10 630,17 + 21,37 + 32,71 = 10 684,25
No, takie weekendy to ja lubię Mimo piątkowego papatonu w sobotę rano mnie nosiło. Trochę zaspałem, a potem dodatkowo zamarudziłem - pokawkowałem z żoną, zjadłem jakieś tam ciacho - i wyjątkowo późno, bo prawie o 7:30, poleciałem zaliczyć kolejny papaton xD
Biegło mi się wyjątkowo dobrze - już bez deszczu, lekko mokre drogi ale bez kałuż, wiatru niewiele, przyjemne +3°C. Jak raz wpadłem w tempo to już je trzymałem - i choć wspinając się na swoje wzgórze zrobiłem nieco zakupów i lekko spuściłem z tonu, to jak dotarłem do domu równiutko ze świentym dystansem, to średnia wyszła 5:08/km Po drodze jeszcze przeleciałem przez osiedlowy parkrun, ale tylko przybiłem piątki i śmignąłem dalej - obiecałem, że wcześnie dotrę
No a dzisiaj... zmiana czasu! Jak ja KOCHAM czas letni! Nic dziwnego więc, że postanowiłem go odpowiednio uczcić za pomocą uberpapatonu czeskiego xD Planowałem wystartować o 5 (oczywiście nowego czasu), ale wyszła wizyta w kibelku, a potem się okazało że pasek rozładował baterię i trza było zmienić. Nic to - wystartowałem o 5:30.
Znowu bardzo przyjemnie +3°C i tym razem już dość solidny wiatr - ale nie jakiś specjalnie mroźny. Zresztą mi ten wiatr specjalnie nie przeszkadzał - najpierw się szwendałem wśród gęstszej zabudowy, a jak dotarłem nad Wisłę to się okazało że mam wdupewind i nawet ciutkę pomagał! Na wałach spotkałem samotnego kolarza i tyle.
Generalnie wszędzie pustki - oczywiście w Lasku Mogilskim spotkałem tradycyjnie dzika, za to chwilę później minąłem jednego biegacza. Doleciałem do Zalewu Nowohuckiego, gdzie było już tłoczno - spotkałem parę spacerowiczów, dwójkę biegaczy i, hm, rolkarkę?
Dotarłszy na osiedle zacząłem mocno tracić tempo - zmęczenie i podbiegi dały o sobie znać, fajnie widać na wykresach jak fabryka siadła Ale nie przejąłem się tym zbytnio, w końcu to nie wyścigi.
Koniec końców wyszło dość przyzwoicie - niecałe 3h (najlepsze, że chciałem zaliczyć stravowe wyzwanie trzygodzinnej aktywności xD), tempo 5:25 - co ważne, bez jakiegokolwiek pauzowania, bo przeleciałem na paru czerwonych a inne światła ominąłem Jak do domu dotarłem... to tylko kot mnie powitał, reszta słodko kimała xD
Dawno nie było u mnie trzydziechy - gorzej, że zaczynam mieć myślenice czy jednak się nie szarpnąć na Cracovia Maraton mimo że biegnę nocną dychę Stary człowiek a głupi heh, żona mnie ukatrupi. Póki co w tym miesiącu zaliczone 460 km.
Miłej niedzieli!
#sztafeta #bieganie #2137