Katastrofa carskiego pociągu pod Borkami – wypadek kolejowy, który miał miejsce 17 października?/29 października 1888 z udziałem pociągu cesarskiego na linii Kolei Kursko-Charkowsko-Azowskiej[w innych językach] (obecnie Kolej Południowa) w pobliżu stacji Borki pod Charkowem (obecnie Wełeteń w rejonie czuhujewskim). Pomimo licznych ofiar w ludziach i poważnych uszkodzeń taboru kolejowego, w tym imperatorskiego wagonu, sam cesarz Aleksander III i członkowie jego rodziny przeżyli. Uratowanie rodziny cesarskiej zostało w oficjalnej prasie i tradycji kościelnej zinterpretowane jako cud; w miejscu katastrofy wzniesiono cerkiew Chrystusa Zbawiciela.
W poprzednich latach Witte regularnie uczestniczył w organizowaniu podróży pociągów cesarskich po swojej linii kolejowej i był dobrze znany cesarzowi. Dwa miesiące przed katastrofą Aleksander, zirytowany naleganiami Wittego na obniżenie dopuszczalnej prędkości pociągów, publicznie go zganił, odnosząc się przy tym do pochodzenia etnicznego właścicieli kolei: „Nigdzie indziej nie ograniczano mi prędkości; wasza kolej jest niemożliwa, ponieważ jest to żydowska kolej.”[2] [Nowhere else has my speed been reduced; your railroad is an impossible one because it is a Jewish road".[ ]
Według Wittego wcześniej ostrzegał on rząd o wadach w zestawieniu pociągu, zwłaszcza o stosowaniu sprzężonych lokomotyw parowych oraz wadliwych wagonów salonowych.[1]
Pewnie moje zachwyty nad kolejnymi audiobookami z serii Ciekawe Historie są już nudne, jednakże nie mogę się powstrzymać przed podzieleniem się pozytywnymi wrażeniami. I głos autora, i wybór tematów są rewelacyjne.
Chociażby historia Haiti podzielona na dwa rozdziały, która uświadamia, że chyba od zawsze silniejsze państwa wyzyskiwały słabsze, bogacąc się ich kosztem. Bo jak zadłużone po uszy małe państwo miałoby mieć równe szanse rozwoju co Francja wykorzystująca niewolniczą pracę w swoich koloniach? Najgorsze, że nic się nie zmieniło, o czym uświadomił mnie reportaż „Głód” Caparrósa. Przykre to bardzo, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że szary człowiek raczej nie może niczego zmienić.
Żeby jednak nie było aż tak przygnębiająco (mimo że autor nie stara się o tym przekonać, ponieważ nie przedstawia prywatnych poglądów), to w kontrze stoją dwie opowieści o bardzo barwnych osobistościach z czasów II RP - Bolesława Wieniawy Długoszewskiego i Franciszka Fiszera. W szczególności ten drugi zdobył moją sympatię jako jegomość, który w życiu nie przepracował swojego dnia. Najpierw utrzymywał się z odziedziczonego majątku, który oczywiście przehulał, a potem żył na koszt przyjaciół. Wystarczyło, że mogli cieszyć się jego towarzystwem i rozmaitymi pomysłami na rozrywkę, jak wycieczka do Wiednia. Szkopuł w tym, że tamtejsi dorożkarze mieli złą sławę, więc... do pociągu wzięli własnego z Warszawy, razem z jego dorożką. xD
Autor przybliżył też postać Jana Szczepanika, polskiego wynalazcy, którego kręciło właśnie wymyślanie wynalazków, a nie komercyjne ich wykorzystanie. Pewnie dlatego niewiele się o nim słyszy, mimo że pracował przy wielu rzeczach, których późniejsze rozwinięcia wpłynęły na to, jak wygląda dzisiejszy świat. To też pokazuje, ile fascynujących osób żyło i obecnie żyje, które po prostu nie mają parcia na szkło, przez co nie są aż tak znane.
Z kolei historia o polskich profesorach zesłanych do obozu koncentracyjnego bardzo mnie zasmuciła. Ogółem temat próby zniszczenia polskiej inteligencji bardzo mnie boli, bo kto wie, jakby Polska wyglądała, gdyby nie wysiłki Niemców i Rosjan w zrównaniu jej z ziemią. Mimo że nie mam predyspozycji, to ze względu na moich byłych wykładowców sympatyzuję ze środowiskiem akademickim i po prostu przykro, że inteligencja nie jest wystarczająco doceniana.
Równie ciekawym jest rozdział o kulisach pracy nad serią Transformacja. Głównie zainteresowało mnie, jak wyglądały wywiady z Jerzym Urbanem oraz Lechem Wałęsą. W sumie zabawne, że osoba odpowiadająca za propagandę okazała się bardzo miłym rozmówcą, z kolei wydawałoby się, że raczej prosty elektryk zachowywał się dość obcesowo, jakby ego wystrzeliło w kosmos.
8-letni chłopiec znalazł na pustyni rzymski artefakt sprzed 1700 lat
Podczas rodzinnej wycieczki po pustyni Negew w Izraelu 8-letni chłopiec dokonał niezwykłego odkrycia. Szukając „ciekawych rzeczy” wśród kamieni, natrafił na niewielki fragment starożytnej figurki, który przez niemal 1700 lat spoczywał na pustynnym terenie. Znalezisko okazało się wyjątkowo rzadkim zabytkiem pochodzącym z IV wieku n.e., czyli z czasów, gdy region znajdował się pod panowaniem Imperium Romanum.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Polska energią odnawialną stoi. Nie tylko w zakresie paneli, które odbijają niebo na rozlicznych domach i polach. Także stąd, że naukowiec z Kcyni na Kujawach umożliwił rewolucję krzemową już przed II wojną światową.
Polski chemik odkrył metodę produkcji krzemu może przez przypadek — zanurzone pióro zamiast w atramencie, w stopionej cynie. 100 lat później jego odkrycie zasila panele słoneczne na milionach dachów.
Czochralski nie wiedział, co zrobił. My już wiemy.
100 lat później jego odkrycie zasila panele słoneczne na milionach dachów.
Brutalnie brakuje mi tu "między innymi". Owszem, w artykule jest wyjaśnione, że Metodą Czochralskiego otrzymuje się wafle krzemowe, ale ten wstęp zbyt mocno upraszcza sprawę.
Miasto, które było potęgą, zanim Szczecin stał się ważny. Odkrywamy nieoczywiste Dąbie!
Większość z Was mija je bez zatrzymania, jadąc w stronę Wybrzeża lub wyjeżdżając ze Szczecina. Tymczasem Dąbie to fascynująca kapsuła czasu. Czy wiedzieliście, że to tutaj cumowały statki z głębi Pomorza i to tutaj cystersi zbudowali port, gdy Szczecin był jeszcze w cieniu?
Nowy odcinek zagląda w miejsca, o których milczą tablice informacyjne:
Legenda bitwy z 1121 roku – dlaczego prawdopodobnie nigdy się nie odbyła?
Podziemne kanały – ukryte przed światem od stuleci.
Kapsuła czasu z 1865 roku – co znaleźliśmy w środku po otwarciu w 2024?
Mury i kościół – niemi świadkowie pożarów, najazdów Szwedów i sowieckich czołgów.
Dąbie należało do Hanzy i miało prawo represji wobec Szczecina! To była walka o realną władzę nad handlem bałtyckim. Choć w 1945 roku miasto legło w gruzach w 80%, jego duch wciąż jest wyczuwalny w cegłach i nieoczywistych zaułkach.
Spacer po historii, której nie znajdziecie w podręcznikach!