No dobrze. Skoro koleżanka-organizatorka LXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie tylko nie ma nic przeciwko natłokowi wytworów, nie tylko się z nich cieszy , ale nawet na nie czeka , no to proszę bardzo.
Najpierw jednak uchylę z lekka drzwi do warsztatu i podzielę się swoją inspiracją. Otóż, kiedy ostatnie słowo pierwszego wersu utworu di proposta zrymowało mi się ze słowem „lawiny”, to nie mogłem nie pomyśleć o tej wspaniałej piosence pana Leonarda Cohena ( tutaj po polsku , w pięknym tłumaczeniu i wykonaniu pana Macieja Zembatego). I nie to żebym próbował się do pana Cohena w jakikolwiek sposób przymierzać czy z nim rywalizować, po prostu się zainspirowałem:
***
Lawina
Pamiętam potężną siłę lawiny,
dwóch ciał namiętny taniec.
To ja czy ty – kto tam był draniem? –
bo wiem: to były tylko kpiny.
Dudniące serca nam wtedy grały
jak śnieg zabrany górom;
teraz zalega cisza ponuro
jak ciężkie śniegu zwały.
Od czasu do czasu coś jeszcze tąpnie –
nie łudzę się, w lawinę nie wstąpię:
serce – jak drzewa – złamane.
W dolinie zaś śnieg pozostanie,
bo choć cię ciągle noszę w swej głowie
to mieć cię nie mogę więcej przy sobie.
***
Tak na marginesie, bo nie wiem czy wiecie, ale również i pan Andrzej Poniedzielski współpracował z panam Cohenem (przy umownej tego drugiego świadomości na ten temat – ale mi się to sformułowanie podoba!; zresztą pan Andrzej Poniedzielski też jest inżynierem, nawet studiowaliśmy na tej samej uczelni, choć na innym kierunku; no ale ja się później przeniosłem i ostatecznie jednak dyplomy zrobiłem gdzie indziej), a efektów tej współpracy, wraz z kapitalnym wstępem (link podaję tylko do adekwatnej części wystąpienia, choć polecam całość), można sobie posłuchać tutaj .
No i tryb gaduły-rozmyślacza mi się włączył, bo tak się zastanawiam dlaczego aż tak bardzo mi się podoba ten tekst do Avalanche? Mało tego! Dlaczego w ogóle podobają mi się takie teksty opowiadające o męskim jednak zawodzie, kiedy to okazuje się, że sama fizyczność to niestety nie wszystko. Tak jak w tym pięknym utworze zespołu Harlem na przykład. Może za dużo pana Bukowskiego się kiedyś naczytałem?
