Przybył kolejny Krwawy anioł. Tym razem pozwolę sobie wkleić przetłumaczone dossier.
Wojownik i artysta wielkiej sławy,Dominion Zephonmiał na swoim koncie wzorową służbę, która została nagle przerwana, gdy podczas Wielkiej Krucjaty został okaleczony przez ostrze xenosów. Nie mogąc już dłużej walczyć, Zephon z powagą przyjął wątpliwy zaszczyt reprezentowania Legionu Krwawych Aniołów jako członek Gospodarzy Krucjaty na Terrze. Gdy wybuchła Herezja Horusa, Zephon został zwerbowany przez Legio Custodes do walki w Wojnie o Pajęczy trakt, gdzie zdobył przyjaźń słynnego technoarcheologa Arkhana Landa. Gdy jego zniszczone ciało zostało w końcu odbudowane, Zephon — znany teraz jakoTen, Który Przynosi Żal— z zapałem powrócił w szeregi swojego Legionu, gdy ci powrócili na Terrę.
Dziś wracamy z powrotem do naszego pięknego, choć nie tak ciepłego, kraju.
Zanim to się jednak stanie napiszę pokrótce o dniu wczorajszym i przedwczorajszym. Ten ostatni będzie znacznie ciekawszy.
Ciekawszy, bo udaliśmy się na wycieczkę łódką na Wyspę żółwi oraz do grot Keri, zaliczając przy okazji krótki rejs oraz możliwość obserwacji żółwia w wodzie
Pierwszą atrakcją, którą zobaczyliśmy jeszcze przed wypłynięciem była tzw. Wyspa ślubów. Nazwana tak ze względu na popularność tejże w tym aspekcie. Można do niej dotrzeć przechodząc po pomoście. Opłata za przejście to 5 euro także no... tyle to nie, zadowoliłem się widokiem z łódki
Tuż przy porcie można było zaobserwować żółwia - był tam tylko jeden, więc podejrzewam że jest oswojony, ale może to tylko moja teoria. Udało się go całkiem nieźle uchwycić, zatem później będą zdjęcia.
Groty z kolei zrobiły na nas pewne wrażenie, kamieniste dno, a więc i duża przejrzystość wody, odbijającej się od białych wapiennych skał. No pięknie, piękne.
Ostatnim punktem w planie wycieczki była wspomniana już Wyspa żółwi. Nazwana tak ze względu na jej kształt (faktycznie wygląda jak żółw) oraz na fakt, że w okresie lęgowym składają tam jaja. Znajduje się na niej też fajna piaszczysta plaża, na której można sobie pochillować, wypić drinka czy cuś. Jakby ktoś zapytał skąd tam drinki, to już wyjaśniam. Do wyspy dopływają pływające drink bary. Sprytnie Grecy, całkiem sprytnie...
Po powrocie resztę dnia spędziliśmy na plażowaniu, drinkowaniu (z umiarem) i odpoczynku.
A wczoraj, generalnie podobnie. Ot plaża, morze, jedzenie, drinkowanie, zakupy pamiątek i pakowanie się. Co zrobić, niestety.
Aaa... i przetestowałem ostatecznie wodoszczelne etui na telefon - działa. Chociaż jest problem z robieniem zdjęć pod wodą, ale i to dało radę ogarnąć (samowyzwalacz).
Na zdjęciach poniżej ogólne widoczki podczas rejsu plus Wyspa ślubów (ta z mostkiem).
I bonus. Dwa zdjęcia wykonane smartfonem opakowanym w wodoszczelne etui.
Gdyby ktoś zbierał magnesy, to zakupiłem dwa więcej, więc myślę że zrobię małe losowanie wśród osób piorunujących ten komentarz. Powiedzmy, że zabiorę się za to jutro wieczorem, o!
Poranek wyglądał dość klasyczne jak na ten wyjazd. Pobudka, śniadanie (codziennie od 7:00 do 10:00), a potem myk na plażę. Morze było bardzo spokojne, że aż było mi smutno że zostawiłem supa w hotelu. W zamian miałem zestaw: maska, rurka, płetwy - także chociaż tyle. Testowałem też wodoszczelne etui na telefon - póki co jeszcze bez niego. Wyniki są obiecujące, jest szansa że cyknę coś pod wodą.
Jednak nie plaża wygrała wczorajszy dzień. Zwycięzcą okazała się wycieczka do największego miasta na Zakynthos, czyli Zakynthos (bardzo intuicyjna nazwa). Mieszkańcy z kolei nazywają miasto Zante, ot ciekawostka.
Kościół zrobił na mnie pewne wrażenie, mimo że jestem średnio "kościelny".
Z pewnością zapamiętam zapach kadzidła, który unosił się w środku oraz świeczki, które można było zapalić w jakieś intencji (też zapaliłem, a co).
Nie robiłem zdjęcia w środku, jakoś głupio mi było - wyjątek to świeczki (ale one były blisko wejścia).
Następnie poszliśmy zjeść coś greckiego, minęliśmy plac Dionizosa Solomosa (autor greckiego hymnu), plac Świętego Marka i udaliśmy się do wcześniej wybranej knajpki.
Jeśli chodzi o knajpę, to wybór padł na Tawernę Ammos, gdzie zjedlismy musakę oraz souvlaki, a jako przystawkę sardynki z dodatkami. Do popicia białe domowe wino i lokalna ipka. Wszystko bardzo dobre, a ceny ludzkie. Na rozchodniaczka dostaliśmy deser (nie wiem co to było, wiem że było dobre) wraz z miksen białego wina i miodu.
Miasteczko jest przyjazne dla turystów (nie dziwota), barów, knajp czy sklepików jest pod dostatkiem i można na spokojnie wybrać coś dla siebie. Ceny wydają się być ludzkie, przynajmniej w kategorii tego typu miejscowość. Kilka barów już sprawdziliśmy i według nas warto odwiedzić ponownie
@PaczamTylko poczatek/koniec sezonu najlepszy, mniej ludzi, temperatury nie przytlaczaja jak chce sie zrobic jakis hiking, a i restauracje z pocalowaniem reki Cie biora. A do tego ceny nizsze.
Ehh jesdyne Angelsy jakie sznuje chwala synom Sanguiniusa, szkoda tylko ze Dante przekroczyl rubicon ja bym wolal zeby nie zostal primaris, a na dark angelsow ha tfu j⁎⁎⁎ni zdrajcy z emo estetyka.
Nie pomyślałbym, że dając Kłaj (wieś niedaleko mnie pojawiająca się w znanej piosence) wszyscy będą go używać jako upośledzony "kraj", nie powiem, bawi xD
Świat jest ogólnie bardzo fascynujący, rozległy, taki strasznie nie do ogarnięcia? Kilka razy próbowałem ugryźć skończyłem na razie na tym że ograłem kiedyś Space Marine jedynkę. Była świetna, jak się wpadało w tłum zilców, robiło kombosy, można było zabijać bez końca. Ciekaw jestem czy dwójka też daje tyle fanu? Lubię czytać ale jak zajrzałem to się okazuje że biblioteka jest tak rozległa że w sumie to nie wiem od czego zacząć? Poza tym chyba nie było by czasu na inne książki? Może kiedyś jeszcze podejdę do tematu? A gry z figurkami to bardzo mi się podobają ale jakoś nigdy nie miałem styczności. W za małej mieścinie chyba mieszkam. Najfajniejsze to są chyba właśnie filmy.