Młoda dziewczyna, wychowana w pobliżu Dzielnicy Uciech przez adoptowanego ojca zostaje porwana i sprzedana do cesarskiego pałacu jako służąca. Wkrótce okazuje się, że nie dość, że jak na osobę niskiego stanu, jest wyjątkowo dobrze wyedukowana i zaznajomiona z aptekarskim rzemiosłem (i prywatnie jest olbrzymią fanką trucizn), to ma wyjątkową smykałkę do dedukcji i rozwiązywania zagadek.
Jedna z tych serii, od których ciężko było mi się oderwać i co do których liczyłem, że zostanie definitywnie zamknięta (a nie, że zostanę porzucony w oczekiwaniu na kolejny sezon). Bohaterka jest odrobinę apatyczna i nie ujawnia zbyt wielu emocji (chyba że chodzi o jej zainteresowania), co może niektórych odrobinkę męczyć. Spora część w akcji to jej własne przemyślenia na temat aktualnie rozwiązywanego problemu, możemy jej potowarzyszyć w dedukcji, ale to też powoduje, że akcja niekoniecznie posuwa się do przodu prostą linią, a bardziej wędruje trochę w przód, trochę wszerz.
W całość (oczywiście!) wjeżdża pewien przystojniak, który robi doskonałe wrażenie na każdej, dosłownie każdej dziewczynie i kobiecie z okolicy, ale... tak, zgadliście, oczywiście nie na naszej bohaterce. I jako że to jest anime, to wszyscy wiemy, dokąd te dwie rozdzielne ścieżki powoli i nieubłaganie prowadzą.
Grafika, kolorystyka i muzyka są bardzo przyjemne. Do tego pojawiają się regularnie (niech mnie ktoś poprawi, jeśli spartoliłem terminologię): chibi (zabawne scenki z małymi postaciami, które uwielbiam) i kemonomimi (kocie uszka i ogonek w niektórych scenach).
Akcja nie toczy się wartko, ale mimo to wciągałem odcinki paczkami po kilka. Bywa zabawnie, bywa wzruszająco, bywa intrygująco, dla mnie się bardzo podobało, czekam na kolejne.
@Statyczny_Stefek Widziałem, kilka postaci bardzo na plus i ma kilka bardzo dobrych momentów dla których warto się zapoznać. Moim zdaniem wiele rzeczy zrobionych trochę zbyt cukierkowo i miałem wrażenie, że wybiela trochę Imperialne Chiny.
To są wszystkie moje zastrzeżenia bez wdawania się w spojlery ale rzeczywiście jest to dobre anime.
Jednym z pierwszych anime z jakimi miałem do czynienia za moich dziecięcych lat była Czarodziejka z Księżyca przedstawiająca historię tak zwanych magicznych dziewczynek pełna przyjaźni, różdżek, przemian i ratowania świata mocą własnej miłości. Tytuł o którym chcę dzisiaj opowiedzieć podejmuje ten temat w bardziej dorosły, brutalny, logiczny sposób i czerpie z klasycznej literatury niemieckiej. Już sam tytuł jest swoistym spojlerem bo ma więcej niż jedno znaczenie i bardzo cenię takie zabiegi widoczne między innymi w Attack on Titan gdzie japoński tytuł też mógł zostać przetłumaczony w inny sposób. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o Puella Magi Madoka Magica.
Z pozoru dostajemy wszystko, co znajome: uczennice odkrywające swoje moce, tajemnicze stworzonko, walkę ze złem, ale z każdym odcinkiem dowiadujemy się więcej, słyszymy i widzimy słowa, frazy znane z powieści Goethego. Bardzo spodobał mi się moment gdy w trakcie jednego z odcinków zdałem sobie sprawę, że już gdzieś to słyszałem, a niemieckie słowa pomimo mojej słabej znajomości języka brzmiały znajomo i przypomniałem sobie z jakiej to było książki. Mimo wszystko nadal czułem się pozytywnie zaskoczony wykonaniem i nie wszystko stało się w pełni jasne aż do końcowych odcinków gdzie dostałem resztę układanki oraz powiązań do książki.
Bardzo podobała mi się taka dekonstrukcją gatunku i doceniam tworzenie logicznych wytłumaczeń do zasad stworzonych przez pierwowzory. Pomimo delikatnej kreski i przyjemnej animacji nie jest to coś co powinno być puszczane dzieciom bo jest to brutalna historia, nie tak jak Made in Abyss ale pomimo całej warstwy fantastycznej wydaje się realistyczna względem uczuć bohaterów.
W załączniku dodaje początkowy panel z mangi oraz openning. Z własnej strony polecam historię oryginalną oraz 3ci film kinowy Rebellion (pozostałe to podsumowanie serialu co moim zdaniem nie ma żadnego sensu) ma powstać również następny film i sam chętnie go obejrzę gdy tylko będzie gotowy. Odnośnie spin offu z 3 sezonami to jest on przyzwoity na początku ale rozwinięcie i zakończenie historii jest znacznie słabsze niż w oryginale. Warto zwrócić również uwagę na bardzo znany temat muzyczny, który się w niej pojawia i gwarantuje, że łatwo poznacie gdy tylko go usłyszycie.
Dzisiaj bez zbędnych wstępów chciałbym opowiedzieć o ekranizacji historii z lat 80, czyli Banana Fish. To nie jest lekka seria i zdecydowanie nie polecam podchodzić do niej z takim nastawieniem. To anime akcji, które łączy dramat psychologiczny z przemocą, emocjami i nie unika trudnych tematów.
Na pierwszy rzut oka wygląda jak typowa opowieść gangsterska, jakich wiele tworzono w latach 80. Poznajemy młodego lidera nowojorskiego gangu – Asha Lynxa, który natrafia na tajemnicze hasło zawarte w tytule. Próba odkrycia jego znaczenia prowadzi go przez gęstą sieć spisków, układów, tajemnic, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Punktem zwrotnym całej opowieści jest spotkanie Asha z japońskim fotografem Eijim, a ich relacja staje się emocjonalnym sercem tej historii.
Twórca nie boi się brutalności, ale też nie epatuje nią bez potrzeby, daje bohaterom przestrzeń do rozwoju, pokazując ich słabości, czułość i problemy z jakimi się mierzą. Największym atutem moim zdaniem jest równowaga między intensywną akcją, a psychologicznym rozwojem postaci gdzie każda decyzja niesie konsekwencje.
Zdecydowanie polecam każdemu, kto szuka mocnej historii z poruszającą tematyką i emocjami, które nie są tylko dodatkiem. Całość zamyka się w 24 odcinkach. W załączniku dodaje początkowy panel z mangi oraz pierwszy openning. Wolę zaznaczyć, że jest to historia typu Yaoi gdzie można się spodziewać męskiego romansu jednak moim zdaniem jest na prawdę zrobiona z wyczuciem i potrafi wzruszyć.
Tytuł to nie przypadek i nawiązuje on do opowiadania J.D. Salingera "A Perfect Day for Bananafish" (przetłumaczony w polskiej wersji językowej jako "Idealny dzień na ryby") i jeżeli znasz to opowiadanie to będziesz świadomy na jakim przesłaniu skupi się ta historia.
Właśnie się dowiedziałem, że w sezonie letnim #anine wychodzi nie tylko drugi sezon Sono Bisque Doll wa Koi wo Suru, czy jak kto woli Dres up darlinga/projektu cosplay, ALE TEŻ DRUGI SEZON GRAND BLUE!!!
Nie wiem czy jestem emocjonalnie gotowy na tę dawkę spierdolenia, ale do premiery będę XDD
Może i robię ten wpis od 2 miesięcy, ale co to dwa miesiące przy tysiącleciu...
Sousou no Frieren zostało omówione na hejto już kilkukrotnie. Co za tym idzie, ciężko dodać coś nowego, czego jeszcze nie było. Nie było też już cholernie dawno, o ile kiedykolwiek było, takiego anime. To głęboki oddech spokoju w tym świecie ciągłego zapierdolu i akcyjniaków, które pędzą na złamanie karku.
Nie będę się rozwodził nad tym, o czym jest seria, bo już zostało to opisane, więc powiem tylko, co mi się podobało.
Koncepcja. Historia o życiu po zakończeniu historii. O docenianiu czasu, który ucieka przez palce. O tym, że chociaż zdaje się, że czasu jest jeszcze mnóstwo, to spierdoli w mgnieniu oka.
Świat. K⁎⁎wa jak mi brakowało takiego świata. Świata fantasy, czystego fantasy. Nie żadnych literpgów, statystyk, poziomów, growych mechanik. Zwykłego, klasycznego świata magii, zaklęć i dziwnych stworzeń. Co za haust powietrza dla tonącego gatunku.
Postaci, ich motywy, niedociągnięcia. Niczego innego nie spodziewałbym się od anime o rozwoju osobistym niż genialnie napisanych osobistości.
Oprawa graficzna, muzyka, oba świetne.
Mimo tego, że nadal mam problem do wkręcenia się w cokolwiek bardziej ambitnego (czyli o ironio właśnie serie takie jak Frieren) i momentami zmuszałem się, żeby usiąść do kolejnego odcinka, to nie jestem w stanie temu anime niczego zarzucić. Oglądało mi się bardzo dobrze, uważam, że nie da się zrobić tego lepiej, a przynajmniej nie dużo lepiej.
Ale jednak punkt za własny brak pasji zabiorę.
FMAB dla mnie nie przebiło, i to z zapasem. Ale Anime of the Year powinno mieć z palcem w d⁎⁎ie
@Rozpierpapierduchacz Osobiście jeszcze nie miałem przyjemności ale ten tytuł jest wysoko na liście do obejrzenia to pewnie niebawem uda mi się obejrzeć. Biorąc pod uwagę, że drugi sezon również jest zapowiedziany w ciągu najbliższego roku.
Nie było też już cholernie dawno, o ile kiedykolwiek było, takiego anime.
Mnóstwo słyszałem takich głosów. Oglądnąłem tę bajkę. Powiem, że jest bardzo dobra. Ale jeśli to najlepsze, co to medium wyprodukowało od lat, to współczesne anime jest nawet bardziej intelektualnie i kreatywnie martwe, niż mi się wydawało. Smutne.
A, zapomniałem, że Vinland Farma wyszła w ciągu ostatnich kilku lat jako anime, iks de na weebów, że o tym zapominają.
Obejrzałem se Miss Kobayashi Dragon Maid i bardzo mi się podobało, polecam.
Zaczynam przygodę z anime, więc sam koncept wydawał mi się bardzo odjechany, bałem się że będzie dziwnie żeby było dziwnie, ale nie. Jest w tym szaleństwie jakiś sens, przesłanie wyjawia się po paru odcinkach w miarę jasno.
Tak w skrócie - Kobayashi pracuje w jednym z japońskich software house'ow. Pewnego dnia po pracy wypija zbyt dużo i zamiast na swojej stacji wysiada na stacji końcowej metra. Tam, będąc mocno wstawioną spotyka Tohru - smoczycę przebitą mieczem. Nic sobie nie robiąc z gróźb smoka, że zaraz zionie ogniem postanawia wyjąć miecz i pomóc Tohru. Na koniec rzuca, że jeżeli chce się jej odwdzięczyć to smoczyca może zostać jej służącą.
I tutaj właściwie zaczyna się anime, z upływem odcinków poznajemy inne smoki które uczą się tego jakie zasady panują w ludzkim społeczeństwie.
Anime jest momentami bardzo wesołe, perypetie smoków udających ludzi (chodzących do szkoły, pracy, na zakupy) są bardzo zabawne. Czasami jest emocjonalnie, ale bez przsady, raczej uderzają w wesołe tony.
W całym anime przewijają się żarty z dużych piersi smoków, na początku mnie to dziwiło ale zaakceptowałem mimo że nadal tego nie rozumiem.
Bardzo podobał mi się japoński dubbing, mimo że tym językiem nie mówię. Aktorzy świetnie oddają emocje postaci, jeden ze smoków dubbingowany jest przez dziecko i słychać to w wypowiedziach, ale to tylko dodaje uroku jednej z postaci.
@Solar japońscy seiyuu to jest liga sama w sobie. Słowo daje, to co oni odstawiają przy podkładaniu głosu tym postaciom to jest jakaś abstrakcja. Fenomenalnie zagrane za każdym razem.
Nie wiem jak ludzie mogą oglądać anime a amerykańskim dubem, który brzmi jak dorośli bawiący się w superbohaterów.
jeden ze smoków dubbingowany jest przez dziecko i słychać to w wypowiedziach, ale to tylko dodaje uroku jednej z postaci.
Przypuszczałem, że wątpię, to pogrzebałem XD
Zapewne chodzi ci o smoczycę Kanna "Kanna Kobayashi" Kamui - pic rel.
Grana jest przez Marię Nanagawę, lat 29, również pic rel XD
@Solar w dubbingu zazwyczaj jak masz dzieci, to masz kobiety, a jak masz młodych chłopców, to też masz kobiety. Mało tego, w japonii jak masz 2 z 3 głównych bohaterów największych anime lat 2000, to też masz kobiety, bo Naruto Uzumaki i Monkey D. Luffy też są podkładani przez kobiety XD
Zresztą Goku też podkłada stara baba, ale to akurat słychać, bo brzmi jak stara baba XD
@Solar Jedną z przyjemnych cech oglądania anime jest rozpoznanie aktora głosowego. Zawsze trochę mnie mierzi angielski dubbing i chciałbym obejrzeć coś z obiektywnie dobrymi aktorami głosowymi. Analogicznie chciałbym poznać serie gdzie nasi rodzimi aktorzy stanęli na wysokości zadania. Dziękuję za polecenie i w wolnej chwili dodam go do listy anime do obejrzenia mimo, że ciągle jest dość długa.
@nbzwdsdzbcps to jest pojebane, bo amerykanie POTRAFIĄ. Patrz na kreskówki, Rick and Morty chociażby, czy inny fineasz i ferb. Normalnie zagrane, postaci brzmią jak postaci, mają charakter i jest git.
Ale jak mają podkładać anime, to zapominają od razu i się silą na jakichś herosów. Cytując brata typa, który podkładał głos pod optimusa prime:
"Dont be "a hero". Be strong enough to be gentle"
Swoją drogą świetny ted talk czy co to tam było, znajdę to wstawię
@Rozpierpapierduchacz Mimo wszystko jestem ciekawy czy jest porządnie zrobiony dubbing jakiegokolwiek anime, które może być oglądane z podziwem dla aktorów. Polscy aktorzy w animacjach też potrafią świetnie wypaść ale w anime już idzie im raczej źle.
Tomo Aizawa jest dziewczyną, chłopczycą. Uprawia karate., lubi wszelką rywalizację i jak na dziewczynę jest dość silna. Zakochuje się w swoim przyjacielu z dzieciństwa Junichiro Kubocie. Junichiro nie należy do zbyt spostrzegawczych i całe dzieciństwo myślał, ze Tomo to chłopak. Wszystko to prowadzi do serii wydarzeń w których Tomo próbuje być bardziej kobieca i zdobyć serce swojego przyjaciela.
Mamy tutaj doczynienia z romansem, okruchami życia z elementami komedi. Powiedziałbym nawet, ze komedia pełni dość duża rolę w tym anime lecz jest to aspekt bardzo przyjemny i właśnie on przekonał mnie do tej zamkniętej, trzynasto odcinkowej serii. Nasza główna dwójka bohaterów jak i postacie drugoplanowe mają zarysowaną głębie charakteru. Trudno nazwać je jednowymiarowymi i nudnymi. Sama historia ma pewien morał. Staje się on oczywisty raczej szybko ale jest. Anime uważam za dobre a na tle innych tworów z tego gatunku nawet bardzo dobre. Na plus dla niektórych będzie też to, że cała historia zamyka się w jednym sezonie. Poniżej wrzucam opening.
@LeniwaPanda W styczniu będzie 3ci sezon ale jestem ciekawy czy zrobią zakończenie jak w mandze czy zmienią. Mnie się podobało samo anime i na pewno mógłbym polecić.
Dzisiaj chciałbym przedstawić anime z długim tytułem. Będzie to komedia romantyczna, która całkiem mnie wciągnęła i sprawiła dużo radości pomimo początkowych odcinków mogących wskazywać na bardzo liniową fabułę. Nie byłem również zwolennikiem dodania narratora ale szybko się do niego przyzwyczaiłem.
Kaguya-sama: Love is War jak sama nazwa wskazuje skupia się na ukazaniu relacji romantycznych głównych bohaterów jako współzawodnictwa, bliskiemu wojnie, której celem jest uznanie wyższości jednej strony nad drugą. Zgodnie z tezą postawioną na początku historii to pierwsza osoba, która przyzna się do swoich uczuć względem partnera jest przegrana i zawsze będzie tą gorszą, której bardziej zależy. Okazuje się, że jest to wspólny pogląd gdzie obie strony będą starały się zrobić wszystko by to druga strona wyznała im miłość i mogli zostać zwycięzcą #pdk. Na szczęście nie ograniczamy się tylko do relacji dwóch osób i autor wprowadza wiele postaci pobocznych co dodaje nie tylko scen humorystycznych jak na komedię przystało ale również pojawiają się poważniejsze wątki. Jest to tytuł składający się z dziesiątek zabawnych, przerysowanych bitew gdzie narrator podsumowuje każdą z nich tym kto wygrał lub przegrał konkretne starcie.
Moim zdaniem najciekawsze są przejścia pomiędzy scenami humorystycznymi, satyrą, powagą czy graniem na emocjach widzów. Mimo, że bohaterowie na początku wydają się jednowymiarowi to po głębszym poznaniu możemy ich polubić i dowiedzieć się więcej o ich charakterze.
Zdecydowanie polecam każdemu, kto szuka czegoś więcej niż typowej komedii romantycznej. Seria składa się z trzech pełnoprawnych sezonów oraz dodatkowego, który zamyka wątki w 4 odcinkach. W załączniku dodaję tezę początkową z początku mangi oraz pierwszy openning.
Byłem dzisiaj na DanDaDan w kinie i zabrałem też osoby, których pierwszy sezon był ich pierwszym anime w ogóle. Podobało nam się bo to dość lekki tytuł, otwarty do szerokiego grona odbiorców.
Sam najbardziej lubię soundtrack Kensuke Ushio bo tworzył utwory również do Silent Voice, Devilman, Chainsaw Man.
Największy minus to dorzucanie wywiadów z twórcami na koniec seansu gdzie moim zdaniem średnio to pasuje do kina. Myślę, że spodoba się tym, którym podobał się pierwszy sezon. Z tego co wiem drugi sezon ma wyjść w lipcu.
Dzisiaj chciałbym napisać o serii jaka jest przepełniona pozytywną energią. Mowa o K-ON!, które na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłym anime w stylu "cute girls doing cute things", ale oferuje znacznie więcej.
Historia opowiada o grupie licealistek, które reaktywują szkolny zespół muzyczny. Główną bohaterką jest Yui, która bez umiejętności muzycznych dołącza do tytułowego klubu "lekkiej muzyki". Jej naiwność, niezdarność i entuzjazm sprawiają, że cała grupa zaczyna się scalać, a muzyka staje się tylko jednym z wielu pretekstów do pokazania przyjaźni, dorastania, codziennych wzruszeń i zabawnych sytuacji między przyjaciółkami. To co mnie najbardziej urzekło to atmosfera, poczucie humoru i sposób, w jaki przedstawione są relacje między dziewczynami. Nie ma tu wielkiej fabuły, twistów czy dramatów.
Jak na muzyczne anime przystało to sama oprawa muzyczna zasługuje na szczególną uwagę, a fikcyjny zespół Ho-kago Tea Time składający się z aktorek głosowych nagrał sporo pełnoprawnych piosenek, które naprawdę wpadają w ucho. Zaintrygował mnie szczególnie kontrast pomiędzy pierwszym openingiem oraz endingiem gdzie widać potencjał rozwoju bohaterek jako pełnoprawnych muzyków.
Zdecydowanie polecam każdej osobie, która była kiedyś w zespole bo dobrze ukazuje odczucia z występów czy wspólnego spędzania czasu pomiędzy członkami. Jest to jeden z tytułów, który sprawia, że człowiek czuje się lepiej i dobrze wpasowuje się w spokojny wieczór z herbatką i deserem.
Poniżej dodaję opening z pierwszego sezonu oraz jeden z paneli oryginalnej mangi. W pierwszym komentarzu dodam pierwszy ending by można było porównać kontrast, o którym pisałem. Seria składa się z dwóch sezonów, odcinków specjalnych oraz filmu, polecam obejrzeć film przed ostatnim odcinkiem drugiego sezonu.
@nbzwdsdzbcps Tylko bierz pod uwagę, że Yuru Yuri to urocza głupawka bez bandu, za to z wątkami homo i co ciekawe, pierwsza dwa sezony podobały mi się dlatego, że twórcy dość luźno podchodzili do materiału źródłowego z mangi, gdzie sezon trzeci był dla mnie niestrawny przez wierniość w stosunku do orginału.
Ale to nadal kategoria Cute Girls doin cute things
"cute girls doing cute things" to niespecjalnie moja kategoria ale niektóre pozycje potrafią mnie wciągnąć. K-ON! niby to zrobiło ale w pewnym momencie zaczęło mnie nudzić, może przesyt tego samego co odcinek?, obejrzałem do końca, niby finalnie całkiem dobre (7 dałem na MALu) ale za cholerę drugi raz bym do tego nie zasiadł.
@nbzwdsdzbcps od dawien dawna miałem to na liście do oblężenia, po twoim wpisie w końcu się za to zabrałem. Pierwszy sezon obejrzany, było za⁎⁎⁎⁎ste. Na plus animacja.
@Rozpierpapierduchacz Mnie najbardziej uderza ta całą inflacja ocen gdzie widziałem tak mierne tytuły z dobrymi ocenami, że po prostu byłem w szoku. Na to wygląda, że Isekaie rzeczywiście są popularne i to nadal może być prawda, że jest to najlepszy tytuł tego roku według większości oglądających. Pomijając, że nie lubię nagród za rok bieżący, które odbiera się w maju.
@Rozpierpapierduchacz daddy route xDDDD Nawet jeśli solo leveling miałoby być zrypane po całości, to warto żeby wychodziło wyłącznie jako materiał do sister leveling xD Od kiedy to obejrzałem, to nie mogę się powstrzymać i nazywam żonę stepującą żoną.
Dzisiaj chciałbym napisać o jednym tytule, który budzi duże kontrowersje głównie z powodu dalszego ciągu w mandze. Należy on do gatunku Josei czyli treść adresowana głównie do dorosłych kobiet.
Anime jakie chciałbym dzisiaj przedstawić to niesławny Usagi Drop zwany również Bunny Drop. Animacja jest bardzo przyjemna, urocza i otwarta dla widzów w każdym przedziale wiekowym gdzie śledzimy losy dwójki głównych bohaterów. Pierwszym jak trzydziestoletni Daikichi, który po przyjeździe na pogrzeb własnego dziadka dowiaduje się, że pozostawił on po sobie 6 letnią, nieślubną córkę o imieniu Rin. Nikt z obecnej rodziny nie jest chętny na wzięcie takiej odpowiedzialności by się nią zająć i w przypływie odwagi ten samotny, zapracowany mężczyzna postanawia zgłosić się na ochotnika.
Cała historia opowiada o trudach rodzicielstwa trochę z przypadku i w wykonaniu kogoś samotnego. Autor nie przesadza, nie wyolbrzymia pozytywów rodzicielstwa i skupia się na okazaniu mnóstwa ciepłych, codziennych scen. Sama ekranizacja jest wzruszająca, życiowa i przyjemnie się to ogląda dlatego może to być spokojny tytuł dla każdego.
Pisałem na początku o kontrowersjach i wiążą się one głównie z mangą, która kontynuuje historię po dość długim przesunięciu czasowym o 10 lat.
Dalsza część będzie spojlerem zaszyfrowanym w rot13 i żeby go odczytać wystarczy skopiować tekst i wpisać do jakiegokolwiek serwisu szyfrująco/deszyfrującego. Przykładowo rot13.com
Cb gvzr fxvcvr Eva zn 16 yng, n Qnvxvpuv bxbłb 40, xgóel anqny wrfg fnzbgal v avp avr jlfmłb qnyrw m erynpwv m znzą cemlwnpvryn Eva. Jłnśavr j grw qehtvrw pmęśpv uvfgbevv nhgbexn cebjnqmv jągrx, j xgóelz Eva mnpmlan bqxeljnć jłnfar hpmhpvn v qbpubqmv qb qrplmwv b mbfgnavh cnegarexą Qnvxvpuvrtb, pb jljbłnłb btebzar xbagebjrefwr tłójavr m cbjbqh cbpmągxh grw erynpwv bq cemloenarw ebyv bwpn v cbgrapwnyalpu jvęmój xejv.
Zabawne, że nie wpadłem na to wcześniej by obejść ten nasz brak spojlerów jakimś prostym szyfrem jaki przez przypadek nie będzie dało się przeczytać i każdy może się z nim zapoznać jedynie na swoją własną odpowiedzialność. Postaram się kontynuować w każdym kolejnym wpisie sekcję ze spojlerami dla chętnych.
Dawno się nie udzielałem na tagu ale dzisiaj chciałbym krótko napisać o tytule jaki ostatnio widziałem i bardzo mnie poruszył. Anime te ma dwie adaptację jedna z 1972 roku, a druga z 2018. Przyznam się, że widziałem tylko bardziej nowoczesną wersję.
Devilman Crybaby to brutalny horror psychologiczny, pełen akcji, bardzo mroczny i naszpikowany emocjami, której sam styl animacji różni się wyraźnie od najpopularniejszych tytułów. Jest to historia dla dorosłych, pełna sugestywnych scen, nagości, przemocy i depresyjnych uczuć. Główną postacią jest tytułowy beksa Akira Fudou, bardzo wrażliwy nastolatek. Według mnie jest bardzo odświeżającym głównym bohaterem.
Pierwsze co mnie zaciekawiło to grafika animacji przypominająca bardziej malarstwo, które przedstawia sceny nie skupiając się na samym realizmie. Drugie to tematyka, która jest ciężka i mimo prostego tematu przewodniego walki dobra ze złem przedstawia cały wachlarz ludzkich emocji. Następnie uderzyła mnie intensywność historii przedstawionej tylko w 10 odcinkach, jeżeli spodziewacie się akcji czy walk rozciągniętych na kilka odcinków to autor nie będzie was zwodził i nic takiego nie będzie miało miejsca. Fabuła jest kompletna, zamknięta i moim zdaniem to jeden z najlepszych tytułów jakie znam pod względem zwartej akcji bez żadnego zbędnego rozciągania. Występuje tutaj ponad przeciętnie dużo scen zawierających brutalność, erotyzm, śmierć ale nie są wykorzystywane dla samego szoku i moim zdaniem świetnie się to ze sobą komponuje.
Z całego serca polecam ten tytuł dla osób, którzy lubią zwarte, skończone historie, które poruszają odważne, głębokie tematy, nie boją się bardzo wyrazistego przedstawienia scen krwawych oraz erotycznych to moim zdaniem ta pozycja jest obowiązkowa.
W załączniku dodaje jedną z początkowych stron mangi oraz muzyczny motyw przewodni. Tytuł jest dostępny na Netflixie.
@keborgan Przesłuchałem i całkiem dobre wykonanie. Z reguły upewniam się, że zapoznam się z tekstem openningów ale za często nie słucham coverów w innych językach.
Top 5 współcześnie najbardziej przereklamowanych mang i anime moim zdaniem
5. Spy x Family - Lubie to anime. Jest fajne do oglądania jak ma się wolny czas, ale to tyle. To z pewnością dzieło dobre, ale nie wybitne. Nie ma tu jakieś dużej głębi, wielowątkowej fabuły i genialnie napisanych postaci. Widz ma tu do czynienia z po prostu przyjemną i zabawną historią i elementami okruchów życia. Loid Forger z kolei jest tu najbardziej niedocenianym charakterem choć w praktyce jest on napisany najlepiej ze wszystkich.
4. Kimetsu no Yaiba - Anime które wybiło się chyba głównie na świetnej animacji i ładnej warstwie muzycznej. To nie jedyna zaleta tego dzieła, ale wszystkie inne elementy są co najwyżej dobre jeśli nie przeciętne. Gdyby animacja była na dużo niższym poziomie to Kimetsu no Yaiba nie byłoby zapewne nawet w połowie tak popularne jak jest.
3. Jujutsu Kaisen - Tutaj chciałbym się odnieść do fabuły mangi, a nie anime. Jujutsu Kaisen było dziełem z ogromnym potencjałem i o ile pierwsza połowa historii była świetna, tak w drugiej połowie zauważalny był spadek jakości, a końcówka była zwyczajnie mocno rozczarowująca. Wyglądało to tak jakby autor w pewnym momencie pogubił się w tym co sam tworzy, a potem odpuścił sobie dalsze pisanie i wymyślił zakończenie na szybko. Naprawdę smutne jest to jak się to potoczyło.
2. Chainsaw Man - Tutaj również chce się skoncentrować na samej mandze. W pewnym sensie rozumiem popularność tego tytułu. Ta manga jest wręcz stworzona pod współczesną widownie. Chainsaw Man to połączenie czarnej i nieco surrealistycznej komedii z dekonstrukcją klasycznych shounenów. Autor bawi się popularnymi motywami próbując ciągle obalać oczekiwania widza oraz szokować go. Czy jednak to dzieło oferuje coś poza tym? Będąc szczerym to uważam, że nie bardzo. Znaczy Fujimoto lubi też odwoływać się do swoich fetyszy, ale to raczej nie jest nic dobrego (Choć ktoś z podobnymi fetyszami może mieć inne zdanie). Scena ze śnieżkami była mocna. Niektóre postacie polubiłem pomimo tego, że prawie wszyscy bohaterowie, ich dialogi, a nawet mimika są dziwne i nienaturalne. Ktoś pewnie jednak by zapewne powiedział, że pasuje to do ogólnego klimatu tej mangi. Być może tak jest, ale dla mnie to wciąż mocno przereklamowana manga.
1. Solo Leveling - Naprawdę nie rozumiem fenomenu tego anime. Postacie są mocno płytkie, a fabuła jest praktycznie o niczym. Kimetsu no Yaiba ma już więcej głębi. Cała ta historia to po prostu fantazja mocy. Jedyną zaletą tego tworu jest ładna animacja, ładna muzyka i to, że protagonista nie zdobywa haremu.
Dla osób oglądających te rodzaje anime po raz pierwszy raz, każda z powyższych pozycji jest dobra. Dla osób doświadczonych... już mniej, bo widzimy zbyt dużo stereotypów, w tym również i takich, które zwyczajnie nie uchodzi stosować.
Solo Leveling to manhwa. Dobrze zrobiona beletrystyka dla mało wymagających. Ładna choreografia, kilka dobrych pomysłów i bardzo nieświeży sos od niekompetentnego zera do ponad światowego bohatera.
Np. gdyby śmiertelność misji w Jujutsu Kaisen czy Kimetsu no Yaiba była na poziomie tego, czego doświadczają bohaterowie, to zwyczajnie żadna z tych organizacji by się nie utrzymała.
Bohater Chainsaw Man ewidentnie ma duże problemy natury psychologicznej. Do jakiej organizacji przyjmą tak niebezpiecznego typa bez choćby podstawowej weryfikacji? Medycyna pracy? Szkolenie? Po co to komu.
Spy x Family broni się komediowoscia, ale do czasu. Przy dużej ilości wtrętów historycznych, w oczy rzucają się sztuczności. Co tu dużo gadać, w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy ktoś wie dokąd jedzie ten tramwaj.
Cała historia rozpoczyna się w dość nietypowym momencie jak na anime fantasy. Jesteśmy śwadkami jak drużyna, której członkiem była elfka o imieniu Frieren powróciła z wyprawy mającej na celu pokonanie króla demonów. Frieren jest magiem mającym na swoim koncie ponad tysiąć lat. Pozostała obsada grupy to Himmel bohater, Heiter ksiądz healer oraz Eisen krasnaludzki wojownik.
Elfy są długowieczne i innaczej odbierają poczucie czasu. Cała drużyna spotyka się po latach (pięćdziesięciu) aby obejrzeć deszcz meteorytów. Po całym wydarzeniu Himmel umiera ze starości. Na jego pogrzebie Frieren uświadamia sobie, że nie poświęciła czasu aby go lepiej poznać, i tego żałuje. Całe to wydarzenie sprawia, że elfka rusza w podróż aby lepiej poznać i zrozumieć ludzi. Po drodze do jej podróży dołącza Fern, która staje się jej uczennicą oraz Stark, wojownik, bo magowie mimo potężnej siły ognia są łatwi do zabicia w bliskim kontakcie przez innych wojowników.
Rozwój postaci to najgłośniejszy akord tego anime. Frieren z apatycznej i obojętnej, skupionej głównie na magii zaczyna bardziej dostrajać się do ludzkiego spojrzenia na życie. Zaczyna doceniać chwie ulotne oraz jednorazowe dla ludzkiego życia. Do tego przychyniejszym okiem spogląda na ludzi jak i samą ludzkość. Sama elfka jest postacią ciekawą i raczej łatwą do polubienia przez widza. Z jednej strony mamy maga z wiedzą i maną kumulowaną przez tysiąclecie który swą potęgą wzbudza strach. Z drugiej delikatnie niezdarny, chodzący cinnamon roll potrafiący z czasem okazywać troskliwość do blskich jej osób. Fern oraz Stark także nie poskąpią nam rozwoju swoich charakterów.
Postacie poboczne bywają wyraziste. Mają swoje cele i pragnienia. Nie są bezbarwnym tłem dla podejmowanych akcji przez naszą trójkę. Postacie takie jak Kraft, Sein, Denken czy Ubel wzbudzają ciekawość na temat ich przeszłości czy motywów podejmowanych działań.
Sposób przedstawienia magii to kolejny element który mi się tu podoba. Od prostych zaklęć po te bardziej epickie. Tutaj wygrywa sposób przedstawienie potężnej magii jaką włada Frieren za pomocą wielokształtnych figur geometrycznych czy dużej palety kolorów. Ciekawe jest też 'naukowe' podejście do rozwóju zaklęć.
Antagoniści czyli demony. Interesujący jak na ilość czasu którą dostają na ekranie. Trochę taki FMA:B vibe here. W taki typowy podział na dobro i zło przemycane jest odrobinę moralnej szarości.
Gdzieś w tym wszystkim jest też przepchnięty wątek długowieczności i problemów z nią związanych. Zaprezentowany przez występujące w anime elfy.
Wizualnie jestem na tak. Muzycznie można posłuchać chociażby Frieren the Slayer czy Zoltraak i samemu poczuć tą episkość.
Czy są jakieś minusy? Pewnie po mocniejszym przestudiowaniu coś się znajdzie. Delikatnie mnie kłuje olanie wątku Seina. A bardziej podejście do braku osoby z porządną wiedzą (magią) leczniczą w grupie Frieren. Ja wiem on pewnie wróci, wiem, że to rozstanie jest po to aby pokazać rozwój Frieren jak i samego Seina. Jednak magia lecznicza naszej elfki jest raczej ograniczona, do tego im dalej na północ jest niebezpieczniej. Nie chciałbym aby Sein stał się takim wytrychem który ratuje kogoś z grupy Frieren w beznadziejnej sytuacji a potem znika.
Jeśli ktoś nie oglądał a brakuje mu dobrego fantasy w anime to polecam. Wydaje mi się też, że można Frieren polecić i oglądać z osobami sceptycznie podchodzącymi do anime jednak lubiących ogladać jakieś ciekawe animacje.
To anime można polecieć dosłownie każdemu. Dla tego zdobyło pierwsze miejsca w rankingach. Oprócz tego co napisałaś jest tu duży nacisk położony na szczegóły jest wiele powiązań i nawiązań do różnych fajnie się to wyłapuje podczas oglądania.
Produkcja "To Be Hero X" to kolejny dowód na to, że chińczyki umieją w animacje. Podejrzewam, że z czasem będą coraz bardziej dominować na rynku anime i słowo chińskie bajki przestanie być obraźliwe. Może nawet dojść do sytuacji gdzie za 20 czy 30 lat mało kto będzie kojarzył nawet samo słowo "anime" z Japonią jeśli Chiny uzyskają też dominacje w światowym soft power.
Nie do końca się zgadzam. Już w pierwszym odcinku weszli na grząski grunt finałowa bijatyka.
Są lepsze serie, ale często cała para idzie w pierwszy odcinek i w opening. Dodatkowo wyraźnie widać cenzurę obyczajowa - niektórych tematów się unika, racja stanu zawsze wygrywa, tzw. starsi nawet jeśli podejmują tzw. trudne decyzje (czyli po naszemu poświęcają kogoś w imię wyższych celów albo zarządzają czystkę etniczna) to jest to tzw. właściwa decyzja*.
Nie do końca się zgadzam. Już w pierwszym odcinku weszli na grząski grunt finałowa bijatyka.
Co?
Są lepsze serie, ale często cała para idzie w pierwszy odcinek i w opening
Akurat widziałem już drugi odcinek i ma nadal świetną animacje.
Dodatkowo wyraźnie widać cenzurę obyczajowa - niektórych tematów się unika, racja stanu zawsze wygrywa, tzw. starsi nawet jeśli podejmują tzw. trudne decyzje (czyli po naszemu poświęcają kogoś w imię wyższych celów albo zarządzają czystkę etniczna) to jest to tzw. właściwa decyzja*.
Nie widziałem tam motywu jakieś rady starszych która ma w czymś racje. Właściwie to anime promuje pewien indywidualizm. Protagonista mówi o tym, że każdy może zostać superbohaterem w pierwszym odcinku i nim faktycznie zostaje choć wcześniej starszy wiekowo szef go krytykuje za takie myślenie, a nawet go zwalnia. Pod koniec odcinka jego dawny szef staje się złoczyńcą z mocami i walczy z protagonistą i przegrywa. W drugim odcinku dziewczyna będąca celebrytkom chce się wyrwać z korporacyjnej machiny z którą ma kontakt i jej się to udaje pod koniec zyskując wolność.
Na to już nie wiem jak na to odpowiedzieć. Ogólnie kolektywne podejście jest też obecne w japońskim anime bo azjaci są bardziej kolektywistami niż europejczycy, ale to już brzmi absurdalnie.
Finałowa bijatyka: były szef z kompleksami - jak się okazuje, po cichu zwolniony - próbuje zepsuć wywiad głównego bohatera.
Źródłem mocy głównego bohatera jest tzw. Trust Value (stopień zaufania widzów). Pseudo głównego bohatera to Mr. Nice.
Źródłem mocy wroga jest tzw. Fear (uogólnione na lęk, frustracje, niepewność).
Finałowa bijatyka to sztampa (pięści, kłęby dymu i promień śmierci), tępy symbolizm (ślepe zaufanie kontra frustrat) i nic więcej.
Żenada.
Owszem, wciskanie fałszywek telewidzom jest interesujące, ale reszta jest wybitnie kiepska - dialogi pisane na kolanie po prostu.
Twierdzisz, że animacja jest dobra. Sorry, nie. Postacie poruszają się jak kukły, mimika nie istnieje, ekspresja wyrazu - brak. To, że ktoś mruga oczami, rusza ustami i chodzi to za mało.
Walki, choreografia to typowy doskok do przeciwnika i bum, ewentualnie promień śmierci. Minimum ruchu.
Jak w drugim odcinku gość z mieczem pchał głównego bohatera, to nawet nie pokazali porządnie dewastacji scenerii.
@Airbag Nie widziałem dragon balla. Widziałem pojedyncze odcinki za wczesnego gówniaka i to tyle, nigdy nie usiadłem do serii. Między innymi dlatego, że odstrasza mnie Goku z głosem starej baby. Ja wiem, że w c⁎⁎j bohaterów męskich, zwłaszcza nastoletnich, jest podkładanych przez kobiety i paradoksalnie stare baby.
Ale Goku brzmi jak na⁎⁎⁎⁎na ciotka na weselu.
Niemniej, nie wypowiem się, nie znam się, wiem, że darli ryj przez 3 odcinki, wiem, że siła woli i przyjaźni.
Ale wiem też, że bez dragon balla dzisiejszych shonenów by nie było.
@Rozpierpapierduchacz ja tez za gowniaka widzialem tylko te odcinki, ktore udalo sie akurat zobaczyc u kuzyna, bo u mnie byly tylko dwa kanaly. Oczywiscie, wrazenie bylo super, zajawka itp, ale kiedy juz jako dorosly stwierdzilem, ze moze sprobowac to obejrzec ciagiem, to ni chuja xD
Jest czwartek, godzina 22:32, właśnie skończyłem Cowboy Bebop
Zróbmy to na świeżo.
Jak już mówiłem nie raz nie dwa, a także raz dzisiaj, mam dramatyczny wręcz problem z zabraniem się za oglądanie czegokolwiek. Wręcz im coś lepsze, tym większy, bo szkoda, żeby leciało w tle, a oglądanie na pełnej wymaga poświęcenia, zaangażowania. Nie inaczej było z Cowboy Bebop.
Za serię zabrałem się nawet nie wiem kiedy, zdaje się, że jakoś na początku tego roku. Ze świadomością, że jest to anime bardzo dobre, wręcz kultowe, dla niektórych najlepsze na rynku. A co za tym idzie - miałem kolosalny problem, żeby je zacząć, ruszyć i finalnie skończyć.
Co do przemyśleń:
Bardzo ciekawie oglądało się serię osadzoną w przyszłości, wykorzystującą technologię, które ja jeszcze pamiętam (łapałem się na końcówkę VHSów, jestem rok starszy niż to anime XD) i to, jak widzieli przyszłość tych technologii. Ciekawa sprawa widzieć rzeczy, które znasz i wiedzieć, że będąc rok starszym niż seria korzystam z rozwiązań, na które twórcy praktycznie nie wpadli.
Zastanawiałem się trochę, jak opisać swoje uczucia po zakończeniu tej serii, ale chyba najlepiej będzie to podsumować moją dzisiejszą wymianą zdań z @LeniwaPanda
Cowboy Bebop jest dobry, jest obiektywnie bardzo dobry, 8 od razu. Ale więcej mu nie mogę dać, bo mnie nie porwał XD
Bo mnie k⁎⁎wa nic nie porywa ostatnio XD
Tak jak z Monsterem - jakbym obejrzał z 10 lat temu, to pewnie dostałyby dychę XD
Ale dla Bebopa jest jeszcze nadzieja na 9, może te ostatnie odcinki
@Rozpierpapierduchacz Nic już z tego nie pamiętam fabularnie poza świetną muzą którą mam na spotify dodaną do playlisty, jak oglądałem 25 lat temu to wciągało więc te 9/10 które dajesz chyba słuszne( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
Ale Edo, pies Ein (einstein) zapadają w pamięć bardziej chyba niż Spajk Szpigiel po ćwiartce milenium ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯