Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 505wpisów
  • 2147komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

104 + 1 = 105


Tytuł: Lara Croft: Tomb Raider

Rok produkcji: 2001

Kategoria: Przygodowy

Reżyseria: Simon West

Czas trwania: 1h 40m

Ocena: 6/10


Przypadkiem natrafiłem na zdjęcie porównawcze wcześniejszych odtwórczyń Lary Croft z Sophie Turner i stwierdziłem, że gwiazda „Gry o Tron” przy Angelinie Jolie wypada dość blado. Żeby jednak nie krakać po próżnicy, że kiedyś to było i w ogóle, postanowiłem obejrzeć i pierwszą ekranizację, i tę z Alicią Vikander, żeby nie opierać się wyłącznie na wspomnieniach.


Angelina Jolie nie do końca pasuje mi na Larę Croft - wydaje się być zbyt elegancka. Mimo to wyglądem najbardziej ją przypomina. Sama ekranizacja jest niezła, ale nie, żeby poprzeczka została wysoko zawieszona. Dobrze oddaje ducha gier i to jest w tym najważniejsze, a na niektóre nieprawdopodobne sytuacje trzeba po prostu przymknąć oko, żeby się w miarę dobrze bawić.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #tombraider

dd0c4a86-38fc-4ca5-a3f7-f26cda407157

Warto tu utrzymać pewien kontekst historyczny, to jedna z tych pionierskich ekranizacji gier, które dostały dobrą obsadę i utrzymały poziom, który broni się nawet do dziś. Alicia Vikander gra już postać która nawiązuje do najnowszych gier, bardzo realistycznych i filmowych w samym swoim rdzeniu. Postać nastoletniej Lary w grach jest niezwykle rozbudowana i przez rozmach gier ukazuje znacznie więcej aspektów psychologicznych bohaterki. Mówiąc wprost - przez dwie dekady, gry przegoniły kino jakością rozrywki, głębią narracji i interakcją, której kino nie oferuje. Filmy z Angeliną w momencie kiedy wychodziły oferowały więcej niż gry - teraz role się odwróciły.

Zaloguj się aby komentować

103 + 1 = 104


Tytuł: Kutasssss

Rok produkcji: 2020

Kategoria: Horror / Krótkometrażowy

Reżyseria: David Mahmoudieh

Czas trwania: 8m

Ocena: 5/10


Gdyby nie fenomenalnie przetłumaczony tytuł, nie zwróciłbym na ten film uwagi, ale stwierdziłem, że koniecznie muszę go obejrzeć i podzielić się wrażeniami. Których nie ma aż tak dużo, ponieważ „Kutasssss” to zaledwie osiem minut średniej rozrywki. Bardzo ładnie nakręconej, trzeba przyznać, ale jednak średniej.


Można zobaczyć na YT: https://youtu.be/wgpoc5tEGvM?si=hyYeQERSmxTDj0PK


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

14b224cf-2015-474b-a3ae-855149d0fb14

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio obejrzałem filmik Krzysztofa M. Maja i jak nie do końca za nim przepadam (dziwnie irytująca mnie mimika twarzy oraz sposób wypowiedzi), tak uważam ten konkretny filmik za bardzo wart obejrzenia. Nie jest to pierwszy ani pewnie nie ostatni w temacie... nicnierobienia vel nudzenia się.


I nie chodzi stricte o „nicnierobienie” w dosłownym znaczeniu. Bardziej o to, żeby nie zajmować swojego mózgu ciągłymi czynnościami. Chociażby żeby nie sięgać po telefon, kiedy druga osoba zapauzuje film, żeby pójść chociażby do toalety, a my nie chcemy „zmarnować” tych paru minut na siedzeniu w bezczynności.


Takie nicnierobienie o dziwo pomaga w rozwijaniu kreatywności - na przykład na, moim zdaniem, najlepsze pomysły na swoje teksty wpadam... pod prysznicem. Kiedy mózg nie musi się skupiać na bardzo zautomatyzowanej już czynności, jaką jest umycie ciała, zaczyna myśleć kreatywnie. Serio, po takim zwykłym prysznicu najczęściej wychodzę z rozwiązaniami problemów, nowymi pomysłami czy rozwinięciami starych.


Podobną rzecz zauważyłem w przypadku mycia naczyń, jazdy na rowerze, spacerach czy bieganiu. Ponownie, kiedy mózg nie musi myśleć o tym, co ma zrobić (bo robił to już wielokrotnie, a wiadomo, że nasza galareta jest cholernie leniwa i nie lubi się zastanawiać, więc dąży do automatyzacji), zaczyna błądzić i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.


Oczywiście to bardzo duże uproszczenie zaawansowanych procesów, które zachodzą w mózgu, ale tak, nicnierobienie jest fajne.

Polecam, 10/10.

#przemyslenia #rozkminy

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

81 + 1 = 82


Tytuł: Misery

Rok produkcji: 1990

Kategoria: Thriller

Reżyseria: Rob Reiner

Czas trwania: 1h 47m

Ocena: 8/10


Postać Annie zagrana fenomenalnie - już od pierwszej sceny odczuwałem niepokój i ponawiał się za każdym razem, kiedy tylko pojawiła się na ekranie. Nie dziwię się, że Kathy Bathes dostała Oscara za tę rolę, w pełni zasłużona nagroda.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

36c725ca-2947-48d8-a777-2ed1b5d1930e

Zaloguj się aby komentować

1 402,73 + 2,97 = 1 405,7

@Z_buta_za_horyzont miał rację - tęsknię za -14, ponieważ dzisiaj spociłem się niemożebnie.


Bieganie to dla mnie nie tylko praca nad kondycją, ale także nad charakterem. Pomaga mi z perfekcjonizmem, prokrastynacją i #depresja.


Z perfekcjonizmem, ponieważ obudziłem się później, niż zamierzałem, i już miałem rozwalony plan dnia. Coś, czego wciąż się uczę, że nie mam na wszystko kontroli i często trzeba się dopasowywać do tego, co akurat się dzieje w życiu.


Z prokrastynacją, ponieważ mam ogromny problem z odkładaniem rzeczy na wieczne nigdy, na czym ogromnie cierpi mój blog i moja „kariera pisarska”. Gdy się obudziłem, też chciałem przełożyć bieganie na później - całe moje ciało krzyczało, że nie chce biegać, jednakże zmusiłem się i poszedłem. Nie wiadomo, czy później czułbym się lepiej czy może jednak gorzej, trudno to przewidzieć. A tak mam to już za sobą.


Z depresją, ponieważ po bieganiu czuję się kapkę lepiej. Jasne, można tutaj wrzucić mema, że „jak ręką odjął”, ale rzeczywiście coś w tym jest, że ruch na (nie)świeżym powietrzu poprawia humor. Dzisiaj mija trzeci miesiąc, odkąd wylądowałem na L4 i przez ten czas niewiele zrobiłem: blogasek świeci pustkami, nie napisałem żadnego opowiadania (oprócz jednego króciaka na trzy zdania), niemiecki też leży. A przecież nie mógłbym sobie wyobrazić lepszych warunków, skoro obecnie mam zero obowiązków i masę wolnego czasu.


Bieganie sprawia, że mam chociaż jedną rzecz odhaczoną jako zrobioną, daje mi poczucie, że jednak coś robię, namacalnego, ponieważ zapisuję każdy bieg i widzę, jak łącznie przebiegnięty dystansu, pomału bo pomału, ale jednak rośnie. Co daje mi nadzieję, że skoro udaje mi się to z bieganiem i powoli wchodzi mi to w rutynę na tyle, że nie mogę się doczekać kolejnego razu, to może i z pozostałymi moimi zainteresowaniami się uda: z tworzeniem czy nauką właśnie. Obie te rzeczy sprawiają mi przyjemność, ale mam ogromne trudności z zabraniem się za nie, sam nie wiem dlaczego. Chyba z lęku przed porażką, że sobie nie poradzę. Że opowiadanie czy recenzja nie wyjdzie tak, jakbym tego chciał, że nie uda mi się zrozumieć nowych zasad albo zapamiętać słówek czy zwrotów. Głupie to, zdaję sobie z tego sprawę, ale bardzo mi to przeszkadza.

Więc tak sobie truchtam powoli co te trzy dni i równie powoli uświadamiam sobie, że robienie rzeczy nie jest takie straszne, na jakie wygląda.


Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu


#sztafeta #bieganie

99176c44-8bba-4cf0-bfe4-00aa302ea540

Zaloguj się aby komentować

74 + 1 = 75


Tytuł: Dziki robot

Rok produkcji: 2024

Kategoria: Animacja / Przygodowy

Reżyseria: Chris Sanders

Czas trwania: 1h 41m

Ocena: 8/10


Wizualnie przepiękny film - zachwyciłem się już pierwszym kadrem. Z czasem strona wizualna mi „spowszedniała”, ale i tak wciąż zdarzały się momenty, w których pojawiał się zachwyt.


Ponadto byłem przekonany, że to animacja dla dzieci, ale pierwsze kilkanaście minut skutecznie wybiło tę myśl z mojej głowy. Zaskoczyła mnie brutalność niektórych scen - może to źle zabrzmi, ale pozytywnie, ponieważ rozbawiły mnie kilkukrotnie. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że twórcy jednak się opamiętali i stwierdzili, że resztę filmu spokojnie mogą obejrzeć dzieciaki. Fabuła stała się naiwnie optymistyczna, siła miłości i przyjaźni wszystko zwyciężyła, nawet technologiczne bariery et cetera. Szkoda, że poszło to w tę stronę i za to odjąłem dwa punkty.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #animacja #ogladajzhejto

9e9e9602-a473-4b77-9c2e-610012f2b085

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

66 + 1 = 67

Tytuł: Niezwyciężony

Autor: Stanisław Lem

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Audioteka

Format: audiobook

Liczba stron: 244\ Czas słuchania: 7h 1m

Ocena: 9/10


Dlaczego przesłuchałem audiobooka powieści, którą skończyłem czytać parę dni temu?


Dużo dobrego słyszałem o tej superprodukcji, dlatego postanowiłem spróbować. Tylko że mam „mały” problem z audiobookami: bardzo łatwo odpływam myślami i przestaję słuchać, więc potem muszę się cofać, więc mała z tego przyjemność. Uznałem, że warto w takim razie przesłuchać coś, co już znam, dlatego padło na „Niezwyciężonego”.


No i przy słuchaniu pojawił się drugi problem: bardzo dobrze mi się zasypia przy audiobooku. xD


Kończąc ten przydługi wstęp, chciałbym zaznaczyć, że oceniam jedynie realizację nagrania.


Czytała Krystyna Czubówna. Chyba nie muszę już pisać nic więcej?


Jej głos towarzyszy mi, odkąd tylko pamiętam. Głównie za sprawą mojej babci, która uwielbia programy przyrodnicze z nią jako narratorką. Więc sam jej udział w superprodukcji sprawił, że bardzo mi się podobała. A to dopiero początek zalet.


Pozostali lektorzy również świetnie sobie poradzili, chociaż mieli zdecydowanie mniejsze pole do popisu względem pani Krystyny. Mimo to uważam, że wyciągnęli z odgrywanych postaci to, co mogli.


Bardzo podobały mi się wszystkie efekty dźwiękowe towarzyszące. Na przykład kroki robotów schodzących po pochylni „Niezwyciężonego”, oddech biegnącej postaci, deszczu et cetera. Byłem bardzo ciekawski, jak zostanie przedstawiona bitwa „Cyklopa” z „chmurą” i nie zawiodłem się. Tym bardziej, że moje słuchawki mają opcję podkręcenia bassów, więc walka dwóch potęg zrobiła spore wrażenie.


Próbowałem słuchać na soundbarze, jednakże nie był to dobry pomysł i szybko zrezygnowałem - dźwięki trochę się zlewały. To słuchowisko zdecydowanie lepiej jest wysłuchać na słuchawkach.


Jedyną wadą, która sprawiła, że nie wystawiłem najwyższej oceny, jest to, że dźwięki są nierówne. Głos narratorki jest znacznie głośniejszy niż głosy postaci - co ogółem jest fajnym pomysłem, gdy na przykład podczas sceny jeden z bohaterów mówiąc opuszcza pomieszczenie i wyraźnie słychać, że jego głos oddala się od nas. Jednakże często było tak, że gdy panią Krystynę bardzo dobrze słyszałem, to przy dialogach musiałem podgłaśniać, przez co potem narratorka była dla mnie zbyt głośna.


Niekiedy też dźwięki otoczenia również były zbyt głośne i musiałem wytężać słuch, żeby wychwycić wszystkie słowa wypowiadane przez Czubównę.


Bardzo pozytywnie oceniam tę superprodukcję i w przyszłości na pewno sięgnę po kolejne. Wiele dobrego słyszałem o „Wiedźminie”, mimo że projekt nie został jeszcze zakończony. Jednak zdecydowanie wolę czytać niż słuchać - wady bycia wzrokowcem.


PS kolega zbyt późno podsunął mi pomysł, żeby czytać powieść i jednocześnie słuchać audiobooka. xD


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #audiobook #sciencefiction

a30c61a0-b81d-47b0-a34f-ebdc59048a0c

Zaloguj się aby komentować

60 + 1 = 61


Tytuł: Spirited Away: W krainie Bogów

Rok produkcji: 2001

Kategoria: Anime

Reżyseria: Hayao Miyazaki

Czas trwania: 2h 5m

Ocena: 8/10


Przepiękne anime, warto obejrzenia choćby dla podziwiania kunsztu artystów pracujących nad tą animacją.


Jednocześnie żałuję, że nie jestem w stanie w pełni docenić „Spirited Away: W krainie Bogów”, ponieważ niezbyt dobrze znam japońską kulturę i mitologię, przez co pewnie pominąłem wiele odniesień do różnych postaci przewijających się na ekranie. Stąd nie mam też zbyt wiele do napisania.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #anime #fantasy #ogladajzhejto

81182c58-2eb1-4d96-9bb5-602c75f6ca87

@cyberpunkowy_neuromantyk Studio Ghibli i Miyazaki na zawsze zostaną w moim serduszku. Odniesień do Japońskiego folkloru i samego shinto jest wiele (sam pewnie nie ogarnąłem wszystkich). Mi w filmach Miyazakiego podoba się szczególnie tradycyjna japońska struktura narracyjna (kishotenketsu) i sposób przedstawienia postaci kobiecych.

@cyberpunkowy_neuromantyk Z tego czego sam jestem świadomy tytuł oznacza zjawisko nagłego i tajemniczego zniknięcia ludzi (uważano, że zostali porwani przez duchy, a bohaterka doświadcza właśnie takiego zjawiska). Poza tym łaźnia w japońskiej kulturze to również symbol oczyszczenia duchowego, a nie sama czynność higieniczna. Dobrze tutaj też widać japońskie podejście do klienta w miejscu pracy w trakcie części scen.

Podoba mi się postać Boga bez twarzy gdzie jego twarz przypomina teatralne maski, które mają inny wyraz ze względu na oświetlenie i kąt obserwowania. To sprawia, że postać ta jest ukazana jako ktoś kto odbija swoje otoczenie i widzimy jak zachowuje się otoczony przez chciwców, a jak w otoczeniu bohaterki.

Scena z rodzicami zamieniającymi się w świnie to bodajże z buddyzmu gdzie chciwość sprawia, że odradzasz się jako zwierze. Dawno już nie widziałem tego filmu ale to są główne motywy jakich sam jestem świadomy.

TLDR
Film to wyraz narzekania autora na współczesną Japonię, która zapomina o swoich korzeniach i szacunku do natury.

Zaloguj się aby komentować

55 + 1 = 56


Tytuł: Simona Kossak

Rok produkcji: 2024

Kategoria: Biograficzny / Dramat

Reżyseria: Adrian Panek

Czas trwania: 1h 40m

Ocena: 5/10


Nie znam zbyt dobrze postaci Simony Kossak - jedynie z paru opowieści z drugiej ręki oraz z rozmów z osobą, która interesuje się biolożką. I nie uważam, żeby film wykorzystujący jej imię i nazwisko pomógł mi ją lepiej poznać.


Jest trochę o jej relacji z toksyczną matką, jest trochę o jej relacjach z nie do końca odpowiednimi mężczyznami, jest trochę o jej relacji z naturą, trochę o dziedzictwie Kossaków - dużo tych „trochę” i odniosłem wrażenie, że żaden z wątków nie został należycie rozwinięty, przedstawiony.


Tak to całkiem w porządku film. Niektóre ujęcia były ładne, ale wszystko jakieś takie bez szału. To na pewno nie jest film, który zapadnie w moją pamięć.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

9bcc82a8-5b24-4833-87f0-abe71daae757

czytałem jej ksiązki i widziałem zwiastun filmu. W moim odczuciu patrząc na trailer to wyszło słabo i nie mam ochoty oglądać, wręcz coś mnie od filmu odrzuciło po obejrzeniu zwiastuna, a ksiązki łykałem jak młody pelikan. wydaje mi się, ze za dużo w filmie maczało palców ekooszołomów, którzy chcieli z Simony zrobić cos na swoje podobieństwo. No nic może kiedyś obejrzę i bede miał pełniejszy obraz, choc po tym wpisie nie czuje sie zachecony do obejrzenia filmu, w przeciwieństwie do jej książek, które bardzo lubię.

Zaloguj się aby komentować

Kumple od ponad miesiąca męczyli mnie, żebym kupił „Battlefielda 6” i pograł z nimi.


Za każdym razem żartowałem, że jeśli mi kupią, to pogram.


I wiecie co?


Kupili, sk⁎⁎⁎⁎syny. I teraz muszę z nimi grać. xD


#gry #zalesie czy #chwalesie?

Zaloguj się aby komentować

50 + 1 = 51


Tytuł: Niezwyciężony. Na podstawie powieści Stanisława Lema

Autor: Rafał Mikołajczyk

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Booka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788395521416

Liczba stron: 236

Ocena: 8/10


Kiedyś przeczytałem, że książki (w tym przypadku komiks) są jak wino. Kolekcjonuje się je po to, żeby czasem przeleżały kilka lat w oczekiwaniu na odpowiedni czas, nastrój czy po prostu okazję. Tak też było z komiksem na podstawie „Niezwyciężonego” Lema - kupiłem go bodaj w 2019 czy 2020 roku, już nie pamiętam, a przeczytałem wczoraj. Dobrze zrobiłem, że wtedy się w niego zaopatrzyłem, ponieważ sprawdziłem i dzisiaj wydaje się być niezłym rarytasem. : D


Rafał Mikołajczyk we wstępie napisał, że po przeczytaniu powieści w czasach nastoletnich stwierdził, że musi koniecznie narysować tę historię. I to zrobił. Widać w komiksie jego fascynację „Niezwyciężonym” - zdecydowana większość dialogów została żywcem wzięta z powieści, ale czy to źle? Po co poprawiać coś, co zostało świetnie zrobione?


Świetne są także rysunki Mikołajczyka, tu już w pełni jego autorstwa. Bardzo estetyczne, oddające surowość i nieprzyjazność Regis III.


Czy poleciłbym komiks komuś, kto nie przeczytał powieści? Trudno powiedzieć.

Przeczytałem go na świeżo po przeczytaniu książki, jednocześnie słucham też audiobooka, więc fabułę mam wciąż w pamięci. Komiks czytało mi się trochę jak streszczenie - to zrozumiałe, że Mikołajczyk musiał wyselekcjonować to, co chce przedstawić i to w taki sposób, żeby całość wciąż była zrozumiała i po prostu dobrze skonstruowana. Jak tak o tym myślę, to nie wydaje mi się, żeby „Niezwyciężony” był wdzięczną historią do przedstawienia w formie komiksu. Dlatego tym bardziej podziwiam autora, że udało mu się dobrze oddać ducha historii.


Ciekawie było poznać to, w jaki sposób ktoś widzi dane kadry i porównać je z własnymi wyobrażeniami.


No i miły smaczek: jednego z naukowców Mikołajczyk narysował na podobieństwo Stanisława Lema. : )


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #fantastyka #sciencefiction

693cba3f-5e83-45db-a56e-f52a6825267a

@cyberpunkowy_neuromantyk jest też gra oparta na tej powieści, którą zresztą ograłem przez święta. Całkiem fajnie zrobiona, ale krótka, na nie więcej niż dwa wieczory.

Komiks i książka 10/10. Sprawdzam regularnie czy autor albo wydawnictwo coś nowego narysował / wydają ale cicho sza na razie.

Zaloguj się aby komentować

@cyberpunkowy_neuromantyk Brawo. Ja biegam w zasadzie niezależnie od pogody. Da się. Kwestia ubioru tak na prawdę. Poza tym, jak pobiegam w taki mróz, to mózg mi produkuje dopaminę i podpowiada, że jak dałem radę przebiec te powiedzmy 5 km przy -8, to co mi tam inne problemy Dam radę.

@WatluszPierwszy


„Biegaj rano, wtedy nic gorszego już Cię nie spotka w ciągu dnia?” : O


Ale tak, dało mi to do myślenia, gdy kiedyś wracałem do domu podczas ulewy, zakapturzony i w ogóle, żeby tylko nie zmoknąć, i zobaczyłem młodego mężczyznę, który biegł bez kaptura czy czegokolwiek, czym mógłby osłonić twarz przed deszczem. Nie wydawał się przejmować, że wróci przemoczony.

@cyberpunkowy_neuromantyk Kiedyś byłem na spacerze z dziećmi. Zerwała się zawierucha. Z naprzeciwka biegł facet. Uśmiechnął się. Pokazał "okejkę" i pobiegł dalej. Biegacze to wariaci

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

31 + 1 = 32


Tytuł: Avatar: Ogień i popiół

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Sci-Fi

Reżyseria: James Cameron

Czas trwania: 3h 17m

Ocena: 8/10


Ładny, z głupkowatą i nieciekawą fabułą, ale jednak ładny. Efekty 3D nienachalne - nie wiem, czy to kwestia ekranu (seans odbył się w kinie studyjnym) czy taka była decyzja twórców. Pod koniec prawie już nie mogłem wysiedzieć, ale to w końcu ponad trzy godziny oglądania.


W swojej kategorii, czyli czystej rozrywki, solidne 8/10. Jakby zadbano o lepszą fabułę, to mógłbym pomyśleć o wyższej ocenie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #avatar #sciencefiction

a60bc34d-ef3b-4518-bd8c-4548251457b1

@kodyak


Filmy trzeba oceniać w osobnych kategoriach. Na „Avatarach” bawiłem się znacznie lepiej niż na dowolnym filmie od Marvela i nie oczekuję od tej serii niczego innego oprócz „ładnych ruchomych obrazków”.

@cyberpunkowy_neuromantyk no ale to nie możesz oceniać ze to 8/10. Generujesz w taki sposób scam


Po porstu twoje oceny totalnie nie obchodzą nikogo skoro subiektywnie sobie oceniasz bo ładnie wyglądało.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować