– „Cóż to by była za edycja, w której ostentacyjnie nie zlekceważyłbym zasad? Toż to nie po chrześcijańsku!” – pomyślałem sobie, no i zasadę dotyczącą tematu w wytworze poniższym postanowiłem całkowicie zignorować:
To będzie truizm, ale obserwacja ludzi bywa fascynująca, a rzeczywistość potrafi napisać takie scenariusze, których chyba nie dałoby się wymyślić, a przynajmniej ja bym nie potrafił. Koleżanka-Organizatorka @Wrzoo zażyczyła sobie, żeby w tej edycji zabawy #nasonety zawrzeć w swoich wytworach motyw śmierci. Zwykle takie życzenia (z większą bądź mniejszą premedytacją) olewam, ale nie tym razem. Tym razem życzenie otworzyło mi w głowie kilka klapek, a to, co spod tych klapek mi się powysypywało, niepokoiło na tyle, że trzeba było jakoś to w sobie uporządkować. W taki właśnie powstał wytwór poniższy, z którego zamierzam się trochę wytłumaczyć.
Mam koleżankę. A raczej miałem, bo od bardzo dawna już się nie widzieliśmy i nie rozmawialiśmy ze sobą i pewnie oboje zmieniliśmy się przez ten czas na tyle, że spotkanie, gdyby do niego doszło dziś, mogłoby okazać się cokolwiek niezręczne. Koleżance tej, już ponad dziesięć lat temu, zmarł partner. Zmarł we śnie, nie wiadomo dlaczego, sekcja zwłok nie wykazała przyczyny. Po prostu rano się nie obudził. Koleżanka przeżyła żałobę, a później zaczęła żyć dalej, znalazła sobie między innymi nowego partnera. Ostatnio mignął mi gdzieś jej wpis z okazji tej smutnej rocznicy, w którym napisała, że być może kocha dwie osoby jednocześnie. Cieszę się, że udało się jej sobie z tym wszystkim poradzić i że wydaje się być szczęśliwą (mam nadzieję, że rzeczywiście jest), a wspomnienie tej koleżanki i jej wpisu to pierwszy z przyczynków do powstania tego co poniżej.
Kolejne przyczynki są już czysto literackie. Pierwszym z nich (a drugim w ogóle) jest chyba mój ukochany wiersz, wiersz pana Stanisława Barańczaka *** / Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka . Wiersz, którego moje rozumienie, wraz z moją stopniową zmianą podejścia do świata, bardzo się zmieniło i uważam, że to moje obecne rozumienie go nadaje mu jeszcze większego sensu i prawdziwości. I może to właśnie dlatego podoba mi się on coraz to bardziej i bardziej – czyż odbiorca nie ma prawa ugniatać sobie utworu (szczególnie poetyckiego) tak, jak mu to akurat pasuje? Drugim z kolei utworem, też w temacie, który zadość daje życzeniu Koleżanki-Organizatorki i z którego ukradłem motyw zawarty tak w tytule mojego wiersza, jak i w jednym z jego wersów, jest tekst autorstwa pana Romana Kostrzewskiego, tekst do piosenki Łza dla cieniów minionych , którą to piosenkę pan Kostrzewski wykonywał wraz z zespołem Kat.
Ech. Dłuższy mi ten wstęp wyszedł niż sam wiersz. Może dziś nie mam dnia poety, ale dzień eseisty albo innego felietonisty?
***
Okręt twój płynie dalej
Co wieczór o tej samej godzinie,
kiedy zmęczona już się położyła,
kiedy bezpiecznie się kołdrą okryła,
ty przychodziłeś. Żeby być przy niej.
Mówiłeś jej wtedy, że wszystko minie –
tak jej mówiłeś, gdy się martwiła.
Minęło –dziś już jej nie ma, bo dziś już: była.
A okręt twój? Cóż – dalej płynie.
Wspomnij ją czasem, rano się budząc;
tę pamięć o was pielęgnuj w sobie,
tylko nie cumuj przy tym jej grobie.
Płyń! – być może ku nowym cudom? –
po łez przypływie gdy opadnie rzeka,
podnieś kotwicę! Płyń i nie zwlekaj!
***
Ponieważ dużo pisałem o tym spełnianiu życzenia Koleżanki-Organizatorki, podrzucę jeszcze jeden utwór, który mi się z tematem skojarzył, a który ogromnie mi się podoba, choć to, co autor chciał (tak mi się wydaje) w tekście zawrzeć zrozumiałem dopiero przy którymś kolejnym przesłuchaniu (no i nie odnajduję w nim inspiracji do wytworu swojego, chyba że to jakaś inspiracja bardzo mocno podświadoma). Ale tak piosenka, jak i jej tekst uważam za wyjątkowo piękne, wobec czego chciałem się z Państwem utworem Nad wyraz w wykonaniu pana Marka Dyjaka podzielić.
***
EDIT: Oj, nieładnie się zachowałem wspominając autora słów do jednego utworu, a do drugiego nie. Ten piękny tekst do piosenki Nad wyraz napisał pan Jan Kondrak, z którego twórczością mam ogromną ochotę się szerzej zapoznać.
@George_Stark przepiękny, wzruszający sonet i równie wzruszająca geneza. 💛
Z wierszem Barańczaka mam tak, że wracam do niego co kilka lat, i za każdym razem odbieram go inaczej. Trochę jak horoskop, który sto różnych osób inaczej interpretuje pod swoje życie.
@Wrzoo Sprytnie - taki do góry nogami ten sonet. Tercyny na tetrastychach, tego jeszcze nie grali. A przynajmniej ja nie widziałem. Me gusta No i tyle wspaniałej słowiańskiej mitologii!
Bry. Wczoraj się zakałapućkałem, dlatego po buntowniczemu wrzucam #podsumowanienasonety w sobotę. Kończymy LXXXIV edycję bitwy #nasonety, w której to edycji doświadczyliśmy utworów:
@George_Stark - O flisaku
Kolejna odsłona Cyklu grudziądzkiego. W sumie ciekawe która. Ciężko jednak byłoby to zliczyć. Przy okazji sonetu Dżordż zabiera nas do samego Grudziądza i przedstawia fontannę flisaka, który to flisak nie pozwala topielcom wyjść z wiślańskiej toni, gdyby który próbował. Jak zwykle - poetycko mi wstyd przy koledze.
@Wrzoo - Kobiety kochają klamoty
Nie mam tyle komórek, co by wymyślić pochwałę utworu w słowach zaczynających się na "k", więc sobie oszczędzę. Z przesłaniem się kłócić nikt nie będzie, bo jest ono po prostu prawdą, więc to pominę. Kunszt tego wiersza to dla mnie jakaś abstrakcja. Chylę czoła.
@fonfi - Pukam
Po buntowniczemu wrzucam se w sobotę podsumowanie, bo mnie zainspirował kolega buntowniczym olaniem rymów i tematu. Lubię buntowników. W sonecie zaś kolega upuszcza pary i zwraca się ku samemu bogu (lub Bogu) z pytaniem - jak to jest...? Na końcu autor odpowiada sam sobie. Czy z racją czy bez racji? To chyba już kwestia indywidualna każdego z nas. Od siebie mogę dodać, że według mnie autor pomylił drzwi. Nie należy pytać boga ojca tylko matki natury, a ona już odpowiedź by miała, bo jaka natura jest, każdy widzi. Jak z koniem.
Zapomniałem dorzucić przy otwieraniu kryteriów oceniania, o czym przypomniałem sobie jakoś koło środy, toteż ocenię sobie subiektywnie.
I zanim nagroda główna to oczywiście nagrody główniejsze, bo przyjemne, a bez obowiązków (jak zwierzę w domu przyjaciela).
Dla kolegi @George_Stark nagroda Murarz, tynkarz, akrobata za połączenie poezji, historii i tego kurna kunsztu, co mnie zawstydza.
Dla koleżanki @Wrzoo nagroda Kwintesencji kobiecych kontemplacji za ten kurna kunszt, od którego mózg mi się gotuje, gdyż stałem w kolejce po cośtam innego te parędziesiąt lat temu.
Dla kolegi @fonfi nagroda Buntownika z powodu za zadawanie dobrych pytań i dowód na to, że humanitaryzm kurna jednak jeszcze dycha.
A nagroda główna leci do koleżanki @Wrzoo, gdyż obok czegoś takiego nie da się jednak przejść obojętnie.
@RogerThat Dziękujemy serdecznie za tę edycję. Niezmiernie miło mi było wziąć w niej udział, a jeszcze niezmierniej milo mi było olać jej wszelkie zasady, za które to olanie - co zaskakujące - zostałem na dodatek doceniony. Boję się tylko czy teraz takie olewanie przypadkiem mi się nie spodoba i nie wejdzie mi w krew.
Pani @Wrzoo gratuluję tej, jakże zasłużonej, wygranej. Bo to faktycznie jest majstersztyk. Chapeau bas.
A panu @George_Stark gratuluję i zazdroszczę tych praktycznych nagród (murarz, tynkarz) bo one są na wagę złota. Ja jak sobie sufit onegdaj w łazience zrobiłem, to później płatami odchodził i usłyszałem od majstra słynne "panie, a kto to panu tak sp...?". Przez co ten sufit kosztował mnie po trzykroć dwa razy tyle. Dwa razy tyle pieniędzy, nerwów i wstydu.
Koledze @RogerThat dziękuję za edycję (choć trudną), za miłe słowa oraz za to, że nie wygrałem. Tego ostatniego koleżance @Wrzoo gratuluję. A kolega @fonfi jak będzie miał jakiś sufit to zrobienia, to śmiało może po mnie dzwonić. Przekona się wtedy, że sam to aż tak bardzo tego nie spierdolił. Że da się bardziej.
Jak tylko rano dowiedziałem się o śmierci pani Joasi Kołaczkowskiej zrobiło mi się niesamowicie smutno i dopadły mnie egzystencjalne myśli. Myśli te puchły mi w głowie i zaczęły tak mocno uwierać, że musiałem dać im jakiś upust. A zatem upust ten im dałem. Dałem go w postaci sonetu #diriposta. A przez to, że zdecydowanie nie leżą mi rymy (a właściwie ich brak) w bieżącej edycji #nasonety, to ucząc się od najlepszych, postanowiłem totalnie dzisiaj olać zasady zarówno dopasowania się do rymów jak i roastowania kogokolwiek.
Zapraszam więc do zapoznania się z moim upustem.
Pukam
I stoję tu panie pod Twoimi drzwiami,
A chociaż zbyt długo z wizytą już czekam,
Zapukać się wstydzę i bez sensu zwlekam,
Choć bardzo chcę wiedzieć jak to jest między nami.
Dlaczego pozwalasz, że ludzie głodują?
Dlaczego niewinne cierpią w wojnach dzieci?
Lub gasną przedwcześnie ludzie przyzwoici,
Gdy zdrowiem i szczęściem wciąż cieszą się szuje?
I kłębi się we mnie tych pytań tak wiele,
A ja wciąż pod drzwiami Twoimi jak cielę
stoję, i odpowiedzi pragnę łapczywie.
A kiedy nareszcie w odwagi przypływie
pukam - z ciężką, od pytań do Ciebie głową,
Znajduję ciszę - bo tu nie ma nikogo...
PS
Zdjęcie pani Joasi wrzucam w kolorze, bo pani Joasia nie była ani postacią szarą, ani czarno białą. Była natomiast postacią bardzo kolorową i tak na pewno chciałaby być zapamiętana.
Ależ mi się ten wiersz podoba, tak wymową, kompozycją jak i samym wykonaniem. No i tą puentą, której człowiek się niby spodziewał, ale i tak sprytniej do niej Pan Autor doprowadził.
Nadrabiam troszkę zaległości w tym co się dzieje dookoła ale chciałbym się odnieść do dyskusji na temat naszej Kawiarni #zafirewallem, która wywiązała się w komentarzach tutaj i tutaj. Zrobię to w tym miejscu, w osobnym wpisie, bo tak łatwiej mi będzie zebrać myśli do kupy.
Najpierw tak bardzo ogólnie. Faktycznie mniej się dzieje chwilowo (z naciskiem na "chwilowo", mam nadzieję) ale może to po prostu przez sezon ogórkowy. Jednak okres letni obfituje w różne inne aktywności o urlopach nie wspominając, na których to urlopach chcemy sobie zazwyczaj odpocząć od wszystkiego. Internetów również Dlatego nie przejmowałbym się tym, że jedna czy druga edycja #nasonety czy #naopowiesci nie siadła - ot życie.
Bardzo podobają mi się pomysły lekkiego motywowania przypomnieniami i wołaniami. Uważam, że jeśli organizatorowi danej edycji zależy na frekwencji, to nic nie stoi na przeszkodzie co jakiś czas szturchnąć nas pod danym tagiem. Tak samo obiema rękami podpisuję się pod pomysłem dołączenia informacji do hejtonews (celowo bez tagu, żeby nie zaśmiecać panu @bojowonastawionaowca ) o aktualnie trwających zabawach. Na pewno nie zaszkodzi.
I teraz bardziej o konkretnych tagach.
Jeśli chodzi o #nasonety to mam wrażenie, że tutaj jest trochę sinusoida. Raz więcej raz mniej. Osobiście na przykład mam trochę problem (mentalny) z edycjami, gdzie dawcą nie jest sonet tylko inny utwór (wiersz/piosenka) - ale to tylko i wyłącznie mój formalistyczny problem, przez który jest mi ciężej się zmotywować. Ale proszę tej mojej uwagi w ogóle nie brać swoją uwagę. Ja bym się nie przejmował tylko motywował, wołał, szturchał.
Padła kwestia podsumowań i tego, że uczestnicy się ich boją. Całkiem niepotrzebnie. Jak pan @splash545 czy @George_Stark nam nie raz pokazali podsumowanie można zawrzeć w jednym czy dwóch zdaniach. Nikt nikogo z tego nie rozlicza. Serio! To, że ja lubię sobie popłynąć, to tylko i wyłącznie dlatego, że mnie ogromną frajdę sprawia wielokrotne obcowanie z Waszymi utworami, wczytywanie się, szukanie rytmu, smaczków a na koniec pisanie totalnych głupot na ich temat. Grafomani tak mają :stuck_out_tongue_winking_eye:
Natomiast jeśli chodzi #naopowiesci, bo tutaj faktycznie dzieje się najmniej, to pan @onpanopticon troszkę mnie już ubiegł. Mam ze swojej strony taką propozycję, żeby Państwa troszkę zmotywować:
- W każdej edycji ufunduję nagrodę książkową dla zwycięzcy. Możemy tylko wspólnie ustalić, czy książka będzie odgórnie wybrana, żeby wiadomo było o co walczymy, czy zwycięzca będzie mógł sobie na koniec wskazać co chciałby dostać (w jakimś odgórnie ustalonym budżecie).
- Bardzo mnie cały czas boli, że te nasze wytwory wszelakie giną sobie w czeluściach internetów, więc chciałbym zaproponować, że pod koniec grudnia zbiorę opowiadania z całego roku (oczywiście tych autorów, którzy wyrażą zgodę) i wydam je w formie papierowej jako "Antologię Za Firewallem" - po jednym egzemplarzu dla każdego z uczestników. Żeby było jasne - nie do żadnej sprzedaży, takie wydanie limitowane tylko dla nas. Każdy z nas będzie mógł wtedy powiedzieć, że jest "autorem publikowanym". No i będziemy mieli pamiątkę. Co Państwo na to?
Tym postem, takim na szybko po śniadaniu, mam nadzieję otworzyć szerszą dyskusję.
Chyba się odniesę. Dużo spraw, to odniesę się nie do wszystkich, a tylko do tych, które mnie w jakiś tam sposób poruszyły, bo to bardzo miłe, że komuś zależy na tym naszym wspólnie budowanym przybytku chybotliwym.
***
Publikacja – jako piszący tutaj bodaj najwięcej, napiszę to raz i nie będę powtarzał, bo mi się powtarzać nie będzie chciało: moich opublikowanych tutaj wytworów można używać w dowolny sposób oprócz:
– przypisywania sobie ich autorstwa,
– zbijania na nich kokosów bez podzielenia się ze mną oraz
– celowego karmienia nimi wszelkiej maści modeli językowych/sztucznych inteligencji.
Co do ostatniego punktu, to nie jestem aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, że skoro są opublikowane w Internecie, to pewnie i tak są tam zindeksowane (czy jak to się tam nazywa), ale nie chciałbym żeby ktoś tam to w jakimkolwiek celu wrzucał dodatkowo. W przypadku tego całego AI nie będę oczywiście nikogo ścigał i wyciągał konsekwencji, proszę tylko o uszanowanie mojej prośby. W przypadku dwóch pierwszych punktów, gdyby zdarzyło się ich złamanie, to pewnie najpierw bym się wkurwił, a później zastanowił co z tym fantem zrobić dalej. Mam jednak nadzieję, że się nie zdarzy, bo ani wkurwiać się, ani zastanawiać z musu nie bardzo lubię.
Jeśli zaś chodzi o samą publikację, to nie mam nic przeciwko, nawet mogę się do kosztów wydania dorzucić, niemniej nie mam zamiaru (ani czasu) w tym temacie zrobić niczego więcej.
No i to w zasadzie tyle, bo w pozostałych punktach raczej nie mam zdania. Można próbować i tej aktywizacji i nagród i zobaczyć jak to wyjdzie. Tak to zawsze przecież tutaj działało.
@George_Stark Wiadomo - rozmawialiśmy na ten temat. To ma być tylko dla nas. Dla karmienia własnego ego xD. Ale może poprosimy panią @KatieWee to nam pomoże ogarnąć numer ISBN (co samo w sobie chyba nie jest skomplikowane) to zrobi się "prawilna" publikacja i nawet te nasze wypociny gdzieś w annałach Biblioteki Narodowej zostaną zaindeksowane.
@fonfi W mojej opinii i z mojej perspektywy akcja #naopowiesci ma trochę zbyt krótkie interwały czasowe, przez co zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim ciężko jest się nadążyć z pisaniem. A ja lubię czasem pomęczyć dane opowiadanie 2-3 tygodnie, dlatego przy ambitniejszych tematach nawet nie startuję bo boję się, że nie zdążę. Dlatego też uważam, że najlepszą opcją byłyby cykle miesięczne, przez co po pierwsze byłoby więcej czasu na napisanie utworu, a po drugie łatwiej byłoby zapamiętać do kiedy ma się czas.
Pomysł wydania na papierze jest świetny, będę kibicował. Podobnie pomysł z nagrodami książkowymi, też chętnie ufundowałby, zwycięzcy jakąś.
@bori To chyba kwestia mocno indywidualna. Ja uważam, że terminy są ok. Bo tak jak pisali gdzieś poprzednicy, albo siadasz i piszesz (bo pasuje, bo masz pomysł, bo się zmobilizujesz, etc), albo i tak się nie zbierzesz, ile by czasu nie było. W każdym razie ja przestałem siebie oszukiwać, że to termin jest problemem, tylko wiem, że albo mi temat/forma nie leży, albo po prostu różne inne obowiązki mi nie pozwalają. Ale z tym też się pogodziłem - nic na siłę. Chociaż czasami żal mi, że się nie wyrobiłem, pomimo że jakiś pomysł kiełkował mi w głowie. Ale tak jak napisałem - problemem jestem zazwyczaj ja sam i moja (nie)organizacja czasu z czym aktualnie trochę próbuję walczyć.
Co nie zmienia faktu, że przecież nikt organizatorowi nie zabroni dostosowywać długości trwania edycji do tematu, zadanej objętości czy formy
@fonfi Śmiem twierdzić że dłuższy czas mimo wszystko daje większą szansę na zwiększenie ilości publikacji. Pamiętaj że wiosna i lato to dla niektórych szczyt sezonu w pracy
No dobry wieczór. Zaszczyt mam niemały, ale czy wielki? (owszem, wielki) rozpocząć kolejną już edycję, LXXXIV edycję, bitwy #nasonety Z racji tego, że to bitwa, to dzisiejszy dawca jest autorstwa bojowego nazwiska
Rilke
Pomników nie stawiajcie. Tylko róże
każdego roku niech mu rozkwitają.
Bo tym Orfeusz jest. I trwaniem i przemianą
raz w to, raz w to. Więc się nie troszczmy dłużej
o inne imię. Bo już raz na zawsze
Orfeusz jest, gdy śpiewa. Zjawia się i znika.
Czy to nie dosyć, gdy koronę róży
o parę dni przeżyje, kiedy ta usycha?
O jak on znikać musi, byście to pojęli!
Bo sam jest zatrwożony, że tak znika.
Gdy jego słowo wznosi byt tutejszy,
on jest już tam, gdzie wy go nie spotkacie.
Już krata liry dłoni mu nie więzi.
I pilnie nasłuchuje, gdy granicę mija.
Zasady? Układamy sonet, w którym ostatnie wyrazy wersów rymują się z pogrubionymi wyrazami w dawcy.
Jeśli to bitwa, to niech będzie to bitwa. Ten, kto pisze ripostę, musi zrostować poprzedniego wierszokletę. Jak zrostować? Nie chcemy tu chyba wywoływać wojny, w tym światowej, więc rzucamy inwektywy wyłącznie wymyślone. Nie wiem, zacznijcie najlepiej od obrażenia czyjejś starej, w tym może pomóc zeszyt Manata. Powiedzcie, że kogoś nawet pies nie wącha. Dajcie se w fantazję.
Można też zignorować temat, wiadomix, mamy piątek, wolna wola.
Ja zaczynam, więc idę na pierwszy ogień. A właściwie chyba na pierwszą wodę, bo George wspominał o topieniu.
Koledze @splash545 za edycję dziękuję, koledze @RogerThat gratuluję i z niecierpliwością czekam na otwarcie edycji kolejnej, bo mam ogromną ochotę kogoś sobie dzisiaj utopić.
Jednocześnie cieszę się, że moje nowe (choć używane wcześniej przez inną d⁎⁎ę) nie tylko mnie sprawiło radość.
Dziś jest dziesiąty. A że, jak niektórym z Was wiadomo, poszedłem niedawno do pracy i jest to od jakiegoś czasu pierwszy dziesiąty, który nie tylko został przeze mnie zauważony, ale z którego wręcz się ucieszyłem, no to – stosując się do zasady pani Marilyn Monroe (Pieniądze nie dają szczęścia, dają je dopiero zakupy) – postanowiłem nabyć sobie artykuł pierwszej potrzeby (choć kupiłem używany):
Dosłowność szekspirowskiego być albo nie być? – oto jest pytanie została już w sztuce wykorzystana do porzygu. W związku z powyższym, chcąc uniknąć odruchu wymiotnego, postanowiłem nie inspirować się tym cytatem wprost. Zamiast tego zdecydowałem się na jego parafrazę:
Ostatnio wraz z kolegą @fonfi wspólnie oddaliśmy się pewnej aktywności, choć, że tak to ujmę, każdy z nas zrobił to na własną rękę (choć dłoń pomocną ku sobie wyciągnęliśmy). Dla kolegi był to pierwszy raz, ja w tych sprawach miałem już większe doświadczenie, bez sukcesów jednak nijakich. Rzecz, jak większość rzeczy w moim życiu (nie wiem jak to wygląda u kolegi, więc głosu nie zabieram) zakończyła się porażką. Trudno. Zresztą: można było się tej porażki spodziewać, o czym (oraz o przyczynach zarówno tego spodziewania się, jak i o przyczynach samej porażki) mówi wytwór poniższy:
***
O konkursach literackich
(i o komisjach w tychże konkursach, które to na literaturze nie znają się wcale)
Uświadom sobie, mój drogi Panie
zanim na konkurs zaczniesz pisanie,
zanim podejmiesz ku temu kroki,
że tam zapadły z góry wyroki.
Więc, jeśli piszesz – to raczej sobie.
Prędzej czy później i tak się dowiesz,
że wśród zwycięzców nie będzie Ciebie.
Dlaczego tak to jest? No, kurde – nie wiem.
Pustym opowieść wybrzmiała echem,
choć, moim zdaniem, to była w dechę!
Więc złość mnie bierze, że ja pierdzielę!
I złościł się będę całą niedzielę
na tych z komisji sprzedajnych psubratów.
Co z nimi zrobić? Oddać ich katu?
Czy uznać, że „to zwykłe dzbany”?
Kolego @fonfi! Jaki plan mamy?
Czy połamiemy im kręgosłupy?
Może wzniecimy jakieś rozruchy?
Chociaż w konkursach nic to nie zmieni.
A żona i dzieci? Czy pozdrowieni?
***
A tak naprawdę to wytwór powyższy (choć rzeczywiście oparty na faktach) powstał dlatego, że po przeczytaniu tego komentarza przyszedł mi do głowy ostatni wers. Później było już z górki. Wystarczyło tylko dopisać poprzedzające go dziewiętnaście pozostałych.
Byłem pod prysznicem! – że się tak pochwalę. A ponieważ przez internet nie da się mnie powąchać to, żeby udowodnić, że naprawdę się umyłem, zamieszczam to, co pod tym prysznicem przyszło mi do głowy ( @splash545 ! – uważaj co piszesz w komentarzach!):
No dobrze. Zgodnie z życzeniem organizatora postaram się powściągnąć trochę wenę i być może ograniczyć tylko do jednego wytworu. Tego, który poniżej:
***
Spotkanie w Grudziądzu – jak być mogło, choć było jednak inaczej
Szaletów brak. A ciśnie sranie –
takie to było z Grudziądzem spotkanie
Jerzego, co świat zwiedziwszy szeroki,
nad Wisłę trafił. I patrzy: krzoki.
I tak w tych krzokach chciał ulżyć sobie:
kucnął przy dębie czy innej brzozie
i pozbył się tego, co ongiś chlebem
pod dębem, brzozą czy innym drzewem.
Lecz Jerzy, natury pędzony pośpiechem
spotkał się tam, nad Wisłą, z pechem,
bo tego, co miał w jelitach tak wiele,
to trochę zostało na jego ciele.
– „Nie wciągnę teraz na d⁎⁎ę gaciów” –
pomyślał Jerzy. I tu się naciął,
bo tyłek jego – wprost: obesrany –
chciał, by przez Wisłę był opłukany.
A Wisła to przecież straszydła i duchy!
i mają – jak Jerzy – też puste brzuchy,
i Jerzy został tam w wodzie z niemi
i z Wisły straszy wierszami swemi.
***
Choć, przyznam, wiersz ten jest nieco inspirowany rzeczywistością, bo faktycznie, zaraz po przyjeździe do Grudziądza wysikałem się w krzokach nad Wisłą.
Witam wszystkich wierszokletów i innych poetów, a dla Waszej podniety rozpoczynam LXXXIII edycję bitwy #nasonety !
Podobnie jak mój poprzednik, utwór, który zaprezentuje nie będzie sonetem lecz 20 wersowym wierszem. Każdy chętny, podług swego upodobania, może zarymować do 14 - 16 - 18 bądź 20 wersów. Tematem obecnej edycji - który oczywiście można mieć między pośladkami - być może będzie morze, lub zwłoki w jeziorze, stawie lub bajorze, badź też w rzeki nurcie, może być to też bez życia ciało, śmierć, lub coś w tej okolicy. A skąd taka tematyka? Bezpośrednio z wiersza #diproposta pana
Bolesława Leśmiana
o tytule
Topielec
W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnejpolanie,
Gdzie się las upodobnia łąceniespodzianie,
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobiezwłoki.
Przewędrował świat cały z obłoków wobłoki,
Aż nagle w niecierpliwej zapragnąłżałobie
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą wsobie.
Wówczas demon zieleni wszechleśnympowiewem
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął poddrzewem,
I wabił nieustannych rozkwitówpośpiechem,
I nęcił ust zdyszanych tajemnymbezśmiechem,
I czarował zniszczotą wonnychniedowcieleń,
I kusił coraz głębiej — w tę zieleń, w tęzieleń!
A on biegł wybrzeżami coraz innychświatów,
Odczłowieczając duszę i oddech wśródkwiatów,
Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonionedzbany,
W taką zamrocz paproci, w takich ciszkurhany,
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzaskgłuchy,
W takich szumów ostatnie kędyśzawieruchy,
Że leży oto martwy w stu wiosenbezdeni,
Cienisty, jak bór w borze — topieleczieleni.
Mam nadzieję, że tematyka jest odpowiednio odstręczająca, gdyż liczę na niską frekwencję, bo nie mam ochoty pisać długiego podsumowania. Proszę więc bawić się dobrze, choć powściągliwie. GL&HF