
WujekAlien
- 2930wpisów
- 9201komentarzy
Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz

Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
Zaloguj się aby komentować
119 081 343 - 350 - 150 - 150 = 119 080 693
Weekend Skyrowy
Dziś Skyr z rzodkiewką i sosem Trynidad i Scropion.
Jakoś te połączenie mi bardziej pasuje niż z bazą w postaci Serka wiejskiego.
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Dziś porozmawiamy o jednym z moich ulubionych tematów, czyli jednym z najdziwniejszych portali społecznościowych. Herbatki, kawki, soczki i inne napoje w dłoń i zapraszam do lektury, a następnie do komentarzy.
Zwolennicy LinkedIna zachwalają, jak cudowny jest to portal, jakie daje możliwości budowania własnej marki, jak łatwo można pokazać to, czym się akurat zajmujecie, czy jakimi ekspertami jesteście w swojej dziedzinie. Wreszcie, jak łatwo zostać docenionym przez innych i jak szybko można zbudować ogromne zasięgi. Zapominają tylko wspomnieć o tym, że jak na każdym innym portalu, relatywnie trudno na nim odnieść sukces. Bo...
312 999,91 - 4,46 = 312 995,45
4 na szybko przed pracą
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
313 176,95 - 8,97 = 313 167,98
It’s not much, but it’s honest work 🥸
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
859 + 1 = 860
Tytuł: Agencja Perdido. Droga przez mrok
Autor: Victor Dixen
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Kropka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 472
Ocena: 8/10
Kontynuując moje wyzwanie związane z czytaniem książek z "Perdido" w tytule, miejscach i nazwach własnych, trafiłem na literaturę młodzieżową, która niedawno miała swoją polską premierę - "Agencja Perdido - Droga przez mrok".
Jest to pierwszy tom przygodowo-fantastycznej historii o Lucy Lachance, dziewczynce, której matka znika w tajemniczych okolicznościach, zostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Lucy trafia pod opiekę ciotki, która w dużym skrócie traktuje ją jak Dursleyowe Harego Pottera, czy kolejni opiekunowie rodzeństwo Baudelaire.
Rok później Lucy trafia na dziwny przedmiot - wahadło, które okazuje się nie tylko kluczem do świata rzeczy zagubionych, ale też początkiem wejścia w rzeczywistość pełną ukrytych miejsc, do których trafiają przedmioty, ludzie i sekrety, których zwykły świat nie potrafi już odzyskać. Od tego momentu książka zmienia się w wyprawę przez kolejne warstwy tajemnicy: od nowojorskiego Grand Central, przez mroczne podziemia pełne zgub, aż po Kraj Cierni, w którym dziecięcy lęk miesza się z prawdziwym horrorem.
Najbardziej podobało mi się w tej książce to, że Victor Dixen bardzo dobrze wykorzystuje prosty, ale nośny pomysł: co dzieje się z rzeczami, które gubimy? Na tym fundamencie buduje świat, który jest jednocześnie baśniowy, trochę steampunkowy, trochę gotycki i momentami naprawdę niepokojący. To nie jest tylko przygodówka o szukaniu matki, ale też opowieść o pamięci, porzuceniu, winie i o tym, że pewne rzeczy - nawet jeśli zostają zgubione - nadal mają ciężar. Bardzo pasowało mi to przejście od zwyczajnego dramatu dziewczyny, pozostawionej samej sobie, do historii o tajnej gildii, potworach karmiących się strachem i rodzinnych sekretach, które sięgają dużo głębiej, niż początkowo można zakładać.
Lucy jest bohaterką skonstruowaną w dość klasyczny sposób: skrzywdzona, samotna, ale uparta i mająca w sobie moc, której sama jeszcze nie rozumie. Mimo że to schemat znany z wielu książek młodzieżowych, tutaj działa, bo jej motywacja jest bardzo konkretna i emocjonalna - ona nie chce ratować świata, tylko odnaleźć matkę - tyllko tyle i aż tyle. Dopiero później okazuje się, że osobista sprawa jest częścią większej układanki. Dobrze wypada też Jasper, który początkowo wygląda jak ktoś stojący po niewłaściwej stronie, ale z czasem staje się bardziej tragiczną postacią niż zwykłym pomocnikiem. Rita Perdido dodaje historii tajemnicy i ciężaru, a Rex, czyli arogancki kot, wprowadza odrobinę humoru, który nie rozwala klimatu, tylko pozwala odetchnąć między bardziej mrocznymi scenami.
Największą siłą książki jest jednak klimat. Grand Central jako brama do ukrytego świata rzeczy zgubionych to świetny punkt wyjścia, a Kraj Cierni ma w sobie coś z koszmaru, baśni braci Grimm i dziecięcej traumy, która nigdy do końca nie znika. Podobało mi się też to, że książka stopniowo poszerza skalę: zaczynamy od zaginionej matki, potem pojawia się tajemnicza agencja, potem rodzinne dziedzictwo, a na końcu przeklęte regalia i większy konflikt, który wyraźnie przygotowuje grunt pod kolejne tomy.
Słabsze jest dla mnie to, że miejscami książka idzie bardzo mocno ustalonym schematem pierwszego tomu serii: dużo wyjaśniania zasad świata, dużo nowych nazw, dużo elementów, które są bardziej zapowiedzią przyszłych wydarzeń niż pełnoprawnym rozwiązaniem w tej części. Czasami miałem wrażenie, że autor wrzuca kolejne koncepcje trochę za szybko. Wszystkie elementy są ciekawe, ale chwilami robi się tego tak dużo, że czytelnik traci trochę koncentrację.
Niektóre rozwiązania są też dość wygodne fabularnie. Lucy bardzo szybko wpada w sam środek ukrytego świata i choć oczywiście wynika to z jej daru oraz rodzinnego pochodzenia, momentami czuć konstrukcję "tej wybranej/wyjątkowej". Nie przeszkadzało mi to bardzo, bo książka ma w sobie dużo energii i wyobraźni, ale jest to ten typ historii, w której trzeba zaakceptować konwencję. Jeśli ktoś nie lubi młodzieżowych przygodówek z tajnym światem ukrytym pod powierzchnią naszej rzeczywistości, może mieć poczucie, że zna już część tych mechanizmów z innych książek.
Mimo tego "Agencja Perdido" czyta się bardzo dobrze. To książka, która ma świetny pomysł, mocny nastrój i wyraźną obietnicę większej historii. Najbardziej doceniam ją za wyobraźnię i za to, że świat rzeczy zagubionych nie jest tylko ładnym gadżetem, ale miejscem naprawdę niepokojącym, pełnym strat, niedopowiedzeń i potworów zbudowanych z dziecięcych lęków. Nie jest to tom całkowicie samodzielny - finał wyraźnie zostawia czytelnika z poczuciem, że prawdziwa opowieść dopiero się zaczęła - ale jako otwarcie serii działa bardzo dobrze.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto #wyzwanieperdido

Zaloguj się aby komentować
858 + 1 = 859
Tytuł: Sprawiedliwość owiec
Autor: Leonie Swann
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja
Format: ebook
Liczba stron: 384
Ocena: 7/10
To jedna z tych książek, które już z samego założenia powinny się nie udać. Kryminał, w którym śledztwo prowadzą… owce? A jednak Leonie Swann zrobiła z tego coś naprawdę inteligentnego, zabawnego i momentami zaskakująco refleksyjnego.
Punktem wyjścia jest śmierć pasterza George’a, którego ciało odnajduje jego stado. Owce, przekonane, że człowieka zamordowano, próbują rozwikłać zagadkę na swój własny sposób. Problem polega na tym, że interpretują świat przez pryzmat owczej logiki - rozumieją tylko fragmenty ludzkich zachowań, często wyciągają absurdalne wnioski, ale jednocześnie potrafią dostrzec rzeczy, które ludziom umykają.
Największą siłą książki są właśnie literackie nawiązania i gra konwencją. Oczywiste skojarzenia z "Folwarkiem zwierzęcym" czy "Wodnikowym Wzgórzem" pojawiają się niemal od razu, ale im dalej w historię, tym więcej można znaleźć kolejnych tropów. Sama konstrukcja śledztwa mocno przypomina klasyczne kryminały w duchu "Morderstwo na plebanii" albo historii z "Przygód Sherlocka Holmesa" - mamy zamkniętą społeczność, obserwację szczegółów i próbę logicznego połączenia faktów.
Ale pod tą lekką formą kryje się też coś bardziej gorzkiego. W kilku momentach książka bardzo mocno skojarzyła mi się z "1984" czy nawet "Procesem". Szczególnie wtedy, gdy bohaterowie próbują zrozumieć system, którego zasad nie pojmują, albo gdy absurd zaczyna być traktowany jako coś normalnego. Owce obserwujące ludzi momentami przypominają czytelnika próbującego zrozumieć świat, który ma sam coraz mniej sensu.
Najlepsze jest jednak to, że Swann bardzo umiejętnie balansuje humor i refleksję. Książka jest zabawna, czasem wręcz absurdalna, ale nigdy nie zamienia się w parodię dla samej siebie. Pod tą "owczą" perspektywą naprawdę kryje się inteligentna obserwacja ludzkich zachowań. To kryminał totalnie nietypowy, ale właśnie dzięki temu tak dobrze zapadający w pamięć.
Dzięki @bojowonastawionaowca za polecajkę.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
313 400,54 - 20,08 = 313 380,46
2 dyszki przy sobocie 🥸
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Ja bateryjkę BUILT ENERGY ale bez cukru🫢
Zaloguj się aby komentować
@WujekAlien Tylko się nie poślizgnij pod prysznicem, bo ciężko będzie wyjąć
Zaloguj się aby komentować
313 530,59 - 5,20 - 1,65 - 1,19 - 1,41 = 313 521,14
Idealna koszulka do wrzucania spacerków na tagu nie istn… ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@WujekAlien w moim teami było tak, że były ze 4 osoby z Warszawy, a reszta z: Suwałk, Dobronia, Wrocławia, Opola, Katowic. I warszawska część musiałą chodzić do biura raz w tygodniu, a tamci nie, bo nie mieszkają na miejscu. Bardzo fair xD Przeprowadziłem się do BB, zaaneksowałem umowę na remote i dołączyłem do "tamtych" ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@WujekAlien albo jak szefu, siedząc na 100% zdalnie, w swoim domu w Portugalii, mówi, że czas przestać być samolubnym i wrócić do biura. A tak btw, biuro w Twoim mieście zamkniemy i jest tylko w Warszawie, więc musisz się przeprowadzić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@rith - w rodzinie babka tak samo miała - szef pojechał do swojego letniego domu we Włoszech i na bezczela nakazał na Zoomie, by od następnego tygodnia ludzie do biura minimum 3 razy przyjeżdżali do stolicy gdy większość 100% czasu pracowała zdalnie. W biurze sam się przez miesiąc nie pojawił. Kilka osób rzuciło papierami bo to było ponad rok temu gdzie o pracę zdalną było jeszcze łatwo.
@koszotorobur i tak się powolutku żyje w tych korpokołchozach ( ͠° ͟ʖ ͡°)
Zaloguj się aby komentować
849 + 1 = 850
Tytuł: Goldfinger
Autor: Ian Flemming
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Format: audiobook
Liczba stron: 336
Ocena: 6/10
Po kilku wcześniejszych tomach przygód Bonda miałem wobec Goldfingera naprawdę duże oczekiwania - głównie dlatego, że sam antagonista urósł już do rangi jednego z najbardziej ikonicznych złoczyńców całego uniwersum Goldfinger. I chyba właśnie przez ten status książka trochę mnie rozczarowała.
Tym razem Bond trafia na trop Aurica Goldfingera - ekscentrycznego milionera powiązanego z przemytem złota i wielką finansową machiną. Początkowo historia bardziej przypomina grę obserwacji i próbę zrozumienia, kim właściwie jest Goldfinger i co planuje. Trafia na niego 2 razy, zanim rozwinie się właściwa akcja, próbując rozszyfrować w jaki sposób oszukuje. Dopiero później całość przechodzi w bardziej klasyczną bondowską historię o wielkim planie i zagrożeniu na ogromną skalę.
I problem polega na tym, że sam Goldfinger nie wypada aż tak imponująco, jak się spodziewałem. Oczywiście jest inteligentny, obsesyjny i bezwzględny, ale przez dużą część książki bardziej przypomina dziwacznego bogacza niż ostatecznego złoczyńcę. Dopiero gdy wychodzi na jaw, że jest gotów poświęcić całe miasteczko i zamordować ogromną liczbę ludzi dla realizacji swojego planu, zaczyna być naprawdę niepokojący. Wcześniej brakowało mi trochę tej aury zagrożenia, którą miał choćby Doktor No.
Podobało mi się natomiast, że Fleming ponownie pozwala Bondowi działać bardziej jako obserwator i człowiek próbujący rozgryźć przeciwnika, a nie tylko maszyna do akcji. Są tu fragmenty bardzo klimatyczne - szczególnie te związane z hazardem, oszustwami i analizowaniem zachowań Goldfingera. To nadal ten bardziej szpiegowski Bond, którego lubię najbardziej.
Niestety druga połowa książki jest już dużo bardziej komiksowa i momentami trudno było mi traktować ją całkowicie poważnie. Widać też, jak mocno seria zaczyna budować własny schemat: ekscentryczny złoczyńca, wielki plan, piękna kobieta i Bond próbujący przeżyć sytuację, która wydaje się niemożliwa do wyjścia. To nadal całkiem przyjemna przygodowo-szpiegowska lektura, ale jeden z tych tomów, które bardziej docenia się za wpływ na popkulturę niż za samą historię.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
119 098 092 - 250 - 150 - 150 - 350 = 119 097 192
Zaległości z ostatnich 3 dni
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować