Tak się ostatnio zastanawiam nad "blichtrem wielkich miast", a konkretniej jaką niewyobrażalną ściemę uskuteczniają te wszystkie biedne ziutki, co wyemigrowały do tej ziemi obiecanej.
A mianowicie chodzi o czas dojazdów do pracy. Najczęściej słyszę, że hurr durr w wielkim mieście metrem 5 minut i już w pracy jesteś, bro, to jest (r)zycie!
Tylko ile osób ma te 5 minut albo stać je na przenoszenie się z mieszkaniem za pracą (biorąc pod uwagę, że większość ma krechy na kurniki na peryferiach)?
Nawet u mnie na zadupiewie dojazd na drugi koniec miasta, to jest w idealnych warunkach poza szczytem 20 minut. W szczycie bywa i godzina, a to zwykła powiatówka jest.
Także te "hurr durr wielkie miasto to jest życie", to zwykłe perdolenie jest.
#hydepark #spoleczenstwo



















