No więc zacząłem oglądać w końcu Grę o Tron. Całkiem spoczko. Jestem na początku 2 sezonu.
Taka ciekawostka - wykorzystuję AI do polapania się w tych rodach, obszarach
Np. pytam "gdzie jest teraz lady Stark" i mi dokładnie opisuje z jakim lordem się właśnie spotyka, z jakiego rodu i obszaru. Fajnie to działa. Super żyć w epoce AI
Film opisuje problem narkomani w USA na przelomie lat 80 i 90.
Dokument dosyć pobieżnie porusza zagadnienie wszechobecnego cracku na ulicach stanów zjednoczonych.
Skierowany raczej do osób, które po raz pierwszy stykają się z tym tematem.
W sieci, zwłaszcza na filmwebie zetkniemy się z krytyką jaki to netflix tęczowy i wogle propaganda Black Lives Matter. A to guzik prawda, jeśli ktoś orientuje się w temacie.
Kolejno Raegan, Bush i Clinton grubo spierdolili sprawę kampanią antynarkotykową, co przede wszystkim uderzyło w czarne społeczności wielkich amerykanskich metropolii.
Czarni do dziś nienawidzą za to Ronalda.
Nie rozumiem tylko dlaczego wciąż jest bożyszczem wielu białych, skoro to przez niego ostatecznie kokaina zalewała usa.
Troche historii, ciekawych niuansów, interesujące historie dilerow, narkomanów i ekspertow.
Jest mocny nacisk na czarnych, ale biali też przedstawieni jako poszkodowani bo zabroniono im kokainy, a oni przecież się za nią nie mordowali.
Dla uzupelnienia polecam film o zamieszkach w Los Angeles na poczatku lat 90. Niestety nie pamiętam tytułu.
Do tego konkretniej w temat wchodzi serial Flow.
A co do nienawisci afroamerykanow do zjebanego Raegana to piosenka Killera Mike'a, którą dodaje wyjaśnia właściwie wszystko.
Sam wraca do miejsca urodzenia z planem zjedzenia swojej ulubionej pizzy. Gdy jest już w nowym jorku ziemia zostaje zaatakowana przez obcych.
Odgrzewany kotlet po bądź co bądź popularnych, ale srednich filmach Krasińskiego. Łączy je dobry pomysł wyjsciowy, ale spartolona nieangażująca intryga i trzymanie się reguł przedstawionego świata tylko wtedy gdy to wygodne dla twórców. Nie wolno rozmawiać nawet szeptem, ale setek ludzi starających się iść w grupie cicho ulicami noweho jorku to już nikt nie słyszy.
Polskie korzenie reżysera prequela to także cecha wspólna.
W rolach głównych srednia (moim zdaniem zawsze) Lupita Nyong'o i taki sobie Joseph Qiunn, który podobnie jak inni eksplatowani aktorzy debiutanci Stranger Things, powinien zostać na modłę serialowych gwiazd w świecie seriali, bo na dużym ekranie wypadają mizernie.
Scenariusz to standard postapo. Zamiast kosmitów mozna wstawić zombii i nikt się nie zorientuje. Jak ktoś liczy na jakąś genezę obcych (ja mam swoją prostą teorie) to srogo się zawiedzie. Intryga opiera się na rozterkach, głównych postaci pozostawionych w upadłym świecie samym sobie, co zdążyło się opatrzeć już po 3 sezonie Walking Dead.
Ogolnie czarna lesbijka z kotem i przypadkowo spotkany zagubiony gej idą na pizze. Mało jak na trzecią odsłonę, która zresztą pokazuje i wciąga mniej jak pierwowzory.
Efekty specjalne na poziomie amatorskich krotkometrażowek z yt.
Polecam tylko dla znudzonych, ktorzy lubią zasnąć na seansie.
Jezu jakie to było cienkie... Typowy skok na kasę po wcześniejszej części, która była całkiem dobra. A przecież k⁎⁎wa mać można było zrobić też kolejny dobry film o tym samym: Aliens, Terminator 2, Die Hard 2 itd. Ale po co? Zaoszczędzimy na reżyserze i aktorach, motłoch na pewno się skusi. No i się skusłi: A Quiet Place: Day One had a worldwide box office total of approximately $261 million on a budget of $67 million. Cyferki w excelu się zgadzają, wszystko cacy.
Poprawne kino o ludziach ubogich w majątek, ale bogatych w empatię.
Potężne pożary zabierają rancho głównego bohatera. Zmuszony jest mieszkać na malutkim osiedlu przyczep na pustyni. Kowboj Dusty (grany przez Josha O'Connora) musi teraz wymyślić na nowo swoje życie. W jego głowie rodzi się pomysł by wyjechać i pomagać siostrze na farmie w innym stanie, ale z drugiej strony zostawi tu córkę ze swoją byłą partnerką, z którą do dziś się przyjaźni.
Mała społeczność ludzi, którzy teraz stracili majątek pomoże mu podjąć właściwą decyzję.
Piękny, prosty i wzruszający film. Dla mnie takie 7,5/10!
Pierwszy dokument na liście obejrzanych filmów z AFF 2025 i zarazem drugi z filmów, które oceniam wyżej niż 7/10.
Videoheaven to niemal trzygodzinna przygoda z historią wypożyczalni kaset video w USA. Dostajemy pełny przekrój tematu, przeplatany scenami z filmów, które w całości albo choć na moment przenoszą nas do wnętrza wypożyczalni.
Dla mnie był to też zarazem pewien filozoficzny esej o kinie na podstawie sposobu oglądania, wybierania i spędzania czasu jakim były wypożyczalnie video.
Bardzo interesujący to dokument, i może w Polsce nie rządziły takie multipleksy wypożyczalniowe jak w USA, ale też przeżyliśmy w naszym kraju erę zwaną video.
*Na zdjęciu scena z jednego z seriali (Stranger Things) użytych w dokumencie i zarazem lektorka offowa tego dokumentu - Maya Hawke.
Czy polecam? Dla miłośników nostalgii oraz ery VHSów - lektura obowiązkowa!
Odpaliłem sobie dzisiaj pierwszy odcinek Heweliusza na Netflixie, a wciągnąłem całość na raz. Bardzo dobry serial, widziałem w necie określenie, że to "polski Czarnobyl" i to chyba dobre porównanie. Przyznam, że wcześniej w ogóle nie słyszałem o tej katastrofie, dopiero przy okazji serialu się o tym dowiedziałem. Serial pokazuje nie tylko samą katastrofę, ale też "śledztwo" po niej i strasznie wkurzający obraz dykty i kartonu posklejanych kolesiostwem z których to państwo jest zbudowane.
Jest to wszystko bardzo fajnie zagrane, w głównej roli świetny Michał Żurawski którego bardzo lubię, Borys Szyc jako kapitan promu też wypadł bardzo dobrze. Ogólnie aktorsko i realizacyjnie na wysokim poziomie.
Obejrzałam póki co trzy odcinki i dla mnie to takie 7/10. Co mnie drażni?
Aktorstwo niektórych. Drętwa Różdżka. Mąż jej zginął, a więcej emocji było po mnie widać, kiedy zdechł mi kot. Grucha też nienajlepiej. Major bezpieki kompletnie jak pół d⁎⁎y zza krzaka. Matka głównego bohatera jak z typowej telenoweli.
Nachalne, łopatologiczne pokazywanie na każdym kroku patrzcie, jesteśmy latami 90'! W TV leci teledysk z epoki? Zróbmy na niego wprost ujęcie, bo jeszcze się widz nie domyśli, jeśli będzie tylko w tle. W domu plakat Queen, nastolatka w koszulce Guns'n'Roses, Polska w szarości takiej, że można by pomyśleć, że wtedy kolorów jeszcze nie było itd.
Trochę z d⁎⁎y ujęcia na promie - serio szafek kuchennych się niczym nie zabezpiecza na statkach i wszystko sobie z nich wesoło wylatuje? A posadzki są śliskie jak lód? Ja wiem, że przechył, ale to serio nie wyglądało naturalnie.
Zabrakło mi budowania napięcia przed katastrofą, no ale powiedzmy, że nie taki był widocznie koncept.
Napompowane wary Dereszowskiej.
Jak zwykle część dialogów niesłyszalna, ale to w końcu polska produkcja, tradycji musi stać się zadość.
Na plus - większość dialogów jednak słyszalna, więc i tak jest nieźle. Reszta aktorów bardzo dobrze, szczególnie Eleryk. Sceny morskie robią wrażenie. Niektóre smaczki z tego okresu całkiem fajne, jak typowa pani halinka, naburmuszona urzędniczka wypłacająca kasę za utracone rzeczy - "siądzie i pokwituje".
Zbiór najbardziej znanych i lubianych historyjek z udziałem Kubusia Puchatka oraz jego przyjaciół, przedstawionych w formie przyjemnej dla oka i kreatywnej animacji, okraszony bezbłędnym polskim dubbingiem. Absolutny klasyk. Oddaję głos ekspertowi.
[Piechur]: Jak podobał Ci się film o Kubusiu Puchatku?
[Mysz]: Bardzo.
[P]: Co Ci się w nim podobało?
[M]: Ten początek, gdzie pokazywano pokój Krzysia. Podobało mi się jeszcze, jak przeskakiwali z jednej strony na drugą.
[P]: A co Ci się nie podobało?
[M]: Ten smutny Tygrys na końcu. Nawet prawie się rozpłakałam.
[P]: Komu poleciłabyś ten film?
[M]: Myślę, że tylko mamie i siostrze, i tacie, i jeszcze wszystkim moim przyjaciołom.
Ten film mnie totalnie zmęczył, może o to właśnie chodziło by pokazać trudy życia słomianej samotnej matki - dziecko chore cały czas wymaga opieki, w mieszkaniu zawalił się sufit (dosłownie!), mąż daleko w robocie, wredna kasjerka nie chce sprzedać butelki wina bo za 2 minuty nocna prohibicja, w pracy same problemy i natrętni klienci.
I tak obserwujemy poczynania głównej bohaterki, która powoli stacza się w odmęty lekkiego szaleństwa z powodu samotności.
Zestresowany życiem człek postanawia wymusić na doradcach finansowych przeprosiny, za to, że zrujnowali jego interes. Bierze więc obrzyna, idzie do siedziby firmy i drutem przywiązuje trzymaną broń do szyi doradcy (oryginalny tytuł to "Dead Man's Wire").
Teraz ten stanie się jego zakładnikiem, póki nie zostaną spełnione warunki głównego bohatera.
Bardzo dobrze się ogląda, głównie dzięki młodszemu z familii Skarsgardów, który wbija się na aktorskie wyżyny.
Oglądałem do 3 nad ranem (nie skończyłem jeszcze) serialik pod tytułem "The Best in me" i jak na Netflixowe standardy to mimo dosyć banalnej fabuły póki co, to wciągnęło jak widać. Mogę polecić (skończyłem na piątym odcinku) pewnie zakończenie nie będzie jakoś ekstra ekscytujące i niespodziewane, ale ogląda się to przyjemnie. Jak to lubię mówić - w morzu szamba netflixowego robiącego na ilość jest ok. Główna bohaterka denerwuje mnie czasem, taki obłęd ma w oczach jak miała w "Homeland" i kojarzy mi się to ostro z rolą jaką zagrała w tamtym serialu.
Leonardo DiCaprio jako lewicowy rewolucjonista i jako ojciec, który próbuje uratować swoją córkę.
DiCaprio nie występuje w słabych filmach, to postanowiłem obejrzeć. Sam Leo zagrał dobrze, ale nie jakoś wybitnie. Moim zdaniem Sean Penn zagrał bardzo dobrze i ma dużą szansę na nagrodę Oscara za tę rolę.
Spodobały mi się długie ujęcia filmowe, nie jesteśmy atakowani całą masą cięć filmowych. Fabuła może nie była jakość wybitnie złożona, ale nie zauważyłem tam żadnych dziur.
Przemoc i odkupienie w opowieści o dwóch płatnych mordercach pracujących na zlecenie mafii, żonie gangstera, bokserze i parze okradającej ludzi w restauracji.
Zacząłem czytać Dwie wieże także chciałem sobie przypomnieć co było poprzednio - tym razem w wersji rozszerzonej. Co więcej w tej edycji było nie wyłapałem ale jak na prawie 4h nie nudził.
Historia powodzi stulecia i zatopienia Wrocławia opowiedziana z perspektywy kilku osób walczących z żywiołem. Obserwujemy rekonstrukcję jednych z najgłośniejszych wydarzeń jakie miały miejsce - przygotowania do powodzi, układania worków z piaskiem, prób wysadzenia wałów i walki policji z mieszkańcami, zalania centrum Wrocławia, dramatu i odcięcia mieszkańców.
Do serialu siadłem zachęcony "Heweliuszem" oraz pozytywnymi recenzjami serialu. I trochę niestety się zawiodłem. Z pozytywów na pewno mamy wiernie odtworzenie drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych w zakresie scenografii, kostiumów oraz rekwizytów, w tym pojazdów. Duże wrażenie zrobiło ponowne zalanie Wrocławia, straty podobno przekroczyły tysiąc złotych. Na minus trochę naiwna fabuła, ogromne miasto gdzie bohaterowie fabularnie tylko na siebie trafiają, jakby mieszkało tam 60 a nie 60 000 osób, do tego bardzo słabe aktorstwo sporej ilości osób, które znacząco psuło efekt całościowy. Dodatkowo uderzyła mnie duża wtopa scenarzystów w jednym ujęciu - szczegóły w komentarzu.
Skończyłem #himym, 9 sezonów. Ostatnio oglądałem jak wychodziło w 2014 roku.
W sumie oglądało się ok, ale 10 lat później podtrzymuję, że samo to jak się kończy nie było aż takim zawodem tylko zawodem były 2 ostatnie sezony mówiące tylko tyle, że tak się nie skończy. Też ten ping pong Ted-Robin by był do łyknięcia jakby skończyli po 4-5 sezonach, ale oni mając 9 dołożyli 3 sezony więcej tego ping ponga i widz ma tego dość.
Imho widać, że to series, że każdy odcinek ma być zabawny i nieważny w głównym wątku i trzeba im przyznać, że to potrafili robić przez 9 sezonów, ale też odbija się to na tym głównym wątku.
Serial całkiem spoko ale finał jest takim splunięciem na całość że szkoda gadać. Skoro miało się skończyć jak się skończyło to czemu się nie skończyło w 5 sezonie???
@Deykun autentycznie nigdy nie rozumiałem fenomenu tego serialu. Tam było więcej cringu i tego fałszywego śmiechu jak w polskich sitcomach a to już konkretne osiągnięcie
@NiebieskiSzpadelNihilizmu co kto lubi, autentycznie to ja nie rozumiem fenomenu performatywnego jebania po serialach. Seinfeld, przyjaciele i two and a half men musiało robić coś dobrze, że było tyle sezonów. Oznajmianie, że się czegoś nie lubi to super głęboki tejk w 21 wieku. Cynik w 2025, kto to widział? Każdy, wszędzie.
Aż się boję wrzucać tu swoją opinię na temat tego filmu, bo wiem, że komedia obrosła kultem dla niektórych, sam fakt, że puszczano to na festiwalu w ramach jakiś tam komedii amerykańskich, może o tym świadczyć oraz wypowiedź prowadzących sekcję, którzy wprost powiedzieli, że zazdroszczą tym, którzy będą oglądać ten film po raz pierwszy.
To ja. Nie widziałam wcześniej "Jaj w tropikach".
Napiszę krótko: przez pierwsze pół godziny śmiałam się jak po⁎⁎⁎⁎na. Potem był koniec śmiania, czułam się jakbym oglądała polsatowskie kabarety.
Przepraszam fanów tej komedii, mi nie pykła, miałam dość tych dowcipów po 30 minutach już.
@Mahjong - rozumiem, że dla niektórych "włączających myślenie" to może być kultowy film bo może być odbierany jako naśmiewający się z politycznej poprawności - niemniej przy głębszej analizie (chociaż nie trzeba wcale kopać głęboko) wcale nie popiera rasizmu czy kulturowego zawłaszczania
Mnie osobiście część rzeczy w nim śmieszy - ale większość gagów odbieram jako meh (zwłaszcza po drugim obejrzeniu w tamtym roku zastanawiałem się nad skalą miałkości tego filmu i oceniam go na 5/10).
Skopiuję opis z w filmwebu: młody policjant Lucas dostaje zadanie: ma uwodzić mężczyzn w toalecie centrum handlowego, by aresztować ich za nieobyczajne zachowania. Kiedy jednak spotyka Andrew, rutynowa operacja przeradza się w coś niebezpiecznie intymnego.
I dosłownie czymś takim jest ten film. Parę fajnych scen, ale ogólnie to nie ma tam nic wyjątkowego, widzieliśmy takich historii już setki - zmagania się w własną tożsamością.
Ostatni film Macieja Damięckiego, który miał premierę rok po jego śmierci. O czym on jest? Misiek z Listów do M. oczekuje potomka i szykuje remont chałupy. Na jego czas jego Stary Grzyb (M. Damięcki) ma trafić do urokliwego domów starców z empatyczną załogą troskliwie dbająca o pensjonariuszy. Ma miejscu spotyka docenta Wolańskiego (Z. Wardejn)*, Barbarę Złotopolską (A. Nehrebecka) i… Gruzina z Czterech Pancernych (W. Press). Główny bohater początkowo jest nieco zagubiony, ale dość szybko odnajduje się w nowym otoczeniu. I może byłoby fajnie gdyby nie męczące go nocami koszmary, które maja związek z pensjonariuszami…
Największym mankamentem tej produkcji jest to, że była promowana jako horror (m. in. trailer, kinowa premiera w Halloween). W rzeczywistości to dramat (psychologiczny), który staje horrorem… (więcej nie mogę napisać bez robienia spoilerów). Owszem mamy klimat i rosnące napięcie, ale akcja toczy się dość powolnym tempem i film wymaga skupienia, aby wyłapać detale, dzięki którym zrozumieć fabułę i zakończenie.