czy te od niezależnych twórców z nowego jorku.
A sam film? Dziś już trochę trąci myszką, ale poruszone problemy są uniwersalne dla społeczności i co ciekawe pozbawiony rasizmu, co we wcześniejszych czarnoskórych produkcjach bylo dosc powszechne.
Sam wątek jest przewidywalny, ale wciągający. Brutalność i całkowite lekceważenie norm społecznych zagranych młodzieńców wciąż szokuje i ciężko im dopingować w czymkolwiek. Nawet glowny bohater, który może zmienić się na lepsze ostatecznie jest pozbawiony jakichkolwiek rozterek moralnych, a przemoc traktuje jako drogę do celu. Nie trzeba byc alfą i omegą by przewidzieć, że dobrze się to dla niego nie skończy.
Młodzi aktorzy są bardzo wiarygodni w swoich rolach, a smaczku dodaje świadomość, że to aktorzy po szkołach aktorskich. Właściwie brak w tym filmie powszechnych w takich dziełach naturszczyków wprost z ulicy.
Jest co prawda dwóch raperów Mc Eith i Pooh man, ale to tylko potwierdza regułę.
Jedną z głównych ról gra żona Willa Smitha, Jada Pinkett, która jeszcze wtedy miała całkiem równo pod sufitem i wyciągnęła naprawdę dużo z postaci młodej afroamerykanskiej samotnej matki, ktora ma cel i potrzebę porzucenia życia w takim miejscu.
Ogólnie film chwyta za ryj i pokazuje, że nic nie jest czarno białe, o czym wielu ludzi obecnie zapomina.
Drugi sezon obejrzany, bardzo dobry, zachęca na kolejny sezon. Ale tym razem poczekam aż wyjdą wszystkie odcinki - jednak takie oglądanie "co tydzień" sporo wytraca dynamikę serialu.
Dawno nie oglądałem serialu, który byłby tak dobrze skomponowany, jeśli chodzi o tempo akcji i z taką zwinnością przedstawiał historie naprawdę wielu postaci bez poczucia pośpiechu i upychania. Dla mnie to pod 9 podjeżdża bardzo mocno.
@HerrJacuch i to wszystko z naprawdę dbałością o szczegóły, jak np każdorazowe odkażanie rąk czy zakładanie rękawiczek czy niepomijanie roli osób sprzątających
@bojowonastawionaowca Plus piękna zabawa formą. Niesamowicie dużo przyjemności daje mi podziwianie płynnych awansów drugich planów na pierwsze, niby przypadkowych wejść w kadr, obserwowania znanych postaci w roli (duży skrót myślowy) NPC gdzieś daleko.
Pokazuje to wspaniały warsztat twórców, wzmacnia spójność tego, co widzimy i właśnie zwyczajnie szalenie cieszy oko.
Za Filmwebem: Mężczyzna uwięziony w niekończącym się korytarzu metra stara się znaleźć wyjście nr 8. Zasady są proste: nie pomiń żadnej anomalii.
Zupełnie zbędna adaptacja pomysłowej gry komputerowej. Główny zamysł pierwowzoru szybko zostaje rozemłany przez dylematy moralne głównego bohatera, nie związane zupełnie z anomaliami, a te z czasem stają się urzeczywistnieniem jego rozterek.
Główny bohater jest zresztą tak nędznie rozpisany, że zamiast się z nim identyfikować lub mu chociaż dopingować irytujemy się jego nieporadnością i nieadekwatnym reagowaniem na zaistniałą sytuację. Do tego bidulek ma astme i chrząka więcej niż mowi, a jak mowi to wiedną uszy i nie chodzi tu o polski dubbing, który też jest tragiczny.
Oczywiście zamiast wyjaśnienia istoty anomali dostajemy jeszcze więcej pytań i niedopowiedzen, gdyż reżyser uznał, że to co miała swoj pokrętny sens w grze należy zagmatwac i pomieszać, żeby zabić umowność miedzy tworcą a odbiorcą, czego projektant gry uniknął.
Największą siła obrazu, czyli wyszukiwanie anomalii angażuje widza tylko na początku, gdyż ujęcia i sposób prowadzenia kamery uniemożliwiają z biegiem seansu skuteczne ich wyszukiwanie, a nawet wprowadzają czesto w błąd pokazując nagle postac, ktora cały czas była w pomieszczeniu, ale do pewnego momentu nie łapała sie w kadrze.
Ale sam korytarz został oddany naprawdę perfekcyjnie, to samo idący gość z walizką, chociaż jego wątek wpada tak z d⁎⁎y, że...
szkoda gadac. jeszcze ten dzieciak...a fe.
Ogólnie filmik na wieczór bez żadnych wymagań i szacunku wobec inteligencji widza. Dla mnie strata czasu.
Nie polecam, lepiej odpalić gierkę.
p.s. scena ze szczurami wygrzebała z mojej pamięci wspomnienia przerywników filmowych na PS2
Obsada:: Edward G. Robinson, Lon McCallister, Judith Anderson, Allene Roberts
Czas trwania: 1h 40min
Ocena: 7/10
Nastolatka, namawia swojego przyjaciela Natha, by pomógł jej rodzicom w pracy w gospodarstwie. Pewnego dnia Nath nalega, by wrócić do domu leśnym skrótem. Pete próbuje go od tego odwieść, z uwagi na tajemniczy czerwony dom i dziwne zjawiska, które zwłaszcza w nocy, mają miejsce w okolicy. Młodzi ignorują jednak te ostrzeżenia.
@TyGrySSek gonisz panie i raczej przegonisz, odkąd skończył mi się neet i jeszcze zaczął sezon rowerowy to nie mam kiedy oglądać filmów. Może nadgonię w sierpniu, po festiwalu
Historia genialnego, ale ekscentrycznego naukowca, dr. Janosa Rukha (Boris Karloff), który prowadzi badania nad tajemniczą, kosmiczną substancją. Wierzy, że dzięki niej zrewolucjonizuje naukę. Wraz z grupą innych badaczy wyrusza do Afryki, aby odnaleźć meteoryt będący źródłem tej energii. Odkrycie to przynosi jednak tragiczne konsekwencje.
Trzeci sezon na ten moment był dla mnie wszystkim co ten serial ma do zaoferowania.
W miasteczku spada pierwszy śnieg, a uprawy zaczynają zamarzać i się psują, co do i tak już napiętej sytuacji, dokłada kolejne problemy mieszkańcom. Twórcy chyba skumali, że mamy już wystarczająco dużo bohaterów i nowych wprowadza dopiero blisko połowy sezonu i to też tylko dwójkę.
Dużo ciekawiej wyglądają tu też konflikty między postaciami, przestają być tak rozmemłani i zaczynają być mocno zero-jedynkowi, opowiadając się po jednej ze stron. Dużo większy nacisk jest też na konflikt ludzie-istoty, który do tej pory był raczej na linii życie-śmierć, a teraz przybrał formę tortur fizycznych i psychicznych na bohaterach, którzy w rozsypce byli już przez pełne 2 sezony. A dodatkowe dawki cierpienia tylko bardziej ich złamią.
Jutro startuje 4 sezon i już nie mogę się doczekać, jak bardzo przeczochra naszych bohaterów.
@Merkury obejrzałem pierwszy sezon i właśnie dokładnie zanosiło się na to, że ma być to telenowela przeciągana bez pomysłu, bo pootwierali mnóstwo wątków, a nic nie wyjaśnili.
Drugi sezon troszkę słabszy niż 1, rozkręca się w końcówce, ale niestety za późno, żeby wpłynąć na ocenę całego sezonu.
Więcej jest tutaj prób wyjaśnienia tajemnic miasteczka, kilka motywów rodem z Archiwum X. Z racji wprowadzenia całego autobusu (dosłownie) bohaterów, często zadajemy pytanie: kim ty k⁎⁎wa jesteś? Co nie jest w sumie niczym złym, bo trudno było dać każdemu z nowym bohaterów czas antenowy w każdym z odcinków.
Nasi bohaterowie zaczynają też dzielić się na 3 obozy:
- jakoś to będzie / wyjebane
- wszyscy zginiemy, więc nie ma sensu próbować
- zróbmy coś i spróbujmy się uratować
Muszę przyznać, że aktorsko wybijają się tutaj aktorzy grający małżeństwo - Jima i Tabithę, oboje są tak wkurwiający, że tylko czekałem, aż któreś z nich nie przeżyje nocy i zniknie, do pewnego stopnia się to spełnia
Całkiem zabawna komedia, w której nieudolny anioł stróż postanawia zamienić życie ledwo wiążącego koniec z końcem i z myślami samobójczymi Arja z życiem bardzo bogatego Jeffa, żeby pokazać Arjowi, że jego życie jest cenne i warto, by je kontynuował. Zwrot fabularny polega na tym, że główny bohater po zakosztowaniu luksusów... nie chce wracać do swojego marnego żywota. Któż by się spodziewał, prawda?
Dość smutny przekaz o tym, że w USA ludzie często nie potrafią się utrzymać z jednej pracy, więc pracują w dwóch, trzech czy niekiedy więcej, gdy jednocześnie w tym samym kraju żyją niewyobrażalni bogaci ludzie, którzy są oderwani od ziemi i nie rozumieją, że ktoś nie może pozwolić sobie na wyjście do restauracji, za które wyda kilkaset dolarów, został oczywiście przykryty masą mniej lub bardziej zabawnych sytuacji. Oraz bardzo drewnianym aktorstwem całej obsady. Serio. Wiem, że Keanu Reeves nie jest dobrym aktorem (za to bardzo sympatycznym człowiekiem), jednakże tutaj zagrał o wiele gorzej. O jego towarzyszach też nie można powiedzieć nic dobrego.
No i leży logika. Jeff, który nagle stracił wszystko, odzyskał pamięć o swoim dawnym życiu i oczywiście chce je odzyskać. Nagle musi się mierzyć z brakiem funduszy, musi podejmować kiepsko płatne prace, bo jego kandydatury do tych dobrze płatnych pracodawcy nie chcą nawet rozważyć. Tylko że skoro wszystko pamiętał, to dlaczego nie udał się z Gabrielem (aniołem stróżem granym przez Keanu) do swojego domu? Tym bardziej, że różne zabezpieczenia nie zostały zmienione, więc znał kod do schowanej kolekcji drogich zegarków, które mógłby upłynnić. Albo po prostu mogliby tam spać, gdy Arj i tak był w śpiączce po wypadku samochodowym.
Z braku czegoś lepszego można obejrzeć lub po prostu puścić, żeby leciało w tle.
Mam teorie, że oni ten film kręcili na szybko przez co dosłownie recytowali swoje dialogi bez zagłębiania się w postać która grali, max dwa duble i elo. Film mógłby być dobry, gdyby włożyć w niego serducho bo przekaz jest bardzo dzisiejszy a tak to został on spłycony do nieudolnie wykonanej komedii z dobrym pomysłem
Młoda para udaję się do elitarnej restauracji prowadzonej przez wybitnego szefa kuchni.
W czasie podawania potraw powoli ujawnia się niecny plan kucharza.
Ech. Obejrzałem nie wiedząc wcześniej praktycznie nic o filmie i nic bym w sumie nie stracił gdyby tak zostało.
Ostrzegam, że mogę trochę zaspoilerowac.
Nieszczególnie udana krytyka elit, snobizmu i wyznawców tzw wyższej kultury.
Do tego obrywa się malwersantom finansowym, aktorowi z jedną pamietną rolą, który właściwie nic zlego nie zrobil, wszelkiego rodzaju krytykom sztuki jako takiej i jakiejś starej parze, w ktorej dziadzio ma demencję, a babka siedzi zapita niczym matka kucharza.
Motyw głównego złola, którego reżyser próbuje nam przedstawiać poniekąd jako ofiarę własnych obsesji, ktora osiągnęła katharsis jest fajny na papierze, ale nie spina się wogle ma ekranie. Nie pomaga w tym przyzwoita rola Ralpha Finnes.
Aktorsko najlepiej spisał się Nicolas Hoult, choć to też nie były jakieś wyżyny, ale oddał dokładnie to czego po jego postaci ostatecznie oczekujemy i ja mu uwierzyłem.
Anna Taylor Joy. Hm. No cóż. Kolejna aktorka z nietypową urodą i tyle. To już kolejna jej rola, w ktorej gra tą samą kamienną miną nie przepuszczajacą zadnych emocji. Śmiem twierdzić, że z roli więcej wycisneła by Kristen Stewart ze zmierzchu xD Kto ją wogle obsadza w głównych rolach???
Ogolnie strata czasu. Film jakich wiele, ktory pragnie udawać, że jest czymś wiecej. Logika jest niestety bezlitosna. Tak jak wyraz twarzy martwej kozy na facjacie Taylor Joy.
Najlepszy był Leguizamo. Nie wiem czy cos przegapiłem, ale typek jest po prostu hollywoodzkim aktorem, który ma kochankę.
-"Zasłużyłeś na śmierć"
-"zasłużyłem".
xD
Oni tam nawet wszyscy siedzą jak p⁎⁎dy kiedy morduje sie ludzi na ich oczach, co wyśmiewa nawet scenarzysta ustami kucharza, bo chyba sam załapał, że poziom absurdów przekracza skale.
Jak lubicie nową falę kina typu "zabawa w pochowanego" itp podobne bzdety to będziecie się dobrze bawić.
Gwiazda pop popada w obłęd, odkrywając, że stała się ofiarą klątwy.
Kiedyś przypadkiem trafiłem do kina na część pierwszą. Nie był to wart wspominania seans.
Nie wiem więc czemu odpaliłem dwójkę.
Druga część różni się tym, że też nie dowiadujemy się o co tak naprawdę chodzi.
Intrygujący początek zwiastujacy dramat aspirujący do poziomu "Czarnego Łabędzia" szybko zamienia się w nonsens o opętaniu, któremu twórcy próbują nadać mistycyzmu.
Ja dla mnie baba zwyczajnie dostała pierdolca.
Trochę dłużyzn jakimi są koncerty czy przygotowania. Zupełny brak logiki w działaniu klątwy, czego akurat trochę mniej głupiej jedynce udało się uniknąć.
Na koniec jak poprzednio pojawia się na chwilę jakiś pomniejszy przedwieczny. Ten w pierwszej dość pomyslowy, tu wyglada jak jeden z wyrosnietych psów z gry "Parasite eve 2" na psx. Również graficznie.
Na uwagę zasługują dosyc mięsiste, choć zazwyczaj zupełnie zbędne sceny gore i bardzo przyzwoita rola Naomi Scott.
Zdarzały się momenty, że parsknąłem śmiechem. To akurat na plus.
Nie polecam.
p.s. Dużo było zachwytów nad rolą syna Jacka Nicholsona. Pojawia się w dwóch scenach. W pierwszej żeruje na wizerunku ojca, w drugiej szarżuje, aż do śmieszności.
Do połowy było ciekawe, potem nie mam pojęcia co autor chciał mi przekazać i oglądanie tego mnie męczyło.
Głównym wątkiem tego anime jest śledztwo, które prowadzi dwójka detektywów, którzy próbują schwytać Shonen Bata, który terroryzuje okolicę atakując losowych ludzi.
Fajnie się to zaczęło, zarówno samo śledztwo jak i historie pobocznych postaci były dość ciekawe, do tego całość była dość tajemnicza i historie postaci fajnie się przenikały.
Od połowy nagle z realizmu polecieliśmy w surrealizm i nie do końca zrozumiałem o co w tym chodziło. Finał to już kompletna fantastyka. Nie trafiło to do mnie.
Tłumaczenie intrygi na Wiki. Jest dość standardowe dla twórczości Satoshi Kina - obsesyjne dążenie do ustalania faktów, poczucie winy wynikające z niespełnienia oczekiwań, ukrywanie prawdy, i szaleństwo wynikłe z eskalacji konfliktu między w/w.