#fotografia #mojezdjecie #ptaki #natura #wroble

#fotografia #mojezdjecie #ptaki #natura #wroble

Zaloguj się aby komentować
Kowal bezskrzydły (Pyrrhocoris apterus)
#fotografia #tworczoscwlasna #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Koniczyna złocistożółta (Trifolium aureum)
#fotografia #tworczoscwlasna #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Zheravna, Bulgaria
#podroze #bulgaria #mojezdjecie





Zaloguj się aby komentować
Gdzieś w Bułgarii
#podroze #bulgaria #mojezdjecie





Zaloguj się aby komentować
Zdjęcie z górki Korbania, obok miejscowości Bukowiec.
#mojezdjecie #fotografia #nikon #bieszczady

Zaloguj się aby komentować
Transalpina, Rumunia
Skromnie ale z widokiem. Dzisiaj spanie w normalnych temperaturach, przyjemne 18-20 stopni.
#podroze #mojezdjecie #transalpina #rumunia





@ReheatedCutlet marzy mi się taka samotna wycieczka już dłuższy czas, ale trochę się peniam czy jest to bezpieczne jeżeli będę podróżować sama. Wiem, że pisałeś, że jest bezpiecznie ale jakbyś miał polecić taką formę wycieczki w tamte okolice swojej dziewczynie/siostrze, to jakieś regiony byś odradzał czy jechać w ciemno?
@Wido Wróciłem parę dni temu, w sumie cala trasa zajęła mi prawie 5000km - 18 dni. Przesadziłem lekko z powrotem, bo zjechałem z Transalpiny centralnie do Rzeszowa, trochę mnie to wymęczyło, grad, deszcz, słońce, noc, burze na Węgrzech były porywające.
Siostry nie mam a swoja dziewczynę zabrałbym pewnie ze sobą
Tyle pisałem o tym jak agresywnie jeżdżą na Bałkanach. Niestety ze zmęczenia i spuszczenia nogi ze sprzęgła na postoju w kolejce na granicy, przyjebałem w bułgarskiego mercedesa....no i się zaczęło. Dwóch Bulgarow , oboje bez karku, złote łańcuchy, dziary i ręce jak bochenki chleba. Stereotyp, jednak prawdziwy
Jeżeli mialbym polecic te rejony to zachecam to podrozy po Rumunii. Bułgarię bym odpuścił.
Rumunia - Każda wieś, miasteczko czy miasto jest dobrze zorganizowane - szczególnie te bardziej turystycznie. Dogadywałem się po niemiecku czy angielsku bez najmniejszego problemu czy to na stacjach, w sklepach, czy pensjonatach. Ludzie kontaktowi, uśmiechnięci, chętni do konwersacji. Jedynie rumuńskie wybrzeże nie przypadło mi do gustu - Czuć w tym miejscu tandetna imprezownie. Nocowanie w miejscach kempingowych w aucie jest bezpieczne. Nocowanie na dzika w Rumuni na Transalpinie lub Transfogaraskiej jest tez raczej bezpieczne, ale trzeba zachować ostrożność - głownie na zwierzęta ( i spac na szczytach gór, nie w lesie - bo w lesie jest za dużo niedźwiedzi;) ), żałuję ze nie spędziłem na tych dwóch trasach więcej dni i nocy.
Ja pojechałem w ciemno, planując jedynie kilka większych punktów jakie mam odwiedzić, a następnie sobie wybierałem wieczorem gdzie pojechać następnego dnia. Rozwiązanie na wariata ale tak tez chciałem.
Zaloguj się aby komentować
Kraśnik pięcioplamek (Zygaena trifolii)
#fotografia #tworczoscwlasna #mojezdjecie

@Dynamiczny_Edek Oblaczek granatek https://g.co/kgs/jJZEMh
Zaloguj się aby komentować
Strzępotek perełkowiec (Coenonympha arcania)
#fotografia #tworczoscwlasna #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
Trzy dni polerowania, woskowanie, a to nadal opel ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wyszło ok, chociaż „scandinavian look” polerką się nie pozbędę.
#motoryzacja #samochody #opel #mojezdjecie #szwecja #pokazauto




Zaloguj się aby komentować
Dzien dobry Tomki i Tosie, udanej soboty wszystkim
#pokazpsa #psy #gory #uk #fotografia #mojezdjecie #samoyed

Zaloguj się aby komentować
ale klimacik dzisiaj był
#gownowpis #mojezdjecie

Zaloguj się aby komentować
14 dzień podróży.
Niekrótko podsumowując od początku podróży - Rzeszów - licznik wskazuje 2986 przejechanych km
Rumunia
- zero policji na drogach,
- podtrzymuje opinie o rumuńskich kierowcach, jakkolwiek na wschodzie jeżdżą trochę mniej agresywnie
- benzyna ok 5,95
- w życiu nie widziałem tylu niedźwiedzi - zjeżdżając Transforogarska naliczylem ich 15
- miasto Brasnov jest piękne, tętni życiem
- Zamek w Bran, rezydencja i inspiracja dla legendy o hrabim Drakuli - tłumy ludzi, ja trafiłem całkiem ok ale z opowieści innych poznanych osób, nie mieli oni szczęścia i przemieszczali sie dosłownie gęsiego po zamku. Zamek sam w sobie ok. Mozna odpuścić zwiedzanie podziemne time travel (słaba instalacja) i być może sale tortur( kilka przedmiotów, instrumentów wciśniętych w wąskie 3 moze 4 pokoje )
- Zamek Peles, inspiracja dla Resident Evil 8 Village - perełka, wrócę tu na lepszą sesje foto
- Busteni - chciałem wjechać na Sfinxul Bucegi ale padako i było pochmurnie. Zaparkować w Busteni graniczy z cudem, no chyba ze 1km dalej od miejsca nocleu - jezeli ma sie pensjonat. Niestety moj nocleg niemial miesjca parkingowego wiec miałem trochę biegania. Za to z okna miałem widok na Zamek Cantacuzino, kręcili tam serial Wednesday
- wulkany błotne w Beciu - bardzo ok, polecam kamping Muddy
- Wybrzeże Rumunii - jest dziwne, mam mieszane uczucia. Konstanca jest w remoncie, Eufore Nord tłocznie. Olimp, Neptun, Venus, Saturn - no nie bardzo mi to podeszło... (jakkolwiek w Saturnie zrobilem kamping w Bucuria - 3 osoby na caly plac
Bułgaria
- pierwsze 30 km i pierwszy patrol z rozstawionym prędkościomierzem
- strasznie łapią i trzepią Bułgarów, odnoszę wrażenie że dwa razy więcej policji na drogach jak w PL
- Bulgarzy jeżdżą przez to ostrożniej, we wsiach i miastach 50 km/h, poza miastem to juz różnie ale przez liczne kontrole jest mniej odpałów u kierowców. Jakkolwiek 2 razy było bardzo gorąco....
- benzyna ok 5,40
- piękne wybrzeże, pustki w Balczik, zero ludzi na plaży poniżej w ИКАНАТАЛЪКА oraz super smacznej i taniej restauracji Laguna
,ośmiornica z ziemniakami 18 Lew
- Cyrylica - nic nie rozumiem
- Trochę wali tu onucą, np. na autostradzie znaki Z - wymalowane farba na słupach i znakach drogowych
- Trochę bida, blokowiska takie typowo postkomuna, maja swój urok i pewnie klatkowych klejarzy też
- Piękne miasteczko Zheravna
- Muschrom Rock - formacja kilku skał na obszarze 100 na 100m, nie polecam
- Złatograd - ulice w przebudowie, sporo sprzetu budowlanego, bez fotek, za to smacznie w Greco Restaurant-
- Pobitite Kamani - trochę jak starożytne ruiny miasta a to tylko kupa kamieni, polecam
- Ethno village Ethar - klaustrofobiczny skansen, wbiłem na ostatnia godzinę przed zamknieciem, wiec bez tłumów, jakkolwiek niespodziewal bym sie tam za dużo ludzi.
- Perperikon - miasto funkcjonujące w okresie neolitu, wiec to taki mocny pradziad. Spalilem sobie resztke włosów, nie polecam isc tam w samo południe w środku lipca :), zabierz ze soba dużo wody
- polecam Oasis Camping obok Sliwen (25 lew - jak ktoś lubi wiatr
Sporo innych odwiedzonych dronych miejsc i zakamarków, tymczasem, ponieważ planów trzymać się nie muszę ani nie potrafię
Grecja:
- pierwszy szok - benzyna 8,40 ...
- jestem w Keramoti, plaza, morze, słońce na którym nie powinienem być
Kilka fot z Zamku Peles - poobrabiam więcej jak wrócę, bo na kolanie to nie robota
#mojezdjecie #podroze #rumunia #bulgaria





@ReheatedCutlet Lubię wina, ale jestem bierny w temacie. Natomiast, wielokrotnie miałem okazję posłuchać, czy też poczytać o takich wycieczkach. Nieodłączna degustacja, deska serów, jakaś butelczyna nietypowa. Para moich znajomych po takim wypadzie. Zamawia koszyk win z zagranicy. Oni akurat z Włoch. W Mołdawii można zwiedzić jaskinie, w których leżakują beczki. Taki region, że prawie wszystko w jaskiniach. Bułgaria, to region z tradycjami winiarskimi. Nie ma opcji, by nie było możliwości zwiedzić winnicy i popróbować, co tam produkują. Pytaj lokalsów.
Zaloguj się aby komentować
Niby to wszystko jest takie oczywiste.
Kolory i kształty, reguły i przypadki, samo życie.
A wszystko jest przedziwne.
Wielu zjawisk nie umiemy poznać, choć potrafimy tak wiele.
Czy umiemy się w tym co znamy odnaleźć?
Po co to jest?
Odpowiedź jest jedna...
Po to, żeby pokazać co tak naprawdę jesteśmy warci, gdy nie dostajemy tego czego pragniemy najbardziej.
Rzeczywistość ma swoje prawa, ma porządek i strukturę.
Ale to świadomość, jest tym, co burzy porządek i działa przeciw wszystkiemu co prawdziwe.
W skrócie...
Zmagamy się z czymś co powstało dłuuugo przed nami samymi, zanim się urodziliśmy, wszystko trwało i było prawdziwe.
Teraz, próbujemy oszukać rzeczywistość której nie da się oszukać... i płacimy za to wysoką cenę.
Nie ma drogi na skróty.
Nie ma sposobu by prawdziwie zmienić cokolwiek.
Jest tylko wybór między dobrem a złem.
#swiat #czujedobrzeczlowiek #gownowpis #natura #mojezdjecie

@4Sfor Okay.
Jest jedna różnica tego wyboru.
Dobro... to wiara w to, że istnieje jeszcze ten, kto to wszystko umożliwił.
Zło... to wiara w to że wszystko istnieje ot tak, po prostu istnieje i nic poza tym. Umieramy i koniec.
A dlaczego tak jest?
Wolna wola.
Coś, co wykracza poza rzeczywistość i świadomość.
Masz wolną wolę. Możesz wierzyć w to lub to. Twój wybór, tyle że gdy umrzesz, świadomość wraca do źródła.
Do miejsca gdzie została nadana.
Niby wszystko wokół to chemia i fizyka...
ale to nie wszystko tak naprawdę.
Gdybyś tylko mógł poznać to co ja poznałem, i zobaczyć tak jak ja mogę oglądać z głębi duszy każdy szczegół tej niesamowicie przedziwnej konstrukcji jaką jest wycinek rzeczywistości jaki możemy zaobserwować.
Naprawdę @4Sfor ... wielu ludziom opowiadałem już to co wiem.
No i ylko jeden człowiek, w pewnym stopniu zrozumiał, gdy przez wiele dni rozmawialiśmy i dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami na tematy życia i rzeczywistości jaką doświadczamy latami.
Faktycznie to walka z wiatrakami...
ale, do momentu, gdy zrozumiesz jak to wszystko działa.
Zawsze tak jest, że jak znasz rozwiązanie, to zadanie jest bardzo łatwe.
I jest cholernie bardzo łatwe :) jak już wiesz czym jest dobro a czym zło.
Wtedy tylko musisz wybrać.
Błogosławieństwo czy przekleństwo.
@4Sfor Wierzę że pytasz na poważnie.
Oto odpowiedź...
Świadomość ludzka jest konstruktem transcendentalnym.
To nie jest pełnia, ale podobieństwo pełni.
Wszystko jest przedziwne i takie będzie zawsze, to ważne spostrzeżenie.
Zostaliśmy stworzeni do rozkoszy.
To jest nasz najważniejszy przymiot.
Jest tak wiele dowodów to potwierdzających, że nie ma co się nad tym zastanawiać.
Ale, przez to że jesteśmy podobieństwem pełni, czyli tego naszego źródła, a nie zupełną pełnią tak jak ona, otrzymaliśmy wolną wolę.
Czyli nie jesteśmy pełnią, bo nie możemy nią być, bo tylko ona istnieje tak naprawdę.
Cała reszta została z niej tak jak by wydzielona w jakiś sposób, z miłości.
Uczucie które znamy jako miłość, zapragnęło podzielić się rozkoszą i najlepszym dobrem jakie ma do zaoferowania.
Ale dodatkowo dało nam wolną wolę żeby podobieństwo było niesamowicie prawdziwe.
Napiszę Ci resztę jutro @4Sfor bo muszę iść nyny. Donrej nocy.
Hmmm...
Mówili sobie myśląc przewrotnie: Krótkie jest i pełne smutku nasze życie, a gdy przyjdzie koniec człowieka, nie masz dlań żadnego ratunku i nie jest znany ktoś taki, kto by uwolnił kogokolwiek z Hadesu. Narodziliśmy się bowiem przypadkiem i potem znów będziemy tak, jakby nas nie było. Bo dymem jest dech w nozdrzach naszych, a myśl iskrą powstałą od poruszeń serca naszego. Gdy ona zgaśnie, w popiół zamieni się ciało, a duch uleci jak lekki podmuch wiatru. Imię nasze pójdzie z czasem w zapomnienie i nikt nie będzie pamiętał czynów naszych. I tak przeminie życie nasze jako ślad obłoku, rozpłynie się jak mgła, rozproszona promieniami słońca i jego gorącem skroplona. Przemija nasz czas jak cień, nasz koniec się zbliża nieodwracalnie. Pieczęć bowiem została przyłożona i nikt już nie wraca. Dalejże przeto! Używajmy dóbr, póki są, i z zapałem jak w młodości korzystajmy z tego, co stworzone. Upajajmy się winem drogim i wonnościami: i niech nas nie ominie żaden kwiat wiosny. Przystrójmy się w wieńce z róż, zanim zwiędną. Nikogo z nas nie zabraknie w uciechach; zostawiajmy wszędzie oznaki rozkoszy, bo taka jest cząstka nasza i taki jest nasz los. Rzućmy się na biedaka sprawiedliwego, wdów nie oszczędzajmy, nie zważajmy na siwiznę starca sędziwego. A prawem sprawiedliwości niech będzie nasza siła, bo to, co słabe, za niepożyteczne uchodzi. Uczyńmy przeto zasadzkę na sprawiedliwego, bo nie mamy z niego pożytku, sprzeciwia się naszym czynom, wyrzuca nam przekroczenia prawa i oskarża nas o sprzeniewierzanie się naszej nauce. Przechwala się znajomością Boga i nazywa się dzieckiem Pana. Stał się wyrokiem potępiającym nasze myśli, nawet gdy nań patrzymy, jest dla nas ciężarem. Inaczej żyje niż inni, chodzi innymi drogami. Jesteśmy według niego samą nieprawością, unika dróg naszych jako nieczystych, a błogosławi rzeczy ostateczne sprawiedliwych i chełpi się, iż Bóg jest jego Ojcem. Zobaczymy, czy prawdziwe są słowa jego, zbadajmy to, co będzie przy jego końcu. Jeśli bowiem sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim, i zostanie on wyrwany z rąk nieprzyjaciół. Wypróbujmy go obelgami i cierpieniem, abyśmy mogli poznać jego łagodność i przekonać się o jego cierpliwości. Skażmy go na śmierć haniebną, skoro według słów jego przyjdzie nań wybawienie. Takie rzeczy knuli. I pobłądzili, albowiem złość ich zaślepiła. Nie zrozumieli tajemnic Bożych, nie liczyli na zapłatę za prawość i nie przypuszczali, że dusze niewinnych otrzymają nagrodę.
Bóg bowiem stworzył człowieka ku niezniszczalności, uczynił go na podobieństwo natury swojej. Lecz poprzez nienawiść diabła śmierć przyszła na świat i doświadczają jej ci, co są z nim związani.
Księga Mądrości
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Tak mi się skojarzyło
Zaloguj się aby komentować
#fotografia #mojezdjecie #ptaki #bociany

Zaloguj się aby komentować
W 2014 iskra z maszyny pracującej w lesie wywołała jeden z największych pożarów w Szwecji. Spaliło się ponad 14000 hektarów lasu (infografiki na miejscu mówiły o obszarze około 50x25km). Aktualnie na sporej części tego terenu jest otwarty rezerwat natury, a przyroda wraca do życia. Drzewka (głównie brzozy), krzaki, porosty i kwiaty samoistnie zajmują przestrzeń którą niemal 10 lat temu do gołej gleby wypalił ogień. Otwarto kilka-kilkanaście tras pieszych, z dostępnymi - o ironio - miejscami na ogniska (xd, no ale to Szwecja), oraz główny taras widokowy niemal w centrum całego terenu, który widać na zdjęciu.
Fajne doświadczenie które pokazuje moc żywiołów. Miejsce to Hälleskogsbrännans Naturreservat kilkadziesiąt kilometrów od Västerås w centralnej Szwecji.
Będę musiał wrócić tu późną jesienią. Wtedy brak zieleni powinien dobitniej pokazać jaki ogrom terenu został zniszczony.
#szwecja #ciekawostki #podroze #podrozujzhejto #mojezdjecie




W Polsce największy pożar miał raką samą przyczynę https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Po%C5%BCar_lasu_w_nadle%C5%9Bnictwie_Rudy_Raciborskie
Zaloguj się aby komentować
W poprzednim wpisie wspominałem, że miałem dwie opcje spędzenia kolejnego dnia - grill z Argentyńczykami lub żeglowanie po jeziorze Nahuel Huapi, nad którym położone jest Bariloche. Sam nie jestem ani sternikiem ani nawet majtkiem (he he), więc przez żeglowanie rozumiem zapakowanie tyłka na statek wraz z innymi turystami i bycie przewiezionym po wodzie od zatoki do zatoki, przy jednoczesnej degustacji wina, sera i wędlin. Jak to teraz czytam, to brzmi to jak rozrywka bogatych białasów i taki wagabunda jak ja (a przynajmniej tak się tu trochę przedstawiam) powinien raczej wybrać żucie grillowanej wołowiny z lokalsami. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej swojska. Po pierwsze, na łódkę wybrali się podobni mi wędrowcy, tymczasowi nomadzi odkrywający świat (i siebie przy okazji), a część z nich była zresztą Argentyńczykami. Po drugie - degustacja polegała na piciu niedrogich win z plastikowych kubeczków i jedzenia sera oraz wędlin z marketu, które sami zresztą kroiliśmy sobie na pokładzie. No to wygadałem się już, którą opcję spędzenia tego dnia wybrałem
Nasza mała wycieczka startowała z hostelu Selina. Na miejscu czekało już kilka osób, które kojarzyłem lepiej lub gorzej z podróży autokarowej z El Chalten sprzed tygodnia. Po chwili pojawił się też niejako pośrednik całego przedsięwzięcia, czyli Argentyńczyk również będący w tych stronach jedynie turystą. Później dowiedziałem się, że ma polskie korzenie (o czym świadczyło choćby nazwisko Wdowiak). W sumie była to kolejna osobiście poznana przeze mnie osoba z Argentyny, której przodkowie wyemigrowali z Polski.
Gdy już zebrali się wszyscy, a było nas nieco ponad 10 osób, 2 rozklekotane busiki zabrały nas spod hostelu do przystani oddalonej o kilkanaście kilometrów. Tam skipper przetransportował wszystkich w 3 turach wiosłową łódką na żaglówkę zacumowaną dalej od brzegu. Klasy łódki niestety nie opiszę, bo się nie znam, ale można było zejść pod pokład, gdzie był mały kibelek, mikro kuchnia i chyba ze dwie ciasne kajuty. Łódź raczej miała swoje lata i specyficzny zapaszek pod pokładem, ale i tak praktycznie siedzieliśmy cały czas na górze. A nawet jeśli - nie oczekiwaliśmy żadnych luksusów. Choć właściwie to było na swój sposób luksusowo, bo chwilę po wypłynięciu na szersze wody otworzyliśmy pierwsze 2 wina, a zaraz potem zaczęliśmy kroić wędliny i ser.
Było bardzo przyjemnie, choć chłodno, żeby nie powiedzieć zimno. Miałem długie spodnie, polar i kurtkę przeciwdeszczową chroniącą przed wiatrem, a później nawet naciągnąłem na łeb czapkę. Reszta wycieczkowiczów była ubrana podobnie, jeśli nie cieplej. Rozgrzewało nas jednak wino i przede wszystkim radosne rozmowy.
Kątem ucha podsłuchałem jak przy jednej z burt wesoła blondynka tłumaczyła małej grupce ludzi ze śmiechem:
- Nie sądziłam, że to może się skończyć wysłaniem przez nią straży parku na moje poszukiwania!
Przyjrzałem się bliżej osobie, na którą wskazywała - jej twarz wyglądała znajomo, ale nie kojarzyłem skąd. Ten fragment wypowiedzi mnie jednak oświecił.
- Zaraz, zaraz - wtrąciłem się do rozmowy - to ty jesteś tą zaginioną dziewczyną spod Fitz Roya?
- Tak! Jakim cudem też o tym słyszałeś?
- No cóż, Twoja koleżanka zrobiła nieźle larum wieczorem tego dnia. W barze Fresco, gdzie zebrała się chyba połowa pozostających jeszcze w El Chalten ludzi, słyszeli o tej historii wszyscy.
Opisywałem to już wcześniej, no ale przecież mało kto czytał, a nie pamięta już pewnie absolutnie nikt, w każdym razie "zaginiona dziewczyna" wcale się nie zgubiła, tylko poszła na piwo z poznanymi na szlaku ludźmi, nie zahaczając wcześniej o hostel i nie dając koleżance znać, że wszystko u niej ok. Gdy czyta się tę historię, to można sobie myśleć "no co za tępa dzida", ale po poznaniu tej dziewczyny osobiście stwierdziłem, że jest to niesamowicie pozytywna osoba i moja ocena jej gapostwa nie jest już taka surowa
- Zaraz, zaraz, a ty nie jesteś tym gościem, który udawał ślepca schodząc spod Fitz Roya?
No cóż, bingo, miała mnie. Innymi słowy spotkaliśmy się tego dnia na szlaku i w pewnym sensie wiedzieliśmy o swoim istnieniu, ale pierwszy raz mieliśmy okazję pogadać dopiero ponad tydzień później i 1400 kilometrów dalej, siedząc na łódce na środku jeziora.
Rejs przebiegał w bardzo miłej atmosferze. Śmiechu było co nie miara, ktoś nawet miał ze sobą mały głośnik bluetooth, więc po chwili pokład zamienił się w parkiet do tuptania nóżką. Puryści być może powiedzą: co za plebs, zamiast podziwiać przyrodę w ciszy i spokoju, to zrobili sobie imprezę na żaglówce. To nie tak. Rejs łącznie trwał 4 godziny, więc był czas i na gapienie się w ciszy na widoki, i na rozmowy przy winie, i na ruszanie się w rytm muzyki. To była prawdziwa afirmacja życia.
- Zrobimy tu postój na jakieś 20 minut, więc jeśli chcecie, to możecie tu popływać - powiedział skipper z uśmiechem na ustach w jednej z zatoczek.
Wszyscy spojrzeli na niego spod czapek i posłali zwrotne uśmiechy, zapinając wyżej zamki od kurtek. Niby już podczas zapisywania się było powiedziane, że normalny harmonogram rejsu zakłada przerwę na kąpiel w jeziorze i że latem jest to ulubiony element uczestników rejsu. Nie dziwota - woda była niesamowicie czysta, a otoczenie przepiękne. Teraz jednak był środek jesieni i, co by nie mówić, troszkę piździło.
- Chyba tylko jakiś szaleniec by się tu teraz kąpał - rzekła jedna z osób.
- To prawda - odparłem - i oto stoi on przed wami.
Obróciłem się na piecie i zszedłem pod pokład. Otóż zabrałem ze sobą z hostelu kąpielówki i ręcznik na wszelki wypadek, choć wsiadając na łajbę nie wierzyłem, że mi się przydadzą. Teraz jednak czułem wielką chęć skoczenia do tego zimnego jeziora. Czy to wino mnie rozgrzało, czy może chciałem się popisać spontanicznością, czy też pragnąłem nadać sens targania ze sobą tych kąpielówek - po prostu poczułem, że sobie skoczę, a co.
Gdy wyszedłem na pokład w samych kąpielówkach reszcie załogi trochę opadły szczęki, bo byli przekonani, że tylko żartowałem i po prostu poszedłem do kibla.
- Serio będziesz pływał? - spytał argentyński kolega z polskim nazwiskiem.
- Wiadomo - odparłem.
- To czekaj, ja też! - po czym czmychnął pod pokład. Ewidentnie miał w sobie polską krew.
Gdy już obaj staliśmy na pokładzie w samych gaciach i chcieliśmy jak najszybciej ulotnić się z tego wystawionego na chłodny wiatr pokładu do jeszcze zimniejszej wody, reszta ekipy koniecznie chciała sobie zrobić z nami zdjęcia, co na szczęście nie trwało zbyt długo. W końcu nastał moment prawdy. Wiedzieliśmy, że powolne wchodzenie do wody po drabince zakończy się naszą kapitulacją, więc zdecydowaliśmy się na skok synchroniczny saltem w tył z rufy statku. Punktów za styl pewnie nie zebralibyśmy dużo, ale to nie było istotne. Najważniejsze, że żaden z nas sobie głupiego ryja nie rozwalił.
Cóż mogę rzec - woda była zimna. Tak zimna, że nie zamierzaliśmy w niej zostać dłużej niż wymagało tego od nas dopłynięcie do drabinki. Zdecydowanie orzeźwiające doświadczenie. Trochę się zastanawiałem później, czy się nie rozchoruję przez ten szczeniacki, bądź co bądź, wybryk, na szczęście jednak szybkie osuszenie się, przebranie w suche i ciepłe ciuchy oraz dogrzanie kubkiem wina wystarczyło.
Jak już wspomniałem, rejs trwał łącznie 4 godziny i muszę przyznać, że tak jak początkowo nie byłem w stu procentach przekonany, że będę się na nim dobrze bawił wśród praktycznie obcych mi ludzi (jestem raczej typem introwertyka), tak popołudnie spędzone na tej żaglówce było jednym z przyjemniejszych momentów mojej wyprawy, czego główną zasługą byli współtowarzysze rejsu właśnie. Właściwie to od czasu do czasu wciąż wymieniamy wiadomości na WhatsAppie, mimo że od naszego spotkania na łódce minął już ponad rok.
Rzucę więc teraz strasznym truizmem, ale podróże to nie tylko miejsca, które odwiedzamy, ale też ludzie których poznajemy. Nierzadko zostają oni w pamięci dłużej niż najpiękniejsze widoki.
#polacorojo #podroze #argentyna #gory #mojezdjecie





@ciszej nie kojarzę jakoś specjalnie innych jednostek pływających na horyzoncie, choć przyznam szczerze, że się nie rozglądałem za nimi. Mimo wszystko nie był toć jednak sezon na pływanie.
A jezioro owszem, olbrzymie, ale my popłynęliśmy w poprzek na drugi brzeg i trochę po tamtych zatoczkach popływaliśmy. No i odrę ten rejs z romantyzmu żeglarskiego - pływaliśmy raczej na silniku
@Man_of_Gx
Dzięki za komentarz. Niby gdzieś coś o tym słyszałem kiedyś, ale dopiero po twojej wiadomości i wygooglowaniu zagłębiłem się nieco w temat.
Ciężko powiedzieć, byśmy byli rozgrzani przed skokiem, zwłaszcza stojąc od kilku minut w samych kąpielówkach. Woda być może też nie była ultra zimna. Zastanawiam się przy jakiej różnicy temperatur to ryzyko wstrząsu lub kłopotów z sercem jest realne. I na ile zmniejsza się przy praktykowaniu schładzania się w zimniej wodzie po saunie, co zdarza mi się raz na jakiś czas.
Na pewno następnym razem się mocniej zastanowię przed wskoczeniem do wody. Choć z drugiej strony gdybym wtedy wchodził z drabinki, to wybrałbym śmierć niż słuchanie własnych pisków, że woda za zimna
Zakończyłem żartem, choć nie powinienem zważywszy na to co spotkało twoich znajomych. Posypuję głowę popiołem.
Tobie również szerokiej drogi!
@Sniffer na ile zmniejsza się przy praktykowaniu schładzania się w zimniej wodzie po saunie,
To na pewno pomaga i w ogóle jest zdrowe dla organizmu ale barierę poznasz jak na nią wpadniesz a zauważ jedno, w tamtej sytuacji nikt w razie czego by Ci nie pomógł a z wodą to zawsze dobrze mieć plan B.
Gx
Zaloguj się aby komentować
Strojnica baldaszkówka (Graphosoma lineatum)
#fotografia #tworczoscwlasna #mojezdjecie


Zaloguj się aby komentować