#gorce

0
51

Siema,

To już poniedziałek? No to skoczmy w góry z #piechurwedruje

---------

Szczyt: Lubań (Gorce)

Data: 22 października 2022 (sobota)

Staty: 14km, 4h, 680m przewyżyszeń


Jak co roku wybraliśmy się ze znajomymi na wspólny, uświęcony wyjazd celem zresetowania mózgów i poznęcania się nad wątrobami. Drugiego dnia mieliśmy uderzyć na szlak i trochę obawiałem się, jak to będzie wyglądało, biorąc pod uwagę poprzedni spęd, na którym podobna eskapada kosztowała niektórych z nas śniadanie. Tym razem jednak poranek odnalazł wszystkich w dobrym zdrowiu i gotowych do odrobiny ruchu.


Zakwaterowani byliśmy w wynajętym domku w Grywałdzie, niedaleko zielonego szlaku prowadzącego na Lubań. Aby do niego dołączyć poszliśmy wzdłuż ulicy, przy której znajdował się nasz dom, po czym doszliśmy na skraj lasu, do którego weszliśmy wąską ścieżką. (Nie jest ona oznaczona na mapach, więc nie jestem w stanie odwzorować dokładnej trasy, którą szliśmy, dlatego w linku jest jej przybliżenie.) Po jakimś czasie kluczenia między drzewami - bo część drogi szliśmy na przełaj - udało się dołączyć do szlaku w okolicy polany Żarnowiec.


Było chłodno, a w powietrzu wisiał deszcz, który jednak na szczęście nie zdecydował się padać. Droga była błotnista, ale nie przeszkadzało nam to w ogóle. Górskie powietrze podziałało jak lekarstwo na nasze skacowane lekko łby i szło się przyjemnie. Las raczył barwami późnej jesieni, ciesząc zmęczone jeszcze oko.


Pod względem nachylenia trasa nie sprawiała specjalnego problemu i dopiero ostatni odcinek na szczyt, który zaczynał się przy ruinach starej bacówki, był bardziej nachylony. Prowadził pod górę po dywanie brązowych liści, którymi usłana była biegnącą pomiędzy nagimi drzewami ścieżka.


W końcu dotarliśmy w okolice bazy namiotowej, spod której poszliśmy na wieżę widokową. Otaczająca nas roślinność raczyła eksplozją najróżniejszych kolorów: od przyciemnionych zieleni iglastych drzew, przez żółcie i brązy liści, po bordy i beże rosnących krzaków i wysokich traw. Nic tylko wyciągnąć sztalugę, rozłożyć płótno i pędzlem uwiecznić zjawiskowy krajobraz.


Spod wieży widać już było Tatry, które mimo pochmurnej pogody prezentowały się bardzo ładnie i kusiły swoją pozorną bliskością. Weszliśmy na wieżę, z której można było podziwiać widok na wszystkie strony świata, ale to właśnie Tatry, a także Pieniny i Gorce grały tu pierwsze skrzypce. Wiatr robił się coraz bardziej uciążliwy, więc założyliśmy kurtki i zeszliśmy z wieży.


Udaliśmy się ponownie w stronę ruin bacówki, spod której planowaliśmy odbić na niebieski szlak, a po drodze spotkaliśmy bardzo miłe panie, które poczęstowały nas jabłkami. Droga powrotna była równie błotnista, co ta, którą wchodziliśmy na szczyt. Szybko minęliśmy Kuternogową i wkrótce wyszliśmy z lasu. W brzuchach burczało nam już od dłuższej chwili, dlatego ucieszyliśmy się na widok karczmy znajdującej się przy małym stoku narciarskim - niestety, szczęście nam nie dopisało i okazała się być zamknięta ze względu na wesele.


Pozostało wrócić do wynajmowanego domku w Grywałdzie. Według map, z niebieskiego szlaku można było odbić w jakąś ścieżkę i dojść w okolice cmentarza znajdującego się niedaleko miejscowego kościoła. Problem polegał na tym, że żadnej ścieżki nie było, a alternatywa, polegająca na spacerze przy drodze, niespecjalnie nam się podobała. Postanowiliśmy więc iść na przełaj, mniej więcej tam, gdzie miała być dróżka i w ten sposób wpieprzyliśmy się w bagno, nie mając pojęcia jak iść dalej.


Po kilkunastominutowych manewrach w rozmokłej i grząskiej ziemi udało nam się dotrzeć na stabilniejszy grunt, a w końcu też do normalnej, asfaltowej drogi. Wróciliśmy do domku, odpaliliśmy grilla i browarki, wygrzaliśmy zmarznięte kości w saunie i w tak miłych warunkach zakończyliśmy naszą wycieczkę.


Trasa (przybliżona) dla zainteresowanych.


#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia #gorce

97bfc165-d1f2-4337-8581-2ca13cbdef53
ded89626-aaa9-466d-9043-4c771ef9c742
548d30c9-326d-430e-87a9-d6da49d726e0
7339ec19-b5bf-44d9-a5b6-10be549c30be

Zaloguj się aby komentować

Siema,

W dzisiejszym #piechurwedruje będzie ciemno. Zapraszam i zachęcam do obserwowania tagu

---------

Szczyty: Hrube, Bukowina Miejska, Turbacz, Obidowiec (Gorce)

Data: 11/12 stycznia 2023 (środa/czwartek)

Staty: 18km, 5h45, 640m przewyżyszeń


Rok ledwo się zaczął, a z tatą zdążyliśmy już obskoczyć ładną nocną trasę w Lasku Wolskim, przemierzając większość z przebiegających tam szlaków, co opisywałem w jednym z wcześniejszych wpisów. Czas jednak było wziąć się za prawdziwe góry, a nie marne substytuty, więc szybko zaczęliśmy się umawiać na kolejne wyjście.


Pragnęliśmy pochodzić w śnieżnej scenerii, więc zacząłem sprawdzać kamerki z różnych schronisk. Okazało się, że warunki w górach ogólnie były całkiem fajne, pozostało wybrać szczyt do zdobycia. Wygrały Gorce i królujący w nich Turbacz. Szybko zaplanowałem trasę, którą jeszcze nie szedłem, i kilka dni później o 20:30 wyruszaliśmy już z tatą na szlak z pokrytej topniejącym śniegiem Obidowej.


Na Bukowinę Obidowską wchodziliśmy szlakiem zielonym. Ostre, zimne powietrze wypełniało nam płuca i jak zwykle musiało minąć trochę czasu zanim udało nam się znaleźć odpowiedni rytm marszu. Na początkowym etapie śnieg był mokry, a drogę przecinały liczne małe strumyki powstałe z roztopów, także szło się niezbyt komfortowo. Na szczęście, im wyżej się znajdowaliśmy, tym mróz był większy, i wspomniany problem zniknął.


Było praktycznie bezchmurnie, dzięki czemu mogliśmy podziwiać upstrzone plamkami gwiazd ciemne, pozbawione zanieczyszczenia światłem niebo. Dodatkowo w wyprawie towarzyszył nam unoszący się nad wierzchołkami gór pyzaty księżyc. Dotarliśmy na Bukowinę Obidowską, z której czarnym szlakiem poszliśmy na Bukowinę Miejską, zahaczając po drodze o Hrube. Śniegu było mniej więcej po kostkę, na polanach po połowę łydki, ale trasa, którą przemierzaliśmy była na ogół dobrze udeptana i przetarta.


Z Bukowiny Miejskiej żółty szlak poprowadził nas do schroniska pod Turbaczem. Maszerowało się bardzo przyjemnie, rozległe polany umożliwiały podziwianie pogrążonych w mroku, ledwie zarysowanych wierzchołków sąsiadujących szczytów. Minęliśmy kaplicę na Rusnakowej polanie, a po kilometrze również pomnik upamiętniający partyzantów.


Chwilę później znaleźliśmy się przed okazałym schroniskiem, które na szczęście było otwarte w nocy i można było się w nim ogrzać. Zrobiliśmy dłuższą przerwę na posiłek i gorącą herbatę, a przede wszystkim na to, żeby tacie wyschły trochę ubrania, bo zwyczajnie w nich pływał. W schronisku panowała cisza, którą z największą starannością próbowaliśmy uszanować.


Gdy ubrania taty nadawały się już do ponownego założenia, opuściliśmy budynek i udaliśmy się na Turbacz, który znajdował się już rzut beretem od nas. Czerwony szlak zaprowadził nas pod obelisk znajdujący się na szczycie, pod którym zrobiliśmy sobie zdjęcie, a następnie zaczęliśmy z niego schodzić. Sprawdziłem zegarek - wybiła północ.


Ten kawałek w zimowej scenerii był chyba najbardziej atrakcyjny z całej wyprawy. Śniegu było sporo, a trasa prowadziła pomiędzy wysokimi drzewami iglastymi, których gałęzie uginały się pod ciężarem białego puchu. Momentami tworzyły piękne lodowe tunele, klimat był naprawdę świetny.


W dalszym ciągu idąc czerwonym szlakiem udaliśmy się w stronę Obidowca, a później na Stare Wierchy. Droga prowadziła zjawiskowo ośnieżonym lasem, czasami przecinając mniejszą lub większą polanę. Szlak był jednak przetarty i nie mieliśmy problemu z zapadaniem się. Niestety, dużo z tego długiego jednak odcinka nie pamiętam - zwykle przy schodzeniu mój mózg włącza się w tryb autopilota i nie rejestruję zbyt wiele z otoczenia.


Po dotarciu na Stare Wierchy postanowiłem spróbować wejść do schroniska, które się tam znajduje, żeby przybić pieczątkę do książeczki. Drzwi na szczęście były otwarte, ale nad nimi zawieszony był dzwoneczek, którego dźwięk mógł niestety kogoś obudzić przy moim wchodzeniu lub wychodzeniu.


Tu nasza wyprawa dobiegała już kresu. Zielonym szlakiem, który prowadził utwardzoną drogą pokrytą topniejącym znowu śniegiem, zeszliśmy do Obidowej i zapakowawszy rzeczy do auta ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Czwartek w pracy okazał się na szczęście łagodny i w trakcie dnia udało mi się przyciąć komara na godzinę, dzięki czemu udało mi się go jakoś przeżyć. Myślą cały czas wracałem jednak do nocnej przygody, która była jednocześnie bardzo bliska, ale jednak już odległa. Wiedziałem jedno - trzeba było to szybko powtórzyć.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #podroze #wedrujzhejto #fotografia #gorce

19df23aa-76e6-43f3-adf0-f96da6315e2f
45ce5622-8cba-4015-9049-5f8a159309a8
453362fa-5edf-4f5b-af03-ff9bec8a21bf
722d6951-2dd2-4352-9e9c-d3d1a2999c94
cc2a0e91-ccb1-4f2b-acd2-4e51da038fb5

Zaloguj się aby komentować

Udało się zaklepać urlop na majówkę, więc można rozpocząć drugi sezon #zielczanwgorach . Plan jest na zdobycie górek KGP z poniższej mapy, może ktoś poleci mi nocleg, w okolicach Mszany (a może w samej Mszanie) z dobrym dojściem do szlaków?


#gory #gorce #beskidwyspowy #beskidmakowski #koronagorpolski

da721378-7e56-4857-abbd-bd35b8d2e36b
Zielczan userbar

Zaloguj się aby komentować

Siema,

W dzisiejszym #piechurwedruje ostatnia wycieczka z 2019 roku, o której chciałem Wam opowiedzieć. Zdjęć mam z niej mało, ale jest o tyle istotna, że była to moja pierwsza w pełni nocna wyprawa, od której zaczęło się późniejsze szaleństwo. Zapraszam!

---------

Szczyt: Turbacz (Gorce)

Data: 16/17 listopada 2019 (sobota/niedziela)

Staty: 16.5km, 5h30, 820m przewyższeń


Był listopad i wielkimi krokami zbliżał się termin narodzin Myszorka. Zaczynało się robić trochę nerwowo, dodatkowo miałem dziwną sytuację w pracy i szukałem jakiegoś ujścia dla gromadzącej się negatywnej energii. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby pójść gdzieś w góry, ale dla odmiany - nocą. Inspiracją byli moi koledzy, którzy na takiej wyprawie byli kilka lat wcześniej.


Zadzwoniłem do kuzynostwa i po krótkich ustawieniach była gotowa zarówno ekipa, jak i termin. Wraz z kuzynką i kuzynem zdecydowaliśmy, że naszym celem zostanie Turbacz - był w miarę blisko, a poza tym należał do zbioru szczytów z #koronagorpolski, do którego to klubu w tamtym momencie należeliśmy już wszyscy.


Na parking w Koninkach zajechaliśmy około 19 i wyposażeni w czołówki rozpoczęliśmy poszukiwania drogi. Na początku źle skręciliśmy z parkingu i doszliśmy pod wyciąg, także musieliśmy się cofnąć, aby wejść na właściwy już niebieski szlak.


Rozpoczęliśmy wspinaczkę, z której nie pamiętam zbyt wiele poza tym, że moja kupiona dzień wcześniej najtańsza latarka z Decathlona nie nadawala się do świecenia nawet przy sikaniu. W porównaniu do mocnej latarki kuzyna przy mojej miałem wrażenie, że tam, gdzie nią oświetlam, jest ciemniej. Postanowiłem wtedy zamówić sobie mocniejszą czołówkę jak tylko wrócę do domu.


Tak czy inaczej, w swoim tempie sukcesywnie zdobywaliśmy wysokość, a przy rozmowie czas mijał szybko. Dotarliśmy tak do Diabelskiego Kamienia znajdującego się przy Czole Turbacza. Księżyc świecił jasno oświetlając pięknie znajdującą się tam Halę. Wpadliśmy na pomysł, żeby włączyć muzykę z Władcy Pierścieni (temat z Uruk Hai), zgasiliśmy latarki i przez kilka minut biegliśmy polaną w zupełnej ciemności - klimat był niesamowity.


Minęliśmy ołtarz polowy i bardzo, bardzo błotnistą drogą poszliśmy do schroniska. Zrobiliśmy tam dłuższą przerwę na gorącą herbatę i posiłek, przybiliśmy także pieczątki do książeczek. W telewizji leciał chyba jakiś mecz, bo pamiętam, że na stołówce było pełno rozemocjonowanych ludzi. W końcu stwierdziliśmy, że czas uderzyć na szczyt i spakowaliśmy rozłożone bambetle.


Na Turbaczu znaleźliśmy się dokładnie o 23. Zrobiliśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć pod obeliskiem i czerwonym szlakiem rozpoczęliśmy drogę powrotną. Po drodze minęliśmy turystę, który szedł tej nocy w pojedynkę - zrobiło to na nas spore wrażenie, a mi w głowie zakorzeniła się idea samotnych nocnych wędrówek.


Dalszej części trasy niestety nie pamiętam, ale przy Obidowcu musieliśmy skręcić na zielony szlak, bo mam w głowie jakieś zamglone obrazy mijanego wyciągu narciarskiego. Całą wycieczkę wspominam bardzo dobrze - z kuzynostwem spędziliśmy na prawdę fajne chwile, warunki były super, a dodatkowo ten wypad otworzył przed nami nowe możliwości jeśli chodzi o nocne górskie eskapady.


Trasa dla zainteresowanych.


#gory #podroze #wedrujzhejto #gorce

e1fff9de-4844-45a2-b475-2c2c88599adf
8c165de9-8fb8-4a1d-bf54-fa0d9e401a12
b4c084d5-2754-458e-8989-9ab867e5d45e

@Piechur Proszę mi tu nie szkalować najtańszej czołówki z Decathlonu! Moja oświetlała mi drogę na Mont Blanc, Kilimandżaro, w Patagonii, na pustyni Atacama, na Jawie, Islandii, w Dolomitach czy też naszych polskich górach i... robiła to faktycznie bardzo przeciętnie Ale wystarczająco dobrze, by jej na razie nie zmieniać, choć faktycznie jak idę czasem obok kogoś z porządniejszą czołówką, to różnica jest wielka. Właściwie to faktycznie - ta najtańsza pozwala zobaczyć to co pod stopami, ale niewiele dalej. Czego teraz używasz?

@Sniffer Jak nie ma nic innego pod ręką to te najtańsze oczywiście dadzą radę na zasadzie "lepszy rydz jak nic" No ale tak jak piszesz, idąc obok kogoś z lepszym sprzętem widać przepaść jeśli chodzi o jakość.

Teraz chodzę z Black Diamond Spot 400 (octane) - jest w porządku, ale mogłaby trochę dłużej trzymać.

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Dzieciaki poszły spać, więc zapraszam na kolejną porcję #piechurwedruje Sorry za jakość zdjęć, ale w tamtym okresie robiłem je kartoflem.

----------

Szczyt: Gorc (Gorce)

Data: 1/2 luty 2022 (wtorek/środa)

Staty: 10km, 5h, 660m przewyższeń


Miała być prosta i przyjemna trasa, a skończyło się śnieżnym armageddonie i jednej z cięższych przepraw, jaką zaliczyliśmy z tatą - ale od początku.


Wyprawę rozpoczęliśmy już po zmroku z miejscowości Zasadne. Ubraliśmy czołówki, rękawiczki, buty, stuptuty i ruszyliśmy w kierunku Wierchu Młynne. Pogoda była fantastyczna - niebo skrzyło się od gwiazd, wiatru praktycznie zero i pomimo tego, że prognoza jasno pokazywała opady, zaczęliśmy się łudzić, że może wszystko przejdzie bokiem. Nie przeszło.


Od Wierchu Młynne niebo się zachmurzyło i zaczął sypać puchaty śnieg. Złożyło się również tak, że byliśmy pierwszymi, którzy od jakiegoś czasu szli tą trasą, także przypadł nam zaszczyt przecierania szlaku. W śniegu, którego w wielu momentach było po kolana, brodziliśmy do samego szczytu. W międzyczasie wzmogły również się opady i siła wiatru. Każda otwarta przestrzeń utwierdzała nas w przekonaniu, że trzeba było wziąć kominiarki.


Ostatnie kilkaset metrów praktycznie czołgaliśmy się pod górę. Powolnie, krok za krokiem, już nieco opadnięci z sił. W końcu w zamieci ujrzeliśmy zarys wieży. Ostrożnie weszliśmy na górę po oblodzonych stopniach. Z góry oczywiście nic nie było widać, ale też co najlepsze słychać - piździło okrutnie i mimo, że wrzeszczeliśmy do siebie z tatą, żaden z nas nic nie rozumiał, także zostało porozumiewanie się na migi. Z przybicia pieczątki nic nie wyszło, bo tusz zamarzł.


Szybko uciekliśmy ze szczytu, ponieważ zimno mocno dawało się we znaki, a każdy moment bez ruchu sprawiał, że organizm wytracał ciepło. Palców u rąk praktycznie nie czułem. Skierowaliśmy się w stronę polany pod Gorcem Kamienickim i tam cudem odnaleźliśmy szlak (błogosławiony GPS). Śniegu było po pas, wiatr dął nieubłaganie smagając nas bezlitośnie po twarzach poderwanymi z ziemi drobinkami lodu.


Okazało się, że schodzić nie było o wiele łatwiej niż wchodzić. Zmęczenie dawało się we znaki i w jednym miejscu (Palace) zboczyliśmy ze szlaku, o czym łaskawie poinformował nas wyskakujący z zamieci i ciemności owczarek podhalański. Całe szczęście był na łańcuchu, ale przysięgam, że niewiele brakowało, żebym wytyczył nowy odcinek brązowego szlaku.


W tym momencie zdecydowaliśmy wrócić na skróty na trasę, co było pewnie jednym z głupszych pomysłów i przejście dosłownie 150m kosztowało nas jakieś 20 minut. Z zimna rozładował mi się także telefon, więc byliśmy zmuszeni iść trochę na czuja.


Na szczęście sytuacja zaczęła się w końcu uspokajać i reszta drogi minęła względnie w porządku. Udało nam się dostać do auta, które na szczęście odpaliło. Ostatecznie trasę, która w normalnych warunkach zajęłaby może 3 godziny, przeszliśmy w 5.


To wyjście nauczyła nas wiele i często wracamy do niego pamięcią, zwłaszcza, gdy podczas jakiejś wyprawy wydaje nam się, że gorzej być nie może. Wówczas w naszej głowie pojawia się jedno słowo - "Gorc" - i przestajemy narzekać.


Trasa dla zainteresowanych:

https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.5794130,20.2899100;49.5715350,20.2941400;49.5650030,20.2528610;49.5700750,20.2514260;49.5794130,20.2899100&utm\_source=android\_app&utm\_medium=share&utm\_campaign=share\_route


#gory #gorce #trekking

a6484783-fd8e-4886-bc33-964c4fb5bbed
bf54a461-c4b6-4767-b401-a8fe07fb822b
660cea3e-c4c7-4393-ba43-275787822abd

@PanGargamel Najgorszy jest start, ale wystarczy 5 minut marszu pod górkę, żeby krew rozprowadziła ciepło po całym organizmie

Zaloguj się aby komentować

Siema,

Chciałbym rozpocząć tym wpisem serię wspominek z moich górskich wędrówek - mam nadzieję, że format Wam się spodoba

--------

Tag do śledzenia/blokowania: #piechurwedruje

--------

Szczyty: Kudłoń, Kiczora, Gorc (Gorce)

Data: 7/8 lipca 2023 (czwartek/piątek)

Staty: 34km, 9h30, 1.370m przewyższeń


Pomysł na wyprawę zrodził się rankiem - nosiło mnie już dłuższy czas, pogoda zapowiadała się fajna, córa zdrowa, ciężko było nie skorzystać. Zwykle proponuję taki wyjazd kilku moim znajomym i rodzinie, ale przeważnie na zew odpowiada tylko mój niezawodny tata, który we wpisach będzie przewijać się nie jeden raz.


Wystartowaliśmy z Rzek o 20:30 z planem, aby o 4:30 podziwiać wschód słońca na Gorcu. Czasu i dużo, i mało - nigdy nie wiadomo co się zdarzy po drodze, także przy wschodach zwykle uwzględniam ok. 1h buforu bezpieczeństwa.


Od około 21:30 zapanował mrok, więc musieliśmy odpalić czołówki i rozpoczęliśmy wspinaczkę na Kudłoń (szlak żółty). Trasa niewymagająca, miejscami nieco ostrzejsze podejścia, ale po drodze mija się kilka polan oferujących ładne widoki, także jest różnorodnie.


Z Kudłonia udaliśmy się do schroniska pod Turbaczem - zejście do przełęczy Borek i ponowne zdobywanie wysokości do samego schroniska, cały czas żółtym szlakiem. Tempo mieliśmy bardzo dobre i na miejscu byliśmy już o północy (od startu minęło 3h30, a przebyty dystans wynosił 13km).


Postanowiliśmy tym razem nie zdobywać samego Turbacza, zwłaszcza że w tym roku byliśmy już dwukrotnie, zamiast tego udaliśmy się na pobliską Kiczorę (szlak czerwony), opuszczając tym samym największą imprezownię w górach.


Z Kiczory na Gorc prowadzi szlak zielony, przebiegający przez polanę przy Jaworzynie Kamienickiej. Jest tam ładna kapliczka bielona wapnem w starym górskim stylu; świetnie komponuje się z dostępną za nią panoramą. Dodatkowo, można stamtąd zejść do Zbójeckiej Jamy - małej jaskini szczelinowej. My zeszliśmy, szału nie było.


Dalsza część trasy do Gorca była niewymagająca I w sumie niewiele z niej pamiętam, oprócz ostatniego odcinka jakiś czas za Średniakiem - w pewnym momencie szlak odbija w lewo i opuszcza szeroką leśną drogę, łatwo przeoczyć ten skręt i zamiast na szczyt trafić do bazy namiotowej.


O 3:40 dotarliśmy pod Gorc, więc do wschodu została prawie godzina. Pozostały czas wykorzystaliśmy na regenerację i podziwianie powoli rozjaśniającego się nieba. Wędrując nocą łatwo zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego jak światło, tym bardziej docenia się eksplozję barw, którą dostarcza poranek.


Wieża na Gorcu oferuje przepiękny widok na Beskidy, Gorce, Pieniny i Tatry. Słońce przywitaliśmy z tatą w towarzystwie dwóch innych wędrowców, których gorąco pozdrawiam jeśli jakimś cudem czytają ten wpis.


No cóż, słońce wzeszło, czas wracać. Do Rzek poprowadził nas szlak niebieski, którego najładniejszą częścią jest zdecydowanie polana na Gorcu Kamienickim - wykąpana w ciepłych promieniach wyglądała baśniowo.


Trasę polecam wszystkim, dla których Gorce kojarzą się tylko z Turbaczem i uważają, że góry te nie mają za wiele do zaoferowania. Po kilku latach chodzenia zostały jednym z moich ulubionych pasm


#gory #wedrujzhejto #gorce #fotografia

f299b753-9db7-46c4-8126-57d683633e75
2e6882a8-0e29-49db-8c65-85a7ea23f849
0eb7158a-4458-4dad-9641-a3bf044af986
b9663166-025f-4af5-84e5-c511aaa300c0
3603d1a8-215c-42b3-ad67-5e25463325dd

Jesienna wycieczka z Rabki przez Bacówkę na Maciejowej i Schronisko na Starych Wierchach aż na Turbacz. Czerwonym szlakiem GSB - Główny Szlak Beskidzki i złota polska jesień Zapraszamy


Gorce: od Maciejowej po Turbacz https://www.places2visit.pl/miejsca/gorce-od-maciejowej-po-turbacz/

6c24f80a-9791-4e23-9dd5-bfa127eb306b
8d67c115-c25a-460b-811b-899a3cce8a52
afe8e3f6-b382-4df9-9389-4c2602509fb6
e413f46e-b06c-4d78-9a27-31d97e199d57
8dbd57d8-d85d-4e38-a7df-c0b156403cf6

Zaloguj się aby komentować