Podobno jak coś jest głupie ale działa, to wcale nie jest głupie. W myśl tej zasady od jakiegoś czasu zacząłem praktykować sobie taką rutynę, że zanim rano zwlokę się z barłogu, to najpierw się sam do siebie uśmiecham, niezależnie od tego jak do d⁎⁎y by się nie zapowiadało. Głupie, co nie? – no ale działa.
Jest 10.25, ale w związku z tym, że dziś niedziela, to można uznać, że jest jeszcze rano. I właśnie dlatego w ten niedzielny poranek, na dzień naprawdę dobry, chciałem Państwu zaproponować
Sonet optymistyczny
Świt wlał się jasny do moich okien –
ja: obudzony słoneczną przędzą,
która – jakby budzikiem mi będąc –
zbudziła na twarzy uśmiech szeroki.
Choć wiem, że zdarzenia dziś mogą mi wkropić
gorycz w dnia kielich – jest przyszłość niepewną –
ja mojej radości za nic nie dam sczeznąć
z jej drogi nie zboczę – nie dam się stropić.
Tako się wyśpisz, jak się umościsz –
odwrócić chciałem mądrość ludową:
gdy rano zaczniesz dzień od radości
to ze spokojną go skończysz głową
i jak wszystko się zmieni, możesz się zdziwić,
gdy dzień zaczniesz z uśmiechem. Choćby na niby.
***
#nasonety
#zafirewallem
