Co prawda jak na połowę maja w najcieplejszym polskim mieście temperatura jest całkiem niska, ale za to odczuwalna jest jeszcze lepsza. No i wiaterek dobrze dmucha, całe szczęście że powietrzem rodem z marca. Akurat się musiało zesrać, jak mam tydzień, gdy mógłbym więcej pokręcić.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Wiało z północy, więc pojechałem po tlen w stronę północy. Powrót był całkiem przyjemny, można było zapomnieć, że to kolejna jazda w długich bibsach, bluzie i zimowych skarpetach. Asfalty były za⁎⁎⁎⁎ste, jak i dziurawe jak sito. Not great, not terrible. Ostatnia jazda w tym tygodniu.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Przypomniało mi się takie coś jak interwały i stwierdziłem, że pokręcę w oparciu o pomiar mocy. Błąd. Ruch samochodowy, światła, skrzyżowania, dawno nie miałem takiej paskudnej, irytującej jazdy. Plany treningowe zostawię sobie na zimę, bo w trybie ERG na chomiku, przy odpalonym serialu, jeździ się przyjemnie, a od dzisiejszego kręcenia gorsza była tylko pogoda. Nawet zdjęcia nie zrobiłem.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@jakibytulogin no i w tym rzecz, nawet znalazłbym takie kilkanaście kilometrów bez samochodów, ale żeby tam dojechać, musiałbym spędzić 20 minut na drodze z 20k aut/24h.
Wtorkowe patatajowanie i wypad w stronę Sobótki. Wczoraj dalej się goiłem i pojechałem na siłownię.
Dobrze, że dzisiaj poskromiłem dzikie żądze i nie pojechałem na Przełęcz Tąpadła, bo ładnie by mnie zlało. Cały powrót goniłem, aby mnie te piękne chmurki nie dorwały. Ostatnia godzina to walka z absurdalnymi momentami podmuchami burzowego wmordewindu oraz narastającym bólem stóp. Nie podoba mi się to. Być może to była jedyna dłuższa jazda w tym tygodniu, bo weekend będzie offowy.
Z tej okazji wymyśliłem sucharka:
Dlaczego kolarze przestają się uśmiechać na początku sezonu?
Bo muchy wpadają w zęby.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Żona zomowca zażyczyła sobie na rocznicę ślubu buty z krokodyla. Więc ten wybrał się do Egiptu. Po powrocie opowiada kolegom w pracy:
- Poszedłem nad ten Nil, szukałem, szukałem, szukałem, aż wreszcie znalazłem krokodyla. Wyskoczyłem z krzaków, dopadłem gada, pała, gaz, pała, gaz, pała, gaz. Wreszcie krokodyl padł. Odwracam go do góry nogami i...
- No i co?!
- Nic. Bez butów był, sukinsyn!
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
W czasach PRLu ksiądz miał papugę, którą uczył pieśní religijnych, a ona nic, tylko cały czas krzyczała „Zabić Stalina!".
Ksiądz się przestraszył i mówi:
- Nie drzyj się tak, bo ktoś usłyszy i do sądu nas pozwą!
Ale papuga dalej swoje i niestety sprawa wylądowała w sądzie. Ksiądz przerażony, już ma wizję Syberii i białych niedźwiedzi. Podchodzi do sędziego i mówi:
- Wysoki sądzie to nie ja, to papuga.
Sędziemu żal się księdza zrobiło, więc każe mu to udowodnić. Ksiądz podchodzi do papugi i mówi:
- Powiedz „Zabić Stalina"
Cisza...
Myśli sobie, myśli i wymyślił, że jak sędzia powie, to papuga respekt poczuje i będzie powtarzać...
Sędzia mówi:
- Zabić Stalina.
Cisza...
Myślą już obaj i wymyślili, że jak cała sala powie, to papuga powtórzy.
Sala krzyczy:
- Zabić Stalina!
A papuga:
- Słuchaj, Jezu, jak cię błaga lud...
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
Na lody i piwko z różową. Pospałem dzisiaj 11 godzin, ale dla niektórych części ciała po wczorajszym to jeszcze za mało i plany na wieczorną szosę przełożę na jutro xD
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Król lew postanowił wybudować na polanie basen dla swoich ale wymagało to to szeregu zezwoleń, wniosków i podań. Trzeba się było udać do urzędu, by sprawę załatwić, zwołał więc lew miejscową społeczność, by wybrała swego przedstawiciela. Zadecydowano w końcu, że będzie to niedźwiedź, bo duży, silny i wzbudza respekt. Po ośmiu godzinach niedźwiedź wraca z urzędu. Lew pyta go, co tam załatwił, a on mówi, że nic.
- Jak to nic? Ty taki wielki i nic?!
Wydelegowano więc lisa, wszak chytry i przebiegły i sprytu ma dużo. Ale lis wraca po ośmiu godzinach i też nic. Lew mówi:
- To może wiewiórkę? Taka delikatna, ładna, szybka i zgrabna.
Ale, podobnie jak poprzednicy, wiewiórka też nic nie załatwiła.
- No to koniec naszych marzeń - orzekł król lew. - A może ktoś jeszcze spróbuje, na ochotnika?
Zgłosił się osioł, wszyscy pękali ze śmiechu:
-Przecież ty nic nie potrafisz załatwić!
Ale osioł się uparł i poszedł. Wraca pod dwóch godzinach uradowany, z zezwoleniem. Ogólne zdziwienie, królowi szczęka opadła, wszyscy pytają, jak on to załatwił, a osioł na to:
- Gdzie otworzyłem drzwi, to ktoś z rodziny.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
Na tegoroczny, upośledzony kalendarzowo weekend majowy, zaplanowałem wyjazd w Tatry. Nie miało być to pierwsze podejście, bo chciałem wyruszyć już w sierpniu ub.r., ale wtedy plany pokrzyżowała... zbyt dobra pogoda, bowiem przygrzało na poziomie 32 stopni. W tym roku było blisko ponownego odwołania wypadu, a to wszystko przez fatalne prognozy na początku zeszłego tygodnia. Na szczęście te zupełnie się nie sprawdziły, a nawet do tego miało wiać w plecy. Gdy już prawie pakowałem żele do kieszonek, nieoczekiwanie pojawił się nowy problem - brzuch. Nie wiem po czym, ale całą środę i czwartek czułem dziwny ciężar w żołądku, a w ustach miewałem metaliczny posmak. W wyniku tego, byłem na niskotłuszczowej, jałowej diecie, ze znacznymi ilościami sucharów, verdinu, herbatek oraz ryżu. Mniam.
Stwierdziłem, że zobaczę rano na czym stoję, a w razie braku poprawy, najwyżej obrócę się na drugi bok i zasnę.
Szczęście jednak sprzyjało, udało się zjeść hummus i dwa serki wiejskie, więc pozostało spakować do końca mandżur i wyjechać. Wyjechałem punktualnie jak zawsze o 7:30, czyli o 8:20 i obrałem kierunek na Opole. Kręciło się na tyle dobrze, że ponownie rozpisana trasa (pic rel) została już na pierwszym punkcie nadgoniona mimo opóźnienia, z blisko 10 minutowym zapasem. Około 100. km zaliczyłem pierwszy tego dnia fakap, bowiem pierw musiałem poczekać na przejazd... wyścigu kolarskiego, a potem pojebałem trasę i ze 2 km jechałem po szutrze, który fragmentami miał wielkość tłucznia kolejowego.
W tym miejscu pozwolę sobie na mały off top. Zakupiłem przed tym sezonem opony Specialized Turbo T2/T5 i na chwilę obecną daję im 10/10. Zrobiłem na nich przeszło 2k km i w końcu mogę powiedzieć, że mam opony jakie chciałem - całkiem szybkie i bardzo odporne na przebicia.
Dojeżdżając do województwa Śląskiego, z wiatrem zaczęły dziać się jakieś niestworzone rzeczy, kręcił niemiłosiernie. Ogólna tendencja pozostała sprzyjająca, ale w niespodziewanych momentach dostawałem raz z północy, innym z południa, a czasem nawet w pysk. Dojechawszy prawie do Oświęcimia, przypomniał o sobie stary problem w postaci bólu stop, na co musiałem zaradzić zdjęciem butów i krótkim masażem. Po paru minutach było już ok i stopy dały o sobie zapomnieć. W tym miejscu wypada wspomnieć o jegomościu, który wyprzedził mnie podczas tego odpoczynku. Co prawda nie kręciłem na poziomie 30+, ale zbliżałem się do ancymona dosyć umiarkowanie prędko. Sądziłem, że jedzie na elektryku te 25 km/h, ale gdy w końcu go wyprzedzałem, zdziwiłem się, bo po pierwsze jechał na zwykłym góralu Kellysa z roczników '00, a po drugie sam jegomość okazał się być Panem 70+. Pogratulować formy, widać że coś było kiedyś kręcone, bo nawet kadencja była zadziwiająco wysoka.
Po dojechaniu w rejon Zatoru odbiłem na południe, przejeżdżając koło rodzinnej miejscowości kremuwkowego potwora bez warkoczyków, kierując się dalej w stronę Suchej Beskidzkiej. W tym momencie skończyła się złota godzina i wzorem chyba wszystkich dni tegorocznej wiosny, temperatura zaczęła pikować. Lekko schłodzony dotarłem po 21:00 do pierwszej otwartej pizzerii, w której po złożeniu zamówienia, przebrałem się na zimowo. Przerwa niespodziewanie się przedłużyła do godziny i obrałem kurs na Rabkę Zdrój, a dalej Nowy Targ. Od tego miejsca już praktycznie nie było płaskiego kręcenia, albo w górę, albo w dół. Zgodnie z przewidywaniami, o wiele przyjemniej było na podjazdach, bo zjeżdżając wiatr przeszywał wszystko co miałem na sobie, a trochę tego było.
Stopy: skarpetki zwykle, skarpetki zimowe z wełny merynosa, a na butach ocieplacze
Nogi: długie bibsy z lekkim ociepleniem
Góra: letnia potówka, potówka z długim rękawem, rękawki, koszulka, bluza i wiatrówka z długim rękawem.
Bezchmurne niebo dało pierwszą w tym sezonie jazdę na krótko oraz ponownie zimową noc.
Za Rabką czekał mnie chyba najtrudniejszy podjazd, jaki zrobiłem w życiu, a konkretniej jego końcówka. Ta mierzyła ok. 1,5 km długości, a zakres nachylenia najmniej wyniósł 7, a najwięcej 17%. Być może to kwestia 350 km w nogach, a może 15kg załadowanej kobyły, ale udaną wspinaczkę przypłaciłem czkawką xD
Kolejny zjazd do Nowego Targu, sprawił że wybrałem wygodniejszą opcję i zamiast bawić się w objazdówkę Tatr, skierowałem się prosto do Zakopca. Czasowo miałem 45 minut zapasu nad minimum, ale stwierdziłem że walka z delirką na każdym zjeździe nie ma sensu, zwłaszcza że te po Słowackiej stronie będą wielokilometrowe. W Zakopanem zameldowałem się po 3, zaliczając jeszcze pół godziny przerwy na Orlenie, gdzie wypiłem Doppio za... 6,84 zł o.O
A teraz wybaczcie, ale złapię parę minut drzemki, korzystając z tego, że w pociągu dobrze buja.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@cazpereq w sumie teraz sobie liczę, że to mój czwarty wynik pod kątem długości Wczoraj/dzisiaj noga dobrze podawała i gdyby nie ten cholerny ziąb, to bym się pokusił o tę Słowację. Takiej formy jeszcze nie miałem.
Ale wysiłkowo zdecydowanie stawiam wyżej Pragę z zeszłego roku, na koniec byłem już dojechany konkretnie, przetarcia, niewyspanie i ogólne przemęczenie. Do teraz pamiętam jak się zdziwiłem, gdy zobaczyłem cały peron ludzi ubranych na krótko, a mi z przemęczenia było zimno w nogawkach i bluzie.
Goście rzucają się do baru. Kiedy jest już po wszystkim, barman mówi:
- To będzie 100 złotych.
- Nie mam tyle.
Barman obił mu gębę i wyrzucił za drzwi. Następny dzień, ta sama sytuacja, gość zamawia drinki dla wszystkich, w tym dla barmana, nie płaci rachunku, dostaje w pysk i wylatuje za drzwi. Trzeciego dnia to samo.
Dzień czwarty, gość wchodzi i z miejsca:
- Drinki dla wszystkich!
Barman z przekąsem.
- A co z drinkiem dla mnie?
- Ty nie dostaniesz, bo jak wypijesz, to stajesz się agresywny.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
Blondynka kupiła sobie nowe mieszkanie i pokazuje je swojej koleżance (także blondynce). W końcu obie zatrzymują się przy włączniku światła. Właścicielka mieszkania chwali się:
- Patrz! Mam tutaj taki fajny pstryczek. Jak raz nacisnę, to się świeci, a jak nacisnę drugi raz, to jest ciemno!
Koleżanka wpatruje się zafascynowana w to cudo, a potem pyta:
- No dobra, ale gdzie to światło jest, jak tu jest ciemno?
Właścicielka mieszkania, wcale nie zmieszana tym pytaniem, prowadzi koleżankę do kuchni, a tam otwiera lodówkę i mówi:
- Tu się chowa.
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
Potrzebuję wybrać jedną z dwóch toreb podsiodłowych, ale obie nie są idealne i mają swoje mankamenty. Rzecz się głównie rozbija o tylne oświetlenie.
Givi (230 zł) - pic rel 1, świetny montaż, przykręcane rusztowanie do siodełka, zero luzu, ale zarazem praktycznie dół torby jest na równi z radarem. Z tyłu są szlufki na lampkę z klipsem, ale ta by była nieco skierowana do dołu przy docelowym załadunku.
Evoc (340zl) - montaż na klasyczne paski przewlekane przez pręty siodełka, mocowanie do sztycy bardzo fajne, ale przez te paski położenie może się zmieniać z pic rel 2 na pic rel 3. Brak miejsca na lampkę.
Ja z moim stylem podróżowania brałbym Givi ze względu na łatwe wypinanie i wpinanie torby. Mnie delikatne gibanie na boki nie przeszkadza, ale walka z przeplataniem szelek, gdy mam zapakowaną torbę doprowadza mnie do obłędu.
Jeżeli ten evoc potrafi zluzować paski w trakcie jazdy to coś jest nie tak, bo mój majfrendowy rhinowalk, załadowany kilkoma kilogramami mięsa, na trasie powrotnej z mięsnego do Wrocławia w części po ujebach nie zmienia geometrii. No i ten stabilizator co @fonfi dał robi robotę, plus do mojego majfrendowego można jeszcze koszyki na bidony dokręcić. Za to mocowanie tego givi za⁎⁎⁎⁎ste, tylko wygląda na mniejszy...
@wonsz Evoc nie luzuje pasków, ale działa tutaj niestety matematyka i ułożenie prętów siodełka. Po prostu z pozycji pic rel 3, mocowanie pasków jest bliżej do prętów, niż pic rel 2.
Ale mam już pomysł jak na to zaradzić, sprawdzę pod wieczór.
@Furto daj znać jak działa w praktyce. ja w tym roku wybieram się na dłuższy wyjazd i obawiam się że mi mój 9l jackpack nie starczy. i patrzę to na tailfinna cargopack (tu kieszonkowe węże wyją i wiją) to na ortlieba zestaw quick rack+dry pack.