Może i nie pierwszy punkrock z jakim się spotkałem, ale pierwszy "kalifornijski".
Na przegrywanej kasecie, jakimś chłamie grającym z jak dzisiejsze smartfony.
Porwała mnie ta muzyka, szybka przebojowa, melodyjna - i ta perkusja!
Był jeszcze Insomniac, też bardzo cenię, ale to właśnie na "Dookie" są dwa największe hity Greenday z tamtego czasu:
"Basket Case" i "When i come around"
Chociaż inne kawałki równie dobrze mnie porywają za każdym razem, gdy włączam ten album.
Właściwie to tak mnie porwała, że napisałem do fanclubu w USA list i dostałem zwrotkę kopertę z ulotkami i kwestionariuszem do zapisania się do Idiot Club"
Wygląda na to, że Laibach kontynuuje tradycję wydawania raz na kilkanaście lat albumu, którego można z przyjemnością posłuchać bez nastawiania się na "ach i och, jakiej ja to sztuki wysokiej słucham, ja to jestem". Chociaż Spectre i tak było dużo lepsze.
tak patrzę po wpisach i się chyba nie chwaliłem :D
udało mi się dorwać Heartbeat City od The Cars - w sumie kolejna płyta, którą kupiłem trochę dla żartu bo hehe Duster na okładce XD ale nie powiem, całkiem spoko jest, no i JAP wydanie - dawno tak zarąbistej jakości nie słyszałem (no może poza Eliminatorem od ZZ Top, co też kupiłem bo hehe Sharp Dressed Man XD)
W każdym razie, obie płyty w zarąbistym stanie, a same albumy (Eliminator i Heartbeat CIty) polecam mocno ; )