#nasonety

15
1317

Antoni tonący


Dziwne doprawdy rzeczy się dzieją

kiedy gruczoły dokrewne szaleją

i ani się chłopiec nic nie spodziewa

a tutaj: szast-prast! – i już dojrzewa!


Już nie strażaków – dziewczęta podziwia;

i jedna z nich wtedy – dość urodziwa –

w głowie mu robi nie po kolei;

choć Antoniemu nie daje nadziei.


Ta miłość być mogła, ale nie była:

– O ty cholero! Obyś przytyła!

Oby spotkały cię same kłopoty! –

złorzeczył Antoni. – Antoni?! Co ty?!


Antoni złorzeczył, bo ból go bolał

i smutno skończyła się jego dola:

wybrał grudziądzki ze wszystkich końcy –

tak właśnie skończył Antoni tonący.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Na wstępie bardzo przepraszam, że dopiero dzisiaj a nie wczoraj, ale niestety wczoraj (z przyczyn nie do końca ode mnie zależnych) nie dałem rady. Chociaż zazwyczaj jeszcze radę daję...


Stało się tak jak się spodziewałem, bo skoro @George_Stark miał w poprzedniej edycji do wyboru sonety dwa - swój i mój - to spodziewać się tej wygranej należało. Nie powiem, nie powiem - liczyłem jeszcze troszkę na tych z Państwa co lubią tak na ostatnią chwilę, z zaskoczenia - no ale jak widać nie tym razem.


W każdym razie przejdźmy do meritum.

Jest mi niezmiernie miło otworzyć kolejną - LXXI (słownie: 71) edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem . Jako że ostatnio miałem przyjemność być na spektaklu "Tuwim dla dorosłych" w warszawskim teatrze ROMA, na którym to spektaklu bawiłem się wyśmienicie i który serdecznie Państwu polecam (swingująco-jazzujące wykonanie "Ptasiego radia" wbija w fotel) - to z tego właśnie powodu postanowiłem (bo kto mi zabroni?), że sponsorem bieżącej edycji będzie nasz patron. Nie, nie @George_Stark , ten drugi - czyli pan Julian Tuwim ze swoim wierszem "Biologia".


Biologia


Baby latem biodrzeją.

Soki w babach się grzeją,

Owoc żywy dojrzewa,

Lep żywiczny wre w drzewach.


Płeć się pławi płodziwa,

Buchaj ciołę pokrywa,

Mleczem tłustym się klei

W rozjuszonej nadziei.


Dyszy ziemia - kobyła,

Wymion dwoje w świat wzbiła,

Byk wiecznego żywota

Białym ślepiem żar miota.


Roztopiły się pola,

Rozstąpiła się rola

I w czarnoziem tętniący

Trysnął białun gorący.


Jak Państwo widzą wiersz ma 16 wersów, więc klasycznie już w konkursowych wytworach olewamy dwa ostatnie. No chyba, że komuś szczególnie zawarte w nich rymy przypadną do gustu to proszę się nie ograniczać.


UWAGA - teraz będzie najważniejsze, więc proszę o skupienie, bo dwa razy pisał nie będę! Postanowiłem w LXXI edycji troszkę Państwa rozruszać, zwłaszcza tych z Państwa co piszą w komentarzach, że "chcieli..., myśleli żeby..., no prawie pamiętali..., ale się nie udało...". Dlatego skoro edycja jest 71 to dajmy z siebie całe 10% i do zamknięcia edycji potrzebuję 71 * 10% = 7.1 poety. Powiedzmy, że w ramach wyjątku, mogę zaokrąglić do pełnych 7 poetów. No i żeby zapobiec ewentualnym odcinanim jakiś 0.1 części ciała poety ósmego.


Zatem zabawa trwa do najbliższego piątku - 11.04.2025 - pod warunkiem, że do tego czasu 7 poetów opublikuje swoje dzieła. Jeśli nie - bawimy się do skutku.


Jeszcze szybkie przypomnienie zasad - jak zawsze: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze "dawcy". W tym wypadku jest to pierwsze 14 wersów.


Zwycięzcę wyłonimy klasycznie - na podstawie rankingu popularności.


Powodzenia i udanego rymowania! Liczę na Was!


#zafirewallem #nasonety #diproposta

898cdd7b-496f-478c-a4aa-271c7852a12b

Zaloguj się aby komentować

Dobry wieczór!


Nikt już chyba nic więcej nie napisze, więc napiszę ja. Ale i ja napiszę niewiele, no bo wiele do napisania to nie ma.


Zrobimy sobie teraz takie dziwne odliczanie. W dół i nie po kolei, a może po kolei, ale wyrywkowo:


Siedemdziesiąt – no bo ten wpis to #podsumowanienasonety w LXX edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem . A rymowaliśmy w niej do fragmentu utworu Śmierć poety autorstwa pana Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego , patrona mojego gimnazjum, co przypomniało mi się już po zadaniu zadania.


Dwa – no bo tylu uczestników wzięło w tej edycji udział, co być może symbolizują te dwa iksy w liczbie LXX. Co miałoby symbolizować el? – pojęcia nie mam.


Dwa – no bo tyle wierszy zostało w tej edycji napisane. A były to:


Latający Grudziądzanin autorstwa kolegi @George_Stark oraz


piękna Przewrotność losu autorstwa kolegi @fonfi – pod wierszem nie pochwaliłem, no to tutaj pochwalę, bo chwalić jest za co, a już szczególnie to za wyrażenie „Zrobiłem z Ciebie wuja!", bo bardzo mi się to wyrażenie spodobało i skłoniło mnie do uśmiechu, a i do pewnych przemyśleń nawet.


Jeden – no bo tylu może być zwycięzców i już miałem nadzieję, że to ja nim zostanę drugi raz z rzędu, co w historii jeszcze nigdy się nie zdarzyło, więc byłbym pierwszym, któremu się to zdarzyło, no ale wobec takiego obrotu rzeczy, jakim się te rzeczy obróciły, no to zwycięzcą ogłaszam kolegę @fonfi !


Serdeczne gratulacje, z ulgą jednak!

@George_Stark Dziękuję. No nie mogłem Cię zostawić samego. Nawet te dzisiejsze czteryrymy to piją do mnie, bo skończyłem z sonetem (co nie jest sonetem) grubo po 2 w nocy - jak ta sowa. Bałem się zostawić do rana, żeby się nie okazało, że znowu będę zmuszony wrzucać po zamknięciu. Ale faktycznie ten układ rymów to ciężka sprawa była, żeby to się jakoś posklejało.


No i cieszę się, że Ci się "wuj" spodobał - w mediach mówią, że takie "wujowanie" to podobno teraz na czasie jest...

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Sądząc po średniej wieku jaką udało mi się zaobserwować na ostatnim #hejtopiwowarszawa, to większość z Państwa może nie pamiętać czegoś takiego jak paczki z Ameryki. A ja, ze względu na swój wiek, jeszcze pamiętam. Jak przez mgłę, ale jednak. Pamiętam jakie to w domu było święto. Pamiętam słodycze. Pamiętam kosmetyki. Nawet pieluchy dla rodzeństwa i za duże ubrania... Dzisiaj, kiedy obserwuję w mediach, ale również za pośrednictwem przekazów bezpośrednich, co się dzieje za oceanem - tam, gdzie aktualnie żyje moje młodsze (choć już nie takie młode) rodzeństwo, w osobie mojego jedynego brata - nie sposób jest mi pozostać obojętnym. Dlatego biegnę pakować dary do pudła, a Państwa zostawiam z poniższym wytworem. W jakże ciekawych czasach przyszło nam żyć...


Przewrotność losu


W samolot wsiadł kiedyś mój brat do Ameryki,

Bo życie tam lepsze (tak mówią statystyki),

Urządził się szybko od ojczyzny daleko:

Ślub, praca, samochód, aż wreszcie - alleluja!

Zadzwonił z nowiną: "Zrobiłem z Ciebie wuja!"

Dom jeszcze nabył - za dolary, z hipoteką...


I żyli tak sobie spokojnie w tym domu,

Na suburbiach miasta, nie wadząc nikomu,

Korzystali z życia na wysokiej stopie,

I razem wciąż snuli plany wieloletnie,

W amercian dream'ie pławiąc się kompletnie.

A za oceanem - pożar w Europie...


Lecz zasiadł imć Donald w Białym Domu na tronie,

Sielanki znienacka zadekretował koniec,

Kraj doprowadzając do totalnej demolki,

Aż nagle na pólkach wszystko strasznie zdrożało.

Więc wyślę bratu - by mu się przeżyć udało,

Złotówki w kopercie, i jaj ze trzy worki...


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Paczki z Ameryki i paczki w kościołach tudzież talony na buty w szkołach też pamiętam. Zakładanie masek pgaz tzw. słoników w szkole podstawowej na PO i alarmy atomowe były częścią mojego dzieciństwa. Tak że ten...

Zaloguj się aby komentować

Znacie legendę o Latającym Holendrze? O tym niby okręcie-widmo z równie widmową trupią załogą? No to z tą legendą jest podobnie jak z tym że to my, Wielcy Lechici, uczyliśmy Francuzów jeść nożem i widelcem, który to sukces Francuzi teraz sami sobie przypisują. Widmowo-marinistyczne opowieści również wywodzą się z Wielkiej Lechii, a konkretnie to z Grudziądza właśnie:


***


Latający Grudziądzanin


Stanęły żałobniki

we chłodzie bazyliki;

kapłan nad księgą

przy żałobników wtórach,

i przy anielskich chórach

zamknął mi wieko.


Złożyli mnie do dołu

i na stypę pospołu

już się wynoszą.

W grobie jest raczej szpetnie,

leżeć mi się tu nie chce:

marzę szeroko!


Bo śmierć to nie jest koniec,

to port po drugiej stronie –

trumny to łodzie,

a że żyć mi się chciało,

wiatr w żagle łapię śmiało:

nurt niech mnie porwie!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

No dobra, otwieramy LXX edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem !


Ponieważ nazwisko pana Juliana Tuwima działa na mnie jak magnes to, kiedy dowiedziałem się, że kielecki amatorski Teatr bez Suflera (piękna inicjatywa!; całkiem niedługo może uda mi się na coś podobnego załapać) planuje premierę spektaklu Na pięterku w Ziemiańskiej, który to spektakl jest oparty na twórczości patrona naszej kawiarenki, no to musiałem tam być. I byłem.


I właśnie w związku z tym wydarzeniem (i trochę po to, żeby poeksperymentować z ciekawym układem rymów), weźmiemy sobie na warsztat jako wiersz #diproposta utwór innego bywalca Ziemiańskiej, a mianowicie pana Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a będzie to wiersz pod tytułem Śmierć poety, w którym to wierszu zresztą w jednym z wersów pada nazwa wspomnianej wcześniej kawiarni. Cały ten utwór wygląda tak:


***


Konstanty Ildefons Gałczyński

Śmierć poety


Nie pomogły zastrzyki,

recenzje i pomniki

ni kwaśne mleko:

Przyszedł szarlatan-szuja,

opukał go, pobujał:

– Dementia praecox.


Toż radość była w domu,

nareszcie koniec sromu,

skończony kłopot!

Dozorca śmiał się setnie:

– Zaraz mu nitkę przetnie

panna Atropos.


Żona klaskała w dłonie:

- Ach, przecie nadszedł koniec

pijackich orgii.

Bólów miałam niemało,

nareszcie twoje ciało

wezmą do morgi.


Wszyscy stanęli kołem

z czołem bardzo wesołem:

Prasa, kuzyni;

i szacowne to grono

orzekło unisono:

– Dobrze tak świni!


Po co dziewki uwodził,

nocą domy nachodził,

sen rwąc dzieciątek;

i po co Pod Zegarem

lał w brzucho wino stare

świątek i piątek?


Zna go dobrze Warszawa:

Pożyczał – nie oddawał,

nasienie drańskie;

a "poetyczne dale"

to były te skandale

w Małej Ziemiańskiej.


Dobrze ci, stary draniu,

za grzechy nad otchłanią

inferna zwisasz.

Najprzód gwiazdy i róże,

potem stołek w cenzurze –

sprzedajny pisarz!


Tak to nadobne grono

radziło unisono

w śmiertelnej sali.

A że lico miał bladsze

orzekli: – Pewnie nadszedł

koniec kanalii.


Zapachniały zefiry,

brzękły potrójne liry,

pierzchnęła tłuszcza.

Serce alkoholowe

unieśli aniołowie

na złotych bluszczach.


***


No ale, jak z wierszami niebędącymi sonetami, a na dodatek jeszcze charakteryzującymi się nietypowymi układami rymów bywa, powodują one pewne problemy. Problem ze Śmiercią poety jest taki, że wykorzystany przez pana Gałczyńskiego układ rymów ciężko jest skroić do czternastu wersów. Proponuję wobec tego albo wersów dwanaście (pogrubione końcówki) albo też wersów osiemnaście (dodatkowo końcówki pogrubione i pochylone). Albo, jak to mamy w zwyczaju: piszcie po prostu jak komu pasuje, mniej więcej tylko przejmując się tym, co ja tutaj o zasadach powypisywałem. Proszę się tylko przy tym pisaniu dobrze bawić, bo przecież o to wszystkim nam tutaj chyba chodzi.


Ale: – Zaraz, zaraz, Dżordżu – może ktoś powiedzieć. – A piękna aranżacja muzyczna? Przecież zwykle do wiersza dodajesz jakąś piękną aranżację muzyczną?

– Racja – odpowiedziałbym na takie pytanie. – Piękna aranżacja muzyczna tutaj .

@splash545 Na potrzeby pisania można dwa razy zrymować do "mleko". Takie oszukanie systemu powinno zadziałać.


A jeśli ktoś jest purystą, no to w ilustracji muzycznej pan Staszewski śpiewa tam coś jak prekoks.

Zaloguj się aby komentować

Piątek, zatem czas podsumowania tygodnia poetyckich zmagań w kategorii #nasonety .

Zgodnie z przedstwioną przeze mnie tydzień temu regułą, tę edycję wygrywa @George_Stark , którego sonet "Remis" zdobył w chwili liczenia 20 piorunów.


W tej edycji opublikowano, jeśli się nie mylę, a mylę się często, dwanaście sonetów, przy czym niezowodnie twórczo płodny @George_Stark napisał aż siedem.

Nie wiem, czy mogę przyznać nagrodę jury, czy nie, ale przyznam. Chciałbym wyróżnić @RogerThat za jego sonet

"Smutek miasta", ale jeszcze chyba bardziej za wstęp do tego sonetu. Smutne, piękne, prawdziwe.

Muszę się odnieść również do dyskusji, która wywiązała się między poetami @George_Stark a @fonfi . Nie będę wchodził w szczegóły, gdyż jako osoba starsza wiekiem (po czterdziestce) mam pewne kłopoty ze sprawnością intelektualną i trudno mi te wszystkie wzajemne odniesienia, prztyczki i kalumnie ogarnąć. Uważam jednak tego rodzaju dyskusje za twórcze i mobilizujące do pracy nad sobą.

W edycji tej wzięli udział również @Piechur z Sonetem szytym na miarę, który dotyczył krawiectwa oraz @splash545 z lotniczym Sonetem samolotowym.

Wszystkim bardzo dziękuję za piękne utwory liryczne. Bardzo przyjemnie się z wami rymuje.

Teraz czekamy na ruch @George_Stark i rymy na dziś!


#diriposta #zafirewallem



#podsumowanienasonety

Panu @George_Stark gratuluję zasłużonej, choć pewnie nie całkiem chcianej wygranej, a panu @adamszuba dziękujemy za doprowadzenie do szczęśliwego końca LXIX edycji (numerek dla Georga, żeby nie musiał liczyć )

@fonfi Dziękuję

@splash545 Dziękuję

@adamszuba Również dziękuję, najbardziej chyba


Do Ciebie miałbym jeszcze jedną prośbę, a w zasadzie dwie, ale jedną bardziej:

- ta bardziej: mógłbyś dodać tag #podsumowanienasonety?; czasami wracam do starych edycji i tak jest łatwiej znaleźć

- ta mniej: mógłbyś dodać listę wytworów z linkami?; z tego samego powodu co wyżej - ale jeśli nie dasz rady, ja to zrobię później w komentarzu, o ile nie zapomnę.

@George_Stark Niestety już nie mogę edytować, żeby dodać tag. Listę zrobię, ale w komentarzu (z tej samej przyczyny). Ale chwilowo jestem zajęty, więc: wszystko później kochanieńki!

Pełna lista autorów i sonetów tej edycji:

@George_Stark : Prezent dla żony, Stan kawalerski, No ja pi⁎⁎⁎⁎lę, Trochę mi jednak przykro, Malarzom - niech mażą i marzą,

Rekuperacja, Remis

Inni niż @George_Stark :

@Piechur : Sonet szyty na miarę , @RogerThat : Smutek miasta, @fonfi : Nie ma szacunku dla starszych , @splash545 : Sonet samolotowy @adamszuba : Gatunek inwazyjny

Może @bojowonastawionaowca wrzuci to podsumowanie na koniec wpisu? Tak dla porządku.

Zaloguj się aby komentować

Jakaś ta edycja rekurencyjna się w moim wykonaniu zrobiła. Ledwie wczoraj pisałem o moim stanie kawalerskim i o moich męskich marzeniach, a tu dziś mi się te dwie rzeczy połączyły w głowie. Bo – owszem, muszę się do tego przyznać przyznać – marzę czasami o żonie. Dziś mi się właśnie takie marzenie zamarzyło. A że moja ewentualna żona musiałaby być co najmniej równie udana jak i ja jestem (żebyśmy oboje mogli z uzasadnionych przyczyn narzekać na siebie nawzajem i mieć się czym i o co wzajemnie denerwować), no to to moje marzenie wyglądało mniej więcej tak:


***


Prezent dla żony


Piątkowy wieczór. Obskurna kawalerka z umeblowaniem w stylu lat ‘70. Para leży pod kołdrą na rozłożonej wersalce. Wieczór zapowiada się rozrywkowy: oboje wystawiają po jednej nodze spod kołdry – on nogę lewą, ona prawą. Odzywa się ona:


– „Ty zawsze z jakimś wyskoczysz gównem!” –

ton zrównoważył miękkość pierzyny –

komentarz do daru na urodziny,

który sprawiłem żonie mej ślubnej.


Następnie ze dwie, trzy(?), cztery(??) godziny

przywoływała wspomnienia róże:

z całego życia „nie”, „może”, „później”

i wszystkie inne moje przewiny.


A zanim sen nam powie buon giorno

film mieliśmy włączyć (komedię, nie porno!),

ale poziomo się nie chciał wyświetlić.


Lecz nim reklamację pójdę i złożę

mówię do żony: – „Weź, spróbuj może

i ten telefon w bok trochę przechyl?”


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Siema,

#diriposta na utwór di proposta w bitwie #nasonety . Miałem ten pomysł w głowie już od dłuższego czasu, a inspiracją do napisania była moja babcia, która całe życie zajmowała się krawiectwem (ile ja miałem od niej koszul i piżamek!), a także miała duże zamiłowanie do poezji - cały czas jest w stanie recytować Pana Tadeusza, Tuwima oraz inne utwory, a na każde urodziny czy inne święta przygotowuje nam okolicznościowe wierszyki. Wiem, że ma też zeszyt z własną, bardziej poważną twórczością, ale niechętnie go pokazuje, bo chyba uważa, że nie jest to coś wartego uwagi. Mam nadzieję, że zgodzi się upublicznić tutaj kilka ze swoich wierszy


----------


Sonet szyty na miarę


Nie straszne jej są wyzwania trudne,

wszak słowa ważne są tak jak czyny:

z zapałem siada do swej maszyny

i tworzy formy iście przecudne.


Tutaj skróci wers jedyny,

by wszystko było ładne i schludne,

i łatwym czyni zajęcie żmudne

sylaby wszywając do wiersza tkaniny.


Szyje wytrwale myślą swawolną,

rymem haftuje dłonią swą zdolną,

z wysiłku twarz jej zdobią wypieki.


Lecz już powstaje w całym ferworze,

dobrym humorze oraz uporze,

wierszyk na miarę, zgrabny i lekki.


----------


Różna #tworczoscwlasna , choć głównie #poezja , w kawiarence #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Powiem nieskromnie, że uważam samego siebie za wyborny temat do żartów, jeden nawet z lepszych jakie przychodzą mi do głowy. Wiersz poniższy, o zabarwieniu lekko seksistowskim, no bo jestem przecież zwolennikiem konserwatywnej rodziny i tradycyjnego podziału ról w małżeństwie (wiecie pewnie dobrze, kim jest konserwatywna), całkiem mi się podoba. Jest on jednakowoż trochę dłuższy niż zwyczajowe czternaście wersów, no bo w czternastu wersach nie udało mi się samego siebie przekonać o tym, że przecież dobrze jest jak jest:


***


Stan kawalerski


Psiakrew, cholera! – skarpety znów brudne!

Psiakrew, cholera! – chyba od zimy

zlew okupują talerzy zwaliny!

Jeszcze by dywan ustroić gównem! –


w głowie rozbrzmiewa mi głos matczyny,

więc biorę się za to zadanie trudne

i chociaż poty wylewam siódme,

z obowiązkami przegrywam babskimi.


To mała cena za wieczorną wolność,

za to że mogę gdy chcę sobie golnąć –

tak to tłumaczę mój stan kawalerski.


Bo na cóż jest mi czysty klozet,

na cóż przeżywać pretensji zgrozę,

o jakąś tam może się starać symbiozę,

a (nie daj Boże!) dostać poroże –

te wszystkie małżeńskie gadżety.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Mieszkam w okolicy, gdzie nie ma gdzie wyjść. Same mieszkania i sklepy, w sensie bloki i markety. Serio, czasem po mieście można się przejść i jest nawet przyjemnie, ale nie tu. Wyjątkowo nieatrakcyjna okolica.

I tak się wyszedłem przejść, do sklepu, bo dobrze mieć cel jakiś mieć. Worki na śmieci wziąłem, bo to jedyne, co mogłem mieć do wzięcia. Celem było bardziej chodzenie, ale chodzenia dla chodzenia bez choćby pozornego celu to nie do mnie tak. Nie do mnie. Znaczy mogę, mógłbym, być może, ale z rzadka raczej. I przy okazji kupiłem też chipsy. Podkusiło, ale na usprawiedliwienie dodam, że a) mała paczka, b) zaraz przyszoruję za to jakieś pompki czy coś, c) na kolację zjem sałatę. I tak się zastanawiam, czy zdrowiej było wyjść i zjeść, czy nie wyjść i nie zjeść tych chipsów.


I w sumie jak już tu jestem to walne sonet.


Smutek miasta


Nic nie było tak przecież proste, a tak trudne

Mimo że dobre były tory, a jeszcze lepsze szyny

Mimo że serce mam ludzkie, ale nerwy maszyny

To jednak decyzje głupie, a nadzieje złudne


Kiedy już znudziły mnie uległe oraz stare dominy

Gdy zmęczyły decyzje głupie a obłudne

Gdy postanowiłem zejść ze sceny i schować się w pudle

Czytać sonety Staffa i nie wystawiać nosa z meliny


Przyszła jak zwykle ona, tu wstaw w sumie dowolną

Uwiodła uśmiechem i pokaźną działką rolną

I ja dla niej gotowy rozstąpić zasieki


Dlatego proszę cię szybko i mocno panie boże

Że jak już z nią za mąż pójdę i w łożu się położę

To żeby coś jednak wyszło z tej obiecanej mi pasieki


Nie wiem, jakieś to wszystko takie nie wiem. I chyba jednak mi się nie chce tych pompek. Eh.


#przemyslenia #nasonety #zdrowiepsychiczne

 I chyba jednak mi się nie chce tych pompek. Eh.


@RogerThat Panie Roger, co było mówione o pompeczkach? Hop hop hop!


No i miłego przyszłego pasiekowania, co by cel był wyjścia dodatkowy

@RogerThat bardzo fajny sonet. A co do pompek to się chce czy nie robić trza. Ja też wracam do rutyny i jutro wrzucę moje wczasowe opierdalactwo

Zaloguj się aby komentować

Jeżeli nie można kopać się z tym koniem, z którym akurat kopać by się chciało, bo koń ten okazuje się być niewzruszonym na nasze kopnięcia, no to – w ramach wylewu frustracji być może – zmuszonym jest się kopać z tym koniem, który akurat się na to nasze kopanie wystawia. Szczególnie, że koń ten pozwolił sobie ugryźć mnie w bardzo wrażliwe miejsce, to jest w moją łysinę.


***


No ja pi⁎⁎⁎⁎lę

czyli Powinno wyjść inaczej


Prowokowanie nie jest zbyt trudne –

przykładem to nawet udowodnimy;

a choć efekty grzmią: – Nadchodzimy!

to od oczekiwań bardzo są różne.


Miło mi, @fonfi , że razem płodzimy

– może to do powieści podejście próbne? –

ja jednak dalej w nastroju marudnem:

bo chciałem kopnięcia. Lecz pewnej Ptaszyny.


Dlatego też chciałbym – o ile mi wolno –

wiekowi cześć oddać: godną, pokorną;

jednak coś jeszcze muszę tu zmieścić:


do naszych wierszy obronę więc złożę

(w sprawie łysiny? – to też, być może):

me rymy wspaniałe! – paskudność w treści.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Oburzyłem się. Oburzyłem się już wczoraj po przeczytaniu jeremiady pana @George_Stark na temat wieku. Postanowiłem jednak to swoje oburzenie na chwilę odłożyć, żeby zobaczyć czy mi po #hejtopiwo przejdzie. No nie przeszło. Dlatego w drodze powrotnej napisałem ripostę, którą chciałem jeszcze wczoraj opublikować ale... zasnąłem. Co dowodzić może niestety, że pan @George_Stark miał trochę racji pisząc to co napisał na temat czterdziestolatków. Niemniej, oburzony jakby troszkę mniej, poniższym utworem #diriposta (diriposta podwójna, bo w #nasonety i do kolegi poety) wyrażam swój protest w kwestii stygmatyzacji osób w wieku 40+.


Nie ma szacunku dla starszych…


Z kosiarką spędziwszy swe przedpołudnie,

Siadłem przy stole, ze zmęczenia siny, 

Hejto włączyłem by przejrzeć nowiny.

Patrzę - a cóż to za rymy paskudne?!


Oczom nie wierzę - To jakieś są kpiny!

Że niby czterdziestka to popołudnie?!

Że ja skamieliną?! No wprost przecudnie!

Mnie, proszę Pana, brak nawet łysiny!


Od wysiłku wargę wysunąwszy dolną,

Nad ripostą dumam: ciętą, a swawolną.

Aż na policzkach dostałem wypieków!


Wymyślić mi pomóż, zaklinam cię Boże,

Kąśliwy wers taki, co w pięty pójść może...

Mam: Zetrzyj spod wąsów - nygusie - mleko!


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Napisałem ten sonet siedząc w samolocie, oczywiście z włączonym trybem samolotowym, dlatego też nie mogłem pomagać sobie wyszukiwarką rymów. Był to fajny sposób na rozruszanie swoich szarych komórek i będę musiał robić tak częściej. Poniższy sonet jest zapowiedzią wznowienia mojej aktywności w #zafirewallem


Sonet samolotowy


Powroty są łatwe, chyba, że są trudne

Choćby celnik miał wziąć na to nadgodziny

Sprawdzi przed wylotem wszelkie twoje płyny

Podróży kompani miny mają smutne 


Rzekłem wtedy do nich co za smutne miny

Jak chcecie się martwić włóżcie worki pokutne

Po chwili w samolocie wszyscy już siedzimy

Sonet w nim napiszę, no chyba, że usnę


Ciężkość moich powiek podkręca myśl swawolną

Myślę jakbym zginął gdybym w ziemię pierdolnął

Może bym utonął gdybym wpadł do rzeki?


W rzekę trafić ciężko, ale może w morze?

Czy, że dobrze pływam wtedy mi pomoże?

Być może lecz nie dam se uciąć za to ręki


#nasonety

c562cb84-06be-4662-9d52-4d74ae44d91f

oczywiście z włączonym trybem samolotowym


Nawet jakbyś nie włączył, to samoloty latają tak wysoko poza zasięgiem stacji nadawczych, że i tak nic z tego by nie było. No chyba że masz internet satelitarny. To po pierwsze primo.


Po drugie primo cieszę się ogromnie z tego:


Poniższy sonet jest zapowiedzią wznowienia mojej aktywności w #zafirewallem


i nawet trzymałbym za to kciuki, gdyby nie to, że zajęty jestem zacieraniem rąk.


Wreszcie po trzecie primo ultimo, to sonet wspaniały:

- te przemyślenia o tonięciu! - widać, że artysta grudziądzki!

- ten piękny wers obrazujący sytuację podmiotu lirycznego: Sonet w nim napiszę, no chyba, że usnę!

- to piękne zwieńczenie utworu wyrażające wahanie i niepewność tegoż podmiotu: Być może lecz nie dam se uciąć za to ręki!

- ten piękny rytm!


Nie mówiąc już o pewnej mojej bliskości z podmiotem lirycznym, bo mnie samemu czasami takie myśli przychodzą do głowy.

Zaloguj się aby komentować

Jako organizator tej edycji, nie biorę udziału w konkursie, ale ostatnie [spotkanie z norką amarykańską]( https://www.hejto.pl/wpis/tak-sie-przestraszylem-ze-hej-malo-telefonu-do-wody-nie-upuscilem-a-ona-nic-zero ) zrobiło na mnie tak duże wrażenie, że muszę je przelać na sonet. A nawet dwusonet.


Norka amerykańska - gatunek inwazyjny

I

Kaczuszkę w pyszczku trzyma i przez wody brudne

Płynie pełna gracji, by karmić swe syny

Co w gnieździe czekają wieczerzy godziny

Kaczęciem ich uraczy, bo czasy są trudne


Ryb już tutaj nie ma i z tej to przyczyny

Ptaki musi łowić, a to bardzo żmudne

Lecz pamięta dobrze jeszcze czasy cudne

Kiedy to przybyła do tej to krainy


Przywieźli ją sowieci, uczynili wolną

Choć gdzieś w Ameryce biegali drogą polną

jej rodzice i tam zamieszkiwali rzeki


Tu wody czyste były i ryb wielkie złorze

W każdym rozmiarze i w każdym kolorze

Lecz ryb już tutaj nie ma, Wisłą płyną ścieki.


II

Choć pyszczek ma piękny i futerko cudne

Niech nie zwiodą cię jej najsłodsze miny

Bo apetyt ma wielki i z tej to przyczyny

Krajobraz podobny zostawia pustyni


Przyrodę niszczy jak fabryczne kominy

Złe ma zwyczaje, maniery paskudne

Dla ekosyetemu zaś to bardzo trudne

By znieść obecność tej podłej gadziny


Wszystko bowiem zżera, choć nikomu nie wolno

Czynić spustoszenia manierą tak swawolną

I z ryb ogałacać nasze polskie rzeki


Jeśli na drodze swej spotkasz ją, być może,

To pomnij me słowa i ten wiersz o potworze,


Który napisalem ot tak sobie - dla beki.


#nasonety #diproposta #zafirewallem

0bb5144a-4da0-4b6c-8d29-05b30f9126ec

Ładnie ładnie! Aż się wzruszyłem losem norki amerykańskiej zabranej z ojczyzny do obczyzny i to w dodatku jeszcze przez Sowietów!


A i końcówka ładna, bo mi się skojarzyła z końcówką Celiny , aż sobie tę Celinę włączyłem, a Celinę to przecież zawsze miło jest sobie włączyć.

@adamszuba O!


To jeszcze jedno mi się przypomniało. Ponoć kiedy pan Stanisław Staszewski pierwszy raz zagrał Knajpę morderców (o, nawet jest jego wykonanie!), któryś z jego kolegów stwierdził że to przecież o żołnierzach AK. Pan Staszewski miał wówczas być zadowolony i stwierdzić: czyli dobrze napisałem.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ moja (no, chyba nie tylko moja, ale tymczasowo sobie ją przywłaszczyłem) Inspiracja zdecydowała się skomentować jeden z moich wcześniejszych wytworów – czym mnie ubodła! – również pozwoliłem sobie rzecz skomentować, a może nawet lekko się w tym moim komentarzu do jej komentarza wyzłośliwić. I może za pomocą tego lekkiego wyzłośliwienia się uda mi się rozpętać tutaj jakąś poetycką awanturę – jak u Słowackiego i Mickiewicza – i w ten właśnie sposób oboje trafimy kiedyś do podręczników. Bo czegóż najbardziej pragnie tłum (w tym także i tłum polonistów oraz innych filologów), jeżeli nie rozlewu krwi?


***


Trochę mi jednak przykro


I niby były poszlaki różne,

że z nie najświeższej jestem ja gliny,

bo chociaż liczne już za mną godziny,

to nie wieczór życia. To jest południe.


I choć nie pamiętam ja Kartaginy,

PRL wspomnieć! – zadanie już trudne,

bo urodziłem się niż myślisz później,

a porównałaś mnie do skamieliny.


Ech, wyjątkowo trzeba być zdolną

– złośliwą?; matematycznie „mądrą”? –

ażeby czterdziestką już mnie oszpecić.


I komentarza znieść tego nie mogę:

trochę mi przykro i zachodzę w głowę:

jak można tak bardzo pomylić wieki?!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Możecie wierzyć, albo i nie, ale obudziłem się dziś z tym wytworem poniższym w głowie. No, tak naprawdę to tylko z jego połową – może za krótko spałem? Tak czy tak, nie pozostawało mi nic innego, jak tylko wstać i go dokończyć. Malarze wszak dzielą los podobny do losu poetów.


Pięknie się ten dzień dzisiaj zaczął!


***


Malarzom –

niech mażą.

I marzą.


Ot – coś tam namazał sobie na płótnie;

ot – ciut tempery i terpentyny

i jeszcze dumny jest z tej mazaniny!

A na dodatek, gdy tylko uśnie


(zazwyczaj kiedy my się budzimy)

marzenia senne nachodzą go różne,

czasem koszmarne, lecz zwykle próżne:

ot – Petersburgi, Paryże, Londyny.


Drogo zapłacił za twórczą wolność:

codzienność jego – nie bardzo spokojną,

od egzystencji minimum daleki.


I wiedzie mu się z dnia na dzień gorzej

więc przed snem modli się: „Daj, Panie Boże,

niechże docenią mnie przyszłe wieki”.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Nie mam pojęcia, czy kolega-organizator @adamszuba zrobił to celowo (chyba raczej nie) i wybrał wiersz, który kończy się takim słowem, jakim się kończy, no ale przecież nie mogłem z tego nie skorzystać! A że nie miałem za bardzo pomysłu, a obowiązek to obowiązek – zwłaszcza obowiązek poetycki! – no to postanowiłem wykorzystać metodę kolegi @fonfi i odwołać się samemu do siebie:


***


Rekurencja

albo Upamiętnienie


Były problemy związane z grudniem,

byli Krzyżacy, niemieckie syny,

były topione już całe rodziny,

a i kieleckie występy próbne;


było topielców wesele (czy chrzciny?),

i z Pachą były przygody różne:

ta jedna wcześniej, ta druga później,

i naukowców też oględziny.


Grudziądz zaskoczy cię rzeczą dowolną –

za ich tradycję toast by golnąć:

jak woda ze źródła niechże im leci!


I tylko w Gdańsku jest coraz gorzej

bo wszystkie zwłoki przyjmuje morze

z Grudziądza nurtem niesione rzeki.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark To nawiązywanie mnie do mnie, mnie do Ciebie, Ciebie do mnie, Ciebie do Ciebie w opowiadaniach to taka gra wstępna do powieści co mi ją obiecałeś. Ani się obejrzysz, a zaraz uzbieramy ze trzy rozdziały...

@fonfi Ja bym naprawdę miał ochotę z tą powieścią i wierzę, że nam się kiedyś uda, ale teraz naprawdę nie mam czasu ani możliwości się w to zaangażować.

Zaloguj się aby komentować

Ze względu na wyjątkowość tego dnia, na moje nasycenie się błyskotliwością, piękną polszczyzną i nienachalnym optymizmem tudzież równie nienachalną dynamiką, pozwolę sobie złamać tradycję i wytwór w ramach Cyklu Grudziądzkiego w tej, LXIX (zaznaczam dla porządku) edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem opublikować jako drugi. Zacznę czymś innym. Ale najpierw wstęp, bo te kilka zdań, które przed chwilą mieliście okazję przeczytać to było dopiero przedwstępie.


***


Wraz z upływem lat nieubłaganie przychodzi na człowieka taki wiek, kiedy to szaleństwa piątkowego wieczoru ograniczają się do spraw w rodzaju wystawienia lewej stopy spod kołdry. Młodość jednak, ta młodość utracona tak dawno, że zdarza się coraz częściej, że również i zapomniana, czasami się jednak do człowieka odzywa. Krzyczy gdzieś tam pomiędzy strzykaniem w kolanach a wypadniętym dyskiem. I czasami ta młodość krzyczy tak głośno, że człowiekowi – mimo przytępionego już słuchu – udaje się ją nawet usłyszeć.


Tak właśnie przydarzyło mi się dzisiaj. Wyszedłem więc z domu i, udając się do Wojewódzkiego Centrum Kultury w Kielcach spacerem, bo pogoda była piękna, a i u mnie sił jakby nagle się pojawiło więcej, zastanawiałem się kiedy to ostatnio zdarzyło mi się tę placówkę swoją obecnością zaszczycić. Wyszło mi, że na pewno było to przed rokiem 2007, bo w tym roku pisałem maturę, ale nie udało mi się ustalić, czy było to z okazji organizowanego tam przeglądu produkcji ZF Skurcz, w którym to brałem udział jako widz, czy też może z okazji jakiegoś przeglądu szkolnych grup teatralnych, w którym to brałem udział jako aktor. Bo brałem kiedyś w takim przeglądzie udział. Z naszą szkolną grupą teatralno-kabaretową występowaliśmy często. Głównie w szkole, ale rzeczywiście, raz udało nam się na taki międzyszolny przegląd zakwalifikować. Nie pamiętam jednak ani z czym na nim występowaliśmy, ani jak się ten nasz występ zakończył, choć usilnie próbowałem to sobie przypomnieć.


A więc przed rokiem 2007, to na pewno. Czyli, kierując się logiką, na scenie Wojewódzkiego Domu Kultury w Kielcach wystąpiłem na długo przed panem Andrzejem Poniedzielskim, bo pan Andrzej Poniedzielski wystąpił na tej scenie właśnie dzisiaj. Piękny, wspaniały był to występ i to dlatego, wciąż jeszcze będąc pod wpływem emocji, jakie ten występ we mnie wywołał, napisałem wytwór poniższy:


***


Remis

czyli Amerykanie mieli, II RP miała, ale i my, współcześni, na szczęście również mamy, a więc nie mamy się czego wstydzić ani nad czym ubolewać


O zgrabne słowa coraz to trudniej:

słowotok bez treści i kulawe rymy –

bo językowo też w przód kroczymy

a nowoczesność krzyczy nam: Równiej!


Równo piszemy, równo mówimy

– a w nowomowie to wszystko głównie –

pustymi słowami owijamy próżnię;

jakby pod SEO to wszystko tworzymy.


Jak mi się tęskni za mową frywolną!

Za błyskotliwością, za składnią dowolną

– byle z logiki nie zrobić kaleki.


Pan Cohen już dawno w grobie za morzem,

u pana Tuwima znicz tylko złożę –

dobrze, że jest pan Poniedzielski!


***


Jeszcze kilka uwag na koniec:


Bardzo mnie cieszy, że pan Poniedzielski zdecydował się zadedykować mi ostatni utwór (ten przed bisem). Co prawda słowa o tej dedykacji nie padły ze sceny, ale Artysta na pewno domyślił się, że ja się domyślę, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że koncert zakończyło wykonanie Jerzego ?


I słowo do koleżanki @UmytaPacha: pani gruppie pana Poniedzielskiego, o której kiedyś opowiadałaś, mało zdaje się być wytrwała i zdeterminowana, bo nikt żadnych ciasteczek nie przyniósł. A szkoda – trochę na tym koncercie zgłodniałem.

d7b24037-6885-4290-ab39-5d97a49e5c39

@UmytaPacha Po tej bardzo krótkiej rozmowie, po obcowaniu z taką kulturą, błyskotliwością i elegancją, moje młodzieńcze marzenie żeby w przyszłości zostać panem Andrzejem Poniedzielskim odżyło.


Może prawdą jest to, co powiedział ten portugalski reżyser, którego pan Poniedzielski cytuje, że młodość przychodzi z wiekiem? I może do mnie przyszła?


Wie Jerzy,

że pięknie można życie przeżyć.

Zaloguj się aby komentować

Dzięki wyjątkowemu talentowi żony przypadł mi dziś honor wybrania sonetu - dawcy rymów. Żona, która na poezji się zna, wskazała na Staffa. Poszedłem więc tym tropem. Najbardziej spodobała mi się Syrena, ale ona już na tutejszym tapecie była. Biorę więc to (mam nadzieję, że tego sonetu nie przerabialiście):


**Leopold Staff **

**Smutek miasta **


Z sercem ściśniętem w piersi, jak śródmieście brudne,

Gdzie się w uliczkach wąskich, a gwarnych, jak młyny,

Brakiem tchu duszą domy: w wieczornej godziny

Smętek patrzę przez okno, jak podwórze, nudne.


Widzę czerwone dachy i szare kominy,

Które zachodnie słońce stroi w złoto złudne

Pod niebem szarem z dymu... A gdzieś, hen, są cudne

Blękity, szumne drzewa i wolne równiny.


Jak trudno wierzyć choćby w rośną trawę polną

Tu, gdzie jedynie wróbel przypomina wolną

Przyrodę, skrzydłem tłukąc się o rynien ścieki.


A tak mało do szczęścia teraz starczyć może:

Iść w zmierzch z głową odkrytą pod zachodnią zorzę

Zielonym brzegiem cichej, przedwieczornej rzeki.


Wygrywa sonet z największą ilością piorunów. Chyba, że zadecyduję inaczej, wtedy nie. Połamania piór!

#diproposta #nasonety #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować