Zdjęcie w tle

WatluszPierwszy

Gruba ryba
  • 359wpisów
  • 3927komentarzy

"Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła"

#zima #gownowpis #nostalgia #lata90

Wiem, że to się może wydawać dziwne, ale w czasach szkolnych lubiłem chorować Nie mówię o jakieś poważnej chorobie oczywiście. Ot przeziębienie, jakaś grypa, zapalenie krtani były czymś na co w pewnym sensie czekałem zimą. Zasadniczym plusem chorowania było oczywiście to, że nie szedłem do szkoły. Jednak największym profitem było siedzenie samemu w domu. Gdy skończyłem jakieś 11-12 lat rodzice uznali, że mogę być sam w domu chorując. Mama zostawiała mi lekarstwa, termometr. Byłem na tyle odpowiedzialny, że pamiętałem o wzięciu tabletek, wypiciu syropu czy zmierzeniu temperatury. Około 7.30 rodzice wychodzili do pracy. Zamykały się drzwi i miałem cudowną perspektywę bycia w ciszy przez następne 8-9 godzin. Najczęściej czytałem książki albo gazety i słuchałem muzyki. Często w tle miałem włączone radio. Uwielbiałem też przez okno obserwować spokojne, pokryte śniegiem osiedlowe uliczki. Było po prostu świetnie. Do tego ciepła herbata i tak było przez tydzień lub dwa a koledzy i koleżanki siedzieli w szkole np. na matematyce.

01aea41c-6a3f-42f3-b1f3-eef7796b0eef

Z podobnych historii…

Za młodu dostałem śnieżką w spocony buziak i skończyło się porażeniem mięśnia twarzowego. Nic fajnego — leczenie zastrzykami, średnia przyjemność. Ale był też jeden plus: cały dzień leżałem na kanapie, buziak na ciepłej elektrycznej poduszce i oglądanie TV bez limitu 😄

Cała ramówka Polonia 1: Daimos, Tsubasa, do tego Cartoon Network. Taki „pakiet rehabilitacyjny”.

Tego nie zapomnę nigdy.

@WatluszPierwszy Mam tak do dzisiaj - ważne tylko żeby choroba nie była zbyt poważna. Zamiast siedzieć przed kompem i klepać gówno taski - cyk L4, kocyk, herbatka, książka i spokój od rana do wieczora. Czasami jak coś mnie łapie to nawet się trochę cieszę xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #muzyka #thebeatles

John & Paul. The Beatles i muzyczne love story


Nowość na naszym rynku dla muzycznych maniaków. Jak pisze wydawca "to porywająca opowieść o niezwykłej więzi Lennona i McCartneya – przyjaciół, rywali i artystycznych bratnich dusz". Ja powiem, że trochę tak, ale nie do końca. Owszem dostajemy opis relacji dwóch artystów i zetknięcie się dwóch różnych a jednocześnie zakochanych w muzyce osobowości. Najlepiej wypadają chyba pierwsze rozdziały w których autor zagłębia się w rodzącą się relację McCartneya i Lennona. Każdy rozdział jest w zasadzie osobną historią powstawania danego utworu muzycznego, którego warstwa tekstowa oraz nazwijmy to sobie muzyczne technikalia są pretekstem do opowiedzenia o relacji Johna i Paula. Niestety w połowie książki staje się to... nieco męczące, nawet dla mnie, a jestem fanem Beatlesów od wielu, wielu lat. Początek książki mnie porwał, później po prostu czytałem, bo kocham The Beatles. Moja żona powiedziała, że jeśli ktoś napisze kiedyś książkę "The Beatles i ich ulubione przekąski" to też ją przeczytam

Generalnie pozycja dla fanów, jako tzw. lektura uzupełniająca.

1915a87e-ca92-4947-bcb6-1ff0d7ff642b

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #sluchawki


Taki ze mnie audiofil, jak z osła koń wyścigowy, ale kupiłem sobie słuchawki, więc podzielę się opinią.


Audio-Technica ATH-M20xBT


Zdecydowałem się na zakup, bo moje poprzednie słuchawki House of Marley Positive Vibration 2 powiedziały "dobranoc". Konkretnie, to po prostu pękł mały element przy nauszniku i się rozpadły. Dlaczego Audio-Technica? Chyba głównie dlatego, że mam gramofon tej marki i będą mi pasowały do niego wyglądem. No właśnie, wygląd. Trochę jak z memów "Ja na Instagramie. Ja w rzeczywistości". Plusem jest to, że są... czarne Poza tym niestety po wyjęciu z pudełka w porównaniu z Marleyami czy nawet moimi poprzednimi Panasonicami, które oddałem synowi, wyglądają biednie. Plastik wydaje się solidny, ale całość jest tak zaprojektowana, że nie prezentują się jakoś wyjściowo. Zasadniczo nie mają jednak wyglądać, tylko mają grać. A to... o cholerka, to one potrafią. Jak za taką cenę (260 zł w outlecie RTV Euro), to jest na prawdę rewelacja. Testowałem zarówno z klasyką rocka, punkiem, reggae ale też elektroniką i wypada to zadziwiająco dobrze. Muzyka nie zlewa się w jedno. Jest selektywność brzmienia. Wysokie tony grają fajnie i czysto. Niskie nie "dudnią" jak basy na imprezie, na której gospodarz chce pokazać, że jego sprzęt potrafi dać do pieca. Ogólnie rzecz biorąc polecam. Aha nie bez znaczenia jest wygoda. Poduszki nauszników są miękkie. Pałąk nad głową też z przyjemnego materiału. Nie ma na co narzekać.

2131641f-91ef-4f35-ae7e-408fc13bc9d5
7a125469-436e-4fc1-9a0a-91e14d4fccfa

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #winyle #punk

Chyba od czasu "Sing Loud Sing Proud" żadnej ich płyty nie słuchało mi się tak dobrze. Miałem wręcz wieloletni rozbrat z Dropkickami a tu proszę. Zaskoczenie. Świetna płyta.

0b730157-fba4-46f0-ac64-65d388b3982d

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#alkoholizm #abstynencja #gownowpis #psychologia

Miniony Sylwester był kolejnym, którego spędziłem bezalkoholowo. Siedzieliśmy z żoną i znajoymi i nikt nie pił. Fajnie. Żona wyliczyła, że minęło jej trzy lata bez alko. Ja... nie wiem. Nie liczę tego, ale to już kilka lat. Czy nie picie ma jakieś plusy? Pewnie mógłbym wyliczać. Jednak naszła mnie pewne refleksja. Kolega z którym siedzieliśmy sobie przy sylwestrowym stole zadał mi ciekawe pytanie "czy tęsknisz za czymś, co było związane z piciem?". No i tak... tęsknię. Chlanie dawało mi pewność siebie. Oczywiście, jako osobie chorej na depresję alko mocno odpalało mi objawy, ale nauczyłem się łapać moment w którym stawałem się królem świata. To była krótka chwila. Piłem głównie piwo i granica trzech czy czterech piw była magiczna. Nagle, do chwili większego upicia się, stawałem się pewnym siebie gościem. Rozmawiałem z facetami, zagadywałem do kobiet i o dziwo budziłem zainteresowanie tych osób i wchodziłem w relacje jak nóż w ciepłe masło. Jak tak patrzę wstecz, to widzę, że większość długoterminowych i ważnych dla mnie relacji zawarłem przy alkoholu. Nie poznałbym mojej żony bez alko. Jestem introwertykiem i zawsze miałem niskie poczucie własnej wartości ale kilka piw i magicznie podszedłem do nieznanych mi dziewczyn i zagadałem do tej, która mi się najbardziej podobała. w liceum pierwszą poważną dziewczynę poznałem w pubie i oczywiście w stanie lekkiego upojenia. Mój najlepszy kumpel, to gość z poprzedniej pracy z którym w relację wszedłem na "piwku po pracy". W zasadzie wszyscy kumple których mam, to ludzie z którymi połączyła mnie impreza i picie. Swoją drogą wszyscy poza jednym już nie piją.

To taka poranna refleksja z d⁎⁎y. Jakoś dużo o tym myślałem i postanowiłem się uzewnętrznić.

2c386abe-c288-400e-8c92-3129922e10d8

Czy ja wiem. Ja nie myślę o alko jako coś co muszę. Czasami to nawet po prostu mi się nie chce a czasami jestem samochodem. Ot jest okazja to pije ale nie lubię się też źle czuć więc pije nie dużo raczej ograniczam się o 0,25 wypite to sobie może już daruj. Lubię też smak piwka choć postanowiłem że bardziej może poszukam zerówek. Nawet niektóre mi posmakowaly.

w ogóle w naszym społeczeństwie po⁎⁎⁎⁎ne jest to ze piwo po pracy to coś normalnego a zaproponuj komuś luźną dyszkę tempem 6:00 to cię wyśmieją albo powiedzą żeś po⁎⁎⁎⁎ny ... dlatego łatwiej nawiązać relację przy alkoholu

@WatluszPierwszy Ja tesknie za stanem rozluźnienia. Ciągle jestem spięty, ciągle się martwię pracą, przyszłością, kredytem itd itp. Wieczorami 1000 myśli na sekunde mi wierci czerep. Jak tylko coś mnie przebudzi w nocy to od nowa CPU na 120%. Jak tylko się obudzę, siadam do pracy i mózg na wiecznym cugu aż do uśnięcia.
Jedyny moment gdzie 'nie myślę' to jak biegam/pływam - no ale nie jestem forest gump, nie mogę biec przez całe stany.


Piwko jedno lub dwa pozwalało mi się wyczillować, na chwile rozluźnić i spowolnić umysł

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #ksiazki #podsumowanieroku

Chyba można już powoli podsumowywać muzycznie 2025. Cóż... płyt kupiłem zdecydowanie zbyt mało i raczej uzupełniałem kolekcję niż inwestowałem w nowości wydawnicze.


Za album roku uznaję Spiritual Cramp "Rude". Dawno mnie żadna płyta tak nie bujała i dawno nie zdarzyło się bym skakał po pokoju słuchając muzyki, niemal jak w czasach gdy dziecięciem będąc włączałem na full Beatlesów i udawałem, że gram na gitarze albo perkusji. Do czołówki załapali się jeszcze Dropkick Murphys z nową płytą (spod choinki wyciągnąłem elegancką wersję na 2 LP) i Francuzi z Distance (polecam sprawdzić chociażby na Spotify).


Koncert roku to widoczny na załączonym obrazku występ The Streets w warszawskiej Progresji. Kocham muzykę Mike'a Skinnera w zasadzie od czasów debiutu i bawiłem się na jego koncercie rewelacyjnie. Jak śpiewa klasyk "dostałem to, com chciał".


Muzyczna książka roku, to chyba "Fala" Rafała Księżyka. Jednak o palmę pierwszeństwa stoczyła bój z "Nienormalnym miastem" Szymona Szwajgra. Niemniej Księżyk tak umie pisać, że zawsze wygra.


Jak zawsze fajnie było się poobijać o ludzi w klubach, poprzewracać płyty na kilku giełdach, odwiedzić znajomego w sklepie muzycznym i wyciągać paczki z paczkomatów.

65030968-592c-4dc3-8232-c7ce3c94fa00

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #muzyka

"Muniek. Chłopaki nie płaczą"


Po co ta książka? Komu to potrzebne? Z takimi pytaniami brałem się za lekturę, bo przecież były wcześniej dwie książki tego typu. "Muniek" Brzozowicza i "King" Księżyka. "Kinga" czytałem i była to świetna, dogłębna rozmowa. Muniek otworzył się w niej całkowicie. Odarł się z bycia idolem. Pokazał prawdę, także tę trudną i brudną o sobie. Mówił też bardzo dużo o muzyce. Po jakiego wałka więc kolejny wywiad rzeka? Przeczytałem i nadal nie wiem. Żeby było jasne, czytało się fajnie, lekko i przeszedłem przez tę książkę jak burza w trzy dni. Niemniej niczego nowego się nie dowiedziałem. Nie ma tu nic odkrywczego dla tych, którzy postać Staszczyka i jego twórczość znają. Nic nowego dla tych, którzy czytali "Kinga". Nic nowego dla tych, którzy słuchali jakichś tam wywiadów z nim w stacjach radiowych czy internecie w ciągu ostatnich kilku lat. Jak ktoś, jak ja, lubi książki o tematyce muzycznej i okołomuzycznej, to można przeczytać, ale nie trzeba.

ab359144-a734-45d8-800d-5a30cb4cd5ff

Zaloguj się aby komentować

43 367,5 + 6,22 = 43 373,72

Rezultat z pierwszego dnia Świąt i chyba ostatnie bieganie w tym roku. Miałem w planie wyjść też wczoraj, ale niestety katar i ślizgawka na chodnikach skutecznie mnie zniechęciły.
Chyba już mogę podsumowywać biegowo ten rok. Ile wybiegałem? Nie mam pojęcia, bo tego nie liczę a odinstalowałem w tym czasie Stravę, która mnie wkurzała i tym samym pozbyłem się sporej części statystyk. Na pewno jakimś tam sukcesem dla mnie jest udział w dwóch biegach z ludźmi wszak był to dla mnie ważny krok w walce z #depresja i całą resztą moich demonów psychicznych. Od czasu do czasu idę też pobiegać z osiedlową ekipą biegaczy. Jednak nadal najfajniej truchta mi się samemu z fajną muzyką albo jakimś interesującym podcastem w słuchawkach. Wszystkim hejtowym biegaczom w nowym roku życzę samych sukcesów i wygodnych butów. Nie dajcie się zwariować rezultatom, Stravie i turbobiegaczom postującym w social mediach.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#sztafeta #bieganie

@WatluszPierwszy zwariować stravie? Ja nawet nie wiem, że tam się coś dzieje xd zaglądam na całe 2 minuty po dodaniu aktywności, zerkne co tam robiło te 10 osób które obserwuje i którzy są znajomymi w tym z hejto i tyle mnie tam widzieli.


Traktuje tylko jako miejsce do statsow. A lubię cyferki.

@WatluszPierwszy też wywaliłem Stravę, wchodzę może raz na kwartał z kompa. Gratki za przebycie trudnej drogi i powodzenia dalej

Zaloguj się aby komentować

#gownowpis #nostalgia #hejto40plus Życie życie jest kolejo... Czy jak to tam szło. Minął kolejny rok na tym łez padole. Kolejny rok walki z #depresja i OCD w którym ukończyłem terapię. Hura. Zaliczyłem dwa biegi masowe. Wziąłem udział w treningach biegowych i truchtam dalej. Czasami sam, czasami z osiedlową grupą biegaczy. Udało się więc zrobić to słynne wyjście do ludzi. Hura. Kolejny rok bycia mężem i ojcem. Nie zawsze to łatwe, ale staram się jak mogę. Na półce przybyło książek i płyt. Na pewno nie był to łatwy rok i na pewno, jak mówi facet w popularnym nagraniu "nie zapomnę go nigdy".

d95e5b9b-3ea8-41f3-974d-6169d4d933ed

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#wlochy #nauka #jezykiobce #pytanie

Rok temu zacząłem biegać i widzę postępy. Zacząłem ćwiczyć i czuję efekty. W rok jednak można wiele. Teraz chciałbym zacząć się uczyć włoskiego. Tosie i Tomki pomocy. Chciałbym się na razie nauczyć podstawowych podstaw. Macie jakieś tipy? Jakaś dobra apka. Duolingo jest czegoś warte? Jeśli ktoś uczy się jakiegoś języka obcego, to jestem otwarty na porady.

7b9eef24-2b9a-4a65-a850-5a1e57989727

@WatluszPierwszy słownik + książka z gramatyki + jak największe konsumowanie włoskich treści - Netflixa przełączasz na włoski, wiadomości oglądasz/czytasz po włosku itd. Taka metoda najlepiej się u mnie sprawdza 😁

Kiedyś bym polecił Duolingo, ale dawno nie używałem i może być już kiepskie. A tak to klasycznie: memrise, a jak chcesz mniej gamify to Anki (generalnie Anki wymiata do zapamiętywania czegokolwiek). No i jakieś materiały typu książki dwujęzyczne, kolorowy podrecznik i kanały na YT. Ale jeśli to nie jest rodzaj zajawki na pół roku, tylko poważne plany, to kurs w szkole/indywidualne zajęcia. Efektywnością bije na głowę wszystkie metody self-learningu.

Zaloguj się aby komentować

#muzyka #ksiazki


Tomasz Lipiński

Jeszcze będzie przepięknie


Autobiografia jednego z najważniejszych muzyków tzw. polskiej alternatywy (nie lubię tego słowa). Lipińskiego cenię aczkolwiek z tych kultowych twórców najbliższy był mi zawsze Rober Brylewski. Obu miałem okazję widzieć na żywo zarówno w wersji koncertowej, jak i po prostu jako ludzi. Brylu, to był po prostu miły, ciepły człowiek. Lipiński jawił mi się zawsze jako zbyt intelektualny. Niemniej z ogromną ciekawością sięgnąłem po tę książkę. Co tu mamy? Ano o dziwo mało muzyki, nawet bardzo mało. Jednak autor zapowiedział, że jest to pierwsza część wspomnień, więc może w drugiej będzie większa dawka. Nie oznacza to jednak, że nie jest ciekawie. Lipiński sięga głęboko, bo aż do czasów swoich dziadków, a nawet pradziadków. Barwnie i interesująco opisuje rzeczywistość w której przyszło żyć jego przodkom, rodzicom i jemu samemu. W tle sporo Warszawy i realiów życia w komunistycznej Polsce. Jeśli ktoś lubi muzykę, nie tylko Tiltu i Lipińskiego, ale w ogóle, to... może sobie przeczytać końcówkę tej książki. Jeśli ktoś lubi wspomnienia i autobiografie, to niech sięgnie, bo warto.

f069e0c2-554c-42c3-b8d6-d9458c3dfc8a

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować