Sztuczna archipelag, który jest w trakcie budowy. Archipelag nazywany jest wymiennie Ocean Flower Island i Sea Flower Island. Sztuczne wysepki położone są u północnego wybrzeża Anzhou, prowincji Hainan w Chinach, na zachód od półwyspu Yangpu.
Cały projekt składa się z trzech niezależnych wysepek o łącznej powierzchni 381 hektarów. Czyni go to największym sztucznym archipelagiem na świecie.
Zdjęcie zostało wykonane 6 maja 2020 roku, przez OLI - umiejscowionym na Landsat 8.
Witam Was w pierwszym poście z serii #historiakina . To seria postów, w której przyglądamy się temu jak raczkowały filmy i jak wyrosły na jedne z najbardziej oglądanych dzieł kultury. Zaczynajmy!
Jak powszechnie wiadomo kino ma swoje początki we Francji. To tam 13 lutego 1895 roku, bracia Auguste i Louise Lumiere opatentowali kinematograf. Co ciekawe, bracia podłapali pomysł Thomasowi Edisonowi (tak właśnie, temu Edisonowi, co to zawsze kradł pomysły od innych - karma wraca) i wprowadzili do niego kilka unowocześnień, dzięki czemu mogli zaprezentować swój wynalazek - kinematograf
Minęło kilka miesięcy, by 28 grudnia 1895 roku, w paryskiej kawiarni Grand Café, ojcowie kina mogli zaprezentować swoją maszynę, a wraz z nią kilka pierwszych filmów - "Wyjście robotnic z fabryki" czy "Polewacz polany". Były to krótkie filmiki dokumentalne, które oczywiście w dzisiejszych czasach nie zrobiłyby na nikim wrażenia (ludzie podobno uciekali z kawiarni, gdy widzieli te obrazy - ale ile w tym prawdy?).
Pokazując swoje filmy - bracia Lumieré zwrócili uwagę pewnego starszego pana siedzącego w tej kawiarni. Pana, dzięki któremu można mówić o filmach fabularnych oraz efektach specjalnych. O tym człowieku usłyszycie w kolejnym poście. Pozdrawiam!
Zdecydowałem, że swoje wpisy o tematyce muzycznej, zacznę od średniowiecza.
Dlaczego właśnie od tej epoki? Przecież już w antyku, ludzie byli zdolni tworzyć muzykę, na dość wysokim poziomie. To prawda. Dziękujemy wam starożytni grecy, za wasz wkład w to, jak rozwinęła się muzyka. Niestety czas nie oszczędził wielu dzieł z tamtego okresu. Ich ilość jest znikoma, a fakt tego, jak brzmiały naprawdę, również jest podważalny. Nie stosowano wtedy zapisu nutowego. Dźwięki zaznaczano literami alfabetu, natomiast ich ułożenie, określało, czy trzeba grać pół tonu wyżej, czy niżej.
Zamiast więc zastanawiać się, jak to było w antyku, bardzo prędko przejdźmy do muzyki średniowiecza.
Pozwolę zacząć sobie, od dzieła genialnego, rewolucyjnego, a na tamte czasy, bardzo innowacyjnego.
Guillaume de Machau - francuski kompozytor i poeta, około roku 1360 pisze pierwszą polifoniczną msze wielogłosową.
Ciężko stwierdzić, dlaczego Machau zdecydował się, stworzyć tenże utwór, źródła nie podają dokładnego powodu.
Msza Notre Dame składa się z pięciu ordinarium (części stałych): Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus i Agnus Dei. Wieńczy ją Ite missa est.
Kompozycja odwołuje się do dwóch gatunków średniowiecznych: motetu oraz konduktu (o których jeszcze kiedyś opowiem).
Utwór przeznaczony jest na cztery głosy: tenor, dyszkant, bas, a także kontratenor.
Zachęcam by zapoznać się z tymże dziełem. Mam nadzieje że przypadnie wam do gustu. Podsyłam fragment mszy, w którym zaprezentowane jest Kyrie.
@HappyNewYear88 Kurde, fajne to. Ale jest problem- zrobiłeś mi tym smaka na zagranie w Kingdom Come Deliverence- a czas już się nie spina, dodatkowo mam też W1 do dokończenia. Sam nwm co teraz zrobić- post wzbudził we mnie uczucie niepewności tak dalekie od ideału średniowicznego stanu ducha. Dzięki, liczę na więcej.
Trąbka jest symbolem niemal wszystkich urzędów pocztowych na świecie. Skąd ta zadziwiająca kariera? Geneza znaku trąbki pocztowej sięga jeszcze średniowiecza. Posługiwała się nią tak zwana poczta rzeźnicza „Metzgerpost” funkcjonująca na obszarze współczesnych Niemiec. Jej posłańcy mieli zwyczaj wygrywać na trąbce melodie, aby zasygnalizować mieszkańcom danej osady lub miasta swoje przybycie po odbiór korespondencji.
W Polsce o trąbce po raz pierwszy wspomina Ordynacya poczty przemyskiej z lipca 1667 roku. Informacje na temat obowiązku wyposażenia pocztylionów w trąbki zawierają także instrukcje pocztowe z czasów stanisławowskich – ogłoszone w 1764 roku oraz 1777 roku. Bez tego instrumentu postylioni nie powinni w ogóle wyruszać w drogę, a pocztmistrzowie, stanowiący odpowiednik współczesnych naczelników poczty, mieli obowiązek dbać o to, aby ich pracownicy potrafili wygrywać na niej melodie.
Trąbka pełniła również inną rolę. Przede wszystkim służyła postylionom do odstraszania dzikich zwierząt oraz informowania o potencjalnych niebezpieczeństwach. Pozwalała im również odnaleźć drogę jeżeli zabłądzili, dzięki reakcji psów na jej dźwięk, szczekanie naprowadzało postylionów na właściwą drogę. Jej sygnał oznaczał również że na trakcie znajduje się pracownik poczty, któremu należy bezsprzecznie ustąpić drogi.
Bardzo ciekawy artykuł opisujący zmagania ma polu eksploracji Marsa przez Agencje Kosmiczna Zjednoczonych Emiratów Arabskich i ich sondę Hope, oraz Chin i ich sondę Tianwen-1. Zwróćcie uwagę na zdjęcia, oraz nagrania czerwonego globu, jakie wykonały obie sondy!
Jak wspominałem wcześniej - przy poście o górskiej prowincji Junnan, to tak wygląda przykład powstawania chmur orograficznych.
Na drugim zdjęciu widzicie góre Jingfo która znajduje się w południowo-zachodniej części Chin. Zwrocie uwagę na to jak prezentuję się ten typ chmur. Chmury przypominają śnieżnobiały wodospad, spływający ze zbocza góry.
Zdjęcie przedstawia górską prowincje Junnan w południowo-zachodniej części Chin, oraz jej strzeliste grzbiety górskie, które otoczone są wąwozami rzecznymi. Warto tutaj wspomnieć, że grzbiety gór wznoszą się na wysokość powyżej 5000 metrów, gdy niższe partie wąwozów położone są zaledwie kilka metrów nad poziomem morza.
Zdjęcie satelitarne zostało wykonane 6 stycznia 2021 roku, przez Spektroradiometr obrazowania o średniej rozdzielczości - MODIS -który został zainstalowany na satelicie Terra. Która była już przez mnie opisywana na łamach serwisu hejto.
Gdy specjaliści z NASA obserwowali tę Chińską prowincje, zaciekawiła ich jedna uderzająca cecha tego zdjęcia, bowiem są to efemeryczne długie rzędy chmur, które wyznaczały postrzępione grzbiety chmur.
Chmury orograficzne powstają, gdy ukształtowanie terenu- na zdjęciu grzbietów górskich, wypycha wilgotne powietrze na wysokość dostatecznie wysoką i wystarczająco zimną, aby para wodna mogła się skondensować. Gdy powietrze przejdzie przez grzbiety, ponownie opada w dół, pozwalając powietrzu ogrzać się podczas opadania i zapobiegając tworzeniu się chmur, aż kolejny grzbiet ponownie wypcha powietrze do góry. Chmury orograficzne mogą przybierać różne kształty i formy, ale poruszają się powoli i często wydają się nieruchome, ponieważ ich powstawanie jest zależne od kształtu powierzchni lądu.
Dynamiczna szanta na dziś, była śpiewana między innymi przy przyszywaniu żagli. Było to zadanie konieczne przy zmianie zestawu żagli na inny, na przykład ciężkich, wytrzymałych żagli sztormowych na lżejsze przy przechodzeniu w strefy innych wiatrów i prądów morskich.
Nie jest wiadomo kim jest tytułowy bohater szanty Reuben Ranzo - Ranzo może być skrótem od Lorenzo, czyli popularnego imienia portugalskiego. Jako że pieśń często śpiewano na statkach wielorybniczych, może mieć to związek z portugalskim wielorybnikiem. Daniel Rantzau to jeden z duńskich bohaterów narodowych, niektórzy doszukują się podobieństwa nazwisk, jako że o Danielu często śpiewano w duńskich pieśniach. Inne przypuszczenia dotyczą rosyjskiego lub polskiego Żyda o nazwisku Ranzoff.
W każdym razie tytułowa postać była pogardzana przez żeglarzy, o czym świadczy przedstawienie go jako krawca - krawiec był wśród żeglarzy symbolem upadku człowieka.
Źródło części informacji - książka Marka Szurawskiego: Szanty i Szantymeni
Przychodzę dzisiaj z pytaniem, które dotyczy prowadzenia mojego profilu. Chciałbym się dalej dzielić z wami muzyką poważną różnych epok, dodatkowo pisząc o niej różne informacje.
Jak jednak wolicie bym dodawał posty, oraz w jakiej formie.
a) Posty o muzyce, idąc epokami, od średniowiecza, po czasy współczesne.
b) Mieszanka epokowa, raz post z okresu renesansu, a następnym razem z romantyzmu, bez większego uporządkowania.
Posty bardziej rozbudowane, takie w których piszę sporo: jakieś moje przemyślenia, fakty etc.
Posty krótkie, najważniejsze spostrzeżenia i tyle.
Dajcie proszę znać w komentarzach pisząc np: A1 gdyż...
Będę bardzo wdzięczny.
Pozdrawiam serdecznie, życzę smacznej kawy oraz dobrego poniedziałku.
@HappyNewYear88 Jeśli o mnie chodzi, to nie miałbym nic przeciwko wymieszaniu epok, ale wydaje mi się, że z popularyzatorskiego punktu widzenia chronologia jest jednak wskazana. Jeśli z kolei chcesz się skupić na rzeczach spoza standardowego repertuaru, to nie ma to większego znaczenia.
Co do długości tekstu, to jak dotąd panuje tu preferencja w kierunku dłuższych form, więc myślę, że nie musisz się specjalnie hamować.
Widelec ... Niby każdy go dzisiaj już zna i używa. Do Europy trafił w okolicach XI wieku z Bizancjum, gdzie prawdopodobnie istniał już w IV wieku. Od momentu pojawienia się widelca w Europie stał się on wrogiem numer jeden kościoła, który zakazał jego stosowania. Dostrzegając w nim symbol szatańskich wideł czy zaprzeczenie ludzkiej natury ukształtowanej, by jeść rękoma. Sytuacja ta trwała aż do XV wieku, kiedy to Europejczycy odkryli, że sztućce nie mają zbyt wielkiego związku z diabłem. Uznaje się, że wpływ na rozpowszechnienie się narzędzia, bez którego dzisiaj ciężko wyobrazić sobie codzienność, miał coraz to popularniejszy zwłaszcza we Włoszech makaron.
Porsche 924 Carrera GT z 1980 roku, omawiane w niesamowicie ciekawej serii Homologation Special od Petrolicious.
Co wiemy o tym aucie?
O to kilka faktów:
Porsche 924 Carrera GT produkowano od sierpnia 1979 roku do lipca 1980 roku. Wyprodukowano łącznie 406 egzemplarzy.
Auto napędza 4-cylindrowy, rzędowy silnik o mocy 210 KM (154 kW) przy 6000 obr/min i pojemności 1984 cm3. Auto ma masę 1180 kg.
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 6.9 sekundy. Jego prędkość maksymalna wynosi 240 km/h.
Porsche 924 było produkowane w wielu wersjach.
Na przykład
Porsche 924 Carrera GTS było produkowane tylko i wyłącznie w 1980 roku - wyprodukowano 59 egzemplarzy. Napędza go 4-cylindrowy, rzędowy silnik o mocy 245 KM (180 kW) przy 6250 obr/min i pojemności 1984 cm3. Od 0 do 100 km/h rozpędza się w czasie 6.2 sekundy, a jego prędkość maksymalna wynosi 250 km/h. Jego masa ma wartość 1121 kg.
Były również wersję:
-Porsche 924 (1975-1985r.)
-Porsche 924 S (1985-188r.)
-Porsche 924 Turbo (1978-1983r.)
Jednakże na razie nie będę opisywał każdej z osobna.
Szanta na dziś została napisana współcześnie przez lidera angielskiej grupy Solent Breezes. Tytułowy Herzogin Cecille to bark czteromasztowy zbudowany w Bremerhaven dla kompanii parowej Norddeutscher Lloyd jako statek szkolny. Statek miał 102 m długości a jego powierzchnia żagli wynosiła 4180 metrów kwadratowych. Statek słynął z prędkości i dzielności na oceanach. W 1909 roku trasę z Bremy do miasta Mejillolnes w Chile pokonał w sześćdziesiąt osiem dni, co było nie lada osiągnięciem.
W momencie wybuchy Pierwszej Wojny Światowej statek znajdował się w Chile, i tam spędził czas walk, po przegranej Niemiec został przyznany Francji. Później został sprzedany Gustawowi Ericsonowi, który w zasadzie wraz ze swoją flotą zasługuje na własny wpis.
W 1936 statek, będąc wciąż w dobrej kondycji, w wyniku błędu nawigacyjnego rozbił się we mgle na skałach w pobliżu Devon. Było to kiedy wracał z Australii do Wielkiej Brytanii. Po zdarzeniu został odholowany na pobliską płyciznę z uszkodzonym dnem. Próbowano go jeszcze ratować, lecz przyszedł sztorm i doszczętnie zniszczył Herzogin Cecille.
-Kilka informacji o kontrowersyjnej grze Six Days in Fallujah, która 11 lat temu została anulowana. Obecnie gra przywrócona do fazy projektowej - z nowym wydawcą, jest na bardzo zaawansowanym etapie prac.
-Informacje na temat tego jak powstawała gra Apex Legends
-Informacje na temat Polskiej gry survivalowej, która tworzona jest przy współpracy z Polskim podróżnikiem Markiem Kamińskim.
-Informacje na temat kreatora postaci od Epic Games, który pozwoli na szybkie i realistyczne tworzenie twarzy.
Pierwsza pomoc to zespół czynności podejmowanych w celu ratowania osoby znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowia lub życia, wykonywanych przez osoby znajdujące się na miejscu zdarzenia.
Pierwsza pomoc a prawo.
Art. 162 §1 Kodeksu karnego
Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Art. 162 §2 Kodeksu karnego
Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub osoby do tego powołanej.
Art. 4 Ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym wskazuje:
Kto zauważy osobę lub osoby znajdujące się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego lub jest świadkiem zdarzenia powodującego taki stan, w miarę posiadanych możliwości i umiejętności ma obowiązek niezwłocznego podjęcia działań zmierzających do skutecznego powiadomienia o tym zdarzeniu podmiotów ustawowo powołanych do niesienia pomocy osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.
Art. 4 Ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (moim zdaniem bardzo ważny w kontekście strachu przed udzielaniem pomocy)
Osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.) dla funkcjonariuszy publicznych.
Osoba, o której mowa w ust. 1, może poświęcić dobra osobiste innej osoby, inne niż życie lub zdrowie, a także dobra majątkowe w zakresie, w jakim jest to niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia osoby znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.
Zaczynamy od prawa ponieważ jego znajomość pozwala na odważniejsze działanie i daje obraz jakie konsekwencje niesie za sobą nieudzielenie pomocy znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowia lub życia. Mam nadzieję, że seria się spodoba i dociągniemy ja do końca. Pamiętajcie jednak, że taki cykl wpisów nie zastąpi wam prawdziwego szkolenia z zakresu pierwszej pomocy a da jedynie zarys możliwości. Postaram się dodawać wpisy regularnie, żeby was nie zaskakiwać ale nie wykluczam, że jak wydarzy się jakaś ciekawa historia dodam wpis z zaskoczenia.
@RatownikMagiczny od młodzieńczych lat jestem zdania, że pomoc drugiej osobie w zakresie "ratowania życia" nie powinnna być regulowana prawnie, ale nie oznacza to od razu, że nie rozumiem takiego zabiegu
Ranek 25 września 1978 roku w San Diego w stanie Kalifornia był słoneczny, bezchmurny i ciepły. Warunki do latania były wręcz idealne, zaś na lotnisku Lindbergh Field położonym prawie że w samym centrum miasta panował spory ruch.
Jednym z samolotów przygotowujących się do lądowania był trzysilnikowy odrzutowiec Boeing 727-214 o rejestracji N533PS należący do regionalnej linii lotniczej Pacific Southwest Airlines – znanej znacznie lepiej pod skrótem PSA. Wykonywał on lot numer 182 – popularne połączenie z Sacramento do San Diego z międzylądowaniem w Los Angeles. Na pokładzie maszyny znajdowało się 128 pasażerów i 7 członków załogi. Wśród pasażerów znalazło się 29 pracowników PSA, zmierzających do San Diego w celu rozpoczęcia pracy. Jednym z nich był kapitan Spencer Nelson, który zajął miejsce w siedzeniu obserwatora w kokpicie samolotu. Poza nim w roli pilotów tego ranka znalazła się trójka doświadczonych lotników. W fotelu kapitana siedział 42-letni James McPheron, mający na swoim koncie wylatane 14382 godziny. Pierwszym oficerem był 38-letni Robert Fox, z 10049 odbytymi godzinami lotu. Skład załogi dopełniał 44-letni inżynier pokładowy Martin Wahne. W tej części lotu kapitan McPheron odpowiedzialny był za komunikację radiową i obserwację instrumentów, a pilotem sterującym maszyną był pierwszy oficer Fox.
O godzinie 8:53 załoga lotu 182 nawiązała łączność z kontrolą podejścia w San Diego, znajdując się na wysokości 11000 stóp. Kontroler nalazł załodze obniżyć lot do pułapu 7000 stóp i zgłosić zauważenie pasa startowego. O godzinie 8:57 samolot znajdował się już na wysokości 9500 stóp, zaś kapitan McPheron potwierdził zauważenie pasa startowego. Ze względu na sprzyjające warunki pogodowe załoga otrzymała zezwolenie na podejście do lądowania z widocznością. Załoga rozpoczęła konfigurowanie maszyny do lądowania, gdy w ich słuchawkach usłyszeli komunikat z centrum kontroli lotów.
„PSA 182, samolot na godzinie dwunastej, trzy mile, na północ od lotniska, kieruje się na północny wschód. Cessna 172 wspina się VFR na 1400 stóp.”
Wiadomość ta miała duże znaczenie dla załogi. Jako, iż dokonywali oni podejścia z widocznością ich zadaniem było również zachowanie odpowiedniego odstępu od innych samolotów krążących wokół czy przygotowujących się do lądowania na lotnisku. Jednym z nich była wspomniana przez kontrolera Cessna, znajdująca się dokładnie przed i poniżej samolotu PSA, lecąca tym samym kursem co on. Po chwili pierwszy oficer Fox dojrzał wspominany przez kontrolera samolot, a kapitan McPheron zakomunikował kontrolerowi, że załoga nawiązała kontakt wzrokowy z Cessną. Na razie wszystko przebiegało rutynowo, zaś kilka sekund później kontroler nakazał lotowi 182 skontaktować się z wieżą kontroli lotów lotniska Lindbergh Field. Załoga w tym momencie wykonała również skręt pozwalający na ustawienie się zgodnie z osią pasa. W kokpicie panowała luźna atmosfera – kapitanowie McPheron i Nelson zajęci byli dyskusjami dotyczącymi pracy a inżynier pokładowy Wahne kontaktował się z działem operacyjnym linii lotniczej w San Diego na częstotliwości firmowej. W międzyczasie załoga nawiązała łączność z wieżą kontroli lotów – urzędujący tam kontroler przypomniał im o znajdującej się przed nimi Cessnie. Jego słowa ponownie skupiły uwagę pilotów na tym, co działo się przed nimi. Tym razem, jednak, piloci zdawali się nie mieć pewności, gdzie znajdował się mniejszy samolot.
„Był tam minutę temu… chyba przeleciał na naszą prawą.” zgłosił wieży kapitan McPheron. Kontroler potwierdził jego słowa, ale to nie zdawało się uspokoić załogi, która kontynuowała zniżanie, cały czas starając się zlokalizować drugą, mniejszą maszynę. W międzyczasie załoga otrzymała też zgodę na lądowanie.
„Minęliśmy tą Cessnę?” Spytał się pierwszy oficer Fox.
Kolejnym krokiem w stronę poprawy bezpieczeństwa wynikającym z tragedii w San Diego było również rozpoczęcie badań nad i rozwoju systemu antykolizyjnego TCAS, który w dzisiejszych czasach jest standardowym wyposażeniem na pokładach samolotów rejsowych. Kolizja nad San Diego jak i późniejsza katastrofa lotu Delta Airlines numer 1141 były również kluczowe we wprowadzeniu na pokłady samolotów zasady „sterylnego kokpitu”, zakazującej pilotom prowadzenia rozmów niezwiązanych z prowadzeniem lotu i stanem maszyny poniżej wysokości 10000 stóp.
W dzisiejszych czasach o katastrofie przypomina tablica pamiątkowa eksponowana na terenie Muzeum Lotnictwa w San Diego. Większość domów zniszczonych bądź uszkodzonych w wypadku została odbudowana – na miejscu katastrofy nie pozostał nawet jeden ślad dramatu, jaki rozegrał się tam tego sierpniowego poranka.
Okej, nie mogłem się powstrzymać.. gdy zobaczyłem to zdjęcie.
Już wstawiałem tutaj zdjęcie satelitarne rozkwitu planktonu na Morzu Bałtyckim.
Tym razem zdjęcie Wykonał znów OLI (Operational Land Imager), który został opisany w moim poprzednim poście, o pożarach w Kalifornii. Oczywiście, OLI zamontowany jest na pokładzie satelity Landsat 8.
Do rzeczy!
Zdjęcie prezentuje obszar Morza bałtyckiego, który obejmuje wyspy Olandię i Gotlandię u wybrzeża wschodniej Szwecji.
Fotografia została wykonana 15 sierpnia 2020 roku i przedstawia okres kwitnienia fitoplanktonu. Wiecie dlaczego fitoplankton przy zakwicie tworzy wzory podobne do tych z obrazów? Ponieważ śledzi prądy, wiry oraz przypływy morskie.
Ostatnią ciekawostka, widoczną na tym zdjęciu są ciemne, proste linie. Te linie to przepływające statki, które rozcinają rozkwit.
Zdjęcie przedstawia pożary, które wybuchły późna jesienią 2020 roku, na południowy wschód od Los Angeles. Są tam również widoczne ślady po pożarach z początku 2020 roku. Zdjęcia zostały wykonane 3 grudnia 2020 roku za pomocą OLI - Operational Land Imager, który znajduje się na pokładzie satelity Landsat 8.
Czym jest OLI?
OLI to Operational Land Imager - dokonuje pomiarów w zakresie widzialnym, bliskiej podczerwieni i krótkofalowej podczerwieni. Jego obrazy mają 15-metrową rozdzielczość panchromatyczną i 30-metrową wielospektralną rozdzielczość przestrzenną wzdłuż 185-kilometrowego pasma, pokrywając rozległe obszary ziemskiego krajobrazu, zapewniając jednocześnie rozdzielczość wystarczającą do rozróżnienia takich obiektów, jak centra miejskie, gospodarstwa rolne, lasy i inne formy użytkowania gruntów.
A co wiemy o Landsat 8?
Landsat 8 wystrzelono na pokładzie rakiety Atlas V 11 lutego 2013 roku.
Przejdźmy do pożarów.
Sezon pożarowy w Kalifornii zwykle trwa od maja do października. Wzrost globalny temperatur podniósł ryzyko pożarów, szczególnie jesienią.
Na zdjęciu widzimy pożary, które wybuchły późna jesienią.
Pierwszy pożar wybuchł 1 grudnia 2020 roku w pobliżu lotniska i miasta Corona.
Do 3 grudnia pożar ten strawił 750 akrów lasu i został powstrzymany tylko w 10 procentach.
Drugi - większy pożar wybuchł 2 grudnia 2020 roku w rejonie kanionu Silverado w hrabstwie Orange. Pożar ten nazwano pożarem Bonda i strawił 7200 akrów lasu.
Pomimo poprzednich pożarów, które były bardzo intensywne w tych rejonach. Wciąż nie brakowało i jak się domyślamy, nie brakuje suchej roślinności, aby nowe pożary były podsycane. 2-3 grudnia, podczas prowadzenia akcji gaśniczych, nawet wiatr utrudniał sprawę, ponieważ podmuchy wiatru wypychały płomienie na nowe, suche tereny.
Na koniec warto dodać, ze poprzednie pożary z 26 października (obok miejsc tych nowych) strawiły odpowiednio dla Blue Ridge (grudniowy pożar obok lotniska) 13 964 akrów roślinności, oraz dla Silverado 12 466 akrów w pobliżu grudniowego Bond Fire.
Czas na kolejne spotkanie z ekscentrycznym arcybiskupem Janem Marią Michałem Kowalskim.
Jak napisałem poprzednio, uchwałą kapituły generalnej z dnia 29 stycznia 1935 r. abp. Kowalski został pozbawiony zwierzchnictwa nad Starokatolickim Kościołem Mariawitów. On sam wraz z grupą swoich zwolenników nie zgadzał się z tą uchwałą i utworzył odrębny związek wyznaniowy działający pod nazwą Kościół Katolicki Mariawitów (była to pierwotna nazwa Kościoła mariawickiego, używana przed wstąpieniem do Unii Utrechckiej). Siedzibą tego Kościoła stał się klasztor w miejscowości Felicjanów. Arcybiskup od razu zaczął działać ostro ze swoimi reformami - na początku wcielił w życie zapowiedziane jeszcze przed rozłamem kapłaństwo ludowe (a więc możliwość sprawowania sakramentów, w tym Eucharystii, przez osoby świeckie).
Teraz cofnę się trochę w przeszłość, bo od momentu uniezależnienia się mariawitów od Kościoła Rzymskokatolickiego, abp Kowalski wielokrotnie stawał przed sądem - za bluźnierstwa, znieważanie papieża, nielegalne wydanie tłumaczenia Biblii z własnymi komentarzami, a także "czyny lubieżne" i stręczycielstwo, jakich miał się dopuszczać wobec zakonnic. Ostatecznie, w 1931 r., po prowadzonym w skandaliczny i nieuczciwy sposób procesie (kwestionowano wiarygodność świadków) , arcybiskup został skazany na dwa lata więzienia. Krótko po zakończeniu procesu dwie główne oskarżycielki odwołały swoje zeznania, ale mimo to wyrok jeszcze w tym samym roku zatwierdzono. Wykonanie wyroku zostało jednak wstrzymane przez ówczesnego ministra sprawiedliwości.
W 1936 r., już po rozłamie, doszło do zmiany na stanowisku ministra i abp. Kowalski trafił do więzienia w Rawiczu, skąd wyszedł w 1938 r. Podczas pobytu w więzieniu arcybiskup miał doznać objawień, które doprowadziły do kolejnych bardzo kontrowersyjnych, wręcz godzących w istotę chrześcijaństwa, reform.
Otóż w 1938 r. abp. Kowalski ogłosił nową naukę o Trójcy Świętej: nie tylko Syn Boży wcielił się w Jezusa Chrystusa, lecz również Bóg Ojciec w Maryję, a Duch Święty w Mateczkę Kozłowską. Tym samym Maryja i Mateczka zostały podniesione do rangi Osób Boskich i razem z Chrystusem zaczęto oddawać im cześć jako Trójcy Świętej Wcielonej. Sam zaś abp. Kowalski został uznany za archanioła Michała. Zresztą, żeby tylko archanioła... Kiedy arcybiskup, jeszcze przed rozłamem, ogłosił przeniesienie Stolicy Apostolskiej z Rzymu do Płocka, w prasie mariawickiej zaczęto pisać, że jest on "słowiańskim papieżem" przepowiadanym przez Słowackiego oraz "mężem o imieniu Czterdzieści i Cztery" wieszczonym przez Mickiewicza. W ogóle, według dostępnych mi źródeł, znajdowano przepowiednie dotyczące mariawityzmu także u innych poetów epoki Romantyzmu, a nawet w "Boskiej Komedii" Dantego - nie wiem niestety, gdzie dokładnie, ale abp Kowalski bardzo interesował się tym dziełem i dokonał jego tłumaczenia. Arcybiskup przełożył na polski także Biblię (tzw. przekład mariawicki), w której w odniesieniu do Ducha Świętego zastosował w niektórych miejscach zaimki żeńskie, co współgrało z nauczaniem o Mateczce jako wcielonym Duchu Świętym.
W ślad za zmianą nauczania o Trójcy Świętej, zmieniono też teksty wielu modlitw, by uwznioślić rolę Mateczki w dziele zbawienia. Została ona uznana za Współodkupicielkę, która swoimi cierpieniami na łożu śmierci (puchlina wodna) dopełniła cierpień Chrystusa. Zdjęcie umierającej Mateczki z rozdętym brzuchem zaczęto umieszczać nad tabernakulum, by ukazać ten związek. Zmodyfikowano treść Pozdrowienia Anielskiego: zamiast "Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi", mariawici felicjanowscy mówią: "Święta Maryjo Matko Boża i Małżonko Chrystusowa, módlcie się za nami grzesznymi". Tą Małżonką Chrystusową jest oczywiście Mateczka. Wprowadzono też pozdrowienie "Niech będzie pochwalone Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny i naszej Najświętszej Mateczki".
W prasie rzymskokatolickiej regularnie nabijano się i wyszydzano z abp. Kowalskiego. Pisano, że on tak naprawdę nie wierzył w to, co sam głosił i że cynicznie wykorzystywał Mateczkę dla własnych zysków. Jako przykład podaję tekst bp. Józefa Sebastiana Pelczara (gdzie mariawityzm występuje pod nazwą "kozłowityzm" - od nazwiska założycielki):
Jednak już wkrótce nadarzyła się okazja do zrewidowania tak postawionej tezy. Mianowicie, krótko po wybuchu II wojny światowej abp. Kowalski wystosował do Hitlera list, w którym sprzeciwił się zajęciu Gdańska i zaproponował Wodzowi Rzeszy przejście na mariawityzm. Nie uszło mu to na sucho i w 1940 r. został aresztowany przez Gestapo i uwięziony w Płocku.
Ciąg dalszy nastąpi. Na filmie różaniec ze zmienioną treścią Pozdrowienia Anielskiego z Kościoła Katolickiego Mariawitów:
Świetnie opisujesz ten temat. Mój dziadek był Mariawitą, ale niewiele o tym odłamie wiedziałem. W rodzinnej wsi moich dziadków wnuki ich sąsiadów przechodzą spowrotem na Mariawicką wiarę, bo mają bliżej kościół... od taka sytuacja
@Testowy To ciekawe. Czasem zastanawiałem się, czy na Hejto jest jakiś mariawita. Oczywiście, jeśli napisałem jakieś bzdury, to proszę sprostować. Ja sam nigdy nie spotkałem żadnego mariawity, trochę tylko dyskutowałem z jednym na nieistniejącym już forum internetowym. Przez pewien czas chciałem przejść na mariawityzm i najbardziej interseował mnie właśnie odłam felicjanowski (czyli zwolenników abp. Kowalskiego), chociaż w moim regionie parafii mariawickich nie ma w ogóle.