NIE MOŻNA TAK GAMIFIKOWAĆ STARYCH LUDZI, PROSZĘ PRZESTAĆ!
MNIE SIĘ TO NIE PODOBA WIĘC ŻĄDAM ŻEBY WSZYSTKIM ODEBRAĆ!
Czy hejtowanie hejtowyzwania tylko po to żeby wybić się na popularnym wśród narzekaczy temacie i zgarnąć pioruny, i zakończyć tym samym zadanie na 150 piorunów, to już oszustwo, czy może jakiś metagaming? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Serniczek baskijski, ale na dnie z herbatników tak jak pan rozkoszny przykazał. Jak ja kocham ten słony smak, szkoda że nie jadam słodyczy i całość idzie na częstowanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Druga książka z serii Świata Dysku na jakiej położyłem swe łapska. Moim zdaniem nieznacznie gorsza od Koloru Magii, może też odrobinę bardziej chaotyczna. Pod koniec to już gubiłem się w opisach, i do końca nawet nie wiem co dokładnie wydarzyło się na tej wieży.
No ale nie to było też mocną stroną jedynki! Lubialne postacie, humor, świetne pomysły na wyobrażenie świata. Były momenty szczerego śmiechu z mojej strony. Dwukwiat uczący Śmierç zasad brydża - top. Świetna postać Cohena Barbarzyńcy.
Tytuł: Gin. Historia, anegdoty, trendy oraz koktajle
Autor: Terziotti Davide
Kategoria: kulinaria, przepisy kulinarne
Wydawnictwo: Olesiejuk
Format: książka papierowa
Liczba stron: 143
Ocena: 5/10
Na wstępie chciałem zaznaczyć, że alkohol szkodzi. Nie że "w za dużych ilościach", albo "pity bez umiaru". Na podstawie wiedzy jaką dysponuję, wierzę, że alkohol jest po prostu szkodliwy. Argumenty jak "koniak pomaga na serce", "winko dobre na trawienie do obiadu" czy "paradoks francuski magicznie poprawiał zdrowie żabojadów dzięki winu" są naginaniem faktów. Uważam, że ważne jest jasne nakreślenie tego stanowiska, tym bardziej że ostatnio był tu gość twierdzący że gin jest, uwaga, zdrowy xD bo jagody jałowca obniżają ciśnienie...
Nie zrozumcie mnie źle! Krytykując konsumpcję byłbym hipokrytą, a post nie będzie świętojebliwym hejtem rozpusty lecz w miare uczciwą recenzją książki. Książki którą kupiłem z głupa za 10zł w Auchanie.
Więc tak, każda książka o alkoholu musi mieć pewien zarys historyczny. Po pierwsze żeby wyjaśnić na czym stoimy, a po drugie żeby zbudować podwaliny powagi i ogromu historii pod omawiany wątek. Problem jest taki, że większość tej historii jest wspólna dla wszystkich mocnych alkoholi. Nie wiem ile razy czytałem o arabskim odkryciu alembiku, ale na nazwisko Dżabira ibn Gebera reaguje jakbym zobaczył zdjęcie kolegi z gimnazjum w lokalnej gazecie, albo jak gdy wujek z USA niezapowiedzianie staje w progu drzwi. I to jak najbardziej ma sens, przecież nie można pisać książki o ginie zaczynając od "dobra, japa tam, znacie kontekst, zacznijmy od roku 2008" ale jak czyta się któraś taką książkę z kolei to naprawdę motywacja spada xD
Uczciwie muszę przyznać że tutaj ta wiedza jest skondensowana i przedstawiona szybko, pobieżnie. Na dosłownie paru kartkach przechodzimy przez średniowieczny bliski wschód, Europę, kompanie wschodnioindyjską, prohibicję w Anglii, USA, drugą wojnę światową. No naprawdę ciężko się znudzić którąś epoką gdy na każdą są 2 zdania xD ale dzięki temu czyta się to żwawo i do głowy wpada bardzo szeroki, chociaż mocno hehe wydestylowany kontekst.
Później wchodzimy do opisu produkcji, ponownie bardzo lakonicznego. Brakło mi tu zacięcia inżynierskiego: schematów, zasad działania, rysunków technicznych. Omówienie jedynego działającego na świecie destylatora danego typu, jedynie poprzez określenie go brzydkim, uważam za lekkie zmarnowanie potencjału.
Później jest BARDZO pobieżnie przejechane po składnikach, i przechodzimy do części drugiej, konkretnych butelek ginu.
Ta część jest zdecydowaniem gorsza w czytaniu, ale ma za to większy potencjał na powrót do niej. Dostaliśmy tutaj opis ponad 30 ginów, w trzech kategoriach (chyba "klasyczne", "współczesne", i "nowofalowe") wraz z krótką charakterystyką, proponowanym koktajlem, i danymi technicznymi. Gargantuiczny plus za standaryzację tej części, każda strona ma podobną budowę i tabelki w podobnych miejscach. Nie trzeba szukać w tekście jaki dany gin ma finisz, albo ile ma procent - po prostu wiesz gdzie to jest.
Ostatnia część to koktajle na bazie ginu. Uważam, że ta część została bardzo słabo przystosowana do polskich warunków, i wiele drinków ma w sobie trudno dostępne składniki, zamiast czegoś co w kraju nad Wisłą można znaleźć w najbliższym dużym markecie. Szkoda, bo miksologia naprawdę nie musi być czarną magią dla świrów zajawionych na to. No i odejmuje punkcik bo w jednym przepisie obrazek zasłonił proporcję i nie widać ile ginu potrzeba xD
A dlaczego właściwie kupiłem sobie książkę o ginie? Ha, bo alkohol to przecież magia, zawsze tak było. Od dziecka słyszałem o magicznych wywarach, miksturach mnichów tybetańskich, nalewkach z polnych ziół, czy nawet wódce z pieprzem jako remedium na ból brzuszka u osób w każdym wieku. Każdym. Jak czytałem wiedźmina po raz pierwszy to aż w głowie kręciło mi się od ichniejszej alchemii opartej o żytnią, a gdy Regis opowiadał o swoich bimbrach z mandragory to mi ślinka ciekła.
I w miarę czytania tej książki, ogladania pięknych obrazów, niesamowitych projektów butelek, czytania romantycznych opisów niezwykłych kompozycji lokalnych składników... całą ta magia prysła. Zobaczyłem wielomilionowy biznes w którym designer projektuje flachę tak żeby wydawała się magiczna, copywriter z marketingowcem pocą się żeby stworzyć opis nie z tej ziemi, a to wszystko celem zaciągnięcia cie do nałogu i nabicia kabzy jakiemuś bogolowi. Człowiekowi który miał trochę farta, że jego praprapradziad zamiast pić bimber - sprzedawał go. Nie potrafię już patrzeć na to jak na magiczny dekokt druidów, widzę sam plastik i pop. Szkoda, wolałem patrzeć przez te różowe okulary. Dawniej nawet chciałem sobie wytatuować na przedramieniu ryciny roślin składających sie na gin, w formie przeplatającego się rękawa, dziś nie chce.
Był taki utwór Macklemora o butach Jordana, które w umysłach dzieciaków są ucieleśnieniem magii, największym skarbem. Końcówka, gdy mówi że teraz to po prostu buty, zawsze wydawała mi się smutna.
Dość smęcenia, bo w ogólnym finalnym rozrachunku to ja w sumie lubię gin. I mam butlę Seagramsa w barku. I nawet jeszcze w tym roku nie piłem alkoholu poza hehe winkiem do obiadu dla zdrowia na trawienie, wiecie resweratrol i te sprawy, więc może bym skonsumował pięćdziesiąt gram.
Podsumowując: książka względnie ok, chociaż treści pisanej ma skandalicznie mało. Gdybym trafił ją na półce z książkami do czytania za darmo w jakiejś galerii, i skończył czekając aż dziecko się wyskacze w kulkolandii, to nie miałbym poczucia zmarnowanego czasu, ale poza tym to niewiele więcej.
Ale po kolei. O autorze słyszał pewnie każdy, a ja sam dosyć późno się o nim dowiedzialem, bo na etapie szkoły średniej. Lepiej późno niż później, chociaż szkoda że nie próbowałem wtedy jego dzieł. Zresztą, z czytaniem ostatnie lata byłem na bakier, więc nic dziwnego...
W każdym razie przyszedł ten moment, wziąłem na tapet właśnie Pratchetta (może trochę przez Wiedźmi Spam Cytatów, a trochę w ramach obowiązku nadrabiania klasyki) i było warto, bo uśmiałem się już na drugiej stronie.
W sumie do końca się śmiałem. Czasem bałem się czytać książke w nocy w łóżku, żeby śpiących dzieciątek nie pobudzić parskaniem.
Podoba mi się sposób przedstawiania historii, postacie, wspomniany humor, ale co podoba mi się najbardziej to sam Świat Dysku.
Dyszkę daję może nie za same przygody nieudanego maga, ale własnie za światotwórstwo jadące po bandzie, parodiujące sci-fi i fantasy w sposób który nie bierze jeńców. Od razu złapałem się za kolejną część, i chyba będę miał książkowy cug dysku.
Lokalna burgerownia robi bardzo dobre burgery, idzie się najeść. I nawet robią konkurs w którym można wygrać 2 takie bydlaki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Jako że nie mieszkam stricte na miejscu to mam pewien handicap względem lokalsów którzy głosują na siebie nawzajem...
Szkoda, bo jakby większej liczbie osób spodobał się komentarz o Serowym Smash Burgerze z nazwą Sir Szoraj na facebooku pod tym linkiem to byłbym znacznie szczęśliwszy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Robie rozeznanie w kwestii czytników ebooków, bo na razie podbieram żonie jej PocketBook Touch HD 3 i potem zaczynam czytać z myślą że to coś mojego a tam obce postacie xD
No i tak sobie szukam, wymogów nie mam generalnie dużych:
Ekran tak 7-8 cali
Czarnobiały, bez warstwy koloru
Bez głośników i innych zwiększających masę elementów których nigdy nie użyję, jak rysik
Jakaś sensowna masa (w tym rozmiarze raczej oscylują wokół tych 250g, co jest akceptowalne)
300 ppi
Fizyczne przyciski
Podświetlenie
Bonusowe punkty:
Ekosystem PocketBook
Linux a nie Android
I mam takie wrażenie że nowe modele to starszny regres... Był całkiem spoko InkPad 3 to wypuścili wersję 4 która różni się tylko masą i głośnikiem, oraz wersję color która różni się kolorem, masą i głośnikiem xD
InkPad 3 jest już nigdzie niedostępny, co mnie nie dziwi, bo pokrywa idealnie tą niszę której szukam xD
Verse Pro jest prawie idealny, tylko no jakby był ten cal albo półtora większy :v
Czy może przesadzam i te 50g więcej na głośniku nie robi różnicy przy 3h czytania w niewygodnej pozycji, i po prostu brać Ere?
I co z tym kolorem? Jestem przekonany, że nie użyję tego ani raz, za to dodatkowa warstwa koloru ponoć wpływa na czerń i biel nawet gdy jest nieużywana.
@Barcol Miałem Inkpada 3, ale padł, teraz mam Inkpada Color2 i jest tak wolny, że mam ochotę sobie żyły podciąć.
Jestem za to wielkim fanem Booxów, używam Nova Air z ryskiem jako notatnika + do czytania PDFów i jest to najszybszy czytnik, jaki miałem (uwzględniając 2 modele Kindle). Niestety Legimi i EmpikGo nie mają na niego wspieranych aplikacji, więc zostają tylko te ze sklepu Play, które zżerają baterię jak oszalałe, stąd potrzeba używania Pocketbooka.
@Barcol +1. Lion dużo słabszy, jakiś taki nie wiem. A Equus sztos, choć tak jak mnie już wkurwia to pitolenie (szczególnie w przypadku arabach) na temat wyższości hehe bacza 2023 nad 2024 w kwestii parametrów, tak trzeba sobie uczciwie przyznać, że Equus naprawdę nie ma parametrów xD
Kiedyś, dawno dawno temu, jeszcze jako młody chłopak w gimnazjum trafiłem na opowiadanie Pana Asimova, które nosiło tytuł Ostatnie Pytanie, i było genialne. Heh nawet teraz złapały mnie ciarki jak sobie je przypomniałem.
Mając takie skojarzenia wobec autora, gdy jak przypadkiem trafiłem na opis "Równych Bogom" autorstwa @trixx.420 (w zasadzie bardziej ocenę niż opis bo nie chciałem spoilerów xd) to wiedziałem, że muszę skorzystać z mojej trwającej fazy czytelniczej i się z tym rozprawić.
Książka sklada się z trzech części, opowiadających jedną wspólną historię, ale z różnych perspektyw, i nieco inaczej napisanych.
Cześć pierwsza opowiada o losach doktora który próbuje udowodnić że "Największy Wynalazek Ludzkości" czyli pompa elektronowa dająca energie za darmo (działa w oparciu o wymianę materii z innym wszechświatem który ma inne prawa fizyki) to scam ale i niebezpieczeństwo.
Ta część jest pełna świetnych opisów i fajnych pomysłów, widzę tutaj pokazanie ze nawet nasze najgorsze cechy mogą stać się motorem napędowym działań, krytyka ślepego podążania za autorytetami, no i kupę świetnego sci-fi. Oceniam ją może nawet na 9/10.
Trzecia część rozgrywa się na księżycu i jest bardzo bogata we wspaniałe wyobrażenia o tym jak życie mogłoby tam wyglądać, o poruszaniu się, jedzeniu, sportach, ogólnie o życiu. Dodatkowo bardzo zręcznie spaja wszystkie 3 części. Myślę że 8/10 to minimum.
No i jest ona. Cześć druga. Jebane 100 stron opisu gejowskiego seksu kosmitów w trójkącie. Nie, to nie jest żart. Fabularnie wnosi to... Nic. Wielki plot twist był oczywisty gdzieś tak od 20 strony rozdziału.
Oprócz wzbogaconego o opisy odczuć uczestników stosunku obrazu kopulacji, jest też pare wzmianek o kosmicznej masturbacji przy użyciu skał, nazwanej zgrabnie skałocieraniem.
Do tego projekcja ziemskich stereotypów płciowych na kosmitów w sposób wręcz wykręcający z żenady. AAAAAARGHHHH, książka byłaby znacznie lepsza gdyby tą część po prostu wy... ciąć.
- Hej Tryt chodźmy się przenikać końcówkami
- Dobrze a gdzie Dua
- Nie wiem ale nie siedzi na plaży i nie plotkuje głupio chichocząc jak wszystkie inne kobie... YY, emocjonały.
- Aha ok pewnie ociera się o skałki, jest taka inna
- O przyszedł Pan Twardy
- Witam
- Witamy Waszą Czcigodną Twardość
I tak przez 100 stron. Postacie są tak spłaszczone i jednowymiarowe że aż boli.
Dodatkowo z tej części bije jakaś taka... Infantylność?
Tak jakby cały ich świat to było 5 jaskiń i 3 skały na krzyż. Nic tam nie ma, nic sie nie dzieje, nudy.
Jak szkic settingsu, a nie coś co można uznać za gotowe. Pewnie da się to obronić nadinterpretacją "inności i odrębności" tamtego świata względem nas, ale mnie to nie przekonuje, ich świat jest zwyczajnie sztucznie pusty.
Ogólnie książka jest genialna, więc zrobienie średniej arytmetycznej z ocen rozdziałów nie oddałoby jej sprawiedliwie, bo w zależności czy dam 3, czy podbiję na 4 za fajne przedstawienie aksjomatów opinii w dyskusji (przez to jak jednowymiarowe były te stworki, ich perspektywa była ograniczona jak u konia który ma klapki z obu stron łba żeby go rowy nie rozpraszały, i to było fajnie przedstawione gdy dyskutowały o tym samym (najczęściej o seksie), ale przez wychodzenie z różnych założeń dochodziły do różnych wniosków) to i tak wyszłoby nisko.
Daję więc 8/10 za całokształt, ale dopuszczając fakt że jedna część mi się wybitnie nie podobała.
I teraz co zabawne, jak po skończeniu lektury wróciłem do sprawdzenia opinii wsponianego tomeczka, to okazuje się że była skrajnie odwrotna Czyli jak zwykle, każdemu podoba się co innego, a gdyby tak nie było świat byłby nudny [powstrzymam się od dopowiedzenia "jak ten z drugiej części książki" xD].
Ogólnie polecam, a może to ja byłem nie w humorze jak trafiłem na gazowe stworki, i Wam się ta część również sprawdzi
@Barcol właśnie kończę czytać tę książkę, jestem w 3 akcie. Kupiłem to i Koniec Wieczności, żeby w końcu sprawdzić czy Asimov wielkim pisarzem był, i fajnie się czyta. Jak czytałem Koniec wieczności to bardzo mi przypominało 1984, ale scifiowo było słabiej niż w bogach (pisał w latach 50, a ta jest z 70).
Haha ile razy wklepałem i jeb... skasowało. Nie jesteśmy godni tej zmiany ale dziękujemy. Jeszcze sprawdzenie działki i jej KW by sie przydalo a nie płacenie cwaniakom którzy te dane pobrali z GOV bo mieli plecy. A ogolnie przycisk czyszczenia forma tak krotkiego to lekka bzdura, na wuja. To i tak nie zapamietuje w sesji ustawien, zbyteczne totalnie.
Widzę, że genialny Ganymede jest od jakiegoś czasu taniej niż zawsze bywał, może ktoś rozważał a nie kupił, to chyba dobry moment :v 7 dyszek zostaje w kieszeni
Ehhhhh nadal achilles mi sie nie sprawdza. Muszę iść do fizjo...
No i poczytałem trochę Gotowego do Biegu i okazuje się że źle biegam xD źle stawiam stope (od pięty i jak kaczka) źle napinam brzuch, i w ogóle czeka mnie ogrom pracy. Najgorsze że bieganie źle jest "wygodne" bo sobie utrwaliłem :v
W moim pierwszym komentarzu będą moje przemyślenia co do zakończenia książki, a więc naturalnie i spoilery. Sam główny post będzie od nich wolny, więc można śmiało czytać.
Przede wszystkim zaznaczę że książka bardzo mi się podobała, a wartka akcja sprawiała że trudno było się nią zmęczyć. Stałem się mega fanem stworzonego świata, a wizja wielu nietypowych artefaktów rozpaliła wyobraźnię.
Mimo że jestem zapalonym graczem, i spędziłem przed ekranem w życiu pewnie tyle samo godzin co poza nim, to nigdy nie skończyłem STALKERA. Powiem więcej, ledwie go zacząłem, chociaż jestem faname RPGów, a Gothica kończę co najmniej raz do roku xD
Sytuacja zmieni się w najbliższych tygodniach, bo to jak ciężki i ociekający zajebistością świat przedstawili bracia Strugaccy, zmieniło mnie w fana postapo. Zamawiam maskę gazową i siadam do gry.
Ale może dość tych pierdół, a skupmy się na książce!
Wspomniałem już o wartkiej akcji, więc rozwinę że książka prowadzona jest w bardzo dynamiczny sposób. Nie znajdziemy tu nagłych 10 stronnicowych opisów przyrody przerywających akcje, a każdy rozdział jest zręcznie zwartym epizodem.
Innym plusem są dialogi. Proste, naturalne, prowadzone językiem adekwatnym do osób które je wypowiadają. To pozwala nie tylko na fajną zmianę narracji, ale też dodaje pewnej imersji. Na początku co prawda kwestie Rudego wydawały mi się jakieś takie... Infantylne? Ale z czasem zrozumiałem że ten styl wypowiedzi świetnie wpasowuje się w charakter postaci.
Dla przykładu rozmowa Dicka z Pillmanem w Barge, przedstawiająca wiele rozważań na temat ludzkości, i zawierająca tytułową myśl, była świetna.
Wartka akcja, dobre dialogi, i osadzenie w bardzo wciągającym świecie to generalnie mieszanka która chyba musi się sprawdzić na 170 stronach, ale dodać muszę że to wszystko jest rusztawaniem dla po prostu bardzo fajnej historii. Przygody Reda śledzi się z zainteresowaniem. Wszystkie wątki są ciekawe.
Jedyne co nie do końca mnie przekonało to zakończenie, ale o tym w komentarzu wraz ze spoilerami.
Angielskiego troszeczkę umiem. Nie na tyle żeby książkę przeczytać, ale na tyle żeby umieć tytuł przetłumaczyć. Polecali mi "Lovecraft" - czyli na polski to będzie "Sztuka Kochania". Miał być horror a tu cała książka o seksie, nie wiem co jest grane.
<treść>
O Lovecrafcie słyszałem od... chyba zawsze. Ten cały Cthulhu z brodą z macek to jest lepiej zakorzeniony w popkulturze niż Papież Polak. Ale nigdy nie dane mi było sprawdzić bliżej o co chodzi. To jakiś horror? Saga o ratowaniu świata? Nie wiem.
Zacząłem więc od wpisania w google frazy "Od czego zacząć czytanie Lovecrafta?" i o dziwo dosłownie taką podstronę znalazłem, i zarekomendowała mi ona Zew Cthulu - zbiór opowiadań.
No dobra, więc przeczytałem, i jak pewnie zgadujecie po ocenie - spodobało mi się. Nie wiedziałem że każde opowiadanie jest tak "odrębne", spodziewałem się raczej czegoś na kształt Wiedźmina, gdzie bohater przeżywa coraz to kolejne przygody, wpływając na losy świata.
Heh, nic z tych rzeczy. Przeżyj i nie zwariuj, to już będzie Twoje zwycięstwo.
Bohaterowie "jednorazowi" mają tą właśnie przewagę - nie trzeba ich troskliwie pilnować fabułą. Albo cytujac Ivana Drago: If he dies, he dies. Wprowadza to sporo dreszczyku i niepewności do każdej historii.
Tempo prowadzenia opowiadań było dla mnie idealne. Nie czułem ani krzty pospiechu, nie było też zamulania i przeciągania. Dzięki temu opowiadania wsysa się jak tabakę nosem - błyskawicznie.
Na zbiór ten składały się następujące historie:
- Zew Cthulhu
- Widmo nad Innsmouth
- Kolor z przestworzy
- Szepczący w ciemności
- Duch ciemności
- Koszmar w Dunwich
- Muzyka Ericha Zanna
Najuczciwiej pewnie byłoby ocenić każde z osobna, ale oszczędzę Wam tego słowotoku.
Zdecydowanie najbardziej podobało mi się Widmo nad Innsmouth. Po prostu wgniotło mnie w fotel. Wszystko w tej historii było na swoim miejscu - od klimatu, przez fabułę, opisy, narracje, po zakończenie. I to mimo pewnego rozczarowania że opowiadanie jest o czymś nowym, a nie kontynuacją przygód opisanych w Zew Cthulhu.
No i ten foreshadowing, to jak każde kolejne zdanie idealnie spina się z poprzednimi, no majstersztyk.
Autentycznie po skończeniu tego opowiadania wiedziałem że wsysnę w ten świat na dobre. Zacząłem szukać gier, filmów, obrazów, rękodzieł, wszystkiego co nawiązuje do mitologii Lovecrafta. Pewnie spędzę wśród mitów Cthulhu czasu xD
Nie potrafię natomiast wskazać opowiadania które by mi się nie podobało. Co prawda Muzyka Ericha Zanna była nieco przykrótka i troszkę pozbawiona mięcha, ale wykreowana w niej ulica aż rozpala rumieńce na twarzy.
Podobnie Kolor z przestworzy wydawał mi się nieco "niepełny" ale to chyba moja wina, bo za prędko się za niego złapałem po genialnym Insmouth.
Ja to nie jestem z gatunku tych co się lubią bać, ale na szczęście tutaj mamy delikatny jedynie dreszczyk emocji. To nie żadne horrory.
Podsumowując - polecam. Polecam całym sercem. Najlepsze co czytałem od dawna (no dobra, poza tym styczniem 2025 to ja nie czytałem ostatnio za wiele xD) i nowy wzorzec jakości dla mnie. Po przeczytaniu dzieła jak to, należy zebrać do kupy wszystkie poprzednio wydane oceny i przeskalować względem nowego maksimum.
Co ciekawe poprzednia ocena na Hejto jaką znalazłem dla tego zbioru, to zaledwie 4, więc może po prostu okazałem się bardzo podatnym gruntem na ten gatunek i ten sposób narracji. No dla mnie bomba!
EDIT: Zapomniałem dodać że z wielu opowiadań wylewa się rasizm. Dla mnie nie jest to jakaś wada, ale podobno wielu wrażliwszym osobom znacznie uprzykrza to odbiór. Jak pojawia się zdanie "wpadł na murzyna" to wiadomo że skończy się tragedią, jak jest "podbiegło do niego dwóch HINDUSKICH lekarzy" to już spoiler że żywy nie wyjdzie xD
@Barcol Ja z braku czasu na czytanie sluchalem audiobookow opowiadan na YT. Nawet w tamtym tygodniu wlaczylem "Reanimator" bo mi osobiscie to najbardziej zrylo banie xd
A co do rasizmu. To trzeba pamiętać, ze te dziela są sprzed ponad 100 lat.
Identyczny dobór opowiadań zawierała jakaś antologia z lat 70-tych, która rozpoczęła moją znajomość Lovecrafta. W wypadku nowego tłumaczenia najbardziej podszedł mi "Kolor z przestworzy", stając się obok "Solaris" najlepszym imo opisem jak może wyglądać kontakt ludzi z pozaziemską formą istnienia. Jeśli chcesz dalej rozwijać znajomość z Providence to powinno znaleźć się "W górach szaleństwa", nie wiem czy jest nowe tłumaczenie. A jak interesujesz się klimatami około lovecraftowskimi to zawsze polecam: https://www.goominet.com/unspeakable-vault/ of doom
To są opowieści, na których zbudowano całe podgatunki horroru.
Rasizm: jest. I powiedziałbym, że ksenofobia, strach przed obcością realizujący się w przypisywaniu mrocznych cech osobom postrzeganym jako nie-stad, jest integralną częścią atmosfery.
@Barcol To jest prawda, jak mnie 2#$@#$@# niemorzebnie, że przy zapaleniu stawu skokowego jednak lepszy rowerek i orbitrek, no ale dzięki temu dziadostwo przeszło i nie pali, tylko dogorywa, powolutku z tygodnia na tydzień jest lepiej i można objętość sobie budować. Pomyśl nad alternatywą, a wiem, że jak już biegańsko wejdzie, to przestać się nie chce, co nie ?