Mnie najbardziej cieszy, że dzięki tej serii odrodziła się moda na klasyczny kryminał, a nie te skandynawskie ciężkie powieści, od których można dostać depresji.
Chciałam obejrzeć Predatora, a obejrzałam bajkę dla dzieci.
W sumie dobre sceny walk, cała ta śmiercionośna planeta oraz synty z uniwersum Obcego skierowane przez wiecznie głodną biologicznej broni korporację - to są te mocne fragmenty Strefy Zagrożenia. Ale ugłaskany główny predator nie przekonał mnie, mały przyjazny stworek, dream-team i tak dalej. To są typowe motywy bajkowe, pod gusta dzieci o fajnych bohaterów, których warto polubić.
Nie mam nic przeciwko gdy w grę wchodzi podmiana zasad, transformacje jakieś, ku rozwojowi uniwersum. Ale zabrakło mi tego drygu fatalnego i nie do zniesienia odczucia desperacji w starciu z kosmicznym Łowcą. Cała reszta jest i na siłę można nawet zaakceptować owe bajkowo-dzieciowe rzeczy, ale jednak brak tej desperacji ofiary pozbawia ten film siły uniwersum predatorskiego.
I się nic w tym nie zmieni. Korpo walczy o to by filmy miały jak najniższe PG bo kasa kasa kasa będziesz za kasę ssał .... Ten film jest pierwszym z predatorow z pg13. To już nigdy nie będzie mroczny horror tylko maskotka do kupienia
Ja się nawet cieszę, bo uniwersum się rozwija. Nic tak nie zabija światów sci-fi jak brak eksperymentów, nawet jeśli by miały by klockiem.
A że uniwersum od samego początku było niepoważne, to nawet nie szkoda łamania schematów.
Ale muszę go przede wszystkim obejrzeć, bo jeszcze wyjdzie, że ja go tak bronię, a to gniot totalny kręcony taboretem :P
Przypomnienie seansu po latach. Film wciąż bardzo dobry.
Jak królowa Elżbieta stała się "tą" królową Elżbietą. Niezwykła droga młodej naiwnej dziewczyny, która wkracza na drogę przywództwa i okazuje się, że potrafi tam się odnaleźć. Mimo wielu nacisków, rad doradców, Elżbieta postanawia ostatecznie nie łączyć się z nikim więzami małżeńskimi i sama zająć się władaniem.
Wspaniała rola Cate Blanchett, która potrafi oddać i nastroje zakochanej dziewczyny i powagę władzy królowej na tronie. Bardzo fajnie oddane realia, męski świat osacza Elżbietę, ale ta trzymając za plecami lojalnego sir Walsinghama (w tej roli znakomity Geoffrey Rush), potrafi odeprzeć wszelkie ataki i postawić na swoim.
Dworskie i polityczne intrygi, zamachy, wojny i przede wszystkim próba ustawienia Elżbiety, która postanawia jednak udowodnić, że kobieta także może władać krajem.
Bardzo fajny dramat historyczny, trzyma za oczyska i nawet oglądany po raz któryś ten film potrafi zaskoczyć i wciągnąć.
Jednocześnie dobry i zły film na Walentynki, a także dzień singla. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: The Lobster
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Yórgos Lánthimos
Kategoria: #scifi #dramat
Czas trwania: 118 min
Moja ocena: 6/10
W przyszłości zakazane jest bycie singlem. Samotni obywatele udają się do Hotelu, w którym mają 45 dni na odnalezienie swojej drugiej połówki. Po upływie tego czasu zamieniani są w zwierzęta.
Film ma bardzo specyficzny klimat, który z czymś mi się kojarzył. Nie sprawdzałem wcześniej, kto był reżyserem, ale po seansie wszystko nabrało sensu: Kieł, Faworyta, a także Biedne Istoty to niektóre z pozostałych obrazów w dorobku Lánthimosa i wszystkie łączy podobny styl, który ciężko mi scharakteryzować - świat wypełniony ludźmi, którzy wydają się być pozbawieni emocji, postępującymi nierzadko w sposób drastyczny, który w ich rzeczywistości ma sens, bez naturalnej dla nas autorefleksji. Nie inaczej jest w Lobsterze, gdzie przedstawiony świat rządzi się zupełnie innymi regułami od naszego. Nie brak w nim elementów humorystycznych, groteska wręcz wylewa się z ekranu. Sam koncept podziału społeczeństwa na dwie walczące ze sobą grupy osób związanych w pary (niejako na siłę i sztucznie) oraz samotników (również zmuszanych wewnątrz swojej społeczności do bycia samotnymi) był interesujący, ale wydaje mi się, że ostatecznie został przeciągnięty, zwłaszcza czasowo. Mniej więcej od połowy film zaczął mi się dłużyć i za to głównie odejmuję mu jeden punkt. Polecam tym, którzy nie boją czuć się nieswojo.
@tomilidzons Taki koncept i prowadzenie reżysera. Został stworzony świat, w którym zabrano najważniejszy element, dla którego ludzie łączą się w pary - czyli emocje. W Lobsterze ludzie są zmuszani do tworzenia par ze względów praktycznych (druga osoba pomoże w przypadku zadławienia xD), a szukają partnerów patrząc tylko na jakieś powierzchowne podobieństwa (krótkowzroczność, krwawienie z nosa)
@ttoommakkoo Ciężko mi odpowiedzieć, bo się na tym nie znam. Pamiętam za dzieciaka umieszczoną w bloku porannych bajek Mononoke i jak przerażające to było. To jest lżejszy film, ale nadal - dużo akcji, wybuchów i broni palnej, może być dla dzieci trochę straszne.
Szukając czegoś losowego do obejrzenia wbiłem sobie na listę tytułów z poprzedniego sezonu czyli jesień 2025 i trafiłem na to. Zaciekawił mnie opis więc dałem szansę i było warto.
W skrócie to chłop sobie grał w MMORPG gdzie był najsilniejszym graczem na serwie i odgrywał role czarnego charakteru. Inni topowi gracze wypowiedzieli mu wojnę i w końcu pokonali w bitwie. Na ekranie śmierci gracz dostał propozycję od bogini/twórców gry czy chciałby przyjąć nową rolę. Zaciekawiony klika "tak" i bum. Został przeniesiony do świata gry do ciała swojej postaci tylko że tym razem to jest rzeczywistość a nie gra. Okazuje się, że minęło 200 lat od jego pokonania. Ludzkość nie radzi sobie w walce z demonami i w ostatniej nadziei próbują przywołać bohatera aby ten odwrócił ich los. Ale coś im nie pykło i pojawił się on. A że był on owiany złą sławą to wszyscy ofc byli przerażeni itp. Ten zdezorientowany wyrusza w podróż aby dowiedzieć się o co chodzi, zebrać swoich starych towarzyszy i może finalnie uratować ludzkość pokonując Lorda Demonów.
Brzmi jak klasyk i kolejny generyczny shounen isekai z op głównym bohaterem. No tylko, że nie i warto jednak oglądać dalej bo seria ma bardzo nierówny poziom. Zaczyna się przeciętnie, do około połowy poziom spada do wręcz słabego następnie aby w drugiej połowę się bardzo rozwinąć i zakończyć obiecująco. Nie chce niczego spoilerować więc nie będę już więcej pisać nic o fabule poza tym, że nie jest tym czym na początku się wydaje.
Ofc żebyśmy się zrozumieli, to nie jest jakieś wybitne anime a powiedziałbym że po prostu powyżej średniej z ciekawymi plottwistami fabularnymi. Anime próbuje też być trochę parodią ale przez budżet ciężko to zauważyć poza kilkoma momentami. No i jednak występuje też tu sporo generycznych dla gatunku rzeczy. Jeżeli jesteś osobą co od ostatnich 15 lat narzeka, że nie wychodzą już dobre anime to nie masz czego tu szukać. A jeżeli nie masz nic do współczesnych produkcji i lubisz solidne średniaki to powinno ci się spodobać.
Warto też nadmienić, że historia przedstawiona w anime się nie kończy i pierwszy sezon służy jako wstęp do drugiego sezonu który został zapowiedziany praktycznie od razu. Niestety nie ma podanej daty premiery więc pewnie sobie trochę poczekamy.
Jakby ktoś chciał oglądać po polsku to polecam suby od grupy FrixySubs ponieważ są solidnie zrobione, macie wszystkie odc na ich stronie dostępne.
Na koniec chciałem też napisać że seria ma bardzo fajny opening i jeszcze lepszy ending . Oba kawałki wleciały od razu do playlisty.
Obsada: Elizabeth Taylor, Richard Burton, Michael Hordern, Michael York
Czas trwania: 2h 2min
Ocena: 8/10
Ekranizacja komedii Szekspira. Opowiada o Petruchio, który podejmuje się wyzwania poślubienia i "poskromienia" bogatej, lecz porywczej i złośliwej Katarzyny, by zdobyć jej posag.
Najszybsze anime jakie oglądałem, akcja się nie zatrzymuje, jest często wręcza chaotyczna i napędzana soundtrackiem, który miałem wrażenie leciał w zapętleniu przez co czułem się jakbym to oglądał w transie.
Świetna, dynamiczna animacja, nie tylko nie czuć, że to ma ponad 25 lat, w mojej opinii wiele współczesnych produkcji wygląda gorzej.
Jeśli chodzi o historię to mało z tego zrozumiałem. Główny bohater spotyka szaloną dziewczyną z gitarą i zaczynają mu wychodzić z czoła roboty. Całość jest dość chaotyczna, czasem miałem wrażenie, że część z tego to jakieś fantazje/sny bo były dość odklejone, ale później zrozumiałem, że chronologia jest tu dość luźna. Ale to nie jest wada, bo to się dość dobrze komponowało w całość.
W cały ten chaos fajnie wkomponowane są wątki osobiste bohaterów i jak na 6 odcinków anime jest niesamowicie wielowątkowe.
Dość unikalne anime, na pewno zapadło w pamięć. Jako, że jest dość krótkie możliwe, że obejrzę jeszcze raz żeby zrozumieć bardziej rzeczy które mi umknęły.
Nie widziałem, że to ma tylko 6 odc lol. Hmm wbiłem teraz z ciekawości sprawdzić pierwszy odc i czy mi się wydaje, czy to anime jest upscalowane za pomocą AI do 1080p? Na 3 różnych stronach sprawdziłem i jak się przypatrzy to postacie czasem mają dziwne artefakty wokół siebie. Zresztą elementy otoczenia też. Przykłady na screenach. Czy to jest oficjalny upscale od twórców czy stronki z anime same to od siebie zrobiły?
W sumie sam sobie trochę odpowiem na to pytanie bo zapytałem się chataGPT. Wychodzi na to, że stronki same sobie podbijają rozdzielczość starych seriali. No właśnie coś mi ostatnio nie pasowało. Dawno nie oglądałem nic starego ale jak czasem coś sprawdzałem to wszystkie stare seriale zawsze były dostępne w 1080p i teraz już wiem dlaczego.
Film się zaczyna, jak kończy się wojna. Po kapitulacji Japonii bohaterowie gdybają, czego to Amerykanie im nie zrobią. Myślę sobie, że nieźle mają sprane łby propagandą, bo jak wiadomo Amerykanie obeszli się z nimi całkiem nieźle.
I wtedy przypływają Sowieci...
Dobrze jest znać podstawy rosyjskiego i japońskiego, bo wtedy można wyłapać pewne smaczki (a i jest kilka kwestii w jakimś dzikim języku, chyba ainu).
Dobrze jest znać podstawy rosyjskiego i japońskiego
Lol, to jest mój moment. Miałem ruski przez 6 lat w szkole oraz uczę się japońskiego hobbystycznie od dłuższego czasu.
Pytanie tylko, czy ten rosyjski w tym anime to jest faktycznie rosyjski czy "rosyjski" wymawiany przez Japończyków po japońsku. Bo prawie za każdym razem jak słyszę ten język w anime to moja mina wygląda jak na obrazku.
Po ostatnim anime naszła mnie ochota na więcej yuri. Ten konkretny tytuł wybrałem tylko dlatego, że był na MALu w rekomendacjach pod anime z mojego poprzedniego posta. Mam mieszane uczucia, z jednej strony oglądało się to przyjemnie i dosłownie zrobiłem to w jeden wieczór. Z drugiej strony, to w sumie to ciężko mi powiedzieć o czym ono w ogóle było. Fabuła jest mega płytka, wątki zaczynają się i od razu kończą. Tak naprawdę to większość wydarzeń ma głębie fillerów i sama główna treść spokojnie zmieściła by się w 2-3 odcinkach xD. No ale to uczucie zmarnowanego czasu dociera do osoby oglądającej dopiero pod koniec tego anime dlatego właśnie pewnie oglądało się to przyjemnie.
Reszta rzeczy była ok, animacja trzymała poziom itp. Główną bohaterkę łatwo polubić a reszta postaci była raczej generyczna. Nie żałuję że to obejrzałem ale wiem, że zaraz zapomnę o tym anime. Jeśli chcecie się czymś zająć na 5h to spoko, to nie będzie złe, ale nie jest też dobre więc nie widzę powodu żeby komuś to polecać. To anime mogłoby nie istnieć i nic byśmy nie stracili. No ale przynajmniej główny wątek jest zakończony i serial w ogóle nie zachęca do dalszego czytania nowelki a to akurat dobrze bo już za dużo mam ich w planach do przeczytania.
@TyGrySSek Tu akurat było łatwo, ale czasami ciężko znaleźć. Film wygląda interesująco, Kurosawa mi się przypomniał, dziękuję. Właśnie szukam co za broń koleś targa, pewni jakaś wersja M1 carbine.
Kolejne otome villainess isekai anime (czym jest ten podgatunek pisałem tutaj). Tym razem nie do końca villainess bo bohaterka odradza się w świecie gry otome jako główna postać z historii. Tylko, że nasza isekaiowana bohaterka jest lesbą więc nie idzie zgodnie z fabułą gry i ignoruje męskie opcje romansowe. Zamiast tego wyznaje miłość głównej antagonistce gry którą podczas grania zawsze podziwiała. Antagonistka ta jak to typowo w grach otome fabularnie jest od gnębienia głównej bohaterki więc ta ofc od razu ją odrzuca. Ale nasza bohaterka nie daje za wygraną i przez te 12 odcinków będzie próbowała zdobyć jej serce.
Tak, to jest yuri ( ͡° ͜ʖ ͡°). I w zasadzie tylko dlatego odpaliłem to anime. I to też jest moim największym zawodem ponieważ bardzo mało yuri w tym yuri. Zamiast skupić się na tym czym miało być to anime (czyli lekką komedią romantyczną) to autorzy robią totalny miszmasz przeróżnych motywów i wątków takich jak jakieś bawienie się w magie, politykę i inne dramy o które nikt nie prosił. Sama historia jest niedokończona, finał mało satysfakcjonujący oraz w zasadzie służy jako zachęta na doczytanie reszty w nowelce (co zamierzam uczynić). Na drugi sezon raczej nie ma co liczyć bo od jakiegoś czasu jest takie powiedzenie, że żadne yuri anime nie dostaje drugiego sezonu. Nie jest to do końca prawda ale w większości wypadków tak jednak jest.
Nie było to jakieś bardzo złe, ale polecić też to ciężko nawet jak ktoś jest fanem yuri. Tam na filmmeterze skala ocen jest trochę inaczej niż na MALu i 4 to jest "ujdzie" a tymczasem na MALu to jest "bad" więc na MALu dałem wyżej czyli 5 - "average".
@wszystkoJutro Jeśli cię to interesuje to doczytałem wcześniej wątek na forum gdzie piszą, że ponoć wydane dotychczas 5 tomów nowelki rozwiązuje główny wątek fabularny który jest ucięty w anime. Właśnie dlatego planuje to przeczytać ponieważ większość takich nowelek ciągnie się w nieskończoność a tutaj będzie niby jakiś finał. No i ta nowelka ma nawet dość wysoką ocenę na MALu (8.35, top 284).
Jak chcesz to ci mogę dać linka do strony gdzie za "uczciwą" cenę możesz pobrać wszystkie tomy w EPUB i PDF.
Co można było kilkadziesiąt lat temu kupić za 10 tysięcy lirów? Dziewczynę o imieniu Gelsomina. Taką to istotę bierze ze sobą w podróż Zampano, gburowaty siłacz, który jeździ po kraju motocyklem z przyczepą (w której zresztą mieszka wraz z Gelsominą) i daje występy. Czasem też występuje w cyrkach.
Gelsomina jest głupiutka, naiwna, nie znająca życia ani świata dostaje surową lekcję. Tam, gdzie "tresura" nie działa Zampano przyucza nową współpracownicę przemocą. W sumie nowe, artystyczne życie, nawet pasuje Gelsominie - próbuje się w nim odnaleźć, choć jest nieudolna czym wiecznie denerwuje naburmuszonego Zampano.
Nawiązuje nawet dziwaczny rys przyjaźni z jednym z innych cyrkowców - linoskoczka Głupca, który prowokuje dziewczynę do opuszczenia Zampano. Jednak ona nie potrafi się odnaleźć sama, zostaje przy wielkim siłaczu.
Jednak, gdy Zampano pewnego dnia przesadzi w swoich działaniach (trochę przypadkowo, bez premedytacji, trzeba to przyznać), Gelsomina nigdy już nie będzie taka sama. Trauma zdarzenia wprawia dziewczynę w depresję, takiego zachowania nie umie zrozumieć mężczyzna, który ją wziął w podróż. Dlatego pewnego dnia odchodzi po cichu, zostawiając ją samą - chociaż to ona miała lepsze powody by go opuścić, ale nigdy tego nie zrobiła.
To opowieść o ludziach nieprzystosowanych, czego skrajnym wyrazem jest Gelsomina. Możesz jej nawet podać pomocną dłoń, ale ona nie będzie wiedziała co z nią zrobić. Tak bardzo nie jest gotowa żyć sama w tym świecie.
Skutki opuszczenia przez Zampano będą tragiczne, ale dzięki temu zobaczymy wreszcie jego ludzką twarz - że też ukrywa gdzieś uczucia, tylko schował je głęboko i daleko za ciasnym murem nieprzystępności.
To bardzo piękny i smutny film zarazem. Giulietta Masina jako główna bohaterka przykuwa nasz wzrok i jej twarz jest dosłownie "twarzą" tego filmu. Ani na krok nie ustępuje jej Anthony Quinn. Zresztą dzieł pana Felliniego nie trzeba rekomendować, choć na pewno warto!
"La strada" moim zdaniem to obowiązkowy seans dla każdego kinomana.
Najnowszy sezon, w którym Mickey Haller zostaje wrobiony w zabójstwo byłego klienta. Przez cały sezon będziemy obserwować proces i zmagania Mickeya z wymiarem sprawiedliwości.
Aktorsko wypada średnio, cały sezon wyciąga za uszy sędzia Stone, adwokat Maggie i prokurator Dana, ta ostatnia w negatywnym sensie, ale gra mistrzowsko. Sam Mickey gra w tym sezonie gorzej i super, że w pewnym momencie obronę przejmuje Maggie i sezon zaczyna się rozkręcać.
Może nie jest wybornie, ale wciągnąłem całość wczoraj zarywając nockę, a dawno nic mnie aż tak nie wciągnęło. Dlatego polecam.
@WujekAlien Obejrzałem na dwa strzały. Podobne odczucia, ale jednak nie dałbym więcej jak 7.
Brak jakichś ciekawszych spraw pobocznych plus sam fakt że główna fabuła jest z tych "w połowie już w zasadzie wiadomo co i jak się stało, ale nie ma dowodów" a sam plottwist to ledwo można nazwać plottwistem. No i obowiązkowy wątek lesbijski
No i trochę to, że dowody prokuratury (poza ciałem w bagażniku) były non-stop cienkie jak siki węża. Co nie zmienia faktu, że aktorsko tak jak pisałeś - sędzie, prokurator i była żona nr 1 świetni.
@Ragnarokk Racja, choć jak bym chyba nawet wolał ten sezon bez spraw pobocznych. Mam wrażenie, że odciągały uwagę niepotrzebnie od głównego wątku, a tak jak piszesz, były mało ciekawe.
Nie było złe, ale trochę sie zawiodłem. Szczególnie tym zakończeniem. Może czegoś nie zrozumiałem, ale wydawało mi się ono kompletnie bez sensu.
Anime dzieje się w świecie gdzie oprócz ludzi żyją ghoule żywiące się ludzkim mięsem. Główny bohater zmienia się w takiego ghoula i walczy o zachowanie człowieczeństwa.
Wizualnie ładne, świat nawet ciekawy, oprócz krwiożerczych ghouli istnieją pokojowi, którzy próbują funkcjonować w społeczeństwie. Jest trochę ciekawych postaci, ale całość wydawała mi się taka miałka, nieciekawa.
Lepsze momenty były dla mnie podczas walk. Moce ghoulów wyglądały fajnie wizualnie i różnorodnie, ale nie było tego dużo.
Kilka ostatnich odcinków było mocne, ale już samo zakończenie mnie rozczarowało, nie zrozumiałem kompletnie motywów antagonisty.
Ogólnie takie sobie, liczyłem na więcej, bo dużo dobrego słyszałem o tej produkcji. Sequeli raczej nie oglądnę, bo podobno są dużo gorsze więc nie czuję się zachęcony.
Zacząłem oglądać anime w 2016 roku czyli 2 lata po premierze tego i pamiętam, że to było wtedy baaaardzo popularne (jest w sumie na top 10 na MALu). Ale jakby się zastanowić to nikt teraz już prawie nie mówi o tym anime i zdążyłem zapomnieć że ono istnieje lol. Może wina słabych kontynuacji idk. Sam też nigdy nie znalazłem w sobie ochoty aby to obejrzeć.
Bardzo fajny serial, oglądając go czułem się jakbym czytał którąś z książek Marka Krajewskiego o przygodach Eberharda Mocka. A najbardziej rozwaliło mnie to co zrobił obersturmbannführer Holtz.
@cebulaZrosolu Breslau to niemiecka nazwa na Wrocław. Ale łotewska miejscowość Braslava po niemiecku to też Breslau. Oprócz tego są jeszcze co najmniej dwie miejscowości o takiej nazwie (Breslau) - jedna w Kanadzie i jedna w USA.