Ale dosyć narzekanctwa! W tejże edycji sonetowej zabawy mieliśmy z niezwykła sytuacją wierszowego pojedynku! Pojedynek ten odbył się pomiędzy:
@George_Stark : 4 VS @fonfi : 1
Zwyciężył oczywiście niezrównany i niezawodny @George_Stark !!! Gratuluję !
Poza tym chciałem przyznać Order Przestrachu Przed Wygraną - Panu @RogerThat ! Order ten upoważnia Cię do braku obowiązków związanych z wygraną w sonetowym konkursie!
Oczywiście jeśli ktoś będzie chciał go honorować... bo ja nie zamierzam...
Tak naprawdę pan @George_Stark , któremu gratuluję zwycięstwa, wygrał w cuglach. Ja dołączyłem do "rywalizacji" (cudzysłów celowy) tylko dla zachowania jakichkolwiek pozorów potyczki...
Zatem jeszcze raz gratulacje Panie @George_Stark i czyń Pan honory w kolejnej - LXVI - edycji!
Zbliżamy się do końca kolejnej edycji #nasonety a jak na razie tylko pan @George_Stark był łaskaw wziąć w niej udział. Czterokrotnie... Nie godzi się zostawiać go samego ze sobą, bo cóż by to była za rywalizacja? W związku z powyższym dołączam z poniższym utworem #diriposta . A że dzisiaj tłusty czwartek (może ktoś zapomniał), to będzie tematycznie.
Podobno jak coś jest głupie ale działa, to wcale nie jest głupie. W myśl tej zasady od jakiegoś czasu zacząłem praktykować sobie taką rutynę, że zanim rano zwlokę się z barłogu, to najpierw się sam do siebie uśmiecham, niezależnie od tego jak do d⁎⁎y by się nie zapowiadało. Głupie, co nie? – no ale działa.
Jest 10.25, ale w związku z tym, że dziś niedziela, to można uznać, że jest jeszcze rano. I właśnie dlatego w ten niedzielny poranek, na dzień naprawdę dobry, chciałem Państwu zaproponować
Sonet optymistyczny
Świt wlał się jasny do moich okien –
ja: obudzony słoneczną przędzą,
która – jakby budzikiem mi będąc –
zbudziła na twarzy uśmiech szeroki.
Choć wiem, że zdarzenia dziś mogą mi wkropić
gorycz w dnia kielich – jest przyszłość niepewną –
@George_Stark mam w pracy na drzwiach taką tabliczkę, na której każdego dnia rano staram się zapisać coś pozytywnego, miłego czy radosnego, chociaż czasami jestem gotowa jedynie na to, żeby napisać "piątek".
Ale usłyszałam w tym tygodniu od jednej z koleżanek, że ona śpieszy się do pracy, żeby przed lekcjami spojrzeć na moją tabliczkę. Miłe to było.
Mówią, że z poezji nie da się wyżyć. Że poezja nikogo nie nakarmi. Nie mają racji. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że kiedyś mnie samego pewne zdarzenie, jakby nie patrzeć związane jednak z poezją, bo wynikłe ze spotkania z tą poezją związanego, ocaliło od śmierci głodowej. Nie pamiętam czy podziękowałem wtedy za to, a że podobno lepiej późno niż wcale, to, żeby moje chamstwo i niewychowanie nie wyszło na jaw, na wszelki wypadek nadrabiam tamto podziękowanie teraz:
***
@Wrzoo, dziękuję
(nawet nie za to, że poprzedniej edycji nie wygrałem, choć i za to również)
Mamy piątek, a więc przyszedł czas na podsumowanie LXIV edycji zabawy #nasonety , zwane też #podsumowanienasonety
Udział wzięli:
człowiek wielu fachów i talentów @George_Stark z sonetami Jak się to wszystko zaczęło , Produktywność, czyli Bo kulki na Kurniku już mi się znudziły , Jabłuszko Sandomierskie , Memento Mori , Próżny sen i Lawina
żałobnik po Paszce @fonfi z sonetem Lament spod Pachy
hedonista @RogerThat z sonetami Erotyczna patelnia i Newton nieswoich czasów
wodzirejka tej edycji z sonetem Solą chodników proszę nie sypać, bo pieski szczypie w łapki
nieświadomy popełnionego przez siebie błędu @splash545 z wpisem czterorymowym , opatrzonym tagiem #nasonety
Aby zapobiec nadmiernemu mnożeniu się sonetów, należy jak najszybciej ukrócić tę edycję i wybrać męczennika kolejnej.
W tej edycji ukryte kryterium (ukryterium?) było proste — wygrywa ten wpis, który nie zawiera żadnego sonetu i znalazł się tu totalnie przypadkiem.
Dlatego też zwycięzcą LXIV edycji #nasonety zostaje @splash545 Kondolencje.
***
Ale nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła paru wyróżnień, niebędących wcale a wcale nagrodami pocieszenia.
Czekoladowy medal w srebrnym pazłotku
dla @RogerThat , bo gdyby nie wczorajszy wpis Splasha, to dyplom zwycięstwa przyznany zostałby Tobie, abyś mógł się nim pochwalić cioci. A tak to chociaż coś na osłodzenie łez.
Figurka z porcelany przedstawiająca żeliwny grzejnik
dla @George_Stark w podzięce za krótki wykładzik z materiałoznawstwa (wciąż mnie zadziwia Twoje ścisłe wykształcenie).
W połowie zdrapana zdrapka "Extra Pensja"
dla @splash545 - ewidentnie masz dziś szczęście, toteż jest szansa na dalsze niespodziewane wygrane.
Naprawdę fajny patyk
dla @fonfi - Paszka znalazła fajny patyk, ale Ty zasłużyłeś na fajniejszy.
Kremik do rąk
dla mnie, bo mam suche ręce.
Dziękuję wszystkim za udział i powodzenia w kolejnej edycji!
@Wrzoo Ale zarąbisty patyk - w kształcie serduszka Albo jabłuszka... Tak czy siak bardzo mnie się podoba! Dziękuję.
@UmytaPacha Zoba jakiego mam fajnego badyla!
No i oczywiście gratulacje dla pana @splash545 . Tak wygrać nic nie pisząc to jest dopiero Performance przez wielkie "P" i SZtuka przez wielkie "SZ". Tym większe są moje wyrazy współczucia!
No dobrze. Skoro koleżanka-organizatorka LXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie tylko nie ma nic przeciwko natłokowi wytworów, nie tylko się z nich cieszy , ale nawet na nie czeka , no to proszę bardzo.
Najpierw jednak uchylę z lekka drzwi do warsztatu i podzielę się swoją inspiracją. Otóż, kiedy ostatnie słowo pierwszego wersu utworu di proposta zrymowało mi się ze słowem „lawiny”, to nie mogłem nie pomyśleć o tej wspaniałej piosence pana Leonarda Cohena ( tutaj po polsku , w pięknym tłumaczeniu i wykonaniu pana Macieja Zembatego). I nie to żebym próbował się do pana Cohena w jakikolwiek sposób przymierzać czy z nim rywalizować, po prostu się zainspirowałem:
***
Lawina
Pamiętam potężną siłę lawiny,
dwóch ciał namiętny taniec.
To ja czy ty – kto tam był draniem? –
bo wiem: to były tylko kpiny.
Dudniące serca nam wtedy grały
jak śnieg zabrany górom;
teraz zalega cisza ponuro
jak ciężkie śniegu zwały.
Od czasu do czasu coś jeszcze tąpnie –
nie łudzę się, w lawinę nie wstąpię:
serce – jak drzewa – złamane.
W dolinie zaś śnieg pozostanie,
bo choć cię ciągle noszę w swej głowie
to mieć cię nie mogę więcej przy sobie.
***
Tak na marginesie, bo nie wiem czy wiecie, ale również i pan Andrzej Poniedzielski współpracował z panam Cohenem (przy umownej tego drugiego świadomości na ten temat – ale mi się to sformułowanie podoba!; zresztą pan Andrzej Poniedzielski też jest inżynierem, nawet studiowaliśmy na tej samej uczelni, choć na innym kierunku; no ale ja się później przeniosłem i ostatecznie jednak dyplomy zrobiłem gdzie indziej), a efektów tej współpracy, wraz z kapitalnym wstępem (link podaję tylko do adekwatnej części wystąpienia, choć polecam całość), można sobie posłuchać tutaj .
No i tryb gaduły-rozmyślacza mi się włączył, bo tak się zastanawiam dlaczego aż tak bardzo mi się podoba ten tekst do Avalanche? Mało tego! Dlaczego w ogóle podobają mi się takie teksty opowiadające o męskim jednak zawodzie, kiedy to okazuje się, że sama fizyczność to niestety nie wszystko. Tak jak w tym pięknym utworze zespołu Harlem na przykład. Może za dużo pana Bukowskiego się kiedyś naczytałem?
Ten wers: Z plastycznej, lecz miękkiej ulepiona gliny przypomniał mi zdanie, które miał w zwyczaju wygłaszać pan doktor prowadzący nasze laboratoria z materiałoznawstwa (bo ja, wbrew pozorom, posiadam solidne wykształcenie techniczne - cytując pana Poniedzielskiego), a zdanie to brzmiało tak: no i mówią, że jest twardy jak stal, choć stal akurat w technice zalicza się do materiałów miękkich.
A te ostatnie trzy wersy są takie cudne! Chciałbym takie obrazki umieć tworzyć. Będzie trzeba poćwiczyć.
Miał być już na ten tydzień fajrant, no ale kiedy dziś rano obudziłem się i pomyślałem, że być może to już mój ostatni ranek – nigdy przecież nie wiadomo – to mnie jakaś taka nieodparta chęć na napisanie sonetu naszła, bo – w świetle tych moich porannych przemyśleń – ryzykownym byłoby odkładanie tego do kolejnej edycji zabawy #nasonety . Kolega @splash545 ustał ostatnio w trudzie szerzenia swojej stoickiej propagandy w naszej wspaniałej kawiarni #zafirewallem , więc postanowiłem go w tym trudzie (tymczasowo, mam nadzieję) zastąpić:
***
Memento mori
Leżą rzędami – sini i zimni;
żaden z nich nigdy więcej nie wstanie,
nie zrobi tego co kiedyś miał w planie
bo wszystkie ich plany już się skończyły;
jeden chciał dom zbudować wspaniały,
inny chciał posag zapewnić córom
i każdy z nich tylko tak, pro futuro
myślał; na takim myśleniu dni im mijały.
Tak zamienili swe życie w troskę,
mało to życie ich było radosne,
a teraz tak żywi są jak i kamień;
wiec zanim rano do życia wstaniesz,
codziennie, gdy tylko oczy otworzysz:
memento mori – wspomnij to sobie.
***
A, pozwolę sobie również, trochę pro forma, otagować ten wpis jako #stoicyzm , choć jestem twórcą elastycznym: z przyjemnością podejmę się bycia piewcą dowolnej ideologii, jeśli tylko odpowiednio mi za to jej opiewanie ktoś byłby gotów zapłacić.
Już od poniedziałku, kiedy to nasza @UmytaPacha znalazła się, wrzucając beztrosko zdjęcie patyka, chodził mi po głowie komentarz do całej tej sytuacji. A skoro na zewnątrz aura nie sprzyja jeździe do pracy rowerem i moja uwaga, zazwyczaj całkowicie skupiona (w celu przeżycia) na innych uczestnikach ruchu, nie za bardzo ma co ze sobą zrobić, to postanowiłem spożytkować ją (tę uwagę) oraz czas spędzony w komunikacji miejskiej by ubrać komentarz w postać sonetu #diriposta w zabawie #nasonety.
Doczekawszy się otwarcia LXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem dostarczam oto sonet ekspresowy! Zgodnie z chyba już tradycją, sonet, którym przystępuję do konkursu jest sonetem z tygodniopomnego Cyklu Grudziądzkiego.
A o czyn dziś? A dziś o początkach. Otóż każda legenda skądś się bierze, jest jakieś wydarzenie, zwykle równie legendarne co i sama legenda, które stało się tej legendy początkiem. Grudziądz, choć jest miastem niewątpliwie wyjątkowym, to akurat w tej materii żadnym wyjątkiem nie jest. Legendy nie muszą mieć pokrycia w rzeczywistości, tak samo jak mogą stać z tą rzeczywistością w sprzeczności. O ile więc wiadomym jest nam wszystkim, że w rzeczywistości jest tak, że ciała tych wszystkich utopionych w Grudziądzu ludzi spływają Wisłą do morza, tak o pierwszym grudziądzkim topielcu legenda mówi coś zupełnie innego. Bo każda legenda potrzebuje swojego symbolu: tak jak odcisk łapy diabła na zabytkowym stole w lubelskim zamku, tak jak pielgrzym z Gór Świętokrzyskich, który aż do końca świata będzie zbliżał się do szczytu Łysej Góry w tempie ziarnka piasku rocznie, tak też jest i to pierwsze ciało utopione w Grudziądzu, które podobno po dziś dzień leży gdzieś tam zagrzebane w piasku wiślanego dna.
Otwieramy ekspresowo LXIV edycję #nasonety , w której każdy może wziąć udział i zarymować z nami do wybranego utworu sonetopodobnego.
Utworem #diproposta będzie sonet urodzinowy:
Krystyna Konecka
279 urodziny
Czuję się zaproszona, gdzie w progach gościnnych
„szumne na osób dwieście stoły zastawiane.
Tu muzyka, tu tańce, tam teatra grane”…
Nie inaczej w Krakowskiej Pani urodziny.
Pamiętasz? Kiedy z tortu ów niziołek mały
lub z kwiatów ze skrzypcową schodził uwerturą?
Flotyllę statków wypełnionych konfiturą
kiedy niósł nurt tokaju kanałem z kryształu?
Fajerwerki? I baty na wodzie choroskiej
pływające? Uściski małżonka ojcowskie
i życzeń jenerała gorące szeptanie?
A my w Złotych Pokojach u ciebie, kochanie,
łyk kawy ze śmietanką z kapsli plastikowych
wychylamy. Gdziekolwiek jesteś – za twe zdrowie.
—
Zasady są bliżej znane lub nieznane, ale chodzi o to, by rymować z wyżej wymienionym utworem każdą linijką złotą.
Wygrywa zwycięzca.
#zafirewallem #tworczosc #poezja
PS. Bardzo przepraszam Was za zwłokę - nie wiem, jak to się stało, ale wpis z podsumowaniem kompletnie mnie ominął i dopiero teraz sprawdziłam, co się zadziało...