Tomki potrzebuję porady. Mam 26 letnią Toyotę Rav4, samochód od samego początku w naszej rodzinie i przejechane ma zaledwie 130tys km, wszyscy o niego dbali więc mechanicznie jest w stanie idealnym, oprocz kilku drobiazgów wszystkie części oryginalne. Niestety auto zaczęło rdzewieć od spodu jak to bywa z tymi japończykamj, byłem u znajomego który zajmuje się antykami i stwierdził że auto jeszcze można uratować ale to koszt minimum 10tys, rozebranie w drobny mak piaskowanie i spawanie w kilku miejscach. W przeciwnym razie znajomy poradził jak najszybsze pozbycie się auta póki jeszcze jest coś warte.


jak radzicie pozbyć się grata czy inwestować i rejestrować jako zabytkowe? Czy taki samochód w dobrym stanie utrzyma wartość i weźmie się za niego za 5-10lat jakiś normalny pieniądz czy to zbyt nowy i popularny samochód żeby się w coś takiego bawić.


#motoryzacja #toyota

Co byście zrobili?

579 Głosów

Komentarze (47)

byłem u znajomego który zajmuje się antykami i stwierdził że auto jeszcze można uratować ale to koszt minimum 10tys, rozebranie w drobny mak piaskowanie i spawanie w kilku miejscach

@mati3654 Jako ktoś, kto jeździ japońcami, i jednego wyciągął z takiego stanu, a nad jednym aktualnie duma, muszę Ci tylko powiedzieć, że jeśli słyszysz od blacharza "minimum X" przy takiej odbudowie, to przemnóż to sobie razy 2 albo razy 3.


To "kilka miejsc" to widać teraz. Po piaskowaniu zobaczysz drugie tyle. Dodatkowo przy rozbiórce tak starego auta wyjdą problemy - coś sie pogubi, coś się urwie, coś się znajdzie w stanie "do wymiany na wczoraj". Zawieszenie też pewnie trzeba będzie zrobić, etc, etc. Da się to zrobić, jeśli naprawdę lubisz to auto, ale wiedz, że ni c⁎⁎ja to Ci się nie będzie opłacać.

@mati3654 nie utrzyma wartości, po prostu nie odzyskasz pieniędzy które w nie włożysz. Tak jak inni pisali, jeśli chcesz mieć dziwne ale za to kosztowne hobby to można, nikt tobie tego nie zabroni

@mati3654 nie chcę cię martwić, ale w dyszce się raczej nie zmieścisz. Jak wyżej koledzy pisali, te 10k to tak wstępnie. Jak wyjdą wszystkie kwiatki to może być x2, ale jeśli masz zamiar to ciorać jeszcze 5-10 lat to jasne, rób

Na zabytek nie zarejestrujesz. W kazdym województwie są inne przepisy określane przez wojewódzkiego konserwatora zabytków, w niektórych minimalny wiek to nawet 50 lat, w żadnym nie ma poniżej 30. Jeśli samochód ma wartość sentymentalną, jest dla Ciebie fajny i chcesz go mieć hobbystycznie to robić. Nie liczyłbym na wielki wzrost wartości, raczej nie pokryje remontu blacharskiego, nie mówiąc o innych kosztach dalszej eksploatacji. Jeśli ma to być samochód użytkowy po prostu do jazdy to pozbyć się i zmienić na coś dobranego do potrzeb.

@mati3654 Ja bym tego nie robił. U siebie porwałem sie na blacharke i raz, ze to jest mnostwo roboty, a dwa, ze mimo to, ze zabezpieczylem czym tylko sie dalo to i tak rdza wychodzi. A rozbieranie, wnetrza, piaskowanie, spawanie to nie jest impreza na 10k tylko zdecydowanie wiecej.

Kolega robil nadkola u profesjonalnego blacharza i mu wprost powiedzial, ze to jest na ok 7 lat. Jak powiedzial tak jest ;)


edit. Teraz jest idealny moment, zeby sprzedac takie auto bo wszystko schodzi na Ukraine

Sprzedaj to puki jest coś warte chyba że macie do niego duży sentyment i jazda nim sprawia komuś dużo radości.


Nigdy nie odzyskasz tej kasy, cena nie będzie rosnąć.

jeździć póki się nie przełamie na pół i będzie przechodzić przeglądy (mechanicznie toyoty z tamtych lat są nie do zajebania) a potem na złom albo sprzedać za grosze.

nie ma co kierować się sentymentami, ostatecznie to tylko kawałek blachy

@festiwal_otwartego_parasola bzdura! Ostatnio za 2200 kupiłem autko, zrobiłem głowice za tysionc i jeszcze sto złotych zostało na paliwo ;). Ale mówię to jako mechanik, nie wiem jakim cudem ludzi stać na mechaników w dzisiejszych czasach

@Hejto_nie_dziala wiadomo -akurat planowanie głowicy i złożenie wszystkiego do kupy to czynność, którą można sobie ogarnąć w domowych warunkach, ( ͡° ͜ʖ ͡°) nie mówiąc o innych przypadkach, kiedy problemem jest np. blacharka


tak oto nie będąc mechanikiem z 2200 robi się 8000 i pytanie jakie jest wtedy ekonomiczne uzasadnienie dla ratowania trupa

@festiwal_otwartego_parasola no jeśli sam planujesz sobie głowice to nie dziwne że 8000 będzie mało;). Ja tam oddaję do fachowców. Jeśli kupujesz za 2200 auto które ma dziury, podłużnice pordzewiałe to też się nie dziw że dwa lata to będzie dla niego za dużo. Kupuj z głową albo weź kogoś kto się lepiej zna. Jestem ekspertem, miałem wiele aut

@Hejto_nie_dziala no właśnie. żaden fachowiec (fachowiec, nie mietek ze stodoły obok) nie planuje głowic ani nikt nie składa silnika za czapkę śliwek i sam to wyżej napisałeś.

w przypadku sensownego warsztatu taki remont to minimum drugie tyle, co cena całego tego sztrucla


Jeśli kupujesz za 2200 auto które ma dziury

ciężko znaleźć sensowne auto w tej cenie, które się w ogóle trzyma kupy, a co dopiero mówić o dobrym stanie blacharskim

@festiwal_otwartego_parasola takich aut jest mnóstwo. Pisałeś o budżecie 3300, za tę cenę bez problemu znajdziesz auto które bez jakichś remontów przelata dwa lata. A że tego nie widzisz to już nie moja sprawa, kupuj auto za 10 tysięcy I udawaj że nic w nim nie będzie do roboty. Ja za 2200 mam auto z hakiem i gazem które po małym remoncie za 1000zł przejeździ bez wkładu jakieś 3-4 lata, wtedy kupię kolejne w tej cenie. Przez inflację musiałem budżet podnieść, poprzednie auto było za 1900 (ale hak musiałem sam zamontować), zrobiło 60 tysięcy przy mojej budowie. Wymieniłem klocki, jakieś sworznie tuleje, groszowe szybkie naprawy. Nie wymieniłem nigdy oleju, świec, rozrządu, po prostu jeździłem i ratowałem jak już było niebezpieczne dla mnie lub otoczenia

@Hejto_nie_dziala w każdym aucie, nawet i za 50tys jest coś do roboty, bo nikt nie pozbywa się bezproblemowego auta tylko nim jeździ


ale owszem, i tak wolałbym dać więcej i mieć coś bardziej sensownego niż auto w cenie słabego telefonu, z silnikiem do remontu, którego dodatkowo nawet nie zrobię samodzielnie, tylko co najwyżej w warsztacie za 4k czyli podwójną wartość auta.

w twoim przypadku może i ma to więcej sensu, ale ja najeździłem się już w życiu takimi klunkrami i była to katorga, niewarta żadnej ceny, niestety stare jest dobre tylko wino i skrzypce

Czy robić to odpowiedź sobie sam, czasami warto bo ktoś lubi dane auto i ratuje bo innego takiego nie ma albo trzeba kupować z salonu.


A jak chcesz odsprzedać to podaj jaki masz silnik i wersję wyposażenia. Teoretycznie to 26 lat to te niby najlepsze lata motoryzacji że normy jeszcze nie gniotą a komputery pomagają ale RAV 4 to nie jest najlepszy model Toyoty który można trzymać jako "inwestycję".


Motobieda jasno się wyraził jak wygląda kupowanie złoma żeby zarobić. Wydasz X, drugie tyle włożysz na dzień dobry, potem kolejny X w utrzymanie przez okres posiadania i sprzedajesz za kasę większą niż kupiłeś ale mniejszą niż całość kosztów.

@mati3654 no, to zależy ile tam jest rzeczywiście spawania samej budy. Wózki zawsze można wymienić (wiadomo, znaleźć jakieś które będą się nadawały do regeneracji to inna bajka), ale jak w grę wchodzi większe łatanie to pewnie nie warto. Mamy w domu RAV4 mk2 i pierwsze jak mama ją kupiła (bodajże 2016, czyli auto miało 12 lat), to oddałem na konserwację - było jedynie trochę nalotu, wydaliśmy parę tysięcy, i to się opłaciło bo jedyna korozja dzisiaj jest właśnie na wózku, a buda zdrowa. Ale już wtedy oglądając te auta, tylko to buło w dobrym stanie od spodu, reszta z tyłu budy była już mocno podżarta - wtedy mooże jeszcze wystarczyłoby je porządnie oczyścić i zakonserwować, ale trafiła się taka co nie była ruda od dołu. Przenosząc to na twój przykład, dwa razy starszego auta z Japonii, zakładam że ten moment na konserwację był już dobrych parę lat temu, a teraz może być już poważnych kilka wstawek do zrobienia. Z drugiej strony biorąc pod uwagę dzisiejsze ceny, jeśli rzeczywiście blacharz zamknąłby się z wszystkim w 10k, to może stan wcale nie jest taki zły - nawet licząc że realnie wyjdzie z 15k.

Na pewno jeśli miałbym się decydować na taki wydatek, to cała reszta auta musiałaby być w bardzo ładnym stanie, technicznie wszystko cacy, i musiałoby to być auto którym chcę jeździć. Uważam że to bardzo fajne auta które zredefiniowały pojęcie SUVa, znalezienie takiej w bardzo dobrym stanie blacharskim jest już raczej nieosiągalne poza jakimiś mint egzemplarzami, ale nie ma co tego traktować jako inwestycję, bo to się nigdy nie zwróci, to się nigdy nie opłaca. Ale jeśli jest sentyment, autko służy, i chce się mieć coś czego już w sumie nie ma na drogach, to czemu nie. Jeśli auto było dbane technicznie, a naprawa będzie wykonana zgodnie ze sztuką, to może to być auto które przeżyje jeszcze drugie tyle. Jeśli ogólnie jest w stanie średnim to na pewno nie ma co się pchać w wydatki, bo co chwilę jakieś pierdoły będą wychodzić, i tu tysiąc, tu dwa, i zaraz się z tego zrobi nie 10 a 30k.

Dla mnie rdza to dyskwalifikacja auta. Żeby to zrobić dobrze musiałbyś całe auto rozebrać na części, ale nie wyjąć tylko tapicerkę, zawieszenie ale też rozgrzewać blachy karoserii. Sama karoseria nie jest z jednego kawałka blachy tylko każdy element jest spawany/zgrzewany z kilku wytłoczek (w tych sprawach już pewnie jest rdza. To wszystko trzeba rozdzielić na czynniki pierwsze jak tego nie zrobisz rdza wróci bardzo szybko, każdy naprawiany element to max 3 lata i rdza jest znowu. Te 10k to nie wiem na co to jest ale pomyśl sobie że za próg i nadkole z purchlami w i20 na gotowo chcą minimum 5k zl i gwarancja na pół roku. Podsumowując z rdza nie wygrasz, zachowaj miłe wspomnienia a auto do odstrzału jak się da sprzedać sprzedawaj do Afryki czy Ukrainę.

Generalnie to jakby zrobić to co mówi ten znajomy plus zabezpieczyć spod jakimś raptorem np to auto powinno jeszcze śmigać lata. Na zabytek to nie sądzę, bo to auto nie niesie ze sobą żadnych wrażeń kolekcjonerskich

@mati3654 jako weteran jeżdżenia starymi używanymi autami powiem tak, że najważniejszym kryterium jest "byle buda była zdrowa" czyli nie bita, prosta i bez rdzy. Wszystko inne wymienisz, łącznie nawet z silnikiem. Uszkodzone to, czy tamto, czy sramto - części eksploatacyjne - może wyjdzie drogo, ale wiesz co masz, wymieniasz i dalej jeździsz. Jak już ruda żre, to jest pakowanie pieniędzy w auto bez perspektyw i ratowanie przed rozpadem. My w każdym takim przypadku sprzedawaliśmy już auto.

Jak już masz to inwestycja 10k nie jest aż tak tragiczna, to nie jest kwota w której możesz wymienić takie auto na równie dobre, w super stanie. Ale też oceniam przez pryzmat tego, ze jestem w miejscu gdzie mi się podobają takie relikty motoryzacyjne wiec to moja rzecz, każda z decyzji się broni. No może sprzedawanie jakiejś kobiecie ze auto “super stan, nie trzeba inwestować” byłoby w tej sytuacji debilne, pozostałe rozwiązania brzmią rozsądnie

dzięki wszystkim za odpowiedzi. Chyba jednak odpuszczę sobie robienie tego auta, wrzucę na sprzedaż może pójdzie gdzieś na Ukrainę albo do miłośnika jakiegoś.

rudej z imprezy nie wygonisz. Ja bym ratowal doraznie - jezdzil az ´nie zgnije i szukal nowego auta. 1998 rok... to juz naprawde stare auto, komfort bedzie porownywalny z nowym kompaktem...

Zaloguj się aby komentować