Tym razem bez oceny - daję na razie 5/10 - neutralnie, pana lubię, ale myślałam, że dostanę jakieś widowisko albo faktycznie film, ani to musical, ani film, ino taki rozwleczony teledysk.
Borykający się z jąkaniem książę Yorku, drugi w kolejności do tronu królewskiego Wielkiej Brytanii, szuka pomocy u logopedy stosującego niekonwencjonalne metody leczenia, aby poprawić swoje zdolności do publicznych wystąpień.
Film dwóch aktorów, Colina Firtha i Geoffreya Rusha, ukazujący ludzką stronę monarchy władającego Wielką Brytanią w okresie II Wojny Światowej. Historia króla, który królem być nie miał, problemów, z którymi się zmagał, jego walki o własny głos i godność, ale przede wszystkim relacji z logopedą, który z czasem stał się jednym z bliższych przyjaciół. Niestety, pomimo dobrej gry aktorskiej film mnie zwyczajnie znudził i nie potrafił przykuć uwagi. Niektóre sceny wydawały mi się jakieś sztuczne, jakby nagrano je specjalnie z myślą o trailerze. Myślę, że to dobry film do puszczenia przed snem - jest całkiem możliwe, że zanim się skończy, widz będzie już słodko chrapać. Polecam osobom cierpliwym, lubiącym raczej powolne kino.
Wyścigowa legenda Sonny Hayes daje się namówić na powrót z emerytury, żeby poprowadzić zmagający się z problemami zespół Formuły 1 i zostać mentorem młodego mistrza kierownicy. Przy okazji dostaje szansę, by raz jeszcze stanąć na szczycie.
Filmowo nie wyróżnił się niczym nadzwyczajnym, ujęcia były fajne, montaż też niczego sobie, muzyka Hansa Zimmera świetna, aktorzy zagrali dobrze, ale oskarowych ról tutaj nie było. Zdecydowanie najgorzej wypadła tu fabuła, mocno naciągana i dość nonsensowna, ale trzeba brać pod uwagę to że oglądam F1 i mocno raziło mnie wiele absurdalnych wątków i zdziwiło mnie to, bo to film ze wsparciem Formuły 1 tzn. producenci mogli nagrywać ujęcia podczas weekendu wyścigowego, pokazano (epizodycznie) prawdziwych kierowców f1 czy dyrektorów zespołów, nawet Lewis Hamilton był jednym z producentów tego filmu, więc mylnie uznałem że ten film może być bardziej dla fanów F1.
Pewnie ocena byłaby trochę większa gdybym oglądanie F1 skończył na Kubicy w 2010r
Dla mnie też film super, dobre 8/10. Fanem F1 nie jestem, nie wiem nawet którzy to byli prawdziwi zawodnicy czy dyrektorzy zespołów a jeśli były jakieś głupoty techniczne to dawno w kinie przestałem oceniać po tym kino rozrywkowe.
juz przed premierą było wiadome, ze to nie jest film dla fanatyków f1 tylko niedzielnych widzów. Standardowy film sportowy z motywem od zera do bohatera i jako taki zasluguje minimum na 7.
Jestem spokojny, ale i zrezygnowany. Gówno nie żyje. Próbowałem 3 różnych przeglądarek, wszędzie to samo. Jakieś ustawienia treści chronionych mam ustawione tak, że treści chronione mogą być wyświetlane. Gówno nie działa.
Co ciekawe, na telefonie udało się odtworzyć. Komputer bierze internet przez hotspot z telefonu.
Zawodzenie jak z innego świata W wielu filmach, serialach czy nawet w utworach muzycznych wykorzystuje się niektóre charakterystyczne odgłosy ptaków dla stworzenia niepokojącej atmosfery. Zdaje się, że najbardziej znanym odgłosem tego typu, zestawianym najczęściej ze sceneriami mrocznych, leśnych ostępów i bagien, jest przeciągły głos nura lodowca (Gavia immer).
Nury z tego gatunku zamieszkują północne i centralne regiony Ameryki Północnej, południowe części archipelagu Svalbard i Islandii, a zimą są spotykane także u wybrzeży Europy. Jak widać, są w dużej mierze gatunkiem arktycznym, sezonowo migrującym do strefy umiarkowanej - jednak w realizacjach filmowych ich odgłosy bywają często wykorzystywane w scenach ukazujących także środowiska tropikalne czy nawet pustynne.
Nur lodowiec wydaje cztery podstawowe kategorie odgłosów, z których najbardziej charakterystyczna jest tak zwana skarga. To przeciągłe, dość ponure zawodzenie rozlegające się głównie wieczorami i nocą, które jest słyszalne z odległości nawet kilku kilometrów. To odgłos kontaktowy, dzięki któremu nury oznajmiają innym osobnikom przebywającym w okolicy, gdzie się znajdują. Inny charakterystyczny odgłos nura, również chętnie wykorzystywany w filmach, to tremolo lub tak zwany chichot - sygnalizuje on zwykle zaniepokojenie lub alarmuje o obecności drapieżnika, jest też wydawany podczas konfliktów terytorialnych i podczas lotu.
@suseu Z tymi czerwonymi oczami to kolejna ciekawostka: chyba wciąż nie do końca wiadomo, dlaczego nury lodowce mają taki kolor oczu. Z jednej strony, może to być element ich szaty godowej i może np. ułatwiać przyciągnięcie uwagi partnera. Z drugiej, podejrzewa się, że czerwone oczy pomagają nurom podczas nurkowania i wypatrywania zdobyczy pod wodą.
Właśnie skończyłem oglądać. Film jest....ciężki? Bardzo długo sie rozkręca, ale myślę, ze warto pooglądać. Osobę odpowiedzialna za ścieżkę dźwiękowa powinni przybić za jaja do pieńka, położyć w pobliżu nóż i pozwolić zdecydować samemu czy chce sie uwolnić. Momentami sie k⁎⁎wa czułem jakbym słuchał 4 latka, ktory dostał zabawkowe pianino
Ogólnie 7/10 (byłoby 8 gdyby nie ta j⁎⁎⁎na muzyka)
Gówniany film o lewicowej grupie terrorystycznej, który zdobędzie kilka Oscarów, bo jest polityczny. Bardzo dobre role Penna i Del Toro, ale to nadal gówniany film o lewicowej grupie terrorystycznej.
Dzisiaj film, który miałem na liście od dłuższego czasu, ale jakoś nie mogłem się do niego zabrać. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Иди и смотри (Idi i Smotri / Idź i Patrz)
Rok produkcji: 1985
Reżyseria: Elem Klimow
Kategoria: #dramat #wojenny
Czas trwania: 136 min
Moja ocena: 7/10
Młody chłopak, kierowany romantycznym wyobrażeniem walki, dołącza do ruchu powstańczego. Wkrótce zostaje świadkiem i doświadcza niewyobrażalnych okrucieństw wojny.
Bardzo naturalistyczny, trochę poetycki i boleśnie realistyczny obraz. Przez pierwszą jego połowę ciężko było mi zrozumieć, skąd te wszystkie wysokie oceny, jednak w drugiej połowie dzieją się rzeczy, których wcześniej nie widziałem na ekranie. Powiem tak: Amerykanie nigdy nie mieliby jaj, żeby nagrać coś takiego. Pacyfikacja wsi to jedne z najmocniejszych i prawdopodobnie najbardziej realistycznych pod względem ukazanej paniki scen, jakie zostały kiedykolwiek zrealizowane. Myślę, że warto przebrnąć przez początek i dość specyficzne dla kina ZSRR monologi i dialogi, bo koniec naprawdę zmusza do utwierdzenia się w jednej myśli - żeby coś podobnego nigdy nie stało się ponownie naszą rzeczywistością. Polecam ludziom o mocnych nerwach.
Jak doszło do wybuchu I wojny światowej? No i tyle. Dość wyczerpująca historia o tym jak doszło do Wielkiej Wojny.
I tyle! Macie spokój ode mnie na kilka dni - będę raczej wieczorami kończyć swoje seriale i książki, więc czasu na filmy zabraknie, przynajmniej na jakiś czas :)
Załóż swój tag z filmami i dodawaj do recenzji. Oglądasz nietuzinkowe i jednak mało popularne produkcje, wiesz o czym piszesz, masz konkretny gust - fajnie byłoby mieć natychmiastowy dostęp do wszystkich Twoich wpisów, żeby się czymś poczęstować
Fajne. Porządnie zrobione i wyczerpujące, ale w necie są tylko napisy w językach południowosłowiańskich i jak są wypowiedzi po niemiecku, czy francusku, to musiałem się domyślać z serb-chorwackiego.
Dokument o Aileen Wuornos , prostytutce która zabiła siedmiu mężczyzn na Florydzie. W sumie historia mi znana, i chyba włączyłam tylko by popatrzeć archiwalne zdjęcia morderczyni i urywki rozmów z nią oraz sceny z sądu.
Ale jednak dowiedziałam się z tego filmu czegoś nowego - że Wuornos mogła wywinąć się od kary śmierci. Jej pierwsze morderstwo było praktycznie samoobroną, brutalnie zgwałcona kobieta była przekonana, że niebawem zginie i wykorzystała fakt posiadania broni i udało jej się zabić sprawcę nim on zabił ją.
Prokurator (typowy republikański snajper na zdegenerowane baby) na rozprawie przedstawia pierwszą "ofiarę" Wuornos jako nieskazitelnego Amerykanina (pomijając fakt, że korzystał z usług prostytutek), nie zbaczając na to, co o samej sprawie opowiadała Wuornos - w sądzie opisała wstrząsającą scenę gwałtu.
Jedna z reporterek znajduje papiery, że ten "nieskazitelny" mężczyzna odsiedział chyba z 10 lat w oddziale zamkniętym za gwałt i agresywne zachowanie. Reporterka papiery znalazła na to w ciągu jednego dnia, co zresztą wypomina prokuratorowi, który udaje, że mu to nie wyskoczyło i ciężko było się tak daleko cofać w przeszłości zabitego mężczyzny. Na koniec uśmiecha i mówi, że i tak jeden uj, koleś był spoko, a baba na krzesło.
Wuornos była winna tych morderstw, ale paranoją jest to, że już za pierwsze morderstwo, które można by było spokojnie wybronić gdyby nie prokurator, została od razu skazana na karę śmierci!
W roli głównej piękna jak zawsze Ingrid Bergman w roli kobiety, która po wojnie szuka swojego miejsca na ziemi. W ostateczności postanawia wyjść za młodego włoskiego żołnierza, razem wracają na jego rodzinną wyspę Stromboli.
To kraina surowa, z wiecznie grożącym katastrofą wulkanem. Młoda Karin chyba myślała, że jej życie będzie wyglądać bardziej komfortowo, jest coraz bardziej rozczarowana i sfrustrowana. Pomiędzy jej emocjami wije się mąż, który próbuje z jednej strony dać wszystko pięknej żonie, a z drugiej strony staje się opresyjny i wprost jej każe przyzwyczaić się do nowego życia.
Mnie rozjebała scena łowienia tuńczyków. Ogólnie polecam, bo to Rossellini + Bergman.
Nie no, każdy kto mnie zna wie, że mam wysoką tolerancję na polskie filmy, ale to już przesada.
Drewniany aktor jako deskorolkarz, główny bohater - no może wygląda ok, ale gra aktorska o wiele gorsza niż jazda na desce...
Fajne zdjęcia, historia taka sobie.
Na plus takie zamieszanie lekkie kulturowe (Wrocław i Romowie, itp) i zdjęcia. Sam fakt, że nawet nie chce mi się dużo pisać o tym filmie chyba sporo mówi.
/nie ma dla mnie wolnego... teraz muszę uzupełnić to, co oglądałam w ostatnich dniach, ale spokojnie - to tylko kilka filmów a od dwóch dni robię sobie przerwę na seriale /
Jednak "branaghowski" Franek był lepszy, ale jak ktoś chce to na siłę można i docenić wersję del Toro. Jest w niej jakiś czar, zapewne dzięki Oscarowi Isaacowi i Mia Goth.
Jakoś nie przekonał mnie potwór, i te obrzydliwe efekty CGI . No i ta miłość... Gdyby nie genialna Goth to chyba tylko głupiec by uwierzył, że od razu się zakochała laseczka w potworze.
Jednak ta adaptacja też ma klimacik, ładne zdjęcia, oglądalny i nawet sporo frajdy daje.
#ciekawostki #seriale #filmy #gimbynieznajo I teraz se myślę jak człowiek się jarał MK Ta to Xena/Hercules seriale było lepiej nagrane https://youtu.be/zwLxuIWHVew
To już OSTATNI festiwalowy film! Od jutra lecę z "bieżączką", ale wciąż muszę gonić do chwili aktualnej, bo podczas spisywania festiwalowych seansów zdążyłam już obejrzeć kilka filmów.
Nie ma ten najnowszy film Guadagnino jakiś rewelacyjnych recenzji, ale mi się podobało. Lubię takie długaśne historie z lekką intrygą i zaglądaniem pod kopułę by wyodrębnić hipokryzje ludzkie. A to właśnie Guadagnino robi całkiem sprawnie w tym filmie.
Wszystko dzieje się w środowisku wysokich intelektualistów (i nie chodzi, że mają 180+cm), a dokładnie na wydziale filozofii w Yale. Główną rolę gra Julia Roberts, która ze swoim bardzo dobrym kolegą (w tej roli Andrew Garflied) starają się o awans na wydziale. Hank jednak zostaje nagle oskarżony o gwałt przez jedną ze studentek. Głowna bohaterka staje przed trudnym wyborem - czy uwierzyć w wersję swojego przyjaciela czy w wersję studentki?
Więcej nie będę opowiadać, bo Luca napierdolił tam tyle wątków ile tylko można (może przez ten miszmasz ten film ma słabsze noty niż jego poprzednie obrazy?). Mamy tam więc lekkie intrygi uniwersyteckie, filozoficzne dysputy, delikatną wojnę pokoleń, tajemnice z przeszłości, i tak dalej i tak potem.
Mam słabość do filmów Guadagnino i podoba mi się, że swoje filmy kieruje do bardziej wykształconej widowni - w "Po polowaniu" zostawia takie easter eggi jak np. muzyka której słuchają bohaterowie, jakie książki czytają, już nie wspominając o tych akademickich dysputach o etyce czy ogólnie filozofii.
Tak, chyba jestem przez to trochę snobem, ale jeśli ktoś lubi takie klimaty to można się na tym filmie dobrze bawić.
Koleś pracuje w sklepie odzieżowym, który pewnego razu odwiedza wschodząca gwiazda popu, Oliver. Nasz bohater widzi swoją szansę i łapie kontakt z piosenkarzem. Ten zaprasza go do współpracy z sobą. Nasz bohater odkrywa, że w grupie Olivera panują pewne zasady - zgadzać się ze wszystkim co Oliver mówi i pochlebiać mu all-the-time.
Jednak niebawem Matthew w afekcie zazdrości złamie owe zasady, ale znajdzie sposób by dalej pozostać w kręgu Olivera.
Opowieść o ludzkiej naturze, ciekawy dość, można dojść do interesujących wniosków. Ode mnie 7,5/10 bo jednak mimo wszystko było to dość czytelna opowieść z konkluzją, ale fakt, że takich filmów nie jest wcale aż tak wiele, i tak solidnie zrealizowanych.
Willem Dafoe gra zwykłego robola, którego nagle odkrywa młoda artystyczna śmietanka, bo kiedyś wydał tomik poezji. Starszy mężczyzna zauroczony pochlebstwami dołącza do grupy młodziaków.
Ale to już inne czasy, jak sam mówi, gdy on był młody i pisał poezję, to wszyscy artyści byli biedakami i trzymali się razem by się wspierać w swej twórczości. Tymczasem w XXI wieku młodzi artyści to częściej bogaci gówniarze, którzy uważają się za nie-wiadomo-kogo. Kreują się na świadomych inteligentów, odrzucających wartości swego pokolenia, a gdy tylko wychodzą z swojej artystycznej knajpki korzystają z technologii jak każdy inny bogaty młodziak.
Oczywiście głównemu bohaterowi trochę zajmie by zauważyć ową hipokryzję, w sumie cały film ku temu zmierza. Ot, przewidywalna historia. Można się pośmiać, pocieszyć jak zwykle solidną grą Dafoe. Ale w sumie nic więcej tam nie ma, ot, fajna, ciekawa historyjka.
Wlatuje do kin wersja 4K więc i na amerykańskim festiwalu puścili. Poszłam, by sobie odświeżyć film. Szukajcie, może w waszych kinach też będą puszczać.
Śmieszne, jak inaczej go zapamiętałam. Jak obleśna i okropna była siostra Ratched, a jaki wspaniały był McMuprhy. A jednak po tylu latach w rewatchingu oboje mają swoje racje i swoje nieracje.
Ratched po prostu pomaga pacjentom, którzy są tam z własnej woli, przyzwyczaić się do systemu, a Mac jest antysystemowcem, zarówno w zwykłych społeczeństwie jak i na oddziale.
Sama siostra jest za to na pewno okrutna w sensie wojny, którą wypowiadają sobie bezsłownie z Maciem.
Mac ucieleśnia hedonistyczną stronę życia, której reszta pacjentów trochę się boi, bo zawsze wiążę się to z jakimiś konsekwencjami. A z drugiej strony Mac te konsekwencje ma w d⁎⁎ie, po prostu chce robić to co chce i dziwi go, że inni tak nie myślą.
Był to ciekawy seans, jedyne co pozostało takie samo to Wódz, który zrozumiał, że nigdy jako Indianin nie powinien dawać się wtłoczyć w jakikolwiek system, tylko być sobą
Sam film, w sensie realizacji, zdjęć i aktorstwa to dalej wspaniała przygoda!