Bardzo ubolewam nad tym, że social media mocno poszły w stronę nagrywania filmików i ogółem operowania kamerą oraz głosem.
Głównie z tego względu, że przez lata głównie pisałem - czy to z ludźmi poznanymi przez internet czy to opowiadania, różne przemyślenia i nawet à la poradnik dla początkujących pisarzy. Ba, nawet w sesjach RPG, dwuosobowych czy w większym gronie, brałem udział nie twarzą w twarz czy chociaż głosowo, a właśnie tekstowo.
Toteż gadanie do kamery czy pokazywanie swojej twarzy jest dla mnie nienaturalne. Szkoda zatem, że social media to właśnie promują, bowiem sam wolę coś przeczytać niż obejrzeć. Boli tym bardziej, że widzę spory potencjał, jednakże całokształt mnie nie przekonuje.
Dlatego cieszy mnie istnienie #hejto jako jednej z niewielu ostoi słowa pisanego.
@cyberpunkowy_neuromantyk Brakuje mi blogów tematycznych, w takich miejscach często można było znaleźć najlepsze informacje w konkretnym temacie. O forach to już nawet nie wspominam ( ͡° ʖ̯ ͡°)
@cyberpunkowy_neuromantyk najgorzej jest jak masz jakieś przepisy kulinarne w formie filmu, napisany artykuł? Do, odpalasz cały, wisi sobie zawsze do wgladu, zerkasz i moment znajdujesz miejsce w którym jesteś z przygotowaniem? A film? Upackanymi paluchami musisz szukać odpowiedniego miejsca na osi czasu, co nigdy nie idzie sprawnie, nie mówiąc już i cofaniu czasami kilka razy, masakra...
Tytuł: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak
Autor: Anna Kamińska
Kategoria: biografia
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: książka papierowa
ISBN: 9788308085110
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10
Po obejrzanym filmie o Simonie poczułem niedosyt informacji o tej jakże ciekawej osobistości. W ogóle po przeczytaniu biografii autorstwa Anny Kamińskiej stwierdzam, że film był wręcz beznadziejny i pozmieniał z pozoru niezbyt ważne szczegóły, które jednak zmieniły odbiór postaci. Na przykład wybicie przejścia pomiędzy mieszkaniami w Dziedzince - zrobił to Wilczek, a nie Simona, jak to zasugerowano w filmie.
Lekturze towarzyszył mi pewien zgrzyt. Na pewno ciekawe było to, że na rozwój człowieka ogromny wpływ ma otoczenie, w którym się wychowywał. Simona miała urodzić się chłopcem, kolejnym Kossakiem-malarzem. A ona nie tylko okazała się córką, to i jeszcze nie miała talentu artystycznego. Od narodzin była zawodem dla swoich rodziców, co przez całe swoje życie starała się zmienić. Odnalazła swoją drogę i stała się wielką osobą w wybranej przez siebie dziedzinie. Jednocześnie przez podejście rodziców, stała się osobą bardzo zamkniętą w sobie. Stąd ten wspomniany zgrzyt - Simona pewne rzeczy zachowywała dla siebie, a przez autorkę biografii dziesiątki tysięcy osób, jeśli nie więcej, mogło ją poznać.
To trochę jak z czytaniem prywatnej korespondencji pomiędzy różnymi osobistościami. Mimo że okropecznie ciekawi mnie wymiana listów na linii Lem-Le Guin, to z szacunku do nich nie chciałbym ich czytać. Ani korespondencji żadnej innej osoby.
Jednocześnie Simona, przynajmniej z opowieści, była niesamowitą osobą i nie będę ukrywał, że uporczywe dążenie do osiągnięcia tego, na co się zdecydowała, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Z drugiej strony kto normalny chciałby zamieszkać w środku lasu bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności? Jest to bardzo kusząca wizja, jednakże miło byłoby zachować pewne udogodnienia cywilizacyjne. ; )
Mój tekst niestety nie został zaakceptowany do antologii składającej się z opowiadań długości maksymalnie trzystu znaków i trzech zdań. Jako że nie za bardzo mam co z nim zrobić, postanowiłem podzielić się z Wami:
„Nowy dzień”
Nowy dzień to nowe okazje do spierdolenia sobie życia i Jacob odnosił wrażenie, że ostatnio codziennie mu się to zdarza.
Więc nawet nie zdziwił się, gdy otrzymał informację: „Pański sprzęt CyberSerce2044 przestanie być wspierany za dwa tygodnie. Proszę kupić nowy, już tylko za sto tysięcy kredytów!”.
"Wrócił do kuchni, przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu dziesięciocentówki, a następnie za jej pomocą uruchomił ekspres do parzenia kawy. Wdychając jej niezwykły - w każdym razie dla niego - aromat, spojrzał na zegarek i stwierdził, że upłynęło już piętnaście minut, podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę.
– Proszę o pięć centów – powiedziały drzwi, nie otwierając się.
Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet – ani jednego centa.
– Zapłacę jutro – powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi wciąż były szczelnie zamknięte. – Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić!
– Jestem odmiennego zdania – odparły drzwi. – Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan, kupując ten apartament.
Znalazł dokument w szufladzie biurka; od czasu podpisania go musiał się do niego wielokrotnie odwoływać. No jasne: obowiązywała go opłata za otwieranie i zamykanie drzwi – nie był to więc napiwek.
– Jak pan widzi, mam rację – powiedziały drzwi tonem pełnym satysfakcji.
Z szuflady znajdującej się obok zlewozmywaka Joe wyjął nóż z nierdzewnej stali i zabrał się do odkręcania śrub w zamku swoich chciwych drzwi." PKD, UBIK.
No i trochę narzekań. Ogółem jak uwielbiam psy, tak psiarzy, k⁎⁎wa, nienawidzę.
Szła kobieta z dzieciakiem, który trzymał owczarka niemieckiego. Gdy ich mijaliśmy, owczarek rzucił się w moją stronę - dzieciak oczywiście nie był w stanie go utrzymać. Co zrobiła kobieta? „Ona nie gryzie”. Nic więcej nie zrobiła, ani nie odciągnęła ani cokolwiek.
Na szczęście nic się nie stało, ale ciśnienie podniesione, że kobieta tak bezrefleksyjnie podeszła do sytuacji. No i plus dla chłopaka, że przeprosił - tego od kobiety już nie usłyszeliśmy.
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@cyberpunkowy_neuromantyk i już wiesz, że masz do czynienia ze zjebem... Ostatni raz usłyszałem to przedwczoraj od bałwana z gigantycznym psem puszczonym luzem, który zbliżył się i agresywnie warknął na mnie, gdy przechodziłem obok
Uwielbiam opowieści skromne, o zwykłych-niezwykłych ludziach, bez ratowania całego świata, bez magii, bez nadludzkich czynów. Taką właśnie jest „Rycerz Siedmiu Królestw”.
Dodatkowo główny bohater już od pierwszej sceny budzi sympatię. Jest w uroczy sposób prosty, czasami sprawia wrażenie głupiego i jednocześnie ma ogrom szczęścia. Niekiedy przypominał mi pratchettowskiego Marchewę. Zresztą humoru też jest tu sporo, często bardzo absurdalnego i ordynarnego, aaale pasującego do opowieści.
Ogromnym plusem jest także nieprzeciąganie fabuły, choć uważam, że retrospekcja z poznaniem ser Arlana była niepotrzebna. Mimo to sześć odcinków sprzyja obejrzeniu całego serialu za jednym razem, co też uczyniliśmy z dziewczyną.
No i nie można zapomnieć o technikaliach. Dobrze nakręcony (szczególnie walka siedmiu na siedmiu!) serial, wart obejrzenia.
Tytuł: Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia
Autor: Agnieszka Gajewska
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Format: e-book
ISBN: 9788308074527
Liczba stron: 707
Ocena: 8/10
Moim zdaniem trudno jest napisać dobrą biografię. Bo czy da się streścić czyjś życiorys, pokazać, jakim był człowiekiem, co go ukształtowało i motywowało na kilkuset stronach? Szczególnie gdy mamy do czynienia z jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy. Dlatego nie będę się czepiał, że brakowało mi chociażby zagłębienia w relację Stanisława i jego syna Tomasza. No ale nie ukrywam, że uwielbiam biografie i nie przeszkadzałoby mi, gdyby ta konkretna była znacznie dłuższa. ; )
Uważam, że autorka wykonała świetną pracę, zgłębiając przeszłość Lema, dzięki czemu mogliśmy chociaż trochę zrozumieć, dlaczego był takim, a nie innym człowiekiem. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co musieli czuć ludzie podczas drugiej wojny światowej, którzy obawiali się, że w każdej chwili może ich spotkać śmierć - jak człowiek, który chodzi z fiolką trucizny w kieszeni, miałby stać się kimś łatwym do życia? Szczególnie, jeśli po wojnie wciąż musiał się obawiać. Może nie śmierci, ale odkrycia jego żydowskich korzeni, które wiązałyby się z przymusem emigracji z Polski, gdyby tylko komuś podpadł.
I nie dziwię się poczuciu osamotnienia, które towarzyszyło Lemowi. Nie tylko nie mógł zaufać pierwszej lepszej osobie (a jak historia pokazała, Stanisław przejechał się na kimś, kogo uważał za przyjaciela), ale i niewielu ludzi dorównywało mu intelektem na tyle, by mógł prowadzić z nimi dyskusje na odpowiednim poziomie. Dodajmy do tego fakt, że większą popularnością i poważaniem cieszył się poza granicami kraju, przynajmniej za swojego życia.
Czytanie o PRL zawsze skłania mnie ku myśleniu, jak wyglądałaby polska literatura, gdyby nie konieczność użerania się z cenzorami, którzy mogli bez problemu zablokować twórczość niepasującą do linii partii.
Może trochę za dużo było w tej biografii o polityce, relacjonowaniu poszczególnych wydarzeń, jednak mogło to być potrzebne do nakreślenia realiów, w których musiał żyć Lem. I wytłumaczenia, dlaczego niekiedy był bierny.
Tytuł odnosi się do szans na przeżycie leczenia bardzo rzadkiego raka, który dopadł głównego bohatera.
Nie jest to typowy wyciskacz łez, opierający się na chorobie i trudnościach z nią związanych. Oczywiście pojawiają się nieprzyjemne tematy jak zostawienie przez partnerkę, która nie radzi sobie z chorobą bliskiej osoby czy śmierć jednego z pacjentów, z którym zakolegował się główny bohater podczas wspólnej chemioterapii.
Jednocześnie są też dobre akcenty, jak kumpel, który stara się za wszelką cenę, w dość nieporadny sposób, poprawić humor chorego.
Z osobistych preferencji to szkoda, że film ma szczęśliwe zakończenie. Bardziej zaskoczyłoby mnie, gdyby główny bohater nie przeżył operacji. Nie życzyłem mu tego, jednakże przez to historia ma dość naiwny wydźwięk.
Moja babcia ma ogromnego pecha. Co nowa pacjentka, to gorszy przypadek i mniejsze szanse na spokojny odpoczynek.
Przeraża mnie, co alkohol robi z ludźmi. Na salę trafiła kobieta z wyraźnym problemem alkoholowym. Według babci w nocy tak się rzucała, że spadła z łóżka i musieli przypiąć ją pasami.
Łóżko zasikane, więc będą jej zakładać cewnik.
Jeszcze na oddział wpadł prawdopodobnie jej konkubent albo znajomy, trudno ocenić. Za to ordynator dobrze ocenił, że pan był pod wpływem alkoholu i został wyproszony ze szpitala.
Butelka to trucizna, narkotyk jak kazdy inny, ale co zrobisz przecie legalny, mame robi w socjalu nasluchalem sie takich histori ze jakbym mial uciekac w alko to serio wole sie odjebac i odejsc z godnoscia.
@onpanopticon oj tak byku, przypomne sobie te slowa jak juz bede lezal na lozu smierci i wspominal mlode lata, gdzie malo sie spalo i duzo sie pilo. Czlowiek nawet nie mial pojecia jak blisko byl dna, az strach pomyslec, ze i teraz zdarzy mi sie wypic piwo albo, o zgrozo, kieliszek wodki, lada moment moge sie stoczyc
„Do sprzedaży trafił marcowy numer "Nowej Fantastyki". Na okładce tym razem Julia Kamińska - gwiazda audioserialu "Mazury żywych trupów", bo właśnie o fantastycznych słuchowiskach proponowanych przez Audiotekę będziecie mogli przeczytać w jednym z artykułów w tym wydaniu.
Jednak głównym, niezwykle barwnym tematem numeru są teorie spiskowe - przeczytacie o nich więcej w wywiadzie z Piotrem Tarczyńskim, autorem bestsellerowej książki "Oślizgłe macki, wiadome siły", a także w artykułach o znakomitej animacji "Gravity Falls" i o serii komiksowej "Departament Prawdy". W Lamusie z kolei świętujemy stulecie legendarnego magazynu "Amazing Stories". A oprócz tego mamy dla Was felietony, recenzje i kolejne spotkanie z Ćmą.
W dziale opowiadań tym razem trzy polskie teksty - w tym dwa złote wyróżnienia z naszego konkursu literackiego (Magdalena Sakowska i Michał Puchalski) - oraz cztery zagraniczne: coś retro z USA, coś z Włoch i dwa cosie z Ukrainy.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej nowa promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru zbiór "Rzeźbię w słowach" Ursuli K. Le Guin albo "Lewis Carroll w Krainie Czarów" Roberta Douglas-Fairhursta.
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
@cyberpunkowy_neuromantyk kilkanaście lat temu byłem w szpitalu i leżałem w sali ze starszym gościem (tak z 65-70 lat). Obaj mieliśmy zaplanowane na następny dzień operacje... Dla zabicia czasu gadaliśmy na różne tematy, on opowiadał o swoim domu, rodzinie, wnukach, gdzie on ta nie był, kogo tam nie spotkał ze znanych osób itp. Bardzo sympatyczny facet. Mnie na drugi dzień zabrali na operację jako pierwszego, potem na salę pooperacyjną i nie pamiętam już po jakim czasie dopiero z powrotem do zwykłej sali. A tu zonk, bo zamiast poprzedniego współtowarzysza to jakiś nowy facet leży. Pytam więc pielęgniarki jak przyszła czy tego pana co był ze mną to położono teraz w innej sali? A ona, że niestety nie, zmarł w trakcie operacji jak ja byłem na pooperacyjnej... Czułem się jakbym członka rodziny stracił chociaż znałem typa niecały dzień
Bardzo spodobał mi się pomysł na osadzenie historii w alternatywnej rzeczywistości, w której Fiona nigdy nie została uratowana przez Shreka, Osioł dalej jest Osłem, a Kot... wybuchłem śmiechem, jak go zobaczyłem. xD
Polubiłem przekaz, że warto doceniać to, co się ma, zamiast zadręczać się, że trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona.
Jednakże sama animacja mi się nie spodobała. Nie wiem dlaczego, ale coś mi zgrzytało, jakbym oglądał cutscenkę z gry komputerowej, która swoją premierę miała dwadzieścia sześć lat temu. Zdecydowanie jedynka i dwójka o wiele lepiej się zestarzały.
Gdy słyszę o planach kolonizacji Marsa czy innej, bardziej przyjaznej dla człowieka planety, zastanawiam się, co to da, skoro prędzej czy później ludzkość doprowadzi do tego samego, co na Ziemi. Ludzie musieliby się diametralnie zmienić, ale czy jest to w ogóle możliwe?
Podobny problem na tapet wziął Zajdel. Wśród kolonistów znaleźli się zwolennicy utworzenia nowego porządku. Ich idee wydają się słuszne - chęć stworzenia społeczeństwa, w którym każdy jest równy. Brzmi wspaniale, prawda?
Szkoda tylko, że już na samym początku popełnili ten sam błąd, co zawsze. Zachciało im się władzy i życia w luksusach, gdy pozostałym kolonistom dali ochłapy. Tłumaczyli to tymczasowym rozwiązaniem, ale wiadomo, jak to jest. Trudno pozbyć się wrażenia, że Zajdel w ten sposób skrytykował komunizm i PRL.
Jednocześnie przeraża, z jaką łatwością udało się im zaprowadzić nowy porządek. Przedstawili fałszywą wersję historii, pozbywając się tych, którzy chcieli ją sprostować. Wystarczyły dwa pokolenia, by wnuki pierwszych kolonistów znienawidziły Ziemię, o której słyszały same okropieństwa. Brak możliwości przekonania się, jak jest naprawdę, na pewno nie pomaga.
Trochę jak z obywatelami współczesnej Rosji, którzy może i żyją w beznadziejnych warunkach, ale przynajmniej według władzy nie dzieją się u nich tak okropne rzeczy, jak na Zgniłym Zachodzie.
Stwierdzam, że kobiety jednak są silniejsze psychicznie, przynajmniej jeśli chodzi o choroby bliskich.
Przyszedł dorosły syn (40-50 lat) w odwiedziny do swojej chorej matki i na jej widok momentalnie się rozpłakał.
Mój dziadek też się rozkleił, gdy przyszedł do swojej żony. Od tamtej pory już się nie pojawił w szpitalu, jedynie rozmawiają przez telefon.
Nie będę ukrywał, że sam poczułem się zdewastowany, gdy babcia w kiepskim stanie zamiast martwić się sobą, to powiedziała, żebym pojechał do domu, bo pewnie jestem zmęczony i głodny.
Tak to trzymam się dobrze, jednak jestem zaskoczony, że „dorosłe chłopy” tak łatwo się rozklejają. Nie uważam tego za wstyd, jednakże to pokolenie, w którym mężczyzna ma być niewzruszony niczym skała. Wzbudza to we mnie pewien dysonans - po co tak udawać, skoro jak przyjdzie co do czego, to maska pęka?
Moja siostra mając praktyki na oddziale onkologii, miała takie obserwacje, że często kobiety chore na chemioterapii siedzialy same i porzucone. Wg niej mężowie nie radzili sobie i porzucali chore żony. Odwrotnie było w przypadku mężczyzn którzy częściej byli wspierani przez swoje żony w chorobie. To tylko jej obserwacje, ale też panuje taki stereotyp, że faceci w stresowych sytuacjach uciekają od obowiązku. Pamiętam też taka parę blogerów z niepełnosprawną córka, która urodziła im się jak mieli 19 lat. W Q&A wszyscy chwalili ojca tej dziewczynki, że jaki dzielny jaki dobry bo nie zostawił, zupełnie pomijając w tych pochwalach mamę. Jak to mówią stereotypy nie biorą się z nikąd, powszechnie też panuje wśród kobiet strach przed choroba i ucieczka męża od tej choroby i problemów.
Może to kwestia wychowania i stereotypów, że to kobieta ma się opiekować mężem, a chłop ma przynosić pieniądze do domu i ewentualnie coś naprawić, jeśli jest potrzeba.
Przecież mój dziadek został tak nauczony, że do jedzenia nie zrobi sobie czegoś bardziej wykwintnego niż kanapki.
Ale jak obserwuję panów, którzy przyszli do wspomnianej we wpisie kobiety, to jednak się opiekują nią. Podali jej leki i nakarmili, bo akurat była pora na kolację.
Jeszcze jak teraz myślę, to może też kwestia poczucia bezsilności? Kobiety bardziej opierają się na wsparciu emocjonalnym, mężczyźni wolą działać.
Przyjechałem do domu rodzinnego i od tygodnia przez większość czasu towarzyszy mi suczka cioci. Nawet kilkukrotnie spała ze mną w łóżku przez całą noc. Aż sam byłem zaskoczony, bo jednak zobaczyłem ją po raz trzeci w życiu.
Przypomniałem sobie, jak to fajnie mieć pieska w domu. Przyjdzie, pozaczepia, bo chce się pobawić, trąci nosem. Jak coś jem, to siedzi obok z nadzieją, że coś jej spadnie. Ostatnio tak jej ciekła ślinka, że zrobiła się kałuża na podłodze - nie przesadzam. xD
I przyjemnie się spaceruje, ponieważ jest bardzo interaktywna. Potrafi stwierdzić, że jakiś kamień jest bardzo fajnym kamieniem i się nim bawić. xD I szyszkach i patykach już nie wspominając.
@cyberpunkowy_neuromantyk rozumiem, fajnie, że Tobie pomaga. Ja osobiście wolałbym człowieka, z zwierzaczkiem posiedzieć jak u kogoś jestem. Wczoraj byłem u kolegi to chwilę pogłaskałem psa i kotka, miło było.
@Taxidriver pewnie nic, ale mogliby chociaż odrobinkę pomyśleć zamiast bezmyślnie kopiować i usunąć fragment "Jasne, oto opis produktu do sklepu internetowego, uwzględniający SEO"