#hejtoczyta

16
565

215 + 1 = 216


Tytuł: Straż! Straż!


Autor: Terry Pratchett


Kategoria: fantasy, science fiction


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


ISBN: 8371805993


Liczba stron: 302


Ocena: 7/10


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta

6cc54e17-e64e-478d-ba7d-dc9f224aa0c6

Zaloguj się aby komentować

Wzięło mnie na wspominki i odkopałem kilka książek z autorskimi dedykacjami jakie zebrałem przez te kilkanaście lat. Najbardziej cenie te, które były poprzedzone rozmową, albo chociaż zamienieniem kilku zdań z autorem. Poniżej kilka moich ulubionych:


  • dedykacje Grzegorza Swobody w Batoche 1885 i Dublin 1916. Pewnie większość z Was pozycji i autora nie kojarzy (poza fanami Historycznych Bitew Bellony i historii Irlandii). Byłem wtedy nastolatkiem, a spotkanie z autorem przerodziło się w kilkugodzinną rozmowę. Mogę śmiało powiedzieć, że to właśnie Grzegorz Swoboda rozpalił we mnie miłość do historii. Później przez jakiś czas zdarzało nam się wymieniać maile. Miałem zupełnie inne poglądy (zarówno polityczne, jak i te związane z interpretacją pewnych wydarzeń historycznych), ale każdy mail to była prawdziwa uczta. Pan Grzegorz był intelektualistą w starym stylu, z bardzo szerokimi zainteresowaniami, który podrzucił mi wiele pozycji, które ukształtowały mnie jako człowieka. Autor zmarł w 2021 roku.

  • dedykacja prof. Kuleszy w HaBeku o wojnie peloponeskiej. Dedykacja pochodzi z przedsprzedaży, chociaż autora miałem okazję poznać. Podziwiam długość, fajnie dobraną sentencję, oraz to że została wykonana piórem. No zdecydowanie jest to kilkanaście poziomów wyżej niż bolące paluszki Wolskiego #pdk

  • "Tracę ciepło" Orbitowskiego - moja mama była z Łukaszem na piwie, a ja bardzo chciałem mieć dedykację w "Widmach" (które uwielbiam i uważam za jedną z lepszych polskich książek fantastycznych XXI wieku). Pech chciał, że akurat pożyczyłem je koledze, więc szybko poleciałem do Empiku kupić jakąś książkę, której jeszcze nie miałem - trafiłem akurat na "Tracę ciepło". Trochę wstyd, ale do dzisiaj jej nie przeczytałem xD

  • "Krall" - udało mi się przypadkiem złapać Panią Hannę we "Wrzeniu świata" (warszawska kawiarnio-księgarnia założona przez Mariusza Szczygła) i dosłownie zamienić dwa zdania. Resztę autografów dozbierała mi moja mama.

  • "21:37" Mariusza Czubaja - niestety nie mam zdjęcia, bo kryminały oddałem mamie. Dedykacja również ogarnięta przez moją mamę, z dość fajnym żartem (którego nie przytoczę, bo nie chcę go spalić). Przy następnej wizycie postaram się cyknąć zdjęcie.


Z takich ciekawszych rzeczy mam również śpiewnik Jacka Kaczmarskiego z autografem autora (ale zakupiony już w tym stanie więc nie uwzględniam), czy "1859 dni Warszawy" z dedykacją prof. Bartoszewskiego.


Macie swoje ulubione książki z dedykacjami?


#ksiazki #hejtoczyta #pierogkulturalny

938ec4f3-a027-4c01-a849-e2439081d8a0
c1b4286b-cbb9-4068-97d6-084acb2ab533
68d4e3d8-c909-4b15-94b8-38ecfd03e1a9
76f2d65d-08f6-421c-a96b-03eb3c10c02a

@smierdakow pisarką . W sumie cała rodzina od strony mojej mamy pisała i strasznie żałuje, że mimo kilku lat prób pisanie strasznie mnie męczy i nie wychodzi.

@Merenbast Orbitowski najlepszy git. Mam jego sześć książek, wszystkie z autografami. Mam taką tradycję, że przynajmniej raz w roku idę na spotkanie autorskie z nim.

@Merenbast kurczę zazdraszczam strasznie! Z archeologii mam chyba tylko dedykację od prof. Andrzeja Buko w "Świcie Państwa Polskiego"

@StrongSilentType potwierdzam, raz spotkałem i jest on świetnym człowiekiem! Btw. którą książkę Orbitowskiego lubisz najbardziej?

@Tomoe Najlepiej xD. Pamiętam jak kiedyś byłem na rekrutacji do dużego producenta gier i rekruter mi powiedział, że dostali kiedyś portfolio z podobnym rysunkiem i podpisem "World Destroyer". Typ podobno dostał pracę xD

Zaloguj się aby komentować

#nowosciksiazkowe


W wydawnictwie Mando premierę dzisiaj ma książka Męska depresja. Jak rozbić pancerz.


Cena ok. 30 zł, ebook dostępny w Legimi.


Mężczyźni też chorują na depresję, ale udają, że jest O.K.


„Jestem silny. Jestem twardy. Będę walczył” – powtarzają sobie mężczyźni, gdy poczują się gorzej. Wkładają pancerz, który zamiast ich chronić, stanowi obciążenie, bo nie pozwala ujawnić słabości i zmierzyć się z nimi. Tymczasem depresja podtruwa, pustoszy, a nawet zabija. Bo to poważne zaburzenie, a nie „słabszy okres” czy „zły humor”.


Jak rozpoznać depresję u siebie lub bliskiej osoby? Jak skutecznie szukać pomocy? Czy psychoterapia zmienia osobowość? Czy leki od psychiatry są bezpieczne?


O być może najpoważniejszej chorobie naszych czasów – depresji – otwarcie i bez klisz rozmawiają Szymon Żyśko, dziennikarz, który sam się z nią zmagał, oraz prof. Krzysztof Krajewski-Siuda, ceniony psychiatra i psychoterapeuta. Wspólnie odkrywają mechanizmy depresji u mężczyzn i tajniki pracy nad jej zwalczeniem. Pokazują też, jak rozbić krępujący pancerz, a w zamian uzbroić się w odpowiednie narzędzia.


#ksiazki #hejtoczyta #czytajzhejto #depresja

4bb38296-56d7-41a8-8826-c292603bdeaf

@Klockobar, @d.vil już po przeczytaniu jakichś 25% mogę polecić.


wspomniany interesujący przykład Szwecji gdzie poprawiono funkcjonowanie systemu ale okazało się potem że głównie w grupie kobiet i podjęto się dociekania różnic.


ciekawe spostrzeżenie, że u mężczyzn coś co wygląda z zewnątrz jak super funkcjonowanie (np. pracowitość) może być już symptomem.

Zaloguj się aby komentować

197 + 1 = 198


Tytuł: Kraina Chichów


Autor: Jonathan Carroll


Kategoria: fantasy, science fiction


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


ISBN: 8385661441


Liczba stron: 296


Ocena: 6/10


Kolejna w tym roku książka, która jest dla mnie powrotem do przeszłości. Dopadła mnie jakaś nostalgia i zapragnęłam w tym roku powracać regularnie do książek które kiedyś mi się spodobały. W polskich internetach książka ta jest zaliczana do cyklu Answered Preyers, natomiast w zagranicznych już nie. Ale cykl dzieje się w tym samym uniwersum co "Kraina Chichów". Postacie z książek tego cyklu często pojawiają się w innych tomach jako postacie trzecioplanowe czy tylko jako wzmianki. W młodych latach przeczytałam większość tego cyklu i chociaż bardzo mi się podobały to podobny schemat fabuły po jakimś czasie zaczynał męczyć. Teraz postanowiłam łyknąć cały na raz i zaczęłam od pierwszej/nie pierwszej części czyli "Krainy" Fabuła jest krzyżówką fantasy i realizmu magicznego. Nauczyciel Thomas Abbey postanawia napisać biografię swoje ukochanego pisarza, autora książek dla dzieci (między innymi tytułowej "Krainy Chichów") Marshalla France'a. Los stawia na jego drodze równie gorącą fankę pisarza, Saxony Gardner, która pragnie pomóc mu w tym zadaniu zbierając informacje. Para udaje się do miasteczka Galen, gdzie France za życia mieszkał żeby spotkać się z mieszkającą tam córką pisarza, Anną, która jak dotąd nie wyrażała zgody na napisanie biografii ojca. Thomas i Saxony taką zgodę od niej uzyskują a gdy rozpoczynają pisanie w miasteczku zaczynają dziać się dziwne rzeczy i zachowanie mieszkańców staje się coraz bardziej niepokojące. 


Generalnie książka zdała jak dla mnie próbę czasu, czytało mi się ją przyjemnie. Carroll ma swój styl pisania, który jest ciekawy chociaż zobaczymy czy mnie po czasie nie znuży. Generalnie polecam gorąco, fajna lektura o tym jaką sprawczą moc może mieć pisarstwo.


Może do przeczytania zachęci was cytat z "Krainy Chichów" ale tej Marshalla France'a: 


"Krainie Chichów światło dały oczy, które widziały światła, których nikt nie widział"


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta #literatura

a3f71b2c-eb59-432d-ab96-74b4eb24aa0d

Zaloguj się aby komentować

Marcin Przybyłek nagrał film, w którym opowiada o redakcji dwóch powieści wchodzących w skład serii „Gamedec”, przetłumaczonych na język angielski.


Link: https://youtu.be/yAmuVJ7jkpA


Opis filmu:


„W czasie produkcji gry wideo "Gamedec", na język angielski został przełożony pierwszy i drugi tom książkowej sagi "Gamedec", czyli "Granica rzeczywistości" i "Sprzedawcy lokomotyw". Przekładu dokonał Pan Ben Koschalka. Następnie redakcją tekstów zajęła się firma Roboto. Warto nadmienić, że całość finansowała firma Anshar Studios, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Firma Roboto zasugerowała poprawę stylistyczną tekstów oraz "modyfikacje", których celem miała być "obrona przed atakami SJW". Film ten traktuje o historii powstania sagi "Gamedec" oraz o tym, jak prace redakcyjne spowodowały, że w zasadzie nie są to już moje książki.


W skrócie: usunięto z ważnych miejsc słowo "mężczyzna", zlikwidowano wzmianki o otyłości, dodano zdania, których w moich książkach nie ma, zwłaszcza podkreślające uczucia i rolę kobiet, nawet jeśli te kobiety są postaciami NPC (czyli programami, które żadnych uczuć nie posiadają, a ich rola jest marginalna), dodano zdania zmieniające sens fraz, a jeśli kobieta widzi męską erekcję, koniecznie musi z niej zakpić (chociaż w oryginale reaguje pozytywnie).


I wiele, wiele innych, na których nie wystarczyło miejsca, bo materiał musiałby mieć pięćdziesiąt godzin, albo więcej.”


#ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

Zaloguj się aby komentować

194 + 1 = 195


Tytuł: Obcy


Autor: Albert Camus


Kategoria: Literatura piękna


Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy


ISBN: 9788381964319


Liczba stron: 168


Ocena: 6/10


Link do Lubimyczytać:


https://lubimyczytac.pl/ksiazka/wydania/5012642/obcy


Klasyk literatury, mniej znana w Polsce od "Dżumy" powieść Alberta Camus. Właściwie można by ją określić jako nowelę, bo 168 stron czyni ją króciusieńkim doznaniem czytelniczym. 


W książce śledzimy losy głównego bohatera, Meursaulta, który - choć jest członkiem społeczeństwa, ma swoich znajomych i bliskich - jest tak naprawdę wyobcowany, samotny, niezrozumiany. Jego działania, w moim odczuciu wynikające z jego potrzeby poczucia się częścią tej społeczności, ale też być może z bycia w lekkim spektrum Aspergera/autyzmu (albo wręcz socjopatii) wpędzają go w kłopoty, ostatecznie doprowadzając do... no właśnie, pogodzenia się ze swoim losem.


Powieść ta określana jest jako wielopłaszczyznowa, będąca od lat źródłem wielu interpretacji i przemyśleń. Na pewno w momencie wydania, czyli w roku 1972, była dla czytelnika bardziej możliwa do utożsamienia się. Tym niemniej, zostawiła mnie z kilkoma wartościowymi przemyśleniami. 


> Często myślałem wówczas, że gdyby zmuszono mnie do życia w pniu uschnięto drzewa, gdzie jedynym moim zajęciem byłoby oglądanie barwy nieba ponad moją głową, z czasem przyzwyczaiłbym się i do tego. Czekałbym na przelot ptaków lub na zderzenie się chmur.


Kolejną zaś książką będzie... dramat! I to dramat, który został również unieśmiertelniony jako opera. 


Prywatny licznik (od początku roku): 17/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #klasykaliteratury #hejtoczyta

d7240018-6476-48db-be48-04eb3d306f01
Wrzoo userbar

@Wrzoo Oh, uwielbiam Camusa. Ta jego spokojna opanowana narracja w obliczu dziejącej się zarazy, tragedii, śmierci. Ta narracja zawsze wywoływała we mnie jakiś dysonans i poczucie dyskomfortu a głównie chyba niepokój. Egzystencjalny

@inskpektor takie same odczucia miałam! Lekkie niedopowiedzenia i ten chłodny dystans. Camus robi fenomenalny klimat psychologiczny, ale - tak jak mówisz - wywołuje tym dyskomfort i niepokój.

Zaloguj się aby komentować

178 + 1 = 179


Tytuł: Nieulękły


Autor: Jack Campbell


Kategoria: fantasy, science fiction


Wydawnictwo: Fabryka Słów


ISBN: 9788379645657


Liczba stron: 382


Ocena: 7/10


Spodziewałem się, że książka utrzyma tempo i strukturę do której przywykłem podczas czytania Narodzin Floty jednak pozytywnie się zaskoczyłem. Mimo, iż czytam w odwrotnej kolejności do powstawania tych cykli to właśnie starsza Zaginona Flota wydaje się ciekawiej i lepiej napisana. Może dzięki temu, że akcja nie jest rozbita na perspektywy 3 bohaterów i polityki jest trochę mniej. W każdym razie bardzo dobrze się bawiłem. Mam już na półce cały cykl z wyjątkiem tomu nr. 4, który jeszcze muszę gdzieś nabyć.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta

292353e3-c23a-42c9-83b2-7d60c37214f5

Zaloguj się aby komentować

Szukam jakiś fajnych książek do posłuchania na rowerze, próbuje znaleźć coś na wzór topki z imdb czy filmweba tyle że z ksiązkami i nic takiego nie widzę, książek jest tyle że nie wiem co jest warte uwagi, a wpakować sie w jakiegoś przeciętnego średniaka to gorzej niż w przypadku filmu bo film to tylko 2h a taka ksiązka to z 10-30h


Dodam że dotychczas przesłuchałem Wichrowe Wzgórza, Zbrodnia i Kara, Frankenstain no i mojego dotychczas ulubionego Hrabie Monte Christo którego uważam za cudo, i czegoś na ten wzór bym poszukiwał, czyli stare uznawane obecnie za arcydzieła powieści. Na pewno będę chciał wiecej Dostojewskiego tyle że właśnie skończyłem Zbrodnie i Karę a nie chce od razu kolejnej jego książki, wolałbym najpierw coś innego żeby nie było zbyt monotematycznie.


#ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #audiobook

@ziel0ny:

bardzo lubię wszystkie z wymienionych przez Ciebie książek (najbardziej "Hrabiego..."), więc polecę co nieco od siebie:

  • Nędznicy, Victor Hugo (jak dla mnie prawdziwe arcydzieło, 10/10, ale prawdopodobnie trzeba przebrnąć przed setki stron, żeby się wciągnąć)

  • Steinbeck - póki co czytałem "Grona gniewu" oraz "Na wschód od Edenu" - obie pozycje świetne, choć ta druga zrobiła na mnie większe wrażenie

  • Jeśli lubisz literaturę egzystencjalistyczną, to może podejdzie Ci coś z Hessego? Np. "Wilk stepowy" albo Demian"

  • Mocne klasyki to powieści Dickensa, np. "Wielkie nadzieje", "Opowieść o dwóch miastach" , czy "Oliver Twist" - wszystkie pisane w dość charakterystycznym dla tego autora stylu

  • Skoro słuchałeś "Wichrowych Wzgórz", to może teraz kolejna siostra Bronte i "Dziwne losy Jane Eyre"?

  • Z takich obyczajowych klasyków, można też sięgnąć po Jane Austin - "Rozważna i romantyczna" czy "Duma i uprzedzenie" - całkiem spoko, nawet jeśli nie jest się fanem romansów.

  • Może jakieś klasyki fantastyki, np. "Diuna" albo książki H.G. Wellsa?

Zaloguj się aby komentować

176 + 1 = 177


Tytuł: „Ametyst: Książęca krew”


Autor: Cezary Czyżewski


Kategoria: marynistyczne fantasy


Wydawnictwo: Wydawnictwo IX


Ocena: 7/10


Własny licznik: 3 + 1 = 4


Mamy do czynienia z marynistycznym fantasy. Głównym bohaterem jest „Ametyst” i jego załoga, nieco pechowa, bo przypadkiem (i decyzją podjętą przez przystawionego do ściany kapitana) uwikłała się w sporą intrygę. W międzyczasie poznajemy także Tharę - kobietę pochodzącą z kraju tamtejszych wikingów - która po krótkim małżeństwie z mężczyzną z Południa stara się wrócić na Północ. Przypadkiem jej losy splatają się z „Ametystem”, nie bezpośrednio, ale o tym możecie przeczytać więcej już sami. :')


Przede wszystkim dużym plusem są wyraziste i sympatyczne postacie. Załogę „Ametysta” da się polubić od pierwszych stron i szczerze, czułem się zawiedziony, gdy po paru rozdziałach spędzonych właśnie z marynarzami, akcja przeskakiwała do Thary, którą niestety mniej polubiłem. Nie, żeby było z nią coś nie tak - po prostu banda nieokrzesanych mężczyzn jest bliższa memu sercu.


Dlatego fajnym kontrastem i dopełnieniem jest Wenno - chłopak, nowicjusz jeszcze w Wielkim Klasztorze, który ani trochę nie przypomina pozostałych bohaterów. Kolejny jasny punkt w powieści.


Fantasy nie może się obyć bez magii. Tak też jest w tym przypadku. Jednakże w powieści magia pełni funkcję bardziej użytkową, opartą na władaniu żywiołów. Na przykład na pokładzie „Ametysta” znajdzie się mag wiatru, który pomaga załodze, gdy wiatr nie jest skory do współpracy. Z kolei jeden mag wody na wyspie zajmuje się odsalaniem wody morskiej i uzdatnianiem jej do picia. Oczywiście, magia może zostać wykorzystana także do walki, jednakże w moim odczuciu magowie nie są potężnymi istotami.


Wrócę jeszcze do określenia „marynistycznego fantasy”. Mamy statek, statek pływa po wodzie i to całkiem sporo. Widać, że autor zdecydowanie skorzystał ze swojego życiowego doświadczenia - wielu godzin spędzonych na żeglowaniu. Często i gęsto możemy spotkać się z opisami typowych czynności na okręcie: wybieranie żagli, oddawanie cumy, stawienie foka et cetera. Autor zna się na tym, jednakże nie widać, żeby się chełpił wiedzą - wszelkie opisy są nienachalne, pasujące do historii. Dla szczurów lądowych przewidziany jest słowniczek pojęć na końcu książki.


Na koniec mała dygresja: miałem okazję przeczytać całą historię jakoś rok przed oficjalną premierą. Autor poszukiwał betaczytelników, którzy byli gotowi przeczytać tekst i dać feedback. Cieszę się na myśl, że moja wyrażona wtedy pozytywna opinia mogła mieć chociaż niewielki wpływ na to, że „Ametyst” ujrzał światło dzienne i inni czytelnicy także mają okazję do przeczytania tej skądinąd do dobrej opowieści. Pozostaje tylko czekać na kolejną część.


Jak rozumiem poszczególne oceny:


1 - beznadziejna


2 - bardzo słaba


3 - słaba


4 - może być


5 - przeciętna


6 - dobra


7 - bardzo dobra 


8 - rewelacyjna


9 - wybitna


10 - arcydzieło 


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta #fantasy #fantastyka

468b80de-3477-4df8-b214-8b7a070f1c63

Zaloguj się aby komentować

W końcu wyprowadziliśmy się z bloku i to jest dopiero żyćko.


Pierwszy ciepły dzień wolny spędzony na czilku


#psy #hejtoczyta

32a9b538-d315-43c0-8558-19aa0ab9298d

@Lubiepatrzec xD nie no, to trochę efekt uboczny przeprowadzki xD

Ale faktycznie Kudeł był jednym z głównych powodów

Zaloguj się aby komentować

#dwanascieksiazek


2/12


Podróż na koniec świata, Nicholas Gannon


Dla mocnej odmiany i relaksu - literatura dziecięca, chociaż myślę, że i wielu dorosłym tytuł ma szansę przypaść do gustu. Bardzo fajna historia, opowiedziana w bardzo przyjemny sposób. W dodatku z ciekawym morałem:


Jeśli próbujesz chować dziecko pod kloszem, w końcu wpadnie na stado tygrysów.


--------------


Dotychczas przeczytane:


2. Podróż na koniec świata, Nicholas Gannon


1. Księga Rodzaju (w edycji Biblii Pierwszego Kościoła)


#ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta

@Zielonypomidor bo to akurat Czajkowskiego wina co się teraz dzieje... Ja bym nie mieszała muzyki z polityką i słuchała tego co lubię

Zaloguj się aby komentować

156 + 1 = 157


Tytuł: „World War Z”


Autor: Max Brooks


Kategoria: horror, reportaż(?)


Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Tłumacz: Leszek Erenfeicht


Ocena: 7/10


Własny licznik: 2 + 1 = 3


Zagrałem w grę, obejrzałem film, to i dla dopełniania postanowiłem przeczytać także książkę - tym bardziej, że kumpel zachwalał, jakoby była o wiele lepsza niż ekranizacja czy egranizacja. I ja się z tym zgadzam.


W książce trudno szukać ogromu akcji znanej z filmu czy właśnie gry. Mamy do czynienia ze swego rodzaju reportażem - główny bohater oddaje głos ludziom, którzy przeżyli wojnę zombie. Pozwala im się wygadać, opowiedzieć swoją opowieść z różnych etapów apokalipsy.


I tak na początku mamy do czynienia między innymi z historią lekarza, który dokonywał transplantacji we własnej klinice. W przypadkowy sposób odkrył, że wirus przemieniający ludzi w zombie przenosi się także poprzez zarażone organy, wykorzystywane później do przeszczepu, co zdecydowanie pomogło w rozprzestrzenieniu się zarazy na inne kraje. Albo relację przemytnika ludzi. Albo opowieść żołnierza z samego początku wojny, kiedy jeszcze nie za dobrze radzili sobie z walką z zombie czy innego z późniejszej jej fazy, gdy dowództwo wymyśliło już sposób na przeciwnika.


Otrzymujemy strzępki informacji, które zbierane łączą się powoli w całość, pozwalając na spojrzenie na samą wojnę z różnych perspektyw. Bardzo fajny zabieg tym bardziej, że niektórzy rozmówcy wspominają o czymś, co zostaje później uzupełnione przez kolejnego. Albo zostało już opowiedziane, też zależy.


Największą wadą powieści jest to, że czasem miałem wrażenie, jakbym czytał relację tego samego człowieka, który był po prostu w różnych miejscach w różnym czasie. Brakowało mi jakiejś takiej większej różnorodności w sposobie mówienia, co czasami jednak trudno jest oddać w formie pisemnej.


Jak rozumiem poszczególne oceny:


1 - beznadziejna


2 - bardzo słaba


3 - słaba


4 - może być


5 - przeciętna


6 - dobra


7 - bardzo dobra 


8 - rewelacyjna


9 - wybitna


10 - arcydzieło 


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #literatura

54107836-14be-4590-923d-b57fe97a2063

@franaa


Nie wiedziałem nawet.


Niestety, nie przepadam za audiobookami. Łatwo się rozpraszam, jak czegoś słucham, i potem muszę ciągle wracać do fragmentu, w którym przestałem słuchać. :')

Zaloguj się aby komentować

148 + 1 = 149


Prywatny licznik: 17+1=18


Tytuł: Emil i my. Monolog wielodzietnej matki


Autor: Magdalena Moskal


Kategoria: esej


Wydawnictwo: Karakter


ISBN: 9788366147843


Liczba stron: 194


Ocena: 8/10


Książka w obliczu obecnych protestów w Sejmie bardzo na czasie. Autorka pokazuje, jak wygląda życie rodziny wielodzietnej, w której trzeci potomek okazuje się być dzieckiem z niepełnosprawnością. Na swoim i swojego dziecka, tytułowego Emila, przykładzie, pokazuje jak w Polsce działa system wspierania osób z niepełnosprawnościami. A działa po prostu bardzo źle, o wiele rzeczy trzeba bić się i walczyć, a czasem i to nie wystarczy. Przy tym oczywiście nie zapomina o pozostałej dwójce swoich dzieci, jak i o mężu, którzy są tak samo częściami rodziny i tak samo zasługują na autorki uwagę, jak Emil.


To, co dodatkowo podbija ocenę tej książki, to częste nawiązania autorki przy okazji opisywania swojego życia do dyskusji aktualnie toczących się w Polsce, czy też do przeróżnych tekstów kultury. Nie uchyla się przy tym przed trudnymi kwestiami jak aborcja czy pozycja osób z niepełnosprawnościami w społeczeństwie (od razu uprzedzam — tak, autorka jest feministką i zazwyczaj sympatyzuje ze światopoglądową lewicą, choć nie zawsze). Z tego wszystkiego wybija się przeświadczenie, że jest po prostu mądrą osobą i poznanie jej światopoglądu i argumentów jest przyjemnym doświadczeniem, nie po prostu wbijanym pałką w łeb.


Lektura warta poznania, szczególnie że wciąż niepełnosprawność jest nieco zapomniana w codziennym życiu, ale i w szerszych tekstach. Najczęściej pojawia się w kontekście kolejnych głośnych zbiórek pieniężnych (bardzo, bardzo szanuję autorkę za poruszenie tematu "sprzedawania" w ten sposób swojego dziecka!) czy dostosowywania infrastruktury do potrzeb osób z niepełnosprawnością, ale czy sami potrafimy się "zachować" przy spotkaniach z takimi ludźmi? Doświadczenia uczą, a ta książka jest rewelacyjnym tego pośrednim doświadczeniem.


#bookmeter #hejtoczyta #ksiazki #polska #niepelnosprawnosc

57c06a14-460b-4027-8bbb-c8a45d11d8a8

Zaloguj się aby komentować

137 + 1 = 138


Tytuł: Zwycięstwo


Autor: Jack Campbell


Kategoria: fantasy, science fiction


Wydawnictwo: Fabryka Słów


ISBN: 978-83-7964-745-3


Liczba stron: 420


Ocena: 7/10


Przeczytałem jakieś 2 dni temu, w tym momencie jestem już w połowie Nieulękłego. Mimo swojej prostoty i kartonowości niektórych postaci uzależniłem się od tego uniwersum. @Cerber108 , popełniłem bład. Geary z Narodzin floty jest dziadkiem albo pradziadkiem bohatera Zaginionej floty.


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta

ce1f6e9f-a95f-4965-9a66-872fbc2ffcf0

Przypomniałeś mi o tym cyklu! Będzie czytane, "ostatnio" przeczytałem "Niezwyciężony", biorę się za "Strażnika". Ciekawe, czy po tylu latach przypomnę sobie co i jak.

Zaloguj się aby komentować

136 + 1 = 137


Prywatny licznik: 16+1=17


Tytuł: Przechodząc przez próg, zagwiżdżę


Autor: Wiktoria Bieżuńska


Kategoria: powieść


Wydawnictwo: Cyranka


ISBN: 9788367121101


Liczba stron: 125


Ocena: 7/10


Debiut autorki, powieść krótka, ale bardzo mocno nasycona emocjami.


Lata - dziewięćdziesiąte? Może dwutysięczne? Miasto raczej nie z tych największych, z gatunku takich powiatowych. Ona, wciąż jeszcze dziecko, chociaż na skraju przyspieszonego dorastania. Oni, rodzice, niby kochający, do tego jeszcze dwójka żyjących i dbających (jedzenie!) babć. Mnóstwo Matek Boskich i religijności dla pokazu, alkohol, bicie, niespełnione marzenia, frustracja, małżeństwo rozchodzące się i schodzące, "bo co ludzie powiedzą".


Nie jest to może historia wyjątkowa, niemniej bardzo dobrze napisana, z perspektywy dziecka, które niby nic nie wie, ale jest już wielu rzeczy świadome. Niby o niczym nie decyduje, ale w zasadzie samo się wychowuje. Niby ma rodzinę, a jakby w zasadzie jej nie miała. Niby ma swoje miejsce w świecie, a jest przerzucana z miejsca na miejsce, jak gorący kartofel. Podejrzewam, że u osób wychowujących się w tamtych czasach może się uruchomić dużo obrazów i wspomnień, nawet jeśli nie z własnego życia, to z otoczenia czy bliższej/dalszej rodziny. Ot, smutna proza życia sprzed 20-30 lat. A może i obecnych lat? A może i sprzed 50-60 lat? A morału nie ma, podobnie jak prawdopodobnie przyszłości tego biednego dziecka. Nikt nie powinien skazywać nikogo na takie patologiczne życie.


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta #polska

42b451e0-17bd-4927-af8d-d801301784f4

Zaloguj się aby komentować

119 + 1 = 120


Prywatny licznik: 15+1=16


Tytuł: Intymności


Autor: Lucy Caldwell


Kategoria: zbiór opowiadań


Wydawnictwo: Pauza


ISBN: 9788396466716


Liczba stron: 368


Ocena: 6/10


Nie jestem wielkim zwolennikiem opowiadań, zdecydowanie wolę zżyć się z bohaterami tekstu na przestrzeni setek stron i wraz z nimi przechodzić przez kolejne przygody. Niemniej czasem warto jest zrobić sobie odskocznię i stąd po poleceniu trafiłem na Intymności. Czy warto było? Aj, no niezbyt.


Cała książka jest podzielona na dwie części, które, mam wrażenie, niczym się od siebie nie różnią, chyba po prostu tłumacz połączył ze sobą dwa różne dzieła autorki i to był zdecydowanie dobry pomysł, bo osobno byłoby tego za mało. Tematy kolejnych opowiadań są bardzo różne, jednak łączą je postacie kobiece, które przeżywają bardzo silne, emocjonalne momenty swojego życia. Szczerze jednak z całości około 20 opowiadań w pamięć zapadły mi może 2-3? Jedno o tym, jak kobieta zauważa w barze swojego byłego nauczyciela z czasów nastoletnich w towarzystwie dziewczyny zdecydowanie od niego młodszej i przypomina sobie, jak swoim zachowaniem, próbując zaimponować koleżankom, fałszywie zarzuciła mu kontakty seksualne, w wyniku czego zniszczyła mu małżeństwo oraz karierę nauczyciela. Inne opowiadanie z kolei jest pisane z perspektywy religijnej kobiety, protestującej i modlącej się o opamiętanie kobiet korzystających z aborcji. Poza tym chyba niestety nic nie było na tyle zapadającego w pamięć, bym sobie to przywołał bez sięgania po książkę.


Bez wątpienia ten zbiór jest dużo bardziej skierowany w stronę kobiet, co by nie mówić, literatura feministyczna z Irlandii, tak mocno kojarzonej do niedawna z podobnie mocnym tradycjonalizmem jak w Polsce, brzmi dobrze. Niemniej chyba jednak albo poziom nie dojechał, albo może ja nie byłem dobrym odbiorcą (przez fakt podany w pierwszym akapicie). Stąd taka, a nie inna ocena z mojej strony, bywa


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta #feminizm

031a8805-8ba4-4346-8774-60df437e6da9

Zaloguj się aby komentować

118 + 1 = 119


Prywatny licznik: 14+1=15


Tytuł: Lata


Autor: Annie Ernaux


Kategoria: powieść autobiograficzna


Wydawnictwo: Czarne


ISBN: 9788381913850


Liczba stron: 240


Ocena: 7/10


Rozpisałem się przy Bliskich, więc tu będzie krócej Znowu cechą najważniejszą jest język, którym operuje autorka — po więcej odsyłam do poprzedniej mojej recenzji na tagu. To, co w Latach się dodatkowo pojawia, to dużo mocniejsze osadzenie życia bohaterki (i autorki zarazem) w wydarzeniach, zarówno lokalnych, jak i globalnych. Widać więc jak na dłoni jak zjawiska kulturowe czy przemiany polityczne wpływały na życie zwyczajnych ludzi, w zasadzie jest to niemalże historia Francji w II połowie XX wieku w pigułce. Z tym się też wiąże minus — że tłumacze i redaktorzy polskiego wydania dwoili się i troili przy przypisach, ale trzeba też przy tym mieć jakiś umiar, by przypisy nie zdominowały treści, więc jakąś wiedzę na temat Francji w ostatnich kilkudziesięciu latach warto mieć (bądź na bieżąco posiłkować się internetem).


Ogólnie postawiłbym ją delikatnie wyżej niż Bliskich, właśnie przez pokazanie małego człowieka w kontekście wielkiego świata, ale wciąż nie jest to na tyle zachwycająca literatura, by wykroczyć poza ocenę 7/10. Więc jeśli miałbym wskazać komuś książkę najnowszej noblistki do przeczytania, to byłaby to właśnie ta pozycja, niemniej nadal nie czuję przekonania o niezbędności zapoznania się z całością książki, a już szczególnie jeśli chodzi o posiadanie na półce egzemplarza, to trzeba być przegiętym człowiekiem na moją miarę... Są sporo lepsze, po prostu.


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta

ebd0da66-649e-441e-9050-c99c80426379

Zaloguj się aby komentować

116 + 1 = 117


Prywatny licznik: 13+1=14


Tytuł: Bliscy


Autor: Annie Ernaux


Kategoria: powieść autobiograficzna


Wydawnictwo: Czarne


ISBN: 9788381916165


Liczba stron: 176


Ocena: 7/10


Ubiegłoroczna noblistka, książki świeżo przetłumaczone i wydane na polskim rynku, więc warto do nich zajrzeć i przekonać się na własnej skórze, na czym polega wielkość pisania autorki. Tak, tak, troszkę to brzmi sztampowo, ale niektóre rzeczy po prostu warto odhaczyć, żeby później się móc wypowiadać, co niniejszym czynię


Zacznę od tego, że chyba źle wybrałem kolejność, bo zacząłem od "Bliskich", która jest, przynajmniej z perspektywy czasu tak mi się wydaje, trochę uzupełnieniem "Lat". Więc jeśli ktoś by chciał ugryźć nieco dzieła autorki, to polecam jednak zacząć w lepszej kolejności. Annie Ernaux pisze na temat, który nie jest wybitnie szokujący — bo najzwyczajniej w świecie pisze o sobie ("Lata") oraz o swoich najbliższych ("Bliscy"). Bliscy składają się z 3 odrębnych dzieł autorki, każdy poświęcony innej ważnej postaci ze swojego życia: ojcu, matce oraz swojej "starszej" siostrze, której nigdy nie poznała, ponieważ ta umarła w wieku 9 lat podczas epidemii w końcówce lat 30. ubiegłego wieku (rok czy dwa lata przed narodzinami autorki).


Nie ma się co zbytnio rozwadniać o szczegółach, bo to chyba mniej istotne. Wydaje mi się, że dużo ważniejszy jest sposób, w jaki o nawet prywatnych rzeczach pisze, a także słowa, jakie w tekście padają. Podczas czytania wydaje się, że są to teksty na wskroś przemyślane, przetrawione, a w zdaniach wydaje się, że nie ma ani jednego niepotrzebnego słowa. Jakby każde jedno zdanie było pisane, po czym setki razy przepisywane tak, by nie zmarnować ani jednej literki, przez co tekst "brzmi" sucho, mimo że pod nim ukryte jest bardzo dużo emocji. Bardzo ciekawy efekt i z jego względu warto jest się z przynajmniej fragmentem twórczości noblistki zapoznać, niemniej czy jest to warte czytania całej, czy obu książek? Nie wydaje mi się. Gdybym miał decydować, to to nie jest pisanie zasługujące na Literacką Nagrodę Nobla, chociaż cieszę się, że w tego typu nagrodach nie zapomina się o nieco odmiennych formach literackich (co, patrząc na listę ostatnich noblistów, jest jakby jednym z ważniejszych czynników wpływających na laureatów). I wydaje mi się, że to nie ma tak, że to dobrze albo że to nie dobrze...


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta

1863e60a-0639-48bb-8c18-9d1cdc071b2a

Zaloguj się aby komentować

110 + 1 = 111


Prywatny licznik: 9+1=10


Tytuł: Pogo


Autor: Jakub Sieczko


Kategoria: reportaż


Wydawnictwo: Dowody na Istnienie


ISBN: 9788365970015


Liczba stron: 120


Ocena: 9/10


Na kolejny rzut książka krótka, ale rewelacyjna. Autor jest lekarzem ze specjalizacją w anestezjologii oraz intensywnej terapii, przez 6 lat był także ratownikiem medycznym pracującym przede wszystkim na warszawskim Grochowie. Opowieść (bo nie do końca reportaż, choć tak go finalnie kategoryzuję na górze) moim zdaniem rewelacyjnie pokazuje codzienność osób pracujących w tym nieszczęsnym zawodzie (od razu przepraszam wszystkie osoby się tym zajmujące, jeśli czują się tym zwrotem urażone).


Bo pogo (pogotowie ratunkowe, dla jasności :P) nie wybiera, pogo po prostu jedzie. Nie ważne czy do osoby w podeszłym wieku, która wie, jak "wymusić" przyjazd ratowników, czy do małej nagle umierającej dziewczynki, do ludzi bardzo majętnych, jak i do śmierdzących żuli, do osób z pierwszych stron gazet, jak i do osób znanych właściwie tylko ratownikom. I nie ważne, czy (wbrew medialnej "rzeczywistości") jest to setna tego dnia "rutynowa" wizyta, czy zdarzenie, o którym będzie się pamiętało latami — zgłoszenie jest, trzeba jechać. Komuś powiedzieć o tym, że ukochana osoba właśnie umarła, a komuś innemu wytłumaczyć, że tego typu zgłoszenia po prostu blokują możliwość dojechania ratownikom tam, gdzie ich obecność jest zdecydowanie niezbędna. A w międzyczasie rozwinąć setki bandaży, przeprowadzić dziesiątki wkłuć, wyczuć parę rozkładających się od dni/tygodni zwłok, etc. I z tym wszystkim ratownicy najczęściej niestety zostaną sami, bo system takimi rzeczami jak zdrowie psychiczne się nie zajmie. A to jak łatwo się domyślić często skazuje na alkohol, depresję, innego rodzaju problemy — nawet od takich kwestii autor nie stroni, za co bardzo głęboko się kłaniam


I właśnie też z takich względów książka nie jest do końca reportażem — jest to bardziej coś w rodzaju autoterapii, gdzie autor z jednej strony opisuje swoje przypadki, ale stara się patrzeć również na swoje wnętrze i emocje, używając przy tym nieraz wręcz literackiego(?) języka, przez co książkę, mimo bardzo dużej ciężkości faktów, po prostu dobrze się czyta. Duża polecajka ode mnie leci


Może ktoś z tutejszych ratowników książkę czytał i będzie chciał się na jej temat wypowiedzieć? Będę bardzo wdzięczny


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta #ratownictwomedyczne #medycyna

e10ad363-19c9-44ed-8c9b-538a3a6de9ea

@bojowonastawionaowca O, czytałam! Szczerze, jest do według mnie jedna z lepszych książek, napisanych przez ratoli (porównując z nieudanym "Ratownikiem", tę da się czytać). Choć - niestety - większość poruszanych tematów powtarza się w książkach ratowników, i ta nie jest inna, i każda ma to wspomniane przez Ciebie piętno autoterapii. Ale taki zawód.

Zaloguj się aby komentować

109 + 1 = 110


Prywatny licznik: 8+1=9


Tytuł: Matrymonium. O małżeństwie nieromantycznym


Autor: Alicja Urbanik-Kopeć


Kategoria: reportaż


Wydawnictwo: Czarne


ISBN: 9788381915687


Ocena: 7/10


Aj, kapeczkę czasu nie dodawałem recenzji, ale to nie znaczy, że porzuciłem czytanie Trzeba to nadrobić, więc odrobinkę zmonopolizuję tag w najbliższych dniach


Zaczynam od książki napisanej przez feministkę o, patrząc z tytułu, XIX-wiecznych stosunkach damsko-męskich, ale w całości książki wychodzi z tego bardziej obraz pozycji kobiety w tamtejszym społeczeństwie. Książka jest bardzo dobrze umocowana w źródłach, często padają cytaty z ogłoszeń matrymonialnych publikowanych w gazetach czy innych publikacjach. Moim zdaniem bardzo fajnym plusem jest także odnoszenie się do popularnych powieści z tamtego czasu (m.in. Lalki) i wskazywanie fragmentów książki jako przykład zachowań tamtego okresu — dla mnie świetna sprawa. Co więcej, na samych kwestiach poszukiwania partnerów się nie zamyka — autorka przechodzi przez kwestię podziału obowiązków w domu, zdobywania edukacji, pracy kobiet, zarządzania finansami, etc.


Podsumowując, książkę bardzo polecam, bo zawiera masę ciekawych informacji, z minusów mogłaby być nieco lepiej napisana (niekiedy wręcz przykładów było za dużo i to męczyło), no i nie da się ukryć, że autorka jest stronnicza w swojej analizie i zajmuje się głównie jedną stroną społeczeństwa. Trzeba jednak oddać, że pokazała całe spektrum społeczne kobiet ówcześnie żyjących — od najmłodszych do najstarszych, od najbogatszych do najbiedniejszych, od najbardziej do najmniej zaradnych, od zmuszonych do zamążpójścia w najmłodszych latach, po kobiety określane mianem starych panien. Także wartości edukacyjnej w książce można znaleźć bez liku


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.vercel.app/


#bookmeter #ksiazki #hejtoczyta #feminizm

0ac43d28-7ac2-4213-bfde-7c75cff0b887

@bojowonastawionaowca dzięki za recenzję, jest na mojej liście "do przeczytania" i przesunęła się właśnie w górę!

Zaloguj się aby komentować