Film zaczyna z grubej rury - przedstawia różne relacje z zamachu na World Trade Center. Między innymi rozmowy telefoniczne ofiar.
Chwilę później jest jeszcze mocniej, ponieważ jesteśmy świadkami torturowania zakładnika przetrzymywanego przez CIA. Zacząłem się zastanawiać, czy człowieka, który pomógł w doprowadzeniu do śmierci kilku tysięcy osób, powinno się traktować humanitarnie? Skoro on nie uszanował czyjegoś życia, to czy zasługuje, by uszanować jego?
Nie mam żadnej odpowiedzi na tak trudne pytanie.
Na szczęście potem reżyserska postanowiła dać widzowi odpocząć i tempo mocno spadło, co ma swojego zalety, ale i może też znudzić, jako że film trwa prawie trzy godziny. Potem czekałem już tylko na misję wyeliminowania Osamy bin Ladena. Z tego, co pobieżnie przeczytałem, film wydaje się całkiem nieźle odwzorowywać operację. Przynajmniej według dostępnych informacji.
Rzadko się zdarza, aby sequel był lepszy od pierwowzoru, a tutaj tak było w moim odczuciu. Podczas gdy pierwsza część starała się być zarówno Jasiem Fasolą i parodią Jamesa Bonda oraz była pełna brytyjskich gagów, które były wciskane na siłę, tak tutaj było ich trochę mniej a przy tym były bardziej naturalne. Również fabuła - w jedynce dość niedorzeczna i to mi psuło odbiór komedii, a tutaj logiczniejsza, a przede wszystkim bardziej spójna.
Każda akcja ma swoją reakcję, nie jest tak wyssana z palca jak w jedynce i konsekwencje mają swoje przyczyny.
Lekki film na odmóżdżenie. Szkoda, że dodatkowa scena w trakcie napisów była słabsza od jedynkowego gagu, ale nadal fajnie uzupełniająca :)
Btw. @renkeri zauważyłem, że szukajka na filmmeterze nie znajduje coś dodanych filmów (pomimo, iż je nalicza). Tutaj przykład sprzed 2 dni. Możesz na to zerknąć?
Od wczoraj Dom dobry jest dostęp w Prime Video, więc mimo pewnych obaw zdecydowałem się na seans. Film jest mocny, ale nie aż tak brutalny jak się spodziewałem patrząc na recenzje i komentarze widzów.
Z jednej strony fabuła to przerysowane case study, z drugiej pokazuje uniwersalne mechanizmy przemocy domowej (fizycznej, psychicznej, emocjonalnej, seksualnej, ekonomicznej) stosowanej przez toksycznego partnera. Każdy przypadek przemocy domowej jest inny. W tym przypadku nie bez znaczenia jest to, że główna bohaterka wychowała się w dysfunkcyjnej rodzinie przez co nie ma poczucia wartości i może liczyć tylko na ograniczone wsparcie ze strony bliskich. Z kolei główny bohater jest wpływową osobą o szerokich znajomościach, więc czuje się kompletnie bezkarny (ba, nawet racjonalizuje swoje zachowanie).
Fabuła jest poszatkowana w tik-tokowym stylu, co z jednej strony utrudnia odbiór i niekoniecznie przypadnie wszystkim do gustu, ale z drugiej świetnie oddaje stan psychiki ofiary przemocy psychicznej i emocjonalnej (gaslighting). Z uwagi na taką konstrukcję zakończenie zostało otwarte.
Pracownicy budujący dla potrzeb armii podczas II Wojny Światowej, pomimo ochrony od strony marynarki wojennej są narażeni na ataki. Po jednym takim ataku Japończyków, zostaje stworzona nowa formacja - Bataliony Konstrukcyjne, zwane pszczołami morskimi (CBs - skrót od angielskiego Construction Batalions = SeaBees), oddziały które za równo będą budować jak i walczyć
Mocno średni jako romans czyli przez większość czasu dopiero ostatnie kilkanaście minut zrobiło się ciekawie - dużo szczelania było.
Kurde, no bawiłam się całkiem nieźle, ale w pewnym momencie film zakręcił plot twistem i przedłużył się o 20 minut czystej akcji - dla mnie to był przesyt, jakby dać 150 procent cukru w cukrze.
Film zrobiony pod modłę komiksową w sensie realizacji, ale garściami czerpie też z kina wu xia. Trup ściele się gęsto, fajne walki, krew i krew i jeszcze raz krew.
Pewien chłopak traci rodzinę. Wychowywany przez Szamana w lesie, jest trenowany by dokonać zemsty. Głuchoniemy wojownik gdy staje się dorosły rusza na osobistą vendettę (w tej roli aktualnie ulubiony Skarsgard publiczności, czyli Bill).
Niby pulpa, niby zabawa, ale dla mnie tej akcji było za dużo - w pewnych dawkach. Fabuła nie ma aż takiego znaczenia, liczą się walki i ich realizacja, to jest akurat TOP. Moim zdaniem spokojnie można było wy⁎⁎⁎ać ten plot twist, lepsiejsze by było pójście tylko w siostrę oraz budowanie teamu. Ale to moje zdanie i nie ja kręcę filmy
Obsada: Omar Sharif, Catherine Deneuve, James Mason, Ava Gardner
Czas trwania: 2h 20min
Ocena: 8/10
Arcyksiążę Rudolf, następca tronu Austro-Węgier, nie kocha swojej żony, którą poślubił ze względów politycznych. Jego wypełnione hulankami życie zmienia się, kiedy traci głowę dla młodziutkiej Marii Vetsery.
Niby nihil novi, że światowe kino nie jest w najlepszej kondycji, ale że tacy "Grzesznicy" pobiją historyczny rekord oskarowych nominacji (16), tylko pokazuje jak bardzo ta forma jest kiepska. To był dobry, może bardzo dobry film, ale 16 - naprawdę? 6 bym zrozumiał, ale to brzmi jak żart.
W Oskary ogólnie mam wyjebane, ale to mnie rozśmieszyło.
@Furto film był nawet średni, odtwóczy fest, ale dobrze zrealizowany. Jeszcze ta z d⁎⁎y końcówka wepchnięta specjalnie chyba pod oskary i cyk 16 nominacji.
Pamiętam jak się krytycy żarli w latach 90 o to któremu filmowi albo twórcy spośród nominowanych należała się nagroda. Wszystkie filmy z nominowanych były "oscarowe". A teraz - temu damy 10, temu 5, tamtemu 2
Brytyjska komedia o muzyku Jacku który bezskutecznie próbuje osiągnąć jakikolwiek sukces. Gdy ma już rezygnować z jakichkolwiek prób nagle przydarza się niewytłumaczalna rzecz - na całym świecie nagle gaśnie światło, a po tym, choć świat pozornie wygląda jak zawsze wyglądał, ludzkość całkowicie zapomniała o wielu rzeczach. Nie ma juz Coca Coli, nie ma papierosów, nie ma Harrego Pottera. I nikt nie pamięta też o Beatlesach.
Historia jest dość sztampowa - Jack próbuje z pamięci odtworzyć piosenki zespołu (bo Google i wszystko inne też nie wie że był taki zespół), bardzo powoli zdobywa popularność, a potem następuje przełamanie, wszyscy się jarają, leci do Ameryki gdzie korporacje i manadżerowie już sikają w majtki. A w środku on - przytłoczony, czujacy się jako oszust, bo przecież wie że to nie jego piosenki. (później okazuje się, że parę innych osób też pamięta - ale ten wątek w sumie kończy się na tym, że się cieszą, bo koleś śpiewa piosenki co oni lubią). A w tym wszystkim jeszcze jest sztampowy wątek miłosny.
Taki przyjemny film do obiadu, trochę piosenek dla fanów zespołu. Ot takie coś, co można obejrzeć, żadna strata jak się ominie. Jest na Netflixie jeszcze dwa dni, jak ktoś by chciał
Jednym z najciekawszych newsów z całego roku 2025 był dla mnie zdecydowanie ten, że od tamtego roku, członkowie komisji przyznającej Oscary, muszą obejrzeć wszystkie filmy z danej kategorii, zanim zagłosują.
Czaicie to? Wcześniej było tak, że po prostu ktoś obejrzał tylko jeden film, uznał, że jest spoko, więc na niego zagłosował. Albo może nawet nie oglądał żadnego, ale w tym jednym gra aktorka, którą lubi, albo ten film ma fajny plakat.
Sprawiło to, że prestiż całej tej instytucji w moich oczach po prostu poległ.
Było jeszcze lepiej. Akademia składała się w większości z białych dziadków 80+, w dużej części producentów i ludzi którzy z branżą nie mieli już dużo wspólnego (członkostwo było dożywotnie). Szambo wyjebało w którymś roku, gdy wyszło w śledztwie dziennikarskim, że oni tych filmów nie oglądają, a głosują najczęściej na te, które im ktoś poleci, miały najlepszy marketing albo ordynarnie zapłaci.
w moim odczuciu cale te holywood to takie towarzystwo wzajemnej adoracji i poklepywania sie po pleckach...umawiaja sie tam na rozdawanie sobie tych nagrod i tyle.. raz ty mi raz ja tobie..
Minęło dziesięć lat od czasu, kiedy bomby atomowe zniszczyły Hiroszimę i Nagasaki. Tymczasem Kiichi Nakajima, podstarzały właściciel odlewni nadal obawia się nuklearnego ataku a także radioaktywnego skażenia bombami atomowymi. Nakajima pragnie zabrać swoją rodzinę z Japonii i uciec jak najdalej, najlepiej do Brazylii gdzie będą bezpieczni.
Jednak jego obsesja staje się coraz silniejsza i staje się przeszkodą w prowadzeniu normalnego życia.
Teraz dopiero patrzę na obsadę i aż mnie zaskoczyło to że się pojawił Mifune - tak dobra charakteryzacja że nie poznałem go. Ogólnie troch nudził - że rozłożyłem oglądanie na dwa wieczory
Miałem ochotę by po jakichś 20 latach obejrzeć ten film. Nie powiem - nie jest to kino wysokich lotów, ale bawiłem się lepiej niż przy trzeciej części Matrixa. Nieco mieszane uczucia miałem po tym filmie, ale czego się spodziewałem.
Najlepsza w tym filmie jest ta historia z planu zdjęciowego
"I asked Michael why it was easier to train oil drillers to become astronauts than it was to train astronauts to become oil drillers, and he told me to shut the f**k up," Affleck said. "So that was the end of that talk.
@starszy_mechanik a ja tam trochę rozumiem. Ogarnięty specjalista od ciężkiej pracy ma już wyrobiony łeb, nawyki i tzw. smykałkę, której "inteligent" nie wyćwiczy zbyt szybko.
Załoga powinna się składać i z tych i z tych, aby zespół zrobił swoje - astronauci ogarniają podróż, na miejscu robole napierdalają swoją robotę
@plemnik_w_piwie a to całe mistyczne wiercenie nie polegało na puszczeniu jakiegoś robota z ładunkiem w odpowiednim miejscu? Czy mi się filmy z meteorami pomyliły
Uszczypnięty nie tak dawno sugestią, że ten portal to nie tylko kawiarenka i bookmeter, odkryłem że jest taki tag o filmach, no to coś napiszę, żeby się pochwalić, że obejrzałem. Bo obejrzałem, choć mało oglądam, a obejrzałem dlatego, żeby się lepiej przygotować do dyskusji o książce i trochę też dlatego, że książkę uwielbiam i byłem ciekawy jak to przeniesienie jej na ekran wyszło. Wyszło gorzej niż w mojej wyobraźni w czasie lektury, ale i tak wyszło całkiem nieźle.
Nie znam się na filmach, nie bardzo potrafię docenić kunszt reżysera, filmowe technikalia to zupełnie nie moja bajka (choć efekt specjalny w postaci pioruna wędrującego po rogach pędzącego bydła zrobił na mnie wrażenie, choć głównie z racji tego, że nawet ja zauważyłem, że dziś to już mocno trąca myszką). Podobała mi się gra aktorów, podobały mi się zdjęcia (z jakim zdziwieniem odkryłem, że kadr na tle zachodzącego słońca, który tak mnie zachwycił w Rio Bravo to westernowy standard!).
Mimo wszystko uważam jednak (może to kwestia narzędzi, jakie film ma do dyspozycji, może mojego przyzwyczajenia do przyjmowania treści raczej za pomocą tekstu czytanego), że choć powieść pana McMurtryego została zaadaptowana bardzo wiernie, to mnóstwo w tej adaptacji straciła. O ile siłą książki są wspaniale wykreowane postaci, tak w serialu nie zostało przedstawione to aż tak głęboko. Ta kwestia zresztą pojawiła się w czasie dyskusji, kiedy to usłyszałem tezę, że być może to Newt jest głównym bohaterem całej tej historii, bo przecież tak naprawdę to on w niej wygrywa. I zgadzam się, że po obejrzeniu serialu są silne przesłanki do wysnucia takiego wniosku, jednak w książce proces podejmowania decyzji przez Woodrowa Calla jest znacznie bardziej skomplikowany (a co za tym idzie dla mnie ciekawszy). A to tylko jeden z przykładów takiego spłycenia.
Trochę żałuję, że życie jest takie paskudne i nie da się zrobić tak, żebym mógł obejrzeć ten serial bez znajomości książki, bo zastanawiam się jakbym go wtedy odebrał. Tym bardziej że, mimo tych wszystkich narzekań wyżej, było to całkiem przyjemne sześć godzin spędzone przed ekranem i nawet nie żałuję, że w tym czasie niczego nie przeczytałem.
Pozwolę sobie jeszcze zawołać kolegę @splash545 , bo wiem, że książka mu się podobała, więc może będzie miał ochotę zobaczyć o ile gorzej niż on to sobie wyobraził przedstawił to reżyser. Jakby co to serial jest na jutubie .
@George_Stark Siemka! Książka za⁎⁎⁎⁎sta, serialu nie widziałam - choć nawet chyba miałam podejście, ale nie chciało mi się - książka swoje zrobiła w głowie i póki co nie mam ochoty tam wracać dzięki filmowi.
Oglądam sobie wczoraj "Osławioną" i myślę sobie, że w końcu jakiś hiczkok którego oglądam z przyjemnością a nie z obowiązku. I nagle w połowie seansu (ale refleks kurna) walnęło mnie, że to wcale nie zasługa Hitchcocka!
Alicji ojciec został skazany za zdradę przeciw USA w czasie wojny. A ona sama dostała propozycję iście szpiegowską - infiltracji naziolków powojennych w Rio. Jeden z nich to zresztą kolega jej ojca, który kiedyś smalił do niej cholewki.
Ale zanim to się stanie, nieświadoma jeszcze szczegółów zadania Alicja zakochuje się w swoim opiekunie zadaniowym, Devlinie. Ich rodząca się miłość pauzuje gdy Devlin zachowawczo puszcza kobietę w ramiona szpiegowskiego zadania.
No i miałam problem z tym filmem, w jakiej mierze jest on sensacyjny - w tym względzie chodzi o owe całe zadanie Alicji, a w jakiej mierze jest romansem - gdy przychodzi co do czego, to j⁎⁎ać naziolków a Alicja i Devlin odjadą bezpieczni i zakochani ku zachodowi słońca, czy jakoś tak.
Nie oglądało się tego źle, o ile nudzą mnie hiczkoki takie jak "Okno na podwórze" (tak, wiem, dziwna ze mnie kinomanka), to tutaj byłam wciągnięta w akcję,
W sensie aktorstwa i olśnienia z początku filmu wystarczą dwa słowa: Ingrid Bergman.
O ile Cary Grant gra bardzo drewniano - z jedną i tą samą miną ogłasza Alicji szpiegowskie gadki i wyznanie miłości, o tyle Bergman wczuwa się mocno w swoją rolę. Gdy gra pijaną Alicję naprawdę wygląda jak pijana, gdy fabuła chce nam pokazać zakochanie jej w Devie, ona nie potrafi przestać na niego patrzeć i od niego odczepić się rękoma, gdy jest zatruta to serio wygląda na chorą.
W każdym razie dzięki temu poczułam jej rozterki - rozczarowanie, że facet, z którym spędziła miłosne dni nagle bez wahania wrzuca ją w małżeństwo z naziolem, ku chwale ojczyzny.
No ale nawet piękna i utalentowana Bergman nie wrzuciła mnie do hypetrainu Hitchcocka i nadal jedynym ulubionym filmem pana Alfreda w mojej księdze filmów pozostaje "Psychoza".
Ale jakby coś, "Osławiona", byłaś blisko. Jak coś to polecam, szczególnie tym, którzy z niskim grubaskiem nie mają problemów takich jak ja (wciąż nie wiem co to za problemy, może kiedyś się dowiem).
@bishop Osławiona? No tak jak napisałam - jest wątek sensacyjny we względzie wejścia w grono nazioli, którzy mieszkają w Rio i jest wątek romansowy powiązany mocno z wątkiem sensacyjnym. Mniej taki kryminalny jak w Oknie na podwórze, ale coś tam się dzieje.
Scenariusz i gra aktorska stoją na dość przeciętnym poziomie, jednakże nie to jest najważniejsze w tym filmie, a oczywiście sceny walk. A te stoją na naprawdę wysokim poziomie i są realistyczne - w końcu w filmie wzięli udział prawdziwi członkowie Navy SEALs i SWCC, których nazwiska nie pojawiają się w napisach końcowych z powodu chęci zachowania anonimowości.
Jak zwykle po takich ruchomych obrazkach nachodzi mnie myśl, czy żołnierze powinni zakładać rodziny. Z jednej strony nie: dla żon, dzieci czy innych bliskich to na pewno stresujące, gdy ich mąż/ojciec/syn bez przerwy się naraża podczas misji i nie wiadomo, czy wróci cały czy w ogóle żywy. Z drugiej strony tak: żołnierze mają dodatkową motywację, żeby zrobić wszystko, by przeżyć.
Podziwiam też siłę charakteru. Jeden z ich kumpli mocno oberwał, a mimo to nie wpadają w panikę, tylko dalej robią swoje. Kończą misję, opatrują rannego i tyle, emocje zostawiając na później.
Podziwiam też gotowość do oddania życia za członków oddziału. Rzucenie się na granat, by przykryć go własnym ciałem, żeby pozostałym nic się nie stało, to z pewnością ogromna walka z instynktem, który prawdopodobnie kazałby schować się w bezpiecznym miejscu, o ile takie by się znalazło.
@TyGrySSek Alfred Hawthorne Hill Bardzo specyficzny człowiek, mimo, że był multimilionerem żył bardzo oszczędnie, wręcz jak biedak. Żarcie kupował w marketach, wszędzie gdzie się dało chodził z buta (chyba że ktoś inny płacił za taryfę), zaszywał dziury w ciuchach, nigdy nie posiadał mieszkania mimo, że mógłby sobie kupić luksusową willę - wynajmował dwupokojowe mieszkanie. I nie naprawił cieknącego dachu u matki bo stwierdził, że za drogo
@Maciek I major Wright z Parszywej Dwunastki III xD Serio, jakoś mnie to ukuło że największy świr i patus z części pierwszej w trzeciej gra bohatera Oglądałem trójkę i nie mogłem się przestawić, cały czas widziałem Maggota