Tak w temacie ostatnio wrzuconej skrzyneczki (https://www.hejto.pl/wpis/tym-razem-cos-malego-w-klimatach-warhammer-male-pudelko-na-akcesoria-do-gry-w-st) - pokazuję podobny projekt z nieco innymi detalami wykonany jakiś czas temu. Kolorystyka czarno-złota, w tle wypukłe zdobienia imitujące średniowieczne pismo, całość ręcznie malowana i lakierowana. Z przodu metalowe zamknięcie, wewnątrz czarny filc. Z tego, co wiem, aktualnie pudełko służy do przechowywania drobiazgów do #rpg i jako akcesorium do LARP
Więcej moich szpargałów twórczych na tagu #apaturiart .
@senpai jakość tego trailera tragedia. Nie wiem czy to producent wypuściłby takie gówno czy youtube tak zepsuł ale na kanale warner bros to samo https://youtu.be/Way9Dexny3w
Tym razem coś małego, w klimatach #warhammer : małe pudełko na akcesoria do gry w stylistyce jednej z frakcji #ageofsigmar . Znowu odcienie niebieskiego, ale tym razem z domieszką fioletu Zdobienia pastą strukturalną imitują nierówności powierzchni, dzięki którym skrzynka wygląda trochę "szorstko" - jak wyciągnięta z morskich głębin. Na obrzeżu ozdobny, wypukły i lekko pozłocony wzór plecionki. Po bokach i na wieczku zaplątało się kilka węgorzy, wodorostów i koralowców Całość ręcznie malowana i lakierowana, wewnątrz fioletowy filc.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart .
Wydawnictwo Vesper zapowiada jeszcze jedną książkę Dana Simmonsa. "Czarne góry" są zaplanowane na jesień 2023 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Bohaterem "Black Hills" jest Indianin ze szczepu Siuksów - Paha Sapa. Mężczyzna od najmłodszych lat posiadał pewien dar. Znał przeszłość, a w niektórych przypadkach i przyszłość ludzi, których dotknął. Gdy Paha Sapa był jeszcze młodym wojownikiem brał udział w słynnej bitwie pod Little Bighorn. Wtedy to duch poległego wówczas, legendarnego generała George Armstronga Custera, wszedł w niego i od tego momentu towarzyszy Indianinowi w jego długim życiu. Podobnie jak wspomnienia Szalonego Konia – jednego z najwaleczniejszych Indiańskich wodzów wojennych. Paha Sapa jest świadkiem wielkich zdarzeń z historii Ameryki, widzi rozkwit cywilizacji białych i powolną degenerację jej rdzennych mieszkańców. W sierpniu 1936 postanawia wreszcie uciszyć swoje duchy i zapobiec apokaliptycznej wizji, której jako chłopiec doznał w tytułowych Czarnych Górach, będących ojczyzną jego plemienia. Jako specjalista od materiałów wybuchowych, pracuje na placu budowy monumentalnej rzeźby w Mount Rushmore. Postanawia przypieczętować swój los w dniu, w którym do Południowej Dakoty przybywa Franklin Delano Roosevelt by uroczyście odsłonić podobiznę prezydenta Jeffersona.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Diuna, czerwie wijące się wśród pustynnych piasków, odpowiadające pustynnemu krajobrazowi motywy i kolory. Do tego litania przeciw strachowi Bene Gesserit wypisana na obrzeżu, podmalowana farbą z dodatkiem przyprawy i świecąca w ciemności na niebiesko (efekt widoczny na ostatnim zdjęciu).
Tym razem powstała nie pojedyncza skrzynka, a komplet: duża skrzynka 24 x 17 cm i małe pudełeczko 9 x 6 cm. To był jeden z tych projektów, w przypadku których ogarnięcie grafiki i ogólnej kompozycji poszło mi szybko - ale dobieranie i rozmieszczanie detali wypukłych na dużym pudełku wiązało się z długimi medytacjami, przymiarkami i poprawkami.
Bo uformowanie czerwia z glinki to jedna sprawa, ale jak pozawijać go tak, żeby mógł robić za estetyczny ornament? Wygiąć go w tę stronę czy w drugą - a może w obie? Gdzie dać koniec, gdzie początek? Paszcza otwarta czy zamknięta?
Innym utrudnieniem było wyrównanie powierzchni wieczka tam, gdzie została położona farba świecąca w ciemności. Ziarna pigmentu uparcie przebijały przez kolejne warstwy lakieru, ale ponieważ zbyt mocne szlifowanie mogłoby zetrzeć pigment i zmniejszyć intensywność świecenia, trzeba było szlifować ostrożnie. Ostatecznie napis i tak pozostał lekko ziarnisty i chropowaty, wyczuwalny pod opuszkami palców - i może to nawet lepiej? W końcu na Arrakis chropowatość to pewnie domyślna faktura powierzchni
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart .
@Nosacz Przesuniesz pionek na niewłaściwe pole i czerw pożera osiedle
@Najmniejsza_linia_oporu Myślał_a_ś Aż musiałam sprawdzić, o co chodzi z tą klatką Faradaya na kluczyki samochodowe - nie miałam pojęcia, że jest zapotrzebowanie na takie pokrowce / pudełka. Dzięki za podpowiedź, pomysł wart rozważenia!
Lubię wklepać czasami w wyszukiwarce na kanale The Dungeon Synth Archives jakąś odległą datę, żeby odbyć nostalgiczną podróż do przeszłości. Teraz padło na dwójalbum z zamierzchłych czasów (1999 rok – matko, to chyba już z 50 lat temu), „Strahd's Possession – Chapter I”, skompilowany z myślą o przygodach niejakiego Neblusa w czasoprzestrzeni Ravenloft – „podświecie” związanym z uniwersum Forgotten Realms. Pełen oldskul, klimat mocno „growy”, w tym nagraniu na YT miejscami trochę trzeszczy, ale to dodaje mu uroku. Melodie synthowe, proste, dość delikatne, czasami „organowe”, sporadycznie próbuje się na nich „przyorkiestrzyć”, pod koniec są odrobinę bardziej dynamiczne, ale zasadniczo w tonie melancholijnym (mój faworyt to „Forever I Shalt Dwell in Ravenloft” z dronicznymi długimi, marzycielskimi „plamami” i ambientowym tłem w postaci chyba ptasich ćwierkań i szumów, no i zakończenie „Confronting Barovia”), ale jak to bywa w starszych nagraniach o melancholijnej wymowie decyduje częściowo sama starość materiału – to nie imitacja ani rekonstrukcja, tylko rzecz z czasów, kiedy żywa była pamięć o grach, w których dało się liczyć piksele.
Napisałem „dwójalbum”, bo dwa lata później, w 2001 r., wyszedł Chapter II, ale moim zdaniem jest słabszy. Ma pełno wstawek mówionych z gry („Ravenloft: Strahd's Possession”), przy których muzyka schodzi na drugi plan, i szybsze tempo, a jedynkę polubiłem za nostalgiczno-marzycielską aurę, którą osiąga właśnie wolniejszą muzyką. Kilka momentów w drugim rozdziale jest OK, ale to już nie to.
Jedna z moich ulubionych ilustracji Teda Nasmitha z Tolkien Calendar 2021, inspirowana historią Tuora z Niedokończonych Opowieści J. R. R. Tolkiena. Śnieżny, mroźny krajobraz i odcień błękitu, który chyba najbardziej lubię Ilustracja przedstawia moment, w którym Tuor po długiej wędrówce po raz pierwszy widzi Gondolin, miasto elfów ukryte wśród śnieżnych gór.
Długo szukałam skrzynki, na którą wycięta ilustracja pasowałaby w sam raz. Kiedy w końcu ją znalazłam (kasetka 24 x 17 cm) jeszcze dłużej aranżowałam całą kompozycję: dopasowane kolorystycznie grafiki na boki pudełka, wypukłe narożniki ze szklanymi kaboszonami, wypukły wzór na obrzeżu z ręcznie malowaną, metalicznie niebieską plecionką. Namyślanie się nad detalami zajęło mi chyba więcej czasu niż ich ogarnianie w praktyce Od wewnątrz wieczka podkleiłam grafikę z cytatem z Niedokończonych Opowieści. Ponieważ ilustracja jest bardzo zimowa w klimacie, na całej powierzchni boków i na obrzeżach wieczka dorzuciłam wzór z pasty szklistej imitujący powłokę lodu (detal na ostatnim zdjęciu), widoczny dopiero pod pewnym kątem padania światła.
I w końcu, w końcu doszłam do etapu, na którym stwierdziłam, że już nic więcej nie będę dokładać
Więcej moich szpargałów twórczych tradycyjnie na #apaturiart
Trochę nie dodawałam wpisów na bookmeterze, a to dlatego, że walczyłam z tą kobyłą. Rzadko kiedy książki zajmują mi tyle czasu - czy wynika to z liczby słów, czy raczej z mojego mniejszego zaangażowania? Nie wiem.
A co tu mamy? A "Miasto Jadeitu", tegoroczną premierę z wydawnictwa Mag. Dowiedziałam się o niej dzięki nowościom książkowym od @Whoresbane - i chyba źle zinterpretowałam, czym ta książka ma być Ale do rzeczy.
Jest to fantasy z rodzaju "dzieje się z bliżej nieokreślonej Azji" w latach a'la 80./90. Mamy wyspę, która przypomina Tajwan (?), która mimo swojego niewielkiego rozmiaru zachowuje niezależność i opiera się mocarstwom, które mieszczą się naokoło. A opiera się dzięki mocy jadeitu.
Jadeit umożliwia wybranym (bo nie wszystkim mieszkańcom, tylko konkretnym grupom etnicznym) korzystanie z pewnych mocy - zwiększonej siły, odporności na atak, wyczulonego postrzegania energii innych itp. Dostęp do jadeitu mają konkretne klany - mafiopodobne organizacje, które, akceptowane przez społeczeństwo, dzierżą faktyczną władzę nad krajem i czerpią korzyści majątkowe ze sprawowania "opieki" nad dzielnicami, jednak zobowiązane są do obrony kraju od dziesiątek lat.
W książce śledzimy losy klanu Bez Szczytów, który rywalizuje z większym klanem, Górą, o wpływy na wyspie, starając się zapobiec hegemonii Góry. Po śmierci swojego ojca, liderem klanu Bez Szczytów staje się stosunkowo młody Lan, który wraz ze swoją prawą ręką, bratem Hilo, próbują jednocześnie zyskać szacunek swojego klanu, jak i "szacun na dzielni". Jednak Góra zaczyna prowadzić pewne działania, które zdecydowanie nie podobają się klanowi Bez Szczytów...
No i dochodzi tu jeszcze kwestia SN-1 - środka, który umożliwia innym grupom etnicznym, w tym innym mocarstwom, noszenie jadeitu i korzystanie z jego mocy. To kompletnie zmienia reguły gry.
Tak, świat stworzony w książce jest zdecydowanie ciekawy - czuje się atmosferę miasta, w którym walka klanów wpływa na życie mieszkańców, a także specyficzny mafijny klimat tej opowieści. Co mnie zaskoczyło, to to, że mimo że autorką jest kobieta, to powieść ta ma zdecydowanie "męski" charakter. Być może nie jest ona stworzona dla mnie, niemniej nie ujmuje to jej jakości.
Zapowiedziane są też drugi i trzeci tom z tej serii, choć nie podjęłam jeszcze decyzji, czy będę kontynuować jej czytanie. Zobaczymy.
Dla odpoczynku od jadeitu, kolejną książką będzie... pewna absurdalna opowieść o smokach.
Czaje się na ten tytuł od jakiegoś czasu, nie wiem dlaczego ale azjatyckie fantasy osadzone w powiedzmy, ze współczesności wydaje mi sie być za⁎⁎⁎⁎stym pomysłem
@Erka Taaak, ten element mi się bardzo podobał! W ogóle jest ostatnio boom na azjatyckie fantasy, i bardzo mi podchodzi - dobrym przykładem jest tu "Wojna makowa" Rebekki F. Kuang. Niezmiernie mi się ta seria podobała.
Dokładnie 16 lat temu po raz pierwszy ukazała się drukiem opowieść Dzieci Húrina J. R. R. Tolkiena, wydana 17 kwietnia 2007 roku.
Historia tytułowych dzieci Húrina, czyli Túrina Turambara i jego siostry Níniel, została oparta przede wszystkim na losach Kullervo, bohatera fińskiego eposu Kalevala. Inspiracją opowieści była również średniowieczna Saga rodu Wölsungów.
@Apaturia pamiętam jak dorwałem tę pozycję zaraz po premierze, nie mając zbytniego pojęcia o świecie Tolkiena poza Władcą Pierścieni, którego uwielbiałem - o ileż bólu sprawiła mi ta książka. Czytało się świetnie i bardzo doceniam historię, zwłaszcza po przeczytaniu Sillmarilionu, ale jednak smutek wylewał się z każdej czytanej strony. Smutek połączony z zaskoczeniem, bo kompletnie nie tego się spodziewałem. Bardzo lubię postać Turina i miałem cholernego doła po skończeniu tej lektury.
@Oczk Też miałam doła po zakończeniu czytania - do Dzieci Húrina dotarłam już po lekturze Silmarillionu, ale mimo wszystko nie spodziewałam się, że to będzie taka klasycznie tragiczna historia. Motyw bezsilności wobec przeznaczenia, główny bohater skazany na podejmowanie złych decyzji i na jeszcze gorsze wypadki losowe... ech
To chyba największa jak dotąd drewniana kasetka inspirowana uniwersum #harrypotter , nad którą miałam okazję pracować - 24 x 17 cm. Kompozycja z motywami leśnymi, ozdobnymi narożnikami obrośniętymi gałązkami paproci, sowami przycupniętymi na powierzchniach bocznych i świecącym w ciemności białym jelonkiem-Patronusem Wieczko zdobione dodatkowo pastą szklistą, wnętrze wyłożone ciemnoniebieskim filcem, wewnętrzna strona wieczka zdobiona.
To jedno z tych pudełek, z którym długo nie mogłam się rozstać. Malowanie i cieniowanie wszystkich tych drobnych listków paproci trochę trwało. Później przyszło mi do głowy, że w sumie oczy sówek i iskry po bokach też mogłyby świecić w ciemności. Tu drobna zmiana koncepcji, tam mała korekta i tak kilka razy. Ale myślę, że rezultat był tego wart
Więcej moich szpargałów twórczych tradycyjnie na #apaturiart .
@Orphan_Tears Dziękuję Paprocie są z glinki samoutwardzalnej, po wyschnięciu maluję je i lakieruję. Część listków jest odciskana w specjalnych foremkach, część jest rzeźbione ręcznie.
Nostalgłam sobie trochę, oglądając tegoroczne pisanki, bo to właśnie od pisanek dwa lata temu zaczęła się moja przygoda z rękodziełem. Wielkanoc była wtedy z tych chłodniejszych, z opadami śniegu w pakiecie - a że dodatkowo ogrywałam wtedy Icewind Dale i miałam nadmiar wolnego czasu, coś mnie tknęło, żeby ozdobić jedno jajko w klimatach śnieżno-smoczych. I to nie na płasko, ale żeby detale były wypukłe. No i tak wyszło
Mimo wszystko fajnie, że w tym roku w święta jest większa zawartość wiosny w wiośnie
@Mortadelajestkluczem Popieram Soundtrack z IWD to w całości majstersztyk, ale motywy Kuldahar i Easthaven (wersja z prologu) są jak dla mnie w pierwszej dziesiątce motywów muzycznych z gier. Aż też chyba sobie odpalę
Z twórczością Rebekki F. Kuang miałam już do czynienia wcześniej, a konkretnie z jej serią "Wojna makowa", która niezmiernie mi się podobała. Autorka lubi duże formy, które odpowiadają i mi, a przy tym kreuje naprawdę intrygujące, niebanalne światy.
Tak jest i w przypadku "Babel". Mamy tu okolice 1830 roku, czasy rewolucji przemysłowej, tylko... z odrobiną magii. A konkretnie, magii srebra i translatoryki. Bo okazuje się, że zaklinając w sztabki srebra tłumaczenie, w którym jakieś słowo traci część znaczenia, tworzymy magię. I tak, sztabki pozwalają na leczenie, niwelację zapachu rynsztoka, bezwybojową i szybką jazdę dorożkami... Cała Anglia staje się zależna od sztabek. Trik jest jeden - tylko osoba, która myśli w danym języku, może tworzyć i aktywować sztabki. Takich tłumaczy jest wąskie grono.
Pieczę nad sztabkami i pewną niepodzielną władzę sprawuje elitarny instytut translatoryki w Oksfordzie, mieszczący się w wieży Babel. Ale powieść nie dotyczy tylko grupki tłumaczy. Dotyczy ona wyzysku kolonialnego, walki o srebro, sprowadzania do stolicy Imperium Brytyjskiego dzieci z innych krajów w celu przygotowania ich do roli tłumaczy... I trzymania sztabek wyłącznie dla siebie lub sprzedawania ich za niebotyczne pieniądze.
Z uwagi na głównego bohatera, pochodzącego z Chin młodego człowieka, którego jeden z profesorów "sprowadził" do Oksfordu celem przygotowania do roli tłumacza, sporo uwagi autorka konfliktowi na linii Imperium Brytyjskie-Chiny oraz destabilizacji tego drugiego kraju przez dystrybucję w nim opium przez Anglików. Główny bohater staje więc przed konfliktem: czy korzystać z ogromnej szansy i stać się tłumaczem na służbie Imperium, czy walczyć na rzecz kraju, którego prawie nie pamięta i z którego udało mu się wyrwać.
Książkę pochłonęłam w 5 dni, i niezmiernie się wciągnęłam.
Wołam @Nieznajomy_U_Bram @Cerber108 i @kiri , a propos komentowanego przez Was wątku dotyczącego tej książki. Tak, jest w niej dużo wzmianek o kolonializmie, jest to motyw przewodni tej książki. Głównie dotyczy on Indii i Chin. Czy mi to przeszkadzało? Nie, bo jest to ważny element tła. Czy komuś, kto ma przesyt "dissu na białego człowieka" może to przeszkadzać? Zapewne tak. Tym niemniej, świat zarysowany w książce jest niezwykle ciekawy, klimatyczny i świeży, wart poznania i zagłębienia się.
Gdyby książka była bazowo o kilkadziesiąt % tańsza, a wykonanie nie było tandetne (widziałem w Empiku - masakra), to może kiedyś bym się skusił. I tak mam kilkaset książek w kolejce, więc ta do nich nie dołączy.
@Cerber108 Ja akurat połknęłam ją w ebooku (jest w abonamencie Legimi), stąd nie musiałam wydawać na nią niebotycznych pieniędzy. A też mnie ta cena zszokowała, no i nie jestem fanką malowania brzegów stron na czarno... No ale. Być może prawa wydawnicze były tak drogie, że Fabryka Słów chwyta się takich rozwiązań
Wydawnictwo MAG uaktualniło zarys planu wydawniczego na okres kwiecień - lipiec 2023 roku. Kwiecień uzupełniło wznowienie Stephensona. W czerwcu przyśpieszony Sullivan, po wakacjach trzeci tom. Nowe serie Marthy Wells i Seanan McGuire dopiero we wrześniu.
KWIECIEŃ
---------------------------
21.04
Neal Stephenson - "7EW"
26.04
Cassandra Clare - "Łańcuch z Cierni"
Brandon Sanderson - "Oszczędnego czarodzieja poradnik przetrwania w średniowiecznej Anglii"
MAJ
---------------------------
12.05
Daryl Gregory - "Objawicielka" (seria grozy)
Robert A. Heinlein - "Żołnierze kosmosu" (Artefakty)
19.05
Yoon Ha Lee - "Gambit lisa" (Uczta Wyobraźni)
CZERWIEC
---------------------------
14.06
Leigh Bardugo - "Wrota piekieł"
Fonda Lee - "Wojna o Jadeit"
30.06 lub 07.07
Michael J. Sullivan - "Epoka mieczy"
LIPIEC
---------------------------
26.07
Chloe Gong - "Nieśmiertelne pragnienia"
Brandon Sanderson - "Yumi i malarz koszmarów" (świat Cosmere)
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Ehh, gdybym dostawał 10zł za każdym razem jak Andrzej zmienia zdanie i bym to zainwestował to bym niedługo sam wydał te wszystkie książki które wylatują z planów albo są przekładane...
Nie zdziwiłbym się gdyby za pół roku ogłosił "hej jednak wydajemy Esslemonta, 2 tomy w styczniu" po 3 tygodniach, "no jednak pierwszy tom w lutym i zobaczymy jak się sprzeda", miesiąc później "Esselmonta nie będzie bo nie ma kasy", dzień później "zakupiliśmy prawa do 15 nowych autorów" - oczywiście wyszła by tylko część a o reszcie przypomniałby sobie na pół roku przed wygaśnięciem umów "no nie wydamy tego o co pytaliście bo musimy wydać zaległe powieści tych autorów co kupiliśmy", i po kilku dniach znów "no jednak nie wydamy tych autorów, nie wyrobimy się a nie ma sensu odnawiać praw"
Przepraszam za rant, ale jak widzę że jeszcze kilka dni temu pisał że 2 część Sullivana może w tym roku wyjdzie a co do reszty to nawet nie wiadomo, a teraz nagle już 3 w tym roku... (I jeszcze porzucenie Vinge'a i Ksiąg Krwi, oraz niepewna sytuacja Reynoldsa) to mnie trafia.
I tak, jestem świadomy wszystkich ewentualnych powodów dla których to tak wygląda, ale wciąż jest to strasznie męczące.
@Woytek Wszystko warunkują finanse i sprzedaż dlatego zarys planu wydawniczego jest bardzo płynny. To nie są oficjalne zapowiedzi (no te akurat już są bo daty zaklepane) ale większość tego co publikuję z planów MAGa to taka prognoza a nie pewna pewność.
Co do Esslemonta to dobrze by było, Erikson się w większości wyprzedał ale raczej nie przejdzie bo nie ma tego potencjału sprzedażowego.
Sullivan to krótkie 300-400 stronicowe książeczki, tanie w produkcji. A pierwszy tom Legend sprzedaje się obiecująco, więc poszli za ciosem. Co mnie ogromnie cieszy bo autor przypadł mi do gustu
@Whoresbane ja to wszystko wiem, czytam też bibliotekę, to był taki rant tylko żeby się wyładować. Głównie chodziło mi że czasem decyzje/plany Andrzeja są dosyć "kontrowersyjne" jeśli chodzi o niezakończone cykle i inne plany, niekoniecznie z wymienianych oraz tych niewymawianych przez niego powodów. Esslemonta wiem że nie będzie, ale tak jak napisałem, nie zdziwiłbym się gdyby przez chwilę napisał na forum, że "a może jednak", nawet bez takich planów. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Z okazji Światowego Dnia Czytania Tolkiena, dziś pokazuję projekt tematycznie związany z uniwersum Śródziemia - drewniana skrzynka-książka zdobiona motywem Drzwi Durina z "Władcy Pierścieni" i krasnoludzkimi runami. Grafika nakładana metodą decoupage, detale wypukłe odciskane (imitacje zwięzów i okuć) i ręcznie rzeźbione (geometryczne obramienie, imitacja skał i gałęzi), malowane i lakierowane. Po bokach skrzynki wypukła imitacja stron, plus srebrne zamknięcie z przodu.
Runy wkomponowane w grafikę zostały zaczerpnięte z wariantu krasnoludzkiego pisma zwanego Angerthas Moria - był to wariant używany przez krasnoludów z Khazad-dûm.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart
@Zielczan Nie no, poziomu rzemiosła elfickich i krasnoludzkich mistrzów z Drugiej Ery jeszcze nie osiągnęłam Ale za to motyw wrót świeci w ciemności na niebiesko, bo został pociągnięty farbą luminescencyjną
@bori Ten egzemplarz został już zaklepany, ale na życzenie mogę wykonać podobną skrzynkę - niekoniecznie w 100% identyczną, jako że ręcznie robione detale zawsze będą różnić się trochę w poszczególnych wersjach
Mamy do czynienia z marynistycznym fantasy. Głównym bohaterem jest „Ametyst” i jego załoga, nieco pechowa, bo przypadkiem (i decyzją podjętą przez przystawionego do ściany kapitana) uwikłała się w sporą intrygę. W międzyczasie poznajemy także Tharę - kobietę pochodzącą z kraju tamtejszych wikingów - która po krótkim małżeństwie z mężczyzną z Południa stara się wrócić na Północ. Przypadkiem jej losy splatają się z „Ametystem”, nie bezpośrednio, ale o tym możecie przeczytać więcej już sami. :')
Przede wszystkim dużym plusem są wyraziste i sympatyczne postacie. Załogę „Ametysta” da się polubić od pierwszych stron i szczerze, czułem się zawiedziony, gdy po paru rozdziałach spędzonych właśnie z marynarzami, akcja przeskakiwała do Thary, którą niestety mniej polubiłem. Nie, żeby było z nią coś nie tak - po prostu banda nieokrzesanych mężczyzn jest bliższa memu sercu.
Dlatego fajnym kontrastem i dopełnieniem jest Wenno - chłopak, nowicjusz jeszcze w Wielkim Klasztorze, który ani trochę nie przypomina pozostałych bohaterów. Kolejny jasny punkt w powieści.
Fantasy nie może się obyć bez magii. Tak też jest w tym przypadku. Jednakże w powieści magia pełni funkcję bardziej użytkową, opartą na władaniu żywiołów. Na przykład na pokładzie „Ametysta” znajdzie się mag wiatru, który pomaga załodze, gdy wiatr nie jest skory do współpracy. Z kolei jeden mag wody na wyspie zajmuje się odsalaniem wody morskiej i uzdatnianiem jej do picia. Oczywiście, magia może zostać wykorzystana także do walki, jednakże w moim odczuciu magowie nie są potężnymi istotami.
Wrócę jeszcze do określenia „marynistycznego fantasy”. Mamy statek, statek pływa po wodzie i to całkiem sporo. Widać, że autor zdecydowanie skorzystał ze swojego życiowego doświadczenia - wielu godzin spędzonych na żeglowaniu. Często i gęsto możemy spotkać się z opisami typowych czynności na okręcie: wybieranie żagli, oddawanie cumy, stawienie foka et cetera. Autor zna się na tym, jednakże nie widać, żeby się chełpił wiedzą - wszelkie opisy są nienachalne, pasujące do historii. Dla szczurów lądowych przewidziany jest słowniczek pojęć na końcu książki.
Na koniec mała dygresja: miałem okazję przeczytać całą historię jakoś rok przed oficjalną premierą. Autor poszukiwał betaczytelników, którzy byli gotowi przeczytać tekst i dać feedback. Cieszę się na myśl, że moja wyrażona wtedy pozytywna opinia mogła mieć chociaż niewielki wpływ na to, że „Ametyst” ujrzał światło dzienne i inni czytelnicy także mają okazję do przeczytania tej skądinąd do dobrej opowieści. Pozostaje tylko czekać na kolejną część.