#iiwojnaswiatowa

9
726

6 + 1 =7


Tytul: Wielka gra majora Żychonia


Autor: Andrzej Brzeziecki


Gatunek: biografia/historia


Ocena: 8/10


Swietna biografia jednego z dowodcow polskiego wywiadu ktora czyta sie jak beletrystyke. O majorze nie slyszalem nigdy wczesniej a jednak czytajac ksiazke mialem male deja vu. Otoz niektore akcje i pomysly majora zostaly przeniesione do serialu Pogranicze w ogniu ktory ogladalem lata temu. Serial rowniez polecam, moze tylko mlody Pazura wydaje sie byc zbytnio podjarany aktorstwem.


#bookmeter #historia #iiwojnaswiatowa #biografia

c2d8527f-26d9-4365-ba66-e78069367da2

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo Znak zapowiada następny dodruk. "Rozmowy z katem" Kazimierza Moczarskiego wrócą do sprzedaży 22 lutego 2023 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 448 stron, z ceną detaliczną 59,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Polski bohater więziony miesiącami przez własnych rodaków. Dzień i noc w towarzystwie mordercy, kata warszawskiego getta, generała SS Jürgena Stroopa.


<br />

„Do widzenia, Herr Moczarski, do zobaczenia niedługo u św. Piotra!“ – mówi Stroop na pożegnanie, idąc na egzekucję. Czy można sobie wyobrazić podobną sytuację? Taki sam wyrok, wyrok śmierci, wydany na bezlitosnego nazistę i bohatera Armii Krajowej przez Polskę Ludową? Chociaż oprawcy w więzieniu mokotowskim mają wyjątkową wyobraźnię – poddają Moczarskiego 49 rodzajom tortur – on sam również wpada na oryginalny pomysł. Zachęca nazistę do szczerych zwierzeń. Zapamiętuje wszystko. Dziś możemy czytać jedną z najważniejszych rozmów, jakie kiedykolwiek się odbyły. To rozmowa śmiertelnych wrogów w celi śmierci. Różnica między nimi jest taka, że tylko jeden z nich dostał sprawiedliwy wyrok.


<br />

Książka Moczarskiego odmalowuje portret nazistowskiego kata, jakiego nie pokazał nikt przed nim. I pozostawia między słowami i na marginesach miejsce gotowe przyjąć tego portretu dopełnienie: portret kata stalinowskiego. Dyskrecja Moczarskiego, gdy chodzi własną osobę, bierze się nie tylko z jego skromności. Jako zawodowy dziennikarz wiedział, że każda próba opisania jego losów osobistych zostałaby zdjęta przez cenzurę.


#ksiazkiwhoresbane'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach


Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

2b8fed0f-c631-4027-be59-b5149b9f03e4

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@pol-scot Jeżeli interesuje cię tematyki wojny podwodnej to gorąco polecam "Ciche zwycięstwo" tego samego autora. Wspaniałe opracowanie wojny podwodnej na Pacyfiku. Do tego napisana w taki sposób, że czyta się lekko i przyjemnie.

Zaloguj się aby komentować

Pod koniec listopada 1942 r. niemiecka 6 Armia atakująca Stalingrad została otoczona przez siły rosyjskie. Od tej pory zaopatrzenie (oceniane przez niemiecki sztab na 500 t dziennie) mogło odbywać się wyłącznie drogą powietrzną. Dowódcy Luftwaffe uznali to zadanie za niemożliwe do wykonania jednak operacja ruszyła i do końca grudnia udawało się zaopatrywać walczące jednostki w zakresie wystarczającym na pokrycie ok. 1/4 rzeczywistych potrzeb.


Główną baza lotnicza - Tacynskoje, obsługująca przede wszystkim transportowe Ju-52 miała jeden dość poważny feler: znajdowała się dość blisko linii frontu, zwłaszcza kiedy sowieci wznowili działania ofensywne w drugiej połowie grudnia. Niemieckie dowództwo jednak nie zgadzało się na ewakuację lotniska i w konsekwencji Luftwaffe została do tego zmuszona dopiero w momencie kiedy radzieckie czołgi faktycznie wjechały na lotnisko, gdzie miały miejsce sceny jak z filmu sensacyjnego. Wozy pancerne strzelały do startujących pośpiesznie samolotów. Ostatecznie co najmniej 50 maszyn ze 180 tam stacjonujących zostało zniszczonych a sytuacja zaopatrzeniowa 6 Armii stała się jeszcze bardziej tragiczna.

97b05c82-c100-46e6-a4d0-8eb2be304e27

Zaloguj się aby komentować

@PanHeniek @bestrongclarence tak dokładnie to miałem na mysli, USA wiedziało o ataku ale go POTRZEBOWALO by mieć pretekst wejścia do wojny. Poświecili kilka tyś własnych ludzi, no wiem nihili novi nie pierwszy i nie ostatni raz

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Drugi news / 29.11.2022


Wydawnictwo Znak zapowiada kolejny tom Czarnej Serii poświęconej historii II Wojny Światowej. "Wielkie dni małej floty" Jerzego Perteka ma ustaloną premierę na 22 lutego 2023 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą obejmuje 640 stron, z ceną detaliczną 99,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.


Gdy wybuchła II wojna światowa, Polska nie była morską potęgą. Nasza flota nie mogła powstrzymać hitlerowskiej agresji, ale wielokrotnie dowiodła swej wartości. Wyszkolenie i hart ducha marynarzy oraz odwaga dowódców zadziwiały sojuszników, a wrogów wprawiały w osłupienie.


<br />

Polscy marynarze walczyli o wolność ojczyzny na morzach, oceanach i rzekach, a kiedy było trzeba - na lądzie jak zwykła piechota. Polskie okręty zwalczały wroga na niemal wszystkich frontach. Broniły Westerplatte i Helu przed niemiecką inwazją w 1939 roku. Walczyły w bitwie o Atlantyk. Wzięły udział w inwazji aliantów w Afryce, Włoszech i Francji. Patrolowały wyznaczone rejony, chroniły konwoje, tropiły niemieckie pancerniki, torpedowały wrogie okręty. Swoją służbę pełniły wiernie do końca, do kapitulacji III Rzeszy w 1945 roku.


<br />

Jerzy Pertek, najlepszy polski pisarz marynista, sięga po wspomnienia dowódców i zwykłych marynarzy, cytuje fragmenty dzienników pokładowych i relacje świadków najbardziej chwalebnych momentów w historii polskiej marynarki wojennej. Obok tej opowieści nie sposób przejść obojętnie. Lektura obowiązkowa dla każdego Polaka.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach


Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

c2f3ec87-e8fb-4b2b-b097-91e4fade0721

Zaloguj się aby komentować

@walus002 trzeba znac zarys polityczny/gospodarczy tamtych lat (rozumieć czym dane ugrupowania się charakteryzowały)czyli przed i po 1 wojnie.

I ogólny styl językowy jest inny - ciężko mi powiedzieć jaki on jest.

Bo dotychczas czytałem fantasy/jakieś wspomnienia z frontu .


Jeśli polityka nie interesuje ciebie za bardzo to nie masz czego szukac.


Nie ma w niej tego czegos co by zaciekawiło co będzie na dalszej stronie.

Pod koniec jest ciekawiej bo kowa o polityce zagranicznej.


No ale ta książka nie miała byś bestsellerem wydawniczym.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mój pradziadek w czasie II WŚ przeszedł ciekawą drogę - najpierw był w Wojsku Polskim, ale miasto, z którego pochodzę poddało się po kilku godzinach walk. Później został wcielony do wehrmachtu i wysłany do Francji, tam uciekł przez kanał la manche i wstąpili do sił aliantów w Wielkiej Brytanii.


Żałuję, że nie znam więcej szczegółów. Wiem tylko, że potem walczył jeszcze we Francji w 44, spędził trochę czasu w lazarecie, a potem wrócił do Polski.

a865de3f-91e2-4eb5-bdf2-65a6706799af
b48a5dbd-2a08-4513-8930-9cbf89a5b68d
325fe081-c865-4b83-a0ce-8e9a7ab0e59b

@edantes nowa, komunistyczna, władza nie ciągała dziadka po sądach? Nie miał nieprzyjemności ze względu na ową drogę? Oni patrzyli krzywo na każdego, kto nie był w AL(banda obdartusów), Batalionach Chłopskich czy też nie służył w Armii Berlinga jadąc na pancerzu T-34. Mój pradziadek podczas wojny był kolejarzem, po godzinach latał jako żołnierz AK, ale niestety albo wpadł na minę albo podczas podczas akcji minowania/rozbrajania coś poszło nie tak. Pradziadek oberwał, leżał w szpitalu i pilnowali go akowcy. Nie wiem tylko czy przed tym, aby go ktoś z RSHA nie wziął czy aby nie wygadał czegoś.

@edantes I tak wiesz więcej ode mnie. Ja wiem tylko, że mój brał udział w Powstaniu. Przetrwał powstanie, ale rany jakie doznał ciągnęły się za nim do końca życia. Znamiennym jest, że to nie rany go wykończyły ale polacy-komuniści, którzy potem przez wiele lat prześladowali rodzinę mojej babci i zmusili go do życia jak kret i ciągłego ukrywania. Stąd mam wyssaną z mlekiem skrajną nienawiśc do wszystkiego co czerwone.

Zaloguj się aby komentować

Dzisiaj się dowiedziałem, że istniało takie cudo. P-38 z dodatkowym kokpitem. Stworzony w ramach testów Twin Mustanga, żeby sprawdzić jak się lata a zwłaszcza ląduje z asymetrycznym kokpitem

a74febdc-3923-4b78-a4ce-931d0ee31df5

Zaloguj się aby komentować

Gūnter Czogala


Dokąd prowadzi ta droga?


Flakhelfer w Breslau, od stycznia do maja 1945


Część II


W międzyczasie nasze stanowiska na nasypie były dobrze rozwinięte, a gdy ziemianki nie były gotowe, musieliśmy tam spać, tuż obok działa. W rezultacie mieliśmy teraz tylko jedną załogę na działo i musieliśmy zrezygnować z ludzi. Przydzielono nam kilku żołnierzy i urlopowiczów wyciągniętych z pociągów, kursantów itp., więc miałem do dyspozycji przy dziale Wachtmeistra, Unteroffiziera i dwóch Gefreitrów z różnych jednostek jako amunicyjnych. Poszli do innej jednostki ze łzami w oczach, ponieważ tutaj na Hindenburgbrūcke (Most Trzebnicki) było w zasadzie bardzo cicho. Przed kilkoma tygodniami między naszymi działami zbudowano okopy, stanowiska karabinów maszynowych i stanowiska dla działek przeciwlotniczych 2 cm, ponieważ prawdopodobnie z tej strony spodziewano się rosyjskiego ataku. W międzyczasie jednak główny atak miał miejsce na południu Breslau i, jeśli wierzyć pogłoskom, następny punkt ataku znajdował się na zachód od Breslau, ponieważ Rosjanie chcieli zająć tam lotnisko Gandau (Gądów). Tak więc piechota i ludzie z działkami przeciwlotniczymi 2 cm zostali wycofani jeden po drugim i mogliśmy ogrzać się w pierwszy wiosennym słońcu na nasypie kanału przeciwpowodziowego, o ile nie musieliśmy strzelać jako wsparcie.


Ale to było tylko kilka godzin dziennie, dopóki nie trafiało nas wydarzenie specjalnej rangi. W Glogau i Namslau (Głogów i Namysłów) Rosjanie pojmali Luftwaffenhelferów, nie rozpoznając ich jako żołnierzy, ale rozstrzelali ich jako „Werwolf”. Powinniśmy więc zostać przyjęci jako żołnierze Luftwaffe i otrzymać książeczki wojskowe, zamiast legitymacji Luftwaffenhelfera. Aby to zrobić musieliśmy przekazać dowody osobiste, a mojego już nie można było znaleźć. Mimo intensywnych poszukiwań we wszystkich możliwych i niemożliwych miejscach, w których spaliśmy i mieszkaliśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni, nie mogliśmy znaleźć papieru. Nasz Spiess przyjął fałszywy dokument bez zastrzeżeń, ale po kilku dniach zostałem wezwany do kancelarii, gdzie powiedziano mi, że Hauptfeldwebel z oddziału wszczął przeciwko mnie postępowanie są za – sprzyjanie wrogowi. Nazajutrz musiałem się zgłosić do dowództwa oddziału. Wyczyściłem więc buty, mundur i hełm; następnego ranka odebrałem rozkaz wymarszu, wsiadłem do tramwaju i najpierw pojechałem na Rynek. Na głównych trasach tramwaj był nadal obsługiwany tylko przez jednego kierowcę i można go było zatrzymać w każdej chwili za pomocą znaku ręką. Aby się wydostać, naciskało się dzwonek i zatrzymywał się. Ruch na Rynku jak zwykle, ale kształtowany przez wojsko i uchodźców z południa. Przybywały głównie kobiety, od strony Schweidnitzer i Graupenstrasse (ulica Świdnicka i Krupnicza) z ręcznymi wózkami, wózkami dziecięcymi i plecakami, żeby znaleźć sobie mieszkanie, bo ich znajdowało się w strefie walk lub będzie za kilka dni. No cóż, pojechałem dalej w kierunku Scheitniger Stern (Gwiazda Szczytnicka), gdzie nasz oddział mieścił się w „Haus der Deutschen Arbeitsfront” w niewielkiej odległości od Kaiserbrūcke (Most Grunwaldzki). Miałem też jako towarzysza niedoli jednego Gefreitra, któremu również kazano się zgłosić, ale nigdy nie zobaczyliśmy Szefa, naszego Herr Majora. Po dwóch dniach był koniec obijania się, co nam się w ogóle nie podobało. Tutaj były nakryte stoły na śniadanie, świeże bułki, masło i dżem ile się chciało. Przy obiedzie i kolacji obsługiwali ordynansi, a poza tym dostałem nowe ubrania. Tak, a teraz powiedziano: o 21:00 zabierają do pracy. Ta „praca” okazała się misją samobójczą w Ohlenwiesen. Kilku żołnierzy siedziało już na ciężarówce, która nas zabrała, więcej nie było widać w ciemności. Kiedy zapytałem, dokąd zmierza, człowiek naprzeciw, którego mogłem rozpoznać jako podoficera, szorstko odprawił mnie słowami „nikt nam nic nie mówił”. No cóż, siedziałem za klapą i widziałem, że jedziemy wzdłuż Am Weidendamm (ulica Na Grobli), gdzie widziałem halę naszego szkolnego klubu wioślarskiego, potem za Wappenhof (dawny zajazd przy ulicy Rakowieckiej) do Morgenau (Rakowiec) i gdzieś tam miał miejsce postój. Teraz wyszło na jaw, że zostaliśmy przydzieleni do plutonu, który miał zabierać amunicję i broń z opuszczonych stanowisk przeciwlotniczych na ziemi niczyjej. Jak wiadomo, był to 4 pluton 1. Fortecznej Kompanii Karnej Luftwaffe, a 15 mężczyzn, którzy byli na ciężarówce, wykonało już w tym momencie szereg nocnych akcji. Były to pozycje naszych żołnierzy, okopy i dołki strzeleckie, a teraz musieliśmy spokojnie czołgać się w kierunku linii rosyjskich. Za każdym razem, gdy Rosjanie wystrzelili racę, był to nos w ziemię i brak ruchu. Byliśmy rozproszeni od pozycji działa do naszych linii, a potem pociski przechodziły z rąk do rąk. Zawsze leżąc na brzuchu, obrócić się na klamrze od pasa i podać kolejnej osobie. Mimo całej ostrożności Iwan coś zauważył i zaczęła się strzelanina. Rosjanie strzelali, Niemcy strzelali, a my byliśmy płascy jak flądra i to wszystko działo się nad nami. Oczywiście nie obyło się bez strat, zwłaszcza tych na środku pola, ponieważ ci lub w pobliżu stanowiska działa wciąż mieli jakąś osłonę. Koniec końców rozegrano to uczciwie, bo wszyscy udali się w miejsce, które oferowało trochę więcej osłony. Więc noc w noc była ta sama gra, o 21:00 odbiór i powrót około godziny 5:00 i nic się wydarzało w oddziale, Majora podobno zawsze nie było, a jego adiutant zawsze nas unikał lub odkładał na następny dzień. Do tej pory naprawdę zrośliśmy się w plutonie, chociaż niektórych czasem brakowało i zastępowano ich nowymi. Jak się powoli dowiedzieliśmy, w naszym małym kręgu reprezentowani byli wszyscy, od Hauptmanna do szeregowego, teraz i tutaj oczywiście wszyscy bez odznaczeń stopni i medali. Wszystko to zostało dowiedzione w rozmowach, które można było prowadzić, gdy rosyjski głośnik głośno wykrzykiwał swoje hasła i oferował nam przejście do nich. W przeciwnym razie rozmawianie ze sobą było zabronione. Mieliśmy dwóch tzw. strażników, jednego podoficera, który zabronił mi mówić pierwszego dnia i Feldwebla, który pełnił również funkcję kierowcy ciężarówki. Obaj upewniali się, że nie rozmawiamy ze sobą zbyt długo i nikt nie powinien próbować uciekać. Po siódmej nocnej operacji obudzono mnie o 9 rano i poinformowano, że najpóźniej do 12 muszę zgłosić się do mojej Grupy Bojowej, która w międzyczasie zmieniła pozycje do zachodniego Breslau na Malapanestrasse (ulica Małopanewska).





Na zdjęciu pozostałości po zabudowaniach baterii przeciwlotniczej w Lasku Rakowieckim o którym wspomina Czogala - tam miało miejsce postoju przed przydzieleniem zadania w kompanii karnej.


Można mnie wesprzeć na Patronite:


https://patronite.pl/EchazFestungBreslau/posts


Zachęcam do wsparcia zbiórki zimowej dla ukraińskich cywilów i ZSU


https://zrzutka.pl/88d5ug

d7fb8127-8ed9-4d01-b0ba-b74fd1ac7abe

Zaloguj się aby komentować

Gūnter Czogala


Dokąd prowadzi ta droga?


Flakhelfer w Breslau, od stycznia do maja 1945


Część I


Było to w lutym 1944 roku, kiedy my, uczniowie urodzeni w 1928 roku w Gerhart-Hauptmann-Oberrealschule, która od 1935 roku nazywana była Horst-Wessel-Schule (obecna Bursa przy ulicy Jemiołowej), jako Luftwaffenhelfer – lub jak to pięknie ujęto w oficjalnym niemieckim języku urzędowym: „Skierowanie uczniów w ramach pomocy wojennej niemieckiej młodzieży do niemieckiej Luftwaffe” – powołano. Chodziliśmy do 5 klasy (Oberteria, dziś 9 klasa) i mieliśmy po 16 lat. Nasza bateria znajdowała się około 30 kilometrów od Breslau w kierunku Oppeln (Opole) w Markstädt (Jelcz-Laskowice) i była obiektem ochronnym dla nowo wybudowanego zakładu Krupp-Berta-Werke. Latem 1944 roku wraz z moim przyjacielem Hubertem Spiekenheuerem zostaliśmy skierowani do sąsiedniej baterii w Fūnfteichen (Miłoszyce), gdzie jako dowódca działa przejąłem działo. Do mniej więcej końca sierpnia pobieraliśmy lekcje szkolne od nauczyciela z podstawowych przedmiotów. Potem, gdy codzienne alarmy wymknęły się spod kontroli, został on odwołany. Ciężkie naloty bombowe na Górny Śląsk przeżyliśmy tylko marginalnie, bo formacje były tylko w zasięgu naszego wzroku, ale nie w zasięgu ostrzału. Tak więc my i fabryka pozostaliśmy bez szwanku, poza drobnymi nocnymi atakami, aż do przełamania rosyjskiego nad Wisłą w grudniu (błąd autora, powinno być w „styczniu”) i na początku 1945 roku otrzymaliśmy rozkaz zmiany stanowiska do „Festung Breslau”.


Stało się to w nocy z 20 na 21 stycznia 1945 roku. My, załoga działa przeciwlotniczego 8,8 cm „Caesar” ciężkiej Heimatflakbatterie 271/VIII siedzieliśmy w temperaturze -21 stopni na boku ciężkiego traktora, na lawecie pełnej pocisków i znajdującym się za nimi dziale. Zostawiliśmy za sobą huk rosyjskiej artylerii, ale kolumny uciekinierów toczyły się obok nas i widzieliśmy całą tą nędzę. Drogi były oblodzone, a konie miały trudności z utrzymaniem się na nogach i ciągnięciem mocno załadowanych wozów. Ciągle wozy wpadały do rowów, konie ze złamanymi nogami trzeba było dobijać, a zmarli leżeli na polach, powykręcani i sztywni, tak jak siedzieli na wozach, na których zamarzli na śmierć. Głównie starzy ludzie i dzieci, których po prostu należało zostawić na ziemi, ponieważ ziemia była zbyt zamarznięta, by ich pochować.


Pod tym wrażeniem przybyliśmy do Breslau, zakwaterowaliśmy się w fabryce słodu przy Hindenburgbrūcke (Mosty Warszawskie) i zajęliśmy stanowiska na nasypie kanału przeciwpowodziowego. Tutaj w ciągu następnych kilku dniach rozbudowywaliśmy naszą pozycję o 4 działa, podczas gdy 2 działa trafiły na Rosenthalerbrūcke (Most Trzebnicki). Wkrótce Rosjanie dotarli w zasięg naszego ognia i wspieraliśmy za pomocą wysuniętego obserwatora działania obronne naszej piechoty przed rosyjskimi atakami w rejonie Weide-Hūnern (Widawa-Psary). Pewnej nocy pod koniec stycznia pozwolono mi z przyjacielem Hubertem pojechać do domu. Zorganizowaliśmy rowery i ruszyliśmy przez miasto po zaśnieżonych ulicach. Nad miastem panowała niesamowita cisza i widzieliśmy tylko kilka osób na ulicach w rejonie Sauberbrunn (Kwaśne Źródełko, obecnie nie istnieje). Tylko zmieniliśmy bieliznę, złapaliśmy kilka butelek wina i sznapsa, a kilka godzin później wróciliśmy na swoje pozycje. Nasz sanitariusz z wielkim trudem uratował moje odmrożone uszy, ponieważ podczas jazdy w ogóle nie odczuwałem zimna. Na drugiej wycieczce, którą udało nam się odbyć w ciągu dnia w lutym, pod raz ostatni widzieliśmy nasze domy. Rosjanie dotarli już do Charlottenstrasse (ulica Krucza) i oboje obserwowaliśmy ich z domu przy Kopischstrasse (ulica Stalowa) i rogu Charlottenstrasse, gdy oni byli na rogu Grillparzerstrasse (ulica Mielecka) i Charlottenstrasse, dopóki nie uświadomiono nam mniej lub bardziej przekonująco, że nie mamy tu nic do roboty. Nasza ciekawość została zaspokojona i pojechaliśmy na rowerach, które znów były wyładowane wszelkiego rodzaju „napojami”, obok Caroluskirche (kościół Św. Karola Brometeusza) na Agathstrasse (ulica Jantarowa) do Hohenzollernstrasse (ulica Sudecka). Stamtąd przejechaliśmy przez ogródki i podwórka w kierunku Hindenburgplatz (Plac Powstańców Śląskich), do którego dotarliśmy między Hohenzollernstrasse, a Strasse der SA (ulica Powstańców Śląskich). Było wielkie zamieszanie, ponieważ poprzedniej nocy Rosjanie zdobyli schron przeciwlotniczy na środku placu i kilka małych rozbitych grup żołnierzy właśnie tu przybyło. Ze wszystkich luf strzelano z obu stron i po raz pierwszy kule świsnęły nam nad uszami, jak to się mówi. Oczywiście tutaj też przyciągnęliśmy uwagę i po potężnym świście wykorzystaliśmy uderzenie pocisku i oddaliśmy się od tego pierwszego doznania walki.





Przykładowe zdjęcie przedstawiające Flakhelfera przy dziale przeciwlotniczym FLAK 36/37 kalibru 88 mm.


Można mnie wesprzeć na Patronite:


https://patronite.pl/EchazFestungBreslau/posts


Zachęcam do wsparcia zbiórki zimowej dla ukraińskich cywilów i ZSU


https://zrzutka.pl/88d5ug

b0805fd9-229a-4a1b-97fb-8d18d2ba6173

Zaloguj się aby komentować

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad członkami swojej rodziny od strony ojca i może wy mi w tym pomożecie. Otóż mój dziadek, Niemiec z pochodzenia urodził się we Frankfurcie nad Odrą podczas II WŚ i osiedlił się wraz z rodzicami na Dolnym Śląsku. Gdy ruscy "wyzwalali" te tereny zostały zniszczone wszystkie dokumenty, zdjęcia itp. Po wojnie dziadek pozostał na terenie Polski i zmienił nazwisko z Fuchs coś tam na bardziej polsko brzmiące. Z racji tego, że nie mam z rodziną od strony ojca kontaktu, dokumenty zostały zniszczone i jedynie mam szczątkowe informacje o dziadku to gdzie mogę szukać informacji o rodzinie z Niemiec?


Uprzedzam pytania, że dziadek nie był w SS ani Wermachcie

Jeśli pochodzi z Frankfurtu nad Odrą, to możesz mieć dużo szczęścia. Być może zachowały się archiwa z tamtych czasów. Znasz może datę urodzenia swojego dziadka i jego nazwisko sprzed zmiany? Może zacznij wiele od ustalenia jego nazwiska. Podaj wśród członków rodziny (babcia, dziadek, wujostwo). Być może będą wiedzieć, co za jeden był?

Zaloguj się aby komentować

@walus002 Podoba mi się to odkłamywanie rzeczywistości, że Polacy jak jeden mąż żodyn ale to żodyn nie kolaborował.

Zaloguj się aby komentować

@Frasad

Ale powiedz mi kto to neguje, bo wydaje mi się, że uderzasz właśnie w chochoła. Jesli już to niektórzy politycy stoją na straży nie przepraszania za takie przypadki, bo to Niemcy powinni za nie odpowiadać, gdyż oni rządzili wtedy w Polsce.

Zaloguj się aby komentować