#literatura

10
878

Zaloguj się aby komentować

Też tak czasami macie, że czytacie coś, a wasz mózg przeszywają dręczące pytania i wyrzuty sumienia: Po co ja to czytam? Co to wnosi do mojego życia? Jaki w tym sens? Ja na przykład miałem tak wczoraj, kiedy zapoznawałem się z „Domami Poego i miejscami mu poświęconymi” autorstwa Lovecrafta. W tekście tym, jak tytuł wskazuje, ponurak z Providence wypisał wszystkie miejsca zamieszkania starszego i nieżyjącego już wówczas kolegi po fachu, a że był on tułaczem, to ten wykaz jest całkiem spory. Mniej więcej co trzy linijki mowa jest o nowym lokum autora „Zagłady domu Usherów”, a tekst liczy sześć stron. Odliczmy dwie, bo na dwóch Lovecraft pisze o nagrobku Poego i domu na Florydzie. Nadal zostają cztery strony. Policzyłem, że strona ma 33 linijki (wyd. „Koszmary i fantazje”, Kraków 2013), co daje jedenaście domów lub innych nieruchomości na stronę, a zatem z prostego rachunku wynika, że Poe mieszkał, uśredniając nieco, w 44 miejscach, oczywiście raz dłużej, raz krócej.


Co zapamiętałem z tego tekstu? Zapamiętałem, że Poe w West Poincie mieszkał w baraku południowym, żył też na Florydzie, pokłócił się porządnie z ojczymem o pieniądze, ale niestety już nie wiem w którym z 44 domów/mieszkań. Czasami się martwię, że w mojej głowie wyczerpie się miejsce na tak przydatne informacje.


Dodam jeszcze, że po dręczących pytaniach w końcu ogarnął mnie błogi spokój, przypomniałem sobie bowiem noworoczne postanowienie, że od teraz będę praktykować bezsens życia, przez co może niekoniecznie rozumiem leżenie i patrzenie w sufit, ale czytanie o domach Poego i dodawanie o tym wpisu, który przeczyta parę osób – już tak.


#ksiazki #literatura #poe #lovecraft #przemyslenia

Też tak czasami macie, że czytacie coś, a wasz mózg przeszywają dręczące pytania i wyrzuty sumienia: Po co ja to czytam? Co to wnosi do mojego życia? Jaki w tym sens?


Na wykopie tak miewałem bardzo często ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

@pod_sloncem_szatana A tak na poważniej to chwilowo nie mam niestety poważniejszych przemyśleń niż ten żart powyżej. Zostawię za to komentarz, że podobają mi się Twoje literackie posty i zamierzam je w przyszłości plusować vel grzmocić.

Zaloguj się aby komentować

Przeczytałem „Koty i psy” Lovecrafta. To taki esej, a właściwie tekst stworzony przez pisarza do odczytania w brooklińskim Klubie Niebieskiego Ołówka, gdzie miała się odbyć dyskusja nad zaletami kotów i psów. Kociarzom może poprawić się samopoczucie po przeczytaniu tego dziełka, niemniej trzeba uczciwie przyznać, że w tekście tym nie ma prawie niczego o kotach i psach. Lovecraft wykorzystuje pretekstowo czworonogi do przedstawienia swoich poglądów i preferencji ideowo-estetycznych, przeciwstawiając poganizm chrześcijaństwu, piękno i estetykę etyce, klasycyzm średniowieczu i gotykowi, arystokratyzm i arystokratów demokracji i chłopstwu, a także polewając wszystko sosikiem nietzscheanizmu, wywód kończy zaś nieśmiałym westchnięciem, że jak faszyzm nie utemperuje trochę demokratycznej ciemnoty, to chyba już znikąd ratunku.


W „Kotach i psach” (w: H.P. Lovecraft, „Koszmary i fantazje”, Kraków 2013) możemy między innymi przeczytać:


Na tych pospolitych, służalczych i plebejskich atrybutach opierają swoje argumenty miłośnicy psów, oceniając, co zabawne, inteligencję zwierzaka na podstawie tego, w jak dużym stopniu spełnia on ich życzenia. Miłośnicy kotów nie łudzą się w ten sposób, odrzucając myśl, że kulenie się ze służalczości i ostrożne dotrzymywanie kroku swemu panu to największe zalety. Skłonni są za to wielbić arystokratyczną niezależność, poczucie godności i wyraźną osobowość w połączeniu z wyjątkową gracją i pięknem, które uosabia chłodny, gibki, cyniczny i nieokiełznany władca dachów.





Takie osoby [psiarze] zatopione są w wirze wschodniego idealizmu i poniżenia, który doprowadził do ruiny cywilizacje klasyczne w Wiekach Ciemnych, i żyją w posępnym świecie abstrakcyjnych, sentymentalnych wartości, w których ckliwe złudzenia potulności, oddania, łagodności, braterstwa oraz pełnej skomlenia pokory urastają do rozmiarów najwyższych najwyższych cnót, a cała fałszywa etyka i filozofia oparte są na wynikłych z lęku reakcjach mięśniowego układu zginającego.





To, że psy są bliskie pozbawionemu wyobraźni chłopu i mieszczaninowi, podczas gdy koty stanowią obiekt uwielbienia wrażliwego poety, arystokraty czy filozofa, stanie się jasne w chwili, gdy zastanowimy się nad kwestią biologicznych związków. Praktyczny lud plebejski osądza rzeczy jedynie po bezpośrednim dotknięciu, posmakowaniu czy powąchaniu; natomiast bardziej wrażliwi kształtują swe oceny przez obrazy i koncepcje, które dany obiekt przywołuje w ich umysłach. [Dalej porównanie z psami i kotami].





Ci grubiańscy niewolnicy wschodniej ciemnoty nie byli w stanie znieść czegoś, co nie służyło ich tanim uczuciom i marnym celom. Żądali od psa, by się przymilał, chodził na łowy, przynosił oraz taszczył, i nic im było po kocim darze wiecznego i bezinteresownego piękna, będącego pokarmem dla ducha.





Wystarczy spojrzeć analitycznym okiem na oba zwierzęta, by się przekonać, że zalety piętrzą się po stronie kota. Piękno, które prawdopodobnie jest jedynym czynnikiem o podstawowym znaczeniu w całym kosmosie, winno być naszym głównym kryterium; a na tym polu kot wyróżnia się tak znakomicie, że tracą sens wszelkie porównania.





Niechaj anemiczne osoby wierzące w „nadstawianie drugiego policzka” znajdują pocieszenie w kulącym się przed panem psie – albowiem dla krzepkiego poganina, z krwią w żyłach przepełnioną nordyckimi zmierzchami, nie ma drugiego takiego zwierzęcia jak kot [...]





Naturalnie temat konfrontacji materializmu z idealizmem (to podstawowe kategorie, którymi posługiwał się pisarz, opisując poglądy swoje i te przeciwstawne) powraca w wielu jego tekstach publicystycznych i listach, np. w „Wyznaniu niewiary” i „Obronie Dagona”, ale w przypadku „Kotów i psów” zwraca uwagę pretekstowe wykorzystanie tytułowego tematu. Ktoś mógłby powiedzieć, że pyszałkowaty i „wyższościowy” ton tego eseju to celowy manewr autora służący wywołaniu efektu komicznego, ale raz, że sam Lovecraft odżegnywał się od komizmu, dwa, że wszystkie jego teksty na ten temat tak wyglądają. Koniec końców rzeczywiście skutek jest lekko komiczny – no trochę taki #gimboateizm, przy czym należy dodać, że w innym miejscu autor „Grozy w Dunwich”, nawiasem mówiąc, ponoć szyderstwa z Ewangelii, wydzielał obok idealizmu teologicznego idealizm racjonalistyczny, czyli niewłaściwy, bo napastliwy i fanatyczny, ateizm. Jest to trochę niekonsekwentne, bo jego pyszałkowate wywody są niezłym paliwem dla ateistów typu fanatycznego. No ale on by odpowiedział, że chodzi tylko o prawdę, a konsekwencje społeczne i odbiór przez masy ma w nosie.


#lovecraft #literatura #ksiazki #religia #chrzescijanstwo #literackieimpresje #koty

ee101c70-641c-4558-ba61-c26d3af67e34

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Restalinizacja Rosji idzie pełną parą. Deputowani zapowiedzieli m.in. usunięcie z listy lektur "Archipelagu GUŁAG" Sołżenicyna.


W sumie słusznie. Po co uczyć się o gułagach w teorii, skoro już niedługo będzie się można nauczyć praktyki.


#rosjawstajezkolan #rosja #wojna #ukraina #literatura #historia

a08569c1-5e74-44db-902a-c6451e2f0c20

@bobby-dylsn Sołżenicyn zawsze był antyzachodnim wielkorusem. Pisanie o gułagach tego nie wyklucza. Z powodu swoich poglądów był m.in. skłócony z resztą środowiska dysydentów-imigrantów.

Zaloguj się aby komentować

I ostatnia na dziś porada od Marii Marciszewskiej, Kijów, 1884 rok - dbajcie o kondycję swoich pijawek, drogie Tośki i szlechetni Tomkowie! ( ͡° ͜ʖ ͡°)


#heheszki #historia #literatura #porady

086e082a-1f33-4c30-a281-fd12bd8f4a09

Zaloguj się aby komentować

Jeszcze jedna ważna porada dla wszystkich pięknych Tosiek od niezawodnej Marii Marciszewskiej, z Kijowa r. 1884:


#heheszki #literatura #historia #logikarozowychpaskow #porady

5bf51281-eef5-467c-a826-058e86d51244

Zaloguj się aby komentować

Cormac McCarthy wydał w ubiegłym roku dwie książki, "The Passenger" i "Stella Maris". Dotarł ktoś może do informacji kiedy Wydawnictwo Literackie planuje wydać polskie tłumaczenie?


#ksiazki #literatura #wydawnictwoliterackie

Zaloguj się aby komentować

Jedna książka z której wynieśliście najwięcej. Taka, która zmieniła postrzeganie czegoś w waszym życiu. #ksiazki #literatura

Czytasz dla relaksu czy, żeby się czegoś dowiedzieć?

54 Głosów

@J4N z beletrystyki byłaby to pewnie "Rzeźnia numer pięć" Vonneguta, którą przeczytałem w dobrym momencie swojego życia. Mam problemy z dużą potrzebą kontroli, a to pozwoliła mi zrozumieć ile rzeczy w naszym życiu dzieje się mimochodem.

@J4N czytam dla relaksu w sumie, czasami cos wynoszę. Książka, z której coś wyniosłam? Cała seria świata dysku, bo bardzo przystępnie podaje np zasady rozwoju biznesu ("piekło pocztowe" czy "świat finansjery") ale też cudownie przedstawia aspekty różnych dziedzin życia np. Cała podseria o Śmierci

Zaloguj się aby komentować

26 + 1 = 27


Tytuł: Rozwinąć skrzydła


Autor: Grzegorz Polok


Gatunek: poradnik? reportaż? religijna? Trudno mi jednoznacznie określić


Ocena: 5/10 - przeciętna


Własny licznik: 1 + 1 = 2


Książkę przeczytałem wyłącznie dlatego, że była wymagana do zaliczenia przedmiotu na studiach. :')


Z jednej strony mogę ją polecić - porusza ważny temat dorosłych dzieci alkoholików (DDA) i dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych (DDD). Raczej wątpię, żeby była odkrywcza dla kogoś, kto już ma jakąś wiedzę w tej materii, jednakże mnie pomogła poszerzyć horyzonty oraz uświadomić sobie, że posiadam pewne cechy i zachowania DDD.


Co ciekawe, pomiędzy tym, co pisze autor, pojawiają się także komentarze/przemyślenia różnych DDA/DDD. Tak samo koniec książki został poświęcony historiom/przeżyciom, dzięki czemu można lepiej poznać to, co czują i w jaki sposób myślą osoby z dysfunkcyjnych rodzin.


Z drugiej strony widać i czuć, że książka została napisana przez księdza. To nie zarzut - osobiście nie jestem religijny, jednakże absolutnie nie przeszkadza mi czyjaś wiara. Trochę niezręcznie czytało mi się o chrześcijańskim Bogu i o tym, jak ważny był i jest w trudnych sytuacjach dla ludzi. Odniosłem wrażenie, może mylne, że przekonywali o tym, że co prawda terapia może pomóc, ale gdyby nie Bóg, to nie poradziliby sobie z syfem, który ich otaczał. Jak najbardziej to rozumiem, jednakże... ach, zostawię ten temat w spokoju. :')


Książkę w formacie PDF można ściągnąć za darmo ze strony autora .


Jak rozumiem poszczególne oceny:


1 - beznadziejna


2 - bardzo słaba


3 - słaba


4 - może być


5 - przeciętna


6 - dobra


7 - bardzo dobra 


8 - rewelacyjna


9 - wybitna


10 - arcydzieło 


#bookmeter #ksiazki #literatura #hejtoczyta #czytajzhejto

236bc2c1-605b-43bc-b5da-6aa92d1d73b7

Zaloguj się aby komentować

Ciąg dalszy przerzucania tekstów z wypoku na Hejto:


#cyberpunkstories - autorski tag


Wpis możecie przeczytać także na moim blogu .


Czy e-booki to czytelnicza przyszłość?


Chciałem raz pożyczyć „kilka” książek od mojej znajomej. Skończyło się na tym, że w torbie podróżnej znalazło się ponad trzydzieści różnych pozycji (niech żyje brak zdecydowania!). Dodajcie do tego ciuchy na cały tydzień i wyjdzie Wam całkiem niezły ciężar do dźwigania. Sam chciałem. Tamta sytuacja dała mi dużo do myślenia. Zainteresowałem się czytnikami e-booków. Wizja posiadania wszystkich książek w jednym małym urządzeniu była bardzo kusząca. Tak bardzo, że w końcu kupiłem mój pierwszy czytnik. Służył mi dzielnie przez kilka lat, a teraz, gdy sprawiłem sobie nowy, równie dzielnie służy mojej cioci.


Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot-sprzedawca. Publiczność wolała lektany – czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację.


Tak pan Stanisław Lem, w swoim „Powrocie z gwiazd” z 1961 roku, pisał o e-bookach (i audiobookach), chociaż nazwał je inaczej. Na swój sposób przewidział przyszłość.


Ale czy e-booki rzeczywiście zastąpią papierowe książki?


Przed wynalezieniem druku przez Gutenberga, książki były przepisywane ręcznie. Cały proces był czasochłonny i trudny; spróbujcie przepisać całą powieść bez ani jednej pomyłki. Czasem też kopiści zmieniali treść, bo wydawała im się nieodpowiednia. Trudno się dziwić, że tak wiele osób nie potrafiło wtedy czytać oraz że książki były drogie.


Wszystko zmieniło się w roku 1450. Nareszcie można było w łatwy i szybki sposób zrobić nie jedną, ale wiele kopii. Miało to ogromny wpływ chociażby na edukację, ale nie o skutkach wynalezienia druku chcę pisać. No, nie do końca. Mnisi stracili pracę, ponieważ coraz mniej osób zlecało im przepisanie książki. Czy to dobrze, czy nie, nie mnie oceniać.


Do czego jednak zmierzam?


Skoro wynalezienie druku sprawiło, że ręczne, mozolne i arcytrudne przepisywanie książek przeszło do historii, to dlaczego e-booki nie zrobiły tego samego? Z technicznego punktu widzenia powinny mieć tak wielki wpływ, jak druk - przecież przez brak fizycznej kopii zdecydowanie ułatwiają ich kopiowanie. Wystarczy na komputerze użyć odpowiedniego skrótu, by mieć drugiego e-booka. Dlaczego ludzie wciąż wolą czytać wydania papierowe? Wydaje mi się, że znam odpowiedź. Albo nawet kilka. Oczywiście wszystkie dotyczą sytuacji w Polsce.


1. Ludzie to tradycjonaliści, którzy nie lubią korzystać z nowych technologii. Oczywiście nie mam zamiaru uogólniać, ale tak szczerze, to ile starszych osób korzysta chociażby ze smartfonów czy komputerów? Wiem, że pod tym względem jest coraz lepiej, coraz więcej ludzi się do tego przekonuje, ale myślę, że jednak więcej osób jest na „nie”. Bo nowe, bo „komputer”, bo coś tam.


2. Aspekt technologiczny. Gdy zdecydowałem się na kupno czytnika, szukałem w Internecie informacji o różnych modelach. I tu pojawia się problem: który wybrać. Czy postawić na dość znany Kindle od Amazona, polski inkBook czy może mało znany francuski Cybook od firmy Booken? Czy wziąć z systemem pracującym na Androidzie, czy na jakimś innym? Duży czy mały? Jak długo wytrzymuje bateria? Czym się różnią formaty epub, mobi oraz PDF? Jest wiele rzeczy, które początkujący musi sprawdzić, żeby potem nie żałować swojej decyzji. A co z papierową książką? Wystarczy wejść do biblioteki/księgarni i wypożyczyć/kupić. W innych sklepach będzie się najwyżej różnić ceną (pomijam kwestię różnych wydań i twardej/miękkiej oprawy).


3. Następny aspekt technologiczny. Kiedyś czytałem, że raptem jedna trzecia osób czytających e-booki korzysta z czytników. Reszta używa tabletów, smartfonów i komputerów. Skoro się da, to dlaczego inwestować w dodatkowe urządzenie? Chociażby dlatego, że od czytania na ekranie tabletu bolą oczy, podobnie jest z monitorem komputera czy smartfona. Ludzie myślą też tak o czytnikach, co akurat jest błędne, zważywszy na technologię w nich wykorzystywaną. Ale nie da się tego wytłumaczyć każdemu.


4. Aspekt kolekcjonerski. Kiedy wchodzę do czyjegoś mieszkania, od razu widzę, czy właściciele czytają książki. Wystarczy poszukać jakichś regałów czy półek. Przy okazji równie łatwo określić wielkość zbioru. Krótko mówiąc, można się chwalić. W przypadku e-booków, no cóż, nie da się ich postawić na półkach, chyba że na tych wirtualnych. Odpowiednikiem pokoju przerobionego na dobrze zaopatrzoną, domową biblioteczkę, jest jedno urządzenie, często mieszczące się w kieszeni spodni. Czymś takim ciężko się pochwalić.


5. Opinia przeczytana w Internecie. E-book to nie prawdziwa książka. Jeśli komuś jest lepiej z taką myślą, to jego wola, nie ma co na siłę nikogo przekonywać. Po prostu zauważyłem tendencję do częstych kłótni na linii: zwolennicy książek elektronicznych i tych papierowych. Najczęściej, co mnie dziwi,j wywołują je ci drudzy, jakby przeszkadzało im, że ktoś woli korzystać z czytników.


Ogółem odnoszę wrażenie, jakoby ludzie czytający książki czuli się lepsi od innych, bardziej inteligentni et cetera, o czym można przekonać się na dowolnej facebookowej grupie skupiającej zwolenników czytania.


6. Aspekt dostępności. Papierową książkę teoretycznie łatwiej pożyczyć. Po prostu idziemy, bierzemy z półki i tyle, bez kombinowania z włączaniem komputera, noszenia kabla czy włączania Internetu. Papierową książkę teoretycznie łatwiej też przeczytać. Bierzemy i czytamy, nie martwiąc się, czy wystarczy nam baterii, czy będzie działać na naszym urządzeniu. Jedynie światło, a raczej jego brak, może być problemem. Piszę „teoretycznie”, bo wszystko zależy od osobistych preferencji.


7. Aspekt cenowy. Teoretycznie e-booki powinny być dużo tańsze od papierowych wersji. W końcu odpadają koszty druku, magazynowania et cetera. Często zdarza się jednak tak, że ceny utrzymują się na tym samym poziomie albo na korzyść papieru. Dlaczego tak jest? Oczywiście żeby zachęcić do kupowania tradycyjnych książek. Jedna osoba, która wydała własną powieść powiedziała, że w momencie pojawienia się e-booka straciła dochody z papieru. Elektroniczną książkę można w bardzo łatwy sposób „spiracić” i upowszechnić całkowicie za darmo, a jestem pewien, że wydawnictwa zdają sobie sprawę z tego ryzyka.


Nawet niedawna obniżka podatku VAT na e-booki nie sprawiła, że ceny drastycznie spadły. Wydawnictwa, księgarnie i pośrednicy mają po prostu więcej do podziału.


Myślę, że wymieniłem wszystkie najważniejsze powody, dla których na razie wygrywają tradycyjne papierowe książki. Uważam, że w najbliższych kilkunastu latach sytuacja się nie zmieni, ale jestem przekonany, że e-booki stanowią czytelniczą przyszłość, o ile następne pokolenia w ogóle będą chciały czytać. ; )


Argumenty?


Proszę bardzo.


Po pierwsze: czytniki naprawdę potrafią ułatwić czytanie. Między innymi oferują możliwość zmiany czcionki na bardziej czytelną i przede wszystkim większą, czego nie spotkamy w przypadku papierowych wersji. Macie problemy z czytaniem drobnych literek albo męczy się Wam wzrok? Czytnik jest dla Was.


Czcionka to jedno, rozmiar książki — drugie. Czekacie w kolejce w sklepie? Stoicie w ścisku w tramwaju czy autobusie i chcielibyście poczytać? Żaden problem. Czytnik można śmiało trzymać w jednej ręce, by w razie potrzeby bez problemu schować do kieszeni lub go z niej wyciągnąć. W przypadku papierowych wydań nie zawsze jest to takie łatwe. Niektóre, jak „To” Kinga czy „Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa” to ciężkie i obszerne knigi. Owszem, istnieją wydania kieszonkowe, ale wtedy w parze z małym rozmiarem idzie mała czcionka.


Jedziecie pociągiem, jest noc, chcielibyście poczytać, ale nie chcecie włączać światła, by nie obudzić pozostałych pasażerów w przedziale? Sporo czytników oferuje opcję podświetlania ekranu, co rozwiąże Wasz problem.


Po drugie: wspomniana przeze mnie możliwość trzymania całej biblioteki w jednym małym urządzeniu, co idealnie sprawdza się podczas częstych podróży lub dłuższego urlopu, na który chcielibyście zabrać kilka bądź kilkanaście pozycji. Nie dość, że nie zabiera dużo miejsca (wspomniana kieszeń spodni), to jeszcze macie dostęp do ilu tylko chcecie książek. Skończy się zapas? Wystarczy dostęp do Internetu i można zakupić kolejne powieści, które dostaniecie praktycznie od razu.


Przydatne też dla osób, które cenią sobie minimalizm lub nie chcą marnować miejsca na regały czy półki. Gdzieś te wszystkie książki trzeba przecież trzymać, a jeśli nie na półkach, tylko w kartonach, to po co w ogóle je mieć?


Po trzecie: dostępność. Obędzie się bez sytuacji*, w których wydawnictwo stwierdza, że nie zrobi dodruku. Tu mogę przytoczyć własną: brakowało mi dwóch ostatnich części wiedźmińskiej sagi w białym wydaniu, których nie można było już zdobyć w sklepach (przyznaję, że popisałem się głupotą, odwlekając zakup, gdy było to jeszcze możliwe, ale kto by się spodziewał?), więc pozostało mi jedynie odkupić używane tomy od osoby prywatnej.


Można tutaj dodać też możliwość zabezpieczenia swoich plików poprzez wrzucenie ich na wirtualny dysk.


Po czwarte: wyszukiwanie informacji jest o wiele łatwiejsze. Chcecie przypomnieć sobie jakiś ważny dla Was fragment? Musicie wertować strony książki… albo po prostu wpisać zdanie w ramach wskazówki. Podobnie z robieniem notatek, zaznaczaniem fragmentów et cetera. To wszystko można z powodzeniem zrobić również w przypadku papieru, ale elektronika zdecydowanie to ułatwia. Może się to przydać podczas pisania różnego rodzaju prac, chociażby na studiach.


Po piąte: napisałem, że do e-booków może zniechęcać ich cena, zazwyczaj niewiele niższa od cen papierowych wersji. Jednak często pojawiają się promocje: swego czasu otrzymałem kod na pięćdziesięcioprocentową obniżkę na książki, wliczając w to też obniżone już e-booki. Piętnaście złotych za jedną powieść to niezbyt wygórowana cena.


Podobnie jest z pakietami e-booków, wśród których królują, przynajmniej moim zdaniem, te od artrage.pl. Trzydzieści parę złotych za sześć książek? Proszę bardzo.


Nie można też zapominać o Legimi, czyli serwisie oferującym prawie nieograniczony dostęp do ogromnej bazy e-booków i audiobooków. Bardzo fajna inicjatywa, szczególnie dla osób, które czytają naprawdę dużo w ciągu miesiąca. Wtedy czterdzieści złotych za abonament, z którego możemy zrezygnować w dowolnym momencie, nie wydaje się wielkim wydatkiem, kiedy podzielimy go przez liczbę przeczytanych książek. Cztery złote za sztukę? Śmiech na sali.


Dodatkowo coraz więcej bibliotek oferuje dostęp do nieco okrojonej, ale darmowej, bibliotecznej wersji Legimi.


Oczywiście nie mam zamiaru przekonywać nikogo do kupna czytnika. Technologia lubi się psuć (chociaż Cybook, czyli ten „mój pierwszy”, nadal świetnie działa pomimo upływu lat), a sam czytnik to wydatek często kilkuset złotych już na starcie, do tego trzeba doliczyć oczywiście cenę poszczególnych powieści, które chcielibyście przeczytać. Mnie samemu zdarza się kupować papierowe wersje, ze względu na estetykę (antologię „Inne światy” kupiłem w papierze dla obrazów, a „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” ze względu na prześliczne wydanie). Czasopisma, komiksy czy mangi też wolę w tradycyjnej formie, ale powieści i opowiadania czytam głównie na czytniku. Wygoda, łatwy dostęp i możliwość czytania w praktycznie każdych warunkach, to ważne dla mnie rzeczy, ale każdy ma swój gust.


Pewnie mogę się mylić, że e-booki to czytelnicza przyszłość, ale wystarczy spojrzeć chociażby na gry komputerowe, gdzie cyfrowa dystrybucja pokonuje tradycyjne pudełka. Jestem przekonany, że to samo kiedyś stanie się z papierowymi książkami i każdy będzie miał przy sobie swój własny czytnik (albo wszczepiony – vide cyberpunkowe ulepszenia).


Do następnego!


* Głównym niebezpieczeństwem jest wygaśnięcie licencji na sprzedaż e-booków, co na przykład spotkało niektóre z powieści wchodzących w cykl „Świat Dysku” Pratchetta.


#ksiazki #czytajzhejto #literatura #tworczoscwlasna #kultura #ebook #hejtoczyta

251ac59f-fa9e-462a-a4af-5fad4421fef3

@cyberpunkowy_neuromantyk tak, to dokładnie, dukaj tam wspominał o starciu cywilizacji kultury oralnej i kultury tekstu i ich wzajemnym niezrozumieniu się

Zaloguj się aby komentować

25 + 1 = 26


Licznik własny: 1 + 1 = 2


Tytuł: Czas zmierzchu


Autor: Dmitry Glukhovsky


Gatunek: Fantastyka


Ocena: 6/10


Książka autora znanego i lubianego cyklu Metro 2033, na podstawie którego powstało całe uniwersum literackie oraz gry.


Od tego autora czytałem jeszcze Futu.re oraz zbiór opowiadań Witajcie w Rosji, obie bardzo przypadły mi do gustu ze względu na styl pisania autora.


I jeżeli komuś taki styl pisania się podoba, to ta książka również mu się spodoba.


Jeżeli zaś chodzi o tematykę, również jest tu dość ciekawie. Książka opowiada o tłumaczu, który otrzymał zlecenie przetłumaczenia starych dokumentów z języka hiszpańskiego, które to okazały się kroniką z wyprawy z XVI wieku.


Również temat mi bliski, bo sam tłumaczę, a ostatnio zacząłem się uczyć tego języka.


Książka jednak, mimo że ciekawa i czytało się przyjemnie, ma trochę niedociągnięć fabularnych. Zakończenie jest dziwne, nie do końca mi się podobało, a niektóre wydarzenia też są trochę „na siłę”. Na plus tematyka, której chyba jeszcze nie spotkałem w żadnej książce, a na pewno nie w fantastyce.


#bookmeter #hejtoczyta #czytajzhejto #ksiazki #literatura

8831aa15-4d34-4dc2-a273-4803d1f470f5

Zaloguj się aby komentować

#bookmeter 24+1=25


Tytuł:  Fikcje


Autor: Jorge Luis Borges


Gatunek: literatura piękna


Ocena: 7/10


"Fikcje" Borgesa to książka, która już od dawna za mną chodziła i mimo jej niewielkiej objętości, jakoś nie mogłem zebrać się w sobie, by po nią sięgnąć. Okazało się, że w pewnym aspekcie przeczucie nie myliło mnie - mała liczba stron bynajmniej nie oznacza, że "Fikcje" są prostą i niewymagającą lekturą.


Mamy tu do czynienia z siedemnastoma krótkimi opowiadaniami, zgrupowanymi w dwóch zbiorkach - "Ogród o rozwidlających się ścieżkach" oraz "Twory wyobraźni". Podobnie jak dla wielu innych czytelników, również dla mnie treści zgromadzone w pierwszej części były nieco trudniejsze w odbiorze.


Opowiadania z drugiej części też nie są wcale jakoś przesadnie łatwe, więc może jest to tylko złudzenie wynikające z tego, że po kilkudziesięciu stronach borgesowych dziwactw, człowiek potrafi już nieco załapać koncepcje, które za tym wszystkim stoją.


Większość z zaprezentowanych opowiadań jest bardzo pomysłowych. Praktycznie każde z nich spokojnie mogłyby stać się podstawą pełnoprawnej powieści, ale najwyraźniej Borges nie miał ochoty bawić się w powieściopisarstwo. Chciał po prostu dzielić się swoimi niezwykłymi ideami.


W wielu historiach przewijają się podobne motywy - lustra, noże, labirynty oraz oczywiście książki. Różnorodność tematów i tak jest jednak całkiem spora. Mamy tu m.in.:


* mini-kryminał, w którym nazwiska ofiar związane są z tetragramem.


* skazanego na śmierć człowieka, który otrzymuje od Boga dodatkowy rok życia - życia pomiędzy wystrzeleniem w niego pocisku, a śmiercią


* osobę, która w wyniku wypadku zyskuje pamięć wszystkich możliwych szczegółów.


* pełno wymyślonych książek o nieistniejących bytach (np. krajach), jak również książki nieskończone (cykliczne)


* świat, będący biblioteką.


* loterię, w której można zyskać majątek, albo pójść do więzienia lub stracić język.


* autora, który kilkaset lat po Cervantesie, postanowił w pełni naukowy i zaangażowany sposób napisać kilka rozdziałów "Don Kichota".


Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o tym, co dopełnia owe niezwykłe pomysły Borgesa, a jest to język. Bogaty, opisowy, nietrywialny. Zdecydowanie można go pozazdrościć.





Układanie obszernych książek to pracowicie wzniesione i zubażające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut.


Podejrzewam jednak, że nie umiał myśleć. Myśleć, to zapominać o różnicach, to uogólniać, tworzyć abstrakcje.


Zrozumiał, że chęć modelowania niespójnej i zawrotnej materii, z jakiej składają się sny, jest najtrudniejszym zamysłem, jaki może powziąć człowiek


Wiem o pewnej niebezpiecznej okolicy, w której bibliotekarze odrzucają przesądny i próżny zwyczaj poszukiwania sensu w książkach i porównują go do zwyczaju poszukiwania sensu w snach czy w chaotycznych liniach ręki...


Rze­czy na Tlönie po­dwa­ja­ją się, ale dążą rów­nież do za­tar­cia i za­tra­ce­nia szcze­gó­łów, gdy lu­dzie o nich za­po­mi­na­ją. Kla­sycz­ny jest przy­kład progu, który trwał, do­pó­ki sia­dy­wał tam pe­wien że­brak, i który znik­nął wraz ze śmier­cią tegoż że­bra­ka.


#ksiazki #czytajzhejto #literatura

564a9f5d-6c4a-4614-a8b0-beca0af82d41

Zaloguj się aby komentować

#bookmeter 17 + 1 = 18


Tytuł: Norwegian Wood


Autor: Haruki Murakami


Gatunek: literatura piękna


Liczba stron: 320


Ocena: 6/10


Niewątpliwą zaletą tej książki jest fakt, że dzięki niej zakochałem się w melodii sentymentalnego utworu Beatlesów o tym samym tytule . Zaś samo doświadczenie czytelnicze... oceniłbym na coś pomiędzy 6 a 7.


Przyznam, że ta prosta historia ma w sobie pewien urok, potrafi wprowadzić w specyficzny nastrój, oddać niepowtarzalną atmosferę zachłyśniętej zachodnim stylem życia japońskiej młodzieży lat 70-tych.


Mamy tu sporo odniesień kulturowych - zarówno do literatury (Watanabe, udając się w odwiedziny do sanatorium, w którym przebywa Naoko, czyta "Czarodziejską górę" Thomasa Manna, są rozmowy o Wielkim Gatsbym, Hessem, Conradzie), jak i muzyki popularnej w tamtym okresie.


Sama historia jest natomiast po prostu smutna. Widzimy sporo samobójstw i liczne choroby psychiczne. Widzimy jak śmierć i problemy jednych bohaterów, wpływają na innych. Dużo jest też tutaj pewnego rodzaju powtarzalności i rytmu (pisanie listów, nocne wypady do klubów, spotkania z Midori i Naoko).





Dżentelmen postępuje tak, jak powinien, a nie tak, jak ma ochotę


Naoko żyła w tym świecie dalej, nosząc w sobie śmierć.


Zupełnie jakbym za pomocą listów próbował posklejać swoje rozsypujące się na kawałki życie.


Nasza normalność polega na tym, że zdajemy sobie sprawę z własnej nienormalności.


Po kolacji chciałem napisać list do Midori, lecz mimo wielu prób, mi się nie udało, więc postanowiłem napisać do Naoko.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

da673707-1147-4907-b51d-8de6a8fb0c4d

Zaloguj się aby komentować

#bookmeter 16 + 1 = 17


Tytuł: Wolny jak Hamilton


Autor: Romuald Pawlak


Gatunek: science fiction


Ocena: 5/10 - przeciętna


Po świetnym „Podarować niebo” i równie dobrym „Pusty ogród”* byłem przekonany, że „Wolny jak Hamilton” również mnie nie zawiedzie. I w pewnym sensie tak było - otrzymałem kolejną ciekawą historię, rozszerzającą nowoutworzone uniwersum pana Romualda. Znajomość poprzednich opowieści nie jest wymagana, żeby zrozumieć fabułę, jednakże przedstawione wydarzenia są kontynuacją opowiadań zawartych w zbiorze „Pusty ogród”.


Do czynienia mamy ze swego rodzaju kryminałem - główny bohater, Oleg Skun, przylatuje z Ziemi na planetę Hamilton, aby ustalić, czy Hamilton (zbrodniarz wojenny) lub któryś z jego pomocników nie ukrywa się na powierzchni tejże planety. Na miejscu spotyka i nieprzyjemnych biurokratów, i nieprzyjemnych tubylców, a z jedyną przyjazną wobec niego osobą finalnie ląduje w łóżku. To żaden spoiler, wątek romantyczny jest bardzo przewidywalny.


Przyznam szczerze, że opowieść mi się nie spodobała. Nie, żeby była zła - perypetie Skuna śledziłem z zaciekawieniem, co z tego wszystko wyniknie. No i właśnie wynik był dla mnie rozczarowaniem. Winić mogę jedynie moje oczekiwania, rozbudzone tym, co dostałem w poprzednich dwóch książkach.


Brakowało mi szerszego zagłębienia się w faunę i florę planety. Z jednej strony to zrozumiałe - w końcu autor przedstawił je w zbiorze opowiadań, a i część planety, po którym główny bohater głównie się poruszał, została w dużym stopniu przejęta przez ludzi. Z drugiej strony jednak wciąż mi tego brakowało, szczególnie po tym, jak w pierwszej powieści i w zbiorze opowiadań sporo było podobnych obserwacji.


To prowadzi mnie do wniosku, że jakby zabrać całą przedstawioną technologię, to historia równie dobrze mogłaby mieć miejsce w czasach kolonialnych. Ba, mógłbym ją nawet porównać do poszukiwań nazistów w Ameryce Południowej kilkadziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej: główny bohater przybywa do wioski, którą nazwano na cześć takiego Mengele, który już dawno umarł, ale w pamięci mieszkańców wioski jest wiecznie żywy, mimo że minęło już 50-60 lat (albo więcej, w zależności od historii). Statek kosmiczny mógłby zostać zastąpiony okrętem, wystrzał z tego statku byłby salwą z działa okrętu, podróże byłyby wolniejsze, ale wciąż do zrealizowania et cetera. Jedynie różnego rodzaju ulepszenia Skuna byłoby w miarę trudno zamienić, jednakże wciąż za mało nauki w tej fikcji.


Z bólem wystawiam ocenę 5/10. Nie żałuję tego, że przeczytałem tę powieść. Żałuję, że po prostu nie była lepsza, tym bardziej, że dwie poprzednie książki bardzo mi się podobały. Na ich tle „Wolny jak Hamilton” jest po prostu przeciętny.


Gdyby ktoś korzystał z #legimi, „Wolny jak Hamilton” jest dostępny w ramach abonamentu bibliotecznego. Innymi słowy, można ją przeczytać za darmo.


*specjalnie nie odmieniam, żeby było łatwiej znaleźć


Jak rozumiem poszczególne oceny:


1 - beznadziejna


2 - bardzo słaba


3 - słaba


4 - może być


5 - przeciętna


6 - dobra


7 - bardzo dobra 


8 - rewelacyjna


9 - wybitna


10 - arcydzieło 


#ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

0383d808-0ca9-4f36-be57-2ce9988e9fb8

Zaloguj się aby komentować

Padlina


Charles Baudelaire


Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,


W ten letni tak piękny poranek:


U zakrętu leżała plugawa padlina


Na ścieżce żwirem zasianej.


Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,


Parując i siejąc trucizny,


Niedbała i cyniczna otwarła sekrety


Brzucha pełnego zgnilizny.


Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,


Jakby rozłożyć pragnęło


I oddać wielokrotnie potężnej Naturze


Złączone z nią niegdyś dzieło.


Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,


Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,


Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,


Żeś omal nie padła na trawy.


Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra


I z wnętrza larw czarne zastępy


Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta


Na te rojące się strzępy.


Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,


Jak fala się wznosiło,


Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało


Samo się w sobie mnożyło.


Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym


Jak wiatr i woda bieżąca


Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym


W opałce obraca i wstrząsa.


Forma świata stawała się nierzeczywista


Jak szkic, co przestał nęcić


Na płótnie zapomnianym i który artysta


Kończy już tylko z pamięci.


A za skałami niespokojnie i z ostrożna


Pies śledził nas z błyskiem w oku


Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można


Wyszarpać ochłap z zewłoku.


A jednak upodobnisz się do tego błota,


Co tchem zaraźliwym zieje,


Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,


Pasjo moja i mój aniele!


Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,


Po sakramentch ostatnich,


Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniową,


By gnić wśród kości bratnich.


Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko


Toczył w mogilnej ciemności,


Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską


Mojej zetlałej miłości.


#wiersz #poezja #literatura

Zaloguj się aby komentować

Trylogia Toldiego to epicka trylogia poetycka autorstwa węgierskiego poety Jánosa Arany'ego, zainspirowana legendarnym Miklósem Toldim, który służył w armii węgierskiego króla Ludwika Wielkiego w XIII wieku. Trylogia opowiada średniowieczne historie o Toldim jako królewskim mistrzu.


W skład trylogii wchodzą:


   Toldi (1846)


   Toldi szerelme (Miłość Toldiego) (1879)


   Toldi estéje (Noc Toldiego) (1848).


Trylogia została zaadaptowana jako film animowany pod tytułem Heroiczne czasy w latach 80. w reżyserii Józsefa Gémesa dla Pannonia Film Studio.


Pierwsza część trylogii została napisana dla organizacji prowadzonej przez Károlya Kisfaludy.


Toldi przez długi czas uważany był za fikcyjnego, a historyczne dowody na jego życie są znikome. Jednak na podstawie kart wykazano, że Miklós Toldi i György Toldi byli rzeczywistymi osobami za czasów królów Karola Roberta i Ludwika Wielkiego.[1] Wspomniany jest w 1354 roku jako podporucznik i kasztelan hrabstwa Pozsony, w 1383 i 1385 roku jako Lord porucznik hrabstwa Szabolcs. Brał udział w kampaniach Ludwika Wielkiego we Włoszech jako wódz najemny. W 1359 r. na prośbę króla sprowadził z Firenze dwa lwiątka. Musiał uciekać z domu, ponieważ zabił żołnierza swojego brata, György'ego.


Najwcześniejszym i najbardziej szczegółowym źródłem o Toldim jest książka Pétera Ilosvai Selymesa Az híres nevezetes Toldi Miklósnak jeles cselekedeteiről és bajnokosodásáról való história (Opowieść o wielkich czynach i dzielności bajecznego Miklósa Toldiego, Debreczyn, 1574).


W folklorze Toldi najdłużej pamiętany jest w okręgu Nógrád i Bihar, podkreślają one jego siłę fizyczną, ale umiejscawiają go wiek później w epoce króla Macieja Korwina.


Najbardziej znanym dziełem jest trylogia Toldi autorstwa Jánosa Arany. Według tradycji, Wieża Pniakowa (Csonka-torony) w pobliżu rodzinnego miasta Arany'ego, Nagyszalonta, należała do rodziny Toldi.


Toldi, węgierski lekki czołg opracowany i używany podczas II wojny światowej, został nazwany jego imieniem.


"I wtedy Toldi złapał go za rękę ciągnąc go


z jego przerażającą siłą. Kości wojownika


zatrzeszczały, a jego ścięgna więdły. Padł na kolana


przed Toldi błagając - "Mój drogi synu, nie pragnij


odebrać mi życia. Dam ci wszystkie moje bogactwa, drogie


bydło moich kilkunastu chłopców i wszystko, co posiadam".


Toldi ustąpił w swym sercu "Niech tak będzie" - odpowiedział.


"Wezmę twoje bydło, nie dla siebie, ale dla


matki dwóch rycerzy, których zabiłeś. Teraz daję


twoje życie jako jałmużnę. Ale najpierw uroczyście przysięgnij, że


choćby twój kraj zalało morze, nigdy


nigdy więcej nie postawisz stopy na węgierskiej ziemi"."

03e99f59-3632-49df-848a-2ff46440847a

Zaloguj się aby komentować

Ahhh miałem iść spać 2 godziny wcześniej, ale dokończyłem w górach szaleństwa lovecrafta i tak mnie wciągnęło, że straciłem rachubę czasu. Coś pięknego i pobudzającego wyobraźnię jak nic innego. Jak do tej pory jego najlepsze dzieło.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować