Nowa filozofia projektowa gry, nowy element mechaniki: karty zadań. Gracz nie odrzuca karty B.E.a.R. (jeśli takową posiada w swojej ekipie), zamiast tego karta B.E.a.R. uniemożliwia wystąpienie zagrożenia:
Robiliśmy z kolegą do tej gry dwa trailery. A potem ja też robiłem vocie over'y. Potem na kanwie tego powstała pełnoprawna gra PC "Uboat". którą możecie znać tutaj pod postacią #hejtozaloga przy której też współpracowałem. Tak czy inaczej, tutaj widzimy tzw. soundmake. Czyli tworzenie danego dźwięku z niczego.
Jeśli ktoś ma ochotę na zgłębienie takich sztuczek i historii tworzenia dźwięku w grach lub filmie, to albo mogę zrobić więcej wpisów, albo możemy się spotkać osobiście i mogę przeprowadzić takie warsztaty. Prowadziłem już takie zajęcia, na Uniwersytecie im. Mickiewicza w Poznaniu, albo w Akademii Śląskiej, gdzie prowadzę zajęcia, z "dźwięku w grafice i reklamie" Jak będzie wystarczająca liczba chętnych, to możemy zrobić taki spęd dla zainteresowanych (° ͜ʖ °)
Dzisiaj na stole wylądowała po raz pierwszy Wojna o Pierścień. Trochę nam zeszło, bo do kolekcji wpadła na święta, ale zawsze ktoś miał problem z zebraniem się w sobie i ogarnięciem zasad. No i udało się w Boże Ciało, aczkolwiek nie szło sprawnie i instrukcja cały czas była pod ręką ^^
Ciężko oceniać po jednej grze, natomiast zakładałem, że Sauronem będzie łatwiej, a tego chędożonego Minas Tirith nie szło zdobyć ^^ dobrze, że Frodo popadł w obłęd, bo zapomniał się leczyć xD
Organizujecie wydarzenia planszówkowe? Prowadzicie spotkania dla graczy? Pokażcie swoją inicjatywę na łamach naszego magazynu. Napiszcie na [email protected]
Macie trochę czasu i chcecie nam pomóc w tworzeniu Planety Mepli? Dajcie znać. Napiszcie na [email protected]
Finspan to gra, która ewidentnie idzie wydeptaną ścieżką swojego „ptasiego” poprzednika (Wingspan), ale przenosi nas pod wodę. To idealna opcja, jeśli nie masz ochoty na ślęczenie godzinami nad instrukcją – faktycznie wystarczy kilka tur, żeby załapać mechanikę i zacząć sensownie planować ruchy. Jest to klasyczne „budowanie silniczka”, które wchodzi bardzo naturalnie.
Tematyka ryb jest dość neutralna – dla jednych to relaksujący klimat, dla innych (dla mnie) po prostu nuda bez większych emocji. Jeśli liczysz na epicką przygodę, to tutaj jej nie znajdziesz. Wizualnie gra jest poprawna: grafiki są czytelne i estetyczne, ale nie mają w sobie tego „czegoś”, co kazałoby się nimi zachwycać. Wykonanie jest rzemieślnicze – solidne, ale bez polotu.
To solidny „średniak” na spokojny wieczór. Jeśli nie szukasz w grach adrenaliny, a po prostu chcesz sprawnie pokładać karty w sensowne kombinacje, to Finspan spełni zadanie. Nie jest to jednak tytuł, który zmienia życie czy wywołuje wypieki na twarzy.
Nemesis: Odwet albo jak kto woli Nemesis Retaliation albo prostszym językiem Nemesis 3
Chyba nie ma co udawać, że to nie jest zarąbanie pomysłu Obcego (Alien) i drugiej części filmu. Powiązań jest bardzo dużo i trochę dziwi, że Disney z armią prawników tutaj nie wkroczył xD
Gra to typowy dungeon-survival-crawler, graliśmy na 5 osób i trwało to z 4h wraz z tłumaczeniem zasad. Grałem czerwonym, którego widać na jednym ze zdjęć (tak uciekłem :P)
Poziom zasad: 3/5 - ma trochę mikro zasad, ale nie ma tragedii. Gra się względnie płynnie, ale osobiście na 2-3 to limit bo nie da się robić nic pomiędzy własnymi turami. Po 2-3 turach już w zasadzie każdy ogarniał wszystko co trzeba było.
Poziom zabawy: 4.5/5 - graliśmy w coopie, co okazało się fajnym aspektem i chyba ułatwiło granie. Było mniej stresująco i nad stołem rozmowy były ożywione. Utrata pół punktu, ze względów "nudy" pomiędzy turami.
Poziom wykonania: 5/5 - od razy mówię: to nie moja gra Aby nie było, że mam ich za dużo Wykonanie gry jest niemal idealne. Tego można się spodziewać po Awaken Realms, może ich gry nie są jakoś wybitnie odkrywcze, czy nowatorskie, czy piękne mechanicznie, czy oryginalne xD Ale nawet ich najniżej oceniane gry są ładnie zrobione. Zwróciłem uwagę na karty, które nie mają "linen finish" (preferuje takie karty) i za grę, która z dodatkami kosztowała 1000zł to raczej bym tego oczekiwał. Figurek jest bardzo dużo, są ładnie wykonane i bardzo szczegółowe. Wszystko mieści się do pudła bez jakiegoś większego problemu.
Poziom trudności: 2.5/5 - nie wiem czy podeszliśmy do zasad trochę zbyt liberalnie, czy to może nasze doświadczenie z innymi grami, ale nie było jakoś bardzo trudno. Jedna osoba musiała uciekać escape pod, bo miała "kreskę" życia. Zabrała ze sobą jajo wykonując jedno z zadań, kolejna osoba została w bazie bo statek odlatywał i brakło jednego ruchu do ewakuacji (ale to był tylko najemnik, więc nie szkoda :P).
Overall: mocne 4/5 - grałem raz w Nemesis 1 i mi się nie bardzo podobało. Moje zadanie było "nielogiczne" i trochę mnie to irytowało. W Nemesis 3 zadaniem było odlot z dwoma jajami i pracując nad sukcesem w 5 osób było mi raźniej, co skutkowało lepszą zabawą. Czy bym chciał ją mieć w swojej kolekcji? Raczej nie, ale ja mam z 5-6 gier tego typu do ogrania. Jak ktoś jest fanem Alien, survival horror, dungeon crawlers to zrozumiałem dlaczego ta gra zrobiła $21,5m na gamefound.
Jak ktoś ma jakieś pytania to walcie śmiało, postaram się pomóc.
@Orzech mam jakieś 30=40, w które nigdy nie grałem (jeszcze). Dodatkowo mam jakieś 30-40, które chcę sprzedać. No i jakieś 30-40, które gram od czasu do czasu. A dalej jakieś 30-40 takich małych gier, które można grać szybko i często
@boogie z kolegami gramy namiętnie w 7 cudów.
Jak znasz coś podobnie przyjemnego z niskim progiem wejscia i nie zajmujące za długo czasu na runde to ja chętnie.
A mój poprzedni wpis to żarcik taki bo znam kolegów co maja na bibliotece steam setki pozycji i mówią ze nie ma w co grać xd
W tej grze eksplorujesz otwarty świat, przemieszczając się między ponumerowanymi kartami lokacji, które tworzą ogromną mapę. Każda karta przedstawia widok z perspektywy pierwszej osoby, a Twoje decyzje o kierunku marszu lub interakcji z otoczeniem natychmiast przenoszą Cię do kolejnych unikalnych scen. Rozgrywka skupia się na przetrwaniu i odkrywaniu fabuły w tempie zależnym wyłącznie od Twoich wyborów.
Ocena: trochę mnie zaskoczyło, niemal wszystko. Niby wiedziałem, o czym to gra, ale jednak nie do końca. Brak kampanii było chyba złym wyborem autorów. Opisywanie kart lokacji innym graczom totalnie zbędne (przynajmniej w pierwszej grze). Na pewno zagram jeszcze kilka razy, ale z podobnych gier polecam Earthborne Rangers bo misje łączą się w kampanię i chyba takie story game ma większy sens.
Twilight Inscription
Jest to epicka gra typu "wykreślanka" (roll-and-write), w której zarządzasz czterema arkuszami: nawigacją, ekspansją, przemysłem i wojną. Co turę rzucasz kośćmi i wydajesz uzyskane zasoby, aby skreślać pola na arkuszach, co pozwala budować flotę, kolonizować planety i rozwijać technologię. Musisz sprytnie optymalizować swoje ruchy, aby zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa przed końcem ostatniego wydarzenia.
Ocena: najlepsza wykreślanka w jaką udało mi się zagrać. Łatwe zasady, mazak robi nieco syfu Trochę długa. Można grać solo. Niemal zero interakcji z innymi graczami.
Harmonies
Twoim zadaniem jest układanie kolorowych żetonów na planszy, aby tworzyć trójwymiarowe krajobrazy, takie jak góry, lasy czy rzeki. Dopasowujesz te układy do wymagań na kartach zwierząt, co pozwala Ci zasiedlać ekosystemy i zdobywać punkty. Rozgrywka wymaga przestrzennego planowania, by optymalnie wykorzystać ograniczone miejsce i stworzyć najbardziej punktowane środowiska.
Ocena: w pewnym sensie podobne do Calico (ten sam element frustrujący). Plansza do układania jest mała przez co gra jest szybka, ale z drugiej strony bardzo ogranicz co i jak można układać. Osobiście preferuję Caskadię, w podobnym stylu, ale bez ograniczeń planszy.
Castle Combo
To szybka gra karciana, w której budujesz siatkę 3x3 z postaci kupowanych na wspólnym rynku. Każda karta ma koszt, określony efekt natychmiastowy oraz warunek punktacji końcowej, który często zależy od sąsiedztwa innych kart. Musisz umiejętnie zarządzać złotem i przesuwać swój pionek po rynku, aby stworzyć jak najsilniejsze kombinacje (tytułowe "combo") w swojej posiadłości.
Ocena: ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Gra karciana, więc czasami losowa. Kupujesz karty, dzięki temu coś zyskujesz. Ułożysz gris 3x3 u po grze Szybkie, lekkie i przyjemne.
Codex Naturalis
W tej grze budujesz manuskrypt, dokładając karty tak, aby ich rogi przykrywały symbole na kartach już leżących na stole. Każda karta może dostarczać niezbędnych zasobów lub dawać punkty zwycięstwa, jeśli spełnisz konkretne wymagania widoczne na jej krawędziach. Musisz precyzyjnie planować układ „siatki”, aby nie zablokować sobie dostępu do potrzebnych surowców i jednocześnie realizować cele ogólne oraz ukryte.
Ocena: gra jest ślicznie wydana: metalowa puszka, karty mają złocenia, grubość kart i jakoś papieru bardzo wysoka (na początku wydawało mi się, że karty są plastikowe). Gra niby mała i szybka, ale nieco trudniejsza. Jest chyba najbardziej abstrakcyjną grą z tej listy i podejmowanie decyzji bywa kłopotliwe.
#grybezpradu #gryplanszowe
ps. zdjęcia Vantage nie moje bo zapomniałem pstryknąć pudełko
Czyli tego Codexa polecasz? Uwielbiam abstrakty, jak dla mnie Ostoja (Harmonies) jest całkiem spoko, ale dodaliśmy homerule, że jak co jakiś czas schodzą karty punktowania zwierząt albo wymieniamy jedną kupkę materiałow i losujemy od nowa (nie pamiętam dokładnie z którą grałem ostatnio xD). Kaskadii nienawidzę i to strasznie, mimo że gra ma bardzo fajną mechanikę to nie mam ochoty w nią grać przez to jak jest brzydka. Te kafle brrr.
A w środku tyle dobroci, że aż trudno zamknąć okładkę
RECENZJE, RECENZJE, RECENZJE!
W tym miesiącu na warsztat trafiły m.in.:
Fictitious – czyli jak stworzyć karcianego potwora.
Warzywa wartościowe – gra, która udowadnia, że marchewka też ma charakter
Karnuta – klimat, magia i odrobina tajemnicy… idealne połączenie
i wiele więcej...
W tym numerze podrzucamy Wam kilka tytułów na majówkowy weekend oraz gry, które urzekają swoim wyglądem i bedą świetnym uzupełnieniem Waszych świątecznych stołów
Poza tym, standardowo, zaglądamy w gwiazdy i przekazujemy Wam, co przygotował dla Was geekowy horoskop, a dla lubiących kolorowanki i potrzebujących chwili zen po partii - świąteczna edycja malowanki.
NOWOŚĆ!
Znani z ekranu i social mediów recenzenci zdradzają, jak naprawdę podchodzą do recenzowania planszówek. To nasz pierwszy artykuł z cyklu: Gdy recenzent siada do planszówki. Kulisy oceniania gier.
Chcemy Wam przedstawić jak pisze się recenzje, na co zwraca się uwagę i czy trzeba grać kilkanaście razy, by poznać dobrze grę
Organizujecie wydarzenia planszówkowe? Prowadzicie spotkania dla graczy? Pokażcie swoją inicjatywę na łamach naszego magazynu. Napiszcie na [email protected]
Macie trochę czasu i chcecie nam pomóc w tworzeniu Planety Mepli? Dajcie znać. Napiszcie na [email protected]
Wracam po raz ostatni do tematu armii kartagińskiej doby II wojny punickiej. Dziś wisienka na torcie- kartagiński słoń bojowy!
Formacje słoni bojowych były jedną z tych które obrosły wieloma mitami. Fascynowały już starożytnych, zwłaszcza jeśli stykali się z nimi pierwszy raz. Do dziś zresztą nie przestają zachwycać, o czym świadczą liczne publikacje naukowe, przedstawienie w kinie i grach bitewnych, zarówno komputerowych jak i tych rozgrywanych na stole.
W większości przypadków słoń bojowy (czy też cała ich formacja) przedstawiany jest jako straszliwy potwór, prawie, że czołg, ostateczny boss. Wystarczy wspomnieć przedstawienie słoni w filmie "300" Zacka Snydera, tolkienowskie Mumakile, zarówno literackie jak i filmowe, słonie-bossów z AC:Origins czy te pojawiające się w wojsku Kuszanów w mandze Berserk. Po drugiej stronie mamy przedstawienia bardziej wyważone, a tym samym bliższe prawdzie historycznej- walkę ze słoniami indyjskimi w "Aleksandrze" czy świetny opis w... biblijnej Księdze Machabejskiej. Tak, tak, w Biblii pojawia się walka ze słoniami bojowymi Seleukidów.
Kartagińczycy nie stanowili tu wyjątku. To właśnie na słoniu miał przekroczyć Alpy Hannibal. Był to ostatni ze słoni który przetrwał tę ciężką drogę. Reszta padła po drodze, z wycieńczenia bądź w wypadkach w górach. Uważam osobiście, że prywatny słoń Hannibala przeżył ponieważ raz, że z pewnością na niego chuchano i dmuchano jako na pieszczoszka wodza, a dwa był to słoń syryjski (tak zresztą się niezbyt oryginalnie wabił "Surus" czyli Syryjczyk właśnie) czyli zwierzę większe i silniejsze od słoni używanych powszechnie przez Kartagińczyków.
Punijczycy używali bowiem słoni północnoafrykańskich, wymarłych krewniaków do dziś zamieszkujących sawanny i lasy Afryki środkowej zwierząt. Słonie te były niewielkich rozmiarów, o krótkich kłach i zdecydowanie nie tak silne jak ich południowi krewniacy. Źródła starożytne donoszą, że również słonie indyjskie były od nich większe. Wzrostem zapewne więc zbliżały się do żyjącego w Kongu słonia leśnego, mającego niewiele ponad dwa metry w kłębie.
Z racji rozmiarów odpadały więc one jako platforma do przewożenia łuczników czy oszczepników, co często widać na przedstawieniach słoni indyjskich, niosących na grzbietach wieżyczki, często opancerzonych czy z okutymi kłami. Wszystkie przedstawienia słoni kartagińskich pokazują je jedynie z poganiaczem na grzbiecie.
Dalej jednak były to potężne zwierzęta, będące niejako bronią samą w sobie. Masa ciała, kły oraz zręczna trąba mogły siać spustoszenie w szeregach wroga. Ich pojawienie się miało duży impakt psychologiczny, zwłaszcza dla żołnierzy niezaznajomionych z tymi zwierzętami. Ich zapach płoszył konie. Jak widać więc, słonie punickie mogły być przydatną bronią. Ich kontyngent stanowił zawsze ważne wsparcie dla sił Kartaginy; aż do straszliwego w skutkach rozejmu z Rzymem po II wojnie punickiej, kiedy to Rzymianie zmusili Kartaginę do oddania wszystkich swoich słoni, a także zabronili ujeżdżania nowych. Tak skończyła się historia punickich słoni bojowych.
W Basic Impetusie armia punicka może wystawić podstawkę słoni. Swojego przedstawiłem w malowaniu inspirowanym freskami z fenickiej Marissy, gdzie widać słonia z narzutką i co ciekawe pomalowanymi uszami. Być może punijczycy znaczyli w ten sposób te zwierzęta, lecz co miałoby to znaczyć- ginie w pomroce dziejów. Hat-owski słoń źle się malował i kleił, jestem absolutnie niezadowolony z efektu. Było nie było- armia Kartaginy z II wojny punickiej została dokończona. Ja jednak porzucę skalę 1/72, zdecydowanie nie na me oczy i szyję i przeproszę się z 1/56 czyli dominującą w wargamingu historycznym 28 mm. Dajcie znać czy chcielibyście dalej śledzić moje poczynania.
I niech błogosławieństwo Tanit będzie z Wami!!!
Fot.1 Stella nagrobna z wizerunkiem słonia, zwieńczona symbolem bogini Tanit, Kartagina 300-146 pne
Fot.2 Srebrny szekiel z wizerunkiem Baala-Melkarta i słonia, 237-209 pne
Fot.3 Wnętrze grobowca w Marissie, Idumea, II wiek (słoń widoczny nad wnęką po prawej)
@Bjordhallen zostawię sobie 1/72, będę domalowywał wypraski i eksperymentował na nich malarsko. Planowałem w 28mm Impetusa dalej ciągnąć, Hail Caesar albo inny historyczny, po prostu zapodstawkuje na trayach. Niestety mój lokalny klub gra z historyków tylko w Bolt Action i Ogniem i Mieczem - to pierwsze czemu by nie, ale OiM trochę za małe jak na mój gust.
O Sadze słyszałem, że gra się nieźle, ale nie próbowałem - przyblizysz?
@QvintvsCornelivsCapriolvs gralem tylko na targach planszowkowych
Minus ( dla mnie): brak naprzemienne interakcji
Plus: maja takie karty z rozkazami ( takie super umiejętności) które się aktywuje specjalnymi kośćmi ( kładzie na tych kartach)
Np Rzym miał chyba umiejetność „ musztra „ - żołnierze usuwali zmęczenie
Kartaginczycy - umiejetność „podstęp” - zmienia umiejętności zaznaczone przez przeciwnika np. Przekładasz kostkę przeciwnikowi na inna umiejetność
Jakoś miesiąc temu opisywałem Cosy Stickerville (link poniżej). Dzisiaj chciałbym jedynie napisać, że wraz z żoną, która raczej nie lubi gier planszowych, udało nam się skończyć kampanię Było super, zabawnie, ciekawie. Polecam w sumie każdemu: można grać z dziećmi, z dorosłymi, można łatwo aplikować własne zasady. Jest to na pograniczu bycia grą planszową bo to swego rodzaju wyklejanka z historią, ale zabawy jest dużo