Pojawiły się już opinie o "Diable wcielonym" i "Rękopisie znalezionym w Seragossie", jednak dzisiaj przyszedł czas przyjrzeć się ciekawej, kameralnej i horrorowej produkcji.
Przedstawiam Wam film pt. "Czarownica: Bajka Ludowa z Nowej Anglii" w reżyserii Roberta Eggersa.
Powyższy film Eggersa to jego debiut z 2016 roku, jednak ja poznałem jego twórczość i nietypowy styl w 2019 roku przy kinowej premierze jego drugiego dzieła, czyli "The Lighthouse" - produkcji opowiadającej o obłędzie, gdzie rzeczywistość zlewa się z alkoholowymi omamami. Film silnie popierniczony, który uznałem za jeden z najlepszych filmów 2019 roku, odmieniający oblicze horroru. Co ciekawe to samo reprezentuje "Czarownica".
"Czarownica: Bajka Ludowa z Nowej Anglii" opowiada historię XVII wiecznej, ubogiej rodziny wychowującej piątkę dzieci. Pewnego dnia najmłodsze dziecko znika, a rodzina zostaje wystawiona na mroczne siły, które nastawiają ich przeciwko sobie.
Eggers jest niezwykłym erudytą. Stawia w swoich filmach na masę metafor i symboli. Jest też świetnym reżyserem (to przede wszystkim) - perfekcyjnie prowadzi aktorsko Anye Taylor-Joy (ta sama pani odgrywającą główną rolę w "Gambicie Królowej") i ma idealne wyczucie obrazu - każdy kadr jest tu po coś, odpowiednio wprowadza niepokój.
Właśnie, pogadajmy o kameralności i o tym co wyróżnia "Czarownicę" na tle innych horrorów.
Minimalizm. Minimalizm to kluczowe słowo, bo to ono warunkuje charakter dzieła Eggersa. Nie ma tutaj beznadziejnych i niepotrzebnych jumpscare'ów czy magicznych stworów pokazywanych na lewo i prawo. Eggers straszy realizmem, choć jest to oczywiście horror zahaczający o tematykę fantastyczną, to siły nieczyste są tak rzeczywiste, że czuć po prostu niepokój tragedii, które się odbywają na ekranie.
Omówiłem krótko stronę wizualną oraz stylistykę, ale nie byłbym sobą gdybym nie zreflektował się nad treścią. A jest to intrygujący obraz o wierze. O tym, czym jest wiara dla ludzi i jak jest przez nich pojmowana. Jest to również film o niezależności i dość nietypowym wyzwoleniu.
Co ciekawe piszę ten post w rocznicę tego filmu, bo dokładnie 5 lat temu wszedł na ekrany kin. Mi pozostało na ten moment zaprosić Was na obejrzenie tej pozycji na Netflixie i oczekiwać na kolejny film Eggersa, czyli "The Northman", którego premiera ma się odbyć już w tym roku.
(zachęcam do zaobserwowania tagu #popkulturka aby nie przegapić tego typu treści)
@Popkulturnik_Kulturnik O panie, pamiętam jak obejrzałem ten film, długo nie mogłem ogarnąć "co ja żem właśnie obejrzał". Bardzo dobry, bardzo sugestywny obraz. Nawet nie wiedziałem, że Lighthouse jest od tego samego reżysera, czeka na obejrzenie w niedługim czasie.
Tak właśnie cieszyli się wczorajszego wieczoru inżynierowie, odpowiedzialni za misję MARS2020 - na wieść o udanym wyczynie, jakim było lądowaniu Łazika Perseverance.
Dzisiaj domyślnie miał być post o renesansie. Myślę jednak by ten piątek wykorzystać nieco inaczej. Na ogół nie lubię się chwalić tym co robię, bo nie jest to potrzebne.
Nagnę jednak tę zasadę, pozwolę sobie na lekką prywatę i podzielę się z wami tym, czym zajmuje się codziennie.
*
-Jestem człowiekiem (renesansu?) otwartym na wiele spraw. Gram na dwóch instrumentach: Pianinie oraz Organach. Dodatkowo komponuję prostą muzykę, czy to na składy mieszane, czy właśnie na organy, lub inne instrumenty klawiszowe.
-Gram w szachy, bardzo to lubię, chociaż wiem że nie jestem najlepszy, a nawet nie jestem przeciętny. Mimo wszystko jest to gra która mnie wciąga.
-Interesuję się również literaturą ogólnie, czytam sobie jakieś książki, czasami coś piszę.
*
Jak widać, jestem człowiekiem skierowanym w stronę sztuki.
Dlaczego jednak dzielę się tymi informacjami?
Seria gdzie opowiadam o historii muzyki, jest moim zdaniem ciekawa, lecz może z czasem monotonna. Dlatego, jeśli ktoś z was, chciałby zobaczyć tutaj jeszcze jakiś inny kontent, to dawajcie znać w komentarzu.
Może nie będę zagłębiał się w analizy szachowe - pozostawię to lepszym.
Mogę natomiast dzielić się z wami moimi własnymi utworami, przemyśleniami dotyczącymi literatury czy też malarstwa.
@Popkulturnik_Kulturnik mimo iż prowadzi już serię obrazów, to ja na collab jestem jak zawsze chętny. Moje prace możecie również śledzić w artykułach @piwowar o powstającej grze "Krew i Wino" - tam opracowuję muzykę, która służy jako główna ścieżka dźwiękowa.
*
Cieszę się że portal #hejto powstał, i daje tyle możliwości do dzielenia się czymkolwiek chcemy. Jest to naprawdę świetne miejsce.
Pozdrawiam was bardzo serdecznie, w komentarzach piszcie, co sądzicie, jakie serie mógłbym jeszcze prowadzić. Oczywiście bez przesady, gdyż również mam swoje prywatne zajęcia, lecz 3 wątki mógłbym prowadzić jednocześnie.
@HappyNewYear88 Nie widzę problemu, aby pojawiła się kolejna seria wpisów o malarstwie. Każde spojrzenie na sztukę jest inne, więc jak najbardziej jestem ciekaw tego. Oprócz tego, poczytałbym jakieś wpisy o literaturze, bo książki to świetna sprawa
Foton (z greckiego φῶς - światło) to jedna z zadziwiających cząstek elementarnych. Posiada niebywale właściwości, które czasem przeczą logice.
foton nie posiada masy, a zatem może pędzić z prędkością światła (~300 000 km/s)
foton nie odczuwa upływu czasu. Chwila, z która zostanie wyemitowany np. z naszego Słońca oraz chwila, z która dotknie Twojej buzi to dla niego ten sam moment
foton nie odczuwa odległości w przestrzeni, jest ona dla niego skurczona do zera
foton nie posiada ładunku elektromagnetycznego
pojedynczy foton zachowuje się jak cząstka, ale grupa fotonów zachowuje się jak fala
foton to podstawowa cząstka czystej energii
najkrótsza droga z punktu A do punktu B to dla fotonu nie linia prosta, ale lekko zakrzywiona ze względu na oddziaływania grawitacyjne mijanych obiektów
fotonu nie można zatrzymać z jednym wyjątkiem - są nimi czarne dziury, które mogą zmusić foton do zmiany kursu w kierunku horyzontu zdarzeń
temperatura fali fotonów o długości 1 cm to 2,73 K czyli -270.42°C
To teraz wykonane z ISS, oraz inne wykonany z pokładu satelity.
No i oprócz tego obiecałem, ze przybliżę Wam wsypę, która opisywałem wczoraj.
Co mamy na tym zdjęciu?
Najciekawszy jest krater Manicouagan (ten po prawej stronie, okrągły kształt), w zasadzie jest to krater oraz jezioro.
Manicouagan umiejscowiony jest 800 km na północny wschód od Montrealu - w centralnej części prowincji Quebec w Kanadzie. Jego powierzchnia wynosi 1 942 km², zaś powierzchnia zlewni 29 241 km². Średnia głębokość wynosi 85 m. Krater ten jest szóstym pod względem średnicy potwierdzonym kraterem uderzeniowym na ziemi. Sądzi się, że ten krater powstał gdy w ziemie uderzył około pięciokilometrowy bolid - około 214 mln lat temu. Wiadomo również, ze obiekt miał początkowo średnicę 85 kilometrów, jednak w wyniku erozji, widoczny obecnie krater, ma średnicę około 72 kilometrów.
Warto zwrócić uwagę na kształt tego jezioro - krateru, ma ono kształt pierścienia, które otacza wzniesienie oraz wyspę wyspę René-Levasseur, na której znajduję wzniesienie Mont Babel o wysokości 952 m n.p.m i 590 m nad poziomem jeziora.
Jezioro przez miejscowych potocznie nazywane jest "okiem Quebeku", co po francusku oznacza - "l'œil du Québec".
Na zdjęciu widoczna jest również rzeka St. Lawrence w Quebecu.
Krótkofalarstwo jest hobby polegającym na amatorskim nawiązywaniu dwustronnych łączności radiowych na wydzielonych pasmach radiowych. Nawiązanie łączności krótkofalarskiej odbywa się według ściśle określonych reguł. Znalezienie rozmówcy rozpoczyna się przez wywołanie ogólne lub wywołanie określonego znaku. Po wymianie raportów o słyszalności swojego rozmówcy i sile sygnału oraz podaniu swojego imienia i miejsca nadawania. Przechodzi się do luźnej rozmowy na dowolnie wybrany temat. Ważną zasadą jest to, iż na pasmach amatorskich obowiązuje zakaz poruszania tematów politycznych oraz religijnych. Bardzo wysoki nacisk kładziony jest na wysoką kulturę osobistą. Przed zakończeniem konwersacji krótkofalowcy mogą poprosić o wysłanie karty QSL, będącej potwierdzeniem nawiązanej łączności.
Początki zorganizowanego krótkofalarstwa w Polsce zaczynają się od 1924 r., kiedy pojawiły się pierwsze zarejestrowane kluby radiowe oraz ukazały się pierwsze pisma radioamatorskie, takie jak: Radio-Amator oraz miesięcznik „Radio-Ruch”. W roku 1924 zmieniono również ustawę z dnia 27 maja 1919 r. o poczcie, telegrafie i telefonie, dopuszczając zakładanie i używanie na podstawie odpowiednich zezwoleń – prywatnych odbiorczych stacji radiotelegraficznych oraz radiotelefonicznych.
Krótkofalowcy w Polsce używają znaków wywoławczych zaczynających się od liter prefiksów: HF, SN, SO, SP, SQ, 3Z (prefiks SR ma zastosowanie jedynie dla stacji bezobsługowych). Na świecie zarejestrowanych jest ponad 4 miliony krótkofalowców. Najwięcej z nich jest w Japonii, USA i Niemczech. W Polsce wydanych jest około 13 500 pozwoleń służby radioamatorskiej osobom fizycznym.
Wśród najbardziej znanych osobistości, które posiadały licencję krótkofalarską, znajdziemy: Marlon Brando (znak FO5GJ) – aktor, Chet Atkins (WA4CZD) – amerykański muzyk, Maksymilian Maria Kolbe (SP3RN) – polski franciszkanin, Charles Brady (N4BQW) – amerykański astronauta.
-.. --- -... .-. . --. --- / -.. -. .. .-
// Witam wszystkich debiutantów i przypominam, że inne wpisy z serii możecie znaleźć w #ciekawostkanadzis. A jeżeli jesteście głodni wiedzy to zajrzyjcie na #qualitycontent
„Zaczęło się niewinnie. Ulica, która miała prowadzić w kierunku posterunku policji, skręciła nagle delikatnie w lewo i wprawdzie nie oddalała się od celu, ale przecież także nie zbliżała do niego”
Na filmiku widnieje przykład deszczu nawalnego, potocznie nazywanego oberwaniem chmury.
Kiedy występuję i czym się charakteryzuje?
Występuje w okresie letnim i charakteryzuj się dużą, krótkotrwałą i nagłą ilością opadów na stosunkowo małym obszarze. Mówi się, że w czasie tak krótkotrwałej ulewy, może spaść nawet powyżej 100 mililitrów wody.
Jakie są konsekwencje takiego deszczu?
Przy dość nagłych i dużych opadach, lokalne podtopienia i błyskawiczne powodzie, przykładem tutaj mogą być ulice z niedrożnymi odpływami burzowymi, lub miejscowości górskie położone obok potoków i nie tylko.
Drunken sailor pierwotnie była w prawdziwym tego słowa znaczeniu szantą. Śpiewana była często przy wybieraniu brasów. Gdy żaglowiec zamierzał zmienić hals*, należało podczas wykonywania zwrotu obrócić reje** i właśnie do tego służyły brasy. Chwytało się linę i gęsiego szło w kierunku rufy, w czym pomagał skoczny rytm. Prawdopodobnie szantę śpiewano też przy innych pracach wymagających maszerowania, czynności te w późnych latach żeglarstwa stopniowo zanikały a szanta zmieniła swoje zastosowanie. Tekst składa się z pytania: “co zrobimy z pijanym żeglarzem?” w pierwszej zwrotce oraz z żartobliwych odpowiedzi na to pytanie w następnych zwrotkach. Dzięki takiemu charakterowi tekstu, powstało w wersji anglojęzycznej wiele alternatywnych zwrotek.
Utwór powstał na początku dziewiętnastego wieku lub wcześniej, natomiast w późniejszych czasach, gdy wielkie żaglowce już nie były wykorzystywane, zdobył popularność wśród szczurów lądowych. Według kapitana W. B. Whalla, który służył w brytyjskiej Royal Navy, była to jedna z dwóch szant śpiewanych w marynarce. Szanty bowiem zazwyczaj nie były śpiewane na statkach wojennych, gdzie panowała większa dyscyplina i inne zwyczaje niż na statkach handlowych. Melodia jest zbliżona do irlandzkiej ludowej pieśni “Óró sé do bheatha abhaile” (którą swoją drogą też polecam przesłuchać).
Tytuł “NAJPOPULARNIEJSZA SZANTA ŚWIATA” oparłem na liczbie wyświetleń na YouTube: 73 Miliony w wykonaniu Irish Rovers. Jest to Irlandzki zespół wykonujący głównie muzykę ludową, a Drunken Sailor zaczęli grać już w latach 60, zawsze na koniec koncertu. Liczba wyświetleń tego filmu jest niespotykana w świecie szant. Szanta została nagrana przez niezliczoną liczbę wykonawców. Naprawdę, wpisując Drunken Sailor w spotify mamy chyba kilkaset wyników (do tego dochodzą wykonania w innych językach), ciężko mi było więc ograniczyć się do polecenia wam jednego czy dwóch linków. Dodatkowo melodia Drunken Sailor pojawiała się wielokrotnie w serialu Spongebob (na szczęście bez tekstu) oraz w grach Assasin’s Creed IV czy Dishonored. Powstały także remiksy i inne interpretacje, np. ciekawy utwór Italo Disco “What Shall We Do With The Drunken D.J.”
Jeśli chodzi o wersje polskie dzisiejszej szanty, Marek Szurawski w jego książce podaje nuty z tekstem o tytule “Z pijanym żeglarzem”, jednak poświęca mu bardzo mało uwagi, w zasadzie nie podaje innych informacji. Ta wersja jest podobna znaczeniowo do oryginału: pada pytanie co zrobimy z pijanym żeglarzem, i w kolejnych zwrotkach są różne odpowiedzi, na przykład “Trzymajmy go za nogi gdy rzygać będzie” czy “W zęzę złożywszy, wężem lejmy”. Ta wersja jest dostępna na YouTube (zespół Zejman i Garkumpel, lub moi ulubieni Mechanicy Szanty), jednak jest praktycznie zupełnie nieznana w porównaniu z wersją o tytule “Morskie opowieści” którą zna każdy kto był chociaż raz w życiu na ognisku na mazurach. Tutaj pierwotny tekst ma 8 zwrotek i został napisany przez Jacka Kasprowego. Zwrotki to krótkie, żartobliwe, często prostackie historie z życia żeglarzy. Refren natomiast brzmi:
Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom.
Tak jak pisałem wyżej, wersja anglojęzyczna doczekała się pewnej ilości dodatkowych zwrotek. Jednak polskie “Morskie Opowieści” to już przekroczyły wszelkie limity ilości tekstu. Nowe zwrotki pisał co drugi harcerz czy amatorski żeglarz, przez co w internecie jest ich (według wikipedii) około 500. Przeszukując internet można zdecydowanie uwierzyć w tak wielką ich liczbę. Choćby na tej stronie (http://www.morskie-opowiesci.kwasniewska.pl/morskie.htm ). SPECJALNIE NA POTRZEBY TEGO WPISU napisałem w pythonie niesamowicie skomplikowany skrypt, i jeśli dobrze policzył, na podlinkowanej stronie mamy 378 zwrotek. Co ciekawe, jest nawet popularna zwrotka o flocie Admirała Nelsona (czyli mojej):
Była raz w Londynie k⁎⁎wa
Tak w rzemiośle wyrobiona,
Że w dwie doby obskoczyła
Eskadrę Nelsona.
Pisząc to chciałbym wyruszyć na morze lub chociaż jeziorko i pośpiewać z żeglarską ekipą (której w sumie nie mam). Ale jako że mamy luty, muszę się zadowolić słuchaniem muzyki z internetu. Ostatnia informacja jaką zamieszczę to że dzisiejszy utwór jest łatwo zagrać na gitarze, wystarczy znać trzy chwyty: a, C, G. Mam gitarę na której kompletnie nie umiem grać, może by tak ją wyciągnąć i spróbować...
Na zdjęciu widzimy wyspę o nazwie Robinson Crusoe.
Jest to wyspa pochodzenia wulkanicznego, druga pod względem powierzchni wyspa chilijskiego archipelagu Juan Fernández. Jej powierzchnia wynosi 47,94 km², zaś jej największym wzniesieniem jest szczyt o nazwie El Yunque. Wyspa Robinson Crusoe posiada bogatą, unikalną florę i faunę, ciekawe formacje skalne, klify, oraz niezrównoważoną geografię. Pełno jest tam endemicznych roślin i wiele gatunków zwierząt.
Zdjęcie wykonano 7 listopada 2018 roku, przez Operational Land Imager - OLI, zamontowanego na pokładzie Landsat 8.
Wyspa głównie została spopularyzowana przez badania Karola Darwina.
Warto wspomnieć o tej mniejszej wysepce widocznej na zdjęciu, która nosi nazwę Santa Clara.
Około 3800 kilometrów na południe od wyspy, znajduje się archipelag na którym rozgrywała się akcja pewnej powieści..
Dzisiaj ostatni post dotyczący średniowiecza. Kolejne epoki będą nieco bardziej rozwinięte.
Jak wiadomo, podstawą muzyki średniowiecznej był chorał gregoriański. To tak naprawdę właśnie od niego, muzyka zaczęła nabierać kolorytu.
Mimo iż wcześniej mieliśmy już styczność z dziełami typowo rozrywkowymi, to dominantą była mimo wszystko muzyka kościelna.
Chorał gregoriański radził sobie bardzo dobrze. Melodia - najczęściej jednogłosowa, wykonywana przez mężczyzn w trakcie trwania mszy.
Miało to swój klimat, szczególnie jeśli wspomni się o tropach, często również wykorzystywanych w częściach stałych.
Czym były tropy? Opierają się one na poszerzaniu fragmentów istniejącego już wcześniej odcinka chorału gregoriańskiego poprzez wstawki tekstowe, muzyczne lub tekstowo-muzyczne.
Wyróżniamy ich trzy rodzaje:
Opierający się na dodaniu melizmatu – wstawki muzycznej pozbawionej nowego tekstu.
Prosula, prosa, verba lub versus: trop opierający się na podłożeniu tekstu pod istniejący wcześniej melizmat.
Laudes lub versus: trop opierający się na nowym wersie lub wersach, zawierających i tekst, i muzykę.
Jeśli chodzi natomiast o sam chorał, to zachęcam by zapoznać się z nim dokładnie. Tutaj za przykład posłuży mi pieśń "Deum Verum".
Jutro najprawdopodobniej przejdziemy do renesansu.
@HappyNewYear88 No i pięknie, wielkie dzięki za wrzucenie posta o chorale. Pięka to rzecz, można sobie w tle posłuchać- przyjemnie się tego słucha nawet jako takiego ambientu. Do tego na yt są tego tony- polecam szczególnie kanał Benedyktynów tynieckich.
Witam Was w kolejnym poście z serii #historiakina . Mam nadzieję, że stęskniliście się, bo przyszedł czas na opowiedzenie o ojcu efektów specjalnych. Mowa tutaj o Georges Méliès.
Jak wspomniałem we wcześniejszym poście, bracia Lumieres wyświetlając swoje filmy w Grand Café, zaintrygowali właśnie tego pana. Po projekcji, Méliès podszedł do braci Lumieres w celu odkupienia magicznego kinematografu. Bracia odmówili, stawiając dość śmiałą tezę, że ich wynalazek prędzej go zgubi niż da mu jakikolwiek zysk. I niestety mieli rację...
W końcu Méliès zdobył kinematograf, jako iż był iluzjonistą i znał się na magicznych sztuczkach, wprowadzał w swoich filmach prototypy efektów specjalnych. No i to on stworzył pierwsze filmy fabularne. Talent "magika" został niestety zabity przez Wielką Wojnę podczas, której nie było zapotrzebowania na filmy. Przez problemy finansowe Méliès z rozpaczy spalił taśmy ze swoimi filmami.
Jedna jednak przetrwała. Mowa tutaj o "Podróży na księżyc" z 1902 roku. Podlinkuje Wam ten 15 minutowy film, abyście mogli doznać magii kina fabularnego tamtych lat. Pokaz tego, że w kinie wszystko jest możliwe, a prawa fizyki nie grają żadnej roli. W kolejnym wpisie przyjrzymy się nurtom, które wykształciły się w późniejszym czasie...
Nigdy Audi nie było jakimś moim szczytem marzeń motoryzacyjnych, ani nawet marką, którą chciałbym za wszelką cenę mieć w swoim garażu.
Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem uprzedzony, po prostu motoryzacyjnie to nie to.
Jednak koło Audi Sport Quattro nie da przejść się obojętnie.
Audi Sport Quattro to skrócona odpowiedź wersji Audi Quattro na homologację sportową grupy B. Pojazd zaprezentowano w 1983 roku we Frankfurcie, na targach motoryzacyjnych IAA. Na potrzeby tej homologacji wyprodukowano 220 pojazdów. Samochód można było nabyć od grudnia 1984 roku. Jak donoszą źródła, 170 pojazdów zostało sprzedanych.
Kilka informacji technicznych:
Audi Sport Quattro napędzane było dwudziestozaworowym - pięciocylindrowy silnikiem o pojemności 2.1l z turbosprężarką. Silnik osiągał moc 306KM. Przyspieszenie do setki wynosiło 4,9s, zaś jego prędkość maksymalna wynosiła 250 km/h.
Na tle można wyróżnić wersję rajdową, z tym samym silnikiem, ze zwiększoną mocą, która wynosiła 450KM, a przyspieszenie do setki wynosiło 3.5s.
Kolejna wersja, to ta z dwustu dwudziestu sztuk, w której w ramach powstało 20 sztuk Audi Sport Quattro S1, które miały silniki o mocy 530KM, które zaś osiągały setkę w 2.6s.
Pojawiła się również wersja specjalna, przygotowana na górski wyścig w USA o nazwie - Pikes Peak International Hill Climb, który odbył się w 1987 roku. Była to wersja specjalna Audi Sport Quattro S Pikes Peak, któremu towarzyszyło silne ospojlerowanIe i silnik o mocy 598KM, przyspieszenie tej wersji pojazdu do setki wynosiło 2.5s
@Havelock_Vetinari Ja z kolei mam odwrotnie. Kiedyś dla mnie BMW>Mercedes>Audi. teraz BMW robi te grille, która za parę lat to chyba będą wystawać ponad maskę. Merc zrobił się takie jakby grzeczny/młody - wczesniej IMO wyglądały bardziej dostojnie, a zaś Audi poszło w agresywniejsze linie, która mi się podoba.
Nadal zostajemy w sferze renesansu, ale następnym razem zahaczymy o jakąś inną epokę. Choć oczywiście do renesansu wrócimy, bo to obfity w dzieła sztuki okres w sztuce.
W sposób klarowny i prosty Tycjan przedstawia prawdy o przemijaniu ludzkiego życia. Niezwykle intrygujący obraz, dzięki umiejętnemu zastosowaniu pierwszego i drugiego planu.
Wgl te obrazy będę umieszczał pod #sztukanacodzien więc jak chcecie to zaobserwujecie. Kolejny # do kolekcji po #historiakina i ogólnym #popkulturka
"The boy and his dog" to pozycja obowiązkowa dla fanów postapo. Tytułowy chłopiec przemierza pustkowia razem ze swoim wiernym psiskiem. Sam pies nie jest do końca zwyczajnym czworonogiem, ponieważ... potrafi porozumiewać się telepatycznie ze swoim właścicielem. Dodatkowo potrafi wyszukiwać najbardziej pożądanego "towaru" pustkowi - kobiet. Tak, nasz bohater jest typowym samcem alfa, który aktywnie szuka partnerki, w celu, cóż, można się łatwo domyśleć w jakim celu. Bynajmniej nie chodzi o trzymanie się za ręce ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Świetna, klimatyczna muzyka, fantastyczna scenografia i kostiumy oraz niebanalna historia to tylko część uroków tego filmu. Jeśli kiedykolwiek zastanawiało Cię, skąd chłopaki od fallouta wzięli swoje pomysły, to tutaj znajdziecie odpowiedź. I tak, dogmeat też jest tego przykładem.
Film gdzieś krąży po sieci, na yt też go znajdziecie. Także, zapraszam do oglądania.
W tamtych latach to właśnie kościół katolicki był głównym ośrodkiem rozwoju zapisu muzycznego, form muzycznych; cóż powiedzieć, muzyki ogółem. Wielu zakonnikom możemy zawdzięczać kolejne sposoby zapisu melodii.
Początkowo, melodię zapisywano nad śpiewanymi słowami. Nie był to jednak dokładny zapis. Informował on jedynie, czy powinniśmy śpiewać niżej, czy wyżej. Melodię zaś, przekazywano słownie. Później zaś, wprowadzono dwie linie - pierwowzór dzisiejszej pięciolinii. Linia żółta, położona wyżej, określała dźwięk C, natomiast linia niższa; czerwona, określała dźwięk F. Tym sposobem przekaz melodii stał się prostszy. Cokolwiek można było zapisać.
Później dodano kolejne linie, lecz musiało minąć jeszcze sporo lat.
Skoro więc to kościół budował muzykę w średniowieczu, a dzisiaj rozpoczynamy wielki post, to zachęcam was do wysłuchania utworu "Jezu Chryste Panie miły" w wykonaniu zespołu Jerycho.
Dzieło to, zostało zaaranżowane właśnie w sposób typowo średniowieczny.
Mimo, że spotykamy się z wielogłosem, samo brzmienie przenosi nas właśnie w okres wieków średnich.
@HappyNewYear88 Ta grupa jest po prostu wspaniała, słuchałem kiedyś ich "Święty Boże"- pięknie to brzmi. Pasuje mi ich wykonanie do repertuaru- ma w sobie taki antyczny klimat.