Dostałem Book Nooka na święta i do tej pory się do niego nie dotknąłem :(
Ale widzę, że ten temat zrobił się dość popularny na Hejto, a dziś nawet, postępem w składaniu swojego, pochwaliła się @Fafalala - o TU.
Więc zebrałem się w sobie i biorę się za swój
Zapewne skończy sie na #zaraztorozpierdole, ale spróbujmy. Trzymajcie kciuki ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Wydawnictwo Marginesy zapowiada premierę książki "Minione Światy. Podróż do początków Ziemi" Thomasa Hallidaya.
Przekład z języka angielskiego: Jarosław Mikos.
Premiera zaplanowana jest na 11.03. Wydanie w miękkiej oprawie liczy 448 stron, a cenę okładkową ustalono na 74,90zł.
W przedsprzedaży książka jest dostępna za połowę tej ceny.
Krótko o książce:
Jesteście gotowi na niezwykłą podróż przez pięćset milionów lat historii Ziemi?
Książka „Minione światy. Podróż do początków Ziemi” w księgarniach od 11 marca.
Thomas Halliday – wybitny paleontolog i biolog – odwiedza miejsca, których już nie ma: plioceńskie sawanny w Kenii, gdzie gigantyczny pyton ściga grupę australopiteków, tropikalne lasy eocenu na Antarktydzie, płytkie wody ediakarskiej Australii, w których rodzi się pierwsze makrobiologiczne życie, czy klify przyszłego Morza Śródziemnego w chwili, gdy ocean zaczyna wdzierać się do wyschniętego basenu.
Każdy rozdział to osobne geologiczne safari, podczas którego można zobaczyć, usłyszeć i niemal dotknąć dawnych ekosystemów: przyjrzeć się tamtejszym zwierzętom i roślinom, zanurzyć się w otaczającym je krajobrazie i zrozumieć, w jaki sposób życie przystosowywało się do gwałtownych zmian klimatu i środowiska – czasem z powodzeniem, a czasem bezskutecznie.
Halliday nie unika również współczesnej perspektywy, przypominając, że masowe wymierania i znikanie całych światów już się zdarzały, a także stawia pytania, czego możemy dowiedzieć się o naszym własnym świecie od tych wymarłych ekosystemów.
Dwa opowiadania autorki "Ściany", którą czytałem kilka lat temu i bardzo mi się podobała.
Tym razem dostajemy 2 teksty, które są bardzo różne od siebie, choć skupiają się wokół młodych kobiet, dziewczynki i nastolatki. Każda z nich jest inna, ale każda uczy się doświadczania życia. Każda też przeywa na swój sposób tragedię, jedna traci niewinność, druga traci godność i szacunek do świata. Obie nie mają rodziców, obie żyją w czyimś domu i stosują się do panujących w nim reguł.
"Zabijemy Stellę" opowiada o nastolatce (Stelli), choć narratorką jest dorosła kobieta (Anna). Anna przyjmuje ją pod swój dach. Z jednej strony opiekuje się nią, z drugiej - traktuje jak projekt do uformowania. Poprawia jej zachowanie, ubiór, cywilizuje ją, wydobywa z niej atrakcyjność i kobiecość. Jednocześnie doskonale wie, że jej mąż Richard jest typem mężczyzny, który nie przepuści takiej okazji.
Richard zaczyna romans ze Stellą. Anna widzi to. Rozumie to. I… nic nie robi. Najmocniejsze w tym tekście jest właśnie to "nic". Nie ma scen dramatycznych konfrontacji. Nie ma wybuchów złości czy płaczy. Jest milczenie, racjonalizowanie, wygodne samozakłamanie. Anna woli utrzymać pozory stabilnego małżeństwa niż stanąć w obronie dziewczyny.
Stella nie wytrzymuje psychicznie. Popełnia samobójstwo. To nie jest historia o jednym winowajcy. To historia o współudziale. O biernej zgodzie. O systemie, który pozwala silniejszym wykorzystywać słabszych, a reszcie udawać, że to nie ich sprawa i nie muszą z tym nic robić. Anna nie jest potworem. I to jest najbardziej niepokojące. Jest zwyczajna. Tłumaczy się, analizuje, rozkłada winę na czynniki pierwsze, ale nigdy naprawdę jej nie przyjmuje na swoje barki.
"Piąty rok" to opowieść o małej dziewczynce (Marili), która mieszka na wsi u dziadków. Fabuła jest prosta, wręcz minimalistyczna - obserwujemy codzienność dziecka: dom, obejście, rytuały, drobne lęki i fascynacje. Ale to, co ważne, dzieje się pod powierzchnią.
Opowiadanie jest o momencie granicznym - symbolicznym końcu niewinności i dzieciństwa. Marili zaczyna dostrzegać, że świat nie jest jedynie bezpiecznym miejscem. Pojawiają się elementy niepokoju: religijne obrazy (np. Ukrzyżowanie), sny, zwierzęta, dziwne przeczucia. Dziewczynka nie rozumie jeszcze świata dorosłych, ale wyczuwa jego napięcia: milczenia, ukryte konflikty, coś, co wisi w powietrzu.
Autorka genialnie pokazuje, jak dziecko interpretuje rzeczywistość po swojemu. To nie jest historia o jakimś dramatycznym wydarzeniu. To historia o pierwszym pęknięciu w poczuciu bezpieczeństwa. O chwili, kiedy wyobraźnia przestaje być wyłącznie schronieniem, a zaczyna też produkować lęk.
Obie te historie przywołały mi na myśl wyznanie @Fafalala i jeszcze bardziej uświadomiły z czym musiała się mierzyć.
Najnowszy sezon, w którym Mickey Haller zostaje wrobiony w zabójstwo byłego klienta. Przez cały sezon będziemy obserwować proces i zmagania Mickeya z wymiarem sprawiedliwości.
Aktorsko wypada średnio, cały sezon wyciąga za uszy sędzia Stone, adwokat Maggie i prokurator Dana, ta ostatnia w negatywnym sensie, ale gra mistrzowsko. Sam Mickey gra w tym sezonie gorzej i super, że w pewnym momencie obronę przejmuje Maggie i sezon zaczyna się rozkręcać.
Może nie jest wybornie, ale wciągnąłem całość wczoraj zarywając nockę, a dawno nic mnie aż tak nie wciągnęło. Dlatego polecam.
@WujekAlien Obejrzałem na dwa strzały. Podobne odczucia, ale jednak nie dałbym więcej jak 7.
Brak jakichś ciekawszych spraw pobocznych plus sam fakt że główna fabuła jest z tych "w połowie już w zasadzie wiadomo co i jak się stało, ale nie ma dowodów" a sam plottwist to ledwo można nazwać plottwistem. No i obowiązkowy wątek lesbijski
No i trochę to, że dowody prokuratury (poza ciałem w bagażniku) były non-stop cienkie jak siki węża. Co nie zmienia faktu, że aktorsko tak jak pisałeś - sędzie, prokurator i była żona nr 1 świetni.
Firma wpadła na pomysł, że pozwoli pracownikom "odejść", bo będzie to brzmiało lepiej niż zwolnienia. Założenie super, wykonanie jak zawsze. W mojej strukturze zatwierdzili odejście 3 dyrektorom z mojego poziomu, do których łącznie raportuje około 250-300 osób. Oczywiście żaden z nich nie ma następcy, którego można na szybko awansować. Nie ma też za bardzo ludzi z innych działów, którzy mogliby przejąć ich obowiązki, bo w innych działach dzieje się to samo.
Z jednej strony chciałem, żebyśmy pozbyli się kilku dinozaurów i odświeżyli trochę kadrę. Z drugiej, wolałbym, żeby firma zrobiła to trochę delikatniej. Nie bardzo mnie nawet ta sytuacja stresuje, chyba korpo mnie mocno znieczuliło. Mam poduchę na rok, w razie, gdyby po fazie "odejścia" przeszli do fazy "zwolnienia".
Biorę popcorn i obserwuję co dalej, a może mi coś ciekawego spadnie z pańśkiego stołu ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#pracbaza #korpo #ktowkorpopracujetensiewcyrkuniesmieje
Zależy jaka branża i stanowisko bo w IT dla seniorów średnio z robotą. Oferty wiszą większość odpowiada że dziękują i oferty dalej wiszą. Co do odpraw przerabiałem zamknięcie oddziału korpo i dostaliśmy 0. Tak to sobie wymyślili.
W korpo działa sie odwrotnie do logiki. Skoro Titanic tonie, to grasz w orkiestrze i jak widzisz, ze juz jest totalny rozpierdol i brak kadry, to kontratakujesz żądaniem o grubą podwyżkę.
Wymyśliłem sobie, że dokończę w tym roku listę Top100 najlepszych książek wszechczasów według magazynu TIME. Niestety na liście jest 1 komiks (numer 18), którego nie da się dostać w formie ebooka, więc zamówiłem wydanie papierowe i właśnie przyszło :)
Tłusta ponad 400-stronicowa cegła - idealna, żeby zacząć w Tłusty czwartek.
#ksiazki #komiksy #timemagazine #chwalesie
@WujekAlien kolego, jaka to jest technologia, że tak taśmowo wcinasz lektury? To kurs szybkiego czytania, audiobooki na spacerach czy jakieś inne czary?
"Czas zapłaty" to powrót do Clanton i do Jake’a Brigance’a - prawnika, którego poznaliśmy w "Czasie zabijania". Tym razem stawką nie jest życie oskarżonego w sprawie, która dzieli całe miasto na dwa wrogie obozy, ale testament nieboszczyka. Seth Hubbard, bogaty i zgorzkniały samotnik, tuż przed popełnieniem samobójstwa, zmienia wolę i zapisuje majątek czarnoskórej opiekunce/gosposi, pomijając dzieci i wnuki. Rodzina oczywiście rusza do sądu. I zaczyna się proces, w którym Jake będzie odpowiedzialny za wykonanie administracyjnej i prawnej części testamentu.
Warsztatowo książka Grishama wciąż jest solidna. Procedury sądowe, przygotowania do procesu, napięcie budowane wokół strategii procesowej - to wszystko działa. Jake to nadal bohater, którego łatwo polubić, a klimat małego miasteczka z jego układami, plotkami i lokalną polityką jest wiarygodny. Problem w tym, że tematyka - choć społecznie istotna - nie niesie już takiego ładunku emocjonalnego jak w pierwszym tomie. Spór o testament, po raz kolejny z mocno nakreślonym tłem rasowym i tajemnicą z przeszłości, po prostu nie angażuje tak mocno.
Momentami miałem wrażenie, że historia toczy się poprawnie, ale bez iskry. Jest napięcie, są zwroty, jest finał, który domyka sprawę - tylko że brakuje tej moralnej eksplozji i ciężaru, które sprawiały, że "Czas zabijania" długo siedział w głowie. Tu czyta się dobrze, ale bardziej z przyzwyczajenia i chęci poznania zakończenia, niż z autentycznego poruszenia. To rzetelny, sprawnie napisany dramat sądowy, który trzyma poziom serii, ale tematycznie nie dorównuje sile i emocjonalnemu uderzeniu pierwszego tomu, a szkoda.
@WujekAlien ciekawe jak on jeździł, że najpierw wzięli za punkty a potem 2 razy zatrzymywali do rutynowej kontroli xD. Mnie przez 20 lat 3 razy zatrzymali do rutynowej xD
@zjadacz_cebuli no ja też się zastanawiam jak ci ludzie jeżdżą, że tyle punktów mają. Przez 12 lat mnie dwa razy ustrzelili w zabudowanym przy 70 na godzinę, a jeżdżę 3k kilometrów miesięcznie XD